Strona główna

Jak ludzie będą sobie radzić z przestępczością, rozstrzyganiem sporów, osiąganiem porozumienia i ustanowieniem dyrektyw postępowania, jeśli nie będzie państwa


Pobieranie 29.24 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar29.24 Kb.
Jak ludzie będą sobie radzić z przestępczością, rozstrzyganiem sporów, osiąganiem porozumienia i ustanowieniem dyrektyw postępowania, jeśli nie będzie państwa?

Głównym celem rządów i praw jest utrzymywanie większości z nas pod kontrolą tak, by można było nas skutecznie doić, jak stado krów. Prawa pisze się i egzekwuje w taki sposób, że biedni zawsze ponoszą odpowiedzialność za drobne wykroczenia, podczas gdy władzom często uchodzą na sucho nawet przestępstwa. Z wyjątkiem niewielkiej liczby ludzi o nastawieniu antyspołecznym, większość z nas jest zdolna unikać krzywdzenia innych i rozstrzygać spory bez odwoływania się do władz. Większość sporów powstających między ludźmi już jest rozstrzygana poza sądami i systemem prawnym, w drodze arbitrażu lub mediacji. Jeśli im na to pozwolić, ludzie zawszą działają tak, by chronić się przed używającymi przemocy przestępcami. Jest to odruch, taki jak podniesienie ręki dla odparowania ciosu. Gdy nie będzie państwa, funkcje ochrony mieszkańców danej społeczności lokalnej przejmie sama wspólnota, powołując sąsiedzkie grupy ochrony, wybierane i kontrolowane przez samych mieszkańców lub wynajmowane będą przez wspólnotę firmy ochroniarskie, z którymi - w wypadku nie wypełniania przez nie należycie obowiązków - zebranie członków gminy rozwiąże umowę o pracę. Obecnie policja, sądy i rządy, są odpowiedzialne przed ludźmi jedynie w najbardziej okrężny sposób, jaki jest możliwy i nie da się zrezygnować z ich usług, nawet jeśli są to usługi bardzo złej jakości. Przymus korzystania z owych niewydolnych i drogich instytucji, brak rzeczywistej kontroli nad nimi, powoduje, iż stały się one w oczywisty sposób zagrożeniem dla naszej wolności. Ponadto przestępczość w dużej mierze wypływa z patologii społecznych generowanych przez obecny system polityczno - gospodarczy. Liczba przestępstw powinna zdecydowanie spaść, gdy tylko działalność produkcyjna jednostki stanie się łatwiejsza oraz system gospodarczy stanie się przyjazny dla ogółu ludzi, którzy zaczną dostrzegać sens swojej pracy i potrzebę przynależności do danej komórki społecznej. Karane powinny być tylko te czyny, które powodują faktyczną krzywdę innych ludzi. Każda wspólnota lokalna powinna być uznana za podmiot prawa i to ona właśnie powinna decydować, które czyny jednostki należy kwalifikować jako krzywdę faktyczną. Niebezpieczeństwo, że wspólnota uciskałaby swoich członków powinno zostać wyeliminowane dzięki wychowywaniu ludzi w duchu wolności i poszanowania praw jednostki. Jeśli uda się nam rozpropagować nasze idee wystarczająco szeroko, to osobista wolność powinna być szanowana jeszcze bardziej niż obecnie. W wolnym społeczeństwie przejawianie rzeczywistego współczucia i uczciwości w postępowaniu z innymi jest sprawą najwyższej wagi, albo nie będzie ono długo trwało. Trudno zresztą wyobrazić sobie wolną wspólnotę, która zużywałaby na stosowanie przymusu tego samego poziomu zasobów, co obecne rządy. Między dobrem wspólnoty a prawami jednostki istnieje nieuniknione napięcie, ale anarchiści nie uważają, że jedno trzeba poświęcić na rzecz drugiego. Co do dyrektyw wzajemnego postępowania w trakcie wytwarzania i używania dóbr, to lepiej, by uzgadniali je między sobą ludzie, którzy dane produkty wytwarzają i ich używają, a nie korporacyjni urzędnicy ani rządowi biurokraci. Nieporozumieniom i oszustwom zapobiegałyby umowy, dzięki czemu kasta prawników uległaby zanikowi. Zresztą stowarzyszenia zawodowe ustanowiły już wiele standardów. Jeśli próbowałeś kiedykolwiek naprawić samochód lub łączyć komputery, to rozumiesz, jak konieczne są obejmujące cały dany przemysł standardy i jak ich brakuje. Jeśli jakiemuś produktowi będzie brakować "pieczątki" organizacji konsumenckich, to konsumenci będą go unikać. Wykształceni konsumenci mogą wpływać na to, co się produkuje, jeśli tylko działają wspólnie i w dużej liczbie.

Jak bez rządu obronimy się przed napaścią zagranicznych rządów?

Moglibyśmy mieć siły zbrojne całkowicie ochotnicze i kontrolowane przez społeczeństwo, mające za zadanie obronę naszej wolności, a nie narzucanie naszej woli ludziom zza granicy. Jeśli jacyś ochotnicy chcą uczestniczyć w wojnach za granicą, to nie powinno im się tego zabraniać. Świat okazałby się wkrótce o wiele mniej niebezpiecznym miejscem, gdy tylko inne społeczności nie bałyby się ataku z naszej strony i gdy przestalibyśmy eksportować dla zysku broń. Brak rządu nie oznacza braku organizacji. Oznacza brak przymusu.

Sytuację w miejscach takich jak Liban, Somalia czy była Jugosławia często określa się mianem "anarchii". Czy jest to słuszne?

Nie, ponieważ wojny w tych krajach wynikają ze sprzeczności interesów konkurujących ze sobą o władzę elit. Rezultatem jest chaos. Anarchia natomiast to brak rządzącej elity. Rząd to najsilniejszy gang agresorów na danym terenie w danej chwili. Gdy dominującej grupie rzuca się wyzwanie, wybucha wojna domowa. Anarchia w przeszłości była rzadkim przypadkiem, jako że zazwyczaj jest jakaś elita, która chce narzucić swoją władzę, gdy tylko nadarzy się okazja. Emiliano Zapata, jedna z głównych postaci rewolucji meksykańskiej w latach 1911-1918, był pod wpływem idei anarchistycznych, zwłaszcza braci Ricardo i Enrique Floresa Magona. Przy pomocy armii indiańskich chłopów wyzwolił on czasowo duże obszary Meksyku. Po rewolucji rosyjskiej w 1917 roku, chłopska, w większości anarchistyczna armia, dowodzona przez Nestora Machnę, w walkach przeciw armiom białych, czerwonych i zagranicznych interwentów, wyzwoliła rozmaite części Ukrainy. Obydwa te wystąpienia zostały sprowokowane przez władzę i przez władzę zostały stłumione. W latach 1929-1931 koreańscy anarchiści ustanowili autonomiczną strefę w prowincji Shimin w północnej Mandżurii, ale zostali zgnieceni przez wojsko japońskie oraz chińskich i rosyjskich komunistów. W 1936r. podczas hiszpańskiej wojny domowej rozpętanej przez frankistów i rewolucji, która była odpowiedzią na agresję frankistów, anarchiści wyzwolili rejony Aragonii, Katalonii i inne części Hiszpanii. Weszli oni w niełatwy, antynacjonalistyczny sojusz z rządem republikańskim, ale byli naciskani i zostali zmuszeni do odstąpienia od swych celów. Potem prześladowali ich zarówno zwolennicy republiki, jak i nacjonaliści. Przykłady te dowodzą, że zawsze znajdą się ludzie, którzy nie cofną się przed użyciem przemocy w dążeniu do władzy, nawet jeśli prowadzi to do chaosu i wojny. Chaos zatem rodzi władza, a nie anarchia.

Co anarchiści sądzą o własności?

Anarchiści nie odrzucają prawa jednostki do posiadania własności, aczkolwiek mają na ten temat własne zdanie. Prawo osoby do przedmiotu może się opierać jedynie na fakcie, że go wyprodukowała, znalazła, otrzymała lub kupiła za wypracowane osobiście przez siebie pieniądze. Jesteśmy więc za własnością prywatną o tyle, o ile nie pochodzi ona z wyzysku pracy innych ludzi i nie przyczynia się do tego wyzysku. Jesteśmy przeciwko własności prywatnej lub publicznej, która nie jest użyteczna sama w sobie dla jej posiadacza i służy do wykorzystywania bliźnich. Własność powinna istnieć po to, aby zaspakajać rzeczywiste potrzeby człowieka, a nie potrzeby wyimaginowane, wynikające z mody lub chęci posiadania dla samego posiadania. Zdrowy rozsądek podpowiada, iż jeśli ktoś posiada rzecz, której nie używa i nie będzie używać, podczas gdy jego bliźni nie posiada owej rzeczy, a jest mu ona potrzebna, to osoba posiadająca tą rzecz powinna czuć się zobligowana do odstąpienia jej temu, komu jest naprawdę potrzebna. Jeśli mam na przykład płaszcz, którego nie używam i nie będę używał, a ty nie posiadasz w ogóle płaszcza, to powinienem czuć się zobligowany do odstąpienia go tobie. W podobny sposób, chociaż na przykładzie chleba potrzebnego głodnemu do przeżycia, uzasadniał potrzebę ograniczenia prawa własności Tomasz z Akwinu. Zasada uzasadniająca istnienie własności jest więc ostatecznie podwójna: 1) Każdy ma prawo do tego, co tworzy swoją własną pracą, lecz nie przez wykorzystywanie pracy innych. 2) Każdy ma prawo do posiadania rzeczy, które są niezbędne do życia fizycznego i duchowego, i których używa lub będzie używał, lecz nie ma moralnego prawa do tego, czego nie potrzebuje i nie używa lub nie będzie używał, zwłaszcza gdy inni cierpią z powodu nieposiadania owych zbytecznych dla niego rzeczy. W konsekwencji kapitaliści nie mają żadnego prawa do swojej własności, gdyż są bogaci nie dlatego, że dużo pracują, ale dlatego, że wiele osób pracuje na nich. Ci, którzy pracują na kapitalistów, mają prawo do ich dóbr, ponieważ to oni dobra te wytwarzają. To właśnie robotnicy pracują zawsze o wiele dłużej i wykonują zadania o wiele bardziej niewdzięczne, niż właściciele kapitału, w dodatku w o wiele gorszych warunkach. Wielka niesprawiedliwość!

Czy ludzie są rzeczywiście tak dobrzy, że mogą żyć bez rządu?

Czy ludzie rzeczywiście są tak dobrzy, że można im zaufać, powierzając kierowanie rządem? Rządy zabiły dużo więcej ludzi niż przestępcy, gangi i masowi mordercy, którzy wyglądają przy nich jak hobbyści. Anarchiści uważają rządy za najpotężniejszą formę zorganizowanej przestępczości. Oczywiście, niektóre rządy są gorsze od innych, ale wszystkie z nich dysponują potencjałem do popełniania okrucieństw.

Czy anarchiści są zwolennikami obalenia przemocą istniejących władz?



Niektórzy anarchiści opowiadają się za tym w nadziei, że jak złamie się władzę elity, to ludzie spontanicznie się zorganizują. Stanowisko to rozpowszechniło się wśród anarchistów zwłaszcza w drugiej połowie zeszłego stulecia. Jednak sprzeczność między rewolucyjną zmianą społeczną a anarchistycznym ideałem dobrowolnych stosunków społecznych zawsze niepokoiła różnych anarchistów. Przy braku jednomyślnej opozycji wobec elity, rewolucje zawsze wiążą się ze stosowaniem przymusu przeciwko zwolennikom i sympatykom tej elity, którzy mogą stanowić nawet dużą część społeczeństwa. Najwięcej przymusu potrzeba wówczas, gdy mniejszość próbuje wprowadzić radykalną zmianę społeczną dla nieświadomego ogółu. Rewolucyjni anarchiści dowodzą jednak, że przemoc przeciwko tyranii jest obowiązkiem i że przymus w imię lepszego świata jest usprawiedliwiony. Dowodzą, że jest w najwyższym stopniu nieprawdopodobne, aby wielu ludzi mając wybór zdecydowało się zostać niewolnikami, i że wystarczy obalić obecny układ polityczny oparty na przymusie, a ludzie zaczną organizować się w społeczeństwo oparte na zasadach anarchistycznych. Ich argumentacja nie wydaje się wszakże słuszna, bowiem na przykład, po wyzwoleniu niewolników w Stanach Zjednoczonych czy uwłaszczeniu chłopów w Rosji, wielu z nich zamiast uciec od swych panów pozostało tam, gdzie dawniej. Dlatego właśnie większość współczesnych anarchistów (w tym i nasza grupa) preferuje strategię pracy u podstaw na rzecz stopniowego przekształcenia społeczeństwa przez edukację i samo organizację, tak, by ludzie stawali się coraz mniej zależni od swych pracodawców i od rządu, a coraz bardziej zdolni do organizowania się w dobrowolny sposób. Ten punkt widzenia opiera się na spostrzeżeniu, że obecny system społeczny trwa głównie dzięki brakowi praktycznych alternatyw i sile bezwładności. Ponieważ spółdzielnie pracy i spółdzielnie spożywców nie są szeroko rozpowszechnione, większość z nas musi sprzedawać swą pracę kapitalistycznym pracodawcom. Podobnie, skoro nie ma organizacji sąsiedzkich do radzenia sobie z przestępczością, to jeśli ludzie słyszą, że ktoś włamuje się do sąsiedzkiego domu, dzwonią na policję. Przy strategii ewolucyjnej, nowe społeczeństwo jest budowane w skorupie starego, zmieniając się powoli i łagodnie. Strategia rewolucyjna obiecująca szybsze rezultaty, pozostawia niebezpieczną próżnię w okresie bezpośrednio po rewolucji, kiedy to większość rewolucji ponosi klęskę lub przywraca zmodyfikowaną wersję starego systemu. Chcąc zatem usunąć stary porządek, trzeba najpierw przekonać ludzi do potrzeby zmiany w anarchistycznym kierunku i zmienić ich świadomość, tworząc jednocześnie tu i teraz alternatywną rzeczywistość. Należy zakładać anarchistyczne firmy, ośrodki kształcenia, fundacje, kasy ubezpieczeniowe, związki zawodowe, wspólnoty mieszkalne, rozwijać niezależną sztukę, filozofię itp. Rewolucjoniści będą dowodzić, że jakiekolwiek znaczące stopniowe wysiłki zostaną stłumione przemocą. Być może, ale jeśli wysiłki te nie wiążą się z przemocą ani przymusem, tłumienie ich byłoby dla rządu politycznie ryzykowne. Musiałby on ograniczyć swobody do takiego stopnia, że pokazałby społeczeństwu to, o co właśnie nam chodzi, mianowicie represyjny charakter władzy. Próbując perswazji na rzecz naszych ideałów, ryzykujemy mniej. Są także inne powody tego, by unikać stosowania przemocy (z możliwym wyjątkiem samoobrony). Strona, która jako pierwsza ucieka się do przemocy, jest prawie zawsze obwiniana przez ogół o spowodowanie konfliktu. Poza tym walka zbrojna zachęca do stworzenia konspiracyjnej elity kierowniczej, która nie może być kontrolowana przez jej zwolenników. Skuteczność walki zbrojnej opiera się na używaniu zdrady i przemocy, i nawyki te mogą pozostać nawet po pokonaniu pierwotnego wroga, a zwycięstwo nie dostaje się bardziej wartościowemu, tylko silniejszemu. Wielu anarchistów uważa też, że przemoc i przymus są moralnie złe i nie użyliby tych środków nawet wtedy, gdy byłaby nadzieja osiągnięcia dzięki nim pożądanego celu. Istnieje w anarchizmie także nurt pacyfistyczny, odrzucający wszelką przemoc, jak choćby zwolennicy chrześcijańskiego anarchizmu Lwa Tołstoja lub anarchizujący ruch hippisów w latach sześćdziesiątych. Historycznie rzecz biorąc, rewolucyjna przemoc osiągnęła skromne rezultaty, przy oszałamiających kosztach śmierci i cierpienia. Nie była też pomysłem anarchistycznym, ponieważ pierwsi myśliciele anarchistyczni głosili ewolucję a nie rewolucję. Jeśli wśród anarchistów pojawiała się myśl o rewolucji, to była ona obcą i nie pasującą do wolnościowego ducha anarchizmu sadzonką, przeszczepioną na jego grunt z niewolnościowych ideologii. Francja, Meksyk, Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny i Kuba doświadczyły "zakończonych sukcesem" rewolucji, ale ich społeczeństwa nie są w istotny sposób bardziej wolne, ani też klasa robotnicza nie ma się tam znacząco lepiej niż w Wielkiej Brytanii, Szwecji czy Kanadzie. Można powiedzieć, że nie były to prawdziwie społeczne rewolucje. Jeśli argumentuje się za rewolucją kierowaną w imieniu uciskanych przez awangardową grupę lub partię, to trzeba dowodzić, że ogół jest albo poddany praniu mózgu tak, że nie rozumie własnego interesu, albo też pobity i bierny. Jeśli jest to prawda, to co dobrego przyniesie użycie siły w jego imieniu, jeśli nie popiera on świadomie zmiany społecznej? Nieświadomi ludzie mogą w końcu wystąpić przeciwko nam albo biernie przyglądać się jak giniemy. Bez uprzedniej pracy uświadamiającej nie powstanie wolne społeczeństwo, a ludzie ugrzęzną w chaosie albo też na koniec pozwolą kierować się politykom. W latach trzydziestych w Hiszpanii, podczas wojny z frankistami, znaczna liczba robotników zorganizowała się, ale klasa robotnicza jako całość nie była zdolna do osiągnięcia poziomu samoorganizacji koniecznego do tego, by obyć się bez kierownictwa rewolucyjnych partii. Jak podkreślili anonimowi autorzy "You Can't Blow Up a Social Relationship", "całkowita zapaść tego społeczeństwa nie dałaby żadnych gwarancji na to, co je zastąpi. O ile większość ludzi nie ma idei ani organizacji wystarczającej do stworzenia alternatywnego społeczeństwa, zobaczylibyśmy z powrotem stary świat, bo byłyby on tym, do czego ludzie przywykli, w co wierzą i co istnieje niezagrożone w ich osobowościach". Alexander Berkman napisał": W miarę jak umysły [ludzi] poszerzają się i rozwijają, jak stają się oni zwolennikami nowych idei i tracą wiarę w swoje poprzednie wierzenia, instytucje zaczynają się zmieniać i w końcu są porzucane. Ludzie wzrastają w zrozumieniu, że ich poprzednie poglądy były fałszywe, że nie były one prawdą, tylko uprzedzeniami i przesądami.(...). Rewolucja społeczna nie jest zatem przypadkiem ani niczym nieoczekiwanym. Nie ma w niej nic niespodziewanego, bo idee nie zmieniają się nieoczekiwanie. Wzrastają one powoli, stopniowo, jak roślina czy kwiat. (...) Rozwija się to do punktu, gdy znacząca liczba ludzi przyjmuje nowe idee i decyduje się na praktyczne ich wprowadzenie." Musimy pracować w celu budowania funkcjonujących części nowego społeczeństwa, utrzymując jasną wizje naszej alternatywy. Nie wolno nam się dać - z jednej strony - zasymilować przez państwo, ani też - z drugiej strony - nierozważnie przecenić poparcia dla siebie. Poprzez edukację, wzajemne oddziaływanie i przykład możemy stopniowo pracować na rzecz uwolnienia ludzkości od etatyzmu, nacjonalizmu, rasizmu, seksizmu, przemocy, dręczenia zwierząt oraz wszystkich innych złych rzeczy, którymi ludzkość jest dotknięta. Ale musimy działać razem, by ludzie brali nas poważnie. W razie, gdy istniejący porządek zawali się, ludzie będą mieli swobodę organizowania się w grupy, niezależnie od tego, co będzie robić większość. Jeśli takie grupy będą wystarczająco duże, aby być gospodarczo zdolnymi do funkcjonowania i bronienia swej autonomii, to nawet będąc stosunkowo niewielkimi mogą ustanowić nowe stosunki społeczne.

A co wówczas, jeśli pewni ludzie wolą mieć rząd?

Dopóki związki są całkowicie dobrowolne, a nie wymuszane nędzą lub siłą, trudno byłoby anarchistom usprawiedliwić dławienie jakiegokolwiek dobrowolnego stowarzyszenia, tak samo jak trudno byłoby im usprawiedliwić dławienie religii, przesądów czy nałogów. Jeśli zatem pewni ludzie chcieliby być rządzeni, to trzeba by im na to pozwolić. Naszym zdaniem obok siebie mogą istnieć społeczności ludzkie zorganizowane na różnych zasadach w tym także nieanarchistycznych. Koncepcja taka nazywa się koncepcją panarchii. Panarchia to nazwa dla społeczeństwa złożonego z wielu różnych, ale pokojowo współistniejących ze sobą form społecznych. Teoria panarchii zakłada, że ludzie mają rozmaite poglądy i preferencje co do tego, jak się organizować. Każda grupa, zamiast próbować zdobyć władzę w celu narzucenia wszystkim swoich poglądów i upodobań, organizuje się sama i pozwala robić innym to samo. Nawet ludzie dzielący to samo terytorium geograficzne mogą posiadać zdecydowanie odmienne poglądy na organizację społeczeństwa i żyć odmiennie, podobnie jak w społeczeństwach zezwalających na pewną wolność religijną współistnieją różne religie. Na danym terytorium istniałyby zatem obok siebie obszary zamieszkałe przez anarchistów i państwowców. Różnicą pomiędzy anarchistami a państwowcami byłyby brak u tych pierwszych najwyższej władzy ustanawiającej reguły, którym wszyscy muszą być posłuszni. Oczywiście wymagałoby to od każdego poszanowania wyborów innych i powstrzymania się od używania przymusu i przemocy. Anarchiści robiliby swoje, a ci, którzy chcieliby dalej, dobrowolnie podporządkować się jakiemuś rządowi, też mogliby to robić. Nam anarchistom wystarczyłby nawet mały skrawek ziemi np. wielkości obecnej gminy, na którym moglibyśmy żyć według naszych zasad, abyśmy poczuli się usatysfakcjonowani. Jesteśmy skłonni uszanować wybór ludzi, którzy pragną być rządzeni, dlaczego więc nie szanuje się naszych wyborów i nie pozwala żyć jak chcemy, ale zmusza do uznawania scentralizowanej władzy? My przyznajemy ludziom wolność do wybierania pomiędzy państwem i anarchią, dlaczego państwowcy nie pozwalają nam na podobną wolność? Dlatego, iż rządy z definicji są instytucjami przymusu i kontroli. W ich pobliżu nie może istnieć nic, co nie jest im podległe, ponieważ albo poddadzą to swojej władzy, albo zniszczą, stąd wszelkie próby organizacji pluralistycznego społeczeństwa rozbijają się na rafach ich nietolerancji. Wszyscy musimy żyć w miszmaszu skrupulatnie egzekwowanych reguł wywodzących się z bitew staczanych w elitarnych wyścigach oficjalnego procesu politycznego. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak dążyć do całkowitego zniesienia tych ekspansywnych instytucji. W przeciwieństwie jednak do władzy stosującej wobec nas często przemoc, pragniemy osiągnąć nasze cele w sposób pokojowy i demokratyczny, propagując idee panarchii. Panarchia powinna przecież przemawiać do każdego, ponieważ teraz nikt w rzeczywistości nie dostaje tego, czego chce.

Co proponujecie, by osiągnąć anarchistyczne stosunki społeczne?

Twierdzimy, że właściwym kierunkiem dla ruchu anarchistycznego jest koncentrowanie wysiłków na dwóch zadaniach: edukacji ogółu i organizowaniu tu i teraz własnych stosunków społecznych. Naszym celem nie powinno być obalenie istniejących stosunków społecznych, bo nie są one uważane przez ogół za coś, czego nie można tolerować. Musimy informować ludzi o naszych ideach: pokazywać im, że anarchistyczne stosunki społeczne mogą faktycznie funkcjonować. Gustav Landauer sugerował, że gdy ludzie ujrzą funkcjonujące wspólnoty oparte na dobrowolnej współpracy, to choćby zazdrość ogółu spowoduje, że będzie powstawać coraz więcej takich społeczności. Te dobrowolne organizacje ostatecznie uczynią bezużytecznymi stare przymusowe instytucje i wówczas instytucje te zostaną porzucone lub uczynione bezsilnymi, jak stało się to już w przeszłości z monarchią i Kościołem. Łącząc nasze wysiłki z innymi niepaństwowymi w panarchistyczną federację, moglibyśmy przyspieszyć tempo zmian społecznych.

Czy anarchia jest celem, który można faktycznie osiągnąć, czy tylko ideałem do którego się dąży?



Jeśli przybliżyć się dostatecznie blisko do ideału, ostatecznie cel także zostanie osiągnięty.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość