Strona główna

Babraj, br. Rafał Bogdan si


Pobieranie 28.58 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar28.58 Kb.




12 (24)

2007


?

P
s. Krzysztofa
BABRAJ, br. Rafał Bogdan SIWIEC

Sto lat albertyńskiej posługi w Przemyślu


[Br. Rafał] Bogdan Piotr SIWIEC CFA, Dzieje albertyńskiej posługi i Domu Zakonnego
Braci i Sióstr
Posługujących Ubogim w Przemyślu
(1907-2007)
rzemyśl - od 100 lat


Przemiana artysty Adama Chmielowskiego w Brata Alberta – mieszkańca krakowskiej ogrzewalni poruszyła wielu ludzi wrażliwych na los rzeszy nędzarzy. Owoce jego posługi w Krakowie szybko stały się znane w całej Galicji, skąd zaczęły napływać prośby, by objąć podobną opieką ubogich także w innych miastach. Przytulisko w Przemyślu założono w 1907 roku – po Lwowie, Sokalu, Tarnowie i Stanisławowie. Stulecie posługi sióstr obchodzono uroczyście 4 listopada, a braci – 9 grudnia b.r. Na tę okoliczność wydano popularną książeczkę z licznymi archiwalnymi zdjęciami; br. Rafał przygotował także historyczną monografię, którą wydała Państwowa Szkoła Wschodnioeuropejska w Przemyślu.
Posługa albertyńska w Przemyślu to najpierw opieka nad bezdomnymi, chroniącymi się w wybudowanym specjalnie na ten cel przytulisku przy ul. Na Błonie, tuż przy rzece San; w 1910 roku, a więc jeszcze za życia Założyciela, decyzją władz miejskich ten odcinek ulicy nazwano ulicą Brata Alberta. Budowla była skonstruowana na wzór przytuliska lwowskiego i miała w pełni odpowiadać zamysłowi Brata Alberta, a mianowicie umożliwiać opiekę zarówno nad mężczyznami, jak i kobietami i dziećmi. Niejednokrotnie całe rodziny ubogich pozostawały bez dachu nad głową, tak więc bliskość przytuliska męskiego i kobiecego umożliwiała im pozostawanie w bliskim kontakcie. Ta okoliczność sprzyjała też bliskiej współpracy wspólnot zakonnych sióstr i braci, którzy mieszkali ze swymi podopiecznymi w oddzielnych częściach budynku, połączonych jedynie kaplicą. Na braciach ciążyła odpowiedzialność za utrzymanie obu wspólnot i wszystkich ubogich, a także różnego rodzaju prace remontowe, siostry natomiast dla wszystkich przygotowywały posiłki, szyły, prały. Pierwotny budynek przytuliska, w którym obecnie znajduje się Dom Opieki dla Niepełnosprawnych, prowadzony przez braci, zachował się w niemal identycznej postaci – zmieniona jest jedynie strona zachodnia, odbudowana po zniszczeniu w czasie II wojny światowej.

Przemyśl był typowym galicyjskim miastem, z dużym odsetkiem ludności żydowskiej. Nie omijała go przysłowiowa galicyjska nędza, której w II poł. XIX i w pocz. XX wieku starały się zaradzić liczne stowarzyszenia dobroczynne, zgromadzenia zakonne, działania władz kościelnych, ale i cywilnych. Posługa albertyńska wpisała się zatem w chlubną kartę miasta, które nie było obojętne na los swych najuboższych mieszkańców.

O specyficznym klimacie miasta decydowało także współistnienie dwóch obrządków: rzymskiego (łacińskiego) oraz greckokatolickiego. Hierarchowie obu wspólnot kościelnych czynnie uczestniczyli we wszystkich ważniejszych wydarzeniach miasta. Do takich należało także poświęcenie naszego przytuliska, o czym Brat Albert pisał z radością Siostrze Bernardynie: „Wszystko się bardzo składnie udało, było aż trzech biskupów – polski i ruski poświęcali dom każdy w swoim obrządku – potem mówili bardzo ładne nauki od ołtarza, po polsku i po rusku. Na końcu nauki polskiej oświadczył ks. Biskup, że pozwala na oratorium publiczne, czyli, że wolno Msze św. odprawiać w święta i powszednie dni, i Sakramentów świętych udzielać, że też odniesie się do Stolicy świętej o pozwolenie na przechowywanie Najśw. Sakramentu. Kaplica pełna była ubożuchnej publiczności i dzieci. Panowie zaproszeni byli koło biskupów, a księżnę z Krasiczyna zaprowadziłem do Sióstr, które jej całe gospodarstwo pokazywały”.

W życie przytuliska, usytuowanego tuż przy Sanie, wpisane było częste zmaganie się z powodzią. Ks. Cz. Lewandowski zanotował, że całe Zasanie zamieniało się w wielkie jezioro, a komunikacja z miastem odbywała się jedynie łodziami. W 1924 roku woda zalała budynek aż do poziomu kaplicy włącznie. Podobna klęska groziła też w roku 1956, czego uniknięto, jak można wierzyć, dzięki cudownemu wstawiennictwu św. Brata Alberta, do którego bracia odprawiali nowennę z prośbą o ratunek.

Posługa albertyńska nie ograniczała się do prowadzenia przytuliska. Siostry prowadziły w Przemyślu kuchnię dla 700 osób (1914 r), a także służyły 50 chorym w Miejskim baraku cholerycznym w Bakończycach; pracowały też w szpitalu żydowskim.

Bracia natomiast musieli włożyć dodatkowy trud w utrzymanie przytulisk, gdy subwencje gminy w czasie wojny zmniejszyły się, a wydatki rosły. W 1915 roku zaczęli prowadzić hurtową sprzedaż soli. W praktyce wyglądało to tak, że, jak pisze br. Rafał, „zamawiano seryjnie po 500 ton soli, czyli po 25 wagonów 20-to tonowych, przy czym każdy wagon podstawiony na rampę, niezależnie od pory dnia czy nocy, musiał być rozładowany w ciągu 6 godzin... Nie było wówczas... żadnych urządzeń mechanicznych, a tylko nieliczne taczki i własne plecy, narażone szczególnie w okresach letnich, na dosalanie (oprócz potu) i na niesamowite dolegliwości bólowe w miejscach startego naskórka. Do pracy w hurtowniach soli zatrudniano również mieszkańców przytuliska”.

Innym, bardzo przykrym, doświadczeniem było posądzenie braci o skrzywdzenie dziecka z przytuliska. W 1912 roku przez kilka miesięcy ukazywały się oszczercze artykuły w prasie. Dopiero orzeczenie lekarzy rozstrzygnęło sprawę, stwierdzając, że choroba dziecka była dziedziczna. Jak to często bywa, sprostowanie nie było ogłoszone tak hucznie jak oskarżenie; Brat Albert jednak, rozeznawszy sprawę i upewniwszy się o niewinności braci, zalecał zachowanie spokoju: „Przemyślem nie ma co się martwić – pisał do Siostry Starszej Bernardyny – tylko Panu Bogu polecić, takie albo podobne rzeczy, to chleb powszedni w Przytuliskach”.

Na początku lat 20-tych w schronisku sióstr było 26 kobiet i 58 dzieci, u braci – 18 stałych mieszkańców mężczyzn i 40 chłopców, a korzystających z noclegu ok. 300.

W tym też czasie, ze względu na odzyskanie przez Polskę niepodległości, stało się konieczne uregulowanie sytuacji prawnej licznych zgromadzeń zakonnych, powstałych w XIX wieku na terenach ówczesnych państw zaborczych. W tym celu zarządzono wizytację kanoniczną wszystkich zakonów w Polsce, a wizytatorem został ks. bp Władysław Krynicki. Przeprowadziwszy wizytację zgromadzeń albertyńskich, wyraził się on z wielkim uznaniem o ich posłudze, zalecił jednakże, by zgromadzenia braci i sióstr prowadziły swe dzieła całkowicie odrębnie. Bł. bp Sebastian Pelczar, ordynator przemyski obrządku łacińskiego, jako wykonawca decyzji wizytacyjnych przez kilka miesięcy prowadził szereg konsultacji, starając się dokładnie rozeznać sytuację i podjął decyzję, żeby w pierwotnym budynku kontynuowali swą posługę bracia. Uzasadnił swą decyzję tym, że w Przemyślu większa jest potrzeba przytuliska dla mężczyzn. Ponadto powołał się na paragraf 16 Statutu Katolickiego Towarzystwa „Przytulisko Brata Alberta” w Przemyślu (czyli fundatora), w którym zaznaczono, że „Przytuliskiem Brata i wszystkimi w przyszłości powstać mającymi zakładami Towarzystwa zarządzać będą członkowie Zgromadzenia Brata Alberta „Tercjarze III Zakonu św. Franciszka”.

Ostatecznie więc, od maja 1924 roku, siostry wraz z podopiecznymi zamieszkały w innej dzielnicy Przemyśla – na Bakończycach (w dawnych barakach „cholerycznych”), a bracia kontynuowali swą posługę na Zasaniu.

W domu na Bakończycach siostry prowadziły typowe albertyńskie przytulisko. W 1936 r. przebywało w nim około 50 staruszek i 20 dziewcząt. W 1928 bp Anatol Nowak poświęcił w nim skromną kaplicę pod wezwaniem św. Franciszka. Adres przytuliska na Bakończycach kilkakrotnie był zmieniany, gdyż siostry mieszkały najpierw przy ul. Krównickiej 59, a następnie na ul. Wiśniowieckiego 41, która w późniejszym czasie została przemianowana na ul. Jasińskiego.

Od końca 1925 roku siostry przy ul. Tarnowskiego 22 prowadziły także miejski żłobek dla 40 dzieci w wieku od 0 do 6 lat. W październiku 1939 roku przejęli go sowieci, przeznaczając na ochronkę dla dzieci ukraińskich.

Bracia natomiast na Zasaniu rozwijali gospodarstwo hodowlano-rolne, urządzone przy przytulisku. Prowadzili je wzorcowo, zaopatrując je w nowoczesne maszyny rolnicze. Dochody z gospodarstwa stanowiły ważne źródło utrzymania ubogich. Ponadto, w 1928 r. wybudowali zakład wychowawczy, w którym kształcono 40-50 chłopców; założono nowoczesne stolarnie, tak że z czasem zaczęto produkcję na skalę przemysłową; uczono też rzemiosła artystycznego. Meble z zakładu albertynów zdobywały nagrody na konkursach, a zamówienia płynęły nawet z innych województw. Dbano nie tylko o kształcenie i formację duchową chłopców, ale też o wychowanie fizyczne, urządzając dla nich wycieczki i prowadząc ćwiczenia gimnastyczne. Wszystko to świadczy o kompetentnym i nowoczesnym prowadzeniu pracy wychowawczej z młodzieżą. W latach 1924-1936 oraz 1944-1959 dom na Zasaniu służył braciom także jako dom nowicjacki.

W czasie II wojny światowej Przemyśl najpierw znalazł się w rękach władzy sowieckiej. W przytulisku sióstr warunkiem pozostania stało się założenie świeckich strojów, narzucono też świecką władzę, a oznaki religijne zastąpiono portretami sowieckich przywódców. Gdy władze przejęli Niemcy (czerwiec 1941), wróciły dawne porządki, zaczęto jednakże przysyłać dużo małych dzieci, dla których nie było tam odpowiednich warunków. Dlatego też w 1943 roku otwarto filię przy ul. Batorego 55, jako żłobek dla dzieci. W budynku tym mieszkali także Niemcy, którzy uciekając w 1944 r. podpalili go. Dzieciom przebywającym w schronie nic się nie stało, ale budynek był doszczętnie zniszczony. Dzieci musiały wrócić do dawnego przytuliska, a następnie zamieszkały w kamienicy przy ul. Piotra Skargi 28.

Bracia podczas II wojny prowadzili swą zwykłą działalność, starali się także nieść ratunek ludności żydowskiej, umieszczając w przytulisku i zakładzie wychowawczym żydowskie dzieci.

Po wojnie oba zgromadzenia ucierpiały skutkiem dojścia do władzy komunistów.

Od 1945 roku siostry prowadziły Dom Małych Dzieci pod wezwaniem św. Józefa, przy ul. Piotra Skargi 28 (Buczka 28). Pracowało tam 10 sióstr. W 1950 roku władze komunistyczne jednakże zamknęły kaplicę, a w 1960 dano siostrom wypowiedzenie z pracy, bez podania powodu. Dlatego siostry opuściły tę placówkę (w 1963 r).

W 1948 r. otwarto filię Domu Opieki na ul. Mariackiej 4 (Przeorskiego 4), w poukraińskim budynku, wraz ze znajdującą się obok cerkiewką. W 1951 oba domy (na Wiśniowieckiego i Mariackiej) przemianowano na „Państwowy Zakład Specjalny dla Nieuleczalnie Chorych Kobiet”, łącznie w dwóch domach dla 140 pensjonariuszy. W 1967 r. zamknięto cerkiewkę i usunięto siostry. Wcześniej jeszcze wydano zakaz korzystania z nabożeństw podopiecznym.

W latach 1963-1992 siostry miały także wspólnotę zakonną w domu przy ul. Buczka 16 (budynek ofiarowany w 1967 r. przez p. Tabińskich w zamian za dożywotnią opieką nad niepełnosprawną córką). Decyzją władz Zgromadzenia zamknięto go jednak, ze względu na brak możliwości rozwijania posługi w charyzmacie albertyńskim.

W pierwotnym przytulisku siostry zajmowały się pracą przy chorych, a także przebudową i dostosowywaniem zakładu do wymogów władz państwowych. W 1960 r. zakład przekazano jednak świeckiemu kierownictwu, a siostry pozostały na etacie pielęgniarek. Mieszkały nadal w barakach, w bardzo trudnych warunkach. Dopiero w latach 80-tych został wybudowany nowy dom (poświęcony 4.10.1987 r.), w którym siostry opiekują się kilkoma starszymi osobami (m.in. dawnymi gospodyniami kapłanów), dochodzą do pracy w Państwowym Zakładzie Opiekuńczym dla Nieuleczalnie Chorych oraz opiekują się kościołem parafialnym i katechizują.

Bracia po wojnie oprócz posługi w przytulisku utworzyli kuchnię dla setek ubogiej ludności. W roku 1950 rozwiązano zakład dla chłopców, dom opieki przejęło stowarzyszenie „Caritas”, a stolarnie przeznaczono na użytek Wojskowego Przedsiębiorstwa Budowlanego. W budynku zakładu wychowawczego do roku 1959 mieścił się nowicjat braci. Praca braci w zakładzie wyglądała różnie w zależności od dyrektorów świeckich, z którymi musieli współpracować. W 1992 r. kierownictwo domu znów objęli bracia, przejmując zakład w bardzo złym stanie. Obecnie, staraniem braci, udało się dom wyremontować i wprowadzić nowy system funkcjonowania, o wysokim standardzie usług.

s. Agnieszka Koteja

=======================================================================



  • Anegdota z przeszłości domu opieki w Przemyślu

W czasach, gdy środki transportu nie były tak rozwinięte jak obecnie, do przewozu niektórych towarów służyły proste wózki prowadzone przez braci lub podopiecznych. Pewnego razu na jedną z zaopatrzeniowych wypraw wyruszyło z wózkiem dwóch mieszkańców naszego domu. Przechodzących ulicą zauważył stojący nieopodal milicjant. Podszedł do ciągnącego wózek podopiecznego i zwrócił mu uwagę, że w taki sposób nie należy poruszać się po ulicach miasta. Ten odpowiedział zdziwiony, że to nie koniowi należy zwracać uwagę, lecz woźnicy. Milicjant podszedł więc do drugiego mieszkańca – idącego za wózkiem – z tym samym co poprzednio upomnieniem. Ten z kolei odrzekł, że to jak wózek jedzie to nie jego wina, lecz konie tak niosą.

=======================================================================




Serdeczne życzenia z okazji świąt Bożego Narodzenia!

…abyśmy wszyscy stale pamiętali na słowa św. Brata Alberta, które niegdyś skierował do bł. Siostry Bernardyny: Pan Jezus dla nas chce być taki dobrusi ..., jak niewinne dziecko, co rączki wyciąga i oddaje się na łaskę i niełaskę, byle go wziąć, i tylko taki chce być Pan Jezus dla nas.

=======================================================================

Odpowie- s. Agnieszka Koteja, a-koteja@tlen.pl [0-18/20-125-49]



dzialni br. Marek Bartoś, bratmarek.alb@zakon.opoka.org.pl [0-12/42-95-664]



©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość