Strona główna

Bartosz obuchowicz kasia smutniak piotr miazga


Pobieranie 118.29 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar118.29 Kb.


PRZEDSTAWIA FILM:


BARTOSZ OBUCHOWICZ

KASIA SMUTNIAK

PIOTR MIAZGA

BOGUSŁAW LINDA

MAREK KONDRAT
PAWEŁ DELĄG


PAWEŁ WILCZAK

Reżyseria:

JANUSZ ZAORSKI


PREMIERA KINOWA: 13 września 2002r.



OBSADA

Bartosz Obuchowicz Marcin

Kasia Smutniak Laura

Piotr Miazga Turbo

Bogusław Linda Tosiek

Marek Kondrat Burza

Paweł Deląg Daniel

Paweł Wilczak Kosa

Paul Freeman Prezes Banku

Giovanni Pampillione Mateo

Cezary Morawski Dyrektor

Anna Wojton Matka Turbo

Tomasz Dedek Ojciec Turbo

Marian Glinka Ojciec Laury



REALIZATORZY

Janusz Zaorski reżyseria

Marek Nowowiejski producent

Janusz Zaorski & Marek Nowowiejski scenariusz


Łukasz Kośmicki zdjęcia

Milenia Fiedler montaż

Marek Kościkiewicz muzyka

Magdalena Dipont scenografia

Paweł Bareński kierownik produkcji

Andrzej Antymowicz & Marek Wrońko dźwięk



PRODUKCJA
Bow&Axe Entertainment


KOPRODUKCJA


HBO Polska

Monolith Films

WFDiF

Agencja Produkcji Filmowej

GŁÓWNY SPONSOR FILMU:




CZAS TRWANIA: 90 minut

PREMIERA KINOWA: 13 września 2002


ROK PRODUKCJI: 2002

DOZWOLONY OD LAT: 15


Promocja i reklama Dystrybucja

tel: 851 10 58, 851 10 59 tel: 851 11 01; 840 66 99

fax: 851 10 58 w. 116 fax: 851 10 79

Szef promocji: Robert Nadratowski Szef dystrybucji: Tomasz Koć

Public Relations: Karina Marfiak Dział dystrybucji:

Reklama: Iza Borowiec Agnieszka Roman,

e-mail: robert@monolith.pl Ryszard Pawlicki

karina@monolith.pl e-mail: monolith@monolith.pl

iza@monolith.pl

Pressbook:

Bartek Fukiet

e-mail: bartek.fukiet@wp.pl



www.haker.wp.pl

www.monolith.pl



Wyhaczył co chciał
www.haker.wp.pl

Monolith Films zaprasza do kin na komedię sensacyjną dla młodzieży, której bohaterem jest zakochany "Haker". Marcin (Bartosz Obuchowicz) i Adam Nowak vel Turbo (Piotr Miazga) są przyjaciółmi. Pierwszy z nich radzi sobie lepiej z komputerami a drugi z dziewczynami. Aby uzupełnić braki w swoim "wykształceniu" chłopcy zakładają się. Marcin pomoże Turbo przy hakowaniu a ten zrewanżuje mu się poradą podczas miłosnych manewrów, których celem jest szkolna koleżanka – Laura (Kasia Smutniak). Wspaniałomyślność Turbo ma jednak swoje granice. Daje Marcinowi na zdobycie Laury jedynie pięć dni. Po ich upływie zamierza się nią zająć osobiście. Któremu z nich uda się zdobyć dziewczynę i milion dolarów?




TREŚĆ

Marcin Makowski (Bartosz Obuchowicz) to zakompleksiony sierota. Wprawdzie komputery nie mają przed nim tajemnic, ale jeśli chodzi o dziewczyny, to nie wie nawet gdzie znajduje się przycisk, który je uruchamia, nie mówiąc już o bardziej skomplikowanych komendach. W związku z tym Marcin skupia się na naukach ścisłych.


Jego wielkim marzeniem są studia w Massachusetts Institute of Technology. Przyjacielem Marcina jest Adam Nowak vel Turbo (Piotr Miazga). To typ zamożnego luzaka, który skończył liceum i nie dostał się na studia. Lubi wszystko co łatwe i szybkie – nie ogranicza się to bynajmniej do prędkości procesora w jego komputerze. Życie upływa mu na zdobywaniu kolejnych dziewczyn, hakerskich wprawkach (Turbo próbuje wciągnąć Marcina do hakowania, ale ten nie jest zainteresowany) oraz… podlewaniu kwiatów – do czego zmusza go nieustannie matka. Marcina i Turbo dzieli praktycznie wszystko – łączy wielka pasja do komputerów oraz kina. Mogą nie pamiętać w którym roku odbyła się bitwa pod Grunwaldem, ale wiedzą doskonale dlaczego Neo z "Matriksa" podążył za białym króliczkiem a Marty McFly próbował "Powrócić do przyszłości".
Marcin mieszka w internacie, ale bardzo często przesiaduje... w kotłowni, korzystając z gościny pana Tośka (popisowa rola Bogusława Lindy). Największym przekleństwem tego odzianego w waciak i beret z antenką palacza jest łudzące podobieństwo do… Bogusława Lindy. Tosiek, który z powodu swojego podobieństwa popadł w alkoholizm, oprócz powierzchni "biurowej" (Marcin ma w kotłowni swoje centrum komputerowe) udziela również naszemu bohaterowi życiowych rad. Raczej kłamstwem byłoby twierdzenie, że podnoszą one Marcina na duchu, ale zdarza się, że bywają niezwykle pomocne.

Adam Nowak, z racji podejścia do życia zwany Turbo, problemów lokalowych raczej nie ma. Mieszka z rodzicami w luksusowej willi, jeździ superszybkim motorem i za wszelką cenę stara się upodobnić do Nicolasa Cage'a. Czesze się w taki sam sposób jak amerykański gwiazdor oraz dzieli z nim upodobanie do kurtek z wężowej skóry. Jest w tym tak dobry, że momentami od oryginału różni go już tylko akcent. Obdarzony tyloma zaletami chłopak nie ma żadnych kłopotów z zaliczaniem kolejnych dziewczyn. Następną jego zdobyczą ma być piękna maturzystka – Laura (Kasia Smutniak), która potrzebuje pomocy przy egzaminie z matematyki. Turbo prosi Marcina o wsparcie, bowiem sam, tak jak i Laura, do matematycznych orłów raczej się nie zalicza.


Seksowna maturzystka robi na Marcinie tak wielkie wrażenie, że ten nie jest w stanie przypiąć do jej biustonosza specjalnego mikrofonu za pośrednictwem którego dziewczyna ma przekazać im tematy maturalnych zadań. Wyręcza, go Turbo, który widząc uczuciowe zaangażowanie kolegi, postanawia wykorzystać sytuację i zaproponować mu zakład. Jeśli Marcin zgodzi się pracować dla niego jako haker, on pomoże mu zdobyć Laurę. Wystarczy – jak twierdzi – że dziewczyna poczuje zapach pieniędzy i będzie dla Marcina tak łatwa do rozpracowania, jak przeciętnie skomplikowany program komputerowy. A kasy, jeśli Marcin przyłączy się do hakowania na pewno im nie zabraknie. Wspaniałomyślność Turbo ma jednak swoje granice. Daje Marcinowi na zdobycie dziewczyny jedynie pięć dni. Po ich upływie zamierza się nią zająć osobiście. Marcin przyjmuje zakład, wierząc głęboko, że obraz Laury odmalowany przez Turbo jest fałszywy.
Rozpoczyna się egzamin maturalny. Marcin dyktuje Laurze rozwiązania zadań, korzystając z łączności radiowej i komputera. Niestety, wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostaje przyłapany na robocie. Dyrektor szkoły żąda, aby chłopak wskazał osobę, która korzystała z jego podpowiedzi. Marcin odmawia i w efekcie wylatuje dyscyplinarnie ze szkoły. Zakład pozostaje jednak aktualny. Pierwszą akcją hakerskiego duetu jest włamanie na oficjalną stronę rządu. Ten zuchwały wyczyn sprawia, że Marcinem i Turbo zaczyna się interesować inspektor Burza (Marek Kondrat) – skorumpowany glina z Centralnego Biura Śledczego. Burza zleca gangsterowi Kosie (Paweł Wilczak), którego trzyma w szachu groźbą więzienia, aby namierzył parę młodocianych hakerów i zmusił ich do współpracy. Kosa rusza tropem Turbo i Marcina.
Pewnego wieczoru do domu Turbo przybywają dwie ponętne dziewczyny, które twierdzą, że są prezentem od Laury za zdaną maturę. Turbo postanawia od razu "rozpakować" podarunek. Marcin zupełnie nie ma na to ochoty. Wraca do komputera. Zupełnie przez przypadek znajduje w Internecie ogłoszenie jakiejś instytucji, która obiecuje nagrodzić milionem dolarów tego, kto przedrze się przez stworzony specjalnie na tę okazję system zabezpieczeń i łamigłówek. Marcin postanawia spróbować swoich sił.
Młodzieńcy, nieświadomi grożącego im ze strony Kosy niebezpieczeństwa, poczynają sobie w sieci coraz śmielej. Dzięki danym dotyczącym kart kredytowych, które odnajdują w śmietniku, zyskują dostęp do nieograniczonych funduszy. Turbo, który twierdzi, że efektowna chata na pewno pomoże Marcinowi "wyhaczyć" Laurę, wynajmuje dla niego kilka pięter… Pałacu Kultury i Nauki. Chłopcy zmieniają gmach w centrum hakerstwa a na znajdującym się tam basenie urządzają kostiumową osiemnastkę Marcina – solenizant paraduje w stroju Supermana a jego przyjaciel tradycyjnie już przeistacza się w Cage'a. Jednym z zaproszonych gości jest oczywiście Laura. "Kawalerka" Marcina robi na dziewczynie ogromne wrażenie. Turbo idzie za ciosem i za pośrednictwem aukcji internetowej sprowadza do Warszawy DeLoreana – szykowny wehikuł, taki, jakim jeździł Michael J. Fox w "Powrocie do przyszłości".
Czy Laura oprze się takiemu cacku? Turbo jest przekonany, że nie. Kiedy zbliża się termin rozstrzygnięcia zakładu, Marcin zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że żaden rezultat nie będzie go satysfakcjonował – jeśli przegra, straci dziewczynę, którą kocha, jeśli wygra – straci do niej szacunek. Niestety nie jest to jedyny problem Marcina. Wspólnie z Turbo musi zmierzyć się z Kosą i z jego bezwzględnym mocodawcą – inspektorem Burzą. Ci panowie nie mają w zwyczaju żartować. A kiedy idzie o pieniądze robią się wręcz śmiertelnie poważni. W tej sytuacji hollywoodzkie zakończenie wcale nie jest takie pewne…

(Kuba Webstein)



JAK POWSTAWAŁ FILM „HAKER“



Scenariusz

Pomysł realizacji filmu o komputerach i Internecie narodził się w głowie producenta Marka Nowowiejskiego już kilka lat temu. Do rozpoczęcia prac nad komedią „Haker“ zainspirowała go nowela Filipa Kovcina, cenionego twórcy teledysków.


Jesienią 1999 roku do pisania scenariusza, w oparciu o pomysł Filipa Kovcina, przystąpił Tomasz Solarewicz. Jednak kiedy w styczniu 2000 roku pierwsza wersja skryptu ujrzała światło dzienne, Marek Nowowiejski uznał, że tekst – choć niezwykle interesujący - jest zbyt poważny. Chciałem – wspomina - żeby powstał film rozrywkowy, zabawny, mający ostre tempo i dużo atrakcji. Zależało mi na tym, żeby pokazując świat hakerów i Internetu, nie skupiać się wyłącznie na możliwościach przestępstw komputerowych, ale pokazać również pozytywne możliwości i szanse, jakie dają nowe technologie.
Tomasz Solarewicz, Filip Kovcin i Marek Nowowiejski – po długich rozmowach - wspólnie doszli do wniosku, że radykalne zmiany w historii musi wprowadzić nowy scenarzysta. W efekcie dalszymi pracami nad scenariuszem zajął się Marek Nowowiejski.
Kluczową sprawą w powodzeniu przedsięwzięcia było znalezienie reżysera, który potrafiłby opowiedzieć tę historię – dotyczącą młodych ludzi i do nich przede wszystkim adresowaną - w sposób dynamiczny, nowoczesny i dowcipny. Szukając reżysera kierowałem się następującymi kryteriami: doświadczony, zawodowiec, z poczuciem humoru i młodzieńczym entuzjazmem – mówi producent - Zależało mi, żeby potrafił przyjąć punkt widzenia młodego widza, do którego skierowany jest film. Już po pierwszych rozmowach z Januszem Zaorskim wiedziałem, że właśnie on jest takim reżyserem.
Janusz Zaorski, dzięki Markowi Nowowiejskiemu, miał okazję zapoznać się ze scenariuszem. Z radością przeczytałem ten tekst – wspomina reżyser - bo zobaczyłem, że jest to jakaś szansa na powiedzenie czegoś więcej o nowej generacji. Jak to się zmieniło, jak teraz osiemnastolatkowie dojrzewają. Chciałem też zająć się Internetem. Ciekawiło mnie, jak to jest, jak się włamuje, na czym polega łamanie kodów. Mieliśmy nowelę, dużo rozmawialiśmy o niej z Markiem Nowowiejskim i w końcu zaczęliśmy pisać. Była jedna wersja scenariusza, potem druga. Z rok chyba trwało zanim ten scenariusz uporządkowaliśmy, a potem zaczęła się już produkcja – zastanawianie się jakie wnętrza, jaka obsada, jacy aktorzy.
Producent „Hakera” zgromadził pokaźny budżet w wysokości 5 milionów złotych. Połowę tej kwoty wyłożyli koproducenci – Monolith Films, HBO Polska, WFDiF, Agencja Produkcji Filmowej. Resztę udało się zebrać – z wydatną pomocą firmy Access-Pragma – od prywatnych sponsorów.

Obsada
Przy kompletowaniu obsady reżyser i producent od początku założyli, że – dla uwiarygodnienia historii – trójka aktorów kreujących główne role będzie w tym samym wieku, co odtwarzane przez nich postaci.
Wiedzieliśmy na pewno, że muszą to być ludzie młodzi i tak się stało. Zagrali nastoletni, dwudziestoletni aktorzy, w wieku w którym zdaje się maturę. To dla mnie było strasznie ważne, żeby bohaterowie byli wiarygodni – mówi Janusz Zaorski. Zależało nam – dodaje Marek Nowowiejski – żeby obsada głównych ról odpowiadała charakterystyce postaci. Aktorzy grający głównych bohaterów nie mogli być absolwentami szkół teatralnych udającymi maturzystów.
Do zagrania postaci Marcina zaproszono Bartosza Obuchowicza, który był świeżo po zdjęciach do „Stacji” Piotra Wereśniaka i – podobnie jak bohater „Hakera” – niedługo miał przystąpić do egzaminów maturalnych. W postać Turbo, filmowego przyjaciela Marcina – według scenariusza nieco starszego - wcielił się Piotr Miazga, student 3-go roku łódzkiej szkoły filmowej. Swoim podobieństwem do amerykańskiego gwiazdora Nicolasa Cage’a tak urzekł Janusza Zaorskiego, że ten – razem z Markiem Nowowiejskim – przerobił scenariusz i w rezultacie postać kreowana przez Piotra Mizagę zaczęła snobować się... na Cage’a.

Laurę - dziewczynę, która oczarowuje Marcina i daje tym impuls do serii niezwykłych wydarzeń - zagrała Kasia Smutniak, wzięta modelka, mieszkająca na stałe w Mediolanie i mająca już na swoim koncie dużą rolę we włoskim filmie „Al momento giusto”. Przygotowaniem ekipy młodych aktorów i opracowaniem ich ról zajął się Cezary Morawski, któremu dane też było zagrać w filmie „Haker” dyrektora szkoły – erotomana.


Janusz Zaorski i Marek Nowowiejski równie starannie dobierali obsadę ról drugoplanowych. Kilka z nich to prawdziwe aktorskie perełki. Twórcy „Hakera” zgotowali widzom dużą niespodziankę, proponując gwiazdom polskiego kina – Bogusławowi Lindzie, Markowi Kondratowi i Pawłowi Delągowi - zupełnie nowe wcielenia, które zdecydowanie odbiegają od ich ekranowego wizerunku. Nie miałem pewności – mówi producent - jak na propozycję małej, komediowej i autoironicznej roli zareaguje Bogusław Linda. Boguś ma duże poczucie humoru i dystans. Po przeczytaniu scenariusza zgodził się bez wahania. Podobnie Marek Kondrat. Pawłowi Delągowi też nie zabrakło dystansu i poczucia humoru by przystać na rolę Daniela.
W postać Kosy, psychopatycznego gangstera-szantażysty, prześladowcy Marcina i Turbo, wcielił się Paweł Wilczak, który wcześniej przećwiczył już z niezłym efektem przestępczy image, kreując rolę bandyty Jurija w „Ekstradycji”.

W obsadzie „Hakera” – w roli prezesa amerykańskiego banku - pojawił się też Paul Freeman, ceniony angielski aktor, którego widzowie mogą pamiętać jako Rene Belloqa, francuskiego rywala Indiany Jonesa w „Poszukiwaczach zaginionej Arki” - prywatnie długoletni przyjaciel Marka Nowowiejskiego. Przez wiele lat naszej przyjaźni marzyłem, żeby Paul zagrał w filmie przeze mnie wyprodukowanym – wspomina producent - Pierwsze przymiarki robiliśmy już 10 lat temu przy okazji filmu Roberta Glińskiego „Wszystko, co najważniejsze”. Wtedy nie wyszło. Teraz się udało. Paul przyjechał z żoną Maggie Scott, która też zagrała w „Hakerze”.
W komedii Janusza Zaorskiego pojawia się jeszcze jeden „aktor” – DeLorean – niezwykły samochód, który udawał wehikuł czasu w „Powrocie do przyszłości”. Kiedyś byłem fanem tego filmu – mówi Marek Nowowiejski – Próbowałem wypożyczyć kasetę dla mojej córki. Przez dwa tygodnie bezskutecznie. Właściciel wypożyczalni powiedział, że to kultowy film nastolatków – takich właśnie jak nasz bohater Marcin. Wszystko było więc jasne. DeLorean musiał być i jest. Sprowadziliśmy go specjalnie ze Stanów Zjednoczonych.

To samochód, którego na świecie powstało zaledwie 3000 egzemplarzy – dodaje Janusz Zaorski - Dwadzieścia lat temu kultowy obecnie unikat kolekcjonerski (...) Jest jednym z bohaterów i odnośnikiem do ulubionych lektur filmowych naszych bohaterów.



Realizacja filmu
Zdjęcia realizowane były głównie w Warszawie. Poza tym ekipa pracowała też w Konstancinie, w stadninie koni w Walewicach, a na koniec przeniosła się do Los Angeles, gdzie nakręcono sekwencję finałową.
W „Hakerze” w ważnej roli „wystąpił” stołeczny Pałac Kultury i Nauki. Na pałacowym basenie zrealizowano scenę szalonej imprezy urodzinowej Marcina. Pod Pałacem Kultury nakręcona została też scena kulminacyjna, w której Turbo, Laura i Marcin stawiają czoło filmowym czarnym charakterom.

Janusz Zaorski wspomina - Kiedy kręciliśmy sceny pod Pałacem Kultury, z udziałem helikopterów, czołgów, transporterów opancerzonych i mnóstwa policji, komandosów i wojska, ktoś zawiadomił...policję, że coś się dzieje i do akcji wkroczyły dodatkowe oddziały, nie wiedząc o co chodzi, czy przypadkiem jakaś grupa terrorystyczna nie chce zaatakować Pałacu Kultury. Nie chcieli się do nas przyłączyć i zagrać w „Hakerze“, bo stwierdzili, że mają inne obowiązki w mieście. Przyjechali, bo dostali zawiadomienie, że dzieje się coś strasznego, że jakieś niezidentyfikowane oddziały szturmują Pałac Kultury. To było zabawne qui pro quo. Scenę realizowaliśmy w nocy, oni niewiele widzieli, migotały tylko światła na policyjnych samochodach i z daleka nie bardzo było wiadomo o co chodzi.
Twórcom „Hakera” zależało, żeby bohaterowie ich filmu spotykali się i bawili w tych samych miejscach, które znają i lubią ich rówieśnicy ze świata realnego. Dlatego też sporą część materiału zealizowano w stołecznej Galerii Mokotów, jednym z ulubionych miejsc spotkań warszawskiej młodzieży. Tam, między innymi, powstało ujęcie, w którym – jak w „Powrocie do przyszłości” - Marcin wyjeżdża DeLoreanem z ciężarówki, w asyście kłębów białego dymu. Podczas realizacji tej sceny nie obyło się bez pewnych komplikacji, jednak twórcy filmu poradzili sobie z nimi w prawdziwie hollywoodzkim stylu. Chcieliśmy zrobić tę scenę na dachu Galerii Mokotów, na najwyższym poziomie parkingu – opowiada Marek Nowowiejski - Okazało się niestety, że nie ma takiej ciężarówki, która zmieściłaby w sobie DeLoreana, a równocześnie była na tyle niska, żeby wjechać na górny poziom parkingu o własnych siłach. W związku z tym musieliśmy wciągać tę ciężarówkę na dach Galerii 60-tonowym dźwigiem.
Ostatnie sceny „Hakera“ zrealizowane zostały w Stanach Zjednoczonych.

Mieliśmy przylecieć do Nowego Jorku 10 września – wspomina reżyser - Obuchowicz, Linda, operator, szwenkier, dźwiękowiec, producent Marek Nowowiejski i ja. Wybrano 86 piętro World Trade Center. Mieliśmy tam robić zdjęcia od siódmej do dziewiątej, bo od dziewiątej biura zaczynały pracę. Wypadek zdarzył się, jak wiemy, o 8.36, więc prawdopodobnie żywi byśmy z tego nie wyszli. Paradoksalnie uratowało nas kino. Zaproponowano mi funkcje jurora na festiwalu w Gdyni i przełożyliśmy o tydzień wyjazd, z 10 na 17 września. 17 września nie było już po co jechać do Nowego Jorku. Komedia „Haker“ miała się kończyć właśnie w Nowym Jorku, a na wiele lat Nowy Jork nie będzie dobrym miejscem na zakończenie komedii.

Sekwencje amerykańskie zrealizowano ostatecznie w Los Angeles, na plażach w Santa Monica i okolicach Malibu. Producent wspomina, że najbardziej zaskoczeni i rozradowani tym faktem byli turyści z Polski, którzy przyjechali zwiedzać Hollywood i – zamiast spodziewanych gwiazd amerykańskich... spotkali Bogusława Lindę.

W Malibu i w Hollywood, w ciągu dwóch dni zdjęciowych, nakręciliśmy ostatnie sceny filmu – mówi Janusz Zaorski - W „Hakerze“ jest wiele odniesień do filmów amerykańskich. Napis „Hollywood“ jest czymś, co pozwala zrozumieć tę meandryczną drogę bohaterów scenariusza i moją - jako reżysera - przez świat filmu, Internetu, młodych ludzi, komedii. Bo to jest trochę film w filmie i opowieść o różnych filmach, zatem Hollywood jest tutaj dobrym miejscem odniesienia.



Soundtrack
Skomponowaniem muzyki – dopasowanej klimatem do gotowych utworów występujących na ścieżce dźwiękowej „Hakera” - zajął się Marek Kościkiewicz, który wcześniej miał okazję współpracować z Januszem Zaorskim przy realizacji „Szczęśliwego Nowego Jorku”.

Gotowe utwory, które wykorzystano w filmie, zostały starannie wyselekcjonowane. W założeniu miały pasować do tematyki filmu, wieku i mentalności głównych bohaterów. W efekcie powstała bardzo interesująca kompilacja utworów polskich i zagranicznych wykonawców, która może usatysfakcjonować miłośników niebanalnego, klubowego brzmienia. Na ścieżce dźwiękowej, oprócz oryginalnych kompozycji Marka Kościkiewicza, znalazły się utwory takich wykonawców jak - Smolik, Futro, Cool Kids of Death, Homosapiens, Antosh, Fiolka. W soundtracku pojawia się też wielki przebój zespołu „Touch & Go” – „Straight...to number one”. Utwór zespołu „Touch & Go” usłyszałem po raz pierwszy, kiedy byłem z moją córką Julią na feriach zimowych – wspomina Marek Nowowiejski, który od początku czuwał nad doborem piosenek do filmuSpodobała mi się muzyka, zabawny tekst, aranżacja i lekkość tego utworu. Odnalazłem wytwórnię płytową, od której dostałem materiał na płytę, która miała się ukazać kilka miesięcy później. Poczucie humoru i charakter tej muzyki idealnie pasowały do pomysłu na film.




REALIZATORZY



Janusz Zaorski (reżyseria, scenariusz), absolwent Wydziału Reżyserii PWSTiF w Łodzi. Karierę filmową zaczynał na początku lat 70. Zrealizował wtedy serię tytułów, dzięki którym zyskał miano wnikliwego i cokolwiek złośliwego obserwatora polskiej rzeczywistości. W 1974 roku na ekranach kin zagościła z powodzeniem komedia „Awans“, ekranizacja powieści Edwarda Redlińskiego. Historia świeżo upieczonego magistra Grzyba (Marian Opania), który walczy o postęp w rodzinnym Wydmuchowie, przyniosła reżyserowi Nagrodę Główną Jury Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych (FPFF) w Gdyni. Z uznaniem spotkały się też kolejne dzieła reżysera –„Chleba naszego powszedniego“ (1974) i „Partita na instrument drewniany“ (1975). W 1976 roku powstał serial telewizyjny „Zezem“ – cykl niby-wykładów profesora mniemanologii stosowanej Jana Tadeusza Stanisławskiego - dowcipnie portretujących wady rodaków. Serial cieszył się sporą popularnością, a Janusz Zaorski uhonorowany został Nagrodą Przewodniczącego Komitetu d/s Radia i Telewizji i Złotym Szczupakiem na Festiwalu Polskiej Twórczości Telewizyjnej w Olsztynie.

„Pokój z widokiem na morze” (1977), dramatyczna historia pary psychiatrów, zmagających się o życie niedoszłego samobójcy, wyróżniono „Srebrnym Lampartem” i nagrodą FIPRESCI na MFF w Locarno. Lata 80. zaowocowały serią znakomitych filmów. Za „Dziecinne pytania” (1981) reżyser dostał wyróżnienie KSF „Młodzi i film”. „Matka Królów”, ponury i poruszający dramat z czasów stalinowskich, zrealizowany w 1982 roku - aż pięć lat musiał czekać na premierę. Kiedy wreszcie, w 1987 roku, trafił na ekrany, z miejsca zyskał zasłużony rozgłos, zdobywając kilkanaście nagród na całym świecie, w tym Srebrnego Niedźwiedzia MFF w Berlinie i Grand Prix FPFF w Gdyni. Kręcąc w 1984 roku „Baryton”, reżyser udowodnił, że świetnie czuje się w konwencji kina rozrywkowego i kolejny raz odebrał Nagrodę Główną Jury festiwalu w Gdyni. „Jezioro Bodeńskie” (1985) - błyskotliwa ekranizacja prozy Stanisława Dygata – przyniosła twórcy prestiżowego Złotego Lamparta - Grand Prix MFF w Locarno.


W 1988 roku Janusz Zaorski dał upust swojej namiętności do piłki i podbił serca publiczności „Piłkarskim pokerem” - satyrycznym portretem machlojek w polskiej lidze. W latach 90. raczej nie rozpieszczał miłośników swojej twórczości i rzadziej stawał za kamerą. Nakręcił serial kostiumowy „Panny i wdowy” (1991), adaptację powieści Marii Nurowskiej. W 1997 roku wrócił do twórczości Edwarda Redlińskiego, realizując „Szczęśliwego Nowego Jorku”, ostry portret grupy Polaków wegetujących w USA. Film odniósł komercyjny sukces, przyciągając do kin blisko pół miliona widzów i przyniósł twórcy nagrodę za reżyserię FPFF w Gdyni. Janusz Zaorski ma też swój udział w powodzeniu telenoweli „Złotopolscy”, wyreżyserował ponad dwadzieścia odcinków serii.
Od lat jest jedną z czołowych postaci polskiego świata filmowego i telewizyjnego. W 1987 roku wybrano go na przewodniczącego Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych. Pełnił funkcję dyrektora i kierownika artystycznego Zespołu Filmowego „Dom“, był członkiem Komitetu Kinematografii, przewodniczył Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji.
Po zakończeniu zdjęć do „Hakera“ powrócił do ulubionego tematu. Zrealizował film dokumentalny „Biało-czerwono-czarny, czyli Olisadebe“ – rzecz o znakomitym, polsko-nigeryjskim piłkarzu, a wkrótce przystępuje do pracy na planie „Piłkarskiej ruletki“ - satyrycznej wycieczki w świat polskiego futbolu, tym razem z reprezentacją Polski na pierwszym planie.
Marek Nowowiejski (produkcja, scenariusz) karierę producencką rozpoczął z prawdziwym rozmachem. Wyprodukowany przez niego film Roberta Glińskiego „Wszystko, co najważniejsze“ (1992) zdobył Złote Lwy – Grand Prix FPFF w Gdyni i nagrody na festiwalach w Gijon i Trieście. Ma też w swoim dorobku produkcję thrillera „Wynajmę pokój“ Andrzeja Titkowa (1993), pełnił funkcję koproducenta egzekutywnego w „Gunblast Vodka“ („Córka konsula“) w reżyserii Jean Louis Daniela (1998). Wyprodukował wiele filmów dokumentalnych – między innymi – nagrodzoną na Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie „Śmierć Zygielbojma“ w reżyserii Dżamili Ankiewicz, „Aleję przyjaciół“ Wojciecha Biedronia, „Biznesmena i kloszarda”, „Kieślowskiego i jego amatora” Krzysztofa Wierzbickiego i „Saragossę” Ryszarda Bugajskiego.
W latach 1995 – 1998 wyprodukował 65 odcinków popularnego programu telewizyjnego Macieja Orłosia „Oko w oko“, którego gośćmi byli – między innymi – John Malkovich, Nicole Kidman, sir Anthony Hopkins i Bill Gates. Niedawno na ekranach kin gościł - wyprodukowany przez Marka Nowowiejskiego - film animowany Piotra Dumały „Zbrodnia i kara“, który zdobywa nagrody na festiwalach na całym świecie. Aktualnie producent przygotowuje kilka filmów fabularnych, w tym „Sanatorium Gorkiego“ w reżyserii Roberta Glińskiego i dwie koprodukcje z USA.
Łukasz Kośmicki (zdjęcia) jest absolwentem Wydziału Operatorskiego PWSFTviT w Łodzi. Debiutował jako operator w filmie „Voyage en Pologne“, pełnił funkcję operatora w serialu „Ekstradycja“. Praca na planie filmów „Gry uliczne“ Krzysztofa Krauzego i „Poznań’56“ Filipa Bajona przyniosła mu nagrodę za najlepsze zdjęcia na FPFF w Gdyni w 1996 roku. W 2001 roku, na 12 Ogólnopolskim i Międzynarodowym Festiwalu Filmu Reklamowego i Reklamy w Krakowie, otrzymał Nagrodę Tytana dla najlepszego reżysera filmu reklamowego („Przebieralnia”).
Jest autorem zdjęć do filmów: „Gniew” (1997) -nominacja do Polskiej Nagrody Filmowej - „Orła”, „Billboard” (1998) i „Sezon na leszcza” (2000). Wkrótce rozpocznie pracę przy realizacji zdjęć do „Piłkarskiej ruletki” w reżyserii Janusza Zaorskiego.
Milenia Fiedler (montaż), absolwentka Wydziału Montażu Filmowego FAMU w Pradze, współpracowała już wcześniej z Januszem Zaorskim przy realizacji „Szczęśliwego Nowego Jorku” (montaż materiałów wideo) i „Złotopolskich”. W 1997 roku, za montaż filmu „Czas zdrady”, nagrodzono ją na FPFF w Gdyni. Praca na planie „Weisera” Wojciecha Marczewskiego przyniosła jej w 2001 roku kolejną nagrodę FPFF w Gdyni i Polską Nagrodę Filmową – Orła. Ma na swoim koncie współpracę z Natalią Koryncką-Gruz - „Amok” (1998), Witoldem Adamkiem - „Poniedziałek” (1998) i „Wtorek” (2001), Piotrem Wereśniakiem – „Zakochani” (2000) i „Stacja” (2001), Mariuszem Trelińskim – „Egoiści” (2000). Efekty jej pracy można też było oglądać na ekranach telewizorów, w serialach: „Na dobre i na złe”, „Palce lizać”, „Miasteczko”, „Król przedmieścia”.
Magdalena Dipont (scenografia). Zalicza się do stałych współpracowników Andrzeja Wajdy – zajmowała się dekoracją wnętrz w serialu „Z biegiem lat, z biegiem dni...“ (1980) i w filmach - „Człowiek z żelaza“ (1981), „Kronika wypadków miłosnych“ (1985), „Korczak“ (1990), ostatnio projektowała scenografię do „Zemsty“ (2002). Pracowała przy dekoracji wnętrz w filmach Krzysztofa Kieślowskiego - „Bez końca“ (1984) „Podwójne życie Weroniki“ (1991), „Trzy kolory. Biały“ (1993) i w obsypanej nagrodami serii „Dekalog“ (1988). Jest autorką scenografii i dekoracji wnętrz do filmów Krzysztofa Krauzego „Gry uliczne“ (1996), „Dług“ (1999) – nominacja do Orła za najlepszą scenografię, „System“ (2000) i „Gra“ (2000). Z Januszem Zaorskim znają się od lat. Magdalena Dipont była dekoratorem wnętrz w „Dziecinnych pytaniach (1981), „Barytonie“ (1984) i „Jeziorze Bodeńskim“ (1985).
Marek Kościkiewicz (muzyka), współzałożyciel popularnego zespołu „DE MONO“, współpracował już z Januszem Zaorskim, komponując muzykę do filmu „Szczęśliwego Nowego Jorku“ (1997). Będzie też autorem ścieżki dźwiękowej do „Piłkarskiej ruletki“ – najnowszego dzieła twórcy „Hakera“. Skomponował muzykę do komedii sensacyjnej „Fuks“ (1999). Piosenki jego autorstwa można było usłyszeć w filmach - „Co lubią tygrysy“ (1989), „3 dni bez wyroku“ (1991), „Żegnaj Rockefeller“, „Demony wojny według Goi“ (1998) i serialach - „Złotopolscy“, „Zostać miss“.

OBSADA

Bartosz Obuchowicz (Marcin Makowski) przygodę z dużym ekranem rozpoczął od mocnego uderzenia. Występ w „Cwale“ Krzysztofa Zanussiego przyniósł trzynastoletniemu wówczas aktorowi nagrodę za rolę dziecięcą na Festiwalu Filmowym w Gdyni (1996). Od tego momentu Bartosz nie rozstaje się na dłużej z planem zdjęciowym. Początkowo specjalizował się w serialach. Można go było oglądać – między innymi - w „Klasie na obcasach“, „Sławie i chwale“, „Tajemnicy Sagali“ i „13 posterunku“.
W serialu „Dom“ wcielił się w postać syna Andrzeja Talara. Popularność i sympatię widzów zdobył dzięki roli Tomka Kozala – latorośli doktora Jakuba Burskiego (Artur Żmijewski) w hitowej telenoweli TVP2 „Na dobre i na złe“ (1999-2002). Rok 2000 zaowocował dla niego serią ciekawych propozycji. Zagrał filmowego syna Andrzeja Chyry w świetnie przyjętym przez krytykę miniserialu Krzysztofa Krauzego „Wielkie rzeczy“ (odcinek „Gra“). Pojawił się w telewizyjnym „Wyroku na Franciszka Kłosa“ w reżyserii Andrzeja Wajdy.
Za rolę w sensacyjnej „Stacji“ Pawła Wereśniaka Bartosz uhonorowany został prestiżową nagrodą FPFF w Gdyni za najlepszą drugoplanową rolę męską.
Kasia Smutniak (Laura) debiutowała na planie filmowym we Włoszech. W 2000 roku zagrała dużą rolę w filmie Giorgio Panariello „Al momento giusto”. W 1998 roku, po zdaniu matury, wyjechała z Polski, rozpoczynając międzynarodową karierę modelki i przebojem zdobywając wybiegi na całym świecie. Prezentowała kolekcje Dolce & Gabbana, Mila Shoen, Alessandro, Sport Max, Laura Biagiotti, Valentino, Romeo Gigli. Współpracuje z czołowymi fotografami świata mody. Jej zdjęcia znaleźć można, między innymi, w „Vogue” „Elle”, „Marie Claire” i „GQ”. Od 2000 roku mieszka na stałe w Mediolanie.
We wrześniu tego roku pojawi się planie filmu w reżyserii Stefano Reali. Jego premiera planowana jest na 2003 rok.
Piotr Miazga (Turbo) ukończył w tym roku Wydział Aktorski PWSFTviT w Łodzi. Występ w „Hakerze“ to pierwsza większa rola filmowa Piotra. Wcześniej zagrał mały epizod w gangsterskim „Reichu“ Władysława Pasikowskiego. Jak mówi reżyser Janusz Zaorski, o angażu młodego aktora do roli Turbo zadecydowało jego uderzające podobobieństwo do amerykańskiego gwiazdora Nicolasa Cage’a. Ostatnio Piotra można było zobaczyć w kilku odcinkach popularnego serialu TVP „M jak miłość“.
Bogusław Linda (Tosiek) jest jednym z najpopularniejszych i najbardziej kasowych polskich aktorów. Ukończył PWST w Krakowie, występował – między innymi – na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu, teatrów Studio i Współczesnego w Warszawie. Co ciekawe – jedną z pierwszych większych ról – leśnika Włodka w serialu „Punkt widzenia“ – powierzył mu twórca „Hakera“ Janusz Zaorski. Za rolę anarchisty w „Gorączce“ Agnieszki Holland uhonorowany został w 1981 roku nagrodą FPFF w Gdyni dla najlepszego aktora. W tym samym czasie zagrał w czterech ważnych filmach – „Dreszczach“ Wojciecha Marczewskiego, „Człowieku z żelaza“ Andrzeja Wajdy“, „Kobiecie samotnej“ Agnieszki Holland i „Przypadku“ Krzysztofa Kieślowskiego. Ostatnie dwa dzieła trafiły na ekrany dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych i przyniosły Lindzie, rok po roku, nagrody festiwalu w Gdyni dla najlepszego aktora – „Kobieta samotna“ w 1987 r. i „Przypadek“ w 1988 r.
Wtedy też na ekranach zagościł kolejny „półkownik“ z jego udziałem - zrealizowana w 1982 roku wstrząsająca „Matka Królów“ Janusza Zaorskiego. Wielką popularność przyniosła aktorowi rola niebezpiecznego przestępcy Malika w dramacie sensacyjnym Jacka Bromskiego „Zabij mnie glino“ (1987). Znakomite kreacje w filmach Władysława Pasikowskiego („Kroll“, „Psy“ - nagroda dla najlepszego aktora FPFF w Gdyni) przysporzyły mu rzeszę fanów i ugruntowały na lata jego pozycję etatowego twardziela polskiego kina (patrz „Sara“, „Demony wojny według Goi“, „Operacja Samum“, „Reich“).
Aktor nie dał się jednak zaszufladkować. Z wdziękiem i liryzmem zagrał zwyczajnego mężczyznę w filmie „Tato“ Macieja Ślesickiego (nagroda festiwalu w Gdyni). Wypadał równie przekonująco w roli księdza („Polowanie na czarownice“), małomiasteczkowego gangstera („Prywatne miasto“), czy odpychającego kolaboranta („Zabić Sekala“).
Pojawił się w kluczowych rolach w dwóch polskich superprodukcjach - „Panu Tadeuszu“ Andrzeja Wajdy (Jacek Soplica) i „Quo Vadis“ Jerzego Kawalerowicza (Petroniusz). Filmami „Seszele“ (1990) i hitowym „Sezonem na leszcza“ (2000) udowodnił, że świetnie radzi sobie po drugiej stronie kamery. Jest czterokrotnym laureatem „Złotej Kaczki“ dla najlepszego aktora – nagrody przyznawanej przez czytelników miesięcznika „Film“.
Marek Kondrat (Burza) ukończył PWST w Warszawie. Już od wielu lat zalicza się do grona najbardziej lubianych postaci polskiego kina i telewizji. Pierwsze szlify aktorskie zdobywał – jako jedenastolatek – w kostiumowej „Historii żółtej ciżemki“ Sylwestra Chęcińskiego(1961). Na przełomie lat 70. i 80. stworzył szereg wybitnych kreacji scenicznych, za które uhonorowano go – między innymi – nagrodami imienia Leona Schillera i Zbigniewa Cybulskiego. Występ w „Zaklętych rewirach“ – błyskotliwej ekranizacji powieści Henryka Worcella w reżyserii Janusza Majewskiego - przyniósł mu uznanie krytyki i Złotą Kamerę – nagrodę miesięcznika „Film“ dla najlepszego debiutu. Od tej pory regularnie pojawiał się na dużym ekranie.
Zagrał, między innymi, w „Dreszczach“ Wojciecha Marczewskiego (1981) i „Domu wariatów“ Marka Koterskiego (1984). W 1985 roku podbił serca kinomanów popisową rolą spryciarza Kani w komediowym przeboju Janusza Majewskiego „C.K. Dezerterzy“. W 1988 zdobył sympatię milionów telewidzów jako jeden z bohaterów pionierskiej telenoweli TVP „W labiryncie“. W 1992 roku zagrał wiarołomnego przyjaciela Bogusława Lindy w „Psach“ Władysława Pasikowskiego.
Za występ w „Pułkowniku Kwiatkowskim (1995) otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora FPFF w Gdyni. Rola nieustraszonego gliny Halskiego w serialu „Ekstradycja“ otworzyła nowy - heroiczny rozdział w karierze aktora. W „Nocnym graffiti“ (1996) - jako emerytowany komandos - rozprawiał się z szajką handlarzy narkotyków. W „Operacji Samum“ (1999) Władysława Pasikowskiego – jako eks-as polskiego wywiadu - wyruszał do Iraku na odsiecz uwięzionemu synowi. Wyreżyserował i zagrał główną rolę w sensacyjnym dramacie „Prawo ojca“ (1999) – polskiej wariacji na temat „Death Wish“ - gdzie jako rozgoryczony bezradnością policji rodziciel sam wymierzał sprawiedliwość gwałcicielom nastoletniej córki (nagroda Publiczności i nagroda Jury na festiwalu w Gdyni w 1999 roku).
W ostatnich latach aktor nie zaniedbywał poważniejszego repertuaru – mogliśmy go zobaczyć w „Panu Tadeuszu“ Andrzeja Wajdy , „Ogniem i mieczem“ Jerzego Hoffmana i „Weiserze“ Wojciecha Marczewskiego, jednak preferował zdecydowanie lżejszy repertuar. Powrócił do postaci Kani w „Złocie dezerterów“, wystąpił w obu częściach kasowego „Kilera“, w komedii „Pieniądze to nie wszystko“ i goszczącym niedawno na ekranach kin „Dniu świra“. Jest laureatem “Złotej Kaczki” – nagrody czytelników miesięcznika “Film”, oraz trzech Wiktorów i SuperWiktora.
Paweł Deląg (Daniel), absolwent PWST w Krakowie, może spokojnie stawać w szranki o miano najurodziwszego aktora polskiego kina. To jego atut – natura obdarzyła go świetnymi warunkami fizycznymi - ale równocześnie przekleństwo, ponieważ przez dłuższy czas reżyserzy widzieli go jedynie w rolach amantów i kochanków. Debiutował na ekranie epizodem u samego Stevena Spielberga w „Liście Schindlera” (1993). Wystąpił w węgierskim dramacie „Śmierć w płytkiej wodzie” (1994), prezentując przy okazji samozaparcie godne Roberta DeNiro, bowiem specjalnie na potrzeby filmu nauczył się grać na skrzypcach.
Sympatię, szczególnie żeńskiej części widowni, zdobył jako „Biedrona”, jeden z tytułowych „Młodych Wilków” (1995) w młodzieżowym przeboju Jarosława Żamojdy. Uciekał rosyjskiej mafii w „Szamance” (1996) i ulegał urokowi Agnieszki Wagner w „Ciemnej stronie Wenus” (1997). Zagrał, w doborowym towarzystwie, w „Złocie dezerterów” (1998). Regularnie gościł na ekranach telewizorów. Można go było oglądać, między innymi, w serialach: „Sława i chwała” (1997), „Siedlisko” (1998), „Życie jak poker” (1998), „Czułość i kłamstwa” (1999), „Palce lizać” (1999), „Policjanci” (1999) i „Tygrysy Europy” (1999). W „Sezonie na leszcza” – nieświadomy grożącego mu niebezpieczeństwa (patrz „Psy”) - przyprawiał rogi Bogusławowi Lindzie (2000). Zabłysnął w epizodzie w komedii Olafa Lubaszenko „Chłopaki nie płaczą” (2000), z ironią traktując swój image macho i wcielając się w postać samozwańczego gangstera Jarka Psikuty, który dostaje bolesną lekcje wychowania od „kolegów” z branży. W serialu „Przeprowadzki” zagrał czekistę – sadystę.
Wciąż czekał na szansę zaprezentowania swoich możliwości na pierwszym planie. Wreszcie pojawiła się taka okazja. Jerzy Kawalerowicz powierzył mu główną rolę – Marka Winicjusza - w wysokobudżetowym „Quo Vadis” (2001). Występem w „Hakerze” – zapewne kontrowersyjnym dla sporej części fanek – udowodnił, że nie boi się polemiki ze swoim ekranowym wizerunkiem arcymęskiego pożeracza serc niewieścich.
Paweł Wilczak (Kosa), absolwent PWSFTviT w Łodzi, ma na swoim koncie kilkanaście epizodów na dużym ekranie – dane mu było wcielać się w postać: dziennikarza („Pajęczarki”), alfonsa („Gry uliczne”), złodzieja samochodów („Billboard”), konwojenta („Kiler-ów 2-óch”), ochroniarza („Stacja”) i drwala („Enduro Bojz”). Rozgłos zyskał dzięki roli bezwzględnego i antypatycznego gangstera Jurija w drugiej (1996) i trzeciej (1998) serii „Ekstradycji“. Sympatię widowni telewizyjnej przyniosła mu - zagrana z dużym wdziękiem - rola nawróconego na dobrą drogę przestępcy Mareczka w telenoweli „Na dobre i na złe“. Można go też było oglądać – jako sąsiada-uwodziciela ponętnej Marysi Góralczyk - w „Bellissimie“ Artura Urbańskiego, filmie zrealizowanym w ramach cyklu „Pokolenie 2000“. Paweł Wilczak z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Wkrótce zobaczymy go, obok Olafa Lubaszenko, w dramacie gangsterskim Wojciecha Wójcika „Sfora“.

WYWIAD Z JANUSZEM ZAORSKIM




* Czy fakt, że Internet odgrywa tak ważną rolę w filmie „Haker” wynika z Pana szczególnej fascynacji siecią?

„Haker” był pretekstem, żeby samemu się wyedukować. Jak by to powiedzieli wojskowi, było to rozpoznanie bojem, czyli rozpoznanie przeciwnika w walce. Mam oczywiście dostęp do Internetu, konto mailowe. Ale Internet jest tu właściwie tylko pretekstem do opowiedzenia historii. Bohaterem są żywi ludzie. W tym wypadku dwójka nieprawdopodobnie utalentowanych komputerowo chłopaków. Jeden z nich zdaje maturę, drugi ma to już za sobą. Oni traktują Internet jako wyzwanie. Chcą się włamywać, pokonywać wszystkie kody, wszystkie bariery. To już jest tylko o krok od hakerstwa. Głównym bohaterem jest Marcin, którego postać kreuje Bartosz Obuchowicz. Aktor jest w wieku bohatera. Bardzo ważne było dla mnie, żeby zrobić film dla młodych ludzi. Nie iść tropem starych filmów amerykańskich, gdzie Cary Grant, czy Rock Hudson udawali maturzystów, mimo że mieli już czterdziestkę na karku. Koncepcja była taka, że film ma być realistyczny – dzieje się tu i teraz, w Polsce, w Warszawie. W miejscach, gdzie młodzi ludzie chodzą, spotykają się, bawią...


* ...i namiętnie oglądają filmy


Właśnie. Jest tam jeszcze jeden element, na który chcę też bardzo zwrócić uwagę. Ci hakerzy, podobnie jak ja, są szalonymi fanami kina. Ich ulubionymi, kultowymi filmami są „Powrót do przyszłości“ i „Matrix“ - nota bene fragment „Matrix“ pojawia się też w „Hakerze“. Bohaterowie żyją w świecie filmów i pewnej kreacji. W którymś momencie rzeczywistość zaczyna przenikać się z ich lekturami ekranowymi i czasami widz zastanawia się - zaraz, czy to jest ich projekcja wydarzeń, czy tak się zdarzyło naprawdę? Chciałem zrobić trochę lżejszą formę i stąd też w „Hakerze” tyle odniesień, cytatów do rozmaitych tytułów, żeby widz w tej podróży nie zagubił się, żeby odnalazł klucze.

* Pan też jest miłośnikiem filmów „Matrix“ i „Powrót do przyszłości“?

Zdecydowanie. Do tego dodałbym jeszcze „Pulp Fiction“ i „Dzikość serca“, do których też są nawiązania w filmie. „Haker“ to taki, miejscami – można powiedzieć – rebus dla kinomanów. „Haker“ zaczyna się od sceny, w której bohaterowie przepytują się ze swojej wiedzy filmowej. Jest jeszcze inny smaczek filmowy – jeden z aktorów jest szalenie podobny do Nicolasa Cage’a. Tym się również kierowałem obsadzając go w roli Turbo, jako że wnosił on właśnie swoją osobą bakcyl filmowości. Zobaczyłem Piotra Miazgę - studenta łódzkiej szkoły filmowej - i mówię: „Rany boskie, przecież to może być brat Nicolasa Cage’a!“. Dostaliśmy szczęśliwy los na loterii. Przerobiliśmy z Markiem Nowowiejskim scenariusz. Turbo snobuje na Nicolasa Cage‘a, choć jest w tym trochę ironii i bohater podchodzi do swojej pozy z pewnym dystansem.



* Na pierwszym planie, obok Bartosza Obuchowicza i Piotra Miazgi, pojawia się – po raz pierwszy w polskim filmie – piękna modelka Kasia Smutniak

Właśnie. Nie zapominajmy o tym, że mamy w filmie kobietę, przepiękną kobietę, która jest obiektem westchnień – mam nadzieję, że też na widowni. Kasia Smutniak jest dobrze znana w środowisku mody. Od lat mieszka w Mediolanie, brała udział w rozmaitych sesjach nagraniowych, reklamuje produkty najważniejszych światowych marek, można zatem powiedzieć, że zrobiła karierę. Dowiedziałem się o niej, ponieważ zagrała główną rolę we włoskim filmie. Zaintrygowało mnie, że ktoś jej zaufał, zobaczyłem ten film i w efekcie poprosiliśmy ją na próbne zdjęcia – wypadła świetnie. Zwłaszcza, że grała osobę podobną do siebie, również modelkę.



* Dodatkową atrakcją „Hakera“ są epizody, w których gwiazdy polskiego kina prezentują wizerunek zgoła odmienny od tego, do czego przyzwyczaili nas na ekranie. Bogusław Linda z charyzmą wciela się w postać palacza – pijaczka, Marek Kondrat kreuje czarny charakter, a Paweł Deląg kocha inaczej... Czy role te pisane były z myślą o konkretnych aktorach?

Jestem bardzo blisko związany z aktorami. Mój brat jest aktorem, ja sam występuję czasem w filmach swoich kolegów, tak więc rozumiem, że najgorsze co może ich spotkać to zaszufladkowanie – to, że ten jest od komedii, ten od dramatów, tamten od amantów i tak dalej. Po kilku takich rolach mają serdecznie dosyć uprawiania zawodu, ponieważ wszystko jest już powieleniem tego, co do tej pory grali. Wiem, że zawsze się radują – nawet jeśli to jest rola epizodyczna – gdy mogą wykazać się swoimi umiejętnościami w czymś nowym. To tylko naszą, reżyserów i producentów, winą jest, że ciągle wpychamy ich w te same szuflady.

Wiem o prawdziwych umiejętnościach wielu osób i będę w następnych filmach próbował te utajnione talenty ujawnić. Jeśli idzie o Bogusia Lindę, ta rola była pisana od początku z myślą o nim. Natomiast jeśli chodzi o dwie pozostałe, nie wiedzieliśmy kto może zagrać. Paweł Deląg i Marek Kondrat przyjęli role z ochotą, bo pozwoliły im pokazać się w innym świetle, nie tak, jak widz się przyzwyczaił.

* Czy podczas pracy nad scenariuszem i później, w trakcie realizacji filmu, konsultowaliście się z prawdziwymi hakerami?

Najważniejsze dla nas było, aby nie popełnić błędu jak w amerykańskiem filmie „Hakerzy“, gdzie zupełnie dowolnie potraktowano stronę internetową. Rozumiem, że film ma swoje prawa i jeśli jakaś czynność trwa 5 minut, to ja nie mogę tego pokazywać przez 5 minut, bo zanudziłbym widownię na śmierć. Ale musiałem znaleźć taki ekwiwalent filmowy, żeby nie było to rażące dla osób, które znają się na Internecie. Żeby film był prawdopodobny. Nie w 100 procentach prawdziwy, ale prawdopodobny. Dlatego posiłkowaliśmy się konsultantami, którzy mówili nam co musi zostać, a co niekoniecznie. Były to osoby związane z Internetem w sposób wyczynowy - bo ja jestem tylko przechodniem wobec ich wiedzy, przechodniem poruszającym się po chodniku - a oni jeżdżą po infostradzie najszybszymi samochodami. Od tych polskich Schumacherów Internetu dostaliśmy coś w rodzaju rękojmi – byli konsultantami przy realizacji tych scen, gdzie pokazywany był Internet, żebyśmy nie wygłupili się w kinie, gdy na widowni zasiądą fachowcy i powiedzą, nie daj Boże – to w ogóle powinno być inaczej.



WYWIAD Z BARTOSZEM OBUCHOWICZEM




* Pasjonujesz się Internetem i komputerami jak Twój bohater z „Hakera“?

Muszę przyznać, że akurat w tym aspekcie jestem zupełnym przeciwieństwem postaci, którą kreuję. Nie przepadam zbytnio za komputerami. Wiadomo, że w naszych czasach ciężko żyć bez sieci. Od czasu do czasu lubię pograć sobie na konsoli, jednak robię to zwykle wieczorami, kiedy już nie świeci słońce.



* Czy zatem, w ramach przygotowań do roli, przeszedłeś specjalne szkolenie komputerowe zaordynowane przez produkcję?

Mieliśmy na planie dwóch konsultantów, którzy podobno – choć nikt o tym głośno nie mówił – byli czynnymi hakerami. Dzięki ich pomocy mogłem pojąć specjalistyczny język, którego używają czasem bohaterowie „Hakera“. W dialogach występują wyrażenia, które mogły być zupełnie niezrozumiałe dla widzów niezbyt biegłych w terminologii komputerowej. Konsultanci tłumaczyli mi, jak i dlaczego mam się zachowywać w konkretnych sytuacjach, jednak żadnego specjalnego kursu komputerowego nie przechodziłem.



* Jak znalazłeś się na planie „Hakera“?

Kiedy dostałem zaproszenie na casting „Hakera“, byłem świeżo po zdjęciach do „Stacji“ i przygotowywałem się intensywnie do matury. Pan Janusz Zaorski, praktycznie od razu, podjął decyzję, że bardzo chętnie będzie ze mną pracował. No i ja, trochę na wariata, zgodziłem się. Sporo ryzykowałem, byłem tuż przed egzaminami. Potem, na planie, wykorzystywałem każdą wolną chwilę, żeby się pouczyć. Na szczęście wszystko poszło dobrze, bo i film chyba się udał – mam nadzieję – i maturę zdałem całkiem nieźle, na czwórki i piątki.



* Na ile Marcin jest podobny do Ciebie? Mógłbyś się skumplować z taką osobą?

W miarę rozwoju akcji Marcin przechodzi stopniową metamorfozę i pod koniec filmu jest z niego zupełnie niezły koleś. Sądzę, że na początku ciężko byłoby nam nawiązać jakiś bliższy kontakt, choćby z racji tego, że Marcin to samotnik, który większość czasu spędza przed komputerem. Może gdybym spotkał takiego koleżkę i jego osoba zaintrygowałaby mnie, to faktycznie zrobiłbym jak Turbo i podjął próbę wciągnięcia go w realne, zabawowe życie. Na ile Marcin jest podobny do mnie? W sytuacji, gdy ktoś go zirytuje, potrafi zmobilizować się i zrewanżować na swój sposób. Być może akurat w tym jestem do niego trochę podobny.



* Która scena filmu okazała się dla Ciebie najtrudniejsza od strony aktorskiej?

Na pewno bardzo trudną sceną - pod względem aktorskim i pod względem fizycznym - była scena, gdy na chwilę rozstaję się z Laurą – mówię, że nie chcę jej już widzieć, bo leci tylko na pieniądze. Według scenariusza podczas tej sceny miał padać deszcz. Po pierwszym dublu mało co nie zostałem utopiony, ponieważ strumień wody był zdecydowanie za silny. Ktoś za mocno odkręcił kurek i deszcz, który miał padać z góry – zalewał mnie i z dołu, i z boku. Czułem się jakbym był dwa metry pod wodą... to było bardzo śmieszne i niebezpieczne zarazem.



*A najprzyjemniejsza scena?

Scena wyjątkowo przyjemna i nietrudna aktorsko, to chwila, kiedy w willi rodziców Turbo pojawiają się dwie seksowne dziewczyny i zaczynają dla nas tańczyć. Nie ma co mówić, było pięknie, bardzo pięknie... Ekscytująca była też scena, kiedy razem z Piotrkiem Miazgą skakaliśmy – bez pomocy kaskaderów - z przedostatniej wieży basenu w Pałacu Kultury. Zrobiliśmy to praktycznie bez przygotowania. Nie przechodziliśmy żadnych prób kaskaderskich. Sprawiło nam to wielką frajdę i zrobiliśmy chyba z pięć dubli tej sceny.



* W „Hakerze“ pojawia się DeLorean, samochód, który „zagrał“ wehikuł czasu w „Powrocie do przyszłości“. Miałeś okazję przejechać się na serio DeLoreanem?

To była wspaniała niespodzianka, bowiem każdą część „Powrotu do przyszłości“ widziałem chyba z dziesięć razy. Oczywiście miałem możliwość przejechać się DeLoreanem, choć bez większych szaleństw. Nie powiem, było bardzo przyjemnie...



* Jak współpracowało Ci się na planie z filmową Laurą - Kasią Smutniak?

Kasia to fantastyczna dziewczyna i chętnie pracowałbym z nią przy dziesięciu następnych produkcjach. Jest świetną koleżanką, bez żadnej wody sodowej w głowie. Dogadywaliśmy się znakomicie. Na planie żartowaliśmy sobie tak ostro, aż mi było czasem wstyd, czy nie przesadziłem, a ona zawsze potem poklepywała mnie po ramieniu i mówiła „Spoko, wszystko jest w porządku“.



WYWIAD Z KASIĄ SMUTNIAK

* Jak to się stało, że z dalekiego Mediolanu zawędrowałaś na plan polskiej komedii sensacyjnej?

Jakiś czas temu brałam udział w castingu do filmu „Sezon na leszcza“. Na castingu obecni byli Bogusław Linda i Łukasz Kośmicki. Kaseta z zapisem mojego występu trafiła w ręce Janusza Zaorskiego. Zaprosił mnie do Polski na zdjęcia próbne, przyjechałam i - w rezultacie - dostałam rolę Laury.



* W „Hakerze“ zaprezentowałaś się w efektownej scenie akcji. Lubisz wcielać się w postaci twardych kobiet?

Bardzo lubię takie role. Pamiętam, że szczególnie dobrze bawiłam się, kiedy realizowaliśmy scenę nawiązującą do „Matrix“. Wisiałam wtedy na linkach w specjalnej uprzęży i większość czasu praktycznie nie mogłam się ruszyć. Dostałam zadanie, żeby skoczyć i zmarkować kopnięcie z obrotu. Celem mojego ataku miał być Marek Kondrat. Bałam się, że niechcący naprawdę trafię go w twarz i cały czas byłam mocno skoncentrowana. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło. Ubawiłam się wtedy jak nigdy, choć – szczerze mówiąc - po dwunastu godzinach wiszenia nieco zrzedła mi mina i nie było już tak wesoło.



* Która scena okazała się dla Ciebie najtrudniejsza do zagrania?

Zdecydowanie scena, kiedy płaczę po rozstaniu z Marcinem. Miałam już za sobą cały dzień zdjęć. Kręciliśmy w nocy, na dworze i dokuczało nam potworne zimno. Byłam zmęczona, zziębnieta, przemoczona, chciałam iść do domu i – paradoksalnie – wszystko to pomogło mi w zagraniu tej sceny, bo wtedy rozpłakałam się chyba naprawdę...

Zdjęcia realizowaliśmy w kwietniu. Według scenariusza miał być wtedy maj i – mimo przenikliwego zimna - paradowałam w krótkiej spódniczce i w bluzce z krótkimi rękawkami, niesamowicie marznąc. W dodatku, kiedy kręciliśmy w nocy, buchała nam z ust para. Musiałam jeść kostki lodu, żeby nie było jej widać w obiektywie.

* Czy na planie „Hakera” przytrafiła Ci się jakaś zabawna historia?

Pamiętam, że niesamowicie rozbawił mnie klakson DeLoreana. Kiedy Bartosz użył go po raz pierwszy, ze śmiechu nie byłam w stanie wyjść z auta, a łzy leciały mi ciurkiem. DeLorean to potężny i efektowny samochód, ale jego klakson brzmi cicho i piskliwie jak w traktorku - zabawce. Mieliśmy z Bartoszem niezły ubaw.



* Na ile filmowa Laura jest podobna do Ciebie?

Z pewnością nie jestem tak zawzięta jak ona i na pewno nie przyszłoby mi do głowy, żeby poświęcić to wszystko, co ona chciała poświęcić – wyjechać, zostawiając chłopaka, rodzinę i przyjaciół. A łączy nas fakt, że obie jesteśmy modelkami i na pewno też to, że... jestem słaba z matematyki (śmiech).



* Czy chłopak podobny do filmowego Marcina miałby u Ciebie szanse?

Zdecydowanie. Marcin jest sympatyczny, inteligentny i bardzo romantyczny. No i pomógłby mi w matematyce...



* Jak Ci się współpracowało z Bartoszem Obuchowiczem?

Bartosz występuje w filmach od dzieciństwa i - mimo młodego wieku - jest prawdziwym zawodowcem. Jego doświadczenie i obycie z kamerą wychodziło na planie na każdym kroku. Bardzo mi pomógł podczas pracy i dużo mu zawdzięczam. Podtrzymywał mnie na duchu w trudnych chwilach i... opowiadał świetne kawały.



* Jak zachęciłabyś widzów, żeby obejrzeli „Hakera”?

„Haker” to komedia romantyczna z bardzo szybką akcją, pomysłowo i kolorowo sfotografowana przez Łukasza Kośmickiego i opatrzona świetną muzyką. Nie ma tutaj momentów, w których widz mógłby się nudzić. Nie jest to może film, który zmieni czyjeś życie, ale z pewnością każdemu poprawi humor.





INFORMACJA PRASOWA


Prokom Software SA – Główny Sponsor Filmu „HAKER”

Prokom Software S.A. od lat wspiera edukację informatyczną wśród młodzieży. Co więcej, pomoc uzdolnionym młodym ludziom jest jednym z najważniejszych zadań społecznych realizowanych przez Prokom Software SA, bowiem ich wiedza i wykształcenie mogą w znacznym stopniu przyczynić się do rozwoju nauki i technologii w przyszłości.


Spółka włączyła się aktywnie w akcję prowadzoną przez „Politykę” ukierunkowaną na zachęcenie utalentowanych młodych naukowców do pozostania na uczelniach, ułatwienie im prowadzenia prac badawczych oraz przekazywania studentom unikalnej wiedzy. Ufundowała stypendia dla najwybitniejszych naukowców w dziedzinie informatyki.
Firma wspólnie z Ministerstwem Edukacji Narodowej realizuje projekty związane z komputeryzacją szkół. W ramach tego projektu powstało 815 pracowni komputerowych, w gimnazjach, na terenie siedmiu województw. Kontynuacją komputeryzacji szkół był rozpoczęty w 2001 roku program ‘Pracownia internetowa w każdej gminie”, którego efektem było wyposażenie 500 pracowni komputerowych w szkołach gminnych i 110 pracowni internetowych w gimnazjach.
Firma od czterech lat jest współorganizatorem i gospodarzem Ogólnopolskiej Olimpiady Informatycznej, prowadzonej jako jedna z olimpiad przedmiotowych, przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu. W olimpiadzie biorą udział uczniowie szkół średnich, którzy rywalizują o przywilej wolnego lub ułatwionego wstępu na wyższe uczelnie. Tegoroczna, dziewiąta już edycja Ogólnopolskiej Olimpiady Informatycznej, zakończyła się w kwietniu, a jej zwycięzcy będą reprezentowali Polskę podczas Międzynarodowej Olimpiady Informatycznej w Seulu w sierpniu tego roku. Finałowi IX Ogólnopolskiej Olimpady Informatycznej już po raz drugi towarzyszył konkurs internetowy „Pogromcy Algorytmów” zorganizowany przez Prokom Software S.A. i portal gazeta.pl. Cieszył się on niezwykle dużym zainteresowaniem wśród internautów – wzięło w nim udział ponad 1100 osób. W roku ubiegłym Prokom Software S.A. był także współorganizatorem finału VII Bałtyckiej Olimpiady Informatycznej, w której to polscy młodzi utalentowani informatycy walczyli na forum międzynarodowym zarówno o honorowe tytuły jak i atrakcyjne nagrody ufundowane przez Spółkę.
Prokom Software SA zdecydował się zostać Głównym Sponsorem filmu „Haker” Janusza Zaorskiego, ze względu na fakt, że propaguje on informatykę wśród młodzieży. Dzięki talentowi i chęci zdobywania wiedzy informatycznej, bohaterowie odnoszą sukces w życiu. Biegłość w posługiwaniu się komputerem, pozwala na zmierzenie się z prawdziwymi wyzwaniami informatycznymi i pracować z wybitnymi umysłami w tej dziedzinie.
Prokom Software SA poprzez założoną przez Prezesa Ryszarda Krauze w styczniu 2001 roku Fundacje wspiera także inne przedsięwzięcia związane z filmem, z przekonaniem, że zaowocują one w przyszłości twórczością wysokiej rangi. W 2001 roku Fundacja objęła mecenatem Mistrzowską Szkołę Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Jej założycielami są: Andrzej Wajda, Wojciech Marczewski i Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. Głównym jej zadaniem jest zachowanie najlepszych tradycji polskiej kinematografii i sztuki filmowej oraz dbałość o ich dalszy rozwój. Ma ona również promować filmową twórczość artystyczną, między innymi poprzez fundowanie stypendiów, organizowanie wymiany naukowej i prowadzenie działalności propagatorskiej, informacyjnej i wydawniczej.
Ponadto Fundacja objęła patronatem produkcję filmu dokumentalnego o historii relacji polsko-żydowskich, pt. „W poszukiwaniu utraconych lat”. Film jest nie tylko portretem obu kultur, ale także próbą wskazania drogi do przyjaźni i pokojowego współistnienia. Ma uczyć tolerancji, poszanowania odmiennych przekonań oraz zwalczać stereotypy.

Prokom Software SA (http://www.prokom.pl/) jest największym dostawcą kompleksowych rozwiązań informatycznych w Polsce dla dużych i średnich przedsiębiorstw oraz instytucji publicznych. Skonsolidowane przychody Spółki wyniosły w 2001 roku 1030,5 mln zł, a zysk netto 32,3 mln zł. Spółka świadczy usługi dla sektora przemysłowego, usługowego, finansowego i publicznego. Do największych Klientów firmy należą Telekomunikacja Polska SA, PZU SA, ZUS, TUiR Warta SA, KGHM Polska Miedź SA i Poczta Polska SA. Prokom Software SA to także lider w produkcji oprogramowania do obsługi biur maklerskich.

Dodatkowe informacje:

Prokom Software SA,

Iwona Ryniak, Anna Białbłocka, Renata Paleń



Tel. (22) 630 39 90, fax. (22) 630 39 94, ryniaki@prokom.pl , palenr@prokom.pl; bialoblockaa@prokom.pl



©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość