Strona główna

Formalizm, analfabetyzm wiary I pusta obrzędowość ks. Andrzej Wołpiuk wierzę w chrystusa, który zmartwychwstał I żyje


Pobieranie 29.09 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar29.09 Kb.

ROK WIARY - ZAGROŻENIE WIARY, kwiecień 2013

__________________________________________________________________________________




Formalizm, analfabetyzm wiary i pusta obrzędowość - ks. Andrzej Wołpiuk
WIERZĘ W CHRYSTUSA, KTÓRY ZMARTWYCHWSTAŁ I ŻYJE (7)

Mówiąc o zagrożeniach dla życia wiary, najczęściej mamy na myśli tolerancję wobec takich grzechów, czy nałogów, jak: pijaństwo, narkomania, rozluźnienie obyczajów, rozwiązłość seksualna itp. Nie zdajemy sobie natomiast sprawy z tego, że tym, co może zabić autentyczną wiarę jest czysty formalizm katolicyzmu, czyli sprowadzenie do poziomu jedynie tradycyjnej i pustej obrzędowości. Z punktu widzenia człowieka, formalizm wygląda przyzwoicie, gdyż formalista może być aktywnym społecznie, sprawiedliwym i dobrym człowiekiem. Pozostaje jednak zasadniczy problem jego serca, które nie jest oddane Bogu, serca, które nie angażuje się w dialog wiary z Bogiem. Bardzo często formalizm wiąże się z postawą - wierzący-niepraktykujący… Takie sformułowanie staje się także dość powszechnym wytłumaczeniem braku zaangażowania w rozwój swojej wiary, czy życia wspólnoty kościelnej. Zazwyczaj mamy tutaj do czynienia z recytowaniem litanii powodów, które w odczuciu takiej osoby usprawiedliwiają przyjęcie przez nią takiej właśnie postawy - bardzo często wiąże się to z obwinianiem innych, za to, że spowodowali oni owo niepraktykowanie wiary…

Trzeba jednoznacznie podkreślić, że gdy/gdzie gaśnie wiara, pojawiają się demony. To widać aż nadto wyraźnie w naszym świecie. Faktem jest, że wiara wielu ludzi przygasła. Lub nie formowana należycie, stała się tak powierzchowna, że prawie bez znaczenia. Wyrastają wtedy, jak chwast na polu, zabobony, wróżbiarstwo i magia. Zabobon ma cechy praktyk religijnych, są one jednak wypaczone, najczęściej z pogranicza jakiejś dziwnej „pobożnej magii”. Przykładem mogą być wszystkie „modlitewne łańcuszki” - przepisz modlitwę określoną ilość razy, roześlij innym, a jeśli nie zrobisz tego, to zobaczysz, co cię spotka! Magia to próba pozyskania tajemnych sił, by posługując się nimi osiągnąć nadnaturalną władzę nad ludźmi bądź przedmiotami. A pierwsze przykazanie Dekalogu jest napomnieniem ciągle aktualnym właśnie dla nas, ludzi wierzących, abyśmy w czasach zamętu nie utracili wiary - tej głębokiej i mądrej wiary.

Im bardziej w społeczeństwie pogłębia się analfabetyzm religijny i słabnie autentyczna wiara w Chrystusa, tym bardziej ludzie skłonni są wierzyć w oferty różnych uzdrawiaczy, wróżbitów, magów i korzystać z nich. Istnieją wróżbici i czarownice, którzy w celu zamaskowania swojej przewrotnej działalności często posługują się obrazkami świętych lub krzyżami, a w magiczne rytuały wplatają modlitwę Ojcze nasz.

Obecnie wielu chrześcijan uległo indyferentyzmowi, oddaliło się od życia Kościoła. Wyraził on ubolewanie, że słaba jest dziś znajomość treści wiary i doświadczamy bezprecedensowego osłabienia praktyk religijnych a także zapału misyjnego. Formalizm religijny polega na okazywaniu na zewnątrz swojej pobożności, podczas gdy praktyczne życie jest całkowitym jej zaprzeczeniem.

„Jestem wierzący, a nie praktykujący”- warto zwrócić uwagę na absurd takiego wyznania, błąd światopoglądowy i niezliczone pomyłki ludzkiego umysłu w aspekcie wiary.

Ludzie w swoich słabościach mają tendencję do szukania usprawiedliwień za popełniane zło. Uwidacznia się to zwłaszcza w dziedzinie życia religijnego, które wymaga wielu poświęceń, dojrzałej samokontroli i wyzbycia się wszystkiego co łatwe i przyjemne oraz tego, co zdecydowanie sprzeciwia się wyznawanej wierze - również tego, co może narazić na jej utratę. Religia jest bardzo ważnym wymiarem naszego istnienia, sięga każdej dziedziny życia człowieka, czy nam się to podoba, czy nie. Jeśli więc wypieramy z siebie wiarę w Boga, tym samym wypieramy swoje człowieczeństwo.

Warto odnieść do współczesnego credo wielu Polaków: „Jestem wierzący, ale niepraktykujący”. Wyrażenie to pociąga za sobą szereg wytłumaczeń na swoje lenistwo duchowe. To zdanie stanowi jeden, potężny paradoks. Nie można żyć i nie oddychać. Mówiąc jak najbardziej potocznie, „albo rybki albo akwarium”.

Istotnym problemem społeczeństwa jest niewiedza wynikająca z niepogłębiania swych wiadomości religijnych. Wielu ludzi postrzega Kościół jako czysto ludzką instytucję, a dla pogorszenia sprawy, zazwyczaj widzą w nim tylko te ciemne postacie kleru „bez powołania”. Smutne, ale prawdziwe. Jeśli ktoś już zdołał wyszukać w swojej główce usprawiedliwienie na III przykazanie Boże, to zazwyczaj wina pada na któregoś z członków instytucji Kościoła: „Ksiądz mnie zraził”. Owszem, jest wielu ludzi w życiu Kościoła, którzy popełnili błędy. Są dobrzy i źli księża, tak jak wśród nas funkcjonują np. dobrzy i źli prawnicy. Jeśli mały człowiek, który jest tylko prochem i pyłem, był w stanie przysłonić Ci Chrystusa, to znaczy że w Twoim sercu Chrystus musiał być mały i jak widać, niepogłębianie życia religijnego przyczyniło się do tak łatwego zrezygnowania ze zbawczego dzieła odkupienia.

Wiara oznacza oparty na zaufaniu stosunek człowieka do Boga, stąd też domaga się bycia z Bogiem w relacji przyjaźni, musi to być egzystencjalna relacja, ciągle żywa, niezmienna, permanentna. Jak można być z kimś w przyjaźni, bez podtrzymywania relacji przyjacielskiej? Słowa Pisma Świętego potwierdzają tę tezę: „Tak jak ciało bez duszy jest martwe, tak i wiara bez uczynków jest martwa” (Jk 2, 26). Człowiek wierzący przyjmuje treści Boże nie z powodu ich oczywistości, lecz ze względu na autorytet samego Boga. Wtedy każda decyzja moralna zostanie podyktowana wolą Boga. A wtedy do szczęścia już tak niedaleko…

Niedzielna Msza Święta nabierze sensu, gdy pojmiemy o co tak naprawdę w niej chodzi. A do tego musimy dojść drogą ciągłego zabiegania i zainteresowania religijnego - drogą aktywności, drogą pogłębiania swojej wiary i wiedzy religijnej. A jeśli ktoś traktuje mszę świętą jedynie jako obowiązek, to myśląc po ludzku, lepiej niech zostanie w domu, pójdzie do kina, na spacer. Paradoksalnie, obowiązku swojego nie spełni stojąc pod murem i czekając końca.

Jeśli ktoś nie chodzi do Kościoła z urazy do księdza, to niech wie, że w sakramentach świętych nie działa ksiądz, lecz sam Chrystus.

Warto już dziś przemyśleć swoje postępowanie. Warto dojrzeć do konkretnych postanowień, które zadecydują nie tylko o naszym losie, ale także o losie naszych bliźnich, bo to przecież my jesteśmy dla nich przykładem. Każdy z nas chce być szczęśliwy i każdy jest powołany do szczęścia. Jeśli uwierzymy w to, co niepojęte i będziemy pielęgnować swoją wiarę, to już tu, na Ziemi, poczujemy zalążek nieba.

Trzeba także powiedzieć, że niepraktykujący katolicy nazywają się jednak zazwyczaj katolikami, biorą kościelny ślub, chcą mieć krzyże na nagrobkach, wysyłają swoje dzieci na lekcje katechezy, przyjmują księdza po kolędzie. Osoba „wierząca-niepraktykująca” - choć podstawowe sakramenty ma „zaliczone”. Skoro nie praktykują wiary to może nauczanie Kościoła nie jest dla nich takie ważne i liczą na zbawienie po prostu w nagrodę za "dobre życie"? Może „zrazili się” do Kościoła – np. jak często argumentują: przez bogactwo księży, afery pedofilskie, sprzeciw wobec antykoncepcji, wymagania moralne i inne tego typu kwestie. Nazwijmy w takim razie rzeczy po imieniu - nie uważają oni Kościoła za jedyną drogę do zbawienia lub też mają go za instytucję niegodną zaufania. A wiara katolicka jasno mówi, że nie ma zbawienia poza Kościołem Katolickim. Katolik to ktoś, kto wierzy w dogmaty Kościoła (i je zna). Katolik to ktoś, kto regularnie przyjmuje sakramenty. Katolik to ktoś, kto w codziennym życiu kieruje się zasadami chrześcijańskimi - miłuje Boga i bliźniego, jak siebie samego.

W takim razie po co deklaruje wiarę katolicką człowiek, który nawet nie stara się spełniać tych bardzo podstawowych założeń? Warto im samym zadań takie pytanie…

Ludzie są bardziej przywiązani do tradycji niż do wiary w Boga… Przychodzą do kościoła raz na kilka lat, by wziąć ślub czy ochrzcić dziecko, by uczestniczyć w pogrzebie - bo „to taka nasza polska tradycja”, bo „tak wypada”… Bo, „co powiedzą ludzie, czy ksiądz”...



Pusta obrzędowość…

Przytoczę fragmenty pewnego wywiadu, jakiego udzieliła Magdalena Środa dla jednej z gazet (za; http://poradnikdomowy.pl/poradnikdomowy/1,116272,9821788,Ateistka.html?as=2)... Niech on będzie komentarzem do naszych rozważań…

"Mama kultywowała polską obyczajowość: chodziliśmy na pasterkę i święcić jaja przed Wielkanocą. Mam wrażenie, że to częsta sytuacja: pusta obrzędowość bez silnej wiary. Obrzędowość bez wiary nie musi być pusta. To ważny element kultury i wspólnoty. W naszym kultywowaniu obyczajów nie było hipokryzji”…

„Ja co roku chodzę na pasterkę. Więcej: moje dziecko i dzieci znajomych, które przychodziły do nas w okresie świąt, czytały ze mną Biblię przed wyjściem do kościoła.



Po co? (pytanie dziennikarki prowadzącej wywiad)

Bo znajomość wiary i podstawy jej objawienia, czyli Starego i Nowego Testamentu, to obowiązek człowieka wykształconego. (...) A ja chodzę na pasterkę, traktując to jako ważny element polskiej obyczajowości, którą szanuję i lubię… taka była babcia i dziadek, rodzice ojca byli strasznie religijni, w specyficzny polski sposób. Mało intelektualny, mało metafizyczny...”.

Klęka pani w kościele?

Oczywiście, zachowuję pełną etykietę, żeby nie obrażać uczuć innych osób”.

„Przyglądam się z zainteresowaniem sferze sacrum i czuję się jednocześnie swojsko, bo to sacrum mojego kraju. Do kościoła chodziłam też z powodów politycznych, jak wszyscy. Na przykład do dominikanów, by wysłuchać ojca Jacka Salija, który - posługując się dziełami świętego Augustyna - czynił aluzje do zła komunizmu. Do warszawskich dominikanów przychodziło dużo ludzi opozycji, mieliśmy tam wtedy owo rzadkie poczucie jedności. Teraz chodzę głównie do Święte- go Marcina, gdzie przez lata była pasterka ekumeniczna. Wizyty w kościele traktuję jako zabiegi o charakterze sentymentalnym i wspólnotowym, ale nie religijnym.

U pierwszej komunii pani była?

A skąd, byłam tylko chrzczona, bo tak sobie zażyczyła rodzina na wsi. Ale tata w okresie pierwszej komunii kupił mi sukienkę, żebym nie czuła się gorzej niż inne dziewczynki. One miały białe sukienki i ja też chciałam. Tata zawsze był fajny…”.

Jak pani córce tłumaczyła, skoro Boga nie ma, po co chodzimy na pasterkę?

Bo taka jest tradycja i nasza historia, i taka jest większość, w której żyjemy. Żeby zrozumieć, musimy tego doświadczyć. Zdarzały się wśród jej przyjaciół nawrócenia. Gdyby powiedziała, że jest wierząca, byłabym mile zaskoczona, że ateizm nie jest uwarunkowany genetycznie. Tak jak - mam nadzieję - nie jest uwarunkowana religijność...”.

„[...] Gdyby istniał jakiś związek między katolicyzmem a postawą moralną, katolicka Polska byłaby narodem aniołów, a nie jest. Choć u nas - co mnie bardzo boli - zakłada się, że nie ma innej etyki poza chrześcijańską. A w każdym razie, że nie warto dyskutować na tematy moralne z kimś, kto nie jest chrześcijaninem. [...] Wie pan, ja często czytam katechizm. Ale gdy przyjdzie pan do przeciętnego katolika, on oprócz deklaracji, że istnieje dekalog, nie potrafi go ani odnaleźć w Biblii, ani wyrecytować z pamięci, nie potrafi znaleźć błogosławieństw, które silnym piętnem naznaczają duchowość katolicką, nie czyta encyklik Jana Pawła II...”.

„Niektórzy katolicy mówią: "Co mi tam, że papież zabrania używania prezerwatyw, ja używam, a mimo to czuję się katolikiem". U nas katolicyzm często jest powierzchowny i jego przełożenie na wiedzę i postawy moralne jest niewielkie. Gdyby było większe, nie rozwodzilibyśmy się z byle powodu, np. żeby zdobyć zasiłek. Nie byłoby tyle agresji, przestępczości, zdrad, podłości. Mam przyjaciół ateistów, którzy chrzczą dzieci, posyłają do komunii, one chodzą na religię "dla świętego spokoju", i to mi się wydaje hipokryzją. [...]”…



Człowiek wierzący, na przykład katolik, posługuje się dekalogiem. A ateista?

Nie zabijaj, nie kradnij, nie kłam, dotrzymuj umów - to podstawa życia wspólnoty opartej na wzajemnym zaufaniu. Nie tylko dekalog je opisuje. W dekalogu trzy pierwsze normy dotyczą Boga. Nie są więc one uniwersalne, bo nie obejmują swoim znaczeniem ateistów. Pozostałe normy są natomiast swoiste dla wszystkich typów etyki, nie tylko chrześcijańskiej. Sądzi pan, że ateiści, nie wierząc, kłamią, kradną, zabijają?[...]

„Tymczasem religia - mówię o katolicyzmie rozumianym przez Jana Pawła II, którego naprawdę cenię - to coś znacznie więcej. To projekt na każdy dzień, światło w ciemnym tunelu. To cenna sprawa w kontekście dzisiejszego świata licznych możliwości. Jan Paweł II mówi: nie licz na nagrodę za to, że uczestniczysz w pewnym niedzielnym rytuale; przemień się całkowicie. Nie wystarczy "opcja fundamentalna", musisz porzucić bogactwo (czego nie był w stanie zrobić bogaty młodzieniec), musisz przestrzegać przykazań, być posłusznym kościelnym autorytetom. To bardzo trudna droga. Mało kto nią stąpa...”…

Magdalena Środa - profesor, etyk, filozofka, feministka, sama określająca się jako ateistka, z tego jednak wywiadu wynika, że jest osobą ochrzczoną, która w sposób dość „dziwny” podchodzi do spraw wiary, katolicyzmu i religii…

Przykład na to, co może stać się w życiu człowieka, jeśli jego wiara nie będzie żywa, nie będzie pogłębiana, a szczególnie nie będzie powiązana z życiem - nie będzie kształtowała postawy moralnej człowieka… Taka wiara po prostu obumrze… A człowiek pozostaje wtedy albo na poziomie pustej obrzędowej tradycji (której zazwyczaj nie rozumie i nie przeżywa = nie czuje) - ale ją powtarza, bo tak go nauczono, albo odchodzi ku postawie całkowitej niewiary…

Coraz bardziej wiara wielu katolików w Polsce staje się pustą obrzędowością… Jedynie pewnym zwyczajem, tradycją bez przemyślenia (zrozumienia) i przeżycia (zaangażowania) - po prostu „zaliczają” kolejne Święta, czy sakramenty…

Niestety dla wielu współczesny polski katolik to ten, którego (parafrazując słowa z pewnej konferencji do młodych, ks. Bp Henryk Tomasik):
- do chrztu świętego – przynieśli;
- do I komunii świętej – zaprowadzili;
- do bierzmowania – przyszedł z innymi, bo wszyscy szli…
- do ślubu – zaciągnęli;
- na pogrzeb – zanieśli…

Współcześnie wielu ludzi, właśnie przez formalizm wiary, sprowadzenie wiary jedynie do poziomu pustej, obrzędowej tradycji, a także przez postępujący analfabetyzm wiary (brak podstawowej wiedzy katechizmowej na temat wiary i moralności katolickiej) odchodzi od wiary w Boga i kieruje się w stronę magii i czarów - wzywając tajemnych mocy. Niezwykle aktualne jest ostrzeżenie Gilberta Keitha Chestertona, że „kiedy ludzie przestają wierzyć w Boga, to nie jest tak, że w nic nie wierzą, ale wierzą w cokolwiek”, a także słowa Fiodora Dostojewskiego: „Człowiek nie może żyć bez zginania kolan (...). Jeśli odrzuca Boga, zgina kolana przed bożkiem z drzewa, ze złota lub po prostu wymyślonym” (por. Fiodor Dostojewski, Młodzik). Skutkiem tego jest fascynacja magią, okultyzmem, czy satanizmem.



_________________________________________________________________________________
Krajowe Duszpasterstwo Młodzieży - www.kdm.org.pl



©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość