Strona główna

Co nam mówią szklane domy? Anus mundi i szklane domy


Pobieranie 73.45 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar73.45 Kb.
Andrzej Mencwel

Co nam mówią szklane domy?
1. Anus mundi i szklane domy

Czy szklane domy z Przedwiośnia mają konkretną, realną, społeczną treść własną, czy też pozostają tylko fantazyjną wizją symboliczną? Ich miejsce w narracji utworu wskazuje raczej tę drugą możliwość. Oto, sterany wojenną służbą w carskiej armii oraz skutkami rewolucyjnych wstrząsów, śmiertelnie chory ojciec chce rozpalić w synu pragnienie powrotu do ojczyzny. Wyrosły w apszerońskim zakręgu 1 syn nigdy nie widział ojczyzny, a nawet jej sobie nie wyobrażał. Ojciec, Seweryn Baryka, był porządnym, gdyż uczciwym, karierowiczem, który w naftowym eldorado dorobił się fortuny - kilkaset tysięcy carskich rubli daje miliony dolarów dzisiejszych! Stworzył więc swojej rodzinie luksusowe, burżuazyjne życie, usłane perskimi dywanami, ozdobione kaukaskimi atłasami, oprawione srebrną i złotą zastawą. Dorastający jeszcze przed wielką wojną syn bawił się nie tylko rowerami i motocyklami, ale również jachtem, autem i samolotem. Było to wówczas naprawdę très bourgeois.

Seweryn Baryka odświętnie, pośród swoich nabytków i zabytków, chronił powstańczy pamiętniczek przodka, powszednio jednak był lojalnym poddanym przepotęgi carsko-rosyjskiej. Prywatnie podrwiwał z tępoty Moskala, co było zrodzonym pod tamtym zaborem, a żywym nadal, fasonem słownym, naprawdę wierzył jednak ślepo w niezmożoną potęgę wału rosyjskiego. Wojenne perypetie wiarę tę rozwiały i przywróciły go polskości, gdyż Stefan Żeromski przypisał mu bliżej nieznany, lecz patriotycznie ozdrowieńczy, legionowy epizod. Polska, jaką odpoznał podczas tego epizodu, nie mogła się różnić od tej, którą później zapoznał jego syn, Cezary: Pourywane rynny, dziurawe dachy, spleśniałe ściany(…)grząskie uliczki, niezgruntowane bajora, domy rozmaitej wysokości, formy, maści i stopnia zapaprania zewnętrznego (…) wstrętne widowisko. (109). Ojciec Baryka jednak, gdy po awanturniczej przeprawie przez płonący ogniami rewolucji i kontrrewolucji subkontynent wrócił po syna do Baku, natchniony był wizją Polski szklanych domów.

Cokolwiek psychoanalitycznie można powiedzieć, że to w grzęzawisku takiego zapaprania, jako zaspokojenie zastępcze, tryskają fantazje domów pięknych i czystych, a nawet „kryształowych pałaców”. W realistycznych obrazach rzeczywistości dalekiej i bliskiej Przedwiośnie jest jednak powieścią społecznie wypełnioną, a nie marzycielsko odlotową. Ojczyzna, którą po swoim powrocie rozpoznawał Cezary Baryka, była nie tylko wstrętnym widowiskiem cywilizacyjnego niewydarzenia, ale także wiejskiej i miejskiej nędzy, wielkopańskiego próżniactwa i biedackiej skrzętności, inteligenckich rojeń i robotniczych buntów. Szymon Gajowiec, budowniczy nowej, niepodległej Rzeczypospolitej, był świadomy nadludzkiego nieomal ciężaru tej rzeczywistości i dlatego wyglądał cudu, który ją gruntownie zmieni. Pytania mam takie: czy Stefan Żeromski wiedział, jak ją zmienić? Czy wiedzę tę zawarł w swojej wizji szklanych domów? I dlaczego taką właśnie wizją zastąpił legendę Kryształowego pałacu? 2

W Baku ojciec zastał swego syna na dnie zagłębia śmierci, w takim miejscu, jakie później zostanie nazwane anus mundi. Autor Przedwiośnia nie był nigdy w rewolucyjnej i kontrrewolucyjnej Rosji, tym bardziej w odległym Azerbejdżanie, wiadomości o tamtejszych zaszłościach miał pośrednie, a jednak to, co napisał w pierwszej części powieści, przejmuje do dzisiaj autentyzmem i profetyzmem. Upadek starego reżimu i rewolucyjna eksplozja uwalniają pokłady mściwości społecznej, której ofiary mnożone są zaciekle i bezwzględnie. Następują też rzezie etniczne; podczas nich wszyscy zabijają wszystkich, zwłaszcza sąsiadów, z którymi wieki przeżyli pospołu: krew pomordowanych płynie ulicami jak rzeka do morza. Doświadczaliśmy takich rzezi potem, i to w naszych granicach, podczas następnej wojny światowej, później w jugosłowiańskim sąsiedztwie, bezsilnie patrzyliśmy na Biafrę i Sri Lankę, dziś równie bezsilnie śledzimy Irak i Syrię, a modlimy się o Ukrainę, nawet nie umiejąc się modlić.

Nie potępiono wcześniej ludobójstwa Ormian, zaświadczonego również w Przedwiośniu, ani niezliczonych kolonialnych eksterminacji ciągle skrywanych i zakłamywanych. Po pierwszej wojnie światowej żadne mocarstwa nie kwapiły się do takich potępień i może dlatego nikt nie zapobiegł zagładzie Żydów i Romów podczas wojny drugiej. Trzeba więc podziwiać Żeromskiego za to, że proroczo nieomal oddał pierwsze wrzenie tego piekielnego kotła, choć, zgodnie z polskim przesądem, wydawało mu się, że to jakiś dziki, azjatycki, moskiewsko-mongolski wywar. Ojciec Baryka, przemieniony w ruskiego brodiagę, po wojennej rozłące i ekspedycji przez zrewoltowaną Rosję odnalazł swego syna pośród góry zwłok spychanych do masowych grobów. Przesiąknięty trupią wonią i utytłany w bakińskiej glinie Cezary był grabarzem na tym cmentarzysku. Ojciec i syn ujawnić mogli się wzajemnie dopiero w obozowej latrynie, dlatego przypomniałem odnoszące się do Auschwitz określenie anus mundi 3.


2. Wobec rewolucji – bohater i autor

Co do rewolucji, to stanowiła ona pewien problem dla młodego bohatera powieści i jej autora. Przedwiośnie, przypominam, zostało napisane cztery lata po wojnie bolszewickiej, tyleż lat również po pamiętnym reportażu Na probostwie w Wyszkowie 4. Autora zdumiewali wtedy rezydujący tam krótko kandydaci na bolszewickich komisarzy Polski, których predsedatiel był wcześniej jego literackim kolegą, a nawet wydawcą. Ponieważ Cezary Baryka na początku drugiej części powieści ochotniczo bierze udział w tamtej kampanii wojennej, która dopiero przywraca go ojczyźnie, czytelnik może ulegać czasowej iluzji i odbierać powieść tak, jakby została napisana zaraz po wojnie 1920 roku. Iluzję tę mistrzowsko tworzy sam pisarz, gdyż niepostrzeżenie przyjmujemy świat przedstawiony utworu jakby bezpośrednio po czasie akcji i przez doświadczenie jego bohatera.

Rzecz jednak została napisana nie tylko cztery lata po wojnie, ale i siedem lat po rewolucji, której złowrogie skutki już rozeznano. Grabit’ nagrablennoje i katownie czerezwyczajki były to idiomy przyswojone językowi powieści, a Seweryn Baryka podczas swej przeprawy poznał piwnice zalane i zachlastane krwią, w których ofiarom strzelano zapewne w tył głowy. Tu znowu trzeba przypomnieć czas realny, aby należycie przyjąć przepowiednie Żeromskiego – napisano to jeszcze przed objęciem pełni władzy przez Stalina i na dekadę przed początkiem „wielkiej czystki”. O milionach ofiar masowego terroru nie ma jeszcze mowy, ale jego istota uchwycona została bezbłędnie. Autor Przedwiośnia nie sądził prostodusznie, jak pani Barykowa, że zaczynać trzeba wszystko sprawiedliwie, z Boga i ze siebie, ale światło rewolucji, które olśniło młodego bohatera powieści, dla Stefana Żeromskiego nie było tylko zaślepieniem.

Zerwany z uździenicy Cezary na pewien bakiński czas został towarzyszem Baryką i reakcyjnej matce nie szczędził uwag w słowie i odpowiednich epitetów, ale i później w Warszawie, już po wojennej repolonizacji, kumał się z komunistami na swój rogaty sposób. Szkopuł jednak w tym, że racje bohatera, w ich najważniejszym wykładzie, były bliskie racjom autora, jeśli nie z nimi tożsame. Wykład swój Cezary adresował w zaświaty, gdyż matki, do której się zwracał, nie było już na tym świecie. Bolszewicy obrabowali tę burżujkę ze wszystkiego, skatowano ją za posiadanie ukrytego skarbu, umożliwiającego żywienie syna, skazano na ciężkie roboty, przy których dobił ją dozorca. Pochowano by ją w masowym grobie kontrrewolucjonistów, lecz synowi udało się wyżebrać zezwolenie na cmentarny, katolicki pogrzeb.

Dopiero wtedy, kiedy jej zabrakło, syn się do niej zbliżył i próbował jej siebie wytłumaczyć. Rewolucja – nauczał ducha matki – jest to konieczność, wyższa ponad wszystko. Jest to prawo moralne. Poprzez dziesiątki setek lat ludzie nieszczęśliwi byli przez uprzywilejowanych deptani, ciemiężeni, wyzuwani ze wszelkiego prawa. Iluż to wskutek tego bestialskiego prawa panowania uprzywilejowanych nad wyzutymi ze wszelkiego prawa poniosło śmierć z chorób, z nędzy, z katuszy przymusowego ubóstwa, w udręczeniach, w jarzmie służby! Nawet w widzeniu i za pomocą lotnej wyobraźni niepodobna zliczyć ogromu istnień zamordowanych, bogactw ducha zniweczonych, piękna na zawsze unicestwionego. Jest to jakowyś kontynent unicestwionych za życia, cmentarzysko bez końca, gdzie każda grudka ziemi wzywa o pomstę nad Kainem. Gdyby te grudki martwej ziemi mogły przemawiać albo znalazły możność dawania zrozumiałych znaków, to każdy kamień cerkwi i kościołów wydawałby jęk, każda cegła pałaców, każda kolumna sal ociekałaby krwią, a bruk ulic zroszony by był łzami. […] Nasze pieniądze, nasze cenne i wygodne sprzęty, nasze drogie naczynia i smaczne w nich potrawy zaprawione są i przesycone do cna krzywdą człowieczą. (49-50) Przerywam w tym miejscu ten dość emocjonalnie napięty, lecz pisarsko chropawy fragment, ponieważ jego dalszy ciąg jest przewidywalny: syn wyrzeka się, oczywiście, używania wszelkich zaprawionych krzywdą człowieczą dóbr tego świata, z których obficie korzystał w chłopięctwie i przyrzeka też, że nie będzie stać w szeregu ciemiężycieli. Przyrzeczenie to i wyrzeczenie przyjmujemy tym bardziej wiarygodnie, że już wcześniej Cezary ujawnił i wydał władzy złoto ojcowskie, gdyż nie chciał żyć na koszt ludu, mieć krew na swoich rękach.

Dlaczego piszę, że wysłowione tu zostało stanowisko, jeśli nie tożsame z poglądem autora, to bardzo mu bliskie? Dlatego mianowicie, że cała ta argumentacja właściwie jest etyczna, a język jej wyraźnie moralistyczny. Rewolucja została uznana za prawo moralne, odkupienie wielowiekowych nieszczęść, udręk i ofiar, którym podlegali i które ponosili wyzuwani ze wszelkiego prawa. Ostatnie zdanie tego przytoczenia wydaje się parafrazą słynnej kwestii Nieczajewa z Płomieni Stanisława Brzozowskiego: Purpurową krwią spisane są książki waszych uczonych, wasze prawa pisane są łzami głodnych dzieci. Tyle tylko, że w monologu Cezarego, jak przystało na burżuazyjną latorośl, miejsce książek zajmują drogie naczynia i smaczne potrawy.

Utrzymując, że w tym punkcie racje bohatera powieści są prawie tożsame z racjami autora, nie mam na myśli cudzej zależności, lecz kontynuację własnych poglądów pisarza. Wybitnym przecież wyrazem tego etycznego stanowiska był programowy utwór Stefana Żeromskiego, mianowicie Ludzie bezdomni (1899). Echa narodnickiej koncepcji „długu wobec ludu” odzywały się w publicystyce pierwszego „Głosu”, w kręgu którego dojrzewał Żeromski, ale jego powieść była rozwiniętą wypowiedzią literacką o niebywałej sile oddziaływania. Wcześniej Co robić? (1861) Mikołaja Czernyszewskiego, ze swą utopią Kryształowego pałacu, działało podobnie wśród rosyjskich raznoczyńców, ale nie mamy studium porównawczego. Młodzi socjaliści polscy przyjmowali utwór Żeromskiego jak „Zwiastowanie Dobrej Nowiny”, krytyk Brzozowski nazywał go „czynem duchowym”, a Maria Dąbrowska poddała swą „młodocianą wyobraźnię” jego władzy.

Słusznie już wtedy orzekano, że dla Żeromskiego cały świat zewnętrzny jest tylko jednym długim szeregiem problemów etycznych 5. Ten świat zresztą to była Polska, przede wszystkim Polska pod zaborem rosyjskim, z której Żeromski wyrósł i na którą cierpiał. Pod tym zaborem, w rzeczywistości syzyfowych prac, całe życie ludzkie podlegało drastycznemu rozdwojeniu na to, co oficjalne i realne, jawne i ukryte, widzialne i podziemne. Ludzie bezdomni odsłaniali ukryte i podziemne: żywy splot dążeń społecznych i narodowych, pragnienie niepodzielnie twórczego i pełnego życia. Jednak nie bezlitośnie zużyta w szkolnych schematach estetyczna symbolika rozdartej sosny duszy pragnienia te i dążenia oznaczała, lecz etyczna realność tego długu przeklętego, którego spłatę Tomasz Judym uznawał za swoją bezwarunkową powinność: Ja muszę rozwalić te śmierdzące nory. Nie będę patrzył, jak żyją i umierają ci od cynku 6. Nawet jeśli te śmierdzące nory oddaliły się dzisiaj do Liberii lub Bangladeszu, istoty naszego świata to nie zmieniło. W Polsce zresztą też górnicy ciągle giną na przodku. Jednak tych, którzy odczuwają ciężar tego długu jest chyba coraz mniej.

Cezary Baryka otóż mówi o rewolucji tak, jakby rozwijał orzeczenia Tomasza Judyma, a nie bolszewickich agitatorów, których dość się nasłuchał. W jego wypowiedzi rewolucja co prawda jawi się jako konieczność, ale nie jest to „konieczność historyczna” w takim deterministycznym rozumieniu, jakim posługiwali się ówcześni marksiści różnych obediencji, z bolszewikami na czele. Rewolucja wzywana przez Cezarego nie opierała się na „spiżowych prawach dziejów”, nie uzasadniał jej żaden „materializm dialektyczny”, ani nawet „historyczny”. Młody i zachłyśnięty nią Baryka uznawał natomiast, mimo okrutnych doświadczeń, moralne racje rewolucji, przejmował go jej dziejowy patos, trudny poród brzemienia czasów. O matko! – wołał do jej cienia – Należało raz przecie wykonać ten skok lwi, ażeby przemoc zepchnąć przemocą ramienia z tronu potęgi. (50) Czytam ten okrzyk jako sytuacyjne usprawiedliwienie aktu rewolucyjnej przemocy, ale nie jako bezwarunkową jej gloryfikację, stanowiącą jakobińską i bolszewicką specjalność. Wtedy kiedy Przedwiośnie się ukazało, w kantatach rewolucji i jej ekskluzjach, epice stanowienia państwa i entuzjazmie jego obrony, można było sądzić, że to wszystko jedno: tak czy owak Żeromski rewolucję uzasadnia. I komuniści nad powieścią płakali, narodowcy zaś ją wyklinali. Muszę wreszcie uwypuklić tę linię niewątpliwej różnicy, którą Żeromski wyraźnie nakreślił, a potomni najpierw nieopatrznie, a później rozmyślnie zatarli. Zatarcie to wyzyskiwano przez prawie pół wieku – nie tylko propagandowo, również edukacyjnie i naukowo. Tak jakby Przedwiośnie było wcześniejszą wersją Palę Paryż (1929) Bruno Jasieńskiego, z wizją nieuchronnego triumfu rewolucji komunistycznej.


3. Żeromski i Lenin, czyli etyka i rewolucja

Ilustracyjnie jest to taka różnica, jak między Żeromskim a Leninem. Jakkolwiek zestawienie to wygląda wyzywająco, merytorycznie jest uzasadnione. Żeromskiemu rewolucja służy do realizacji imperatywu etycznego, Leninowi rewolucja sama jest imperatywem. Autor Przedwiośnia jest przekonany, nawet jeśli nie mówi o tym wprost, że istota człowieczeństwa jest wspólna wszystkim ludziom, a tylko dotychczasowe dzieje wyzysku ją degradowały. Trzeba więc z degradacji tej się wyzwolić – jeśli nie inaczej, to aktem rewolucyjnej przemocy. Zdaniem autora Państwa a rewolucji (1918) 7 natomiast żadnej istoty człowieczeństwa nie zastajemy, ma ona zostać dopiero przez rewolucję ustanowiona. Dotychczasowe dzieje powszechne niczego cennego nie wnoszą, ludzi zaś przedtem właściwie nie było, dlatego całą przeszłość można odrzucić, ludzi zastanych używać i zużywać. Rewolucja jest celem najwyższym i jedynym, wszystko powinno stać się jej narzędziem i jej służyć – nie tylko organizacja zawodowych rewolucjonistów, czyli partia komunistyczna, ale także całe państwo i wszystkie składniki życia społecznego, a nawet osobistego. Po zdobyciu władzy, militarno-policyjnymi organami państwa stają się wszystkie właściwie jego agendy; partyjnymi, przeto rewolucyjnymi, mają też być filozofia, nauka, literatura i sztuka. Nie mówiąc już o organizacjach społecznych, instytucjach edukacyjnych, prasie i innych mediach. Cała ta, znana aż nadto dobrze, totalitarna praktyka polityczna wyposażona została w totalistyczną teorię „filozoficzną”, nazywaną „naukowym komunizmem”, później - „marksizmem-leninizmem”. I to ona stawiała bolszewikom przed oczy Kryształowy pałac przyszłej szczęśliwości - dla którego zdobycia wszelkie środki były właściwe.

Rozprawom z leninizmem poświęcono całe biblioteki, więc nawet do nich nie odsyłam, poprzestając na tym, co wydobyłem z dwóch polskich krytyk klasycznych 8. Treść własna leninizmu ma już dzisiaj, szczęśliwie, byt głównie biblioteczny, jej szczególną funkcjonalność trzeba mieć jednak ciągle na uwadze. To dzięki niej bowiem każdy bolszewicki bojownik działał z nadania „spiżowych praw historii”, równie nieodpartych jak prawa przyrody. W świecie uznanym przez materializm dialektyczny za wyłącznie przyrodniczy jego moc była więc epifaniczna. Rzecz jasna w orzeczeniu tym nie chodzi o psychologię poszczególnych bojowców czy oprawców, lecz o logikę całego systemu.

Trzeba tę logikę wyświetlić, aby zrozumieć, jak różne było stanowisko autora Przedwiośnia wypowiadane przez Cezarego Barykę. Przypomnę, że Edward Abramowski, który był mędrcem nie tylko dla Szymona Gajowca, ale i dla Stefana Żeromskiego, napisał już w roku 1899 rozprawę pod znamiennym tytułem Etyka a rewolucja, którego nie użyłby autor Państwa a rewolucji. Dokonał w niej proroczej nieomal krytyki rewolucji, jako inteligentnego spisku rewolucjonistów umiejących skorzystać z sytuacji dla przekabacenia historii, dla zbawienia ludu pomimo ludu. Włodzimierz Lenin przebywał wtedy na swoim pierwszym zesłaniu, badał dopiero Rozwój kapitalizmu w Rosji (1899), a jego partia, z którą miał zdobyć władzę jeszcze nie istniała. Zasady jej działania niezadługo jednak wyłożył w broszurze Co robić? (1902), znacząco ponawiając tytuł powieści Czernyszewskiego. Autor tego rewolucyjnego programu utwór pisarza cytował podobno na wyrywki.


4. Kryształowy pałac i jego odwrotność

Do szklanych domów przechodzę przez Kryształowy pałac, jak na peryferie przez centrum. Im dalej bowiem od cywilizacyjnego centrum, tym bardziej podniosłe jego mityzacje. W dziewiętnastym stuleciu ich symboliczną ikoną stał się londyński Crystal Palace pierwszej wystawy światowej z 1851 roku. Sama nazwa tego cudu ówczesnej techniki zdawała się błyszczeć boskim światłem dantejskiego Empireum. Niemieccy drobnomieszczanie pocztówki z tym pałacem wystawiali w swoich serwantkach pośród porcelanowych bibelotów; rosyjscy inteligenci Chrustalnyj dwariec uczynili emblematem swoich utopijnych pragnień. Mikołaj Czernyszewski, legenda rosyjskiego radykalizmu, napisał w kazamatach więziennych, więc owianą męczeńskim nimbem, wskazaną już, katechizmową nieomal, powieść Co robić? (1862). Kryształowy pałac świetlanej przyszłości, wyśniony przez bohaterkę powieści, był nie tylko siedzibą pracy wyzwolonej i sprawiedliwie dzielonej, ale także miłości pełnej, wzajemnej i radosnej. Oparty na materialistycznej „zasadzie antropologicznej” „rozumny egoizm” Czernyszewskiego był filozoficznie naiwny, ale krytyczne rozpoznania społeczne trafne. Zniewolenie pracy oraz niewolnictwo kobiet były bowiem w jego powieści dwiema stronami zastanego świata wyzysku człowieka przez człowieka.

Jakkolwiek sugestywne było oddziaływanie marzycielskiej utopii Czernyszewskiego, pozostało ono głównie rosyjskie. Nawet Brzozowski, który Płomienie poświęcił patetycznym pochwałom narodników wszystkich odmian, wspomniał ledwie sam tytuł powieści. Pewnie zapomniano by ją, jak wiele dziewiętnastowiecznych optymistycznych utopii, gdyby Fiodor Dostojewski nie odniósł się do niej kąśliwie w Zapiskach z podziemia (1864) 9. Bezpośrednio, nieomal publicystycznie, lecz ironicznie, więc migotliwie, wypowiedział się też rok wcześniej w Zimowych notatkach o letnich wrażeniach (1863). Rzecz tę napisał po odbyciu swojej pierwszej europejskiej podróży oraz zwiedzeniu kolejnej londyńskiej wystawy światowej, której Crystal Palace był jeszcze bardziej okazały niż ten pierwszy. Odpowiedni rozdział zatytułował wymownie: Baal - co odsyła do biblijnego wizerunku tego bóstwa pogańskiego. Ale równie dobrze mógłby nosić inny biblijny tytuł: Złoty cielec – który to frazes pojawiał się zresztą w tekście Notatek.

Wystawa światowa i jej Kryształowy pałac nie były wyłącznym tematem tej książeczki, a tylko jej zwornikiem. O stosunku Dostojewskiego do Zachodu napisano również całe biblioteki, i to głównie na Zachodzie. Dramatyczne powieści autora Zbrodni i kary oraz Braci Karamazow, dogodnie uproszczone, miały i mają nadal wspierać zachodnie krytyki Zachodu. Nawet jednak rączym piórkiem skreślony, skrzący się szyderstwem, esej podróżny Dostojewskiego, stanowi dialogiczny splot, czego zwykle nie pojmują zachodni filozofowie tendencyjni. Pierwszą nicią splotu jest stosunek Rosjan, zwłaszcza „postępowych”, „europejskich”, „okcydentalnych”, do Zachodu. Eseista stosunek ten uznaje za ślepo bałwochwalczy i wyraźnie go nie znosi. Można powiedzieć, że zanim (choć jest to kolejność logiczna) Dostojewski dokona gruntownej krytyki europejskiego progresizmu w różnych jego wariantach, to przedtem obnaży głupotę rosyjskiej bezkrytycznej wiary w europejski progres. Drugą nicią splotu jest zachodni stosunek do Zachodu, zatem do mieszczańskiej, kapitalistycznej nowoczesności. Różnicując opisywane kultury pisarz nasyca swoje zapiski szczegółami obyczajowymi, społecznymi i religijnymi, sens podstawowy tych wymownych obrazków jest jednak jednorodny. Tak jak postępowi Rosjanie mylą się co do zachodniego postępu, tak burżuazyjni Francuzi, Anglicy, Niemcy mylą się co do swej własnej cywilizacji, czyli kapitalizmu. Zachodni progresizm nie rozwiąże Rosjanom ich własnych problemów; współczesny kapitalizm nie rozwiązuje Francuzom, Anglikom czy Niemcom ich problemów. Kryształowy pałac zwodzi ich swą iluzją.



Baal tej cywilizacji bowiem, podobnie jak biblijne bóstwo, ma dwa oblicza – słonecznej płodności i mrocznej rozpusty. W poświęconym mu rozdziale jesteśmy zarówno w Paryżu, jak i w Londynie, a nawet w kolosalnym Heidelbergu, co wyraźnie oznajmia syntetyczne wobec całego Zachodu ambicje tego ujęcia. Kulminuje ono w Londynie, w kontrastowych obrazach jasnego dziennego Kryształowego pałacu, powszechnej wystawy oraz ciemnej nocnej dzielnicy rozpusty, Haymarket. Właściwie Dostojewski nie trudzi się przedstawianiem rzeczowego kształtu wystawy, zaś Kryształowy pałac bierze za emblemat współczesnej świadomości. Wystawa bowiem jest zdumiewająca, jako kolosalna dekoracja, świadectwo gigantycznej myśli i kolosalnej pychy, iluzji osiągnięcia ideału i absolutnej prawdy. W jej kolosalnym pałacu (ten przymiotnik powtarza się tu natrętnie), czujemy zwycięstwo i triumf osiągniętego ideału, a niezliczone tłumy przybyszów z całego świata, skupionych w jedno stado mówią nam, że staliśmy się jedną owczarnią. Sprawa jest jasna – wystawą, będącą ucieleśnieniem jego samowiedzy, Zachód sam się oszukuje. Zarówno co do tego, że ludzkość, czyli powszechne człowieczeństwo, zostało już stworzone: jednej owczarni bowiem nie ma. Jak i co do społecznego oblicza świata, w którym nie dostatek i wolność panują, lecz głód i niewolnictwo.

Realne oblicze tego oszustwa odsłaniają dramatycznie podrzędne dzielnice Londynu, w które pisarz zanurza się z lubością. Chyba nie tylko w pisarstwie Dostojewskiego, ale i w całej literaturze światowej nie ma fragmentu, który tak celnie obnażałby fałsz świadomości wobec prawdy rzeczywistości. Esencja całych tych Zimowych notatek o wrażeniach z lata zawarta jest na czterech właściwie londyńskich kartkach: pojawiają się na nich masy w milionowych rozmiarach, żyjący w ciężkim, potępieńczym trudzie robotnicy i robotnice, pariasi społeczeństwa, nieszczęśni, wydziedziczeni, tłoczący się i depczący nawzajem w ciemnym mroku, w który wepchnęli ich starsi bracia. Swój bezlitosny język pisarz łagodzi czasem biblijnymi frazesami, dlatego podkreślam, że ci zagadkowi tutaj starsi bracia, w całym utworze nazywani są po imieniu – to trzeci stan, mieszczaństwo, burżuazja. Fiodor Dostojewski dobrze wie, czym są klasy społeczne i co oznacza kapitalistyczny wyzysk podziemnych mormonów. To jest ta strona jego pisarstwa, której nie doczytują zwykle zachodni krytycy, zaś autor współczesnego Kryształowego Pałacu przebiegle ją pomija. Czy napisana również przez Petera Sloterdijka Pogarda mas nie jest wyrazem takiej pogardy, na jaką Dostojewski nigdy by sobie nie pozwolił 10?

Jak odświętny, dekoracyjny Londyn, ten wykwit zachodniej cywilizacji, olśniewa Kryształowym pałacem wystawy światowej, tak jego powszednia, mroczna strona ujawnia się w dzielnicy rozpusty, którą wówczas stanowiła ulica Haymarket. Tam pośród kapiących od złota, wspaniałych kawiarni tłoczą się tysiące kobiet publicznych. Pisarz robi ich przegląd, od staruch do nieletnich, uroda niektórych kobiet go zdumiewa, ale nie chodzi mu o żadne zachwyty, gdyż to tutaj, jego zdaniem, znajduje się dno tego świata, który zwodzi nas dekoracjami swoich wystaw. Jest to podziemny, lecz ulicznie widoczny rezerwuar niewolnictwa, koncentracja odczłowieczenia. Dostojewski z jasnowidzącym okrucieństwem skupia to wszystko w obrazie sześcioletniej może, szukającej zarobku, dziewczynki – głodnej, wynędzniałej, brudnej, bosej, pobitej. Nie insynuuję bynajmniej, że pisarz miał obsesję pedofilską, czym zajmowano się natrętnie; podkreślam tylko, że widział jasno świat współczesny - jako podziemnie mroczny. Jakie tu zwycięstwo, jaki triumf, jaka absolutna prawda? – pytał, stając po stronie tej dziewczynki, drżących pątników. skrzywdzonych i poniżonych. Już Fryderyk Nietzsche, uznając w Dostojewskim „tylko psychologa”, tę jego solidarność społeczną wykluczył. Peter Sloterdijk, uznający się za następcę autora Poza dobrem i złem, o solidarności tej nie wspomina ani słowem. Nie podejrzewa nawet, że mogłaby ona istnieć.
5. Widok spod podłogi

Kluczową postacią Zapisków z podziemia jest również prostytutka, petersburska i młodociana. Podobnych postaci w utworach Dostojewskiego jest mnogość, w bliskim sąsiedztwie mamy Nelly ze Skrzywdzonych i poniżonych (1861) oraz Sonię ze Zbrodni i kary (1866). Dostojewski był przekonany, że w tym świecie kobiety są nieuchronnie zniewolone, ich zniewolenie zaś odsłania nieludzkość tego świata. Zapiski z podziemia, jak chyba żadna inna proza artystyczna Dostojewskiego, służyły filozofom współczesnym za wykładnię ich własnych sentymentów i resentymentów. W połowie XX wieku uznawano je za klasyczny manifest egzystencjalizmu, pod koniec tamtego wieku zaczęły służyć za katechizm konserwatyzmu. Chociaż nic w nim nie jest jednoznaczne, nawet tytuł, który nie ma dobrego polskiego odpowiednika, gdyż nasze „podziemie” jest nacechowane politycznie. Ponadto utwór składa się z dwóch części – quasi dyskursywnej (Podziemie) i fabularnej (Z powodu mokrego śniegu), a choć część druga jest dwukrotnie większa od pierwszej, to wykładnie filozoficzne opierają się przeważnie na części pierwszej. Naszpikowany sentencjami pisemny monolog bohatera łatwiej utożsamić z poglądami autora niż epizodyczną opowieść fabularną. Pomijanie jej w odczytaniu grozi jednak takim fałszem, jakim byłoby opuszczenie Haymarket w obrazie Londynu wystawy światowej.

W opowieści o kapryśnym tytule Z powodu mokrego śniegu rozpoznajemy ludzkie oblicze Petersburga, które w doświadczeniu autora, nie różni się specjalnie od podobnego oblicza Londynu czy Paryża. Społecznie jest ono urzędniczo-oficerskie, a nie burżuazyjne i robotnicze, jak w tamtych zachodnich metropoliach, ale jest równie odczłowieczone. Jeśli tamte społeczeństwa, zdaniem pisarza, dzielą się na wrogie sobie klasy, to petersburska Rosja jest biurokratyczno-kastowa, ze wszystkimi psychospołecznymi skutkami tej osobliwości. Każdy jest tutaj przykuty do swego miejsca, rangi, pozycji i wszyscy wzajemnie przykucia tego strzegą. Każdy też chce przykucie to co najmniej rozluźnić, jeśli nie rozerwać, ale nikt mu na to nie pozwoli, gdyż wszyscy zwrócą się przeciw niemu. Kobiety stanowią tutaj swego rodzaju wartość wymienną, czyli towar, a pełną nieomal galerię takich towarów pisarz przedstawił wcześniej w Skrzywdzonych i poniżonych. W takim to świecie rozgrywa się przygoda bohatera z młodocianą prostytutką, zakończona obustronną klęską.

Bohater to człowiek z podziemia, może lepiej człowiek spod podłogi, gdyż to robak, jak sam siebie nazywa, gatunek pająka albo gryzonia. Funkcjonalnie był asesorem kolegialnym, więc urzędnikiem średniej, a nie niskiej rangi, jak sugerują jego przesycone zawiścią sentencje i perypetie. Zawsze instrumentalnie egoistyczny w swoich stosunkach z ludźmi, ponieważ innych relacji w czterdziestoletnim życiu nie napotkał. Podczas pokątnie uprawianej rozpustki spotyka Lizę, nieszczęsną ofiarę złej rodziny i niewolniczej profesji, marzącą skrycie o zwykłej miłości. Czytelnikowi będzie się chwilowo wydawało, że między dwojgiem tych drżących pątników zawiązuje się jakaś serdeczna więź, autor jednak ułudy te stanowczo rozwieje. Gryzoń nie wyzwoli się nigdy z nawyku kąsania słabszych; Liza przejrzy książkowe malowanki, jakimi ją nabierał, i przekona się, że nie może już zostać pełnoprawną panią. Społeczną odwrotnością pańskości oficjalnej Rosji jest niewolnictwo jej poddanych obojga płci, a w tym rozpoznaniu Dostojewski nie różni się zasadniczo od Czernyszewskiego.

Pytania - po co Dostojewskiemu ta, streszczona tu w grubych węzłach, fabuła, na ogół się nie zadaje. Dostoyevsky’s underground man 11, żeby użyć zwrotu, który już przed półwieczem stał się idiomem parafilozoficznym, odrzuca utopię Kryształowego pałacu, wyobrażoną i spisaną przez Czernyszewskiego, a z nią razem całe jej zaplecze ideowe: oświeceniowe, postępowe, socjalistyczne. We właściwych wydaniach Zapisków z podziemia miejsca, w których Dostojewski dokonuje tej krytyki są wskazane przypisami i opatrzone stosownym komentarzem. Drwiąca ich tonacja nawet w przekładzie dźwięczy nieomylnie: Wtenczas […] powstaną nowe stosunki ekonomiczne, całkiem już gotowe i też wyliczone z matematyczną dokładnością, toteż z miejsca znikną wszelkie zagadnienia – po prostu dlatego, że znajdą się na nie wszelkie możliwe odpowiedzi. Wtenczas zostanie zbudowany pałac kryształowy. Wtenczas… No, słowem, wtenczas przyleci rajski ptak 12. Wydają się też one całkowicie jednoznaczne, tożsame z poglądami autora. Jeśli jednak ten, który drwi tak jadowicie, w drugiej części utworu zostaje ośmieszony, to jaka jest finalna moc jego wypowiedzi? Zostaje ona zrelatywizowana i jako taka dopiero może być odniesiona do stanowiska autora.

A jakie jest to stanowisko? Tak złożone, że wystrzegając się ideologicznych nadużyć, nie udaję, że pojmuję je w całości. Zimowe notatki o wrażeniach z lata stanowisko to wysławiają pierwiastkowo - to nie sam Kryształowy pałac, jako symbol nadziei na lepsze jutro, zostaje w nich wydrwiony, lecz wiara w to, że osiągnięto już zwycięstwo, triumf, absolutną prawdę. Głodni bowiem nie zostali nakarmieni, pracujący są nadal wyzyskiwani, zniewoleni i zniewolone nie odzyskali wolności – bunt ich wszystkich grozi temu oszukańczemu światu. Kryształowy pałac w obu tych dialogujących ze sobą utworach Dostojewskiego jest symbolem Zachodu, Zachód zaś został utożsamiony z dominacją mieszczaństwa, panowaniem kapitalizmu. Kapitalizm - z nowoczesną cywilizacją, która nie tylko lepszy byt miała tworzyć, ale i lepszych, „cywilizowanych” ludzi. To mniemanie Dostojewski uważał za horrendalne oszustwo i dlatego kompromitował książkową postawę człowieka spod podłogi.

Ale i to nie wszystko – choć jesteśmy tutaj dopiero u źródła głównej twórczości Dostojewskiego mającego przed sobą całą sekwencję powieściowych arcydzieł, to jej strumień tryska już z tych podziemi. Mamy tu w zarodku wszystkie negatywne odniesienia Dostojewskiego: cywilizację, kapitalizm, mieszczaństwo, miejskość, racjonalizm, materializm, naturalizm. Istotą wszystkich tych zjawisk, które będzie Dostojewski badał w swych wielkich powieściach, jest redukcja człowieczeństwa do kalkulacji – matematycznych pewników, tablicy logarytmicznej. Nieodparte prawa przyrody, którym podlegać mają człowiek i społeczeństwo, sprowadza pisarz do matematyki, a nazywa ją zwyczajną szulerką. W Zbrodni i karze, Biesach, Braciach Karamazow, Młodziku przeprowadza Dostojewski wszechstronne analizy tego demona kalkulacji, działającego wokół nas, pośród nas i poprzez nas. Oznajmiając stanowczo, że człowiek nie jest logarytmem, ani też mechanicznym sztyftem, a jego istota oraz istnienie nie mieszczą się w żadnym rachunku. Co zwrócone jest przeciw wszelkim „światopoglądom naukowym”, wśród nich także tym, które jak marksizm-leninizm miały dopiero nadejść.

Ale z tego nie wynika bynajmniej, że Zapiski te oraz inne dzieła Dostojewskiego mogą służyć potępieniu „uprawomocnionej masy” lub odrzuceniu „wywłaszczenia z egzystencji w państwie socjalnym”. Jak chce współczesny autor Pogardy mas i Kryształowego Pałacu, Peter Sloterdijk, używający Dostojewskiego do swojej reakcyjnej krytyki osiągniętego dostatku oraz bezpieczeństwa socjalnego. Ten pierwszy potępia, jako wyuzdany konsumeryzm; to drugie, jego zdaniem, niszczy autentyczność osobowej egzystencji. Wszystko to już czytałem dość dawno w rozwiniętej i pogmatwanej fabule Pożegnania jesieni (1927) Stanisława Ignacego Witkiewicza, powieści napisanej polemicznie wobec Przedwiośnia. Jej przesłanie jednak, choć również autentyczność egzystencji, szczególnie twórczej, miało na uwadze, nie było tak reakcyjne, jak Kryształowego pałacu. Ponieważ emancypację mas pracujących Witkacy uznawał za historycznie usprawiedliwioną.

Słusznie zauważył jeden z biografów, że Dostojewski zawsze wolał jeździć trzecią klasą kolei niż pierwszą; jego masy robotniczych dzielnic Londynu mają ludzkie, bolesne twarze mężczyzn, kobiet i dzieci. Wyrozumiale przyjmuję to, że Sloterdijk zdaje się nie wiedzieć, iż Co robić? Czernyszewskiego nie było „książką”, lecz ukazało się w periodyku, i to przez niedopatrzenie cenzora. Wyrozumiałość mnie opuszcza, kiedy przekonuję się, że najwyraźniej nie czytał napisanych przed Zapiskami z podziemia, Skrzywdzonych i poniżonych. Jak już chce się zrobić z Dostojewskiego poprzednika Heideggera, a właściwie suflować nam, że zapowiedzi twórcy Idioty autor Bycia i czasu uczynił pomnikowym spełnieniem, trzeba przynajmniej wiedzieć, co podług Dostojewskiego znaczyło zniewalać dzieci, upokarzać kobiety, umierać z głodu i zimna. Którą to wiedzę Dostojewski miał w małym palcu i nigdy się jej nie wyrzekł.
6. Szklane domy ponownie

Stosunek Żeromskiego do Dostojewskiego był złożony i skrywany. Czytał go od lat studenckich, uważał za jednego z największych pisarzy nowoczesnych, ale wspominał niechętnie, mając mu za złe stosunek do Polaków. Współcześni Żeromskiemu krytycy polscy, z kolei, nierzadko uznawali go za pisarza bliskiego Dostojewskiemu, z racji skłonności ku temu, co krzywdzone, wyzyskiwane, wykluczone. Mając świadomość tego powinowactwa, autor Ludzi bezdomnych wolał ukrywać swój stosunek do autora Skrzywdzonych i poniżonych, aby nie być posądzanym o uzależnienie, trzeba też pamiętać, że odnosił się wstrzemięźliwie do całej literatury rosyjskiej. Już w kieleckim gimnazjum, w którym po rosyjsku uczono czci dla wszystkiego, co rosyjskie, upatrywał w dziełach tej literatury podstępną formę obrusienija. Jeśli szklane domy odnoszę do legendy Kryształowego pałacu, to nie znaczy, że wskazuję zależność Żeromskiego od Dostojewskiego. Były one polemicznym przetworzeniem tej legendy, ale należały do tego samego zbiorowego imaginarium europejskiej peryferii, która chciała się wreszcie, swoim sposobem, wybić na cywilizację. Podobnie jak kolosalne szklane budowle z powieści Maurycego Jokaya Czarne diamenty czy wszechmocne wynalazki w utworach Karela Čapka.13

Jeśli Kryształowy pałac stał się światowym symbolem nowoczesności, zawdzięczamy to w znacznej mierze twórczej mocy Dostojewskiego. Szklane domy Żeromskiego natomiast pozostały emblematem lokalnym, czyli polskim. A przecież inny niż bolszewicki koniec starego łotrostwa nie był tylko kwestią lokalną, podobnie jak stworzenie nowej cywilizacji nie stanowiło problemu swoiście polskiego. Pisząc przed laty o wizji szklanych domów w Przedwiośniu, kładłem nacisk na jej utopijne przede wszystkim wymiary 14. Wizja ta była utopią w mocnym, podwójnym sensie tego terminu – jako skokowo przewyższająca zastaną rzeczywistość i nie dająca się przeto spełnić, więc tylko symboliczna, idealistyczna. W tekście powieści zresztą jako jej echo, pojawia się pragnienie trzeciego cudu. Po odzyskaniu niepodległości, które było pierwszym cudem, i po cudzie zwycięstwa w wojnie bolszewickiej, oczekiwano cudownego przeistoczenia kraju i ludzi. Polska tak przeistoczona miała bowiem lepiej niż rewolucja rosyjska, gdyż bezkrwawo, spełniać normy cywilizacyjnej modernizacji oraz sprawiedliwości społecznej. Tym samym też stanowić wzór, jeśli nie dla całego świata, to dla tonących w błotnym grzęzawisku zacofanych peryferii. Szklane domy były pozytywną odpowiedzią na takie odrzucenie legendy Kryształowego pałacu, jakiego dokonał Fiodor Dostojewski.

Zapowiadał to wszystko Szymon Gajowiec będący skrupulatnym działaczem państwowym, a nie poetycznym marzycielem. Choć matematycznie opracowywał swój program reformatorski, to bywał jednak mesjanicznie natchniony i wierzył w tajemnicze opiekuństwo nad Polską. Dlatego zapewne Przedwiośnie odczytywano jako współczesny wyraz romantycznego mesjanizmu: „Stefana Żeromskiego czterdzieści cztery.” Co do mnie - zwracałem głównie uwagę na kulturowe oraz antropologiczne znamiona tej utopii. Była ona utopią technologiczną, zgodnie z sentencją bohatera i autora: Rewolucją jedyną i istotną jest wynalazek. Przeto ze szklanych cząstek elementarnych składano nie tylko nowe domy, ale i całą cywilizację, podobnie jak z atomów składa się matka-ziemia. Rewolucja ta jednak dokonywała się w kraju zasadniczo wiejskim, pełnym chat spróchniałych i chlewów zagnojonych, w którym nawet miasta były niewydarzoną plątaniną śmietników, rynsztoków i kloak. Skupionym efektem takiej rewolucji stawało się źródliskowe oczyszczenie całej zastanej rzeczywistości, co mocno świadczy o tym, że w doświadczeniu autora, była ona bliska bakińskiego anus mundi. Antropologicznym dopowiedzeniem takiego odczytania było znaczenie domu, w rozumieniu oikos, czyli pierwiastkowej siedziby rodziny ludzkiej, zatem człowieczeństwa. Cieszyło mnie to wówczas i cieszy nadal, że szklane domy nie były żadnymi pałacami, ani nawet dworkami, co w Polsce stało się identyfikacją kulturową nagminną i bezmyślną. Ale napisałem też, że zostały one oderwane od działań i tradycji Warszawiaków, co skrzywiało sens, który teraz prostuję.

Otóż, po pierwsze, całościowe to przeistoczenie ludzkiej rzeczywistości nie było bynajmniej produktem technologicznego automatu, choć z owego szkła belkowego […] domy składano w godzinę. Było ono bowiem także dziełem, innej niż wszystkie znane dotąd, lepszej formy ludzkiej współpracy. Szklane domy to wspólne utwory techników i artystów, a ci ostatni nadawali im kształty regionalne, nawet futurystyczne. Co więcej, fabryka która te cząstki elementarne nowego świata masowo wytwarzała, była kooperatywną własnością pracowników, a kooperatywy wszelkiego rodzaju rozszerzały się też na cały kraj, ponieważ wspólne musiały być ogrzewalnie i chłodnie w tych miastach-ogrodach, które stopniowo go pokrywały. Kooperatywną uczyniono nawet hodowlę świń, a dzięki temu oraz elektryczności, która zastąpiła siłę koni i wołów, zwierzętom zwrócono ludzką godność. Może nie była to jeszcze zapowiedź dziś ogłaszanego z nadmiernym aplombem, „zwrotu postantropocentrycznego”, ale było to stanowisko prawdziwie humanistyczne.

Skoro jednak jesteśmy przy kooperatyzmie, musimy wrócić do Edwarda Abramowskiego. Jego portret wisi w gabinecie Gajowca, pośród trójcy mędrców, Warszawiaków, których czci on jak swoich patronów. Mówi o nich Cezaremu słowa piękne i godne pamiętania, jak o Marianie Bohuszu i jego nauczaniu z niewidzialnej katedry oraz o Stanisławie Krzemińskim, bezsennym kanclerzu nieistniejącego państwa. Najwięcej jednak miejsca w rozmowach z Cezarym poświęca dziełu Edwarda Abramowskiego, jego wymarzonej rewolucji społecznej i moralnej. Stworzyliśmy dzięki jego nauce – mówi – wiele rzeczy i dzieł wysoce wartościowych. Zorganizowaliśmy masę ludzi w doskonałe stowarzyszenia. Więcej – Gajowiec bowiem nie tylko ewokuje to dzieło – zapytuje także o jego miejsce w tej rzeczywistości politycznej, którą sam tworzy. Nie jest to tylko jego problem, jest to także nasz problem.



Oto mamy teraz własne, niepodległe państwo, z własnym aparatem politycznym i policyjnym (przypominam Balladę o posterunkowym), ale jakie w tym państwie ma być miejsce związków ludzi wolnych, skoro były one wcześniej tworzone przeciw państwu obcemu? To dzieło wszechstronnego ludzkiego współdziałania, które Żeromski wiąże z imieniem Abramowskiego, jest jedynym dziełem Warszawiaków, które nie ma być przedmiotem czci historycznej, lecz pozostać żywym wzorem współczesnym. Wzmacnia tę sugestię zmityzowana w innym miejscu utworu postać Stanisława Wojciechowskiego, socjalisty, kooperatysty, prezydenta RP. Dla porządku faktycznego trzeba przypomnieć, że warszawskie Towarzystwo Kooperatystów powołało do życia w roku 1906 periodyk „Społem”, którego redaktorem był Wojciechowski, a nazwę podał Żeromski. Toteż kiedy w ostatniej rozmowie Cezary wyrzuca Gajowcowi brak wielkiej idei oraz odwagi Lenina, ten, który w nowe realia pragnął tchnąć ducha tamtych, odpowiada mu, że pierwszą naszą ideą jest obronić się przed straszną koalicją wrogów, co w tamtej sytuacji politycznej jest zrozumiałe. Drugą natomiast ideą ma być to, że u nas będzie wyżej niż w Moskwie: stworzone będą stany zjednoczone, wolne i równe. Wypracujemy wszystko. Zbudujemy dom wspólny. Brzmi to dość życzeniowo, wypełnione jednak zostało tą treścią, którą z powieści wydobywam. Dopowiedzenia można znaleźć w napisanej wcześniej przez Żeromskiego broszurze Początek świata pracy (1918). Pozostaje ona przesłaniem, ponieważ stworzenie świata pracy jest ciągle naszym zadaniem.

Przypisy

1 Wszystkie cytaty z utworu Żeromskiego oraz zwroty charakterystyczne, które wykorzystuję w zdaniach własnych, zaznaczam kursywą. Posługuję się wydaniem: Stefan Żeromski, Przedwiośnie. Opracował Zdzisław Jerzy Adamczyk. Czytelnik, Warszawa, 1996. Numery stron dla większych cytatów podaję bezpośrednio po przytoczeniu (w nawiasie).

2


 Związek wizji szklanych domów z legendą kryształowego pałacu wskazywałem po raz pierwszy w rozprawce Przedwiośnie czy potop. Dylematy Stefana Żeromskiego, w: Andrzej Mencwel,, Przedwiośnie czy potop. Studium postaw polskich w XX wieku, Warszawa, 1997, zwłaszcza s. 88-104.

3


 Por. Wiesław Kielar, Anus mundi, Kraków 1972.

4


 Stefan Żeromski, Na probostwie w Wyszkowie, w: tegoż autora Inter arma, Warszawa-Kraków 1920.

5


 Jan Sten (Ludwik Bruner), Młoda Polska. I. Stefan Żeromski, „Krytyka 1899”, z. 1. s. 21-27. Cytuję za: Stefan Żeromski. Kalendarium życia i twórczości. Wydanie drugie, poprawione i uzupełnione, opracowali Stanisław Eile i Stanisław Kasztelowicz. Kraków 1976, s. 199.

6


 Szerzej o tym w mojej książce Stanisław Brzozowski. Postawa krytyczna. Wiek XX. Warszawa 2014, s. 24-30.

7


 Zdzisław Jerzy Adamczyk powiedział mi, że w swoich notatnikach Żeromski zapisał uwagi krytyczne o tej pracy Lenina. Dziękuję za to źródłowe potwierdzenie mojego pomysłu.

8


 Por. odpowiednie rozdziały w: Leszek Kołakowski, Główne nurty marksizmu, t. 2 (wydanie różne); Andrzej Walicki, Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej utopii, Warszawa 1996.

9


 Zmieniam utrwalony w polskim przekładzie tytuł utworu Dostojewskiego (zob. przypis 11), ponieważ moja wersja wydaje mi się bliższa oryginału.

10


 Por. Peter Sloterdijk, Kryształowy pałac. O filozoficzną teorię globalizacji. Przełożył Borys Cymbrowski. Warszawa 2011. Tegoż autora Pogarda mas. Szkic o walkach kulturowych we współczesnym społeczeństwie. Przełożył Bogdan Baran, Warszawa 2003.

11


 Idiom pochodzi z tytuły głośnej pracy amerykańskiego badacza R. L. Jacksona, Dostoyevsky’s Underground Man in Russian Literature, Hague 1959. Później napisał on cenione studium pt. The Art of Dostoyevsky, Princeton 1981.

12


 Fiodor Dostojewski, Notatki z podziemia. Opowieść, w: tegoż autora Gracz. Opowiadania 1862-1869, Warszawa 1964, s. 74 (tłumaczył Gabriel Karski).

13


 Na powieść Jokaya zwraca uwagę Zdzisław Jerzy Adamczyk w swoich Uwagach wydawcy, cytowanej tutaj edycji Przedwiośnia, s. 348, 367. Nie wydaje mi się jednak, żeby można tu mówić o „wpływie” Jokaya na Żeromskiego. Raczej owo wspólne perfyeryjne imaginarium ich łączyło.

14


 Zob. przypis 2






©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość