Strona główna

Dokończenie pozwu, str. 9-16


Pobieranie 53.87 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar53.87 Kb.
(dokończenie pozwu, str. 9-16)
Zdefiniowany przez powoda Grzegorza Biereckiego zarzut nie znajduje potwierdzenia w tekście.

Przede wszystkim należy wskazać, że w uzasadnieniu pozwu w tej części w odniesieniu do zarzutu postawionego pozwanemu Leszkowi Biernackiemu zostały przytoczone fragmenty tekstu nie pochodzące od tego pozwanego, lecz w części od dziennikarza będącego autorem tekstu, a w części od innego pozwanego Mariusza Popielarza. Jedynym fragmentem uzasadniającym rzekomo treść zarzutu w tej części, pochodzącym od pozwanego są zdania:

  1. Wydaje mi się, że od tego momentu ważniejsze od idei stały się dla niego pieniądze

  2. To było nieprzyzwoite, że oni dla swojej prywatnej działalności zarobkowej załatwili sobie dofinansowanie z podziemnej Solidarności, o czym dowiedziałem się znacznie później

Takie sformułowania uzasadnienia zawarte w pozwie wskazują po raz kolejny na celową manipulację cytatami, manipulację, która ma u odbiorcy wymusić określoną interpretację. Pozwany Leszek Biernacki nie może ponosić odpowiedzialności za wypowiedzi pozwanego Mariusza Popielarza oraz tekst autorski pozwanego Cezarego Łazarewicza. Pozwany Leszek Biernacki stanowczo wskazuję, że pomieszanie, wyrwanie z kontekstu, swoista kompilacja cytatów od niego pochodzących oraz pozostałego tekstu artykuł zniekształca sens wypowiedzi pozowanego.


Pozwany stanowczo stwierdza, że

  1. opinia pozowanego Leszka Biernackiego, że w swojej działalności powód Grzegorz Bierecki kierował się rachunkiem ekonomicznym jest obiektywna, gdyż wskazywał na to odpłatny charakter tej działalności.

  2. pozwany Leszek Biernacki nie stwierdza, że Grzegorz Bierecki porzucił ideę „Solidarności”, która mogła być dla powoda nadal bardzo ważna, stwierdził jedynie – zastrzegając się słowem „wydaje się”, że ważniejsze dla powoda stały się sprawy finansowe

  3. w opinii pozwanego Leszka Biernackiego działalność, jaką prowadził powód Grzegorz Bierecki organizując odpłatne kursy przygotowawcze dla kandydatów na wyższe uczelnie, była zgodna z postulatem, aby w działalności opozycyjnej zerwać z solidaryzmem czy też socjalizmem, który głosił Stefan Kisielewski oraz m.in. środowisko skupione wokół podziemnego pisma „Przegląd Polityczny” wydawanego przez późniejszych liberałów. Zgodnie z ich poglądami tylko za przyczyną niezależnych od władzy przedsięwzięć gospodarczych można było doprowadzić do obalenia socjalistycznego systemu gospodarki centralnie sterowanej.

  4. w artykule przytoczone są słowa pozwanego Leszka Biernackiego, w których powiedział on, że powód Grzegorz Bierecki był gotów działać dla idei z wielkim poświęceniem: „Przez dwa miesiące Bierecki i kilku jego najbliższych wspólników pracowali za darmo, bo nie było nawet na pensje. – Wierzyli, że idea chwyci i uda im się z tego zrobić wielkie przedsiębiorstwo – mówi Biernacki. – Trzymała ich wiara, że pracują dla siebie”. Te słowa pozwanego dowodzą, że nie widzi on osoby powoda Grzegorza Biereckiego w sposób jednostronny.

W tym miejscu pozwany uważa za konieczne przedstawienie szerszego tła oraz istotnych okoliczności, związanych z wypowiedzią, zacytowaną przez dziennikarza, a stanowiącą podstawę zarzutu, mającego tkwić rzekomo w tym cytacie.

Przed powołaniem „Harwardu” powód Grzegorz Bierecki poinformował pozwanego Leszka Biernackiego, że zamierza zorganizować odpłatne kursy przygotowawcze dla licealistów. Pytał czy pozwany nie wyraża sprzeciwu wobec wcześniejszych planów powołania podobnego nieodpłatnego przedsięwzięcia przez NZS i podziemną „Solidarność” UG. Leszek Biernacki odpowiedział mu, że nie widzi przeszkód. Wtedy Grzegorz Bierecki zaproponował współudział w tej inicjatywie, ale spotkał się z odmową, której towarzyszyła argumentacja, że skoro ma to być odpłatne przedsięwzięcie to NZS nie będzie tej inicjatywy firmować. W opinii pozwanego Leszka Biernackiego było to przedsięwzięcie biznesowe i wówczas powód Grzegorz Bierecki nie ukrywał, że jednym z założeń tej inicjatywy jest możliwość zarobienia pieniędzy przez organizatorów i wykładowców – tym zachęcał pozwanego Leszka Biernackiego do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu. Jego zaletą miało być to, że działając w pomieszczeniach przy kościele oo. Dominikanów w Gdańsku organizator nie musiał opłacać żadnych podatków i nie ponosił kosztów. Do czasu ukończenia przez Leszka Biernackiego studiów w 1987 roku działalność „Harwardu” nie miała w jego opinii nic wspólnego z działalnością opozycyjną prowadzoną przez NZS i podziemną „Solidarność”. Były to odpłatne korepetycje prowadzone dla kandydatów na wyższe uczelnie. Pozwany Leszek Biernacki gratulował wówczas powodowi Grzegorzowi Biereckiemu udanego przedsięwzięcia, które później w grudniu 1988 roku na pierwszym Kongresie Liberałów Bierecki przedstawiał jako inicjatywę powołania odpłatnego liceum. Przedsięwzięcie powoda Grzegorza Biereckiego było jak najbardziej zgodne z ideałami liberałów, którzy promowali przedsięwzięcia biznesowe i prywatną inicjatywę. Były to działania na owe czasy pionierskie i ci, którzy wówczas ryzykowali i je podejmowali zderzyli się z transformacją ustrojową w 1990 roku w sposób bardziej przygotowany od tych, dla których bliższe były ideały „samorządnej Rzeczypospolitej” i „ludowładztwa” sformułowane na I Krajowym Zjeździe Delegatów NSZZ „Solidarność” w 1981 roku, czy też ze słowami Jana Pawła II, który nawoływał aby „ciężary nieść wspólnie”. Pozwany Leszek Biernacki kierował się w swoim działaniu ideałami, które zostały także przedstawione np. w: przemówieniu ks. Józefa Tischnera Solidarność sumień wygłoszonego podczas mszy w katedrze wawelskiej w 1980 roku, homiliach Jana Pawła II wygłoszonych w 1987 roku w Gdyni i w Gdańsku. W połowie lat 80. zaczęła kiełkować nowa jakość „Solidarności”, która w 1990 r. zaowocowała transformacją gospodarczą co spowodowało dominację pieniądza nad wszelkimi innymi wartościami. Promowała tę nową jakość reaktywowana „Solidarność” powołując Fundusz i Fundację Gospodarczą. Na pierwszy plan wysunęły się zupełnie inne ideały od przeważających w 1980 roku.

Gdy powód Grzegorz Bierecki spostrzegł, że jest możliwość podjęcia innych działań gospodarczych zrywających z „ekonomią socjalizmu” zaangażował się w działania kierowanej przez Lecha Kaczyńskiego Fundacji Gospodarczej „Solidarności”, za pośrednictwem której zapoznał się z przedstawicielami amerykańskich związków kredytowych i następnie zainicjował powołanie Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych. Jego droga życiowa wskazuje, że właśnie powołanie „Harwardu” mogło być przełomową chwilą, co Leszek Biernacki tłumaczył w trakcie spotkania z dziennikarzem „Przekroju”, autorem przedmiotowego artykułu. To stwierdzenie oddaje też duch czasów nam współczesnych, kiedy to powód Grzegorz Bierecki stał się prezesem ogromnej instytucji finansowej. Dzisiejsza pozycja powoda Grzegorza Biereckiego jest przecież wynikiem dawniej powziętych decyzji i ówczesnych doświadczeń życiowych oraz przemyśleń.

Pozwany Leszek Biernacki swoją opinię, którą poprzedził słowami „wydaje się”, oparł także na podstawie rozmowy z powodem Grzegorzem Biereckim, która miała miejsce późną jesienią 2005 roku. Pozwany Leszek Biernacki podczas rozmowy krytykował powoda Grzegorza Biereckiego za sprzeniewierzenie się ideom samorządności a co za tym idzie spółdzielczości. Przypomniał powodowi, że mają wspólne samorządowe korzenie, a ruch SKOK daleko odbiegł od ideowych założeń bowiem o istnieniu więzi pomiędzy członkami kasy nie ma mowy, tak jak i nie ma demokracji spółdzielczej wewnątrz kas. Grzegorz Bierecki podczas rozmowy bronił się twierdząc, że aby panować nad wielką instytucją finansową musi opierać się na najbardziej zaufanych osobach, że jego głównym zadaniem jest dbałość o stabilność finansową systemu a nie realizowanie spółdzielczych ideałów, czyli że ważniejsze od realizacji idei są pieniądze.

O otrzymaniu przez powoda Grzegorza Biereckiego finansowego wsparcia od podziemnej „Solidarności” pozwany Leszek Biernacki dowiedział się dopiero po roku 2000 od Krzysztofa Dowgiałły podczas prywatnego spotkania w mieszkaniu Jerzego Salmonowicza w gronie osób wśród których, byli między innymi Bogdan Borusewicz i Piotr Bagiński.


Na wyżej wskazane okoliczności wnoszę o dopuszczenie dowodu z następującego dokumentu:

– Donald Tusk, Idee Gdańskiego Liberalizmu, Fundacja Liberałów, Gdańsk 1998, s. 28.

Załączam kopie odpowiednich fragmentów tej książki (strona 28), zaś oryginał książki przedłożę na rządzenie Sądu w terminie rozprawy

oraz wnoszę o dopuszczenie dowodu z przesłuchania pozwanego w charakterze strony.


Pozwany Leszek Biernacki wskazuje, że powództwo w stosunku do niego jako całkowicie bezzasadne powinno w całości ulegać oddaleniu z uwagi, że nie naruszył dóbr osobistych powoda Grzegorza Biereckiego, co zostało wykazane w powyższej części uzasadnienia odpowiedzi na pozew. Wypowiedzi pochodzące od pozwanego Leszka Biernackiego, zacytowane w artykule nie zawierają nieprawdziwych faktów, a oceny dokonane przez pozwanego są uprawnione w świetle przytoczonych wyżej okoliczności.



Zarzut chęci zaszkodzenia powodowi


i braku rzetelności w wypowiedziach pozwanego
Na zakończenie pozwany musi ustosunkować się do twierdzeń powoda, zawartych na stronie 20 i 21 uzasadnienia pozwu. Powód Grzegorz Bierecki wskazuje, że dziennikarz zasięgnął informacji od osób „szczególnie niewiarygodnych”, w tym pozwanego Leszka Biernackiego, który jak podaje był „w głębokim konflikcie z powodem Grzegorzem Biereckim”, co zdaniem powoda wskazywać by miało, że pozwany Leszek Biernacki ma skłonność do „wypaczania rzeczywistości i chęć zaszkodzenia powodowi”. Pozwany Leszek Biernacki stanowczo odrzuca te twierdzenia, uważając je za insynuacje, które szkodzą jego dobremu imieniu.

W dalszej części uzasadnienia pozwu powód dla uzasadnienia tych oczywiście bezzasadnych twierdzeń stawia Leszkowi Biernackiemu bardzo poważne zarzuty godzące w jego godność osobistą oraz obrażające jego poczucie lojalności wobec firmy, Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych, w której pracował:

„Pozwany L. Biernacki (były szef »Gazety Morskiej«) w latach 90-tych prosił powoda Grzegorza Biereckiego o zatrudnienie. Pozwany L. Biernacki znajdował się wówczas w bardzo trudnej sytuacji osobistej i zawodowej, po konflikcie z jednym z byłych Prezydentów Gdańska. Powód Grzegorz Bierecki dał szansę pozwanemu L. Biernackiemu, który został zatrudniony przez Fundację na Rzecz Polskich Związków Kredytowych, jako sekretarz redakcji periodyku »Pieniądze i Więź«. Okazało się jednak, iż pozwany Biernacki uchylał się od wykonywania bieżących obowiązków zawodowych. Traktował pracę w wydawnictwie jako synekurę a nie miejsce pracy. W związku z powyższym, przełożony służbowy pozwanego Biernackiego Janusz Osowski był zmuszony rozwiązać z nim stosunek pracy. Pozwany Biernacki miał żal do powoda Grzegorza Biereckiego, że nie interweniował w tej sprawie, powód zaś nie mógł tolerować tego stanu rzeczy”.

Przedstawione przez powoda Grzegorza Biereckiego rzekomo niskie motywy jakimi miał się kierować pozwany wymagają obszernego sprostowania.

Ocena osoby pozwanego i wysuwane pod jego adresem obrażające go insynuacje przez Grzegorza Biereckiego jest nieusprawiedliwiona. Wynika z wadliwego zrozumienia sensu cytowanych w artykule wypowiedzi Leszka Biernackiego. Grzegorz Bierecki nie dostrzega, że można mówić o nim w sposób obiektywny, który nie cechuje ani pochlebców ani przeciwników.

Z uwagi na fakt, że powód powołuje się na medale i działalność opozycyjną pozwany Leszek Biernacki jest zmuszony przedstawić pokrótce swoją rolę i działalność w podziemnych strukturach NZS oraz współpracę z „Solidarnością”, co pozwoli zrozumieć wagę i wiarygodność jego świadectwa i konieczności mówienia przez niego samej prawdy.

Leszek Biernacki był uczestnikiem strajku sierpniowego w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku, był jednym ze współorganizatorów Niezależnego Zrzeszenia Studentów w Uniwersytecie Gdańskim w 1980 roku oraz uczelnianego samorządu studenckiego. Był współpracownikiem MKZ „Solidarność” w Gdańsku. W 1981 roku był członkiem prezydium NZS UG i przewodniczącym uczelnianej komisji kultury NZS UG oraz członkiem prezydium Uczelnianego Samorządu Studentów UG oraz prezydium samorządu studentów Wydziału Humanistycznego UG. Był członkiem prezydium uczelnianego komitetu strajkowego w czasie strajku radomskiego jesienią 1981 roku w Uniwersytecie Gdańskim.

Po ogłoszeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. na uczelni został ogłoszony bezterminowy strajk okupacyjny. Leszek Biernacki był łącznikiem między komitetem strajkowym stoczni a UG. Ryzykował każdego dnia przenosząc tajne instrukcje i informacje, a dodatkowo przy tych czynnościach robił zdjęcia stojącym pod Stocznią Gdańską czołgom oraz strajkującym w stoczni robotnikom. 15 grudnia 1981 roku została podjęta decyzja o zakończeniu strajku na uniwersytecie. Zaapelowano do pracowników i studentów o udanie się na strajk okupacyjny do Stoczni Gdańskiej. Leszek Biernacki wraz z innymi trafił tam wieczorem. W skrajnie niebezpiecznych warunkach robił zdjęcia, które udało mu się bezpiecznie wynieść poza teren stoczni. Już pierwszego dnia stanu wojennego ruszyła praca poligrafii uniwersyteckiego NZS. Cały czas pracowały dwa powielacze i wałki. Bardzo szybko, po siedmiu dniach „siania niepokoju”, wpadli studenci: Cezary Godziuk (najwyższy wyrok dla studenta w stanie wojennym), Sławomir Sadowski, Krzysztof Jankowski, Jarosław Skowronek i Marek Czachor.

Na początku stanu wojennego (w grudniu 1981 roku) odbyło się konspiracyjne spotkanie członków NZS z różnych uczelni, podczas którego zgodzono się na propozycję Leszka Biernackiego (m.in. Zbigniew Nowek i Maciej Płażyński) aby w podziemiu istniała jedna struktura NZS pod nazwą SKS NZS „Trójmiasto”, która miała wydawać wspólny dla wszystkich uczelni „Serwis Informacyjny” (ukazywał się do jesieni 1982 roku). Zgodzono się także z jego sugestią, aby z uwagi na bezpieczeństwo wykluczyć z działalności w podziemiu Macieja Płażyńskiego. Marek Sadowski i Jarosław Słoma mieli odpowiadać za kolportaż. Marek Kotlarz odpowiadał za druk. Leszek Biernacki był odpowiedzialny za sieć informacji i redakcję serwisu, a więc miał koordynować poczynania całości. Po dwóch, trzech latach Leszek Biernacki pozostał jedynym liderem wówczas zorganizowanej podziemnej struktury NZS na Uniwersytecie Gdańskim. Organizował mieszkania dla ukrywających się, przechowywania nielegalnych wydawnictw, skrzynki kontaktowe, kanały kolportażu. W stanie wojennym kierował także działającym oficjalnie samorządem uczelnianym studentów UG (przez cały okres do momentu zlikwidowania przez władze PRL samorządu studenckiego, był wiceprzewodniczącym a przez krótki czas szefem samorządu uczelnianego UG oraz przewodniczącym samorządu studentów Wydziału Humanistycznego UG i reprezentantem studentów w Senacie UG).

Za pośrednictwem Leszka Biernackiego w pierwszych, najtrudniejszych miesiącach stanu wojennego, kontaktowała się redakcja podziemnego „Tygodnika Mazowsze” z podziemną gdańską „Solidarnością”. Zbierał informacje i przekazywał kurierom z Warszawy. Łącznikiem z podziemnymi strukturami „S”, który kontaktował się z Leszkiem Biernackim był Piotr Kapczyński. Po kilku miesiącach, gdy struktury podziemnej „S” okrzepły, podziemna „Solidarność” zaczęła bezpośrednio kontaktować się z „Tygodnikiem Mazowsze”.

Przed świętem 1 Maja 1983 r. został aresztowany. Sprzyjało mu wówczas szczęście, gdyż kilku funkcjonariuszy SB na czele z płk. Jackiem Żukowskim przyjechało do mieszkania jego rodziców, w którym od kilku tygodni już nie mieszkał. Jego matka powiedziała SB-kom, że Leszek Biernacki mieszka w akademiku, ale nie wie w jakim. Po ich odjeździe zadzwoniła do syna. Leszek Biernacki wspólnie z żoną Małgorzatą opróżnili, jak się im zdawało, dokładnie pokój z wydawnictw podziemnych. Kilkuosobowa ekipa SB wyszperała jednak pojedyncze ulotki i kilka zdjęć. Zabrali go na przesłuchanie, podczas weszła do pokoju przesłuchań inna ekipa SB-eków i straszyła pobiciem ciężarnej żony by nie mógł cieszyć się z narodzin dziecka. Leszek Biernacki uważa, że szefem tej grupy mógł być morderca ks. Jerzego Popiełuszki kpt. Piotrowski. Leszek Biernacki odmówił odpowiadania na pytania i podpisania czegokolwiek poza protokołem przesłuchania i wykazu zarekwirowanych przedmiotów. Następnie został zawieziony na badania lekarskie do szpitala MSW w Gdańsku. Leszek Biernacki powiedział lekarzowi, że w 1981 roku znalazł się w krytycznym stanie na oddziale intensywnej terapii kardiologicznej w szpitalu studenckim. Lekarz powiedział SB-kom, że nie może podpisać zgody na jego aresztowanie, a co najwyżej na zatrzymanie w milicyjnym szpitalu. Leszek Biernacki został zawieziony do pustego aresztu w Pruszczu Gdańskim. Po kilku godzinach kazano mu wracać do domu. W tym czasie koledzy, wśród których był Wiesław Walendziak, zdążyli już zrobić na uniwersytecie przygotowania do akcji strajkowej w jego obronie.

Podczas pielgrzymki Papieża w 1983 roku zorganizował na własny koszt wspólnie z byłym członkiem NZS UG Jackiem Kozłowskim tajną fotograficzną dokumentację pielgrzymki, która następnie powielona w kilkudziesięciu kompletach została rozesłana do różnych podziemnych struktur oraz za granicę. Na zdjęciach dokumentowano głównie obecność „Solidarności” na spotkaniach z papieżem.

Uczestniczył w tajnych spotkaniach podziemnego ogólnopolskiego NZS, m.in. w Poznaniu i w górach w „Niedźwiadku”. Uczestnikiem spotkania w Niedźwiadku byli m.in. Jarosław Zieliński (dziś wiceminister spraw wewnętrznych) oraz reprezentujący warszawski NZS Krzysztof Leski (dziś dziennikarz TVP). Czynnie wspierał działania nielegalnej „Solidarności” UG m.in. planując akcje protestacyjne, uzgadniając kandydatów na stanowiska rektorskie i dziekańskie oraz deklarując a następnie realizując zadanie jednolitego głosowania studenckich elektorów.

W sierpniu 1985 roku wspólnie z Mariuszem Popielarzem urządził na własny koszt w kościele św. Brygidy u ks. Henryka Jankowskiego wystawę swoich fotogramów z sierpnia 1980 r., które później zostały podarowane ks. Jankowskiemu i wystawa zaczęła krążyć po Polsce (z Gdańska pojechała do kościoła w Nowej Hucie). Było to praktycznie ostatnie zorganizowane działanie pierwszego podziemnego NZS UG. W trakcie przygotowań do otwarcia wystawy dowiedział się od ks. Jankowskiego, że jego zdjęcie pt. „Spowiedź robotnika” (zrobione podczas strajku w sierpniu 1980 roku) zostało uznane przez szwedzką prasę za „zdjęcie roku”. Ks. Jankowski powiedział wówczas, że nie miał możliwości odbioru nagrody pieniężnej, a z racji, że nie miał kontaktu z Leszkiem Biernackim polecił przesłać pieniądze na konto Matki Teresy z Kalkuty.

Na plebani kościoła św. Brygidy kilkakrotnie były organizowane nielegalne spotkania członków NZS. Do tej parafii zostały zawiezione w pierwszych dniach stanu wojennego wszystkie zapasy żywności i lekarstw zgromadzone w Uniwersytecie podczas strajku radomskiego na UG i strajku okupacyjnego w stanie wojennym.

Przed pielgrzymką Jana Pawła II w 1987 r. Leszek Biernacki poprosił razem z Mariuszem Popielarzem ks. Henryka Jankowskiego o poparcie NZS w staraniach o uzyskanie akredytacji prasowej aby Leszek Biernacki mógł być jak najbliżej papieża i bez przeszkód na własny koszt wykonać fotograficzną dokumentację pielgrzymki. Ks. Jankowski napisał kilka słów i polecił udać się do ks. Bryka, asystenta biskupa Tadeusza Gocłowskiego. Ks. Bryk napisał kilka słów do ks. Orszulika. W Warszawie ks. Orszulik poza całą procedurą (czyli bez porozumienia z organami bezpieczeństwa państwa) wystawił akredytację. Przez kilka tygodni po pielgrzymce papieża w 1987 r. Leszek Biernacki zrobił tysiące odbitek zdjęć, które anonimowo były rozprowadzane po Polsce. Sporządził też na własny koszt kilka obszernych zestawów fotografii, które trafiły do zagranicznych biur „S” i prasy podziemnej. Wiele z nich było po wielokroć drukowanych w różnych książkach i czasopismach – niestety autor nie był podpisywany. Robienie zdjęć z transparentami „S” było wciąż nielegalne, a Leszka Biernackiego nie chroniła praca w agencji fotograficznej. Nie mógł ryzykować utraty negatywów, sprzętu i więzienia czy grzywien.

Także wiele innych jego zdjęć, które robił w latach 1981–1988 (a także w okresie legalnego działania „Solidarności” 1980-1981), było rozprowadzanych nielegalnie i było wykorzystywanych w prasie. Leszek Biernacki finansował działalność NZS ze swoich własnych środków pieniężnych, które zdobywał pracując fizycznie. Nigdy nie ubiegał się o dofinansowanie działalności NZS. Miał w tym czasie na utrzymaniu żonę i dziecko oraz nie zaniedbywał nauki na uczelni, którą ukończył otrzymując dyplom z samymi ocenami bardzo dobrymi.

Leszek Biernacki nigdy za swoją działalność nie otrzymał żadnego dyplomu, odznaczenia ani medalu. Nigdy się o nagrody i wyróżnienia nie ubiegał. Nikt mu za nic nie dziękował ale też on nigdy podziękowań nie oczekiwał. Działalność NZS w stanie wojennym nie została przez nikogo opisana. W stanie wojennym działał tak jak dyktowało mu serce, poczucie przyzwoitości i patriotyzmu. Jest jednym z tysięcy bezimiennych działaczy. Nie przypuszczał, że ktoś mógłby się wywyższać ponad innych powołując się na przyznanie mu orderów.


Pozwany z całą stanowczością stwierdza, że nic nie wiedział o tym, że powód Grzegorz Bierecki uważał, że był z nim w konflikcie. Przeczą temu przytoczone poniżej fakty.
Jesienią 2005 r. pozwany Leszek Bierecki został poproszony przez powoda Grzegorza Biereckiego o spotkanie, podczas którego powiedział powodowi o inicjatywie zebrania materiałów o NZS, wspomnień członków NZS i spisania historii nielegalnego okresu działalności. Pozwany Grzegorz Bierecki nie był tym pomysłem zainteresowany. Szkoda, podczas pracy nad książką mogły być wyjaśnione wszelkie niedopowiedzenia oraz zostałyby ujawnione nieopisane wydarzenia i anegdoty. Grzegorz Bierecki zaprosił pozowanego Leszka Biernackiego na spotkanie, aby porozmawiać o mającym być prowadzonym przeciwko niemu oraz SKOK negatywnej kampanii prasowej. Rozmowa trwała przeszło godzinę. Leszek Biernacki otwarcie krytykował go wówczas za sprzeniewierzenie się ideom samorządności a co za tym idzie spółdzielczości. Otwarcie wyrażał swoje poglądy także wcześniej, w czasie zatrudnienia w SKOK, kiedy to zapisał się do kasy im. Stefczyka i interesował się tym jakie ma, jako członek kasy, prawa w spółdzielczej kasie i jak może wpływać na jej działanie. Okazało się, że nie ma żadnych praw i nie ma możliwości wpływu na jej działania, gdyż spotkania grup członkowskich odbywają się raz na 9 lat, kiedy to jest wybierany przedstawiciel na walne zebranie kasy. O istnieniu więzi pomiędzy członkami kasy nie ma więc mowy, a wykazanie więzi jest przecież warunkiem rejestracji każdej spółdzielczej kasy. W opinii Leszka Biernackiego SKOK im. Stefczyka nie zachował idei spółdzielczości. Grzegorz Bierecki podczas rozmowy stwierdził, że aby panować nad wielką instytucją finansową musi opierać się na najbardziej zaufanych osobach, że jego zadaniem jest dbałość o stabilność finansową całego systemu a nie realizowanie spółdzielczych ideałów. Nie poczuł się opiniami Leszka Biernackiego urażony i dziękował, że przybył on na spotkanie w wygodnym dla powoda terminie.

Fakt i przebieg tej rozmowy przeczy insynuacjom powoda Grzegorza Biereckiego, że motywy postępowania Biernackiego, wynikały z niskich pobudek – chęci zemsty na ruchu SKOK i na nim samym. Insynuacji tej przeczą także dodatkowe okoliczności:



  1. powierzenie Pracowni Impuls (pod taką nazwą Leszek Biernacki prowadził działalność gospodarczą w trakcie swojej pracy w Fundacji na rzecz Polskich Związków Zawodowych) redakcji, opracowaniu technicznemu oraz składu szeregu publikacji książkowych dla instytucji związanych z ruchem SKOK, w tym m.in.:

  1. dr Adam Jedliński, Krajowa Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa – zagadnienia konstrukcji prawnej, 2001 r.;

  2. Krzysztof P. Łabenda, Dobra praktyka działania spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych, 2001 r.;

  3. Zakładanie własnej firmy. Poradnik dla początkujących, Gdynia 2001

  4. Adam Jedliński, Grzegorz Bierecki, Spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe – zarys systemowego ujęcia, Sopot 2002

  5. Andrzej Dunajski, Człowiek przede wszystkim. 10 lat ruchu SKOK, 2003 r.

Żadna instytucja nie powierzałaby redagowanie i składanie książek niesolidnemu pracownikowi

  1. zlecanie Pracowni Impuls składu i opracowania graficznego kolejnych numerów kwartalnika naukowego „Pieniądze i Więź” – także po rozwiązaniu umowy o pracę

  2. fakt, że w czasie pracy Leszka Biernackiego na stanowisku sekretarza redakcji nie została udzielona mu jakakolwiek nagana i uwaga, nie wykorzystał on ani jednego dnia zwolnienia lekarskiego oraz że to on sam wystąpił o rozwiązanie umowy o pracę, gdyż nie mógł zgodzić się na dodatkowe obowiązki sekretarki prorektora wyższej szkoły, którym został Janusz Ossowski (była to kolejna funkcja jaką Janusz Ossowski zaczął pełnić w ruchu SKOK)

  3. odmowa udzielenia dziennikarzowi „Przekroju” informacji o ruchu SKOK z uwagi na wcześniejsze zatrudnienie Leszka Biernackiego w Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych

  4. wywiązanie się z obietnicy (złożonej jeszcze w trakcie pracy jako sekretarz redakcji) darmowego opracowania, składu i wydania książki dla wykładowcy wyższej szkoły powołanej przez Fundację, pani profesor Alfredzie Starostka Śladami pamięci... Ziemia poleska, nowogródzka i wileńska, wydawnictwo Pracownia Impuls, Sopot 2005

  5. jest niezgodne ze stanem faktycznym, że pozowany interweniował u Grzegorza Biereckiego
    w sprawie mających mieć jakoby miejsce nieporozumień pomiędzy nim a Januszem Ossowskim. Skoro nie interweniował to nie ma też o co mieć żalu do Grzegorza Biereckiego. Nie czuje też niechęci do Janusza Ossowskiego, który pełniąc wiele różnych funkcji bardziej potrzebował nowej sekretarki niż sekretarza redakcji. Jak mówił wówczas Leszkowi Biernackiemu sam Janusz Ossowski, nie otrzymał zgody na nowy etat i bez odejścia Leszka Biernackiego nie mógł nikogo zatrudnić. Otrzymując na rękę ok. 550 zł netto jako sekretarz redakcji bez żalu Leszek Biernacki pożegnał się z kwartalnikiem

  6. dowodem na to, że nie było wówczas między Leszkiem Biernackim a pracodawcą żadnego konfliktu jest fakt, że pomimo rozwiązania umowy o pracę obarczono go zadaniem doprowadzenia do wydania najważniejszej w dotychczasowej historii ruchu SKOK książki Człowiek przede wszystkim. Leszek Biernacki miał zadanie zredagować, co w praktyce oznaczało napisania od nowa, książki, której samodzielnym autorem pozostał Andrzej Dunajski z racji wcześniej przez niego podpisanej umowy i odebrania przez niego honorarium autorskiego za maszynopis, który w opinii wydawcy nie nadawał się do druku. Bez pracy Leszka Biernackiego ta książka nie mogłaby się ukazać.

W 1999 roku po upadku tygodnika „Fakt”, którego korespondentem gdańskim był Leszek Biernacki, szukał on zatrudnienia. Nie prosił wówczas Grzegorza Biereckiego o pracę lecz jedynie pytał czy są w SKOK jakieś zlecenia albo czy jest wolny etat. Leszek Biernacki wówczas aktywnie poszukiwał pracy w różnych instytucjach i firmach. Grzegorz Bierecki skierował go do Janusza Ossowskiego, który od dłuższego czasu planował wydawanie kilkudziesięciostronicowego pisma naukowego. Janusz Ossowski zadecydował, że przyda mu się pomoc Leszka Biernackiego.

Leszek Biernacki obu panom, Biereckiemu i Ossowskiemu, jest do dziś wdzięczny za to, że wówczas dali mu pracę. Zamiast kilkudziesięciu stron został powołany do życia kwartalnik o objętości ok. 200 stron. Leszek Biernacki nie traktował pracy jako synekury lecz jako wyzwanie bowiem na jego miejsce pracy wskazano malutki pokoik, w którym stała nieustannie wykorzystywana duża kserokopiarka. Przez ostatnie kilka miesięcy swojego zatrudnienia jako sekretarz redakcji kwartalnika, gdy dział szkoleń, którego kierownikiem był Janusz Ossowski, przeniósł się do innego budynku, jego miejsce pracy znalazło się w pokoju mieszczącym się w odległym zakątku budynku o powierzchni ok. 6 m2 bez podłączonego telefonu i internetu.
Wbrew temu co w pozwie napisał Grzegorz Bierecki, Leszek Biernacki nie był tylko redaktorem naczelnym „Gazety Morskiej”. Był także szefem gdańskiego oddziału „Gazety Wyborczej”, w którym gdy obejmował swoją funkcję w styczniu 1991 roku zatrudniona na etacie była tylko jedna osoba a dodatek lokalny ukazywał się raz w tygodniu o objętości czterech stron. Gdy po dwóch latach żegnał się z „Gazetą Wyborczą” pozostawiał bardzo dobrze zorganizowane przedsiębiorstwo zatrudniające około 70 osób i wydające dodatek lokalny „Gazetę Morską” codziennie w objętości co najmniej 16 stron.

Był także współtwórcą oraz zastępcą redaktora naczelnego dwutygodnika „Przegląd Oświatowy” oraz redaktorem naczelnym „Magazynu Solidarność”, w latach 1994–1997 był kierownikiem działu informacji NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego, a w latach 2000-2005 redaktorem naczelnym gdańskiego miesięcznika „Airport Review”. Dziś pełni funkcję Przewodniczącego Rady Programowej Gdańskiego Ośrodka TVP.

Leszek Biernacki jest także m.in. twórcą dokumentalnego filmu „S”entymentalne pamiątki wyprodukowanego przez TVP, autorem i wydawcą książki Dwadzieścia lat dzień za dniem. Kronika „Solidarności”, redaktorem i autorem większości artykułów w okolicznościowym wydaniu „Magazynu Solidarność” na 15-lecie „Solidarności, autorem indywidualnych wystaw fotograficznych, autorem specjalnej mapy Polski poświęconej pielgrzymkom do Ojczyzny Jana Pawła II oraz autorem unikatowej, okolicznościowej serii pocztówek wydanej przez gdańską „Solidarność” na 25. rocznicę powstania „Solidarności”.

Przez cały okres swojej aktywności zawodowej nie zerwał z zawodem dziennikarskim, z którym miał do czynienia od 1980 roku, nie był niczyim rzecznikiem ani specjalistą od public relations. Pracując w Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych nie taił przed pracodawcą, że prowadzi działalność gospodarczą i jest jednocześnie redaktorem naczelnym i dziennikarzem w miesięczniku „Airport Review”, który upadł w połowie 2005 r. W swojej karierze dziennikarskiej nigdy nie został oskarżony o brak rzetelności związanej z wykonywanym zawodem.

Leszek Biernacki nie był w konflikcie z żadnym prezydentem Gdańska. Za konflikt nie można uznać faktu drukowania w „Gazecie Morskiej”, w czasie gdy był jej redaktorem naczelnym, tekstów krytykujących działania prezydenta Gdańska Franciszka Jamroża, który kilka lat później został skazany za korupcję na karę więzienia. Publikowanie tekstów ujawniających afery i niedociągnięcia władzy jest obowiązkiem każdego dziennikarza oraz wydawcy. W okresie, w którym Leszek Biernacki kierował „Gazetą Morską” i „Magazynem Solidarność”, żaden prezydent Gdańska nie domagał się zamieszczenia sprostowania ani nie podał gazety do sądu.
Podsumowanie
Pozwany Leszek Biernacki odpowiada jedynie za treść swoich wypowiedzi, które choć nie są dokładnym przytoczeniem jego słów to jednak oddają ich sens. Pozwany może odpowiadać tylko za ten ich sens, który w odczuciu subiektywnym może być odmienny u każdego indywidualnego odbiorcy, ale który nie może wynikać z kontekstu całego artykułu. Leszek Biernacki dzieląc się swoimi wspomnieniami nie znał treści innych wypowiedzi. Do autoryzacji otrzymał jedynie fragmenty artykułu ze swoimi wypowiedziami. Zgodził się na skrótowy sposób przedstawienia jego wypowiedzi. Odpowiadać może jedynie za taki sens swoich słów, który jest zawarty tylko i wyłącznie w cytowanych w artykule jego wypowiedziach. Pozwany dzielił się z dziennikarzem Cezarym Łazarewiczem zapamiętanymi anegdotami i wspomnieniami z okresu swojej nielegalnej działalności i odpowiada jedynie za to, co sam pamięta i wspomina.

Powód pozywając Leszka Biernackiego, wskazując na bezprawne jego zdaniem czyny i niegodne motywy działania, błędnie sądzi, że pozwany może ponosić odpowiedzialność za subiektywnie odczytany przez niego wydźwięk całego artykułu.


Mając na uwadze wyżej wskazane okoliczności, pozew należy uznać za bezzasadny i wnoszę o jego oddalenie.

Leszek Biernacki



załącznik:

  1. wskazane w treści odpowiedzi na pozew

  2. siedem odpisów pisma wraz odpisami załączników.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość