Strona główna

Gdy cienie przeminęły i chłód tej nocy


Pobieranie 154.19 Kb.
Strona1/2
Data18.06.2016
Rozmiar154.19 Kb.
  1   2

http://chrzescijanin.googlepages.com/

Tron


Gdy cienie przeminęły i chłód tej nocy,

Po śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu,

Zasiadłeś zwycięsko ku wszystkich zdumieniu,

Na tronie majestatu Boga, świętości i mocy.


Dziś oczy wiary w zachwycie i uwielbieniu

Wyciszają myśli – by w świętym skupieniu

Oglądać Tego, który zasiadł na wysokości.

Dziedzica, wzbudzonego – Syna miłości.


Kiedyś wzgardzony i od ludzi odrzucony.

Dziś w niebie i przez wiarę godnie czczony,

Wypełnił niebo – chwałą uwieńczony.

Zajął myśli serc tych, dla których jest wzbudzony.


Już teraz centrum myśli odkupionych i uwielbienia,

Wnet się stanie dla ziemi centrum mocy i rządzenia.

Gdy nieprzyjaciele podnóżkiem nóg Twoich się staną,

Wtedy ci starcy i istoty w mnogości powstaną.


Zaśpiewają nową pieśń by uczcić Twoje dostojeństwo:

Godzieneś jest wziąć cześć, moc i błogosławieństwo.

Nawet niebo dla ciebie otworzone zostanie,

Byś mógł w chwalebnym przyjściu uwiecznić swe przesłanie.


Rozważanie 1 Listu Jana 2, 1-11

Na podstawie ostatnich słów pierwszego rozdziału można by wyciągnąć fałszywy wniosek, że wierzący człowiek nie ma żadnego wpływu na to, czy upadnie. Takiej myśli apostoł jasno się sprzeciwia. On pisze, abyśmy nie grzeszyli, lecz zachowali społeczność z Ojcem i Synem Jego - Jezusem Chrystusem. Jako wierzący nie musimy już więcej grzeszyć. Jeśli jednak to się zdarzy, nie powinniśmy popadać w zwątpienie. Pan Jezus, jako nasz pośrednik u Ojca, jako jedyny sprawiedliwy oręduje za nami i pragnie, abyśmy jasno uświadomili sobie popełnione zło, wyznali grzechy i przyjęli przebaczenie. Podstawą obecnej służby Pana jest orędownictwo - On jest „ubłaganiem za nasze grzechy”. Ponieważ On spełnił wszystkie wymagania Boże, dla tych, którzy przyszli do Niego jako grzesznicy - na wieki uporządkowany został problem grzechu.

Bez poznania Boga nie można mieć prawdziwej społeczności z Ojcem i Jego Synem. Przykazaniem są dla nas wszystkie jednoznaczne wyrażenia woli Bożej i każde słowo, które On nam objawił. Jako dzieci Boże powinniśmy nie tylko dać się kierować Słowem Bożym, ale dążyć do tego, aby wszelkie myśli Boże lepiej zrozumieć i zastosować w naszym życiu. Wtedy życie nasze będzie miało ten sam charakter, co życie Pana Jezusa.

Tym starym przykazaniem, które adresaci listu mieli „od początku”, czyli w momencie, gdy Pan Jezus objawił się w ciele, jest przykazane miłości, które znajdujemy w Ew. Jana 13,34. „Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak ja was umiłowałem, abyście się i wy wzajemnie miłowali”. Jeśli w w. 8 Jan pisze o nowym przykazaniu, to co do treści nie jest ono nowe. Przykazanie miłości było spełnione w Chrystusie, który wszystkich swoich uczniów miłował tak, jak tylko Bóg może miłować. Nowe przykazanie jest aktualne dla tych, którzy należą do Pana i żyją tym samym życiem co On.

Apostoł Jan zarówno tu, jak i na wielu innych miejscach tego listu porusza bardzo ważne sprawy. Widzi stanowisko wierzącego wobec Boga i nie uwzględnia jego chwilowego stanu, który niejednokrotnie nie odpowiada temu stanowisku.

W wierszach tych znajdujemy trzy ściśle związane ze sobą terminy: życie, światłość i miłość. Jeżeli chcemy, aby w nas i przez nas rozchodziła się światłość, to sami musimy chodzić w światłości. Chciejmy sprawdzić sobie przy pomocy wiersza 9 i 10, czy przypadkiem nie ma w nas grzechu. O wiele łatwiej jest mówić, niż chodzić według wypowiedzianych słów. Miłość znajduje swe korzenie w nowym życiu i jest kierowana do wszystkich, którzy posiadają to samo życie z Boga, co i my, bez względu na to, czy darzymy kogoś sympatią, czy nie.



Rozważanie Dziejów Apostolskich c.d.
Czasy i chwile

Są jeszcze inne miejsca zapisane w Księdze Izajasza 27,6, które należałoby zacytować: „W dniach, które idą, Jakub wypuści korzenie, Izrael zakwitnie, puści pędy i napełni cały świat płodami.” To nie jest słowo na obecny czas, chociaż już dzisiaj możemy kupić piękne owoce z Izraela w naszych sklepach. Pan mówi tutaj raczej o przyszłym królestwie. W tym znaczeniu mówi On także w naszym rozważanym odcinku: „Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec w mocy swojej ustanowił.” Zwróćmy jeszcze raz uwagę na to, że Pan nie mówi, że w ogóle nie przywróci Izraelowi królestwa. Izrael ma nadzieję tylko dlatego, że Chrystus zmarł również za ten naród i jest „korzeniem Dawidowym”. Ich rzeczą nie było jednak ustalanie czasów, tzn. epok, albo chwil – są to ustalone punkty w historii Bożych dróg z ludźmi. Ojciec pozostawił je w Swojej własnej mocy.


Podobną myśl Pan wyraża w Ew. Marka 13,32 – jedno z miejsc, które czasem jest błędnie wykładane: „O tym dniu i godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.” Z tego miejsca wyciągnięto taki wniosek, że Pan Jezus nie wie, jaki będzie rozwój wydarzeń i kiedy nadejdą postanowione okresy czasu ponownego postępowania Boga z Izraelem.

Z cała pewnością taki nie był sens Jego słów. Pan Jezus jest Bogiem, Synem, i On wie absolutnie o wszystkich rzeczach, jako Bóg wszechwiedzący. Ale właśnie w Ewangelii Marka, w której Pan Jezus przedstawia się jako Sługa i jako zależny Człowiek, mówi: „Tylko mój Ojciec wie o tym czasie; ani aniołowie ani Syn nie wiedzą o tym.” Nie chodzi tutaj o to, czy On wie o wszystkim jako Bóg, ale o to, że jako całkowicie oddany Człowiek wszystko pozostawia swojemu Ojcu, który powiedział Jemu przez usta proroka: „Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół twoich jako podnóżek stóp twoich” (Ps. 110,1). Tak, Syn Boży w swej pokorze zajął całkowicie miejsce Sługi, a względem przyszłych wydarzeń nie wychodził ponad to, co oznajmił mu Ojciec. Jeżeli Jego Ojciec nic nie powiedział na temat dnia czy godziny, to i On postąpił tak samo i trwa w oczekiwaniu do momentu, aż Ojciec wykona wszystko to, co powiedział o swoim Synu.

Wiersz w rozważanym odcinku oraz Marek 13,32 pokazują jasno, że nie możemy, ani nie mamy robić jakichś obliczeń, dotyczących przyjścia Pana Jezusa. Możemy być pewni, że wszelkie takie obliczenia są fałszem. W około 1000 lat po Chrystusie też mniemano, że Chrystus musi przyjść. Kto zna tę historię, ten wie, że cały chrześcijański świat przestał pracować i że było wiele zamieszania. My nie możemy obliczać czasów, które Ojciec pozostawił w Swojej mocy. Człowiek chętnie liczy zaokrąglonymi liczbami, Pan zaś może przyjść jeszcze dzisiaj - już się nie muszą przedtem spełnić żadne historyczne wydarzenia. On powiedział: „Ja przyjdę wnet” (Obj. 22,20). Pochwycenie wierzących nie jest związane z żadnymi określonymi czasami. Inaczej ma się rzecz, kiedy chodzi o przyjście pana Jezusa na sąd i celem założenia Jego Królestwa na ziemi. W tym przypadku są ustalone bardzo wyraźne punkty czasu. Na przykład: najpierw musi wypuścić pędy to drzewo figowe, to jest Izrael. A potem Pismo mówi też, że dzień Pański przyjdzie dla tego świata jako złodziej w nocy (1 Tes. 5,2). Złodziej zaś przychodzi znienacka, niespodziewanie. Syn Człowieczy przyjdzie w tej godzinie, której się nie będą spodziewali.

Najpierw zrozumienie, potem moc
Ale otrzymacie moc”. Tym „ale” Pan ustanawia pewną zasadę. Uczniowie zajęci byli Izraelem, tym ziemskim Królestwem, Pan jednak naszkicował teraz po mistrzowsku, niewielu słowami, stanowisko prawdziwych chrześcijan w czasie przejściowym do Jego przyjścia. „Ale otrzymacie moc, kiedy Duch Święty zstąpi na was; i będziecie moimi świadkami, tak w Jerozolimie jak i w całej Judei i Samarii, i aż po krańce ziemi.” Jest to charakterystyka naszego stanowiska jako chrześcijan na tej ziemi. Duch Święty przyjdzie - to znajdujemy potem w 2 rozdziale Dziejów Apostolskich - i będzie w nich źródłem mocy.

Trzeba wskazać jeszcze coś ważnego: zanim Pan Jezus dał moc uczniom przez zesłanie Ducha od Ojca, dał im wewnętrzne zrozumienie. Wskazałem na to, że zmartwychwstałe życie Pana już otrzymali. Obrazowym wyrażeniem tego było, że On tchnął je w nich, On, ten „Duch ożywiający” (zob. 1 Kor 15,45), i darował im życie w wieczności, mimo że już przedtem posiadali Boskie życie. Są to subtelności, których teraz nie chcemy rozpatrywać. Ale oni nie posiadali jeszcze mocy. Jest to typowe dla Bożych dróg. Jego działalność idzie zawsze w tym kierunku: On chce najpierw obdarzyć zrozumieniem nas samych, nim nam daruje mocy dla drugich. Jest to Boża zasada. On udziela nam najpierw światła i nowego życia, co jest zawsze związane z wglądem w Boże myśli. Można by powiedzieć, że z tym nowym życiem związane jest pewne zrozumienie, duchowa inteligencja, jeśli to tak mogę sformułować.


Jego świadkowie
Uczniowie staną się Jego świadkami. Słowa te objaśniają też nasze stanowisko z Boską precyzją i niewypowiedzianą łaską. Chciejmy sobie wszyscy postawić raz to pytanie, czy my sprostamy powołaniu Pana, by być Jego świadkami. Chrystus nie jest już na tej ziemi. On był odrzucony i poszedł do nieba, ale my tu jesteśmy, On zaś chce, abyśmy w czasie Jego odrzucenia byli Jego świadkami w słowie i w czynie. Bez posiadania Ducha Świętego nie bylibyśmy do tego zdatni.

Widzimy potem, że uczniowie przebywali w sali na piętrze jeszcze przez dziesięć dni do przyjścia Ducha Świętego. Nie mieli mocy, aby działać na zewnątrz. Dobrze więc było, że czekali. Musimy wiedzieć, że otrzymaliśmy Ducha Świętego, kiedy uwierzyliśmy w Chrystusa i w Jego dokonane dzieło. Otrzymanie Ducha Świętego Słowo Boże zwie „Zapieczętowaniem Duchem Świętym” (Efez. 1,13) lub „namaszczeniem od świętego” (1 Jana 2,20). Kto wiarą opiera się na dziele Golgoty, otrzymuje Ducha Bożego jako pieczęć i zadatek.

Różnorodne są wyniki tego, że Duch Boży mieszka w nas. On daje nam uzdolnienie, by się wzajemnie miłować. On daje moc, która nas czyni zdolnymi do chodzenia drogą świadectwa. Duch Boży uświadamia nam, że jesteśmy dziećmi Bożymi (Rzym. 8,16). Nie mielibyśmy świadomości tego, że jesteśmy dziećmi Bożymi i pokoju z Bogiem bez Ducha Bożego. Nie potrafilibyśmy też „modlić się w Duchu Świętym” (Juda 20) ani „uwielbiać w Duchu i w prawdzie” (Jana 4,23). To wszystko znajdujemy w Dziejach Apostolskich, wprawdzie nie jako naukę, ale na podstawie praktyki. Fakt ten czyni nam Dzieje Apostolskie tak wartościową księgą.

Powtórzmy pytanie: Czy jesteśmy świadkami dla naszego odrzuconego Pana albo wstydzimy się tego? Może jesteś także uczniem/uczennicą Pana, ale z obawy przed ludźmi ukrytym (Jan 19,38)? Pan Jezus chce, abyśmy wyznawali Go w mocy tego Ducha. Przyniesie to wprawdzie wrogość, ale uczyni szczęśliwym. „Sercem bowiem wierzy się ku sprawiedliwości, a ustami wyznaje się ku zbawieniu” (Rzym. 10,10).

Moi drodzy młodzi przyjaciele, którzy jesteście jeszcze uczycie się: Wyznawajcie Pana Jezusa tam, gdzie jesteście! To da wam odwagi, mocy oraz radości i zachowa was od niezliczonych niebezpieczeństw. Poza tym nigdy nie jest się szczęśliwszym jak wtedy, kiedy się wyznaje Pana Jezusa i staje się godnym choć trochę dla Niego cierpieć.
Począwszy od Jerozolimy
Gdzie mieli uczniowie rozpocząć dzielenie się tym świadectwem? „...w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.” W Ewangelii Łukasza 24,47 Pan Jezus mówi podobne słowa: „...wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy.” W oczach Bożych Jerozolima była miastem najbardziej winnym z całej ziemi. Tam Syn Jego został ukrzyżowany. Czy nie jest to wyraz łaski Bożej, że właśnie od tego miasta miało się rozpocząć głoszenie Ewangelii o odpuszczeniu grzechów? Mieli oni rozpocząć od Jerozolimy, a nie od bieguna północnego. Potem mieli się udać do Judei - są to okolice Jerozolimy, potem do Samarii. Samarytanie byli narodem mieszanym, zawierającym elementy żydowskie i pogańskie. Żydzi trzymali się z dala od Samarii, gdyż dla nich miejsce to było nieczyste. Ale i tam miała być Ewangelia głoszona, i tam mieli być Jego świadkami. W końcu mieli iść na krańce ziemi. Chrześcijańskie zadanie nie ogranicza się do kraju Izraelskiego, ale kieruje się do wszystkich ludzi. Taki jest kosztowny zasięg Ewangelii według myśli Bożych.

Może będzie korzystne scharakteryzować w tym miejscu, w kilku krótkich myślach, tę Ewangelię, mianowicie kwestie jej źródła, mocy, podstawy, jej zawartości i jej końcowego wyniku:



  • Źródłem Ewangelii jest łaska Boża.

  • Mocą Ewangelii jest Duch Święty.

  • Podstawą Ewangelii jest Krzyż Chrystusa.

  • Zawartością Ewangelii jest Chrystus, to życie wieczne.

  • Celem Ewangelii jest być u Chrystusa w chwale.

Jest to błogosławione poselstwo, które możemy i śmiemy dzisiaj ogłaszać. Ewangelia wychodzi i dzisiaj do każdego człowieka, przychodzi też do ciebie, zaprasza i ciebie w miłości. Przyjdź osobiście do Zbawiciela! Bądź na tyle szczerym, aby przyznać, że przecież nie możesz samodzielnie osiągnąć nieba. Pan Jezus daruje życie darmo. On daruje wieczną szczęśliwość temu, kto przyjdzie ze swoimi grzechami do Niego, kto wyzna, że jest zgubionym grzesznikiem i zaufa Jemu. Nigdy nie możesz przyjść do nieba, jeśli nie poznasz osobiście Pana Jezusa i nie przyjmiesz Go we wierze do serca i życia. Bóg jest sprawiedliwy, On dał sobie wszystko zapłacić przez Swego Syna na krzyżu, który tam był i dla ciebie. Ty zaś możesz przyjść do Boga, który jest miłością. On cię chce uczynić nieskończenie szczęśliwym, takim, jakie już teraz jest każde dziecko Boże. Czy nie zechcesz chętnie przyjść? Nie możesz jednak inaczej przyjść do Niego jak tylko przez Chrystusa, tego ukrzyżowanego.




Wzięty do nieba
A kiedy to powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok wziął go sprzed ich oczu.”

Cudowne zdarzenie, które można by bez końca obserwować: dopiero Pan z nimi rozmawiał, aby chwilę później zostać uniesionym coraz wyżej, aż obłok ukrył Go przed ich spojrzeniem. Jest tu podkreślone: „a oni patrzyli” lub „kiedy się przyglądali”. Uważam, że ten sposób wyrażenia uprawnia do założenia, że Pan Jezus nie zniknął sprzed ich oczu błyskawicznie. Wygląda na to, że On został powoli uniesiony, gdyż oni mogli się przypatrywać.

W Starym Testamencie mamy podobne zdarzenia. Eliasz wzniósł się w burzy ku niebu (2 Król. 2,11), a Elizeusz, jego następca jako prorok widział to i wołał: „Ojcze mój, ojcze mój! rydwanie Izraela i jego konnico!” (w. 12). A zatem Elizeusz to widział. Eliasz powiedział: „Jeśli mnie ujrzysz w chwili, gdy będę od ciebie wzięty, spełni ci się to.” Eliasz wzniósł się w wozie ognistym ku niebu, co jest obrazem sądu, który zawsze charakteryzował tego proroka. Przy Henochu było inaczej. O nim czytamy: „...i nie było go więcej, gdyż Bóg go zabrał” (1 Moj. 5,24). Chodził on trzysta lat z Bogiem, który potem zabrał go do Siebie, bez oglądania śmierci. Dopiero w Nowym Testamencie jest powiedziane, że Henoch został zabrany (zachwycony). W Starym Testamencie tego nie czytamy.

W przypadku Pana wszystko wygląda inaczej. On umarł i wyszedł z grobu z ciałem zmartwychwstałym, a uczniowie przyglądają się po tym, kiedy Go dotykali i rozmawiali z Nim, jak zostaje uniesiony do nieba. Możemy z tego wnioskować, że oczy Pana spoczywały z miłością na uczniach, których teraz pozostawia. W Ew. Łukasza 24 czytamy też, że wzniósł ręce i błogosławił ich. Jeszcze raz oglądali te ręce, które zostały przybite gwoździami do krzyża, gdy błogosławiąc odszedł od nich.

W Starym Testamencie Aaron miał i musiał błogosławić lud (por. 4 Moj. 6,22-27). Miał również podnosić swoje ręce nad nimi (por. 3 Moj. 9,22). U Aarona nie były to jednak ręce przebite, bo on nie umarł za lud Boży, tak jak Pan Jezus.

...i obłok zabrał go sprzed ich oczu”. Wierzę i jestem tego pewien, że nie był to obłok pary, ani żadna chmura meteorologiczna, lecz obłok chwały Bożej. Był to ten sam obłok, jaki zacienił górę przemienienia, ten obłok świetlany, o jakim czytamy, że Pan i dwaj mężowie wstąpili weń (Łuk 9,34). Jest to obłok Bożej obecności, jaki niegdyś napełnił świątynię Salomona (1 Król. 8,10). Obłok ten, który mówi o obecności Bożej, zabiera Go sprzed ich oczu. Ta myśl nas uszczęśliwia. W Liście do Hebrajczyków jest napisane, że On jest teraz chwała i czcią ukoronowany (w. 9). Bóg powitał Tego, który po dokonanym dziele teraz powrócił do chwały, do Swego Ojca. O tym czytamy w Hebr. 5,10: „...obwieszczony przez Boga jako arcykapłan według porządku Melchisedeka.” On rzekł do Niego: „Siądź po prawicy mojej” (Hebr. 1, 13). Gdzie jest teraz Chrystus? On zasiada po prawicy Boga jako uwielbiony Człowiek i jest stamtąd źródłem wszelkiego błogosławieństwa dla nas na ziemi. Właśnie to nam pokazują Dzieje Apostolskie.

„A gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu...” (w. 10). Możemy sobie wyobrazić, jak uważnie patrzyli ku niebu, jak niezwykły musiał być dla nich widok ich Pana wznoszącego się w niebo! Ale było to również poważne! Oni otrzymali Mistrza z powrotem ze śmierci, mogli jeszcze przez czterdzieści dni z Nim przebywać, ale teraz odchodzi znowu od nich i znika w niebie. Czy teraz byli smutni? O nie, „oni powrócili do Jerozolimy z wielką radością; i byli zawsze w świątyni, chwaląc Boga (Łuk. 24,52-53).

Prawdziwy Człowiek wzniósł się w niebo. Pytasz, czy ja w to naprawdę wierzę? Ma się rozumieć, że w to wierzę. Gdybym w to nie wierzył, wówczas mógłbym cała Biblię odłożyć na bok. Wtedy chciałbym wiedzieć, w co ty jeszcze wierzysz. Jeśli bowiem Chrystus nie poszedł do nieba, to i ty tam nigdy nie przyjdziesz; tego możesz być pewien. Niebo nie było jeszcze nigdy miejscem dla ludzi i nigdy jeszcze człowiek nie był w niebie. Dopiero odkąd Chrystus tam jest, Człowiek tam jest.

Człowiek doszedł do tego, że wylądował na księżycu i jest to osiągnięcie ludzkie bez równego sobie. Aby móc wysiąść na księżycu, potrzebował specjalnego ubioru z ciśnieniem, powietrzem do oddychania, osłoną od promieniowania itd. Był to nadzwyczajny problem, jaki człowiek miał do pokonania. Ale skoro ten naturalny człowiek potrzebował takiego ochronnego ubioru, aby na księżycu uczynić kilkadziesiąt kroków, to pozwól, że zapytam ciebie, który jeszcze nie jesteś zbawiony, jak mógłbyś stanąć w niebie, w tej świętej obecności Boga, nie będąc przyobleczony Chrystusem?! To, że Chrystus jest w niebie, jest dowodem tego, że i dzieci Boże tam przyjdą. My nie potrzebujemy żadnych skafandrów kosmicznych, lecz musimy być przyobleczeni Chrystusem, to zaś stało się przy naszym nawróceniu.

A gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu...” (w. 10). Wskazałem już na to, że Duch Święty używa całego szeregu kosztownych wyrażeń, aby określić wniebowstąpienie Pana Jezusa. Tu czytamy „gdy On się oddalał”.

Lecz potem obłok zabrał Go sprzed ich oczu: Obłok przeszkodził uczniom w widzeniu uwielbionego Chrystusa. Szczepan widział później „chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy Bożej” (r. 9). Tu jednak nie znajdujemy podobnego opisu.


Patrzeć w górę
A gdy tak uważnie patrzyli, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich” (w. 10)

To spojrzenie za Chrystusem unoszonym do nieba winno zawsze być naszym spojrzeniem. My, chrześcijanie, patrzymy niestety o wiele za dużo na ziemię. Nasze domy, nasze prace zawodowe, nasze ziemskie interesy są rzeczami, które są częściowo konieczne. Ale niekiedy chcielibyśmy do czegoś dojść, chcemy przeć do przodu i zająć możliwie najwyższe stanowisko, zarobić dużo pieniędzy. Niebezpieczeństwo dla nas chrześcijan jest takie, że przy tym wszystkim patrzymy jedynie na tę ziemię. Bóg chciał, abyśmy kierowali spojrzenie do góry, tak jak uczniowie uważnie patrzyli ku niebu. To jest ten kierunek naszego spojrzenia jako chrześcijan, jaki niestety nie zawsze obieramy. Jestem przekonany, że dlatego nie mamy go często, ponieważ jest u nas wiele ziemskiego usposobienia, niestety też i wiele kłótni, sporów i niepokoju. Tego by w ogóle nie było, gdybyśmy patrzyli wzwyż, w niebo, w tej nadziei, że On wnet znowu przyjdzie, z prawdziwym oczekiwaniem. Jest to powód ku naszemu zawstydzeniu.


Służba aniołów

Uczniowie patrzyli uważnie ku niebu, a Pan Jezus nie mógł postąpić inaczej, jak tylko dać im zaraz odpowiedź - jest ona bardzo kosztowna: „Oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich i rzekli: „Mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba.” (w. 10 - 11).

Najpierw jednak wskażemy niektóre krótkie wzmianki o aniołach i ich służbie, gdyż wygląda na to, że miewamy w tej kwestii nie całkiem zdrowe poglądy.

W Starym Testamencie Bóg posyłał od czasu do czasu aniołów do ludzi, na przykład dwóch aniołów wyprowadziło Lota z Sodomy. W historii Izraela aniołowie odgrywali znaczącą rolę - byli oni sługami, oznajmiającymi Boże zamiary (por. 1 Królewska 19, 5). Także Zakon nadany był przez aniołów (Dz. Ap. 7,53; Gal. 3,19). W Nowym Testamencie widzimy ich w łączności z narodzeniem, życiem, cierpieniami i zmartwychwstaniem Pana.

Kiedy Chrystus był na tej ziemi, Bóg nigdy nie używał aniołów do oznajmiania czegoś. Aniołowie byli tymi przemawiającymi od Boga przy narodzeniu się Pana Jezusa i przy Jego powstaniu z martwych. „Dlaczego szukacie żyjącego między umarłymi? Nie ma go tu, lecz powstał”, mówi anioł tam przy grobie Pana (Łuk. 24,5-66). Ale kiedy Chrystus wykonuje na ziemi służbę, aniołowie muszą w tym czasie z konieczności ustępować. Służba aniołów ma do czynienia z tym, co Bóg przewidział, a nie z oznajmianiem prawd. Sam Chrystus jest tą Prawdą. Bóg przemawiał przez Syna, a nie przez aniołów. Ale przy zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Pana wstępują na widownię aniołowie z tą dobrą nowiną, jaką słyszeli od Boga, ale której nie osiągnęli przez własne dociekanie. Bóg im powiedział, co mieli ogłaszać.

W Psalmie 103 czytamy o aniołach, że oni są „wykonawcami jego słowa, posłusznymi będąc głosowi jego słowa” oraz „sługami czyniącymi jego upodobanie” (w. 20 i 21). Wiersze te wskazują czym są aniołowie i co czynią. Są oni posłusznymi istotami, w przeciwieństwie niestety do nas - ludzi. Aniołowie są także istotami stworzonymi; nie mogą oni jednak dostąpić odkupienia, gdyby upadli. Dla nich Chrystus nie umarł.

O aniołach dowiadujemy się z Listu do Hebrajczyków 1,14: „Czy nie są oni wszyscy służebnymi duchami, posłanymi do pełnienia służby gwoli tych, którzy mają dostąpić zbawienia?” Aniołowie są jeszcze dzisiaj sługami wierzących, ale usługują nie w rzeczach wewnętrznych, lecz w zewnętrznych. Jeżeli jesteś niekiedy przygnębiony, wtedy Bóg nie przychodzi przez któregoś anioła, aby cię pocieszyć, ale sam Duch Święty - Bóg sam mieszka w tobie. On jest naszym Pocieszycielem, podnosi nas i przywodzi nas do społeczności z Panem. On, nie anioł, przedstawia nam Chrystusa przed serce.

W czasach nowotestamentowych, kiedy Duch mieszka na ziemi a Słowo Boże jest dokończone, nie mamy z zasady oczekiwać już więcej takiego posłannictwa aniołów, jak to miało miejsce przy wniebowstąpieniu Pana Jezusa. Jak już powiedziano, oni są również i dzisiaj sługami wykonującymi Boże zamiary. Aby scharakteryzować służbę aniołów w początkach chrześcijańskiego świadectwa, przytoczymy niektóre przykłady z Dziejów Apostolskich :



  • Jan i Piotr znajdują się we więzieniu, i przychodzi anioł, otwiera im drzwi i mówi, że mają iść i głosić ewangelię ( 5, 19) - było to poselstwo od Boga i nic więcej.

  • Kiedy Piotr został pojmany, przychodzi w nocy anioł, trąca go w bok, budzi go i wyprowadza z więzienia (12,7). Drzwi się otwierają, Piotr przychodzi do tego domu, gdzie było wielu zgromadzonych, którzy się modlili.

  • W 11 rozdziale mamy bardzo ważny punkt: Anioł mówi do setnika Korneliusza, że ma się udać do Joppy i sprowadzić Piotra, który będzie mówił słowa do niego. Sam anioł nie mówi tych słów, ale daje jedynie zadanie sprowadzenia Piotra. Od niego usłyszy słowa, przez które będzie zbawiony.

  • Podczas rejsu do Rzymu Paweł mówi, że anioł był u niego w nocy, i mówił do niego. Bóg wyprowadzi ich na brzeg i daruje mu wszystkie dusze, które były na statku to znaczy, że oni nie zginą (r. 27).

To nam jasno pokazuje, że w nowotestamentowym czasie, gdzie Duch Boży jest na ziemi i mieszka w nas, Bóg nie używa aniołów do oznajmiania nam jakichkolwiek prawd. On ich używa w realizacji swoich zamiarów stosownie do zewnętrznych okoliczności. Ja sam nieraz myślałem: to właśnie anioł trzymał swoją rękę między moim samochodem a tego drugiego. Myśmy to już zapewne wszyscy przeżywali.

Ponadto dzieci nie mają żadnego „anioła stróża”. Jest to ludzki wynalazek. „Aniołowie ich” w Mateuszu 18,10 nie ma na myśli „Anioła stróża”, lecz dusze ich, jeśli pomarły we wieku dziecięcym, nim miały odpowiedzialność. „Anioł” znaczy bardzo często zastępstwo. Ta zastępcza, niewidzialna część dziecka, mianowicie dusza jego, będzie cały czas oglądać Oblicze Ojca, jeśli umrze we wieku niemowlęcym. Także i dla nich umarł Pan Jezus, gdyż i one są z natury zgubionymi.

Niech na zakończenie tego punktu będzie jeszcze nadmienione, że w Księdze Objawienia, po zachwyceniu Zgromadzenia, służba aniołów znów bardziej objawia się na świecie. Aniołowie będą wykonawcami Bożych sądów.
Niebiańska pociecha
Teraz dwaj mężowie w białych szatach przynoszą cudowne poselstwo. Jest to nadzwyczaj błogosławiona prawda, że w tym momencie, gdy Chrystus odchodzi i znika ze spojrzeń oczom cielesnym wierzących, Pan oznajmia natychmiast przez aniołów poselstwo, że On znowu przyjdzie. Chciałbym to porównać z 14 rozdziałem Jana, kiedy Pan powiedział uczniom po wieczerzy, że odejdzie do swego Ojca. Ale zaraz coś dodaje: „Niechaj się nie trwoży serce wasze...A kiedy pójdę, i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu, i zabiorę was do siebie” ( Jana 14,1-3). Jest to samo postępowanie co tu w Dziejach. Pan mówi o Swoim odejściu, ale też zaraz pociesza ich tą szczęśliwą myślą, że On przyjdzie znowu.

Jednak nie dość na tym. Mówi im bowiem: „Chciałbym was mieć u siebie, dlatego przyjdę i wezmę was do siebie. Ja was miłuję, i nie chciałbym wieczności spędzać sam w niebie. Pragnę was mieć u siebie.” Czy może być większa pociecha w czasie Jego nieobecności, kiedy nie widzimy Go naszymi cielesnymi oczyma, od tego faktu, że On przyjdzie znowu?




Powtórne przyjście Chrystusa

Wydaje mi się, że aniołowie nie mówią tu o tej samej stronie powtórnego przyjścia, o którym Pan Jezus mówi w Jana 14. Powtórne przyjście Pana przebiega w dwóch różnych fazach w Piśmie lub przedstawia podwójny charakter. On przyjdzie, aby najpierw zabrać Swoją Oblubienicę, tę rzeszę wierzących chrześcijan od Zielonych Świąt i wszystkich, którzy są Jego własnością, zachwyci do nieba. Mówią o tym 1 Tes. 4, Ew. Jana 14 i inne miejsca Pisma. W kilka lat później On przyjdzie z wierzącymi z niebios na ziemię, aby tu założyć Królestwo (Obj. 19). Tego wydarzenia Biblia nie nazywa „pochwyceniem”, co jest wyrazem łaski Bożej, lecz określa je jako „Okazanie się” czy „Objawienie się”, „Dniem Pańskim” lub „Przyjściem Bożej mocy”.

Możemy z tego wywnioskować, że aniołowie, którzy oznajmiają to niebiańskie poselstwo, w ogóle nic nie wiedzieli o pochwyceniu ani o nim nie mówili, chociaż C.H. Mackintosh tak to wykłada. Nie mogę jednak co do tego punktu być zgodnym z tym tak bardzo cenionym wykładowcą i sługą Pańskim. Tutaj Duch Święty ma zapewne jedynie ogólny aspekt Jego przyjścia przed sobą.

Ten Jezus” przyjdzie znowu, nasz Pan, którego my znamy. On sam przyjdzie znowu. Cudowna łaska! Każde dziecko Boże cieszy się tym. „Miej w pamięci Jezusa Chrystusa, wzbudzonego z umarłych”. Miejmy także w pamięci to, że On przyjdzie znowu, czego możemy każdej chwili oczekiwać.

Chodzi tutaj o zewnętrzny aspekt Jego przyjścia w mocy i chwale, co wynika między innymi z tego, że po pierwsze aniołowie nie znają tajemnic Bożych, po drugie aniołowie mówią, że będą Go oglądać ponownie przychodzącego, jak widzieli Go odchodzącego w górę. Uczniowie widzieli Go cieleśnie wznoszącego się do góry ku niebu, i właśnie tak zobaczy Go lud izraelski, kiedy On znowu przyjdzie. „Oto przychodzi z obłokami, i ujrzy Go każde oko, i ci, którzy Go przebodli” (Obj. 1,7). W spojrzeniu proroczym uczniowie obrazują tutaj resztkę Żydów późniejszych dni.

Fakt, że On wzniósł się z góry Oliwnej i że przyjdzie na tę górę ponownie, a góra ta rozpadnie się na dwie części (Zach. 14, 4) jest bardzo znamienny. Właściwie wyjaśnia to zupełnie sprawę, że aniołowie nie mówią tutaj o Jego przyjściu po zachwycenie Oblubienicy, lecz, jeśli to tak mogę wyrazić, o Jego oficjalnym przyjściu.

Istotnym punktem jest fakt, że On przyjdzie znowu. Zarówno w wyrażeniu „ten Jezus”, jak i w fakcie, że On przyjdzie ponownie, leży coś cudownego. Nie każdy może być zdatny do odróżniania prawdy dotyczącej Jego przyjścia, mającej wiele stron. Ale ten najmłodszy i najsłabszy może pojąć, że Jezus, który dla niego umarł, znowu przyjdzie. Po tym, kiedy Pan Jezus raz umarł, nie ma dla Boga nic zbyt wielkiego, czego by nie podarował tym, którzy wierzą w Jego Syna. Pan Jezus będzie kiedyś „oglądał owoc pracy duszy swojej” (Izajasza 53, 11), i „będzie milczał” (inne tłumaczenie). Natomiast J.N. Darby tłumaczył to miejsce „będzie spoczywał”, co jest zupełnie zgodne z hebrajskim. Bóg będzie w Swej miłości milczał, oglądając Swoje postanowienie dokonane w Osobie Syna. Pan Jezus będzie spoczywał i milczał w Swojej miłości, kiedy będzie oglądał Kościół wykupiony krwią, uwielbiony wokół Siebie, a myśli Boże dokonane. Od kiedy Chrystus za nas umarł, Bóg daje nam wszystko, co nam w ogóle dać może. Pan zaprowadzi nas do domu Swego Ojca, gdzie jest wieczna, błoga szczęśliwość.

A więc czy chodzi o objawienie aniołów, czy o wyjaśnienie postawy samego Zbawiciela w miłości, to pierwsze, co jest w sercu Pana dla nas, jest ponowne przyjście. Jakkolwiek niezmierzonym jest dar Ducha świętego na czas Jego nieobecności a także na wieczność, to nadzieją Zgromadzenia jest oglądanie Zbawiciela takim, jakim On jest.

„Maranatha” - było to słowo pierwszych chrześcijan, kiedy się spotykali (por. 1 Kor. 15,22). „Pan przyjdzie”. Czy taka jest też nasza mowa, kiedy spotykamy kogoś z wierzących? Jest to nadzwyczaj pocieszająca świadomość:
Ten Jezus przyjdzie znowu
Gdyby On dzisiaj przyszedł, czy ty też pójdziesz z ową rzeszą wykupionych?

„Jakie szczęście być wykupionym, Panie, przez Twą krew!”

Czy taka jest mowa i twojego serca? Jeśli nie, wtedy pospiesz się i schroń się u Pana Jezusa, który chce być i twoim Wykupicielem! On cię nie odepchnie; gdyż takie są Jego Słowa: „Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego kto do mnie przyjdzie, nie odrzucę precz” (Jana 6,37).

  1   2


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość