Strona główna

Etno design: tradycja w naszym nowym świecie


Pobieranie 37.41 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar37.41 Kb.
ETNO design:tradycja w naszym nowym świecie
Żyjemy w globalnym świecie, na naszych oczach zmienia się bardzo wiele pojęć, do których, być może, za bardzo się już przyzwyczailiśmy… Zacznę od kilku komentarzy do wypowiedzi mojego przedmówcy, pana Grzegorza Gordata. Zmieniło się choćby np. pojęcie „salonu”. Muszę panu powiedzieć, że najlepsze salony, w tym salony dizajnu, wzięłyby te kosze z nieokorowanej wikliny, tak samo, jak wzięłyby meble z surowych desek. Jedna z największych firm dizajnerskich, włoska firma Kartell na ostatnich targach w Mediolanie pokazała swoją nieprawdopodobną kolekcję w duchu Las Vegas, właśnie na surowych deskach. Kolejny komentarz dotyczy pojęcia samego „ludu”, które zmieniło się równie diametralnie, jak estetyczne upodobania. Jak mówią badacze, w 2050 roku, około 75-80% „ludu”, a więc ludności świata, będzie mieszkała w miastach. „Lud” przenosi się do miast, często ogromnych, kilkunasto milionowych metropolii. Dokładnie nawet nie wiadomo, ilu mają mieszkańców, gdyż mnóstwo ludzi zamieszkuje w nich bez jakiekolwiek meldunku. Wobec powyższego procesu, za „ludem” do miast przenosi się również folklor i kultura tzw. ludowa.
W tytule prezentacji użyłam zwrotu „nasz NOWY świat”, a chciałabym pokazać, że jest on również WSPANIAŁY. Wobec czego popatrzmy, jaki był ten świat w przeszłości i jaką przyszłość pokazywał Charlie Chaplin w filmie „Dzisiejsze czasy“. To trochę naiwne wyobrażenie tego, co nas miało czekać w XX wieku… Artyści byli przerażeni, że zbliża się czas masy i maszyny. Charlie Chaplin kompletnie zginął w tym fabrycznym świecie. Całkiem niedawno pożegnaliśmy XX wiek jako wiek masy – masowej produkcji, masowej kultury, jak również masowej zbrodni. Mamy już świadomość, że żadne masowe ruchy nie przywrócą nas do czasu przed grzechem pierworodnym. I z tą świadomością nowe ruchy, nowi filozofowie, nowi artyści, projektanci i rzemieślnicy próbują ustawić świat na na diametralnie nowych zasadach. Chcielibyśmy mieć odwagę wierzyć, że ten świat będzie coraz bardziej lokalny, że globalność będzie potrafiła odnaleźć skarb w lokalności, że będziemy wszyscy bardziej odpowiedzialni, bo świadomi. Poza tym, będziemy łączyć się w odpowiedzialne wspólnoty, biorące sprawy w swoje ręce – aby najpierw poprawić sąsiedztwo, a niekoniecznie państwo, i że w tym wszystkim nie zgubimy oryginalności, przed której stratą, w ciągu ostatnich 100 lat, tak bardzo drżeli artyści.
Popatrzmy na przykłady z ostatnich lat, międzynarodowe projekty realizowane w ramach programu „Design with Conscience” przez amerykańską Artecnica (www.artecnicainc.com). Pierwszy przykład dotyczy twórców rzemieślników, można powiedzieć, ludowych szklarzy. Liczne organizacje i osoby próbowały to powoli ginące rzemiosło ochronić, ale równocześnie w Gwatemali, tak jak na całym świecie, rosły tony wyrzucanego szkła, butelek po winie, po piwie. Wobec czego projektanci Emma Woffenden i Tord Boontje zaprojektował wyjątkowej urody wazony i kieliszki, które teraz rzemieślnicy w Gwatemali produkują, wysyłają na cały świat, bo wszyscy chcą je posiadać. Kolekcja TransGlass jest sprzedawana m.in. w Muzeum Sztuki Współczesnej MoMa w Nowym Jorku (The Museum of Modern Art).
Kolejny przykład z tego samego programu łączącego design z rzemiosłem w duchu Fair trade dotyczy plecionkarstwa, Wietnamu i ponownie - problemu odpadów – wykorzystania opon samochodowych. W Afryce często robi się z nich buty… Natomiast przy współpracy rzemieślników – plecionkarzy z Wietnamu i projektantów zrobiono z nich nieprawdopodobne siedziska wg projektu znanego studia braci Campana. Ponownie, międzynarodowy sukces, „Transneomatic” sprzedawane są w całym świecie.
Szczęśliwie, mogłabym tu pokazać jeszcze wiele takich historii, które dowodzą, że można ten świat na nowo „przeprojektować“ przy użyciu naszych własnych głów i rąk. Co ma do tego design? To rzeczywiście projektanci razem ze spółdzielniami rzemieślników, artystami i przedsiębiorcami próbują zabrać się do dzieła - przemieniania świata na odrobinę lepszy. Pomaga w tym fakt, że folklor i etniczność jest wciąż modna.
Zuzanna Skalska, trendwatcherka, jeździ po całym świecie i wyszukuje globalne, generalne trendy, które próbuje przewidzieć na kilkanaście lat do przodu, po czym doradza firmom, w jaki sposób mają przygotować swoją produkcję tak, abyśmy my, konsumenci, chcieli te produkty kupić. Ona też twierdzi, że jednym z tych podstawowych trendów jest ręczna praca i stare rzemiosło. W Polsce funkcjonuje nie tylko moda na folklor. Warto obserwować w jaki sposób zmienia się Muzeum Etnograficzne w Krakowie, które świadomie zaczęło organizować Festiwal Etnodizajn (http://www.etnodizajn.pl/), ale również opiera na tym trendzie swoją bardzo poważną dyskusję o współczesnym świecie.
Przyniosłam ze sobą, niedawno wydany wzornik „Rzecz Małopolska”. Proszę mi uwierzyć, każdy z nas chciałby mieć taki wzornik dla swojego regionu. Może on służyć projektantom, architektom, artystom oraz etnografom. Wzornik jest dostępny w czytelni na Zamku, do której zapraszam.
„Nowy Folk Design” to również nazwa projektu, organizowanego przez aktualnie tworzone Centrum Designu w Wielkopolsce. Miał on takich doradców, jak wspomnianą Zuzannę Skalską, ale i cenioną, wielką kobietę designu – Li Edelkoort, która na warsztatach zorganizowanych w ramach tego projektu, na których uczestniczyli projektanci i rzemieślnicy, podpatrywała, co dzieje się w polskim rzemiośle. Nowa szkoła designu, która jest tworzona w Poznaniu – „School of form” ma mieć właśnie tradycyjne rzemiosło jako jedno z głównych obszarów swego działania. Zamierza więc śledzić rzemiosło, tradycyjne zawody i materiały w całym świecie.

Najszybciej nowe trendy można zobaczyć Internecie. „Folkowe” portale internetowe powstają jak grzyby po deszczu, ale warto zobaczyć ile produktów powstaje i jak to, co kiedyś było ginące, może trochę zawstydzające, jak chociażby umiejętność haftowania, staje się modne i całkiem dobrze sprzedawane. Widać swoisty powrót do natury, ale również odwagę I ochotę wykorzystywania tradycyjnych materiałów w nowy sposób, bądź łączenia starych technik z innymi materiałami.


Polska Grupa Aze Design to młode małżeństwo projektantów mieszkających w podlaskiej wsi Czeremcha. Współpracują z grupą kobiet i rzemieślników, tworząc bardzo unikalne obiekty – m.in. lampy Kokony ze słomy. Problem przy ich wykonaniu polegał na tym, że trzeba je było trochę „krzywo” upleść… Teraz projektanci mają wielki problem, bo współpracujący z nimi rzemieślnik wyjechał do Wielkiej Brytanii, a oni szukają kolejnego producenta, który mógłby im pomóc wykonać te wyjątkowe lampy.
Kolejnym przykładem jest koncern Muji, stosujący w swoich produktach zasady zrównoważonego rozwoju. To kosze biurowe wykonane ze starych książek telefonicznych – kolejny przykład odpowiedzialnego działania, stosunkowo niedrogi.
Wróćmy do Polski. Na naszym podwórku mamy filcowanie. Jakże często zapominamy, że i u nas filc był obecny, i w portkach górala, i w guni jako najcieplejszy, najbardziej odporny na wilgoć materiał. Z tego to materiału w firmie Sztuka Beskidzka z Czechowic-Dziedzic, Magda Lubińska z Michałem Kopaniszynem stworzyli całą serię dywanów Moho inspirowanych polską sztuką ludową. Oczywiście te wzory pochodzące z Kurpi nie są wycinane nożyczkami, ale wodnym laserem. Dywan Moho DIA zyskał cenione nagrody w świecie dizajnu - Red Dot Award, Wallpaper. Został wypromowany w już roku 2003 i zapoczątkował modę na chwalenie się polskością.
Jeden z najnowszych produktów to jest kołyska zrobiona z filcu przez Duńczyka Sørena Ulrika Petersena, projektanta, rzemieślnika, pokazywana w całym świecie jako przykład nowego myślenia o rzemiośle i o czułości…
Szydełkowanie posłużyło grupie Aze do stworzenia koncepcji dywanów Nodus. Oczywiście projektanci projektują, a rzemieślnicy – tutaj kobiety z grupy Berdo - wyroby wykonują. To jest jeden z niewielu przykładów, bo tkanina staje się coraz bardziej popularna. Niedawno widzieliśmy w Mediolanie kolejne wielkie nazwisko braci Bourollec, którzy zaprojektowali dla portugalskiej firmy Nanimarquine nieprawdopodobne dywany, czerpiące z tradycji perskich wzorów, ale i tkane tradycyjną metodą, z lokalnego materiału przez rzemieślników z Pakistanu. Owszem, mamy tu wielkie nazwisko i duże ceny, ale na początku jest uznanie dla mistrzostwa rzemieślników.
Kolejna „pleciona” i ikoniczna rzecz, tym razem sofa. Marcel Wanders i jego koronkowa złota edycja sofy Crocheted Gold Chair wykonana ze sznurka, nasączonego żywicą i właśnie złotem.
Koronkowy płot, jeden z tych niewielu ikonicznych obiektów, które są również obecne na Zamku w Cieszynie. Joep Verhoeven, holenderski projektant, zainspirował się, dość nudną czynnością – naprawianiem drucianego płotu – i stwierdził, że skoro ma przeplatać w krateczkę, to on sobie poprzeplata tak, jak holenderskie koronczarki wykonują koronkę klockową. Powstał piękny produkt.
I wracamy znowu na nasze lokalne podwórko: ceramika i garncarstwo. Bogdan Kosak, szczęśliwie przeprowadzony do Cieszyna z rodziną. Jego seria Tomaszów, która powstała bardzo świadomie, dla uczczenia 200-lecia porcelany na ziemiach śląskich i miała się odwoływać do tradycji „buncloków”, drutowanych garnków, które gdzieś czasem widać na płotach. Dekor w tej pięknej ceramicznej serii potrafi być i kosmiczny i wzięty z wzorów koniakowskich tradycyjnych czepców.
Ceramika potrafi być kompletnie technologicznie „odjechana”. To jeden z nowszych projektów pokazanych w 2010 roku. Garncarze elektroniczni i wirtualne koło garncarskie. Rzecz polega na tym, że ruch ręki śledzony przez komputer przenoszony jest na drukarkę, która drukuję gliną…
Jeśli mówimy o rzemiośle, o sztuce ludowej, to mówimy również o mistrzostwie. Tu, w tej wirtualnej rzeczywistości, również trzeba być mistrzem.
Popatrzmy jeszcze na haft, który wydaje się, że nieodwracalnie kojarzy się ze strojem ludowym, więc kto z Ķlodych zajmowałby się teraz hafciarstwem…? Nowa seria meblarska firmy Vox, Folk, odwołuje się do powszechnie znanych wzorów i bardzo prostego, krzyżykowego haftu. Ale haft może się znaleźć również w tak niecodziennych miejscach, tak, jak ta haftowana… papeteria.

No i rzemiosło, można powiedzieć, powszechnie znane, ale utożsamiane już tylko z zespołami ludowym: kierpce … ale na obcasie. Młoda projektantka, która zaprojektował te „kierpcasy”, Olga "Osh" Szynkarczuk prezentuje swoje kolekcje m.in. w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. Warto się tam wybrać!

Kolejny mało „modny“ zawód: tokarstwo, które pokażę jeszcze w wykonaniu Macieja Gąsienicy-Giewonta, samouka, który wrócił ze Stanów Zjednoczonych, gdzie nauczył się szacunku do rękodzieła i zaczął się uczyć toczenia, robiąc rzeczy niesamowite, wydobywając naturalne piękno drewna jak mało kto jeszcze potrafi…
Mówiąc językiem młodzieżowym, to, co było kiedyś kompletnie „obciachowe”, w czym człowiek by się nie pokazał, do czego człowiek by się nie przyznał, staje się teraz najbardziej modne i pokazywane we wszystkich galeriach świata. Ten autobus, amerykańskiej artystki Magdy Sayeg, to najbardziej znany przedmiot miejskiej partyzantki:

Rezerwujemy sobie prawo do zupełnie niepoważnej improwizacji, radosnej twórczości oraz nieoczekiwanych decyzji. Szajka partyzancka rozrasta się, werbuje nowych adeptów sztuki, a do partyzanckich narzędzi dołączyło szydełko.

Również poznańskie koziołki były już dwukrotnie ubrane w takie ubranka… Oczywiście to jest żart, ale w jakiś sposób ten żart nobilituje rzemiosło. Jeśli powiem Państwu, że m.in. dzięki tej akcji coraz częściej mężczyźni proszą swoje matki, siostry, żony i narzeczone, aby nauczyły ich robić na drutach, bo przestaje to być czymś nietypowym, to można zrozumieć jaka jest siła w tak praktykowanej …nowej tradycji! I co jest najważniejsze: , że coraz częściej sięganie po wzory etniczne jest związane nie z modą, ale z przemyślanym i etycznie zamierzonym działaniem. Działania te mają miejsce na całym świecie, ale również na szczęście - w Polsce.


Poniższy przykład jest jednym z najbardziej znanych, cenionych i ważnych. To kobiety z Sahary, żyjące w obozach dla uchodźców, gdzie proszę mi wierzyć nie ma niczego. Posiadające umiejętności wyrabiania tradycyjnej biżuterii, ale pozbawione dostępu do nawet – z naszej perspektywy – najtańszych materiałów. Florie Salnot, studentka Royal College of Art współorganizuje dla tych kobiet warsztaty przy użyciu… plastikowych butelek tzw. petów, które są malowane i następnie cięte nożykami na nitki. Z tych nitek powstaje unikatowa biżuteria. To się dzieje w rzeczywistości. Taką biżuterię można kupić, a te kobiety mogą robić to, co potrafią najlepiej z takich materiałów, które po prostu są.
Wracając do polskich przykładów. To obrus Messy (bałagan), który został wyhaftowany dowcipnie, w taki sposób, że wygląda jakby po imprezie i po jedzeniu – te leżące kieliszki, z których „haftem” wylewa się zawartość… Wykonały go kobiety z rzemieślniczej grupy Berdo, ponownie wg projektu Aze Design. Ten produkt również jest drogi, sprzedawany w galeriach na całym świecie, . Wspomniana już przeze mnie Li Edelkoort, na najnowszej swojej wystawie prezentującej to, co jest najciekawsze w świecie tkanin, pokazywała ten obrus.
I nasz cieszyński przykład, Fundacja Być Razem i ich „Dobre rzeczy”. One nie są inspirowane folklorem, projekty 10 produktów zostały zaprojektowane przez 20 studentów projektowania (ASP w Warszawie oraz Holon Institute of Technology z Izraela) dzięki środkom z Instytutu Adama Mickiewicza. Fundacja Być Razem, która pracuje od kilkunastu lat z ludźmi, którzy często są bez pracy, domu, bez nadziei i umiejętności, wykonuje teraz takie produkty i sprzedaje z powodzeniem w całej Polsce.
Bardzo prosty projekt świnki-skarbonki dla dwojga, gdzie chodzi o to, żeby między sobą konkurować i więcej pieniędzy oszczędzać. Wielofunkcyjna ozdoba świecznik-choinka. Wiadać bardzo dobre rzemiosło w połączeniu z elementem przemysłowej pracy (jakość musi być bardzo wysoka). Najważniejszy skłdnik tych produktów to dizajn, który pozwala wejść na inny poziom produkcji I sprzedaży – nie tylko estetyczny, ale i nowy poziom przedsiębiorczości. To praktyczne, a nawet biznesowe myślenie, jest istotne, zwłaszcza jeśli naprawdę chcemy zmieniać świat na lepszy.
Ja oczywiście zapraszam wszystkich na Zamek. Zaczynamy Akademię Tradycyjnego Rzemiosła, w ramach której proponujemy bezpłatne warsztaty tradycyjnych rzemiosł, w tym tych najbardziej skomplikowanych, wymagających i prowadzących do mistrzostwa, jak choćby cieszyński filigran. Warto pamiętać, że w naszej działalności, szkoleniach, wystawach czy innych wydarzeniach (m.in. Śląska rzecz) promujemy świadome i etyczne projektowanie.

Anna Krężelok: Po samym zdjęciu nie poczułam klimatu wirtualnego koła garncarskiego, o co chodzi?


EG: Koła nie ma, natomiast jest ruch ręki taki, jak na kole. Ponieważ tak naprawdę ruch ręki jest przekładany na urządzenie, które pełni funkcję koła, które drukuje gliną i tak powstają naczynia.
Krężelok: Ale po co nam taki pośrednik? Komputer, drukarka? Czemu nie używać rąk?
EG: To jest dobre pytanie. Myślę, że jest to eksperyment, który będzie mógł zafunkcjonować może za kilka lat… Wiemy, że praca garncarzy jest bardzo ciężka, wobec czego może się okazać, że pewne elementy z tego eksperymentu zostaną włączone do garncarstwa tak, aby część ich pracy mogła być taniej i łatwiej wykonywana. Czasami nie potrafimy przewidzieć, do czego zaprowadzą nas aktualne eksperymenty i za kilka lat dopiero widzimy, że to przyniosło jakiś dobry efekt. Ten przykład pokazuje, że tradycyjne rzemiosła mogą stanowić inspiracje do rozwoju najnowocześniejszych technologii.
Szymon Surmacz: Łatwo sobie wyobrazić, jeśli koło garncarskie jest wirtualne, mamy szybkie łącze internetowe, wtedy fabryka i maszyna mogą być w zupełnie innym miejscu, a my np. w domu, będąc np. sparaliżowanym czy niepełnosprawnym, podczas, gdy produkty powstają kilkaset km od nas…
EG: Z całą pewnością można to robić nie wkładając w to, aż tak dużego wysiłku fizycznego. Na pewno jednak wymaga to, tak jak każda technika, pracy i nauki, aby dojść do mistrzostwa. To jest istotne, że można odchodzić od czynności, które są bardzo wysiłkowe na rzecz takich, które można wykonywać niezależnie od własnej kondycji.

Paulina Adamska-Malesza: Pokazała nam Pani mnóstwo fantastycznych wyrobów i produktów z zakresu dizajnu, które są inspirowane folklorem czy tzw. sztuką ludową. Czym osobiście jest dla Pani etnodizajn? Czy to jest tylko moda, czy widzi Pani w tym coś więcej?


EG: To nie jest moda. Z jednej strony widać rosnącą potrzebę sensu, możliwość, aby doświadczać życia samodzielnie i osobiście. Jesteśmy w takim momencie, że wiemy, że świat tak naprawdę oparty jest na pozytywnych emocjach, na potrzebie doświadczania. Im on szybciej mknie, tym bardziej potrzebujemy momentu zatrzymania.
Etnodizajn jest dobrym, naturalnym lekarstwem na zapominanie tego, co ważne - dziedzictwa kulturowego. Myślę, że jest bardzo dobrym sposobem na to, nie żeby kultywować, ale twórczo rozwijać tradycję. Przy okazji jest szansą, aby wielu twórcom ludowym i rzemieślnikom dać pracę za bardziej godziwe wynagrodzenie. I dlatego tak bardzo jest istotne, żeby ruch fair trade wykorzystując, w coraz większym stopniu, właśnie pracę rzemieślników z całego świata, dbał o to, żeby byli oni godziwie wynagradzani, ale także by ich praca odbywała się w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Wobec czego, jeśli myślę o tzw. etnodizajnie, to dla mnie idą za tym – z jednej strony – rzeczywiste problemy współczesności, a z drugiej – wyraźne szanse. I to, co jest dobre, to że etnodizajn, a więc nasze etyczne „etno-działanie” nie wymaga ani wielkich dotacji, ani wielkich politycznych zmian, ponieważ można go praktykować w małym rodzinnym, sąsiedzkim gronie, przyczyniając się, choćby na małą skalę, do zrobienia czegoś dobrego. To właśnie wydaje mi się jego największą wartością: możliwość pracy samodzielnej, dokładania niewielkiego kamyczka do wartości, które dzięki temu mogą rosnąć.
PAM: Poznawani przez nas twórcy ludowi – często nieświadomie – są i stają się swoistymi dizajnerami, inspirują projektantów.
EG: Tak, to prawda. My również mamy przykład z Zamku, który bym zaliczyła do tych niewielkich kamyków. Projektantka warszawska Marysia Górska przyjechała na Zamek, z którym wcześniej współpracowała, ze zleceniem na gadżet ogólnopolskiej akcji ochrony kobiet przed rakiem szyjki macicy. Zwykle proponowane są plastikowe gadżety, mniej lub bardziej odnoszące się do idei. Marysia postanowiła, że symbolem tej akcji będzie ręcznie zrobiona koronkowa bransoletka. Bransoletkę w ilości kilku tysięcy sztuk robiły koronczarki, oczywiście z Koniakowa (gmina Istebna). Bransoletka była sprzedawana w warszawskiej agencji a dochody z jej sprzedaży zasiliły budżet szpitala onkologicznego. Jest to proste i skuteczne działanie, gdy koronczarki mają pracę, projektantka projekt, którym może się pochwalić, a fundacja środki na zakup odpowiedniej aparatury medycznej, a my – miejskie czy wiejskie elegantki prześliczną koronkową bransoletkę.
PAM: Chciałabym zwrócić Państwa uwagę na krzesełko, które ze sobą tu przynieśliśmy. Nas ono absolutnie zachwyciło, to jest krzesło z Kurpi z siedziskiem plecionym ze słomy owsianej, można powiedzieć żywcem wzięte z obrazu Van Gogha… Wydobyliśmy je z zakurzonej przeszłości, gdyż współcześnie nie jest nigdzie obecne. Te eksponaty, które widzieliśmy w skansenach są zapomniane - stare i zniszczone, a ono właśnie może być swoistą inspiracją dla wszystkich osób zajmujących się właśnie etnodizajnem.
EG: Jeszcze dwa zdania. Ja przede wszystkim dziękuję Stowarzyszeniu Serfenta. Robicie kapitalny, bardzo ważny projekt. Przywracacie ludziom nadzieję, a młodym zaszczepiacie bardzo ważne i ciekawe idee. Chciałabym tu przywołać apel pochodzący od menadżera zajmującego się zarządzaniem w designie: „Opiekujcie się ideą”!. Przez wiele lat daliśmy sobie wmówić, że idee i idealizm należą do świata kobiecej egzaltacji i możemy sobie o nich opowiadać w gronie rodzinnym, bo to jest banalne i nie działa w życiu społecznym. Tak naprawdę idee są ważne. W życiu społecznym i prywatnym. I to, co wy robicie – ten plecionkarski szlak – to znacznie więcej niż plecionkarstwo. Dziękuję.
Ewa Gołębiowska
Niniejszy tekst jest spisanym wykładem wygłoszonym w czasie konferencji. Ma cechy tekstu mówionego, odnosi się do przedmówców, zawiera spontaniczną pochwałę (i słusznie!) organizatorów, zachowuje styl mniej formalnej wypowiedzi. Oprócz stylu wypowiedzi zachowuję z niewielkimi skrótami rozmowę, jaka wywiązała się pomiędzy słuchaczami po wykładzie


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość