Strona główna

Historia ewolucji kopalni „polska – wirek” Kopalnia „Prezydent”


Pobieranie 245.01 Kb.
Strona1/4
Data20.06.2016
Rozmiar245.01 Kb.
  1   2   3   4
GRZEGORZ KOŁODZIEJ


HISTORIA EWOLUCJI KOPALNI „POLSKA – WIREK”

(Kopalnia „Prezydent”, „Polska” i „Polska – Wirek”)


Świętochłowice, styczeń 2004 r.

Spis treści
1. Wstęp.

2. Kopalnia „Prezydent” (d. „Król”).

3. Kopalnia „Polska”.

4. Kopalnia „Nowy Wirek”.

5. Kopalnia „Polska – Wirek”.

5.1.Proces powstania kopalni „Polska – Wirek” i jej przeobrażenia strukturalne.

5.2.Działania restrukturyzacyjne KWK „Polska-Wirek” w zakresie

zagospodarowania zbędnego majątku nieprodukcyjnego.

5.3.Sytuacja techniczno - ekonomiczna KWK „Polska - Wirek”

na tle okresów poprzednich.

5.4.Perspektywy KWK „Polska-Wirek”.

Bibliografia.

Załączniki.

Motto


Jest zadaniem Śląska w dziejach świata, służyć bądź to za pokojowego pośrednika, bądź to za bojowisko, bądź to za nagrodę w walce wielkich przeciwieństw, które się w nim stykają.”

Tak oto historiozoficznie postrzegał losy i rolę Śląska ks. Emil Szramek w 1934 r.

Śląsk, pisał Szramek [ cytując Ezechiela Ziviera (1868 – 1925)- historyka i archiwistę książąt pszczyńskich ] – stanowi pod względem geograficznym rodzaj narożnika i od wieków dzieli los wszystkich narożników, że się mianowicie o nie zawadza i w nie uderza. Każde uderzenie zaś i ciśnienie powoduje ruch badźto zewnętrzny, czyli zmianę położenia, bądźto wewnętrzny, wytwarzający ciepło, które albo wiąże, albo rozsadza.”


* Marek Szczepański, „Opel z górniczym pióropuszem”, wyd. Śląsk, K-ce, 1998.




  1. Wstęp.

Omawiając zagadnienia dotyczące bogactw naturalnych oraz ich pozyskiwania, a więc to, co wiąże się z naukami o Ziemi i jest istotą górnictwa, koniecznie trzeba uwzględnić fakt, że znajdujemy się w dobie tworzenia podstaw społeczeństwa informatycznego, choć niektórzy twierdzą, że ten etap rozwoju ludzkość ma za sobą i tworzy tzw. społeczeństwo wiedzy. Przebiegająca na naszych oczach kolejna rewolucja informatyczno – przemysłowa niewątpliwie wpływa na funkcjonowanie społeczeństwa i losy jednostek, jednakże zmian, jakie nastąpią, nie sposób w pełni przewidzieć. Niezależnie jednak od przebiegu tych zmian i ich wpływu na społeczeństwo, można już dzisiaj przewidzieć, że w dobie globalizacji społeczeństwa, szanse będą miały tylko takie przedsięwzięcia, które będą dysponować profesjonalnym sposobem zarządzania wiedzą i wysoką innowacyjnością. Wynika to oczywiście z faktu, że znakomita część – będącej do naszej dyspozycji – wiedzy, właściwie niezależnie od miejsca, w którym przebywamy, znajduje się jedynie w odległości „kliknięcia myszką”. Można także przewidzieć, że rozwój społeczeństwa, tak jak to miało miejsce w całej historii naszej cywilizacji, w dalszym ciągu będzie uzależniony również od możliwości zaspokajania zapotrzebowania na rozmaite bogactwa mineralne. Wynikać to będzie chociażby z powodu zwiększającej się populacji ludzkiej i wzrastających aspiracji ludzi mieszkających na różnych szerokościach geograficznych, dysponujących coraz lepszym dostępem do informacji. Oczywistym jest również to, że rozwój nowych technologii i większe poszanowanie energii spowodują dalsze zmiany w „rankingu” najważniejszych dotychczas surowców mineralnych. Większego niż dotąd znaczenia nabiorą tzw. surowce drugiej generacji, na których jest oparta produkcja przemysłu elektronicznego. Zwiększy się również wtórne pozyskiwanie surowców ( recycling ), [z wyjątkiem nośników energii, które są surowcami nieodnawialnymi], a także eksploatacja złóż antropogennych, czyli odpadów mineralnych powstałych w wyniku działalności górniczo – hutniczej człowieka w ubiegłych latach i stuleciach.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że reputacja górnictwa, zarówno w świecie jak i w Polsce, jest aktualnie bardzo zła. Nie jest to jednak pierwszy w historii przypadek negatywnego postrzegania górnictwa przez społeczeństwo. Zdarzało się to już także m. in. w czasach Georgiusa Agricoli (1494-1555), wielkiego europejskiego naukowca i humanisty doby renesansu, uważanego za twórcę podstaw nauk geologicznych, górniczych i metalurgicznych.

Przyczyn braku akceptacji społecznej dla działalności górniczej jest co najmniej kilka, z których jedynie część jest uzasadniona. Najważniejsze z popularnych stwierdzeń to:



  • górnictwo jest przemysłem destrukcyjnym dla natury, powodującym „wyzyskiwanie Ziemi”,

  • górnictwo powoduje uszczuplenie źródeł surowców i jako gałąź przemysłu powinno być zaniechane co najmniej na dłuższy czas,

  • nastąpił koniec tzw. epoki substancji podstawowych,

  • górnictwo jest jedyną gałęzią, która w zasadzie tylko burzy, a w zamian nic nie tworzy,

  • dostęp do surowców osiągnie granicę w postaci dostępności energii potrzebnej do ich wydobycia (energochłonność wydobywania ),

  • spalanie niektórych paliw, głównie węgla, powoduje nadmierną emisję do atmosfery szkodliwych związków, odpowiedzialnych za tzw. efekt cieplarniany i globalne zmiany klimatu,

  • rozwój społeczeństwa oparty na górnictwie paliw kopalnych jest „ślepą uliczką”, blokującą wykorzystanie odnawialnych źródeł energii,

  • oskarżenia obrońców środowiska przeciwnych jakiejkolwiek eksploatacji surowców mineralnych.

Tak ukształtowany obraz górnictwa w społeczeństwie rodzi określone konsekwencje zarówno dla tegoż społeczeństwa jak i dla samego górnictwa. Za najważniejszą konsekwencję takiego stanu rzeczy należy uznać dość powszechnie występujące przeciwstawianie górnictwa społeczeństwu, które musi do niego dopłacać. Ignoruje się tym samym znaczenie przemysłu wydobywczego, a społeczeństwo nie jest należycie informowane o korzyściach płynących z właściwego wydobywania i wykorzystania bogactw mineralnych, a przecież według szacunków, w krajach rozwiniętych przemysłowo, w celu podtrzymania rozwoju infrastruktury i zabezpieczenia potrzeb życiowych, koniecznym jest dla jednego mieszkańca od 10 do 20 ton różnego typu substancji znajdujących się w litosferze, a na uwadze należy mieć wspomniany już ciągły wzrost liczebności populacji. Konsekwencją stawianych górnictwu zarzutów o niszczenie środowiska jest przemieszczanie działalności wydobywczej do krajów Trzeciego Świata. Wynika to nie tylko z niższych kosztów siły roboczej, lecz przede wszystkim z niższych opłat za korzystanie ze środowiska w tych krajach. Problem właściwej ochrony środowiska nie jest tym samym rozwiązany, a jedynie przesunięty do innych, słabiej rozwiniętych krajów. Skutki zaś niszczenia środowiska w jakimkolwiek miejscu naszej planety będą odczuwane globalnie. Jest to być może działanie lokalne, lecz brak tu myślenia globalnego.

Obiegowe opinie o górnictwie powodują niestety również utratę prestiżu społecznego, jakim przez stulecia był darzony zawód górnika. Ważniejszą jednak konsekwencją jest odstraszanie młodych, ambitnych ludzi od studiowania na kierunkach górniczych, co może przynieść groźne skutki w perspektywie 5 do 10 lat, a co w polskim górnictwie węgla kamiennego obserwujemy już dziś.

Postrzeganie górnictwa w polskiej opinii społecznej aczkolwiek niejednolite, nie odbiega zbytnio od funkcjonującego w innych częściach Europy, zwłaszcza zachodniej. Opinia ta jest jednakże u nas wzbogacana o elementy specyficzne, co wynika głównie z faktu, że górnictwo przez lata było „przemysłem narodowym” i swoistym oczkiem w głowie poprzednio rządzących ekip. Jest zrozumiałe, że poglądy górników, ich rodzin, czy ludzi żyjących ze współpracy z górnictwem będą odmienne od poglądów pozostałej części społeczeństwa.

Należy też zauważyć fakt prezentowania, głównie przez media, zbyt jednostronnego obrazu górnictwa. Eksponowane są negatywne skutki działalności górniczej na środowisko, szczególnie na Górnym Śląsku oraz jego wpływ na stan państwowych finansów. Znacznie rzadziej pojawiają się obiektywne opinie o efektach, na pewno jeszcze niewystarczających, w zakresie zmniejszania negatywnego wpływu na środowisko, o nowych rozwiązaniach technicznych, nowych konstrukcjach maszyn, o nieczęsto spotykanej w innych gałęziach poprawie wydajności pracy, lub o analizie wpływu wahań kursu złotówki na efektywność wydobycia. Wydaje się nieraz, że tematyka górnictwa stanowi pewne „tabu”, albo została obłożona, jak w niechlubnej przeszłości, swoistą cenzurą. Poglądy na temat górnictwa od momentu transformacji ustrojowej dokonały zresztą olbrzymiej ewolucji, od nawoływań do zwiększenia wydobycia (dramatyczny apel premiera T. Mazowieckiego, który mówił, że jeżeli będzie trzeba, to osobiście przyjedzie do górników i będzie ich prosił o zwiększenie wydobycia) w początkowych latach transformacji, aż po żądania pojawiające się ostatnio całkowitej likwidacji górnictwa ( słynne już stwierdzenie, że po co nam węgiel jeżeli mamy prąd).

Te poglądy nasilają się z różną intensywnością w zależności od prowadzonej polityki gospodarczej. Sytuacja ta spowodowała zamieszanie i dezorientację, którą najdotkliwiej odczuli górnicy, szczególnie najmniej obeznani z zasadami i niuansami gospodarki rynkowej.

Rzeczywistość okazała się brutalna. W krótkim czasie, z wykonujących dobrze płatny, społecznie użyteczny i poważany oraz zapewniający własnej rodzinie utrzymanie zawód, górnicy stali się w ocenie niektórych główną przeszkodą, hamulcem w szybszym rozwoju kraju, zaś górnictwo – zdaniem niektórych polityków, lub publicystów - „ekonomistów” -głównym obciążeniem państwowej kasy. Taka ocena sytuacji nie uwzględniała niestety faktu, że przynajmniej w pierwszych latach wprowadzania gospodarki rynkowej górnictwo było zmuszone dla swojego funkcjonowania pozyskiwać niezbędne środki na „rynku”, zaś za swój produkt – węgiel – nie mogło domagać się „ceny rynkowej”. Węgiel sprzedawany był po ustalanej przez rząd „cenie urzędowej”, co uwarunkowane było m. in. zwalczaniem inflacji.

Z większością przedstawionych wcześniej przyczyn braku akceptacji społecznej dla górnictwa można by polemizować, jednak nie to jest celem tego opracowania. Można tylko stwierdzić, że górnictwo nie jest jedynie destrukcyjne dla natury. Górnictwo jest służebne wobec społeczeństwa i innych gałęzi przemysłu i nie tyle niszczy, co przekształca naturę, zapewniając pośrednio rozwój technologiczny, ekonomiczny i społeczny kraju.

W wielu krajach, w tym w Polsce, obraz górnictwa węgla kamiennego jest przygnębiający. Jesteśmy informowani o potężnym zadłużeniu górnictwa i spadku cen węgla, opóźnieniach technologicznych, dewastacji środowiska, zagrożeniu zdrowia i życia górników oraz ustawicznych żądaniach podwyżek płac. Wobec takich problemów trzeba niezwykłej mądrości i silnych nerwów, aby zachować poczucie rzeczywistości i podjąć się konstruowania planów na przyszłość, a zwłaszcza restrukturyzacji sektora górnictwa węgla kamiennego w takim regionie jak Śląsk. Wzrastające przez wieki znaczenie minerałów w rozwoju człowieka tworzyło mit wyższości tego działu gospodarki, czego dowodem choćby ich nazwy w epokach historycznych, np. epoka kamienia łupanego, brązu, żelaza, stali, czy wreszcie atomu.

Zniszczona po drugiej wojnie światowej Europa zaczęła swoja odbudowę, opierając się głównie na węglu. Stąd węgiel jako źródło energii i surowiec do produkcji koksu uważany był za czarne diamenty w Anglii, Francji, Niemczech, Belgii, czy Polsce. Nowe technologie, łatwa dostępność innych surowców energetycznych, szukanie tzw. czystych źródeł energii, to tylko niektóre przyczyny powodujące stopniowy upadek znaczenia węgla.

W Europie w latach powojennych rozpoczął się szczególnie intensywny rozwój górnictwa węglowego. Odbudowujący się przemysł, a także energochłonne technologie wymagały ogromnych ilości węgla. Niektóre kraje, dysponujące bogatymi złożami węgla kamiennego, upatrywały w tym przemyśle lokomotywy gospodarki i rozwijały go bardzo intensywnie. Z czasem jednak, w krajach wysoko uprzemysłowionych rozpoczął się odwrót od powszechnego stosowania węgla. W jego miejsce zaczęły wchodzić ropa naftowa i gaz ziemny, a polityka tych państw wręcz nakazywała równomierne ( po jednej trzeciej ) korzystanie ze wszystkich źródeł energii pierwotnej. Zasada ta ma również ogromne znaczenie dla poprawy bezpieczeństwa energetycznego tych państw. Dla przykładu można przytoczyć dane dotyczące udziału węgla ( kamiennego i brunatnego ) w produkcji energii elektrycznej w poszczególnych krajach: Polska –96,4 %, RPA – 93 %, Australia – 85 %, Indie – 75 %, Czechy – 71 %, Grecja – 71%, Chiny – 70 %, Dania – 67 %, USA – 57 %, Niemcy – 52 %. Taka struktura produkcji energii nie jest przypadkowa, jeśli zważyć ceny tej produkcji, które wynoszą:



  • węgiel kamienny – 1,7 – 2,0 USD/GJ

  • gaz ziemny - 3,0 – 3,3 USD/GJ

  • olej opałowy - ~ 4,0 USD/GJ

Tak więc wynika z powyższego zestawienia, że kraje bogatsze coraz powszechniej zaczynają korzystać z alternatywnych źródeł energii restrukturyzując, bądź likwidując swoje górnictwo, mając na uwadze ochronę środowiska, koszty pozyskania węgla, a także nowe technologie eliminujące stosowanie stali, co przekłada się na zmniejszenie zakupów węgla przez huty. Z tych też względów już w latach sześćdziesiątych XX wieku na zachodzie Europy rozpoczęto restrukturyzację przemysłu węglowego, co stało się udziałem Polski po zmianach ustrojowych 1989 roku.
Przedstawione wyżej globalne i krajowe uwarunkowania górnictwa węgla kamiennego w zamierzeniu autora mają być tłem i punktem odniesienia dla ponad 200 – letnich dziejów jednej wybranej kopalni, a mianowicie kopalni „Polska – Wirek”.

Aby zaproponowany temat ująć chronologicznie musimy prześledzić historię trzech zakładów górniczych, tj. KWK „Prezydent”, KWK „Polska” i KWK „Nowy Wirek”, które dopiero w 1995 roku utworzyły jeden organizm pod nazwą „Polska – Wirek”.

A zatem cofnijmy się do połowy XVIII wieku.

Początki górnictwa węglowego sięgają na Górnym Śląsku połowy XVIII w.

(a na Dolnym Śląsku nawet XVI w.). Szybki rozwój wydobycia węgla na Górnym Śląsku przypada jednak dopiero na koniec XVIII i początek XIX wieku. W tym okresie bowiem, stosując wzory angielskie zaczęto używać węgla kamiennego do wytapiania żelaza, ołowiu, a później cynku. Kariera węgla była niejako wymuszona przez wzrastające na niego zapotrzebowanie. Wynikało to z niskiej jeszcze wydajności maszyn oraz ze stosowanych ówcześnie technologii. Dość wspomnieć, że maszyny parowe Watta zużywały w latach 80-tych i 90-tych XVIII w. po 3-4 kg węgla na 1 KM w ciągu jednej godziny. Maszyny użyte do odwadniania kopalni rud ołowiu i srebra „Fryderyk” koło Tarnowskich Gór, sprowadzone w latach 1787 – 1804, zużywały po 5 – 9 ton węgla dziennie. Na wytopienie tony surówki zużywano wtedy 5 ton węgla kamiennego, a na wytopienie tony cynku nawet do 30 ton. Dodatkowo, zarówno przemysł jak i gospodarstwa domowe spalały węgiel gruby, drobniejszy sortyment pozostawał w zrobach lub też składowano go po prostu na hałdach wobec braku na niego popytu.

W 1778 roku istniały na Śląsku dwie kopalnie, które do niedawna konkurowały ze sobą o miano najstarszej. Pierwsza to kopalnia „Murcki” opodal Katowic, o której wiadomo, że pozyskiwano z niej węgiel już około 1740 roku, a w 1769 roku zaczęto tam eksploatację systemem podziemnym. Drugą jest zlikwidowana niedawno kopalnia „Wawel” w Rudzie Śląskiej. Istnieją dokumenty zaświadczające o istnieniu kopalni datowane na 1752 rok, natomiast formalne zarejestrowanie kopalni „Wawel” (wtedy pod nazwą „Brandenburg”) nastąpiło zgodnie z obowiązującym od 5 czerwca 1769 pruskim prawem górniczym w 1770 roku. Wróćmy jeszcze do wspomnianego prawa górniczego. Prawo to (Revidierte Berg-Ordnung für das souveraine Herzogthum Schlesien und für die Graffschaft Glatz) oddawało całość zarządzania przedsiębiorstwami górniczymi w ręce władz górniczych w myśl konsekwentnie przeprowadzonej w tej ustawie „zasadzie zarządzania [zasada dyrekcyjna]” (Direktionsprinzip) kopalniami przez władze górnicze. Kierownictwo gospodarcze i techniczne kopalń znajdowało się w ręku wyznaczonych przez władze górnicze funkcjonariuszy, szychtmistrzów (schichtmeister), kierujących rachubą i administracją

i angażujących robotników oraz sztygarów (Steiger) względnie nadsztygarów (Obersteiger), kierujących robotami pod względem technicznym. Władze górnicze wyznaczały również oficjalną cenę, po której poszczególne kopalnie miały sprzedawać węgiel (tzw. taksa węglowa). W tych warunkach rola prywatnych właścicieli ograniczała się do ponoszenia wydatków na prowadzenie robót w latach, gdy wydatki te były większe od osiąganych dochodów (tzw. dopłata – Zubusse; występowała ona zwłaszcza w pierwszych latach istnienia kopalni, gdy koszty rozbudowy były stosunkowo znaczne, a produkcja niewielka), oraz do pobierania zysku (Ausbeute) w okresach, gdy rezultaty eksploatacji były pomyślne. Nie uiszczenie dopłaty pociągało za sobą utratę udziałów w kopalni. Łączna ilość udziałów w każdej kopalni (tzw. kuksów) wynosiła 128 i na tyle części dzielono otrzymywane z kopalni zyski. Nie zagłębiając się w podział zysków z posiadanych udziałów należy jeszcze wspomnieć o miarach używanych w początkach górnictwa na Górnym Śląsku. Jednostką długości był łatr (Lachter) = 80 cali śląskich oraz stopa = 12 cali śląskich. 1 łatr = 2,0924m, 1stopa = 0,31385 m, 1 cal = 0,02865 m. Węgiel mierzono nie według wagi, lecz wg objętości na beczki (Tonne) względnie szafle (Scheffel). 1 beczka = 4 szafle. Waga 1 szafla wynosiła ok. 73,5 kg, natomiast 1 beczka ważyła 294 kg. Drzewo mierzono na sążnie. Jednostką wagi jest w owym czasie funt (Pfund) = 0,5 kg dzielący się na 30 łutów (Loth). Jednostką monetarną był talar dzielący się na 24 „gute groschen” po 12,5 feniga, względnie 30 „silbergroschen” (sgr). 1 stycznia 1822 roku system monetarny ujednolicono w całym państwie pruskim i wtedy talar dzielił się na 30 sgr po 12 fenigów.

W myśl wspomnianego prawa własność górnicza powstawała przez „nadanie” pola górniczego przez władze górnicze – Wyższy Urząd Górniczy (Oberbergamt), który podlegał Departamentowi Górniczo-Hutniczemu w Berlinie. Wyższy Urząd Górniczy dla Śląska, ustanowiony w 1769 roku miał pierwotnie swoją siedzibę w Złotym Stoku, następnie w latach 1779 – 1819 we Wrocławiu, kolejno w latach 1819 – 1850 w Brzegu, by w 1850 roku powrócić do Wrocławia. Były mu podporządkowane deputacje, przemianowane następnie na Urzędy Górnicze w Wałbrzychu, Gierczynie, Złotym Stoku i Tarnowskich Górach. W 1836 roku ich liczbę ograniczono do dwóch, tj. w Tarnowskich Górach dla Górnego Śląska i w Wałbrzychu dla Dolnego Śląska. Departamentem Górniczo-Hutniczym kierował w owym czasie (od 1777 r.) Saksończyk, baron Antoni von Heynitz. Człowiek ten posiadał rozległą wiedzę teoretyczną, jak i bogate doświadczenie górnicze. Na czele Wyższego Urzędu Górniczego dla Śląska stał od 1779 do 1802 r. siostrzeniec Heynitza, hrabia Fryderyk Wilhelm von Reden, początkowo jako dyrektor tego urzędu, a następnie od 1795 r. jako starosta górniczy. Ambicją jego była rozbudowa sektora państwowego w górnictwie

i hutnictwie, przede wszystkim na Górnym Śląsku. To z jego inicjatywy powstały m.in. takie państwowe zakłady, jak kopalnia rud srebrno-ołowiowych oraz huta ołowiu i srebra „Fryderyk” w Strzybnicy, kopalnia „Królowa Luiza” w Zabrzu i kopalnia „Król” w Chorzowie. I w tym momencie doszliśmy do sedna tematu jakim jest historia kopalni „Polska – Wirek”, której początki wyznacza historia właśnie kopalni „Król”.

Niech autorowi będzie jednak wolno zakończyć temat prawodawstwa górniczego w tym okresie dla pełnego oglądu tła ekspansji górnictwa.

Rozwijający się dynamicznie kapitalizm nie mógł się pogodzić z faktem, że właściciel kopalni nie ma wpływu na jej zarządzanie. W wyniku silnych nacisków właścicieli 12 maja1851 roku wydano ustawę, która kierownictwo kopalń oddała gwarectwom, a władzom górniczym pozostawiła wpływ tylko na zmiany kadrowe i normowanie wysokości płac, co zakończyło się corocznym wyznaczaniem stawek minimalnych. Następnym etapem było zniesienie w 1865 roku „zasady dyrekcyjnej”

i zastąpienie jej przez zasadę inspekcyjną. Oznaczało to zrównanie kopalń prywatnych

i państwowych pod względem prawnym i jednakowy nadzór tych przedsiębiorstw przez władze górnicze.

Sumując, należy stwierdzić, że Reden, wysoki urzędnik państwa pruskiego był pierwszym, który poznał i docenił bogactwa górnośląskiej ziemi, dając temu nawet wyraz w memorandum do barona Antoniego von Heynitz'a. W następstwie tego nastąpił ogromny rozwój fiskalnych kopalń i hut na Górnym Śląsku.




  1. Kopalnia „Prezydent” (d. „Król”).

Według profesora Jerzego Jarosa, pierwszym który odkrył pokłady węgla

kamiennego w okolicach dzisiejszego Chorzowa (i Zabrza) był żydowski inżynier Salomon Izaak z Brabantu, który pisywał memoriały dla Redena w języku francuskim.

Był on przysięgłym górniczym, który prowadził poszukiwania geologiczne na terenie Hajduk należących do majątku Górne Łagiewniki będącego własnością von Schalschy.



4 stycznia 1791 roku faktor górniczy Kalida zgłosił odkryte w Hajdukach pokłady węgla, a już 7 maja tegoż roku podjęte zostały roboty górnicze udostępniające złoże. Można stwierdzić, że w tym momencie powstała kopalnia, której początkowo nadano nazwę Prinz Karl von Hessen (mówi się również o nazwie „Kőnigliche Kohlenzehe), a która ostatecznie w 1800 roku otrzymała nazwę „Kőnigsgrube” („Król”). Była to kopalnia budowana przez pruskie władze górnicze, a zatem była kopalnią państwową. [Równocześnie państwo budowało w Zabrzu drugą kopalnię, której w 1811 roku nadano nazwę „Kőnigin Louise” („Królowa Luiza”).

Roboty udostępniające łącznie z budową szybów wykonywało początkowo 10 robotników sprowadzonych do Chorzowa z Westfalii i Dolnego Śląska. Bardzo trudne warunki pracy wnet ich jednak zniechęciły i w tej sytuacji zastąpili ich miejscowi robotnicy polscy. Trzeba wspomnieć w tym miejscu pewien fakt mający wpływ na kształtowanie się wykwalifikowanej kadry górniczej. W czasie pierwszego objazdu kopalni „Król” w 1791 roku hrabia Reden polecił zwerbować kilku zdolnych młodych Polaków, aby ich posłać do zagranicznych okręgów w celu dalszego wyszkolenia w zawodzie górniczym. Źródła podają, że dwa pierwsze szyby kopalni „Król” Schückmann oraz Prinzessin oraz Prinzessin były zlokalizowane ok.200 m na zachód od kolonii Nowe Hajduki, między późniejszym szybem Bismarck, a szpitalem Spółki Brackiej. Nie wyklucza się jednocześnie, że pierwszym szybem był Wilhelm położony w obrębie dzisiejszego dworca PKP, a następnym – położony 400 m na południe - szyb Pelagia. Szyby Schückmann i Prinzessin o przekroju 2,5 * 1,5 m i głębokości 10 – 11 m zgłębione były w odległości 40 m od siebie i udostępniały pokład Heitzmann (504 wg dzisiejszej nomenklatury), którego miąższość w tym miejscu wynosiła ok. 3 m. Kolejny szyb, Kronprinz był zlokalizowany 40 m na południowy zachód od Schückmann’a. Od chodnika podstawowego, łączącego szyby Schückmann i Prinzessin prowadziły dowierzchnie w kierunku wychodni pokładu 504 o szerokości 2 m każda, w odległości 10 m od siebie. Określony przez Redena w 1791 roku sposób udostępniania złoża przewidywał budowę szybów co 63 m po rozciągłości i co 42 m po nachyleniu pokładu. Cztery takie szyby połączone chodnikami i pochylniami tworzyły duży filar, który 5-ma pochylniami i 1 chodnikiem pośrednim ulegał podziałowi na mniejsze o wymiarach 10 * 10 m wybierane systemem od granic. Ochrona pokładu przed dostępem powietrza, wysuszaniem, wietrzeniem węgla ograniczała eksploatację do jednego dużego filara rocznie. Obudowę wykonywanych chodników stanowiły stropnice podparte stemplami wzmacniane przyporami. Węgiel urabiano na wrąb, tzn. podcinano caliznę wzdłuż wrębem o szerokości 10 cali, na głębokość 1 – 2 m oraz pionowo w określonych odstępach. W wyniku tego dolna ława węgla załamywała się pod własnym ciężarem, górną ławę urabiano wtedy klinami i młotami pozostawiając pod stropem łatę grubości do 0,5 m. Jak wspomniano wyżej, z urobku pozyskiwano jedynie kęsy i kostkę, natomiast przerosty i węgiel drobny były wysypywane pod ociosy chodników za obudowę i tam utwierdzane przegrodą z faszyny. [ W późniejszym czasie, ok. roku 1860 węgiel urobiony w kopalni „Król” zawierał 30 % „kostki”, 35 % „orzecha” i 35 % drobnego węgla, który wtedy już sprzedawano za cenę od 8 – 20 % ceny węgla grubego. Trzeba przy tym wiedzieć, że górnikom płacono tylko za urobiony węgiel gruby.] Urobiony węgiel ładowano do drewnianych skrzyń włócznych, które robotnicy ciągnęli z przodka pod szyb i ręcznym kołowrotem wydobywali na powierzchnię. Do wyciągu szybowego stosowano liny konopne, a na polecenie Redena poczyniono pierwsze próby z linami stalowymi, które mimo swej daleko większej wytrzymałości i trwałości rozkręcały się, a to za sprawą słabej jakości używanego drutu. Powtórne zastosowanie liny stalowej nastąpiło w kopalni dopiero w 1844 roku. Zalewającą wyrobiska wodę podskórną wyciągano w beczkach, próbowano również wykorzystać pompę ręczną i odwadniarkę konną. Urządzenia szybowe nie były przystosowane do opuszczania i wyciągania ludzi, w związku z tym schodzili oni do kopalni po drabinach.

W pierwszym roku istnienia kopalni wybudowano na powierzchni kuźnię i mieszkanie dla kowala, który zajmował się ostrzeniem klinów do urabiania węgla i naprawą innych narzędzi. Budowano również inne budynki, w tym mieszkanie dla sztygara.

W pierwszym roku istnienia kopalni (1791) wydobyto 1849 ton węgla, natomiast w kolejnym już 3647 ton. Całość urobku w pierwszych latach istnienia kopalni odbierała huta „Fryderyk”.

Główną przeszkodą dla ówczesnych górników było znaczne zawodnienie kopalni. Na tym etapie rozwoju techniki górniczej niemożliwa okazała się z tego powodu eksploatacja 7 metrowego pokładu węgla pod szybem Prinzessin. Woda gruntowa przerwała chodnik łączący ten szyb z szybem Schückmann. Woda zalała również szyb Kronprinz oraz dwa nowe szyby – Marie i Hiazinth. W ten sposób niemożliwa stała się już dalsza eksploatacja po upadzie pokładu 504. Pozostało tylko wybranie go w pobliżu wychodni. W roku 1793 podjęto próby eksploatacji pokładu 506 szybem Pelagia, usytuowanym 500 m na północny wschód od dotychczas prowadzonych robót, które jednak zaniechano ze względu na małą miąższość pokładu (do 1,3 m) i zbyt twardy węgiel. Nie powiodły się również próby eksploatacji pokładu Gerhard (501) szybem Wilhelm, tu na przeszkodzie stanął jak na ironię zbyt miękki węgiel.

Roboty te, które na znaczne straty zostały zaniechane na polecenie ministra Heynitza, a wydobycie podjęto w oddalonej o 8,25 km Porębie, lecz z równie mizernym rezultatem na skutek silnego naporu wód gruntowych. w tej sytuacji powrócono do dawnej kopalni. w 1796 roku zostały odwodnione stare wyrobiska i pogłębione szyby Heinrich i Moses. W odległości 200 m na północ od dzisiejszego dworca PKP Chorzów Miasto zgłębiono szyb odwadniający o głębokości 37 m. Szyb udostępnił pokład 501 i w 1797 r. zamontowano w nim parową pompę wodną, notabene pierwszą w polskim górnictwie. W tym samym czasie w kierunku północno-zachodnim i południowo-wschodnim od tego szybu przebite zostały chodniki odwadniające pole eksploatacji. Chodniki te w 1802 roku osiągnęły odpowiednio długość 77 i 195 m, co umożliwiło dalsza rozbudowę kopalni. W 1805 roku zainstalowano następną pompę i tzw. pompę słodkowodną napędzaną tą samą maszyną. Pompa ta czerpała 0,06 m3 czystej wody na potrzeby maszyn parowych, które niszczyła agresywna woda kopalniana zakwaszona rozpuszczonymi w niej pirytami. Podobny otwór do czerpania czystej wody został również wybity w pokładzie 504 w 1808 roku. W 1814 roku zainstalowano maszynę parową na szybie wydobywczym. Następnie w 1817 roku zainstalowano kolejną pompę parową na szybie Vorsicht służącą do odwadniania niżej usytuowanych wyrobisk. Poprzez zainstalowanie wspomnianych pomp parowych pokonano główną przeszkodę rozwojową, jaką było zatapianie pól eksploatacyjnych.

Kolejnym ważkim problemem w początkach istnienia kopalni „Król” były pożary spowodowane samozapłonem węgla pozostawionego w wyrobiskach, z których pierwszy odnotowano w 1800 roku w pokładzie 501, w okolicy szybów Heinrich, Moses i Franz. Po nieudanej próbie ugaszenia tego pożaru poprzez ustawienie glinianych tam przy szybie Moses zdecydowano o zasypaniu szybów Franz oraz Heinrich. Niżej położone wyrobiska zabezpieczała tama w dowierzchni pomiędzy szybami Moses i Henriette w postaci pozostawionego filara ochronnego grubości 12-16 m. Gruzem i gliną zostały również zapełnione rozpadliny na powierzchni, z których wydobywały się dymy pożarowe. Następny pożar, zagrażający szybowi Henriette wybuchnął w zrobach pokł.501 między szybami Stroh i Theodor w 1805 roku. Pole pożarowe odizolowano podwójnymi tamami z cegły, a przestrzeń między nimi wypełniono gliną i piaskiem. Pożar na skutek samozapłonu nastąpił także w 1813 roku w północno-zachodniej części pola eksploatowanej szybem Kieratowym (Gőpelschacht). I w tym przypadku otamowanie pożaru wykonano tą samą techniką. Kolejny pożar w tym rejonie miał miejsce w 1820 roku – ugaszono go tymże samym sposobem. Stosowane wówczas środki bezpieczeństwa nie uchroniły kopalni przed kolejnymi pożarami, które miały miejsce w 1830 i 1836 roku. Pożary te niszczyły znaczną część zasobów kopalni i powodowały ogromne straty. Z tej przyczyny w 1855 roku zaniechano eksploatacji w tzw. Polu Głównym stanowiącym południowo – wschodnią część b. kopalni „Barbara”.

Czytelnikowi należy się w tym miejscu wyjaśnienie, że już w 1822 roku dla kopalni „Król” zarezerwowano pole górnicze wielkości 29 km2, z czego w 1870 r. odstąpiono 3 km2 dla kopalni „Gräfin Laura”. Później, w początkach XX wieku dzieliła się na cztery pola eksploatacyjne: Wschodnie, Południowe, Zachodnie i Północne. W 1922 roku kopalnia została przejęta przez skarb państwa polskiego i wydzierżawiona polsko – francuskiej spółce „Skaboferm”. Pole wschodnie otrzymało wówczas nazwę Król –Święty Jacek, pole południowe (unieruchomione 1.12.1822 r.) – Król - Piast, pole zachodnie – Święta Barbara, a pole północne (unieruchomione w latach 1933 –1937) – Wyzwolenie. Od 1937 roku kopalnia została rozdzielona na dwie kopalnie, a mianowicie : „Prezydent Mościcki” obejmującą pole wschodnie i pole południowe i „Barbara – Wyzwolenie” obejmującą pole zachodnie i północne. W czasie okupacji obie kopalnie zostały przejęte przez koncern „Hermann Gőring” i były określane nazwami sprzed 1922 roku.

Wróćmy jednak do starszych dziejów kopalni. W pierwszych latach istnienia eksploatacja ograniczała się w zasadzie do pokładów 501 i 504, których wzajemna odległość wynosiła średnio 17 m. Natomiast pokłady 418 i 419 eksploatowano w niewielkim tylko zakresie ze względu na ich niewielką grubość. Udostępnienie pola obejmowało budowę szybu lub przekopu z szybu do najniższego punktu tego pola. Roboty przygotowawcze obejmowały natomiast budowę:



  • chodnika podstawowego na poziomie podszybia,

  • chodników pośrednich równoległych do chodnika podstawowego i dzielących pole na piętra,

  • chodników wybierkowych rozcinających pole na filary.

Szyby wydobywcze o przekroju 2,5-3,0 * 1,5 m miały dwa odeskowane przedziały na kosze wydobywcze uzbrojone w każdym narożniku w drewniane prowadniki. Obudowa szybów z maszynami parowymi była dodatkowo wzmocniona kątownikami. Wydzielone też były przedziały drabinowe do schodzenia załogi o szerokości ok. 0,6 m. Obudowę chodników stanowiły drewniane stropnice wpuszczane jednym końcem w gniazdo wykute w skale, na drugim końcu zaś podparte stojakami. Jedynie w pochylniach stosowano stropnice grubsze, podparte stojakami z dwóch stron. Wykładkę dodatkową stosowano tylko tam, gdzie strop określano jako „gorszy”, np. w pokł. 501. Od 1812 roku obudowę wykonywali specjalni cieśle. Zabierki, o szerokości z reguły 6 m wybierano od granic z zawałem. Z czasem zrezygnowano (ze względu na wzrastającą twardość węgla) z wykonywania wrębów pionowych i od 1841 roku w kopalni wykorzystywano czarny proch do odstrzeliwania węgla. Gruby pokł. 501 wybierano warstwami od góry, choć zdarzała się i eksploatacja odwrotna. Stosowano również rabowanie obudowy, poczynając od miejsca w którym najpóźniej wybrano węgiel, stopniowo przesuwając się w stronę chodnika. Zwykle odzyskiwano ok.2/3 obudowy, za którą robotnicy otrzymywali wynagrodzenie od sztuki. Stosowanie do transportu skrzyń włócznych determinowało głębienie i utrzymywanie znacznej liczby szybów. W roku 1803 Henryk Heitzmann, reformator pruskiego górnictwa, został przeniesiony w randze nadsztygara na górny Śląsk i w tymże samym roku opracował memoriały w sprawie wprowadzenia w rządowej kopalni „Król” podziemnego transportu konnego oraz wyciągu szybowego przy użyciu maszyn parowych. Inne źródła podają, że po raz pierwszy posłużono się końmi w transporcie podziemnym na Górnym Śląsku właśnie w kopalni „Król” lecz o rok wcześniej, tj. w 1802 r. Innowacja ta wydatnie ograniczyła liczbę budowanych szybów, bowiem stało się możliwe przewożenie urobku na odległość do 600 m. Opuszczanie koni odbywało się w specjalnie sprowadzonym z Wieliczki siodle, lecz niebawem zbudowano podziemną stajnię i specjalny chodnik (Tagesstrecke) umożliwiający wyprowadzanie koni na powierzchnię. Zmieniła się wtedy rozcinka złoża; pędzono specjalne chodniki transportowe przystosowane do transportu konnego, zwane przekątniami (stale pod tym samym kątem). Transport odbywał się w koszach przewożonych na platformach po drewnianych szynach przytwierdzonych do podkładów drewnianymi kołkami. W 1810 roku wprowadzono płaskie szyny żeliwne przytwierdzone do szyn drewnianych. Niebawem wprowadzono też wypukłe szyny żelazne mocowane bezpośrednio do podkładów. W 1804 roku Heitzmann zastosował kosze o większej średnicy, lecz niższe, a zatem wygodniejsze do ładowania urobku. Kosz taki był okuty, stalowymi płaskownikami i kompletny ważył 135 kg, a waga platformy przewożącej kosze wynosiła 235 kg. W początkowym okresie wprowadzenie transportu konnego spowodowało znaczny wzrost wydajności pracy. W 1814 roku 1 koń przewoził w czasie 12 –godzinnej dniówki średnio 27 ton węgla na odległość do 420 m od przodka przebywając drogę 24 razy. Utrzymywano 3 konie (przewoziły 81 ton), z których każdy był obsługiwany przez parobka. Ponadto w transporcie było zatrudnionych 10 ładowaczy oraz 3 podpinaczy koszy pod szybem. Nieco później okazało się, że transport konny jest równie kosztowny i niedogodny jak ręczny. Zwrócił na to uwagę tenże Heitzmann, gdy w warunkach mocniej nachylonych pokładów uzyskanie łagodnie nachylonych przekątni znacznie wydłuża ich bieg i trasy transportu. W rezultacie doszedł do wniosku, że stosowanie przekątni ma sens jedynie w pokładach nachylonych do 80. Poza tym z obliczeń Heitzmanna wynika, że dzienny koszt utrzymania konia był trzykrotnie wyższy od dniówki „ślepra”, a wykwalifikowany rębacz otrzymywał tylko połowę kwoty wydatkowanej na konia. Wobec tych argumentów nastąpiła przerwa w stosowaniu transportu konnego w kopalni. W latach 1819 – 1822 przekątnie zastąpiono pochylniami o nachyleniu 100 - 150 budowanymi po wzniosie prostopadle do głównego chodnika. Wydajność transportowa takiej pochylni wynosiła 45 ton na dniówkę. W 1821 roku przysięgły górniczy Buchbach wprowadził nieznany dotychczas w kopalni „Król” transport węgla pionowym szybikiem hamulcowym, który to sposób znacznie usprawnił transport węgla z wyżej położonych i odciętych uskokami partii złoża. W związku z likwidacją transportu konnego konieczna stała się redukcja przewożonych na platformie koszy, co przełożyło się na obniżenie wydajności „śleprów” z 9 do 5,5 tony na dniówkę. Mimo to ten system okazał się bardziej efektywny ze względu na bezdyskusyjną przewagę kosztu pracy konia nad pracą robotnika. W 1853 roku platformy zostały zastąpione wózkami do przewozu urobku, wyciąganymi początkowo na powierzchnię ręcznymi kołowrotami, tzw. „haszplami”. Pierwszy kierat konny zastosowano na szybie Henriette w 1800 roku. Umożliwiał on wydobycie ok. 44 ton węgla dziennie z głębokości 35 m, głównie na potrzeby „Królewskiej Huty”. Węgiel ten był transportowany bezpośrednio (1801 r.) pierwszą kolejką konną na powierzchni o długości 600 m po torze ułożonym z tzw. szyn angielskich, tj. płaskowników stalowych przybitych do drewnianych listew spoczywających na drewnianych podkładach. Dla uzyskania właściwego spadku zbudowano specjalny nasyp. Po torze tym poruszały się wahadłowo dwa wózki o pojemności 2,2 tony (2 *30 szafli) ciągnione przez konie. Koszt urządzeń zamortyzował się po roku. W sumie w kopalni zainstalowano prawdopodobnie trzy kieraty konne na szybach, które jednak systematycznie były wypierane przez maszyny parowe (pierwsza na szybie wydobywczym w 1814 roku). W związku z tym cały czas wzrastało wydobycie, do 93,5 tony na dniówkę w 1817 roku. W okresie poprawiającej się koniunktury na węgiel wprowadzono zmiany nocne, wydobycie tą maszyna wzrosło do 106,5 tony, a następnie nawet do 117,6 tony na dobę, przy jednoczesnym wydobywaniu czystej wody, której maszyna ta zużywała 1,5 stopy3/minutę. Węgiel gruby odbierała huta, drobny zaś wysypywano na hałdę. W późniejszych latach (po 1819 r.) było zainstalowanych już sześć maszyn parowych o mocy od 7 do 10 KM. Dało to zdolności wydobywcze na każdym szybie do 100 ton na dobę. Początkowo w szybach tych stosowano liny konopne (dł. do 100 m, żywotność do 3 lat), następnie od 1844 roku zaczęto stosować liny druciane – najpierw płaskie, później okrągłe.

Udostępnione w kierunku północno – zachodnim pokłady 501 i 504 wyczerpywały się, a ponadto uskoki, pożary i napór wody ograniczały prowadzenie robót. W związku z tym podjęto decyzję o eksploatacji pola zapasowego. Zbudowano szyb odwadniający Vorsicht o głębokości 66,5 m. Osiągnął on tym samym poziom Królewskiej Głównej Sztolni Dziedzicznej. Sztolnia ta była niebywałym przedsięwzięciem inżynierskim na owe czasy. Rozpoczęto jej drążenie 23 czerwca 1799 roku, a uroczyste poświęcenie odbyło się 18 października 1800 r. Początek, czyli ujście sztolni znajdowało się w pobliżu obecnego budynku Rady Miejskiej w Zabrzu, a w przedłużeniu ujścia sztolni wykopano kanał spławny aż do Gliwic – do kanału kłodnickiego, którego budowę rozpoczęto w 1799 roku. Celem budowy Głównej Sztolni Dziedzicznej było:



  • odwodnienie państwowych kopalń „Król” w Chorzowie i „Królowa Luiza” w Zabrzu,

  • spławianie urobku z kopalni zabrskiej sztolnią i kanałem kłodnickim do huty w Gliwicach, gdyż kopalnia ta miała być bazą zaopatrzenia dla tej huty,

  • odwodnienie kopalń gwareckich położonych między polami górniczymi zarezerwowanymi dla państwowych kopalń w Chorzowie i w Zabrzu,

Przekrój sztolni: wysokość ok. 2,5 m, szerokość ok. 1,5 m w świetle, obudowa murowana z kamienia o lekko sklepionym stropie, a na wielu odcinkach bez obudowy. Długość sztolni ok. 14,25 km. Różnica poziomów pomiędzy końcem sztolni w Chorzowie, a ujściem w Zabrzu wynosiła ok. 12,34 m, a więc średnie nachylenie wynosiło 0,86 m/km, czyli mniej niż 1 ‰. Sztolnię drążono przy pomocy 22 świetlników do granicy pola zarezerwowanego dla kopalni „Król” oraz kilku szybów na terenie tej kopalni, która do tej pory nie schodziła swymi robotami górniczymi poniżej projektowanego poziomu sztolni. Póki sztolnia nie doszła do wyrobisk kopalni, odwadniano ją licznymi tzw. „kunsztami parowymi”, podobnie jak kopalnię „Królowa Luiza”. W międzyczasie przygotowywano około 4-kilometrowy odcinek sztolni na terenach kopalni. Dnia 6 października 1863 roku przodek Królewskiej Głównej Sztolni Dziedzicznej osiągnął wyrobiska kopalni „Król”, tym samym osiągnięto cel, dla którego przez 64 lata drążono sztolnię. Wody kopalni „Król” zasiliły Sztolnię ilością 3,45 m3/min, podwyższając ilość płynącej nią wody do 16,86 m3/min. Wobec powyższego unieruchomiono „kunszty wodne” w kopalni oprócz jednego, który dostarczał wodę dla Królewskiej Huty. Około roku 1868 kopalnia prowadziła już roboty poniżej poziomu sztolni, co zmusiło ja do ponownego uruchomienia „kunsztów wodnych”, a od 1875 r. wody dołowe wpuszczano do Rawy. W tym czasie trwały również roboty udostępniające w tzw. Polu Wschodnim (pokł.510 zwany wtedy siodłowym - Sattel). Trzeba zaznaczyć, że wszystkie roboty w kopalni były prowadzone w trudnych warunkach górniczo-geologicznych, przede wszystkim problemem był nieustający dopływ wody. Dopływ ten, a także kurzawki, uskoki, awarie i pożary bezpośrednio rzutowały na wydajność pracy w kopalni i jej, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, wynik ekonomiczny. Wynik ten pogarszały również takie elementy, jak schodzenie z eksploatacją coraz głębiej od wychodni pokładów co przekładało się na głębokość szybów, wzrost długości chodników i twardość węgla. Ówczesna technika nie równoważyła wymienionych elementów. Jeżeli chodzi o technikę urabiania, to przełomem było zastosowanie w kopalni czarnego prochu do odstrzeliwania węgla (1841 r.), jednakże ograniczeniem w tym względzie był fakt, że rębacze otrzymywali proch odpłatnie, co uszczuplało ich i tak marne zarobki. Pomimo tego, wydajność w tej kopalni była i tak wyższa niż w budowanej kopalni „Królowa Luiza” i od 6 do 10 razy większa niż w każdej okolicznej kopalni prywatnej. W 1797 roku na mocy reskryptu Redena z 2 marca kopalnia została zobligowana do posiadania własnych kas i bezpośredniego rozliczania się z kasą WUG – u. Od tej daty kopalnia stała się wyodrębnioną ekonomicznie, samodzielną jednostka gospodarczą. W latach 1834-1847 kopalnia pokrywała proporcjonalny koszt budowy sztolni Dziedzicznej w kwocie 3500 talarów rocznie. Mimo wszystkich obciążeń kopalnia już od 1804 roku stała się wysoce rentowna. Załogę kopalni stanowili początkowo górnicy z Dolnego Śląska i Niemiec oraz miejscowi chłopi. Warunki jednak były bardzo ciężkie, tak, że masowo opuszczali oni kopalnię, a na ich miejsce werbowano ludność miejscową, oraz przybyszów z Wieliczki i Bochni. W wewnętrznej hierarchii górników najbardziej uprzywilejowaną grupę (także płacowo) stanowili urzędnicy i nadzorcy technicznej strony produkcji. Następną grupą byli wykwalifikowani robotnicy (rębacze) i rzemieślnicy. Najgorsza była pozycja robotników niewykwalifikowanych, przez co byli oni w znacznej mierze pracownikami sezonowymi. Wobec dużej migracji załogi, w celu przyciągnięcia ludzi do pracy, podjęto budowę koloni robotniczych dla górników i hutników. Pierwsza taka kolonia powstała w 1799 roku w środku późniejszego miasta Królewska Huta i liczyła 34 domy, z czego 8 pozostało w dyspozycji zarządu kopalni. W następnych latach zbudowano takie osiedla jak Schwientochlowitzer Bergfreiheit, Erdmannswille, Charlotte, Pnioki, Nomiarki, Neu-charlottenhof, Klimsawiese. Kolonie te powstawały w ten sposób, że władze górnicze nabywały grunty, dzieliły je na działki i sprzedawały robotnikom, których zobowiązywano do wybudowania domu. Nabywca działki otrzymywał pożyczkę i specjalne premie.

Jeżeli chodzi o płace, to ich wysokość zależała od kategorii robotników i rodzaju wykonywanej przez nich pracy – akordowej lub dniówkowej. Robotnicy otrzymywali zarobki co 4 tygodnie z dołu, a co 2 tygodnie zaliczki na poczet zarobków. Z zarobków potrącano koszt naprawy narzędzi i wspomnianego już zużytego prochu. Robotnicy dołowi otrzymywali również olej do lamp w ilości 0,25 l/dniówkę. Mogli oni też nabywać węgiel z kopalni po zaniżonej cenie. W 1839 roku przyznano górnikom deputat węglowy.

W II połowie XIX w. nastąpił niebywały rozwój i koncentracja przemysłu górniczego. Rozpoczęła się silna walka konkurencyjna o rynki bytu, jednak stabilne stosunki własnościowe kopalń państwowych sprzyjały ich długofalowemu rozwojowi. Niemałe znaczenie miało też posiadanie rozległych pól górniczych o stosunkowo łatwo dostępnych pokładach węgla. Do 1913 roku nastąpił 44 krotny wzrost produkcji kopalń państwowych. Produkcja kopalni „Król” w 1913 roku zamknęła się liczbą 2 mln ton. Druga z państwowych kopalń uzyskiwała podobne wyniki, co spowodowało znaczny wzrost dochodów państwa. W następstwie walki konkurencyjnej nastąpił wszechstronny rozwój techniki górniczej. W omawianym okresie kopalnia znacznie rozbudowała się. W 1857 r. w polu wschodnim wybudowano główny szyb wyciągowy Erbreich I sięgający 154 m, a kilka lat później wybito bliźniaczy szyb Erbreich II. W tym czasie udostępniono także wyłączone dotychczas z eksploatacji pole zachodnie. Następnie w polu wschodnim powstały szyby Krug I i Krug II o głębokości 168 m każdy, znane w ostatnim okresie istnienia kopalni jako Jacek I i II. Kilka lat później w udostępnionym polu południowym zgłębiono szyby Bismarck I i II. Poszczególne pola górnicze stanowiły jakby odrębne kopalnie na różnych poziomach. Postęp techniczny przejawiał się m. in. w budowie szybów o przekroju okrągłym i używaniu w trakcie ich głębienia materiałów wybuchowych – nitrogliceryny i dynamitu. Wraz ze wzrostem głębokości szybów w 1865 roku zostały wprowadzone klatki do jazdy ludzi. Po 40 latach przerwy, w 1863 r. przywrócono do transportu podziemnego konie, co jednak rychło okazało się anachronizmem wobec wdrażania do transportu poziomego maszyn parowych i lin bez końca. (Niemniej jeszcze w 1891 roku we wszystkich kopalniach pracowało ok. 2000 koni.) szyby wydobywcze wyposażono w klatki mieszczące 4 wozy, wzrastała tez moc zainstalowanych maszyn wyciągowych (200 KM na szybie Bismarck i 350 KM na szybie Bahn I). Rewolucję przechodzą także wieże wyciągowe i technologie wybierania. Powszechnie stosowaną wybierkę filarową zastąpiono angielską metodą (po raz pierwszy na ziemiach polskich właśnie w kopalni „Król” w 1857 r.) zwaną wybieraniem na szachownicę. Metoda ta miała swą genezę w próbach ochrony powierzchni przed płytką eksploatacją grubych pokładów, a także w niedopuszczaniu do samozapłonu węgla. Polegała ona na wykonaniu sieci chodników po rozciągłości i przecinek o szerokości 5 – 6 m i dużej wysokości oraz pozostawieniu w stanie nienaruszonym filarów o wymiarach od 6 * 6 m do 10,5 *10,5 m pomiędzy chodnikami i przecinkami. Do urabiania wprowadzano coraz to nowsze narzędzia, jak kliny z wymiennymi ostrzami, świdry, a w roku 1870 wiertarkę typu Lisbeth.

W 1860 roku wybudowano na szybie Bahn I pierwsze urządzenie do sortowania węgla o wydajności 550 ton na 10 godzin. Składało się ono z wywrotów i nieruchomych rusztów. Oprócz tego zainstalowano ręczny przesiewacz obrotowy do sortowania drobnego węgla zgromadzonego na hałdzie, na którym 5 robotników sortowało ok. 27,5 tony na dniówkę. Od 1866 r. cały wydobywany węgiel był już sortowany na kęsy, kostkę, orzech, węgiel drobny i miał. Ręczne przetaczanie wagonów zastępowano urządzeniami mechanicznymi. Utrzymywany dotychczas 12 godzinny czas pracy skrócono do 7 – 8 godzin, co przy nie zmienionych normach zwielokrotniło wysiłek robotników. Poza tym wprowadzenie znaczków kontrolnych zamiast codziennego odczytywania listy (wliczanego do dniówki, tak jak modlitwa) dało impuls

strajkowi załogi w czerwcu 1871 roku. W jego wyniku powrócono do 12 godzinnego dnia pracy, a stosowanie znaczków odłożono do 1883 r. Wszystkie te przeciwności spotęgowane jeszcze kryzysem gospodarczym 1873 roku spowodowały zahamowanie postępu technicznego i powrót do znanych i stosowanych wcześniej metod eksploatacji. Spadło wydobycie, cena węgla i ponad dwukrotnie zysk kopalni. Dekoniunktura utrzymywała się do końca lat 80 – tych XIX wieku. Kolejny okres rozkwitu kopalni datuje się na koniec XIX wieku. Nastąpiła wtedy jej rozbudowa i modernizacja. zakres tej modernizacji obejmował zastosowanie szeregu nowych maszyn i urządzeń, przede wszystkim w sortowni i transporcie wewnętrznym. Nastąpiła elektryfikacja kopalni i rozbudowa systemu wentylacji. Powszechne stało się używanie prochu prasowanego i lontów prochowych, a w 1912 roku wprowadzono wiertarki elektryczne. Od 1910 roku datuje się regularne stosowanie podsadzki suchej. W 1908 roku na szybie Bahn II zainstalowano pierwszą w kopalni elektryczną maszynę wyciągową o wydajności 160 t/h. W celu wykorzystania miału węglowego w 1907 roku podjęto produkcję brykietów. Dokonała się rewolucja w zakresie wentylacji poprzez uruchomienie na szybach elektrycznych wentylatorów ssących, a także poprzez ich zastosowanie w podziemiach kopalni. Powietrze do przodków tłoczono lutniami, stosowano całe systemy tam. Znaczny postęp dotyczył oświetlenia. Powszechnie zaczęto stosować elektryczne lampy żarowe, podjęto również udane próby z indywidualnymi akumulatorowymi lampami elektrycznymi. Niestety zaniechano ich wprowadzenia ze względu na stosunkowo jeszcze wysokie koszty. Lampy olejowe zastąpiono jednak karbidowymi. W 1891 roku wybudowano pierwszą łaźnię robotniczą. Stworzono także drużynę ratowniczą dysponującą 25 aparatami do oddychania, a tamy pożarowe zaopatrzono w rury umożliwiające badanie powietrza za tamą.

W latach I wojny światowej tempo modernizacji trochę osłabło, co nie znaczy, że zostało wstrzymane. W okresie 1916 – 1918 w polu południowym i północnym zostały wprowadzone lokomotywy elektryczne rozwijające prędkość do 18 km/h i mogące ciągnąć po 50 wozów. Odpowiednio do stanu technicznego i koniunktury rosło też wydobycie. Na straży cen węgla z kopalń państwowych stała od 1905 roku Górnośląska Konwencja Węgla. Ceny uzyskiwane w kopalni „Król” były wyższe od średnich cen uzyskiwanych w okręgu górnośląskim, co może świadczyć o dobrej sytuacji ekonomicznej tej kopalni.

W latach I wojny światowej w kopalni pracowało 8132 robotników, z czego 1449 obcokrajowców. Większość robotników od początku istnienia kopalni była Polakami, zaś kadra urzędnicza i nadzorcy uważali się za Niemców. Zawirowania historyczne (wojna, powstania śląskie) sprawiły, że wydobycie kopalni spadło. W rezultacie zatrudnienie wzrosło w 1921 roku do 10502 osób, a 20 czerwca 1922 roku kopalnia przeszła w ręce polskie, po czym została wydzierżawiona polsko-francuskiej spółce „Skarboferm”. W tym okresie, mimo posiadania przez rząd polski kontrolnego pakietu akcji kopalnią zarządzali Francuzi (z wyjątkiem inż. R. Riegera, o którym później). Trzeba jednak oddać honor zarządcom i stwierdzić, że pod ich kierownictwem kopalnie należące do „Skarbofermu” (Król, Bielszowice, Knurów) osiągnęły największą wydajność, przy minimalnych kosztach własnych. Ponad połowę wydobycia eksportowano, lecz spółka nie wnosiła do Skarbu Państwa czynszu dzierżawnego, ze względu na bardzo niskie w owym czasie ceny eksportowe węgla. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że spółka prowadziła rabunkową gospodarkę złożem, ponieważ wybierała na zawał tylko grube pokłady. Rządy „Skarbofermu skończyły się we wrześniu 1939 roku.

W okresie miedzywojennym nastąpił podział pól górniczych należących do kopalni „Król” i utworzono nowe kopalnie. Pole północne z szybami Wyzwolenie I i II przemianowano na kopalnię „Wyzwolenie”. W polu zachodnim z dawnymi szybami kolejowymi (Bahn) zwanymi od tego czasu szybami św. Barbary utworzono kopalnię „Barbara”. Pole wschodnie otrzymało nazwę „Król – św. Jacek”, a szyby Krug I i II odpowiednio – Jacek I i II. Z pola południowego z dawnymi szybami Bismarck I i II nazwanymi Piast I i II utworzono kopalnię „Król Piast”. Szyby te zostały zamknięte w grudniu 1928 roku na skutek wyczerpania się będącego w ich zasięgu węgla, a pole eksploatacyjne przyłączono do kopalni „Król – św. Jacek”. W kopalni tej w latach 1929 – 1933 wybudowano nowy szyb – „Prezydent Mościcki”. Po wyłączeniu w lutym 1937 roku z eksploatacji szybów Jacek I i II nazwę tą przyjęto dla całej kopalni.

W tym okresie kopalnia eksploatowała głównie pokłady 507 i 510, a także resztki wyżej położonych. W cieńszych pokładach zaczęto stosować ścianowy system wybierania, ścianami o długości ok. 60 m. W pokładach grubych nadal stosowano system filarowy. Stosowano już wówczas wrębiarki elektryczne. Jako materiału wybuchowego używano ciekłego powietrza, a od 1929 roku specjalnych patronów bezpieczeństwa. Stosowano głównie eksploatację zawałową i w znikomym stopniu podsadzkę suchą. Modernizacji uległ transport dołowy przez wprowadzenie przenośników wstrząsalnych o napędzie pneumatycznym i wozów do urobku o pojemności 2,5 tony na torze 1050 mm. Na samym szybie „Prezydent Mościcki” została zamontowana nowoczesna maszyna wyciągowa o mocy 850/2100 kW oraz naczynia skipowe o pojemności 10 ton. W nowoczesnej sortowni rozdzielano urobek na 7 sortymentów. Zmodernizowano także brykietownię na szybie Jacek I. Wydajność w tak zmodernizowanej kopalni oscylowała wokół 4 t/dniówkę, co dawało tej kopalni I miejsce w koncernie.

W 1939 roku, po zajęciu Chorzowa przez Niemców, majątek „Skarbofermu” został przejęty pod komisaryczny zarząd „Haupttrenhandstelle Ost”, by wkrótce stać się częścią koncernu „Bergwerksverwaltung Oberschlesien G.m.b.H. der Reichswerke Herman Gőring”. W tym czasie kopalnie były również określane swymi poprzednimi, niemieckimi nazwami. Funkcjonowały trzy odrębne zakłady:



  • Kőnigsgrube Ostfeld (Prezydent Mościcki)

  • Kőnigsgrube Westfeld (Barbara)

  • Kőnigsgrube Nordfeld (Wyzwolenie)

W okresie okupacji nie inwestowano w kopalni, a na jej grunt przeniesiono znane w Niemczech przenośniki taśmowe i rynnowe oraz wiertarki. Wydobycie kopalni zwiększyło się, dzięki pracy robotników przymusowych i jeńców wojennych. W styczniu 1945 roku po wyzwoleniu kopalni przywrócono nazwę „Prezydent” bez nazwy własnej „Mościcki”. W trudnych latach powojennych sukcesywnie kompletowano załogę i usuwano zniszczenia. Uruchomiono łaźnię, urządzenia grzewcze i przesuwnicę wagonową przy sortowni. Zaczęła działać stołówka, a załogę zaopatrywano w żywność. W tym okresie zatrudniano niemieckich jeńców wojennych i młodzież w ramach „Służby Polsce”, a także żołnierzy Wojskowego Korpusu Górniczego.

Lata po II wojnie światowej to okres intensywnego rozwoju kopalni. Średnie wydobycie roczne kształtowało się na poziomie 1 mln ton ( w pierwszym roku powojennym – 545796 ton). Wybudowano urządzenia podsadzkowe na szybach Azoty i Piast. Budowano rozdzielnie elektryczne, modernizowano wentylację i sieć p-poż pod ziemią, wykonano nową sieć telefoniczną i alarmową. W 1950 r. kopalnia wybudowała hotel robotniczy na 220 miejsc, w latach 1949-1957 zaangażowała się w budowę Zasadniczej Szkoły Górniczej i internatu. Wraz z budową nowej lampowni, w 1961 roku wycofano z użytku lampy karbidowe. Systematycznie, zgodnie z potrzebami i wytycznymi gospodarki nakazowo-rozdzielczej kopalnia do samego swego końca (jako samodzielnej jednostki) uczestniczyła w wielu przedsięwzięciach socjalnych, kulturalnych i organizacyjnych. Swój samodzielny byt gospodarczy kopalnia „Prezydent” zakończyła 2 stycznia 1972 roku, kiedy to została przyłączona do kopalni „Polska” w Świętochłowicach tworząc jej drugi ruch, pod nazwą KWK „Polska” w Świętochłowicach ruch II „Prezydent” w Chorzowie.


Pisząc o kopalni „Prezydent”, pod wszystkimi nazwami, pod jakimi niegdyś funkcjonowała, nie sposób nie wspomnieć jednego z czołowych polskich inżynierów, menedżerów i naukowców, który był z nią związany. Mowa o inż. Romanie Riegerze, który w latach 1923 – 1930 był dyrektorem należącej do „Skarbofermu” kopalni „Król”.

Urodzony 22.11.1870 r. we Lwowie Rieger jest wymieniany na równi z takimi sławami nauki „Organizacji i Zarządzania” w Polsce, jak Adamiecki, Bieńkowski, Drzewiecki, Hauswald, Joteyko, Kotarbiński, Rothert i Rytel. (W roku 2003 obchodziliśmy 100 – lecie nauki „Organizacji i Zarządzania” w Polsce.) W latach 1891 – 1895 Rieger studiował na wydziałach Górniczym i Hutniczym Akademii Górniczej w Leoben.

Od 1895 r. inż. Rieger pełnił szereg ważnych funkcji w górnictwie polskim i w zagłębiu ostrawskim, rozpoczynając od stanowiska inżyniera ruchu w kopalni „Eleonora” w Dąbrowie. Piastując stanowiska dyrektorskie w górnictwie, Rieger nie zakończył kariery naukowej. W latach 1926-1933 był wykładowcą i profesorem Akademii Górniczej w Krakowie, a w latach powojennych od 1946 do swej śmierci 27.10.1947 r. jej wykładowcą. Jego zainteresowania naukowe oscylowały wokół naukowej organizacji pracy w górnictwie, czynnika ludzkiego w organizacji, a także dotyczyły stosowania psychotechniki. Jego działalność naukowa zaowocowała wieloma publikacjami z dziedzin jego zainteresowań, których nie sposób tutaj omawiać, bowiem to nie główny temat tego opracowania. Dość wspomnieć, że w 1930 roku Rieger odszedł z zawodowej pracy w górnictwie, a koncern „Skarboferm” w uznaniu zasług przyznał mu dożywotnią rentę. W 1947 roku, u schyłku życia Rieger otrzymał tytuł doktora honoris causa Akademii Górniczej w Krakowie. Z punktu widzenia niniejszego opracowania istotnym wydaje się być aspekt wynalazczy jego działalności. W 1907 roku, będąc zawiadowcą kopalni „Ludwik” w Witkowicach koło Ostrawy Rieger opatentował wynalazek przenośnika wstrząsanego. Składał się on z blaszanych rynien wprawianych w ruch przez silnik pneumatyczny. W tym samym roku wynalazek zaczęto stosować w kopalni „Concordia” w Zabrzu i w Westfalii. Następnie patent Riegera zaczął się rozpowszechniać w innych zagłębiach niemieckich, a później również w brytyjskich. Początkowo rynny te były zawieszane na łańcuchach, a z czasem zaczęto je układać na krążkach ustawionych na spągu, co znacznie ułatwiło załadunek. Główny ciąg rynien układano w chodniku wybierkowym; od niego rozchodziły się rynny boczne doprowadzane do przodków i wprawiane w ruch przez rynny główne. Tym sposobem powstawały nawet kilkusetmetrowe systemy przenośników, którymi transportowano urobek od przodków, aż do chodników przewozowych. Mimo wad (poziom hałasu) przenośniki te były powszechnie stosowane w górnictwie środkowoeuropejskim. Z analizy źródeł wynika, że w kopalni „Król” przenośniki te wprowadzano w latach budowy szybu „Prezydent Mościcki”, czyli w latach 1929-1933, co dziwi, bo Rieger dyrektorował w kopalni od 1923roku (wg dr A. Czecha z AE w Katowicach) i zapewne był zainteresowany wprowadzaniem nowoczesnego transportu. Chyba że prawdą jest, podana ze znakami zapytania przez M. Marca w „Zarysie dziejów KWK „Polska”” informacja, że prawdopodobnie od 1926 do ? dyrektorem kopalni „Król” był niejaki Reumaux, a wtedy Rieger nie mógł mieć wpływu na stosowana w kopalni technikę. Pewnym zaś jest, że Rieger zakończył dyrektorowanie w „Królu” w 1930 roku, a wtedy zgadzałby się czas wprowadzenia wspomnianych przenośników w tej kopalni.

Kończąc wątek dotyczący kopalni „Prezydent” należy stwierdzić, że przez pewien okres kierował nią jeden z najwybitniejszych praktyków i teoretyków „polskiej szkoły górniczej”, jeden z najświatlejszych i wszechstronnych naukowców swojej epoki.



  1   2   3   4


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość