Strona główna

Automatyczna urbanizacja I (s. 27-29)


Pobieranie 55.34 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar55.34 Kb.
WYBÓR TEKSTÓW Z PUBLIKACJI

PHILLIPA OSWALTA „STADT OHNE FORM. STRATEGIEN EINER ANDEREN ARCHITEKTUR” (MIASTO BEZ FORMY. STRATEGIE INNEJ ARCHITEKTURY),

MÜNCHEN / LONDON / NEW YORK 2000
Automatyczna urbanizacja I (s. 27-29)
Mimo braku tradycji i słabego poczucia własnej tożsamości Berlin jak bodaj żadne inne miasto skupił w sobie najważniejsze wydarzenia XX wieku: najpierw monarchia, wojna światowa i rewolta studencka, następnie faszyzm, stalinizm i tzw. „zimna wojna”, wreszcie – próba połączenia Wschodu i Zachodu po zjednoczeniu Niemiec. Oblicze miasta kształtowały niezamierzone efekty uboczne działań politycznych, gospodarczych i militarnych. Tym, co nadało Berlinowi ostateczny kształt, nie były bynajmniej żadne konkretne plany zagospodarowania przestrzeni czy samoistny wzrost. W wyniku powtarzających się procesów tworzenia, burzenia i odbudowy miasta żadne początkowe intencje dużych planów nie dochodziły do skutku. To, co ukształtowało współczesne oblicze Berlina, było raczej czymś w rodzaju automatycznej urbanizacji. Tak jak przy kolejnych naświetlaniach fotografii z nakładających się warstw różnych motywów tworzą się kolejne kształty. Wzajemnie zwalczające się siły do dzisiaj wytwarzają kolejne struktury i formy - fenomeny urbanistyczne nie mieszczące się w kanonach urbanistyki i architektury. I to właśnie w zasadniczym stopniu stanowi o specyfice Berlina.

Berlin jest miastem skrajności, miastem bez warstwy pośredniej. Jego spontaniczny rozwój oscyluje między szaleńczym tempem i paraliżującą stagnacją. Jako spóźniona metropolia Berlin przeżywa w niezwykle krótkim czasie to wszystko, co gdzie indziej rozciąga się na setki albo tysiące lat, by móc ponownie zastygnąć. Po chwilach euforii następuje załamanie: okrzyki radości przy wybuchu pierwszej wojny światowej i dotkliwa porażka, szaleństwo lat dwudziestych i światowy kryzys gospodarczy, dojście do władzy narodowych socjalistów i ich kapitulacja, radość po upadku muru berlińskiego i wielkie rozczarowanie w latach dziewięćdziesiątych. Bez poczucia zakorzenienia Berlin wahał się pomiędzy rzeczowym pragmatyzmem a radykalną ideologią. Industrializacja i historyzm, modernizm i totalitaryzm, nacjonalizm i kosmopolityzm, zimna wojna i modernizacja, kultura masowa i bunt: w stolicy wszystkie ideologie skupiały się jak w soczewce i przenikały nawzajem jak nigdzie indziej. Dzięki jednoczesnemu współistnieniu różnic i sprzeczności miasto wytworzyło swoistą przestrzeń wektorową, w której każdy system kierował swoje współrzędne w stronę nowego. Świadczy o tym historia berlińskich pomników i magistrali1. Właśnie dlatego, że Berlin ciągle podlegał jakimś nowym zarządzeniom, to miasto jest dzisiaj samo w sobie manifestem paradoksów, transformacji i zmienności.

Radykalnej ideologizacji przeciwstawiano skrajny pragmatyzm. Ze względu na brak ciągłości kulturowej miasto w okresie nagłego wzrostu w XIX i XX wieku posiadało ograniczone zdolności tworzenia i konstruktywnego oporu. Taki stan rzeczy okazał się zarówno słabością, jak i siłą miasta: słabością, gdyż nowopowstające budowle nie były wpisane w określony kontekst urbanistyczny, natomiast siła takiej sytuacji tkwiła w witalności miasta i jego otwartości na nowe koncepcje. Po 1900 roku postrzegano Berlin jako „Amerykę w pigułce” albo „Chicago nad Szprewą”2. „Berlin mógł i musiał się zamerykanizować, gdyż rozwoju materializmu gospodarczego nie hamowały tu głęboko zakorzenione tradycje, a samo miasto od stuleci pełniło we wschodniej części Europy pionierską misję, podobnie jak miasta Nowego Świata”3 – pisał Karl Scheffler w 1910 roku w swoim eseju „Berlin – ein Stadtschicksal”.

Mówiąc o pionierskiej misji miasta Scheffler miał na myśli peryferyjne położenie Berlina. Berlin był bowiem od wieków położony na obrzeżach niemieckiej strefy kulturowej, na niezagospodarowanym i słabo zaludnionym obszarze i na granicy ze wschodem, który dopiero później zaczęto kolonizować4. Do dzisiaj Berlin jest aglomeracją przypominającą wyspę na słabo zaludnionym terytorium Brandenburgii. Podobny jest też bardziej do miast na prerii lub na pustyni, jak na przykład Calgary albo Las Vegas, niż do dużych węzłów komunikacyjnych w wysoko zurbanizowanych regionach, jak Paryż, Londyn czy Frankfurt nad Menem. Berlin znajduje się poza europejskim szlakiem handlowym, rozciągającym się od Londynu po Mediolan na granicy z Europą Środkowowschodnią.

Berlin jest miastem ludności napływowej, która nie zamieszkiwała tu od pokoleń, tylko przybyła z odległych regionów. Pod koniec XVII wieku proces imigracji nasilił się dzięki przychylnej polityce Fryderyka Wilhelma I, który zachęcał do osiedlania się w mieście nie tylko Hugenotów z Francji, ale też i Duńczyków, Holendrów, Szkotów, Czechów, Polaków i Żydów. W XIX wieku najwięcej przybyło Ślązaków, Polaków i Rosjan, wśród nich również wielu Żydów, w wyniku czego Berlin liczył już około miliona mieszkańców. Angielski pisarz Stephen Spender nazywał Berlin „miastem, w którym tradycja jest żartem”. Natomiast w odniesieniu do lat dwudziestych ubiegłego stulecia eseista pisał: „W tym mieście, które nie ma ani stylów ani tradycji, każdy miał świadomość, że każdego dnia rozpoczyna wszystko od nowa. Siłą mieszkańców Berlina było to, że mogą rozpocząć całkowicie nowe życie, gdyż tak czy inaczej nie było się do czego odwołać”5.

Ze względu na różne wydarzenia polityczne ów brak zakorzenienia ludności utrzymał się do dziś. Narodowi socjaliści wymordowali i przesiedlili setki tysięcy mieszkańców miasta, a wraz z nimi również znaczną część elit kulturalnych. Wraz z końcem drugiej wojny światowej zalała miasto fala uchodźców ze Wschodu. Przepływ ludności ze Wschodu na Zachód trwał aż do chwili wzniesienia muru. W wyniku podziału miasto opuściło dwie trzecie mieszkańców Berlina Zachodniego, podczas gdy niemalże tyle samo nowych mieszkańców przybyło do miasta z zachodniej części Niemiec. Od okresu transformacji co roku opuszcza Berlin około 100 tys. osób, ale wielu też jest takich, których ta nowa „stara” stolica przyciąga. Tak jak kiedyś uważają się za pionierów. „Berlin pachnie przyszłością, dlatego też nie przeszkadza bród i chłód” – tak pisał Carl Zuckmayer o Berlinie w 1933 roku6. Mimo swojego balastu historycznego Berlin do dzisiaj przyciąga rzesze ludzi, gdyż nie ma tu jeszcze ustalonych, skostniałych struktur. W 1992 roku przybył do Berlina legendarny organizator imprez Cookie, ponieważ „wszystko było otwarte, nie było tu jeszcze tak ślicznie i czyściutko”7. A dla projektanta mody Jürgena Frischa Berlin był „jedynym miejscem, które wziął pod uwagę, gdyż z punktu widzenia mody to wciąż jeszcze była pustynia”8.

Dzięki swojemu wyjątkowemu położeniu miasto przyciąga to wszystko, co jest oryginalne i ekscentryczne. Bezkształtne miasto jest „doskonałą płaszczyzną dla nieograniczonych możliwości”9. Berlin jest eksperymentem bez wcześniejszej hipotezy. Różnorodna tożsamość miasta umożliwia akceptację inności. Otwartość ta idzie jednak w parze z brzydotą. Miasto jest bezpośrednie, pozbawione wszelkiej kurtuazji. Za każdym razem wywołuje niechęć. Brakuje mu pewności siebie i dystansu do samego siebie. Jest jak ciało masochisty, które wciąż jest wystawiane na wykorzystanie, zburzenie, poniżenie i przemoc.

Całkowicie nieznana jest Berlinowi wyważona i stonowana wymowa. To, co dochodzi tu do głosu jest albo radykalnie cenzurowane, albo wulgarne w swej bezpośredniości. Na tej płaszczyźnie mentalnej powstały formy i postawy chłodu: rzeczowość neorealizmu („Neue Sachlichkeit”), dogmatyczny neoklasycyzm narodowych socjalistów, ordynarna siła punków, maszynowy rytm muzyki techno. W czasie pierwszej wojny światowej chłód stał się tematem Berlina, to uczucie wyobcowania w obliczu poniesionych strat i pustki10. Również większość budynków powstałych w latach dziewięćdziesiątych charakteryzuje się wspomnianym brakiem stonowanej wymowy; są one bowiem albo skrajnie poprawne, albo skrajnie ordynarne.

Berlin jest okropny, ale intensywny. Jego zalety nie były z góry zaplanowane. Nie ma takiej idei, koncepcji czy formuły, która pozwoliłaby zawrzeć charakterystykę tego miasta w jednym słowie. Berlin jest prototypem miasta, w którym współistnieją sprzeczności. Reżyser Wim Wenders postrzega Berlin jako miasto, które „pobudza człowieka do życia przez to, że nie zamyka go tak jak w innych miastach w skostniałym systemie, tylko ciągle popycha i potrząsa”11.
1) Patrz: Alexander Moers, Ein Denkmalasyl in Berlin, praca dyplomowa na Wydziale Architektury, Uniwersytet Techniczny w Berlinie, nieopublikowany maszynopis, Berlin 2000

2) Przykładowe wypowiedzi sprzedawcy dzieł sztuki Herwartha Waidena, polityka Walthera Rathenaua czy pisarza Kurta Tucholsky’ego

3) Karl Scheffler, Berlin - ein Stadtschicksal, Berlin 1910, reprint 1989, s. 118 f

4) Erwin Anton Gutkind, Urban Development. International History of City Development, t. I, Central Europe London 1961, s. 418 ff

5) Stephen Spender, European Witness, London 1946, cyt. za: lan Buruma, Die kapitale Schnauze. Berlin - Selbst­zerstörung und wiederkehrende Selbsterzeugung, w: Lettre International, Winter 1998, s. 37

6) Carl Zuckmayer, Als war's ein Stück von mir Hören der Freundschaft, Wien 1996, s. 313 f

7) Cookie, w: Children of Berlin Voices, katalog wystawy PS 1 New York Berlin 1999 s. 16

8) Ibidem, s. 20

9) Karl Scheffler, ibidem, s. 19

10) Helmut Lethen opisał fenomen chłodu w oparciu o prace antropologa Helmutha Plessnera. Patrz: Helmut Lethen, Verhaltenslehren der Kälte Lebensversuche zwischen den Kriegen, Frankfurt am Main 1994, s. 75 ff

11) Wim Wenders, The Act of Seeing Essays, Frankfurt am Main 1992, s.147

Zniszczenie (s. 49-57)
Z okrzykiem „Niech żyje futuryzm” rozrzucił Filippo Tommaso Marinetti w 1912 roku ulotki z „Manifestem Futurystycznym” na Leipziger Straße i Friedrichstraße1. Zachęcał w ten sposób do obejrzenia wystawy futurystycznej w galerii Tannhauser, podobnie jak plakaty i afisze w mieście: „Chcemy sławić wojnę – jedyną higienę świata – militaryzm, patriotyzm, gest niszczycielski anarchistów... Chcemy zburzyć muzea, biblioteki i akademie wszelkiego rodzaju” – czytamy w manifeście. Pada proroctwo, że wszystko zostanie wkręcone w wir zniszczenia: „Nasi następcy... rozwścieczeni naszą wyniosłą, nieznużoną żarliwością rzucą się, aby nas zabić; pchani nienawiścią tym bardziej nieubłaganą, im silniej serca ich będą pijane miłością i podziwem dla nas”2.

Berlin staje się w XX wieku sam w sobie Manifestem Futurystycznym. W przerażający sposób miasto absorbuje i generuje niszczycielskie siły stulecia ideologii. Pierwsza i druga wojna światowa mają tu właśnie swój początek, to tu w strukturach sztabu generalnego rodzi się i przybiera zorganizowaną formę ludobójstwo na masową skalę, stąd właśnie padają rozkazy rozpoczęcia bombardowań, których ofiarą stają się Guernica i Rotterdam. Niewiele brakowało, by miasto stało się celem pierwszej bomby atomowej, która była konstruowana przez Amerykanów od 1940 roku w obliczu wzrastającego zagrożenia ze strony narodowych socjalistów.

Berlin jest miastem pełnym historii, ale pozbawionym tradycji. Urbanistyczny rozwój miasta jest ściśle związany z historią wydarzeń politycznych. Pięć różnych ustrojów państwowych w XX wieku po kolei na swój sposób kształtowało oblicze miasta. W procesie ciągłego ojcobójstwa niemalże każde pokolenie usiłowało zniszczyć ślady tożsamości poprzedniego pokolenia, by móc na nowo zdefiniować tożsamość miasta. Na skutek ciągłego niszczenia jedynie sam akt zniszczenia zyskał cechy stałości i ciągłości.

W średniowieczu zarówno Berlin, jak i Cölln, były wielokrotnie poważnie niszczone przez pożary, ale akty zamierzonego niszczenia pociągające za sobą głębokie zmiany strukturalne pojawiły się dopiero w okresie wczesnego modernizmu. Tradycja braku tradycji rozpoczyna się na początku XIX wieku. U szczytu swej potęgi władcy pruscy przebudowują miasto, pełniące funkcję rezydencji od niespełna stu lat. W przeciągu kilku dziesięcioleci barokowa architektura miasta zostaje zastąpiona klasycyzmem. Plac Paryski (Pariser Platz), bulwar Unter den Linden oraz inne części dzielnicy Frierdrichstadt zyskują nową zabudowę. Tam, gdzie nie powstają nowe budowle, następuje radykalna przebudowa już istniejących budynków, jak w przypadku całkowitej przebudowy niespełna sześćdziesięcioletniej katedry, której podjął się Karl Friedrich Schinkel. Oprócz katedry i licznych barokowych pałaców nadał on nowy kształt również kaplicy św. Gertrudy (Gertraudenkapelle) na placu Spittelmarkt, jak również pomniejszył znaczenie pałacu przez wprowadzenie kilku poprawek urbanistycznych wokół Lustgarten. Miasto zyskuje nowe oblicze. Jednak zarys miasta pozostaje w dalszym ciągu niezmienny.

Wraz z powstaniem Rzeszy Niemieckiej w 1871 roku rozpoczyna się nowa epoka w dziejach przebudowy miasta, która prowadzi nie tylko do przekształcenia wyglądu, ale również do zwiększenia skali i proporcji istniejącego miasta. Publicysta Wolf Jobst Siedler stwierdza wręcz, że stary Berlin został zniszczony już w epoce wilhelmowskiej. Miało się to stać „w krótkim odstępie czasu między wojną niemiecko-francuską i pierwszą wojną światową na fali entuzjazmu nowym budownictwem, zmierzającego do architektonicznego przekształcenia miasta królewskiego w metropolię cesarską”3. Siłą napędową niszczycielskiego aktu była postępująca industrializacja. Ogromna ilość nowych, monumentalnych pomysłów w postaci domów towarowych, budynków administracyjnych i hoteli została wcielona w obręb starego miasta. Musiały się temu poddać całe dzielnice, zburzono ogromne części średniowiecznego Berlina i wiele znaczących budowli. W miejscu dawnego barokowego Palais Redern, przebudowanego przez Schinkla powstaje Hotel Adlon, natomiast Reichstag zostaje wybudowany tam, gdzie znajdował się niegdyś niespełna czterdziestoletni, służący jako muzeum pałac Raczyńskich autorstwa Johanna Heinricha Stracka. Inne budowle muszą również ustąpić ze względu na wytyczanie ulic. W znacznej części poprawia się dzięki temu komunikacja drogowa, w wielu jednak przypadkach na skutek prywatnych działań prowadzi to tylko do podziału gruntów.

Inną siłą napędową miejskich przekształceń było polityczne pragnienie godnej reprezentacji. Po tym, jak miasto urosło do rangi stolicy Rzeszy, wyłoniło się stare, przedindustrialne oblicze miasta o charakterze prowincjonalnym. Aby móc konkurować ze starymi i bogatymi w tradycje metropoliami europejskimi jak Wiedeń, Paryż czy Londyn, stare miasto miało zniknąć a powstać nowe4. Jako że stare budynki przywołują historię, należało owych świadków przeszłości usunąć. Dochodzi tu po raz pierwszy do głosu temat, który był w XX wieku tak bardzo charakterystyczny dla urbanistycznego rozwoju Berlina.

W celu okazania swej potęgi cesarz Wilhelm II nakazuje zburzyć katedrę, przebudowaną przez Schinkla zaledwie przez kilkoma dziesięcioleciami, i wznieść w tym miejscu inną monumentalną budowlę. W podobny sposób zburzono podzamcze (Schlossfreiheit), by zrobić miejsce na pomnik mający upamiętnić cesarza Wilhelma I. Zamek również stracił w tym czasie na znaczeniu w architekturze miasta. Krollopera autorstwa Ludwiga Persiusa i Eduarda Tietza na polecenie Wilhelma II musi ustąpić miejsca nowej pompatycznej budowli. Za aprobatą współczesnych powstają kolejne monumentalne budowle. W ten sposób do końca epoki wilhelmowskiej znikają z krajobrazu miasta kolejne elementy spuścizny architektonicznej: kościoły, ratusze, pałace, kolumnady oraz muzea, których autorami byli Philipp Gerlach, Andreas Schlüter, Heinrich Gentz, Karl Friedrich Schinkel.

Bardzo szybko epoka ta doczekała się krytycznego osądu potomnych. Carl Sternheim już w 1920 roku pisał: „Nieustannie burzono to, co dopiero zostało zbudowane, wznoszono potężniejsze budowle na ziemi i w powietrzu. Pomniki – pojedynczo i masowo – demolowano, by na ich miejscu wznosić nowe formy apoteozy”5.

Jednak wraz z nadejściem nowej epoki powtarza się stary proces. Krytyce wilhelminizmu towarzyszy nieodłączne pragnienie usunięcia jego architektonicznej spuścizny. Zamiast jednak burzyć budowle, próbuje się im nadać nowy kształt. Wiele budynków się przebudowuje, inne zyskują nowe fasady. Niekiedy budowle nabierają w procesie przebudowy nowego znaczenia, na przykład Dom Rudolfa Moose po przekształceniach autorstwa Ericha Mendelsohna. Często jednak usuwa się stiuki i elementy dekoracyjne w sposób, propagowany przez Adolfa Behne6. W zasadzie strategie przebudowy miasta z czasów wilhelminizmu są kontynuowane, tyle tylko że zamiast sfery prywatnego handlu i państwowej demonstracji potęgi pojawia się dynamiczna rozbudowa wewnętrznej infrastruktury miasta. Powstają nowe pomysły zabudowy placów (Alexanderplatz, Potsdamerplatz, Leipziger Platz, Platz der Republik, Hermannplatz), jednak z powodu długotrwałego kryzysu gospodarczego nigdy nie zostają wcielone w życie.

Nasilenie urbanistycznych aktów burzenia pojawia się dopiero wraz z dojściem do władzy narodowych socjalistów. Zaplanowana oś z północy na południe przełamuje na około kilometr całe miasto. Równie rygorystyczne plany ma oś ze wschodu na zachód, jak również dawne centrum wokół wyspy muzeów. W 1938 roku wyburzono wszystko na całej długości osi północ-południe, w tym dzielnicę dyplomatów w zakolu Szprewy i całą późnoklasycystyczną dzielnicę Alsen (Alsenviertel). Jednak zdaniem Alberta Speera - głównego inspektora budowlanego stolicy Rzeszy – prace posuwały się zbyt wolno. W maju 1940 roku zażądał on „nowoczesnych metod burzenia miasta na przykład przez wysadzenie w powietrze”7. Bomby brytyjskie, które spadają na Berlin w 1941 roku w rozumieniu Speera mają „ułatwić pracę” i „przygotować grunt do celów przebudowy miasta”8. I jeszcze latem 1944 roku mówił Joseph Goebbels o tym, że „tu właśnie rozpoczyna się rozwój, który bez wojny niewątpliwie trwałby o wiele dłużej, i który dzięki wojnie nabrał ogromnego przyspieszenia”9.

W okresie narodowego socjalizmu po raz pierwszy i zarazem w tak radykalny sposób dochodzi do głosu pewne usamodzielnienie się dążenia do zniszczenia. Niszczenie nie służy już do stworzenia czegoś nowego, tylko staje się celem samym w sobie. Destrukcja zaczyna być bezpośrednim narzędziem politycznym. Jest to szczególnie widoczne podczas pożaru w Reichstagu w 1933 roku albo pogromu antysemickiego („kryształowej nocy”) w 1938 roku. Równie szybko zostają zburzone zaraz po dojściu do władzy pomnik Karla Liebknechta i Róży Luksemburg (Ludwig Mies van der Rohe), jak i resztki dzielnicy Scheunenviertel jako komunistyczne symbole Berlina. W Scheunenviertel w pobliżu siedziby Komunistycznej Partii Niemiec został w 1930 roku zamordowany narodowy socjalista Horst Wessel, dlatego też zburzenie całej dzielnicy miało być likwidacją „wylęgarni komunizmu”10.

Od sierpnia 1940 roku Berlin był bombardowany przez brytyjskie, a od marca 1944 roku również przez amerykańskie siły powietrzne. W ponad 400 atakach lotniczych zrzucono 50 tys. ton bomb zapalających, burzących, fosforowych i odłamkowych. Ich działanie było katastrofalne, gdyż wcześniej wojsko amerykańskie przy współpracy Ericha Mendelsohna zrekonstruowało berlińskie koszary na pustyni w stanie Utah w celu przetestowania ich wytrzymałości na ostrzał, by odpowiednio zwielokrotnić niszczycielską moc bomb11. W maju 1945 roku 70 procent powierzchni centrum Berlina było w gruzach, około 80 tys. domów było zburzonych bądź poważnie uszkodzonych. 1,5 miliona osób pozostawało bez dachu nad głową.

Po zniszczeniach wojennych nastąpiły powojenne akty wyburzania – na początku z inicjatywy aliantów – budowli i pomników z okresu nazistowskiego. W pierwszych latach powojennych zrównano z ziemią Kancelarię Rzeszy Niemieckiej, zaprojektowaną przez Alberta Speera, jak również Kwaterę Główną Gestapo i SS wraz ze szkołą rzemiosła artystycznego (Kunstgewerbeschule) i pałacem księcia Albrechta (Prinz-Albrecht-Palais). Zburzony został Dom Turystyki (Haus des Fremdenverkehrs), będący pierwszą budowlą Albrechta Speera na osi północ-południe. Nieukończony budynek Wydziału Techniki Obronnej niknie pod zwałami gruzu z Teufelsbergu. Również zamek będący siedzibą Hohenzollernów zostaje na rozkaz Waltera Ulbrichta zburzony jako wymowny symbol pożegnania z przeszłością.

Moralne niepowodzenia społeczeństwa niemieckiego prowadzą do ogólnego dążenia, by zacierać ślady własnej przeszłości. Bez wahania burzona jest ogromna ilość pomników jako nośników pamięci zbiorowej, zarówno w Berlinie Wschodnim, jak i Zachodnim: Anhalter Bahnhof Franza Heinricha Schwechtena, Muzeum Etnograficzne (Völkerkundemuseum), które działało jeszcze w latach powojennych, znajdująca się w odbudowie Akademia Budownictwa (Bauakademie) autorstwa Schinkla, kościół garnizonowy i barokowy kościół jerozolimski, średniowieczny, odbudowany po pożarze kościół św. Piotra (Petrikirche), Pałac Sportu (Sportpalais) jako miejsce licznych wydarzeń politycznych i sportowych, teatr wybudowany przez Hansa Poelziga dla Maxa Reinhardta (Große Schauspielhaus). Nawet w stosunku do pozostałych śladów kultury żydowskiej wielka niszczycielska siła lat powojennych nie była łaskawa. Po wojnie zburzono ponad 12 synagog, więcej niż w okresie nazistowskim. Znamienne dla tego okresu jest to, że nie burzono starych budynków, by na ich miejscu wznosić nowe, tylko by usuwać to, co jeszcze pozostało. Niektóre spośród tych miejsc do dzisiaj pozostają niezabudowane.

Szał niszczenia porywa całe miasto. W 1946 roku Hans Scharoun wraz ze swoimi współpracownikami prezentują „kolektywny plan”, który przewiduje stworzenie całkowicie nowej struktury Berlina. Miasto zostaje podzielone na cztery sektory, przebiegające ze wschodu na zachód, poprzecinane siecią szybkich dróg. Plan nigdy nie zostaje jednak zrealizowany ze względu na swój utopijny charakter oraz z powodu podziału Berlina, jednakże niektóre elementy tej koncepcji powrócą w uproszczonej i technokratycznej formie po obu stronach. W przeciwieństwie do wcześniejszej koncepcji stworzenia sieci ulic i ich poszerzania najnowsze pomysły nie zakładają rozwijania istniejącej sieci, tylko stworzenie czegoś zupełnie nowego. Poszczególne elementy systemu miejskich autostrad i dróg szybkiego ruchu będą realizowane dopiero w następnych dziesięcioleciach, w tym celu utworzone zostaną szerokie „przesieki” przechodzące przez całe miasto. To również świadczy o tym, że chodziło przede wszystkim o destrukcję jako taką. Wiele powstałych w ten sposób korytarzy nigdy nie zostało wykorzystanych na budowę dróg i przez całe dziesięciolecia pozostawały niezagospodarowane.

Plan dróg zakładał usunięcie z tych powierzchni starej zabudowy, w Berlinie Zachodnim 430 tys. mieszkań w starym budownictwie zaklasyfikowano do rozbiórki, a na początku lat sześćdziesiątych powstał plan osiedli podlegających wyburzeniu. Całkowite wyburzenie było dla planistów najlepszym rozwiązaniem, bo tylko w ten sposób mogli błyskawicznie wcielić w życie swoje koncepcje urbanistyczne12. W takich dzielnicach jak Wedding, Schöneberg czy Kreuzberg wyburzono całe osiedla zanim protesty niektórych środowisk wymogły w połowie lat siedemdziesiątych zmianę koncepcji restrukturyzacji. Tymczasem w Berlinie Wschodnim wyburzono Fischerkiez, będący ostatnim średniowiecznym śladem w mieście. Mogłoby się wydawać, że w latach osiemdziesiątych dokonuje się istotna zmiana spojrzenia: architektura modernizmu zaczyna wychodzić z mody, podczas gdy rośnie znaczenie budowli historycznych. Z okazji 750-lecia miasta rekonstruuje się elementy historycznej zabudowy. Pomniki, które po 1945 roku składowano w magazynach ponownie znajdują swe miejsce w przestrzeni miejskiej. Stiuki, których usuwanie było finansowane ze środków publicznych, teraz wracają na swoje miejsca. Jednakże dopiero po upadku muru berlińskiego widać, że budowniczy i architekci nie posiadali tolerancyjnego nastawienia ani też najmniejszego respektu w stosunku do urbanistycznych świadków przeszłości. Zmienił się jedynie obraz wroga. Teraz odrzucany był modernizm. Narastająca fala zniszczeń zaczęła pochłaniać kolejne budowle, będące symbolami epoki NRD. W przeciągu kilku lat przebudowano bulwar Unter den Linden, zburzono Lindencorso, Ambasadę Węgier i Ministerstwo Spraw Zagranicznych NRD, nadano też zupełnie nowy kształt ówczesnym ministerstwom oświaty i handlu zagranicznego. Hotel Unter den Linden był przewidziany do rozbiórki, podobnie jak ówczesny Palast Hotel przy Marx-Engels-Platz, znaczna część Opery Komicznej, restauracja Ahornblatt na Fischerinsel, a niebawem również i Palast der Republik. Wprawdzie Hans Stimmann, ówczesny dyrektor ds. budownictwa, musiał zaniechać swojego pomysłu odnośnie rozbiórki wieży telewizyjnej, ale już plany Hansa Kollhoffa dotyczące całkowitego wyburzenia zabudowy wokół Alexanderplatz zostały włączone do koncepcji przebudowy tego obszaru. Pierwotne szkice przewidywały wyburzenie siedmiu bloków oprócz dwóch budynków powstałych na początku lat trzydziestych według projektu Petera Behrensa. Zaledwie w przeciągu dziesięciolecia najważniejsze budynki Berlina Wschodniego zyskały całkowicie nowe oblicze, symbolicznie pozbawiając się w ten sposób architektonicznej spuścizny socjalizmu. Również pod względem ilościowym podsumowanie epoki budownictwa pod znakiem „krytycznej rekonstrukcji” jest imponujące. W ciągu pierwszych pięciu lat po upadku muru berlińskiego tylko w centrum miasta złożono wnioski o rozbiórkę 200 budynków, zaś w latach dziewięćdziesiątych co roku burzono około miliona metrów kwadratowych różnych budowli.

Po uporządkowaniu centrum wschodniej części Berlina nadeszła pora na odnowę również zachodniej części. Znajdujący się na liście zabytków chronionych Schimmelpfenghaus na Breitscheidplatz musiał ustąpić miejsca nowej budowli. Na początku 2000 roku we „Frankfurter Allgemeine Zeitung” ukazała się seria artykułów pod hasłem „Abriss west” (Wyburzenie Zachodu), w których autorzy nawoływali do usuwania śladów modernizmu powojennego w Berlinie Zachodnim. Propozycje dotyczyły zarówno Centrum Europejskiego (Europacenter) z lat sześćdziesiątych, Międzynarodowego Centrum Kongresowego (ICC) z lat siedemdziesiątych, jak i budynków IBA z lat osiemdziesiątych. Zapędy burzycielskie rozciągały się również na niedawno powstałe Kranzlereck autorstwa Helmuta Jahna. Znane z historii Berlina zdanie o tym, że „budownictwo jest burzeniem” zostało uzupełnione o dodatkowe hasło „burzenia jako krytyki architektury”. Zamierzonym działaniem tego rodzaju polityki miała być troska o wygląd miasta. Jednak to dążenie do niszczenia, które znalazło swój wyraz również we wspomnianych felietonach, jest tylko mieszczańskim ubraniem w słowa tego samego wandalizmu, na podstawie którego co roku w dniu 1 maja całe ulice są dewastowane przez młodzież.

Zniszczenia, które mają miejsce w Berlinie, przekraczają granice zwykłej modernizacji. Miasto nie tylko wzbogaca się o nowe programy, formy gospodarcze, środki transportu i większe rozmiary. O wiele bardziej każdy ustrój usiłuje dopasować miasto do nowej ideologii i zatrzeć ślady poprzedniej. Historia miasta odzwierciedla się nie tyle w zestawieniu różnych form architektonicznych, co w śladach ich ciągłego niszczenia. Proces niszczenia symboli zrodził już symbole zniszczenia13: niezagospodarowane przestrzenie, spalone ściany, załamujące się ciągi ulic. Jest to swoisty paradoks Berlina, że jest postrzegany jako miejsce pełne historii, mimo że nie posiada większości swoich historycznych budowli.

Berlin jest miastem widmowym pełnym odsyłaczy to tego, co już nie istnieje. Niektóre ulice czy stacje metra zawierają nazwy dawno zburzonych placów, a ciągi ulic często prowadzą donikąd. Pamięć zbiorowa pozwala nam je mijać w poszukiwaniu przeszłości, jak Homer w filmie Wima Wendersa „Niebo nad Berlinem” albo jak ci wszyscy turyści, którzy usiłują odnaleźć resztki muru berlińskiego. Upiorna obecność przeszłości odbija się w każdej formie nowego, które można interpretować jako próbę odcięcia się od przeszłości bądź wyraz głębokiej tęsknoty za nią. Tak jak w filmach ciągle obecne jest „off”, znajdujące się na obrzeżach większego i widocznego całokształtu, które zdaniem Gille’a Deleuze jest „radykalnym Gdzie Indziej, czymś poza homogeniczną przestrzenią i homogenicznym czasem”.14

Ciągła destrukcja uczyniła Berlin miastem modernizmu. Nie zachowało się w nim prawie nic z epoki przedindustrialnej. Pojedyncze jej elementy, jak na przykład Marienkirche na Marx-Engels-Platz, wyglądają jak obcy twór z innego świata. Pod względem nagromadzenia historycznych śladów modernizmu Berlin jest niczym „modernistyczny Rzym”. W przeciwieństwie do innych modernistycznych miast, takich jak Nowy Jork czy Los Angeles, Brasilia czy Chandigarh, Berlin nie posiada jednolitej struktury. Kolejne ustroje polityczne powodowały różne formy deformacji struktury miasta, natomiast ostateczne oblicze miasta ukształtowało się zaledwie w przeciągu jednego stulecia. Wszelkie struktury, które były charakterystyczne dla minionych epok przestały być czytelne, stały się raczej czymś w rodzaju kryptogramów w zawiłym konglomeracie tekstury. Dlatego też nie da się dzisiaj prześledzić głównego zarysu średniowiecznego miasta, dawnej linii murów obronnych, barokowych śladów miasta ani dokładnej linii muru berlińskiego. Nie istnieją już nie tylko budowle z minionych epok, ale też nawet ślady dawnego zarysu miasta. Nazw ulic i placów zostały zmienione, dawne koncepcje zagospodarowania przestrzeni zastąpiono innymi.

Potrzeba zacierania dokonań poprzednich pokoleń dała w Berlinie początek swoistej „kulturze zniszczenia”. Rodzi się ona wraz z ekspresjonizmem Dady, odżywa w subkulturze punków i trwa aż do lat dziewięćdziesiątych, kiedy to znajduje swój wyraz w muzyce Gabba. Każde pokolenie w Berlinie na swój sposób odwoływało się do tematu zniszczenia w sztuce i muzyce, czyniło ze zniszczenia technikę artystyczną, rozwijało estetykę niszczycielskiego aktu w swojej sztuce. Również w architekturze, czego przykładem może być Muzeum Żydowskie według projektu Daniela Libeskinda, które przybrało formę złamanej gwiazdy Dawida, a fasada budynku wydawała się naznaczona nacięciami i bliznami.

Podczas gdy dla ekspresjonizmu przemoc i zniszczenie były tylko tłem, w dadaizmie akt niszczycielski stał się techniką artystyczną. Popularne subkultury młodzieżowe, takie jak Punk, Hard-Core-Techno, Gabba celebrowały kult zniszczenia aż do świadomego zadawania bólu fizycznego poprzez zbyt głośną muzykę i zbyt szybkie uderzenia. Aktywność kulturalna oscylowała pomiędzy krytyką przemocy, samozniszczeniem i niszczeniem jako aktem wyzwolenia. W najbardziej agresywny sposób promował kulturę zniszczenia założony na początku lat osiemdziesiątych berliński zespół muzyczny „Einstürzende Neubauten”. Zespół chlubił się tym, że po nagraniu utworu „Tanz den Untergang” zburzono wiele budynków w Berlinie. Blixa Bargeld, jeden z wykonawców tego zespołu zachwalał destrukcyjny charakter jako „wesoły i przyjazny, który zna tylko jedną dewizę: zwolnić miejsce; nie wie, czego chce, ale wie, że nie chce tego, co jest stare”15.

Dla angielskiego publicysty Iana Burumy nie jest przypadkiem to, że „zarówno Los Angeles, jak i Tokio powstały na terenie ryzykownym pod względem geologicznym. Stałe zagrożenie trzęsieniem ziemi daje tym miastom poczucie niestałości albo inaczej mówiąc – braku zakorzenienia. Tam, gdzie nie ma trwałości, wszystko jest możliwe”16. To, co obserwujemy w Berlinie jest w niewielkim tylko stopniu wyzwalającym aktem niszczenia, który pozwala stworzyć nowe kształty, bo jest to raczej neurotyczna potrzeba social engineering, by istniejące kształty miasta za wszelką cenę dopasować do własnych gotowych wzorców. „W dziejach Berlina przeszłość zawsze była czymś, co niszczono, przekształcano bądź odkrywano na nowo w zafałszowanej formie”17 – pisze Ian Buruma. Berlin po raz kolejny w swojej historii jest dziś narażony na zniszczenia, które usiłują w ten sposób wykreować nową historię miasta. Niemcy bowiem nie marzą o innej przyszłości, tylko o innej przeszłości.
1) Christa Baumgarth, Geschichte des Futurismus, Reinbek bei Hamburg 1966, s. 85

2) Manifest des Futurismus von 1909, w: Wolfgang Asholt, Walter Fahnders, Manifeste und Proklamationen der europäischen Avantgarde, Stuttgart 1995, s. 5 f

3) Wolf Jobst Siedler, Phoenix im Sand. Glanz und Elend der Hauptstadt, Berlin 1998, s. 60 ff

4) Patrz: Harald Bodenschatz, Stadterneuerung in Berlin, w: Stadtentwicklung Berlins nach 1945, ISR Diskussions­beiträge Nr 17, Berlin 1985, s. 75

5) Carl Sternheim, Bertin oder Juste Milieu, München 1920, s. 59

6) Adolf Behne, Neues Wohnen - Neues Bauen, Leipzig 1977, s. 148 f

7) Cyt. za: Wolfgang Schäche, Von Berlin nach Germania, Berlin 1998, s. 154 f Wolfgangowi Schäche zawdzięczam liczne cenne uwagi z tego artykułu.

8) Tamże, s. 158

9) Das Reich, Berlin, 11 6 1944

10) Brief des Reichsarbeitsministers an den Reichsminister der Finanzen vom 70 1 1934, w: Johann Friedrich Geist, Klaus Kurvers, Das Berliner Mietshaus 1945-1989, München 1989, s. 539; Mike Davis, Berlin's Skeleton in Utah's Closet, w: Grandstreet Nr 69, Sommer 1999

12) Erster Bericht über die Stadterneuerung 1964, s. 7 f

13) Die Zukunft der Metropolen. Katalog wystawy na Uniwersytecie Technicznym w Berlinie, t. 3, Utopischer Ort Berlin, wyd. Karl Schwarz, Berlin 1984, s. 149

14) Gilles Deleuze, Das Bewegungs-Bild Kino 1, Frankfurt am Main 1997, s. 34

15) Blixa Bargeld, w: Kursbuch 68, 1982, s. 106

16) lan Buruma, Die kapitale Schnauze. Berlin - Selbstzerstörung und wiederkehrende Selbsterzeugung, w: Lettre. International, Winter 1998, s. 38

17) Tamże, s. 36







©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość