Strona główna

Działania edukacyjno formacyjne w wymiarze historycznym, patriotycznym, obywatelskim i medialnym.” Nieraz możemy usłyszeć stwierdzenie, że „Człowiek uczy się od młodości do starości”


Pobieranie 26.4 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar26.4 Kb.
Działania edukacyjno - formacyjne w wymiarze historycznym, patriotycznym, obywatelskim i medialnym.”

Nieraz możemy usłyszeć stwierdzenie, że „Człowiek uczy się od młodości do starości”. Ale co to tak właściwie znaczy? Przecież proces edukacji szkolnej trwa określoną ilość lat i kiedyś się kończy. Jest to jednak tylko jeden element edukacji, którą zdobywamy przez całe życie, bo przecież nie o konkretną wiedzę z jakiejś dziedziny tutaj chodzi lecz o najtrudniejszą z nauk czyli o naukę życia. Osobowość człowieka kształtowana jest już od narodzin z początku przez rodziców, później szkołę, Kościół, rówieśników poprzez ludzi i wydarzenia które nas otaczają. Nikt nie żyje sam lecz jest częścią wspólnoty, a tak właściwie wielu wspólnot począwszy od tej globalnej dochodząc do tej najmniejszej czyli rodziny. Wydaje się, że funkcjonowanie w tych grupach jest takie oczywiste, ale czy rzeczywiście tak jest? Co sprawia, że czujemy się częścią świata, naszej ojczyzny, społeczności lokalnej? Co kształtuje naszą świadomość i osobowość?

Aby odpowiedzieć na te pytania musimy dowiedzieć się co tak właściwie się wokół nas dzieje. Jednym z czynników które formują nas od najmłodszych lat jest historia, nie tylko ta poznawana w szkole ale przede wszystkim ta której możemy niemalże dotknąć poprzez udział w rocznicach, jubileuszach i świętach patriotycznych. Ostatnim tego typu wydarzeniem w naszej lubaczowskiej społeczności były obchody 150. rocznicy Powstania Styczniowego, podczas których Rada Miejska oraz mieszkańcy na placu przed Ratuszem uroczyście odsłonili tablicę upamiętniającą to wydarzenie.

- Dzisiaj stojąc w tym miejscu chcemy oddać hołd powstańcom, poległym pod Kobylanką oraz w innych miejscowościach, wywiezionym na Sybir, tym, którzy bohatersko walczyli o wolną Polskę. Dajemy świadectwo miłości i przywiązania do ojczyzny. Oddajemy hołd lubaczowianom i wszystkim powstańcom, by pamięć o ich bohaterskich czynach przetrwała – mówiła podczas uroczystości Maria Magoń, Burmistrz Miasta Lubaczowa.

Powstanie styczniowe było jednym z największych polskich powstań narodowych. Miało cechy wojny partyzanckiej. Stoczono około 1200 bitew. Walczono o wolność, niepodległość i suwerenność państwa, będącego w tym czasie pod zaborami. Teren naszego powiatu lubaczowskiego mieścił się w zaborze austriackim, w kraju koronnym Cesarstwa Austrii, w Galicji. Administracyjnie podzielony był na dwa powiaty: cieszanowski i lubaczowski. Graniczyły one z Imperium Rosyjskim – gubernią lubelską. Lesista okolica tworzyła oddziałom powstańczym odpowiednią bazę organizacyjną oraz wypadową. Na terenie tych dwóch powiatów funkcjonowały służby wojskowe i cywilne. Za ich sprawą możliwe stało się kształtowanie, zabezpieczanie oraz przerzucanie oddziałów powstańczych do walki z Rosjanami. Każdy na naszym terenie zna choćby jedną historię z tamtego okresu, często bardzo osobistą, bo związaną ze swoimi przodkami i przekazywaną w rodzinie z pokolenia na pokolenie, bo chyba nie bylibyśmy tymi samymi ludźmi, gdybyśmy nie wiedzieli co wydarzyło się tutaj przed laty i nie mieli takiego szacunek do tej ziemi, za którą przecież nasi praprapradziadkowie oddawali życie.

Również z tej okazji w Muzeum Kresów w Lubaczowie można było obejrzeć wystawę „Do niepodległości raz jeszcze. 150. rocznica wybuchu Powstania Styczniowego”. Z kolei osoby zainteresowane tą tematyką mogą poszerzyć swoją wiedzę sięgając do publikacji autorstwa Lubaczowianina dra Zygmunta Kubraka pt. „Powstanie Styczniowe. Pogranicze cieszanowsko-lubaczowskie”.



Upamiętnienie 150. Rocznicy Powstania Styczniowego. Lubaczów – 7.05.2013 r.

Pozostając w tematyce Powstania Styczniowego nie sposób nie wspomnieć o obchodach 1 maja br. w Kobylance (gm. Cieszanów) 150. rocznicy bitwy pod Kobylanką. Wykłady historyczne, prezentacje wyników badań, a także występy zespołów oraz orkiestr dętych – to tylko skrót wydarzeń, które odbyły się 1 maja br. w Kobylance koło Cieszanowa. Czasami mogą napawać nas wątpliwości po co właściwie to wszystko, gdy jednak zagłębimy się w tą historię rozgrywającą się na naszych terenach przed laty wszystko staje się jasne.

Bitwa pod nieistniejącą już wsią Kobylanką była jedną z największych bitew leśnych powstania styczniowego. Rozegrała się na północ od Nowego Lublińca w kierunku Huty Różanieckiej, na skraju Puszczy Solskiej,  od 1 do 6 maja 1863 r. oddział składający się z około 800 polskich żołnierzy, dowodzonych przez gen. Antoniego Jeziorańskiego, pokonał w dwóch bitwach wojska zaborcy rosyjskiego. Pierwszy atak wojsk rosyjskich pod dowództwem kapitana Nikołaja Sternberga nastąpił 1 maja o świcie. Po kilku godzinach walki Rosjanie zaczęli się wycofywać, zostawiając 23 zabitych, broń i amunicję. Wieść o zwycięstwie rozeszła się błyskawicznie po Galicji. Pod Kobylankę zaczęli nadciągać nowi ochotnicy, między innymi kapitan Albert Potocki z 49 ludźmi. Kilkuset powstańców przyprowadził Karol Sieniawski. Żywność i amunicję dostarczono z Chotylubia i Lublińca.


6 maja nastąpił drugi atak Rosjan. Podczas tego natarcia Polacy mieli przeciwko sobie 5 tys. żołnierzy rosyjskich pod dowództwem płk. Jurija Miednikowa i 18 armat. Jednak i to natarcie nie złamało polskiego oporu. Straty w ludziach po obu stronach były poważne (Polacy – 59 zabitych i 49 rannych, Rosjanie ok. 400 zabitych i rannych). Po tej bitwie gen. Jeziorański wraz z oddziałem wycofał się do Galicji. Ranny ukrył się w chłopskiej chacie, a następnie pojechał leczyć się do Przemyśla.

Obchody 150. Rocznicy Bitwy pod Kobylanką. Lasy w gm. Cieszanów - 1.05.2013 r.

Pieśń „Sygnał” albo inaczej „Pieśń z obozu Jeziorańskiego” napisał w 1863 roku Wincenty Pol dla idących do walki pod wodzą generała Jeziorańskiego powstańców.

„ S Y G N A Ł”

W krwawym polu srebrne ptaszę

Poszli w boje chłopcy nasze

Hu ha ! Krew gra !

Duch gra ! hu ha !

I niech matka zna

Jakich synów ma

Obok Orła znak Pogoni

Poszli nasi w bój bez broni

Hu  ha ! Krew gra !

Duch gra ! hu ha !

Matko Polsko, żyj !

Jezus Maria, bij !

Naszym braciom dopomagaj,

Nieprzyjaciół naszych smagaj

Hu  ha ! Krew gra !

Duch gra ! hu  ha !

Niechaj Polska zna

Jakich synów ma !



Postacią nierozerwalnie związaną z Roztoczem i naszym regionem jest  św. Brat Albert, czyli Adam Chmielowski, niezwykle barwne życie tego człowieka może stać się inspiracją dla każdego z nas. Urodził się w Igołomii koło Krakowa, młodość spędził w Petersburgu gdzie uczęszczał do szkoły kadetów, kolejne lata wypełniło warszawskie gimnazjum i Instytut Rolniczy w Puławach. Po rozpoczęciu Powstania Styczniowego brał udział w walkach pod Kozienicami, Kurowem i Miechowem, po rozbrojeniu oddziału przez Austriaków trafił do więzienia w Ołomuńcu skąd zbiegł i powrócił do powstańców. Wioząc tajne dokumenty został ranny w nogę co zakończyło się jej amputacją. Po upadku powstania Chmielewski rozpoczął studia malarskie w Warszawie, Gandawie, Paryżu i Monachium. Okres ten zaowocował przyjaźniami z Witkiewiczem, Chełmońskim czy Gierymskim. Od 1874 roku na stałe osiadł w Warszawie nawiązując serdeczne relacje z Sienkiewiczem i Modrzejewską. W roku 1879  malarz przenosi się do Lwowa, tam to poznaje Wyczółkowskiego, który w swoich notatkach napisał o Chmielewskim "...wywierał na nas ogromny wpływ. Był najpierwszym wśród nas kulturą, wiedzą, charakterem, a kto wie czy nie talentem..."

Obiecujący i adorowany malarz mnichem? Wszystko zaczęło się w 1880 roku kiedy nasz bohater trafia do zakonu jezuitów w Starej Wsi, co prawda przebywał tam krócej niż rok ale to ten okres rozpoczął jego drogę ku świętości. Młody zakonnik rozpoczyna popularyzację rosyjskiego tercjarstwo w duchu św. Franciszka z Asyżu, spotyka się to z represjami ze strony  zaborcy rosyjskiego dlatego tez od 1884 roku brat Albert przebywa w Krakowie gdzie zakłada zgromadzenie albertynów (1888) i albertynek (1891). Przez następne 28 lat oddaje się pracy organicznej i tworzeniu kolejnych ośrodków w najbardziej odległych rejonach Galicji, między innymi na Roztoczu Wschodnim. 

W 1891 roku zakonnicy przybywają do Manasterza, znajdującego się na terenie majątku hr. Zdzisława Dębnickiego, gdzie zakłada pierwszą pustelnię męską a w niedaleko położonym Bruśnie Starym lokuje pierwszą pustelnię dla albertynek. W podworskiej stajni zakonnicy urządzili sypialnię a w wybudowanych dookoła szałasach warsztaty pracy. W manasterskiej pustelni odwiedził Brata Alberta ks. prałat Gnatowski który tak wspomina pustelnię: "...główny budynek pustelni, przerobiony ze stajni, jest taki, że oprócz chłopa i to naszego chłopa nikt by w nim mieszkać nie mógł. Z jednej strony refektarz z podłogą z ubitej gliny, dwoma zydlami i stołem. Z drugiej strony dormitarze, których syn bogatego chłopa ze wsi by nie zniósł. Proszę sobie wstawić wąziutką deskę przy samej ziemi, z cienkim sienniczkiem i kocem na wierzchu, od sąsiednich barłogów oddzieloną drewnianymi ściankami, z przodu zasłoniętą płachtą zgrzebnego płótna. Do umycia służy woda przy studni.(...) Natomiast co niedzielę i  święto, o czwartek rano, całe zgromadzenie wyrusza w drogę na mszę św. do Horyńca, odległego o trzy mile..." (do Horyńca z Manasterza jest ponad 15 km) Albertyni żyli zgodnie z doktryną św. Franciszka, nie posiadali własności pomimo deklaracji hr. Dębickiego o przekazaniu ok. 30 ha ziemi na potrzeby klasztoru. We wspomnieniach miejscowej ludności zachowały się przekazy o dobiegających już nad ranem śpiewów z Manasterza.

Św. Brat Albert rzadko bywał w pustelni, pomimo kalectwa odbywał dalekie piesze wędrówki misyjne, między innymi do Lwowa (1892, stworzył dom opieki dla ubogich), do Sokala (w 1899 założył tam dom starości), Stanisławowa i Tarnowa (1901).  Przyjaźnił się z tutejszymi rodami Sapiehów, właścicielami Siedlisk i Ponińskimi, właścicielami Horyńca - Zdroju. Zakonnicy przenieśli się z Manasterza w roku 1905 na Kalatówki w okolicach Zakopanego. Św. Brat Albert zmarł w 1916 roku.

Imieniem św. Brata Alberta nazwano szlak zielony biegnącym na trasie Horyniec Zdrój – Nowiny Horynieckie – rez. Sołokija – Werchrata – Manasterz – Wielki Dział – Pizuny – Narol. Długość szlaku to ok. 47 km. Co roku organizowane są piesze i rowerowe rajdy tym szlakiem, dzięki którym kolejna niezwykła historia związana z naszym regionem jest wciąż żywa.

Oddalając się od czasów Powstania Styczniowego i dochodząc do czasów obecnych nie można nie wspomnieć o cudownym obrazie Matki Bożej Łaskawej z lubaczowskiego Sanktuarium. Obraz pochodzi z 1598 roku i został namalowany przez lwowskiego mieszczanina Józefa Szolc Wolfowicza według wzoru graficznego wykonanego przez Filipa Gallusa. Ten niewielki 61,2 x 44,5cm obraz przedstawia Matkę Bożą w czerwonej sukni i w zielonym płaszczu, siedząca wśród obłoków i trzymająca na prawym kolanie stojące małe Dzieciątko Jezus. Wokół postaci Marii rozchodzi się promienista tęczowa aureola. W dolnej części obrazu widoczna panorama Lwowa.

Historia podaje, że obraz ten został namalowany jako epitafium na grób wnuczki malarza i powieszony na murze katedry w pobliżu jej grobu. Początkowo na grobie zmarłej i przed wizerunkiem Matki Bożej klękała tylko najbliższa rodzina. Z czasem obraz został zauważony przez mieszczan lwowskich, którzy zatrzymywali się przed Maryją, aby polecić swoje sprawy. Pojawiają się pierwsze cuda. Po kilkunastu latach obraz Maryi cieszył się dużą sławą we Lwowie i poza granicami. Podjęto starania , by obraz Matki Bożej Łaskawej uwieńczyć koronami poświęconymi przez papieża. Koronację przygotowano na 12 maja 1776 roku. Dokonał jej arcybiskup Wacław Hieronim Sierakowski.

Cudowny obraz Matki Bożej Łaskawej był świadkiem wielkości i tragedii Lwowa. Wielkości, gdy w czasach potopu szwedzkiego miasto nie poddało się najeźdźcy i wówczas to Jan Kazimierz – Król Polski – 1 kwietnia 1656 roku złożył śluby, nazywając Matkę Bożą Królową Polski. Tragedii, gdy w 1946 roku obraz wraz z całą Archidiecezją i księdzem arcybiskupem Eugeniuszem Baziakiem wyjeżdża ze Lwowa bez możliwości powrotu. Obraz zdeponowano w katedrze wawelskiej i ustawiono czasowo na konfesji św. Stanisława. Następnie w obawie przed jego zniszczeniem przez władze bezpieczeństwa, przechowywano go przez wiele lat w kaplicach biskupich w Tarnowie. Dopiero w lutym 1974 roku umieszczono go w głównym ołtarzu sanktuarium w Lubaczowie. Jednocześnie pod koniec lat siedemdziesiątych biskup Marian Rechowicz czyni z powodzeniem starania do Kurii Rzymskiej o wydanie zgody na rekoronację.

Ojciec Święty Jan Paweł II na Jasnej Górze podczas II pielgrzymki do kraju w 1983 roku koronował obraz MBŁ z Lubaczowa. Nawiązując do historycznych dziejów tego obrazu powiedział: „...Mama włożyć papieskie korony na skronie Jezusa i Marii w obrazie z Lubaczowa. Z najwyższym wzruszeniem ozdabiam papieskimi koronami ten wizerunek, który był świadkiem ślubów Jana Kazimierza w katedrze lwowskiej w 1956 roku, wizerunek, przed którym Bogarodzica została po raz pierwszy nazwana Królową Korony Polskiej, a naród nasz zobowiązał do nowego gorliwego poświęcenia się na służbę swej Najmiłosierniejszej Królowej”.

Ponownie przed obrazem Matki Bożej Łaskawej modlił się papież Jan Paweł II w czasie swojego pobytu w Lubaczowie, w swojej homilii wielokrotnie zwracał się o wstawiennictwo do Pani Łaskawej ze Lwowa.

Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Polski, Lubaczów – 2-3.06.1991 r.

Każdego roku w rocznicę pielgrzymki Jana Pawła II do Lubaczowa obchodzimy w naszym mieście wielkie święto, dziękując Bogu za tą wizytę i modląc się o potrzebne łaski dla mieszkańców Lubaczowa i całej ojczyzny.

Takich wydarzeń ja wyżej wymienione jest o wiele więcej, nie tylko tych o charakterze lokalnym ale również tych które obchodzimy w całym kraju. Kształtują i formują one nasze osobowości i poczucie przynależności do miasta, regionu i kraju. Dbanie o to dziedzictwo jest naszym obywatelskim obowiązkiem. Choć w dzisiejszych czasach nie przekazujemy już naszej historii tylko ustnie, lecz za pomocą telewizji, internetu lub radia i to właśnie dzięki mediom, powstającym programom, relacjom z uroczystości czy nawet serialom o funkcji edukacyjno-formacyjnej nie musimy się bać, że te ważne wydarzenia zostaną zapomniane, to tym bardziej zobowiązani jesteśmy by je pielęgnować, aby przede wszystkim istniały w naszej świadomości jako nieoceniona część naszej historii.



Mariola Charysz




©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość