Strona główna

Błyski poezji. Spotkania z twórczością Julii Hartwig


Pobieranie 32.96 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar32.96 Kb.
XII Ogólnopolski Konkurs na Esej

Błyski poezji. Spotkania z twórczością Julii Hartwig.

Temat pracy:
Oczy otwarte na świat – o poezji Julii Hartwig
Godło: Nanase
Oczy otwarte na świat – o poezji Julii Hartwig

Opowiadałem burzę morską

walenie się murów

zboże płonące

i przewrócone pagórki

a zapomniałem o tamaryszku (...)
pisał Herbert w wierszu zatytułowanym Tamaryszek właśnie. Podmiot liryczny dostrzega to, co pozornie nieważne i zarazem niezauważalne, bo znikome wśród doniosłych wydarzeń. Za tak drobnym detalem jak tamaryszek kryje się zaskakująca myśl – w chwili ostatecznej, jaką jest śmierć bohatera wiersza, znakiem łączności ze światem okazuje się tamaryszek, wobec którego wielkie wydarzenia tracą nagle swe znaczenie. Zdolność uchwycenia szczegółu to tak naprawdę zdolność dotarcia do istoty rzeczy, porządku świata, sensu życia... Podobnie jest u poetki, której twórczość Stanisław Barańczak odbierał jako „realizm konkretnych szczegółów zderzony z wizyjnym charakterem całości”. Poetki, której twórczość wyraża się jako sztuka patrzenia na malarstwo, na drugiego człowieka, na ludzkie życie… Miłosz nazywał ją damą poezji polskiej, poetką wykwintną – mowa oczywiście o szczególnie mi bliskiej Julii Hartwig.

Twórczość Julii Hartwig z całą pewnością nie jest jednorodna. Możemy się o tym przekonać, eksplorując pierwsze tomiki poetki oraz te późniejsze. Jeśli przyjrzymy się im uważnie, to dostrzeżemy wyraźny rozdźwięk między nimi. Na czym polega zatem owa różnica? Odpowiedź podsuwa nam Grzegorz Kociuba. Jego rozważania na temat dwóch zasadniczych okresów twórczości poetki wydają mi się szczególnie istotne. Początkowo artystka identyfikuje się bez wątpienia z metodą „imaginatywno – epifaniczną”. Charakteryzuje ją przede wszystkim chęć poznawania świata, jak i samego siebie – owa chęć jest bowiem głęboko zakorzeniona we wczesnych utworach. Towarzyszą jej oniryczne, wręcz surrealistyczne obrazy, których naczelnym zadaniem, w moim mniemaniu, jest maksymalistyczne zgłębienie jakże enigmatycznego świata, a tym samym uchwycenie życia we wszystkich jego odcieniach. Podmiot liryczny wierszy Julii Hartwig łaknie objąć wzrokiem wszystko naraz, przeniknąć istotę bytu na wskroś, a to może przywodzić na myśl właśnie epifanię czy też swego rodzaju wizyjność. Warto by w tym miejscu przywołać konkretny przykład, by dokładnie naświetlić cechy tejże metody pisarskiej:



Pod tą wyspą jest inna wyspa, może jeszcze piękniejsza.

Ku niej szybuje uśmiechnięta pływaczka, łącząc błyskawicznym

łukiem skałę, powietrze, wodę.

Chciałbym widzieć cię naraz ze wszystkich stron, stworze,

Fragmencie, zawierucho, wspaniały obłędzie jasnego umysłu.

(z tomu Wolne ręce)

Jest to utwór, w którym czytelnik ma przed sobą obraz pływaczki. Swoim skokiem przenika ona różne przestrzenie – skały, powietrze, wodę. Czyż odniesienie owego przenikania
do pragnienia widzenia naraz całości zjawisk nie jest oczywiste? Tak wyraźny maksymalizm poznawczy widoczny między innymi w tym utworze wyklucza z pewnością ostrożny racjonalizm, spokój, równowagę i logikę. Julia Hartwig skupia się zatem nade wszystko
na doświadczaniu świata w całej jego okazałości, a także na przekraczaniu granic naszej egzystencji, mieszczącej się w pewnych zwyczajowych formach. Kluczowe jest zatem jednoczesne doświadczenie życia i śmierci – czyli olśnienie tajemnicą. Ten pierwszy okres stopniowo, krok po kroku ewoluował ku metodzie „sensualno – medytacyjnej” – kolejne niebanalne określenie, którym posłużył się w swym artykule Grzegorz Kociuba. Owa metoda miała szansę zaistnieć właśnie na drodze dojrzewania. Należy zatem pamiętać, że nie była to nagła zmiana polegająca na kategorycznym odcięciu się od przeszłości. Jakaż jest więc owa odsłona dojrzałej poezji Julii Hartwig?  Objawia się ona przede wszystkim w sile szczegółu, który przybliża nas do nieuchwytnej rzeczywistości, podobnie jak tamaryszek w wierszu Herberta.  Liczy się bowiem detal i konkret, nawet jeśli dotyczy on czegoś pozornie abstrakcyjnego. Poetka skupia się na realiach, które są dostępne dla zmysłów. Czyni to chociażby poprzez drobiazgową kontemplację pejzaży, dokładny ogląd budujących ich szczegółów – to wszystko prowadzić ma czytelnika od identyfikacji z detalem do refleksji nad ostatecznym sensem i celem naszego życia. Ów drugi okres twórczości Julii Hartwig odkryć możemy w całej okazałości w tomie Zobaczone. Jest on szczególnie naznaczony wyczuleniem oka na wszelkiego rodzaju drobiazgi, niuanse, które kryje natura. Już sam tytuł tomu jest niesłychanie istotny. Zobaczone to to wszystko, co Julia Hartwig zdołała ujrzeć i co wydało jej się szczególnie ważne. Wychowana w rodzinie lubelskich fotografików od nich uczyła się sztuki patrzenia. Ukształtowana w ten sposób artystyczna wrażliwość pozwoliła jej wydobywać ze świata to, co w nim najpiękniejsze i najważniejsze zarazem. W jej poezji zmysł wzroku jest w stanie zastąpić wszystkie inne zmysły.

Wiersz Podróż pociągiem z tomu Czułość w pełni odpowiada metodzie pisarskiej, opartej na uobecnieniu realistycznych szczegółów, na których zatrzymuje się wzrok. Wiersz ten oddaje wrażliwość poetki na obraz. Julia Hartwig pisze:



Wybrzeże morskie czarne zalewy rzek

przejrzyste obszary nieba między gałęźmi drzew zimowych

nagły rozrzut mew w górze jak otwarty z trzepotem wachlarz

jeziora z migotliwym słupem światła po którym porusza się pojedyncza łódź (…)
Przedstawiona w utworze podróż pociągiem to swego rodzaju metafora życia jako nieustannej wędrówki, w której ciekawość świata polega na chłonięciu obrazów za oknem.
Są one odległe, nie możemy ich dotknąć, widzimy je tylko z daleka.  Jedyną okazją do tego, by dokładniej przyjrzeć się owym widokom, jest postój:

teraz biały kościół teraz droga i na wzgórzu baraczek

gdzie ktoś czeka na tego co znosi właśnie walizkę na peron

i naciskając czapkę na uszy rozgląda się po okolicy (…)

Ale nawet to chwilowe zatrzymanie nie przybliża bezpośrednio do otaczającej nas rzeczywistości, nie pozwala na pełne uczestnictwo w niej. Człowiekowi została zatem przypisana rola obserwatora, który może wydobyć z bogactwa świata jedynie przypadkowe szczegóły – złote łachy piasków, metalowe bańki czy też biały kościół. Ludzie rejestrują migające obrazy i chłoną je. Julia Hartwig nie pozostawia nam złudzeń – owe obrazy wzbogacają nas. Kryje się w tym swoista koncepcja świata – to, czego doświadczamy, jest ciągłą zmiennością i nieuchwytnością świata zewnętrznego, którego nigdy nie będziemy


w stanie w pełni poznać, zawsze bowiem pozostaną pewne nieodkryte miejsca, ludzie, zdarzenia... Ponadto poetka podkreśla, iż to, co rejestrujemy, nie podlega jakiejkolwiek selekcji – o czym świadczyć mogą przywołane wyżej złote łachy piasków czy metalowe bańki. Utwór ten może również utwierdzić nas w przekonaniu, iż dla Julii Hartwig
bez wątpienia to oczy jako narzędzie i zmysł wzroku są dobrodziejstwem największym.

o królestwo moich oczu o wspaniała radości patrzenia (…)

To właśnie zdolność patrzenia pozwala nam przecież brać udział w uczcie smakowania świata. Dzięki wszystkim namacalnym szczegółom, które widzimy i o których mówi Julia Hartwig, przeczuwamy jednocześnie obecność tego, co jest metafizyką, znakiem jakiegoś wyższego porządku.

W wierszu Spojrzeć z tomu Zobaczone również obcujemy z obrazem zarejestrowanym wzrokiem, a zatem z nawiązaniem do twórczych zasad poetki. Mamy tu jednak do czynienia
z patrzeniem podwójnym:

Mężczyzna w grubej zimowej kurtce stojący nieruchomo

na zakrzewionej wysepce wśród rozlewiska rzeki

O spojrzeć jego oczami

zobaczyć leśny pas na horyzoncie

i poczuć pustkę nierozbudzonych jeszcze łąk

pod szaroburym bezbarwnym jeszcze niebem

Uspokoić serce cichą nijakością
Podmiot liryczny obserwuje mężczyznę w grubej zimowej kurtce i pała ogromnym pragnieniem, by ujrzeć świat oczami tegoż człowieka. Chce zatem zobaczyć rzeczywistość
z zupełnie innej perspektywy. Podąża za wzrokiem mężczyzny i dostrzega nijakość. Wydaje mi się, że podmiot wychodzi z założenia, iż inni ludzie widzą właśnie ową nijakość
w odniesieniu do tego, co ich otacza. Możemy zatem pokusić się o stwierdzenie, że nakładają się na siebie dwa spojrzenia – podmiot patrzący na mężczyznę i nieznajomy wpatrujący się
w pospolity krajobraz… Ale czy ta pospolitość nie jest subiektywną oceną osoby mówiącej
w wierszu, która za wszelką cenę próbuje spojrzeć na świat oczyma drugiego człowieka? Podmiot mówi przecież o wrażeniach mężczyzny, choć nie ma prawa ich znać. Nie możemy być pewni, czy mamy do czynienia z utożsamieniem, swego rodzaju identyfikacją czy zwyczajnym wrażeniem. Julia Hartwig ponownie nawiązuje do swoistej uczty doświadczania świata poprzez patrzenie – jednakże tym razem jest do patrzenie zachłanne z silnym poczuciem niedosytu.

Nieco podobną sytuację możemy dostrzec w Okularach z tomu Bez pożegnania.


W utworze tym podmiot liryczny się jednak nie ujawnia, ukrywając się pod postacią obserwatora, który pozostaje niejako obok. Bohaterem wiersza jest człowiek, który odrywając wzrok od książki, patrzy na otaczający go pejzaż – po zwartej ścianie zieleni drzew/ przemykały słoneczne smugi/ przeganiane ruchem chmur. Elementem łączącym Okulary
z wierszem Spojrzeć okazuje się właśnie obserwacja przyrody. Możemy dostrzec ponadto pewną analogię do Podróży pociągiem. W czym się ona objawia? Otóż jeśli założymy,
iż nasze życie jest nieustannym obserwowaniem, a świat nigdy nie ujawnia nam się w całości, to źródłem radości stanie się każdy nowy detal, który poprzednio przeoczyliśmy, jak zielona wysepka w wierszu Okulary. Jego bohater w letnim pejzażu zauważa najdrobniejsze szczegóły, wymagające wrażliwości i uwagi. Ze zdumieniem dostrzega wyspę, której rzekomo wcześniej nie było. Julia Hartwig za pomocą tej oto sytuacji lirycznej uzmysławia nam, jak wiele nam umyka. Wszelkie nowe odkrycia sprawiają nam radość – obserwujemy zatem kolejną metaforę uczty życia.

Mówiąc o wszelakich drobiazgach i detalach jak o fenomenie istnienia, nie sposób pominąć Błyski, które Czesław Miłosz określał mianem poetyckiego pamiętnika. Ta oryginalna forma literacka posiada nierozerwalny związek z metodą pisarską Julii Hartwig, ponieważ pozwala na uchwycenie ulotności i kruchości chwil. Błyski doskonale wpisują się


w sposób pojmowania i „zapisywania” świata wypracowany przez Julię Hartwig. Utrwalone w nich szczegóły porównać możemy do owego tamaryszka z wiersza Herberta, który ma nas zaintrygować i skłonić do czujnego przyglądania się światu. Można by pomyśleć, że tak pozornie nieskomplikowana forma ekspresji artystycznej jak Błyski to zaledwie szkice wierszy czy też punkt wyjścia do nich. Jakże mylny okazuje się taki osąd. Błyski stanowią bowiem autonomiczny gatunek, którego wartością szczególną jest to, co wypowiedziane nie zostało i co jawi nam się jako niemy szept.

Nie wiadomo, czy Sąd Ostateczny będzie sprawiedliwy - brzmi jeden z Błysków. Cóż się pod nim kryje? Jakie szczeliny rzeczywistości rozpościera przed nami tym razem poetka? Czy są to swoiste przemyślenia nad Biblią i Apokalipsą, czy też doświadczenia historii XX wieku, a może ironiczna konstatacja o sądach, w tym także o Sądzie Ostatecznym? Wszelkich odpowiedzi czytelnik musi dokonać sam. Błyski pisane przez Julię Hartwig same w sobie bywają pointami. Poetka decyduje się na minimalizm tekstu i jednoczesny maksymalizm zakamuflowanego wyższego porządku. Błyski brzmią niekiedy jak sentencje czy aforyzmy, np. Piękna to rzecz: poczucie dumy z cudzej zasługi, wywyższenia, mistrzostwa, geniuszu. Często sprawiając wrażenie wyrwanych z kontekstu zdań, są znakiem pochylenia się nad detalem. Ów detal jest niejako błyskiem, iskierką wzniecającą pożar myśli. Poetka składa hołd drobiazgom, które niczym puzzle układają się w niedostępną dla nas spójną całość
i są świadectwem ogromnej wrażliwości Julii Hartwig. Warto również podkreślić, iż artystka unika komentarzy wypowiedzianych wprost. Myśl przez nią przekazywana okazuje się subtelna i sama w sobie sugestywna. Różnorodność podejmowanych w Błyskach tematów świadczy o wszechobecnej w twórczości Julii Hartwig ogromnej i nienasyconej ciekawości świata. Świata, który w „poetyckim pamiętniku” jawi się jako pełen antynomii enigmat.

Eksplorując poezję Julii Hartwig, czytelnik przebywa fascynującą podróż. Początkowo szuka sposobu, by zgłębić tajemnicę świata. Następnie z rozczarowaniem dostrzega, że jest to niewykonalne. Cóż dzieje się z czytelnikiem po rzekomym rozczarowaniu? Otóż z szerokim uśmiechem na twarzy zaczyna on badać krok po kroku otaczającą go rzeczywistość. Zdaje sobie sprawę, że piękno kryje się w najdrobniejszych rzeczach, które są elementami składowymi nieprzeniknionego świata. Każdy z nas może przebyć ową drogę, podążając literackimi „śladami” Julii Hartwig. Jako uważni czytelnicy jej poezji uczymy się patrzeć


na otaczającą nas rzeczywistość tak jak ona z empatią i wrażliwością. Poetka utrwala to,
co nietrwałe, i jednocześnie porządkuje nasz świat. W swych utworach zachowuje równowagę między emocjami a intelektem. Zarówno wiersze, jak i Błyski, jakie tworzy Julia Hartwig, są dla odbiorców słowem poetyckim, które oświeca ich. Według mnie doświadczane oświecenie sprawia, iż uważny czytelnik lubelskiej poetki, staje się jednocześnie jej wiernym czytelnikiem.
Bibliografia:


  1. Hartwig Julia, Wiersze wybrane, Kraków 2010.

  2. Hartwig Julia, Błyski zebrane, „Zeszyty Literackie” 2014

  3. Kociuba Grzegorz, Widzenia, sny, medytacje z morzem w tle. O poezji Julii Hartwig,
    TOPOS – Dwumiesięcznik Literacki” 3-4/ 2004.

  4. Małczyński Bartosz, Same szkice. Na marginesie „Błysków” Julii Hartwig, „TOPOS –
    Dwumiesięcznik Literacki” 3-4/ 2004.

  5. Barańczak Stanisław, „Tajemna wiedza snu”. W: tegoż, Ironia i harmonia. Szkice
    o najnowszej literaturze polskiej.
    Warszawa 1973.

  6. Barańczak Stanisław, Pasja Dnia. W: tegoż, Przed i po. Szkice o poezji krajowej przełomu lat
    siedemdziesiątych i osiemdziesiątych
    , Londyn 1988.

  7. Kałuża Anna, Wola odróżnienia. O modernistycznej poezji Jarosława Marka Rymkiewicza,
    Julii Hartwig, Witolda Wirpszy i Krystyny Miłobędzkiej
    , Kraków 2008


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość