Strona główna

Gdzie są chłopcy z tamtych lat?


Pobieranie 27.93 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar27.93 Kb.
C

hłopców drogi na Zachód
Część V
Gdzie są chłopcy z tamtych lat?

Na żołnierski poszli szlaki

(słowa W. Sieradzka)
Plutonowy bombardier Bernard Wichrowski „Dar Pomorza"
Usiłowania moje opisujące drogę, tragizm i lęk przed pożogą wojenną, jaka dotknęła w „czarny wrzesień" 1939 r. bohaterów moich reportaży, są z mej strony na pewno zabiegiem daremnym. Co prawda, próbuję jak mogę do­wartościować i zobiektywizować niniejsze odcinki materia­łami pamiętnikarskimi czy relacjami świadków, a zwłaszcza brytyjskimi dokumentami i listami, ale to wszystko jest za­ledwie drobnym elementem prawdy, której poszukuję i któ­rą w tym wymiarze epistemologicznym hipotetycznie przyjmują. Ze zbioru dokumentów, jakie ze­brałem, można by wysnuć nawet ja­kąś monografię, ale czy taka monogra­fia nie byłaby czymś zwodnym w obli­czu żywej i bezpośredniej ekspresji i dramaturgu tamtych lat? Co prawda technika współczesna potrafi wspania­le wyreżyserować niemal wszystkie sceny i ująć je w piękne, pełne napięcia filmowe sekwencje, to jednak i ta tech­nika, choć bardziej ożywia wyobraźnię niż pisane słowa, także nie odtwarza w pełni fenomenu ludzkiego życia czy dynamizmu i złożoności różnorodnych zdarzeń. W nich zawarta jest specyficz­na ekspresja, naznaczona tajemną psy­che, dzięki której to „coś - ktoś" niepo­wtarzalnie „dźwięczy" ( personare -persona), koloryzuje i wyraża się, łącz­nie z tym wszystkim, co stanowi otocz­kę okoliczności, umiejscowioną w cza­sie i przestrzeni. W takim przekonaniu niedoskonałości można by jednak dojść do przesadnego wniosku, że w ogóle nie warto o czymkolwiek pisać, gdyż będzie to często czymś takim, jak gra pozorów i słów lub „łowieniem cieni". A tak chyba nie jest, bowiem świado­mość trudów i niedoskonałości sposo­bów pisania, pozostawia właśnie w pi­szącym odrobinę nadziei, że mimo wszystko „coś" mu się uda utrwalić i choćby w przybliżeniu i wielkim skró­cie odtworzyć. Wyrazem tego jest raz napastliwa krytyka pana Rene, z którą nie czas teraz polemizować, bowiem przede mną 3-4 odcinki, raz ciepłe sło­wa, które z wdzięcznością przyjmuję. Na cyniczny atak pana Derusa i ironi­zowanie z mojego imienia znajdzie się odpowiedź i polemika w resume niniej­szego cyklu artykułów. Słowem na wszystko przyjdzie czas i ocena.

W tej chwili natomiast pragnę przy­wołać ważniejsze informacje, jakie skre­śliła do mnie pani Aleksandra - siostra Bernarda Wichrowskiego.
Szanowny Panie EuGeniuszu!

Z wielkim zainteresowaniem czy­tam Pana listy i artykuły, dzięki którym po raz wtóry przeżywam tragedię, któ­ra wydarzyła się nocą 16/17 sierpnia 1944 roku w Olszynach. O tym, co Pan pisze, czyli o katastrofie samolotu w Ol­szynach i śmierci mojego brata, dowie­dzieliśmy się dopiero jadąc z Krakowa do Tarnowa na odsłonięcie pomnika w 1969 r. Ogromnie przeżywaliśmy to wydarzenie. Po prostu był to nasz po­grzeb. Szkoda, że tylko naszą rodzinę udało się odnaleźć i to tylko przez przy­padek. Po tej uroczystości zabrano nas do Gorlic, skąd pojechaliśmy do Kra­kowa. Była już noc, a mimo to poszli­śmy na cmentarz Rakowicki i ze świeczkami, jak z pochodniami, szuka­liśmy nagrobków poległych lotników. Strasznie wzruszające to były chwile. Tego naprawdę nie da się opisać. Nasz ojciec w tym dniu obchodził 70 urodzi­ny (17 IX 1969 r.). Oboje już, niestety, nie żyją. Przypominam sobie, że rodzi­ce prowadzili z Pana ciotką Felicj.

Mój starszy brat, Bernard (lotnik), będąc bardzo młodym chłopcem 16-letnim, był uczniem Szkoły Morskiej w Gdyni. W 1939 r. po raz ostatni poże­gnaliśmy go w sierpniu na statku „Dar Pomorza", który wypływał w rejs i już brat do domu nigdy nie wrócił. We wrześniu 1939 roku całą moją rodzinę Niemcy przesiedlili do miejscowości Niemojki w Siedleckie, skąd ojciec mój w nieskończoność poszukiwał syna a mojego brata przez Czerwony Krzyż, aż w końcu otrzymał krótką wiado­mość: Kochani Rodzice! Dziękuję Wam za wiadomości. Dobrze mi się powo­dzi. Jestem zdrów - zawdzięczając to jedynie Bogu. Bernard, Wasz syn.

Po wojnie otrzymaliśmy z Anglii spadek po śmierci brata. Na podstawie orzeczenia Sądu Sił Zbrojnych na Za­chodzie postanowiono nam zwrócić: różaniec, portfel, Krzyż Walecznych i pamiętnik, w którym brat bardzo do­kładnie opisał zdarzenia, w których brał udział. Wiem, że przez pewien czas pły­wał jako marynarz na łodziach podwod­nych, a potem wstąpił ochotniczo do lotnictwa. Brał udział w bitwie o An­glię. Był kilkakrotnie odznaczony Krzy­żem Walecznych (...). Przesyłam Panu jego zdjęcie, które otrzymaliśmy z Ka­nady od jego narzeczonej.

Kończąc ten list, serdecznie Panu dziękuję za trud rekonstruowania historii życia mojego brata. Bardzo się wzru­szyliśmy Pana pięknymi opisami. Bóg zapłać. Jesteśmy pełni uznania i wdzięczności za to, że zechciał Pan za­interesować się losem mojego brata - Bernarda Wichrowskiego, lotnika samo­lotu, który spadł w Olszynach."
Z poważaniem Aleksandra Wesołowska z domu Wichrowska

Do niniejszego listu, za któ­ry dziękuję, dodam, że rzeczy­wiście w dniu 18 sierpnia 1939 r. wyszedł z Gdyni w rejs ćwi­czebny po Bałtyku statek szkol­ny „Dar Pomorza" z uczniami Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni pod komendą kpt. żeglugi wielkiej Stanisława Kosko. Po dwóch tygodniach pływania kapitan nieoczekiwanie jednak dostał drogą radiową rozkaz „zawinąć do najbliższego portu szwedzkiego i czekać na dalsze informacje. Wojna z Niem­cami" (zob. K.O. Borchardt: Znaczy kapitan. Gdańsk 1960, s. 400-407, oraz W. Wnuk: Wspomnienia z rejsu. „Dziennik Bałtycki" 1947, nr 336). Tym najbliższym okazał się Oxelósund a następnie Sztokholm, w którym zaraz zjawili się lotnicy„Lotu" i zaoferowali pomoc w ewakuowaniu uczniów do Polski. Niestety, niedługo później ,,Lot" zawiadomił, że z powodu narastającej wojny, nikogo już nie będzie mógł za­brać do kraju. Ta informacja, jak podają ww. autorzy, wy­wołała wśród uczniów-załogi przygnębienie i depresję (chłopcy 16-17 1.). Każdy z nich pragnął wracać do domu. Tymczasem w 2 połowie września „Dar Pomorza" otrzy­mał kolejny rozkaz, opuszczenia go przez załogę i pozosta­wienia w neutralnej Szwecji oraz udania się drogą lądową do Goteborga. Tam uczniowie Szkoły Morskiej zostali zaokrętowani na statki „Wilno", „Naręcz", „Kromań", „Chorzów", „Rubor IV" i poprzez Bergen pod eskortą wojennych okrętów przewiezieni do Methil, położonego w zatoce Firth of Forth w Anglii. Stamtąd być może, Bernard i inni uczniowie, prze­wiezieni zostali do stacji zbrojnej (wojskowej) Newcastle, w której zaczęła się dla wielu służba żołnierska. W takiej sytuacji niejednemu zrobiło się „czarno" na duszy. Byli prze­cież jeszcze bardzo młodzi, a już zagubieni, osieroceni, po­zbawieni domu i Ojczyzny. Jednym z etapów tej okrutnej odysei dla Bernarda Wichrowskiego i pewnie pozostałych uczniów Szkoły Morskiej była służba w marynarce wojen­nej (Royal Navy). Jemu przypadła służba, jak dowiadujemy się z listu jego siostry, na łodziach podwodnych, służba trud­na, ciężka, bardzo niebezpieczna i pewnie mało ciekawa z racji ciągłego przebywania pod wodą. Toteż może z tych względów, a może innych przenosi się on do lotnictwa, uważanego wówczas przez wielu za wojsko elitarne. Aby się tam dostać, odbywa specjalistyczne szkolenie, po któ­rym w roku 1941/42 odnajdujemy go w 307 dywizjonie (Polish Night Fighter Squadron), dowodzonym w tym czasie przez mjr. pil. St. Brejnaka, wcześniej dowodzącego dyw. bombowym 301. Ta informacja wydaje się nie bez znaczenia, bowiem po półtora roku w tym dywizjonie służbę pełnić będzie Bernard Wichrowski. Zanim jednak tam się znajdzie, będzie on jako strzelec latać w dywizjonie 307 i zestrzeliwać niemieckie samoloty w rejonie kanału La Man­che, za co zostanie odznaczony Krzyżem Walecznych. Tych nowych umiejętności wojskowych Bernard uczyć się bę­dzie na kolejnych pięciu kursach. F/S Wichrowski Bernard P - 794153; 1586 Eskadra do Zadań Specjalych - zginął w nocy w Olszynach 16/17.08.1944 w locie operacyjnym „Liberatora" EW-275 „R". (dok. arch. karta ewidencyjna B. Wichrowski - Insty­tut w Londynie).

Do niniejszego zapisu dodam jeszcze dodatkowe infor­macje o okolicznościach znalezienia Bernarda Wichrowskiego (zob. I odcinek z tego cyklu), a pochodzące od naocznego świadka zdarzenia - „Czajki" Maksymiliana Pyzika (komen­danta terenowego oddziału AK w Olszynach), który bezpo­średnio po wypadku (katastrofie) raportuje swojemu prze­łożonemu „Leliwie", komendantowi oddziału partyzantów „Barbara", stacjonującego wówczas na stokach Brzanka-Gilowa Góra. „Gdy nastąpił dzień, około 250 m od miejsca wypadku samolotu, w burakach Edwarda Mężyka, znale­ziono zwłoki w kombinezonie lotniczym z nierozwiniętym spadochronem. Nie było na nim widać żadnych śladów obrażeń. Przy zabitym, przy którym był też ze mną Ślisz, E. i Z. Mężykowie, znaleziono legitymację służbową Polskich Sił Lotniczych w Anglii. Miała ona numer F.P. 11263 i była wystawiona na nazwisko Bernarda Wichrowskiego" (zob. Ostatni lot Liberatora TEW.W.Kowal „Rola".).

Kolejnym młodym człowiekiem, którego los rzucił w wir wojny i daleki świat, był Jan Florkowski, uczeń Kro­śnieńskiej Szkoły Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich. W 1939 r. Jan Florkowski był ewakuowany z Łucka do Rumunii, jako uczeń Podoficerskiej Szkoły Lotnictwa dla Małoletnich w Krośnie. Wcześniej uczęszczał on do takiej szkoły w Bydgoszczy, którą w 1938 r. przeniesiono do Kro­sna. W 1939 r. szkołę tę Niemcy dwukrotnie zbombardo­wali. Zginęło wówczas kilku uczniów. Toteż po tym tra­gicznym wydarzeniu szkołę ewakuowano do Łucka (Wo­łyń), skąd tydzień później postanowiono grupami przedzie­rać się do Rumunii. W drodze część uczniów i profesorów dostała się w ręce bolszewików, trafiając wprost do łagrów, a dowództwo do Starobielska i Kozielska, potem do Katy­nia. Jemu wraz z innymi po licznych perturbacjach i nie­szczęściach udało się w końcu dotrzeć do Rumunii, a na­stępnie do Francji i Anglii. W Wielkiej Brytanii po dodatko­wym przeszkoleniu został już w 1941 r. mechanikiem silni­kowym, będąc zarazem przypisany do Jednostki Zaopatrze­nia (MU) Polish Depot-Dyon, a od 2 stycznia 1943 r. został skierowany do Szkoły Strzelców Samolotowych AGS w Evanton. Stamtąd trafia na kolejne szkolenie do 18 Jednost­ki Wyszkolenia Bojowego w Blackpool i Bramcote, po któ­rym 21 września 1943 r. zostaje wcielony do 300 dywizjo­nu bombowego, z którym zaczął odbywać loty bojowe nad Hamburg i Francję, jako strzelec pokładowy i mechanik. Dywizjon ten, określający się dywizjonem Ziemi Pomor­skiej, a dowodzony wówczas przez ppłk. pil. Wacława Makowskiego, latał wówczas na Fairey „Battle" (400 km/godz.) i na Vickers Armstrong „Wellington" (podobna szyb­kość) z macierzystego lotniska w Bramcote i innych lot­nisk, położonych na południowym wybrzeżu Anglii. Z cza­sem, bo 17 marca 1944 r., F/Sgt mechanik i strzelec Jan Florkowski zostaje odkomenderowany do Jednostki Prze­szkolenia na Samolotach Wielosilnikowych. Zginął 17 sierpnia 1944 roku w Olszynach, wykonując lot bojowy do Polski. Za swoje czyny waleczne i zasługi wojenne był odznaczony 3-krotnie Krzyżem Walecznych (Distinguished Flying Cross) i Medalem Lotniczym (Distinguished Service Order) (zob. rozkaz Min. Lot. Bryt. nr P-421915/44). Zginął w samolo­cie „Liberator" EW-275 „R", który wystartował 16 sierpnia 1944 roku z lotniska Brindisi we Włoszech. Samolot, w któ­rym plut. mech./strz. wykonywał swoje zadanie bojowe, został zestrzelony przez myśliwiec niemiecki 17 sierpnia 1944 roku w Olszynach. Plutonowego J. Florkowskiego odnale­ziono w rozbitym samolocie, zagłębionym znacznie w zie­mię, w części kabinowej. Z tego może wynikać, że był strzel­cem przednim. Cytowany wcześniej autor relacjonuje ten fakt następująco: „Na drugi dzień przystąpiono do przegląd­nięcia samego wraka samolotu. Oprócz żołnierzy „Czajki" przyszło kilku odważniejszych mężczyzn, aby kopiąc zie­mię dostać się do kabiny samolotu. Tam odnaleziono zwłoki pilotów. Na piersiach jednego z nich pod kombinezonem w kieszeni znaleziono książeczkę wojskową z fotografią na nazwisko Jan Florkowski. Po rozpięciu munduru przez Sta­nisława Rępałę - mieszkańca Olszyn - zauważyliśmy jesz­cze duży medalion wielkości 2-złotówki (dawnej) w kszta­łcie serca, przypięty na piersiach do koszuli wielką agrafką. Wewnątrz medalionu była maleńka fotografia starszej ko­biety. Książeczkę wojskową i fotografię oddaliśmy Maksy­milianowi Pyzikowi, a on „Czajce". Dziś plut. Jan Florkow­ski pochowany jest na cmentarzu wojskowym w Krako­wie. Grób nr 9-10, działka 1, rząd A (zob. materiały Polish Institute and Sikorski, arch. No LOT.A/V oraz inne).

Najmłodszym wśród wyżej wymienionych lotników był sierż. radiooperator Józef Dudziak P-703905, urodzony 20 marca 1924 r. Był on absolwentem Szkoły Technicznej Lotnictwa dla Małoletnich w Halton. Szkoła ta, figurująca pod nazwą PTTS w Halton prowadziła kursy dla radiooperato­rów i radiotelegrafistów oraz strzelców zarazem i wypusz­czała absolwentów ze stopniem strz. rtg. Osiemnastoletni Jan Dudziak kształcił się w niej, a następnie w Cranwell i w Ewanton. Został wcielony do 300 Sqn. Z tym dywizjonem odbywał loty bojowe nad Niemcy i Francję. Przydział jego do Eskadry 1586 Dyon 301 dokonał się w Blackpool. Zginął 17 sierpnia w locie bojowym „Liberatora" EW-275 „R" do Polski w Olszynach. Jest pochowany, jak i pozostali, na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, Cmentarz Wojskowy Lotników Brytyjskich, kwatera grobów załogi kpt. pil. Z. Pluty. Grób nr 9-10, dzia­łka 1, rząd A. (zob. materiały arch, oraz zdjęcia otrzymane od kuzyna kpt. pil. Z. Pluty, pana Pawła Dudka, któremu w tym miejscu bardzo serdecznie dziękuję).

Friedrich Nietzsche kiedyś powiedział:

Wielu z nas umiera za późno, niektórzy umierają zbyt wcześnie, nikt zaś w porę". (Myśli o śmierci).



Ci utracili życie o wiele za wcześnie. Przecież mieli za­ledwie 20, 21, 24 lata. Pozostała po nich tylko fotografia oraz łzy matek, ojców, rodzeństwa i list kochającej matki, której wiara i serce przepełnione miłością i tęsknotą podpo­wiadało niestrudzenie, że syn z wojny wróci.

List datowany jest prawie rok wcześniej, przed kata­strofą samolotu w Olszynach. Wysłany z Polskiego Osiedla w Masindi z Ugandy w dniu 23 X 1943 r. Znalazła się tam najprawdopodobniej jako uchodźca, deportowana z ZSRR wraz z wojskiem gen. Wł. Andersa, gdyż przed 1939 ro­kiem zamieszkiwała w Drohobyczu. EuGeniusz


Dar Pomorza Kpt. obser. pilot Zygmunt Pluta Z. Pluta siedzi w drugim rzędzie, trzeci od lewej, obok T. Jencka


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość