Strona główna

Antologia twórczości ucznióW


Pobieranie 223.12 Kb.
Strona1/3
Data19.06.2016
Rozmiar223.12 Kb.
  1   2   3


ANTOLOGIA TWÓRCZOŚCI UCZNIÓW

SZKOŁY PODSTAWOWEJ

im. W.H. GAWARECKIEGO

w MAŁEJ WSI

Mała Wieś 2013

Wybór przygotowany w ramach projektu
„Dziecięca akademia przyszłości”


realizowanego w roku szkolnym 2012/13

Opracowanie:

Lidia Kopera

Alicja Strzemieczna

Anna Brodalka

Andrzej Jeznach





FANTAZJA

Sabina, Karol i pantofelki

Dawno, dawno temu w pewnym mieście żył sobie utalentowany szewc. Któregoś cudownego ranka zobaczył na stole śliczne pantofelki w niezwykłym odcieniu różu, a przy ich czubkach lśniące brylanciki. Uradowany mężczyzna natychmiast postanowił je sprzedać. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że pantofelki zostały wykonane przez samego diabła, który uważał, iż na świecie jest za dużo dobra mimo tego, że na ziemi czynił już wiele zła. Buciki, mimo swej urody, nie dodawały uroku panienkom, które je nosiły. Sprawiały, że nogi wywijały pląsy, kopały innych, skakały na stół itd. Dzieło czarta natychmiast przyciągnęło wiele spojrzeń i wywołało olbrzymie zadziwienie.

Niezwykłe pantofelki kupiła młoda Sabina. Jednakże wśród zachwycających się bucikami była również zazdrosna i wredna siostra dziewczyny Rebeka. Po powrocie z zakupów włożyła swój nowy nabytek do pozłacanej szafy. Pantofelki czekały na stosowną okazję, aby je założyć. Mimo, że dziewczyna była córką kupca tak bogatego, że mógłby wybrukować ulice złotem, w przeciwieństwie do swojej siostry nie zachowywała się jak rozpieszczona królewna. Pomagała służbie i kucharzom, biednym często ofiarowywała kilka groszy, zmęczonym pomagała nieść wiadra wody, ciężkie torby drewno itp. Nigdy nie patrzyła
na nikogo z pogardą, nawet gdy jechała złotą karetą wewnątrz wyścieloną najdroższym jedwabiem i aksamitem. Wręcz przeciwnie, grzecznie mówiła dzień dobry i miło się uśmiechała. Nigdy nie lubiła się stroić. Prosta sukienka w zupełności jej wystarczała. Jej siostra była zupełnie inna. Nigdy nie pomagała nikomu, każdemu skąpiła i na każdego patrzyła krzywo i z pogardą.

Któregoś popołudnia ogłoszono, że wieczorem odbędzie się bal, na którym książę wybierze żonę. Wszystkie panny zaczęły się szykować. Bogatsze dziewczęta rozkazały przygotować karety tak, ażeby lśniły jak gwiazdy. Rebeka tak bardzo chciała wyjść za księcia, że ukradła diabelskie pantofelki. Problemem jednak było to, że chciała wyjść za królewskiego syna tylko ze względu na bogactwa. Sabina jednak uczesała skromnego koczka i ubrała się


w sukienkę swojej zmarłej matki. Ponieważ nie miała swoich nowych pantofelków, była
z tego powodu trochę smutna. Założyła pantofle swojej babci. Ubrała się tak, gdyż uważała, że książę, gdyby miał ją pokochać, to nie tylko ze względu na bogactwa. Kiedy dziewczyna przybyła na zamek, książę zaczął tańczyć z Rebeką. Moc pantofelków zaczęła działać i zła dziewczyna powędrowała w świat, wywijając pląsy, bo nie mogła zdjąć pantofli. Księcia Karola oczarowała Sabina nie tylko wyglądem, ale i skromnym strojem. Tego wieczoru książę poprosił Sabinę o rękę.

Morał z tej baśni jest taki, że nie trzeba wielkich bogactw, aby żyć długo i szczęśliwie - tak jak Sabina i Karol.



Katarzyna Jeznach

O pięknej Ninie i brzydalu

Dawno, dawno temu w uroczym domku niedaleko lasu żyła sobie pewna rodzina. Składała się ona z pięciu osób: ojca, matki i trzech córek. Najmłodsza miała na imię Nina. Jej to właśnie ojciec nie potrafił pokochać. Mężczyzna marzył o synku, a gdy urodziła się trzecia dziewczynka, to był bardzo niezadowolony. Nina musiała wykonywać wszystkie ciężkie prace w domu i w gospodarstwie. Życie dziewczyny pogorszyło się jeszcze bardziej, kiedy nagle zmarła jej mama. Całe obowiązki spadły na nią, a przy tym okrutny ojciec ciągle jeszcze wrzeszczał.

Pewnego dnia mężczyzna stwierdził, że córka niedokładnie posprzątała podwórze
i uderzył ją kilkakrotnie laską po plecach. Obolała Nina długo nie mogła zasnąć w nocy, tylko cały czas płakała.

Nagle usłyszała tajemniczy głos:

- Uciekaj z tego domu, a tam, gdzie usłyszysz syk węża, spotkasz swojego męża.

Bladym świtem Nina zapakowała chleb i wodę w tobołek i ruszyła w świat. Szła wielkim, gęstym lasem przez sześć dni i sześć nocy. Była bardzo zmęczona i usnęła pod wielkim drzewem. Siódmego dnia, kiedy obudziła się rano, usłyszała głośny syk węża.


Z początku bardzo przeraziła się, ale po chwili przypomniała sobie o tajemniczej wróżbie. Rozejrzała się wokół i jej oczom ukazał się mały domek z zielonymi okiennicami
i hebanowymi drzwiami, na których widniał napis:

„Zapraszamy do środka!”

Na powitanie dziewczyny wybiegły dwa szczeniaczki, które przyjaźnie merdały ogonami
i przytulały się do nogi Niny.

Po chwili z chaty wyszło trzech mężczyzn. Dwaj byli bardzo wysocy i urodziwi, natomiast trzeci był okropnie brzydki i niskiego wzrostu.

- Czego szukasz, panienko? – zapytali.

- Uciekłam z domu od złego ojca i poszukuję dachu nad głową. Za to chętnie pomogę


w gospodarstwie – odpowiedziała Nina.

- Potrzebujemy kobiecej ręki do prac w domu – rzekli mężczyźni.

Od tej pory Nina sprzątała, gotowała obiady i prała ubrania. Wodę do prania ze strumienia chętnie nosił najbrzydszy z domowników o imieniu Dobromir. On też okazał się najbardziej pracowitym ze wszystkich mężczyzn. Często po kryjomu otulał śpiącą Ninę własnym kożuchem.

Pewnego razu dziewczyna, budząc się ze snu ujrzała przy swoim łóżku przepiękny bukiet leśnych kwiatów. Poczuła się bardzo szczęśliwa i domyśliła się, że kwiaty te przyniósł Dobromir. Radosna wybiegła na podwórze. Ujrzawszy tam młodzieńca, pocałowała go


z wdzięczności w policzek. W mgnieniu oka brzydki, nieatrakcyjny mężczyzna zamienił się
w pięknego, przystojnego królewicza.

- Nie bój się mnie. Tak wyglądałem przed tym, kiedy zła czarownica zamieniła mnie


w brzydala. Urok miał minąć po pocałunku – rzekł królewicz.

Dalej opowiadał on o tym, że pochodzi z królewskiego rodu i podczas polowania odłączył się od ojca i dworzan. Spragniony napił się wody ze źródła należącego do złej czarownicy.


Za karę wiedźma zmieniła jego wygląd. Od tej pory nie chciał wrócić do ojca, bo i tak by go nie poznał.

Królewicz wyznał Ninie, ze pokochał ją od pierwszego wejrzenia.

- Zostań moją żoną! Zabiorę cię do mojego królestwa – powiedział Dobromir.

- Ja też ciebie pokochałam za twoje dobre serce – odparła dziewczyna.

Nina zgodziła się i oboje wyruszyli w podróż piękną, złotą karocą, która pojawiła się nagle
na polanie lasu.

Kiedy dotarli do bram pałacu, usłyszeli wiadomość o ciężkiej chorobie starego króla. Leżał już na łożu śmierci. Gdy ujrzał swego syna, od razu poczuł się lepiej. Bardzo mu się spodobała wybranka syna. W niedługim czasie odbyło się huczne weselisko. Nina i Dobromir żyli długo i szczęśliwie.

Zły ojciec dziewczyny, opuszczony przez pozostałe córki zmarł w samotności i biedzie.

Arkadiusz Ziółkiewicz

Magiczne kurczaki

Dawno, dawno temu żyła sobie kura o imieniu Lilia. W gospodarstwie wszyscy jej dokuczali, ponieważ była bardzo mała. Pewnego dnia wykluły się jej pisklęta, lecz dwa były innego koloru: czerwonego w białe groszki. Długo przyglądała się im i nie mogła uwierzyć,


że coś podobnego mogło jej się przydarzyć. Pomyślała, że w gospodarstwie znowu będą
z niej drwić. Ale kurki były piękne, jak pisanki.

Po jakimś czasie spotkała wróżkę:

- Wróżko droga, czy mogłabyś mi pomóc?

Ona się uśmiechnęła i powiedziała:

- Przecież to magiczne pisklęta, które ci w życiu pomogą.

- Jak to?! - zapytała ze zdumieniem.

- Słyszałam, że wszyscy w gospodarstwie ci dokuczają i postanowiłam pomóc ci swoją magią. Od tej chwili nic złego ci się nie przytrafi, lecz będą ci zazdrościć.

Lilia była dumna i szczęśliwa, choć do końca nie wiedziała, co ma robić. Kurczęta rosły z dnia na dzień, a mama patrzyła z zachwytem na swoje dzieci.

Pewnego ranka zobaczyła jak jej kurczaki zmieniły ubarwienie piór:

- Jak ładnie wyglądacie!

- Mamo! Przecież my jesteśmy magicznymi kurczakami. Może masz jakieś życzenie ?

- Chciałabym być ładną i dużą kurą.

- Nie ma sprawy ! 1,2,3 - gotowe.

Lilia była zachwycona i nie mogła uwierzyć, że jest taka piękna.

Nagle dookoła niej zebrał się tłum kur i każdy gadał coś pod nosem:

- Jaka ona elegancka - powiedział najpotężniejszy kogut w gospodarstwie.

Kurczęta skakały z radości

Każdy chciał spełnić jakieś życzenia dla siebie. Lecz one mogły spełniać tylko swoje marzenia


i swojej mamy.

Od tej pory już nikt nie śmiał mówić złego słowa na Lilię. Ona była panią i razem


z kogutem rządziła w gospodarstwie. A kurczaki, może już nie, tylko dorosłe koguty! Przez ten cały czas bawiły się swoimi kolorami. W gospodarstwie zapanował spokój i harmonia. Lilia z rodziną żyła długo i magicznie.

Paulina Latarska



JESIEŃ

Jesień

Już jesień nadchodzi

Malutkimi kroczkami.

Lato już odchodzi

Wraz z odlatującymi ptaszkami.

Coraz więcej liści spada,

Dzień jest szary i chłodny.

A jaka na to rada?

Założyć szalik modny.

Wszyscy zbierają kasztany

Małe duże i owalne.

Ile ich już mamy - o, rany!

To jest realne.

Aleksandra Feliciak

*****

Lato nam ucieka

Wraz z pięknym słoneczkiem.

Zima woła z daleka

Wraz z bałwankiem na głowie z garneczkiem.

Kolorowe kosze

Zapełnione maślakami,

Cały czas noszę

Wypełnione grzybami.

Biegnie sarenka po lesie,

Trzyma marchewkę w pyszczku,

A mały zajączek niesie

Buraczki w małym koszyczku.

Koniec wierszyka

o wczesnej jesieni.

Sen już łapie mojego żółwika,

A ja chowam ostatnie jabłka do kieszeni.

Edyta Zapotoczna

Kolory jesieni

Rano, gdy idę do szkoły,

Widzę klony, topole,

A na nich liście żółto-czerwone

I wierzby tańczące na wietrze.

Kolorowo dookoła, jakby obraz tęczowy.

Z drzew na ziemię spadające liście

Lecą ze wsi do miasta,

A tam maja tańce i wiatr dookoła.

Gdy wracam do domu,

To wiatr mi wieje w uszy

I mówi „cześć” jakby nigdy nic.

Później pcha w plecy zupełnie bez powodu

I mówi „do widzenia”.



Jakub Kopecki

Marzenia o jesieni

Marzenia moje

Płyną jak obfite zdroje.

Są różne: podłużne,

Szerokie i głębokie.

Raz marzę o złotej jesieni,

Czasem o białych i czerwonych różach.

Czas płynie tak szybko,

A ja w marzeniach jestem złotą rybką.

Niech każdy się z was dowie,

Że marzenia krążące mi po głowie,

Nadają barw jesieni.

Niech każdy marzy o jesieni!

Miłosz Marczak

Złota jesień

Gdy się lato kończy,

Wtedy jesień się zaczyna.

Z drzew złote liście spadają,

Ludzie już o jesieni gadają.

Idzie przez pola i lasy

I tak idąc, zostawia ślady.

Maluje drzewa w barwne kolory

I przynosi chłodniejsze wieczory.

I choć ranki są chłodniejsze,

Nasze życie jest barwniejsze.

Nie ma znaczenia jesień złota,

Gdy w sercu lato, żar i ochota.

Krystian Sobótka

Jesienne dary

Idzie jesień łąką, drogą,

Sznur korali niesie z sobą.

Wkoło liście kolorowe

Takie żółte, purpurowe.

Są kasztany i żołędzie,

Bo już jesień gości wszędzie.

Dużo różnych, pysznych smaków,

Borowików i maślaków.

W kosze zbiera

Jabłka, gruszki,

Robi z nich

Przetwory oraz suszki.

Jesień robi wielkie sprzątanie

I swoje dary wszystkim rozdaje.

My bardzo się cieszymy,

Gdyż na zimę zapasy robimy.

Bogusława Pielat

Skarby

Idzie lasem jesień,

W koszu różne skarby niesie,

Złote i czerwone jabłka

I winogron kiście.

Idzie polem jesień,

W koszu różne skarby niesie.

Wiatr tańczy po polu,

Liście wirują wkoło.

Idzie sadem jesień,

W koszu różne skarby niesie,

Jabłka złote i czerwone,

Pęki traw i liści złotych.

Kinga Budek

Piękna Pani Jesień

Jesień, jesień już nadeszła,

Liście z drzew spadają

Kap, kap… pada deszcz, jego krople są na oknie,

Kurtki, płaszcze już uszykowane i czekają.

Ptaki odlatują już stąd.

Jesień, jesień piękna pora,

Wszystko piękne ma kolory.

W lasach cicho.

Kolorowe zające kicają sobie tu i tam.

Wiewiórka skacze po drzewach z ogonem do góry.

Sarny razem ze swoimi maluchami grzecznie chodzą sobie po cichym i spokojnym lesie.

Piękna Pani Jesień!

Agnieszka Janczarek

Dywan dla jeży

Lato miejsca ustępuje jesieni,

Która się kolorami mieni.

Liście z drzew spadają,

Złocisty dywan dla jeży układają.

Podziwiam wirujące listki w rytmie walca

I radośnie bawiącego się nimi malca.

Ptaków śpiewy milkną

Odlatujące bociany na horyzoncie nikną.

Pyszne warzywa i owoce z ogrodu zbieramy

I naszą spiżarnię pracowicie zapełniamy.

Jesień jest piękna i kolorowa,

Urody jej nie uchwyci żadna mowa.

Dawid Serwiński

Pożegnanie, powitanie…

Lato odeszło bez pożegnania

I piękną pogodę zabrało nam, kwiaty i słonko ładne.

Lecz przyszła jesień,

Dała nam żółte i brązowe liście, kasztany spadające z drzew.

Jesień, powiedz, dlaczego jesteś chłodnawa,

Powiedz, dlaczego zabrałaś nam lato,

Dlaczego nie dajesz nam tego, co dało nam lato.

Wiem jedynie, że lubimy cię za to, że jesteś kolorowa,

Dajesz nam dziwne zabawy, jak skakanie na kupkę liści.

Lubimy w tobie to, że możemy z jesiennych kasztanów

Robić ludziki i inne stwory.

Ale jedno wiem, że nigdy cię nie odrzucimy.

Weronika Rososińska

Nasz ukochana

Nasza ukochana jesień

Dary dla nas niesie.

Jabłka, gruszki i śliwki,

A także dorodne podgrzybki.

Borowiki i koźlarze,

O jakich często marzę.

Jeże gromadzą jabłka soczyste,

Bo idzie zima – to dla nich oczywiste.

Za to naszą jesień kochamy i bardzo ją serdecznie pozdrawiamy.



Paweł Nowak

Idzie jesień

Lato już się kończy i nastaje jesień.

Trochę nam jest smutno,

Ale z dnia na dzień trochę weselej.

Lecą liście z drzewa,

Piękne, kolorowe.

Bo jesień już idzie

i mamy dobre zdrowie.

Za oknami jest już szaro,

Ale słonko trochę grzeje.

W lesie rosną grzyby i borówki,

Zbierają je w kosze różne „ludki”.

Szybko minie jesień

I znów przyjdzie zima,

a po zimie wiosna i lato do nas zawita.

Aleksandra Szklarska

Spacer w kolorze jesieni

Idę na spacer jesienią,

Kiedy drzewa się kolorami mienią.

Kiedy wiatr we włosy wkłada ci liść złoty.

Na spacerze weszłam na wieżę,

A widok piękny taki,

Jak widzą tylko ptaki.

Wczoraj było pełno zieleni,

Dzisiaj żółci i czerwieni.

Zachwycona wracam do domu,

Złote liście chowam po kryjomu.

Andżelika Jackowska

Jesienne powroty

Już wakacje się skończyły,

Czas do szkoły, moi mili.

Żegnaj wodo, żegnaj las,

Na naukę nadszedł czas.

W szkole gwarno, w szkole wrzawa,

Już skończyła się zabawa.

Teraz przyszedł wrzesień,

A z nim przyszła jesień.

Słońce coraz później wstaje,

Ptaki odlatuj, hen, w dalekie kraje.

Lecą z drzewa liście różnokolorowe,

Jedne są czerwone, a inne brązowe.

W lesie pełno rydzów i maślaków,

Kurek, borowików i kozaków.

W trawie leżą błyszczące kasztany.

Z kolorowych liści zrobię bukiet dla mamy.

W sadzie i w polu trzeba zrobić porządki,

Pozrywać owoce i przekopać grządki.

Kiedy z drzewa spadają złote liście,

To jest jesień, oczywiście!!!

Daniel Dombrowski

Panna Jesień

Panna jesień, złota dama

Wszystkim nam tu dobrze znana,

Wiewiórkom żołędzie dała,

A nam gruszki darowała.

Wszystkie ptaki odleciały,

Gniazda swe pozostawiały.

Wrócą tu za sześć miesięcy,

Gdy usłyszą śmiech dziecięcy…

Gdy nadejdzie zima zła,

To pomyślę sobie tak:

Dobrze, że ta jesień była

I spiżarnię napełniła.

Gabriela Jeznach

Poezje wymyślone

Liście z drzew opadają,

Tworząc dywan kolorowy.

To jesień malowana

Żółtym i pomarańczowym.

Jesienny dzień dżdżysty.

Wiatr chłodny i porywisty

Wdziera się w złociste dywany

I rozrzuca po nich kasztany.

Długie wieczory jesienne

Blaskiem księżyca rozświetlone,

Snują poezje wymyślone

Tajemne i nieskończone.

Maria Iwańska



MOJE MIEJSCE
NA ZIEMI


Skąd wzięła się nazwa Mała Wieś?

Dawno, dawno temu, kiedy powstały pierwsze osady na ziemiach polskich, w zamku pod Płockiem żył książę imieniem Dobromir. Uwielbiał on jazdę konną i często wybierał się na długie przejażdżki po gęstych lasach, których mnóstwo rosło w okolicy. Pewnego letniego dnia postanowił wyruszyć w kierunku nadwiślańskiego grodu Wyszogród. W czasie wyprawy podziwiał lasy i pola, a także kolorowe, pachnące łąki i wolno płynące strumyki. Zachwycił się ogromnie pięknem okolicznych terenów. Raz były to niziny, a raz niewielkie pagórki. Po kilku godzinach jazdy zatrzymał się w pewnej osadzie, która w odróżnieniu od innych nie posiadała jeszcze nazwy. Książę przypatrywał się z zaciekawieniem pracy ludzi, krzątających się


na polach. Nagle wzrok Dobromira przyciągnął kolorowy, poruszający się punkt na odległej łące. Książę postanowił sprawdzić, co to jest. Podjechał blisko i ujrzał małą dziewczynkę zrywającą wonne kwiatki. Miała ona długie, kręcone włosy koloru blond, niebieskie jak błękit nieba oczy i anielską, roześmianą twarzyczkę.

- Wydaję mi się, że już ją gdzieś widziałem - pomyślał Dobromir i chociaż było gorąco, po jego plecach przebiegł dreszcz.

W sekundzie zdał sobie sprawę, że napotkana dziewczynka jest niesłychanie podobna do jego siostrzyczki, która z powodu ciężkiej gruźlicy zmarła w wieku sześciu lat. Książę
nie mógł oderwać oczu od dziecka. Patrzył na nie jak zauroczony. Po paru minutach zszedł jednak ze swojego kasztanowego rumaka i rzekł:

- Jak ci na imię, piękna, młoda damo?

– Jestem… małą… Wiesią… - odpowiedziała panienka i ukłoniła się.

– A pan, kim jest i skąd tu przybył? – zapytała dziewczynka.

– Jestem księciem mieszkającym w ogromnym zamku, odległym o ponad
trzydzieści kilometrów od twojej osady – rzekł Dobromir.

– Musiał pan więc długo jechać na tym koniku – odezwało się dziecko.

– Masz rację, moja wędrówka trwała sporo czasu. Podziwiałem po drodze piękne widoki, ale nigdy nie spodziewałem się, że gdzieś na łące ujrzę takie „żywe cudeńko”. Muszę już wracać, ale myślę, że jeszcze kiedyś się spotkamy.

Książę długo zastanawiał się, jak upamiętnić napotkanie uroczej dziewczynki, bardzo podobnej do zmarłej siostry. W końcu wpadł na genialny pomysł.

– Nazwę tę osadę Małą Wsią, tak jak przedstawiła mi się ta cudowna mała istotka – pomyślał Dobromir. Jak pomyślał, tak zrobił. Osada dostała nazwę, rozbudowała się, jest dużą wsią, ale nazwę ma dalej tą samą.

Arkadiusz Ziółkiewicz

Legenda o Podgórzu

Dawno, dawno temu w pewnej małej wiosce w niewielkim dworze, żyła sobie rodzina szlachecka o nazwisku Podgórscy. Byli to dobrzy zarządcy terenu. Dbali o chłopów i całą społeczność. Wszyscy poddani bardzo ich cenili i szanowali.

Pewnego dnia na dwór Podgórskich najechała sąsiadująca rodzina Sokołów, którzy pragnęli przejąć dwór i całą wieś, aby powiększyć swoje ziemie. Podgórscy stanęli w obronie swych terenów i poddanych. W czasie walki zginął senior rodu dziedzic Podgórski. Mimo to całe starcie wygrali Podgórscy, przepędzając najeźdźców.

Wszyscy poddani długo opłakiwali dziedzica i w rocznicę jego śmierci postanowili,


że swoją wioskę na jego cześć nazwą Podgórze od jego nazwiska. Tak właśnie powstała nazwa mojej miejscowości.

Katarzyna Kozak

Legenda o Borzeniu

Dawno, dawno temu żył sobie król, który miał dwie córki. Jedna miała na imię Helena, a druga Bożena. Helena była niemiła i porywcza. Bożena była jej całkowitym przeciwieństwem, ponieważ była dobra, życzliwa, miła i pogodna. Jednak wszyscy młodzi królowie woleli ożenić się z Heleną. Bożena więc czekała i czekała na kogoś, kto ją pokocha.

Pewnej burzliwej i ciemnej nocy do zamku, w którym mieszkała rodzina królewska, przybył dziwny gość. Był to starzec z długą siwą brodą, szarymi i gęstymi włosami. Gdy strażnik zaprowadził go do króla, starzec podbiegł do władcy i chwilę szeptał mu do ucha.
Po chwili król powiedział do swoich córek, że ten człowiek szuka noclegu i przenocuje
na zamku. Helena szybko powiedziała starcowi, gdzie może spać i pożegnała wszystkich,
po czym pobiegła do swojej komnaty. Bożena dała mu jeść i zaprowadziła go do najlepszej komnaty gościnnej. Pożegnała go, po czym on powiedział, że wkrótce się jej odwdzięczy.

Rano starca już nie było. Jednak po południu przybył jakiś król, a wraz z nim piękny młodzieniec. Okazało się, że ten król to starzec, a młodzieniec to jego syn. Król wytłumaczył, że słyszał on o tych dwóch królewnach i chciał sprawdzić ich charaktery. Przebrał się więc


i w nocy przybył do zamku. W tym momencie jego syn padł do stóp Bożeny i prosił ją o rękę. Królewna się zgodziła. Zaraz po ślubie młoda para przeprowadziła się na wieś, którą na cześć dobroci królewny nazwano Borzeń.

Jan Jeznach



W ŚWIECIE MITÓW

Mit o powstaniu człowieka

Wiele tysięcy lat temu powstała planeta Ziemia, na której rosły piękne okazy roślin


i żyło mnóstwo zwierząt. Panował na niej jedyny bóg – Arianus. Pilnował, aby wszędzie było czysto i pięknie. Jak tylko następowała wiosna sadził bardzo dużo kwiatów. Świat mienił się wtedy tysiącami kolorów, a wokół unosiła się przepiękna woń. Latem bóg także nie próżnował. Sprawiał, że owoce szybko dojrzewały, a słońce bardzo mocno świeciło. Jesienią Arianus zsyłał na ziemię deszcze, silne wiatry, a niekiedy huragany. Gdy rozpoczynała się zima, przykrywał świat białą, puchową warstwą śniegu. Wtedy mógł dopiero odpocząć
po całorocznej, ciężkiej pracy. Bóg bardzo się cieszył, że tylko on mógł podziwiać piękną planetę.

Pewnego lata Arianus, liczący już sto jeden wiosen, zauważył, że praca staje się coraz cięższa dla niego i bardzo przy niej się męczy. Upłynęło kilka dni i bóg poczuł niewyobrażalny ból całego ciała. Zdarzyło się to po raz pierwszy. Nie mógł swobodnie poruszać nogami. Wydawało mu się, że ma przy nich uwieszone wielkie, mosiężne kule. Ręce także odmówiły posłuszeństwa staremu bogowi. Bardzo mocno bolała go głowa. Sędziwy Arianus zrozumiał w tym momencie, że potrzebuje godnego następcy, który dbałby tak jak on o świat


i przyrodę. Zastanawiał się tylko, kto może nim być. Po dłuższym namyśle zdecydował,
że Ziemią rządzić będzie jego oswojony tygrys, zwany Amadeuszem. Postanowił przekazać zwierzęciu swoje dodatnie cechy charakteru. Bóg nie zdążył tego uczynić, gdyż tygrys zdechł następnego dnia, nie wiadomo dlaczego.

Zrozpaczone bóstwo nie wiedziało zupełnie, co ma czynić. Siedziało na swym złotym, ogromnym tronie i rozmyślało. Nic mądrego nie przychodziło mu do głowy.

Po kilku dniach myślenia Arianus postanowił zrobić rozumne stworzenie. Miała to być istota o dwóch nogach i dwóch rękach. Bóg szybko zabrał się do roboty. Wybrał się
na polowanie, chociaż nie lubił tego robić. Zauważył zwierzę w wysokiej trawie i rzucił oszczepem w tym kierunku. Udało mu się trafić w wędrującego po sawannie lwa z piękną grzywą. Podszedł do zabitego zwierzęcia i wyjął z niego kości oraz wszystkie wewnętrzne organy. Uciął także kawałek skóry. Zapakował wszystko do worka i ruszył w kierunku wielkiej góry, która była jego domem. Tam ułożył kości tak, że powstał szkielet człowieka. Zalepił go masą glinianą, do której dołożył przyniesione wnętrzności. Z gliny wyrobił długie ręce, zgrabne nogi, mięśnie i klatkę piersiową. Na końcu dorobił głowę. Była to średniej wielkości kula z dziurą na czubku. Do dziury bóg wrzucił kamyczek umoczony w płynie mądrości. Stał się on mózgiem człowieka. Otwór w głowie zalepił masą z gliny, do której dostała się sucha trawa. W ten sposób, przez przypadek, człowiek otrzymał włosy. Ze skóry lwa Arianus zrobił ubranie dla stworzonej istoty. Następnie dzieło to było suszone przez 3 dni na silnym słońcu, aby wyschłą glina. Tak powstał człowiek, któremu bóg nadał imię Markus.

Bóstwo podarowało mu wszystko – całą ziemię, góry, jeziora, rzeki, zwierzęta


i rośliny. Obiecało, że w krótkim czasie stworzy całe plemię ludzi, które później się rozmnoży
i zamieszka na całej planecie.

Arianus uczynił to i wkrótce zmarł. Markus został królem Ziemi. Jego panowanie trwało wiele długich lat. Był bardzo dobrym władcą. Po jego śmierci na tronie zasiadali kolejni potomkowie rodu.



Arkadiusz Ziółkiewicz
  1   2   3


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość