Strona główna

Andrzej Szczypiorski: początek fragment powieści


Pobieranie 15.71 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar15.71 Kb.

Andrzej Szczypiorski: POCZĄTEK

Fragment powieści


- Ona jest trochę podobna do Henia, prawda?

- Ale Henio nie był taki ładny- odparła matka.

- Mamo, nie używaj czasu przeszłego! – zawołał.

Westchnęła ze smutkiem.

- Przecież już tyle miesięcy nie dał znaku życia...

- Jeśli chodzi o brata tej małej- rzekł mężczyzna- to jego nie ma z tamtej strony muru.

- Ukrywa się gdzieś na wsi- zawołał Pawełek.- On jest silny, inteligentny. Zresztą...

Urwał, bo był pełen niepokoju. Już dawno nie myślał o Heniu. Heniu zniknął nagle, późną jesienią. Rozstali się pewnego dnia na Koszykowej, przed gmachem biblioteki publicznej. Pawełek przyniósł Heniowi trochę pieniędzy. Henio był wesoły, powiedział:

- Postanowiłeś dziś hulować!

- Nie rób głupstw- odrzekł Pawełek. _ Wracaj do Flisowskiego. Nic Gorszego, jak kręcić się bez celu po mieście.

Dlaczego bez celu?- zawołał Henio Fichtelbaum. Pójdę do cukierni, może poznam jakąś piękną pannę, która mnie do siebie zabierze, a po wojnie się z nią ożenię i pojedziemy do Wenezueli.

- Proszę cię, Heniu- rzekł Pawełek z odrobiną złości. –Jesteś przecież dorosłym człowiekiem. U Flisowskiego masz jakie takie warunki

- Daj mi spokój- krzyknął Henio. Łatwo co mówić. Jakie warunki, do diabła. Siedzę na sruchu jak nietoperz, stary przychodzi dwa razy na dzień, zostawia żarcie, jest głuchy jak pień, nawet słowa z nim zamienić nie można. Czy ty sobie w ogóle wyobrażasz takie zamknięcie na strychu, takie małe okienko, przez które widać tylko skrawek nieba, zawsze ten sam !? Ani jednej gałązki, ani jednej twarzy. Tam mysz skrobią w nocach, Pawełku. Tylko myszy. I chodzić wcale nie mogę. Trzy kroki w lewo, zwrot, trzy kroki w prawo, zwrot! I cicho na palcach żeby nikt nie usłyszał...

- Heniu - rzekł Pawełek z naciskiem, jakby mówił do małego dziecka – tam jesteś bezpieczny. Czy wiesz ile wysiłku kosztowało znalezienie takiej pysznej kryjówki? Flisowskiemu borowałem dziurę w brzuchu, żeby cię przyjął na jakiś czas... Ja zresztą teraz szukam...

- Ach, nie mów tyle! przerwał gniewnie Henio, a jego kapryśne wargi przybrały wyraz niechęci i wzgardy. – Wiem, że robisz co możesz. Ale przecież chodzisz po mieście, stykasz się z ludźmi, jeździsz tramwajem, rikszą, sam albo z jakąś panną i trzymasz rękę na jej kolanie. Ja mam tego dość, do diabła!

- Nie trzymam raki na kolanie – krzyknął Pawełek, ponieważ Henio dotknął jątrzącej się w jego sercu rany. – A to, że siedzisz u Flisowskiego, nie jest moją winą. Tydzień temu polazłeś do fryzjera? Przecież to jest...

- Czy ja jestem jakiś goryl? - rzekł Henio głosem pełnym gniewu i urazy.- Czy mam wyglądać jak owłosiona małpa, tylko dlatego, że mnie zamknąłeś na strachu?

- Ja ciebie zamknąłem! Ja?

Henio Fichtelbaum machnął ręką.

- Zgoda, nie ty! Ale przecież muszę o czasu do czasu ruszyć się gdzieś, odetchnąć zobaczyć ludzi. Ty tego nie rozumiesz. Pawełku, ale to jest rozkosz, powiadam ci, prawdziwa rozkosz, tak sobie łazić po Koszykowej, bez celu, po prostu łazić.

- Tego ci robić nie wolno – powiedział twardo Pawełek.

- Wiem. Przecież jestem potulny jak trusia. Nigdy tak mną nie komenderowałeś, wodzu! Będę posłuszny. Ale co jakiś czas, powiedzmy dwa, trzy razy w miesiącu, muszę zejść z tego przeklętego strychu.

- Pod warunkiem, że ze mną...

- Oszalałeś?! Nie będę ciebie narażał!

- To się rozumie – odparł Pawełek – Ale ustalmy, że kiedy wychodzisz, idę za tobą w pewnej odległości, obserwuję...

- Nie bądź lord Lister, Pawełku! Chcesz mnie śledzić? W jakim celu? Przecież i tak mi nie pomożesz...

- Ale będę widział, co z tobą, gdzie jesteś...Może wówczas uda się coś załatwić.

- Nie mamy już forsy na wykup, Pawełku.

- Forsę można jakoś zdobyć. I pamiętaj, nigdy więcej do fryzjera! Tam przychodzą różni ludzie, jesteś w zamknięciu, unieruchomiony, z tym cholernym prześcieradłem pod brodą...

- Wiesz, ten fryzjer opowiadał żydowskie dowcipy. Ryczałem ze śmiechu.

- Robisz na mnie wrażenie, jakbyś nie zdawał sobie z sprawy z powagi sytuacji!

- Prawdopodobnie – odparł Henio. – Ale jest jednak moja sytuacja, weź to łaskawie pod uwagę.

Pawełek nie chciał dopuścić do nowego spięcia, więc roześmiał się z przymusu.

- Dobrze, Heniu. Proszę cię, wracaj teraz do Flisowskiego. Wpadnę pojutrze. Wtedy omówimy szczegóły twoich spacerów.

Podali sobie dłonie. Pawełek wszedł do gmachu biblioteki, Henio zawrócił w stronę Marszałkowskiej. Wtedy Pawełek widział go po raz ostatni. Gdy bowiem w umówionym terminie przyszedł do starego Flisowskiego, okazało się, że Henio Fichtelbaum wcale nie wrócił na strych. Stary zegarmistrz Flisowski był bardzo zadowolony z takiego obrotu sprawy.

- Panie Kryński – rzekł do Pawełka – powiedz pan koledze, żeby się już tu więcej

nie pokazywał. Ja mam dość własnych zmartwień i chcę dożyć końca wojny, jaki by nie

był ten koniec.

- Panie Fisowski – zawołał Pawełek – przecież to nie możliwe! Umówiliśmy się!

- Gadaj pan zdrów! – przerwał stary zegarmistrz. – Powiedział i basta! Jak pan będziesz miał jakiegoś starszego człowieka, spokojnego starszego człowieka, który siedzi cicho, nie gwiżdże tango milonga, nie puka w mój sufit, żeby go wypuścić do ustępu dziesięć razy dziennie, nie wrzeszczy mi di ucha, że ma brzydkie widoczki z okna, jak pan będziesz miał takiego statecznego, starszego pana, to ja mogę go nawet przyjąć na jakiś czas. ale tego pańskiego koleżkę to już nigdy, jak Bóg na niebie!

Od tamtego dnia późnej jesieni Henio Fichtelbaum zniknął i Pawełek obcował z pamięcią o nim, z cieniami swego przyjaciela, o którym sądził, że został zabity, choć przecież najskrytszym kąciku serca żywił nadzieję, że Henio ukrywa się bezpiecznie i myśli o swym przyjacielu Pawełku. Ale w ciągu długiej zimy nadzieja stawała się coraz słabsza, a wiosną całkiem stopniała. Gdy jednak teraz matka oświadczyła, że Henio nie był taki ładny jak jego mała siostrzyczka, Pawełek zaprotestował. Henio jest, pomyślał, Henio żyje. W ten sposób odpędzał od siebie demony.

Za kilka dni w tym pokoju zadzwoni telefon. Pawełek podniesie słuchawkę, spoglądając na złota tarczę zegara i pomyśli, że jest godzina siódma, zaczyna się ładny, kwietniowy dzień.

- Hallo! – powie, patrząc na ciemne wskazówki zegara.

- To ja – usłyszy cichy, daleki głos.

- Heniu! Rany boskie! Co się z tobą dzieje?

Łzy będą spływać po twarzy Pawełka, jakby nie miał dziewiętnastu lat, lecz był małym chłopcem w aksamitnym ubrank, z koronkowym kołnierzykiem pod szyją.

- Chciałbym się z tobą zobaczyć – usłyszał daleki głos.

- Oczywiście Heniu! Słuchaj, to bardzo ważne. Joasia jest zdrowa, u niej wszystko w porządku, przesyła ci pozdrowienia.

Będzie słyszał przez długą chwilę monotonny szum przewodów. Zawoła więc z niepokojem:

- Heniu! Słyszysz mnie?

- Słyszę. Ja też ją pozdrawiam. Chcę się z tobą zobaczyć.

- Gdzie jesteś?

- W mieście.

Znów długa cisza ich odzieli, a potem Henio powie:

- Ja tam wracam!

- Gdzie teraz jesteś? Musimy się zobaczyć.

- Tak. O dziewiątej na rogu Książęcej i Placu Trzech Krzyży, dobrze?

W tym momencie Pawełek usłyszy trzask i połączenie zostanie przerwane. Zawoła jeszcze niecierpliwie: ”Heniu, słyszysz mnie?! Heniu!„ - ale już nie będzie odpowiedzi.

To się jednak stanie za kilka dni. Zadzwoni telefon, siódma na zegarze, za oknem jasny ranek. To jest zapisane w gwiazdach.








©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość