Strona główna

Jaki był mijający rok dla polskiego sądownictwa?


Pobieranie 23.09 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar23.09 Kb.


Jaki był mijający rok dla polskiego sądownictwa?
Na to pytanie nie sposób udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Inaczej sądownictwo postrzegają sędziowie, inaczej oceniają jego dokonania dziennikarze a jeszcze inaczej społeczeństwo.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że 2004 rok z punktu widzenia statystyki pracy sądów był rokiem podobnym a nawet w niektórych aspektach lepszym niż 2003. Efektywna i żmudna praca środowiska sędziowskiego zaowocowała zdecydowanie większą ilością zakończonych spraw w stosunku do ich bieżącego wpływu. Powoli i systematycznie spada liczba zaległych spraw. Zmniejsza się czas oczekiwania na ich wyznaczenie i to w każdej kategorii: karnej, cywilnej, gospodarczej czy rodzinnej. Również dzięki lepszym procedurom uległ zdecydowanemu skróceniu czas trwania poszczególnych procesów. To może cieszyć każdego prawnika, a zwłaszcza sędziego. Jest to kolejny rok dający powód do satysfakcji, że rzetelna i sumienna praca przynosi spodziewane efekty.

Także w sferze budżetowej zamierzenia na rok 2005 są nader korzystne. Będzie to już trzeci rok takiego kształtowania budżetu, przy wydatnej roli Krajowej Rady Sądownictwa, który pozwoli sądownictwu wyjść z niezwykle groźnego zjawiska niedoinwestowania, jakie miało miejsce do 2002 r.

Do tego czasu państwo nie traktowało sądownictwa, na którym spoczywa obowiązek ochrony praw obywateli, jako realnej władzy państwowej, lecz jako klienta ustawodawcy i egzekutywy. Odbiór funkcjonowania sądownictwa w społeczeństwie w trudnych latach 90 spoczywał zarówno w rękach samych sędziów, jak i środków społecznego przekazu. Sędziowie z racji sprawowanej funkcji nie byli w stanie „przebić się” do opinii społecznej ze swoimi bolączkami, trudnościami, które powstawały po przemianach ustrojowych zapoczątkowanych w 1989 r.

Krajowa Rada Sądownictwa jako organ konstytucyjny stojący na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów wielokrotnie zwracała uwagę na pogarszające się warunki pracy sędziów i sądów. Wskazywała na pilną potrzebę właściwych zmian organizacyjnych, finansowych i legislacyjnych. Postulaty te zostały spostrzeżone dopiero przez Ministra Sprawiedliwości Grzegorza Kurczuka, który zaczął wdrażać nasze propozycje rozwiązań, nie tylko budżetowych.

W ocenie wielu wybitnych znawców problematyki sądownictwa lata 90 zostały zaprzepaszczone, zwłaszcza w zakresie braku rozwiązań nie tylko budżetowych, ale przede wszystkim – legislacyjnych. Obowiązujące wówczas procedury nie zostały dostosowane do zadań zwiększonych zarówno pod względem jakościowym jak i ilościowym. Przekładało się to na niemożność załatwienia rosnących lawinowo liczby spraw. Ówczesne problemy nie znalazły zrozumienia ani w rządzie, ani w parlamencie. Ten stan rzeczy trwał aż do 2002 roku. Zarówno Krajowa Rada Sądownictwa jak i sędziowie nie mieli w nikim wsparcia w walce o lepsze jutro polskiego sądownictwa. Każda gazeta bądź tygodnik w czarnych kolorach przedstawiały zapaść polskiego sądownictwa. Wtórowali temu uznani politycy, jak i liczni luminarze prawa. Przedstawiano w środkach społecznego przekazu obraz sędziego, który jest leniwy, mało wydajny i nagminnie skorumpowany. Liczne publikacje prasowe o nieetycznych zachowaniach sędziów czy też wyjątkowe (faktycznie cztery) sprawy korupcyjne, o jakie są podejrzani sędziowie doprowadziły do próby dyskusji o kondycji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Tylko próby dyskusji, bo nie sposób mówić bądź pisać w miarę rzetelnie o tematyce sędziowskiej, jeżeli wychwytuje się jedynie co ciekawsze rzeczy i to takie kiedy sędzia jest pijany, bądź zarzuca mu się podejrzane kontakty. Wówczas wszyscy zgodnym chórem wołają o zniesieniu immunitetu sędziowskiego bądź, jego ograniczeniu. Żądają też likwidacji sądów dyscyplinarnych działających rzekomo w myśl zasady: kruk krukowi oka nie wykole.

Taka sytuacja trwa już od wielu lat. Również od wielu lat ci sami dziennikarze bądź publicyści piszą to samo, co pisali kilka lat wcześniej. To samo wtórują im politycy i co dziwne te same autorytety prawnicze, lansowane w środkach społecznego przekazu prawie bez przerwy, tak jakby poza trzema - czterema nazwiskami nie było innych. Oczywiście nie są to sędziowie, lecz specjaliści, którzy mają patent na uzdrowienie upadłej Temidy i Trzeciej Rzeczypospolitej, której wróżą rychły koniec. Znają się na wszystkim: procedurach, immunitetach, administrowaniu wymiarem sprawiedliwości, legislacji. Wiedzą też, jakie powinny być wyroki we wszystkich głośnych sprawach. Dziennikarze podchwytują ten ton w imię słusznej walki z niektórymi negatywnymi zjawiskami, jakie można przecież dostrzec w każdej grupie zawodowej. Polskie sądownictwo jest w tym znaczeniu niezłym poligonem doświadczalnym. Można przeprowadzać bezpardonowy atak na immunitety tylko po to, ażeby wykazać, że w państwie prawa taki mechanizm jest zbędny gdyż, w istocie jedynie chroni sędziów przed odpowiedzialnością karną. Dziennikarze, jak i szereg innych osób, zapominają, że do prawdziwego państwa prawa sporo nam brakuje, a nasza demokracja jest stosunkowo młoda i narażona na liczne wypaczenia. Nawet w państwach o utrwalonej demokracji nikt nie żąda zniesienia immunitetu.

Piszę o tym ze smutkiem, gdyż zdaję sobie sprawę, że to właśnie media kształtują negatywny wizerunek sędziów i sądów w oczach społeczeństwa. Nie spotkałem się z przychylnymi artykułami dotyczącymi sędziów, problemów związanych z trudami ich pracy. Liczy się tylko news i skandal. Rzetelna i sumienna praca prawie 10 000 sędziów nie przekłada się na wzrost prestiżu tego zawodu i społecznego zaufania do niego, bo społeczeństwo nie jest o tym informowane. Odbiór pozycji i rangi zawodu sędziego kształtują opinie i przeprowadzone sondaże. Znany publicysta „Rzeczpospolitej” Maciej Rybiński w jednym z felietonów stwierdził, że „ankiety są dziś ostoją Rzeczypospolitej”. Odniósł to do notowań wobec partii, ale ja uważam, że tak samo możemy odnosić to do sposobu kształtowania roli i pozycji sędziego w społeczeństwie. Każdy, kto czyta ankiety bądź sondaże dotyczące zaufania do zawodu sędziego, widzi, że ten zawód ma niską pozycję społecznej akceptacji, ale za to zajmuje czołowe miejsce wśród grup zawodowych powiązanych ze zjawiskiem korupcji.

Nie wiem dlaczego tak jest, ale nie spotkałem się z kompleksową analizą tych ankiet, sondaży a zwłaszcza uzyskaniem odpowiedzi, co jest powodem, że respondenci (czytaj – społeczeństwo) wskazują na korupcję i niski prestiż sądów. Oczywiście każdy może powiedzieć, że jest to wina samych sędziów, którzy nie tylko że są mało wydolni, to jeszcze mają na sumieniu liczne przewinienia służbowe, jak i też czyny przestępcze. Taki pogląd niestety lansują media, nagłaśniając nierzadko kilka tych samych nagannych zachowań, wypaczając prawdziwą skalę tego zjawiska. I to się udało. Na przykładzie pani sędzi, która prowadziła na osiedlowej uliczce pojazd w stanie nietrzeźwym, jedna z gazet przypadek ten opisywała tyle razy, ile było posiedzeń sądu, z adnotacją „znana sędzia” i wspominając za co jest sądzona. Na przestrzeni dwóch lat było kilkanaście takich publikacji. Ja wiem i dziennikarz też, że dotyczy to jednej i tej samej sprawy. Ale czy wie o tym przeciętny Kowalski, sporadycznie czytający prasę. On wie jedno, że sędziowie prowadzą pojazd mechaniczny pod wpływem alkoholu i takich sędziów było kilkunastu. Nie oznacza to, że przytaczając ten przykład jestem zwolennikiem zakazu informowania o pijanych sędziach, bądź o innych, niegodnych zachowaniach. Jestem natomiast zwolennikiem zachowania rzeczywistych proporcji i zdrowego rozsądku.

Informacje o sędziach powinny być rzetelne, oparte na faktach a nie na emocjach czy taniej sensacji. Zdaję sobie sprawę, że nieliczna grupa sędziów „grzeszy” ponad miarę prowadząc pojazdy mechaniczne w stanie nietrzeźwym bądź podejmuje pracę pod wpływem alkoholu. Bywają też i gorsze zachowania.

Liczne prasowe publikacje o tych zdarzeniach zamieniają się, pod pozorem ratowania Temidy, w swoistą nagonkę na całe środowisko sędziowskie z założeniem, że nie potrafimy się oczyścić i wyeliminować takich sędziów z zawodu. Dziennikarze żądają wyciągnięcia surowszych konsekwencji, przytaczając bez przerwy te same osoby i ich czyny, które były znane opinii publicznej i środowisku sędziowskiemu już od paru lat. Ostatnio na łamach „Rzeczpospolitej” pojawił się artykuł Andrzeja Goszczyńskiego „Sędziowie bez korony”. Autor jest zdania, że sędziowie nie ponoszą żadnych konsekwencji, bo sądy dyscyplinarne nie uchylają immunitetów. Uważa, że za tym stoi „oczywista solidarność korporacyjna”. Wtóruje mu prof. Wiktor Osiatyński, który w tymże artykule wprost stwierdza, że „niektóre decyzje sądów dyscyplinarnych to objaw najgorszej choroby toczącej polskie sądownictwo: paranoi wyrażającej się w przekonaniu, że brudy trzeba prać za zamkniętymi drzwiami”. W tym samym artykule Wiktor Osiatyński konkluduje, że wyciąganie tych brudów na światło dzienne jest atakiem na środowisko sędziowskie. Jestem zdumiony taką łatwością uproszczonego myślenia, gdyż nikt ze środowiska sędziowskiego, nigdy tak nie uważał i nigdy takiego sformułowania nie opublikowano.

Krajowa Rada Sądownictwa wielokrotnie wypowiadała się za szybkością, sprawnością i skutecznością funkcjonowania sądów dyscyplinarnych właśnie po to, ażeby uniknąć takich poglądów i niezasłużonych ocen. Za decyzjami sądów dyscyplinarnych stoi głęboka ocena materiału dowodowego i skoro mamy być państwem prawa, to szanujmy także decyzje tych sądów. Przypomnę tylko, że sądy dyscyplinarne, po wejściu w życie ustawy o ustroju sądów powszechnych z dnia 27 lipca 2001 roku, działają jawnie. Każdy może przyjść na rozprawę i wyrobić sobie swój pogląd o działaniu sądu. Należy też zauważyć, że w sposób zdecydowanie spada liczba toczących się postępowań dyscyplinarnych, zarówno w kategorii przewinień służbowych, jak i czynów przestępczych.

O tym, że środowisku sędziowskiemu nie brakuje zdrowej aspiracji do samooczyszczania świadczą orzeczenia sądów dyscyplinarnych, które usuwają sędziów z zawodu. Także wzmocniony nadzór administracyjny potrafi wychwycić tych sędziów, którzy źle pracują i poziomem swojej pracy odstają od pozostałych. Źle pracujący sędzia nie ma w praktyce szansy na awans i naraża się na wszczęcie wobec niego postępowania dyscyplinarnego.

Lansowana teza, że niezawisłość nie może być osłoną dla lenistwa czy braku wiedzy jest już tak utartym sloganem, że otwiera drzwi dla każdego dziennikarza czy publicysty parającego się problematyką sądownictwa. W jednym z ostatnich numerów „Polityki” Andrzej Goszczyński w artykule „Doczekać wyroku”, choć dostrzega zmniejszenie o 200 tys. starych spraw, to dochodzi do wniosku, że to słaba pociecha, bo załatwienie czegokolwiek w polskim sądzie to droga przez mękę. Dzieje się tak bo sędziowie nie przykładają się pracy. Brak jest kompleksowej oceny tego stanu rzeczy, a utyskiwanie niczego nie zmieni tylko pogarsza wizerunek sądów w oczach społeczeństwa.

Odnosząc się do zarzutu lenistwa sędziów bądź braku ambicji do dobrej pracy, zadaję pytanie: jak to się ma do wyników statystycznych, o których pisałem na wstępie? Czyżby tak pracowali leniwi sędziowie? Owszem, mogą się zdarzyć wpadki przy planowaniu rozprawy, czy też orzekaniu, które wywołują określone kąśliwe uwagi lub czy uśmiech politowania. Takich spraw jest niewiele i na ich podstawie nie można wyciągać wniosków na temat całego środowiska sędziowskiego.

Czy tak będzie w następnych latach? Ufam, że przykrych spraw będzie coraz mniej, a sami sędziowie wezmą sobie do serca te uwagi, które są słuszną krytyką, a nie napastliwą nagonką.

Przypomnę, że Krajowa Rada Sądownictwa w lutym 2003 roku uchwaliła zbiór zasad etyki sędziowskiej, właśnie po to, aby sędziowie kierowali się nimi zarówno podczas służby jak i poza służbą – w życiu prywatnym. Te rozwiązania pozwolą, by sędziowie pracowali zdecydowanie szybko i efektywnie.

Ustanowienie właściwej pozycji władzy sądowniczej, to nie tylko postawa samych sędziów. Również władza ustawodawcza i wykonawcza powinny być tym zainteresowane, ale widać że tak nie jest. Także środki społecznego przekazu nie powinny ograniczać się tylko do przedstawiania społeczeństwu wyłącznie negatywnych zjawisk naszej Temidy. Walka o szacunek dla polskiego sądownictwa jest potrzebą chwili, zwłaszcza kiedy Polska jest pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Nie stać nas na ułomne, niesprawne sądy, kiedy czekają nas nowe wyzwania w prawie unijnym. Każdy głos w dyskusji nad problematyką polskiego sądownictwa, jeżeli jest konstruktywny, jest przyjmowany z dużym uznaniem przez Krajową Radę Sądownictwa. Kilkakrotnie jako rzecznik Rady podkreślałem, że środowisko sędziowskie nie boi się krytyki, która rzetelnie prezentuje uchybienia organizacyjne sędziów czy wadliwy sposób administrowania sądami.

Na koniec pragnę przypomnieć, że w połowie września br. doszło do bezprecedensowego spotkania przedstawicieli Krajowej Rady Sądownictwa z przedstawicielami Izby Wydawców Prasy. Po rzetelnej dyskusji obie strony wypracowały wspólny komunikat nadający inny wymiar relacjom sądy - media. Szkoda, że ten komunikat przeszedł bez większego echa w środkach masowego przekazu, gdyż – w mojej ocenie – mógłby zaowocować lepszymi stosunkami między prasą a wymiarem sprawiedliwości. Uczestnicy spotkania zgodzili się, że dla obu środowisk niezawisłość sądów i wolność prasy są wartościami fundamentalnymi, które służyć mają wykonywaniu funkcji publicznych na rzecz społeczeństwa.

Chciałbym, aby dziennikarze, publicyści i inne osoby piszące o wymiarze sprawiedliwości kierowały się zasadami prawdy, obiektywizmu, uczciwości, szacunku i tolerancji oraz odpowiedzialnością za treść artykułu i wynikających z tego konsekwencji. Gdy tak będzie, to sądzę, że rok 2005 zapisze się lepszym odbiorem tego, co robią sądy, a sędziowie dołożą starań żeby nie dawać powodów nawet do uzasadnionej krytyki. Wypracowanie standardów właściwych relacji między sądami a mediami przyczyni się do wzrostu prestiżu i poprawy stanu obu środowisk.






©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość