Strona główna

Jakuba zapałY „wielkie korporacjonizmy europejskie dwudziestolecia międzywojennego. RozwóJ, oddziaływanie, recepcja”


Pobieranie 25.96 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar25.96 Kb.


Prof. dr hab. Jerzy BOREJSZA

Instytut Historii PAN

im. Tadeusza Manteuffla

RECENZJA ROZPRAWY DOKTORSKIEJ MGR. JAKUBA ZAPAŁY

WIELKIE KORPORACJONIZMY EUROPEJSKIE DWUDZIESTOLECIA MIĘDZYWOJENNEGO.



ROZWÓJ, ODDZIAŁYWANIE, RECEPCJA”.

Recenzowaną rozprawę otrzymałem w grudniu 2014 roku. Autor podjął temat kluczowy dla dziejów dwudziestowiecznej Europy. Temat na encyklopedię, i to zestawioną wysiłkiem zbiorowym, a nie rozprawę doktorską jednego autora. Trudu takiego mógłby się podjąć u schyłku kariery naukowej uczony pokroju Jürgena Osterhammela (autora niedawno stworzonej „Historii XIX wieku” – polskie wydanie 2013). Dlaczego poważył się na to początkujący historyk czy też dlaczego zezwolono mu na podjęcie takiego tematu jako pierwszej poważniejszej rozprawy naukowej? Nie mam odpowiedzi na to pytanie. Autor zresztą skromnie stwierdza, że „praca ta stanowi zaledwie wstęp do stworzenia historii idei tego typu” (s. 222). Tytuł rozprawy jednak skromnością nie grzeszy, bo zakłada wykraczanie poza granice i Włoch i Watykanu.

Autor pisze: : „Praca ta ma za zadanie zająć się ciągle słabo opracowaną tematyką funkcjonowania doktryn korporacyjnych” (s. 7). Trzeba od razu stwierdzić: jest to tematyka niezbyt znana w historii polskiej, ale nie włoskiej. Korporacjonizm faszystowski ma ogromną literaturę we Włoszech, a także w Austrii i w Niemczech. Temat „Włoska historiografia korporacjonizmu faszystowskiego (czy nawet tylko doktryny korporacyjnej) po roku 1945” byłby aż nadto wystarczający na rozprawę doktorską. Autor odwołuje się w bibliografii do klasycznej książki Alberta Aquarone, „L’organizzazione della Stato totalitario” (Torino 1965), w której ponad 50 stron jest poświęconych wyłącznie „państwu korporacyjnemu”. Autor podaje też w wykazie podręcznikową „Storia d’Italia nel periodo fascista” L. Salvatorellego i G. Mira, wielokrotnie wznawianą, w której są całe rozdziały o państwie korporacyjnym (por. wydanie z roku 1972, t. 1, s. 542-589). Ale ileż jest nowych opracowań korporacjonizmu faszystowskiego, do których Autor już nie dotarł (np. F. Cardiniego, M. Palli, L. Ornaghi itd.).

Przy czytaniu rozprawy magistra Zapały powstaje pytanie, na ile wykorzystał on te dwa podane w bibliografii opracowania, w których są i dane o strukturach i statystyka działania korporacji i organizacji związanych z nimi. Zadziwia, jak mało korzysta z ośmiotomowej encyklopedycznej biografii Mussoliniego Renzo De Felicego.

Jakby nie starczało Autorowi wątków tematycznych, postanowił się zająć równolegle i porównawczo KNS (Katolickim Nauczaniem Społecznym). Jak pisze, w ramach tej pracy „skupi się na korporacjonizmie w oficjalnym nauczaniu papieskim”. I pisze dalej: „Zagadnienie różnorodnych innych wypowiedzi korporacyjnych w obrębie Kościoła zostanie omówione pobieżnie, ze względu zarówno na ich ilość jak i osadzenie w wielopoziomowych sporach nad obecnością katolików w życiu społecznym i politycznym” (s. 111).

Tu mgr Zapała – w odróżnieniu od uwag o korporacjonizmie faszystowskim – od razu zaznacza, że „rozwój katolickich koncepcji społecznych posiada niezwykle bogatą literaturę zarówno rodzimą jak i obcojęzyczną” (s. 110). Powstaje od razu pytanie: co nowego Autor ma tu do powiedzenia np. w porównaniu z wielokrotnie cytowaną przez niego książką Ewy Kozerskiej „Państwo i społeczeństwo w poglądach Piusa XI” (Wrocław 2005)? (NB. Do uchybień warsztatowych należy również maniera Autora, który za każdym razem przy cytowanych pozycjach podaje ich pełny zapis bibliograficzny).

Wszystko jest sprawą definicji: czego wymagamy od rozprawy doktorskiej? Mnie osobiście koncepcja wyrywkowego informatorium encyklopedycznego nie przemawia do przekonania. Przy takiej koncepcji w rozprawie roi się od dygresji ogólnych o historii Włoch (o cenzurze czy sztuce, o składzie partii faszystowskiej, o roli szczególnej Mussoliniego). Ilość dygresji nie ułatwia zrozumienia tematu głównego.

Idee korporacyjne są od dłuższego czasu przedmiotem zainteresowania magistra Jakuba Zapały jako prawnika i jako historyka. Jego praca magisterska historyka była poświęcona myśli korporacyjnej Otto von Gierke. Zaś jego praca magisterska na wydziale prawa traktowała o „Socjalizacji wtórnej w korporacjach zawodowych”. Korporacjonizmowi udzielał wiele uwagi w swoich wystąpieniach konferencyjnych i próbach recenzyjnych. Wreszcie, pokusił się teraz o połączenie różnych wątków w ujęciu typu encyklopedycznego, mówiąc o korporacjonizmie jako o pewnym continuum, starając się łączyć korporacjonizm faszystowski z Katolicką Nauką Społeczną, syndykalizmem, historią związków zawodowych, dziejami spółdzielczości.

Uległ swoistej monomanii, doszukując się wszędzie korporacyjnych aktów prawnych lub wzmianek w tych aktach (encyklikach) o korporacjonizmie, a zapominając nieraz o ich kontekście historycznym i funkcjonowaniu.

Mgr Zapała ofiaruje nam na 241 stronach swojej pracy sporo trafnych uwag. Słusznie zauważył, że do połowy XIX wieku ukształtowały się dwa wątki wczesnej myśli korporacyjnej. I pisze: „Pierwszy z nich to reakcyjny postulat odbudowy społeczeństwa sprzed rewolucji, przetworzony przez literacki obraz porządku średniowiecznego. Jego reprezentantami byli konserwatyści, przedstawiciele organicyzmu oraz kontynuatorzy myśli romantycznej – przedstawiciele rozmaitych „szkół historycznych” w filozofii, prawoznawstwie i wczesnej politologii. Drugi wątek to różnego rodzaju działacze społeczni, proponujący racjonalną rekonstrukcję społeczeństwa (…). Takie wątki znaleźć można u socjalistów utopijnych, zwłaszcza w zaawansowanych pismach Fouriera i saint-simonistów” (s. 36).

Doktorant wielokrotnie zaznacza, iż oba projekty korporacyjne były w Europie międzywojennej swoistą „trzecią drogą” między kapitalizmem liberalnym a ustrojem sowieckim. Nie zawsze jednak dostatecznie dobitnie wydobywa to, jak dalece rozpatrywane przez niego oba projekty korporacyjne były jednoznacznie związane z politycznymi systemami autorytarnymi, przeciwko systemom demokratycznym. Powoływanie się, przeważnie zresztą teoretyczne, na włoski korporacjonizm, na model faszystowski było deklaracją ideową. Stąd też wbrew zastrzeżeniom Doktoranta (por. s. 50, przypis 99) podtrzymuję moją ocenę zarówno haseł belgijskiej Action Nationale, jak i korporacyjnych odwołań Leona Degrelle’a jako faszystowskich (por. „Szkoły nienawiści”, Wrocław 2000, s. 201-202). Poleciłbym tu Doktorantowi choćby lekturę wielotomowych pamiętników Degrelle’a – faszysty „do ostatniej godziny”.

Generalnie można zgodzić się z tezą Autora, że „Europa korporacyjna” nie pokrywała się z „Europą autorytarną” (s. 50). Ale drugi człon tej tezy już budzi mój opór. A brzmi on: „Była raczej szerokim wyrazem zainteresowania solidaryzmem i pokojem społecznym na naszym kontynencie” (s. 50). Autor zapomina, o czym traktuje jego praca. Pisze przecież o faszystowskich strukturach korporacyjnych, które miały wertykalnie podporządkować masy pracujące (robotników i chłopów, małych przedsiębiorców i innych) dyktaturze faszystowskiej. To, że teoretycznie w wielu miejscach Europy i Ameryki rozpatrywano (podkreślam: teoretycznie i propagandowo) korporacjonizm jako panaceum przeciwko bolszewickim hasłom „walki klas”,( ale i przeciwko partiom socjalistycznym por. dzieje Austrii) , że hasła te były wplecione w walkę chadecji z socjalizmem nie zostało przez Autora omówione a jedynie wzmiankowane. To znowu temat na odrębne rozprawy i to podzielone (np. oddzielnie Brazylia czy Argentyna).

Nieprzypadkowo Autor słusznie zauważa, że dla korporacjonizmu włoskiego „podstawowym problemem było znalezienie odpowiedniej formy dla organizacji pracodawców” (s. 52). Były to poszukiwania, jak zadowolić prawicę włoską, przemysłowców włoskich i ujarzmić całkowicie dawne związki zawodowe.

Kolejne istotne twierdzenie Autora dotyczy tego, jak dalece niekonsekwentnie faszyzm włoski powracał do idei korporacyjnych i porzucał je, rozbijał się o niemożność ich realizacji (s. 69). Ten wywód wydaje się w pełni udokumentowany na różnych analitycznych stronach pracy.

Autor wielokrotnie zmuszony jest cofać się w wiek XIX. Słusznie rozwija myśl, że „wielu korporacjonistów końca XIX i początków XX wieku przyjęło język socjalistów w celu poddania krytyce koncepcji walki klas”.

Autor mimowolnie operuje czasami językiem czasów Mussoliniego. Na przykład: „Podstawą faszystowskiego korporacjonizmu była idea budowania zgody między światem pracy a światem kapitału poprzez mediację państwa. Ta prosta koncepcja rozwiązywania w gruncie rzeczy bardzo trudnych problemów w sposób kompromisowy i zyskujący publiczną aprobatę oraz powagę decyzji administracyjnej, rodziła w istocie wiele problemów praktycznych” (s. 95). Na całe szczęście nieco dalej Autor obszernie pisze, że korporacjonizm „wymuszał regulacjami prawnymi podległość całego świata gospodarczego (…). Gdy jego miejsce zajęły hierarchia i dyscyplina, cała konstrukcja zatraciła pierwotny sens”.

Alberto Aquarone zamknął rozdział swojej książki o korporacjonizmie, po przytoczeniu wielu przykładów, stwierdzeniem bardziej kategorycznym: „ersatz del corporativismo dimostrò la sua illusorietà et inconsistenza” (op. cit., s. 168). W cytowanym często przez Autora małym słowniku „Dizionario del fascismo” hasło korporacjonizm autorzy zamykają konkluzją: „maszyneria państwa syndykalno-korporacyjnego, która wydawała się tak pomysłowo zbudowana, kręciła się w próżni w obliczu problemów ekonomicznych i społecznych większej wagi” i jeszcze: „była to polityka iluzji politycznych” (s. 550).

Rozważania o złożoności doktryny korporacjonizmu faszystowskiego pokazują oczytanie, co więcej – erudycję Autora. Oto jedno z jego podsumowań: „korporacjonizm faszystowski nabierał kształtu łącząc trudne do pogodzenia wątki różnych ideologii. Syndykalizm anarchistyczny lewicy, organicyzm pluralistycznej i konserwatywnej prawicy i antydemokratyczny etatyzm wydają się całkowicie sprzeczne, a jednak ich elementy złożyły się na ostateczny kształt stato corporativo” (s. 106).

Przy tak rozległym temacie nie dziwi, ale martwi jednak ogólnikowość sformułowań i ograniczenie głównie do rozważań doktrynalnych, teoretyzowanie na temat korporacjonizmu bez konkretów historycznych, bez faktów. Bibliografia zawiera mniej pozycji, niż te, do których Autor zaglądał. Przy dobrej polszczyźnie rażą liczne drobne niedokładności w pisowni imion i nazwisk (Georges nie George Sorel, Cedarmas nie Cedermas, lo stato a nie czasami il stato, Mondadori a nie wielokrotnie Mondalori, przekręcana pisownia Deutsches Historisches Institut, Alcide De Gasperi a nie de Gasperi) itd.

Autor z uwagi na paraencyklopedyczny charakter swojej rozprawy nie waha się obficie cytować polskich podręczników akademickich (Andrzeja Chwalby, Józefa Gierowskiego, Huberta Izdebskiego, Romana Michałowskiego, Tadeusza Manteuffla, Pawła Machcewicza). Jest to metoda warsztatowo bardzo wątpliwa. Podaje też wyrywkowo w przypisach w sposób nie zawsze uzasadniony różne życiorysy (np. Badoglio).

Autor jest świadom niektórych niedostatków swojej rozprawy. Pisze w rozdziale piątym „Praktyka i recepcja wielkich modeli korporacyjnych”: „ten z konieczności pobieżny przegląd nie rości sobie praw do wyczerpania tematu, a raczej ma na celu wskazanie kierunków dalszych badań nad zagadnieniami korporacyjnymi w Europie” (s. 199). Na tejże stronie dalej: „całościowe omówienie tej kwestii [to znaczy myśli korporacyjnej – JWB] wykracza dalece poza ramy tej pracy, geograficznie obejmuje większość globu (zwłaszcza Amerykę Łacińską) a czasowo niemal cały wiek XX”.

Wbrew wielokrotnym i powtarzanym w tekście zapowiedziom, wbrew tytułowi rozdziału piątego, Autor nie podjął tematyki polityki korporacyjnej (strajków, mediacji, walki z bezrobociem, problemów przy tworzeniu w roku 1934 22 korporacji faszystowskich itd.).

Trafnie natomiast uogólnił rolę korporacjonizmu faszystowskiego: „Niedokończony gmach państwa korporacyjnego stał się poręczną „przybudówką” partii. Spełniał część zadań, które przed nim postawiono, a jednocześnie ciągle częściowo pozostawał w sferze idei (…). Każdy mógł wyobrażać sobie i domyśleć to, czego w nim brakowało. Zawieszony między realizacją projektu stato corporativo a rolą narzędzia w rękach reżimu, stanowił kompromis między rzeczywistością a światem idei” (s.206).

Rozdział piąty rozprawy budzi istotne zastrzeżenia. Szczególnie w tym rozdziale Autor występuje nie jako badacz, a nieomalże jako propagator korporacjonizmu katolickiego i faszystowskiego. Pisze na przykład, iż Słowacja księdza Tiso „zdążyła przed wybuchem II wojny światowej uchwalić niezwykle interesującą ustawę zasadniczą”, podkreśla, że „zawierała interesujące propozycje społeczne”, pisze, że zdążała do państwa dobrobytu, widzi same pozytywy. Powołuje się na moją książkę „Szkoły nienawiści”, w której jakoby piszę, iż w Słowacji „powoli zmierzano w kierunku realizacji projektu stanowego” – u mnie jest tylko określenie „model odrębny”. Natomiast piszę wyraźnie o faszystowskich cechach państwa słowackiego („Szkoły nienawiści”, s. 168-172). O tym u Autora nie ma ani słowa. Natomiast o Austrii Dolfussa i Słowacji Tiso napisał mgr Zapała taką oto charakterystykę zbiorczą: „były krótkotrwałymi, wręcz efemerycznymi rozwiązaniami. Odpowiednio Anschluss i inwazja radziecka zakończyły ich istnienie” (s. 207). Nie było państwa słowackiego w roku 1944, ruchu oporu na Słowacji przeciwko Tiso, nie było ostrych protestów nuncjusza Domenico Tardiniego przeciwko polityce Tiso i Tuki?

Na stronach 207-221 Autor pod tytułem „Katolicki korporacjonizm” pisze o Portugalii, Austrii, Słowacji i Estonii. Zajmuje się analizą samych aktów prawnych poza kontekstem historycznym faszyzujących czy faszystowskich krajów typu Słowacji czy Łotwy. Pisząc o tych krajach nie zajrzał do podstawowych opracowań historycznych (np. Ivana Kameneca, Francisa Carstena i in.). Nie pisze o tym jak korporacjonizm nie tylko faszystowski, ale i ten z encyklik Stolicy Apostolskiej łaczył się z ideami państwa autorytarnego. Nie pisze o– antykomunizmie. jako łączniku obu korporacjonizmów.

Powstaje zasadne pytanie, czy rozprawa ta nie przystaje warsztatowo bardziej do opracowań z dziedziny doktryn prawnych? Dopiero po podzieleniu jej na kilka wątków tematycznych i wybraniu jednego, po studyjnym dłuższym pobycie we Włoszech i uwzględnieniu moich uwag na bazie tej rozprawy może powstać jedna lub nawet kilka książek o czytelnej i spójnej konstrukcji. Autor padł ofiarą dążenia do wszystkoizmu. Stąd nieraz odwołuje się do stwierdzenia, ze referuje „pobieżnie”.

Z uwagi na erudycję ogólną Autora i podjęcie przezeń kilku istotnych wątków nieobecnych we współczesnej historiografii polskiej, rozprawa może spełniać wymogi ustawowe. Wobec tego wnioskuję o dopuszczenie magistra Jakuba Zapały do dalszych etapów przewodu doktorskiego, zakładając, że głównym sprawdzianem stanie się egzamin doktorski.

Warszawa, 4 stycznia 2015





©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość