Strona główna

Kilka uwag o wpływie mediów na późną poezję Różewicza Zapytany niedawno o istotę polemiki twórców „kultury wysokiej


Pobieranie 90.52 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar90.52 Kb.


Katarzyna Gutkowska

z ust polityka / wyjmuje ideję / dziennikarz / przyprawia śliną / arogancją / prowokacją...”



Kilka uwag o wpływie mediów na późną poezję Różewicza

Zapytany niedawno o istotę polemiki twórców „kultury wysokiej” z kulturą masową Julian Kornhauser, jeden z czołowych przedstawicieli poetów nowofalowych, odpowiedział:



Demaskacja trywialności języka kultury masowej jest zbyt łatwym zadaniem. Nie widzę w tym żadnej nici tragicznej. Kiedy my demaskowaliśmy język propagandy, to było coś istotnego, dotykało losu człowieka zdeptanego przez system. Ten język, o którym mówimy, język kolorowych czasopism, prywatnych kanałów telewizji należy do sfery wolności. To jest tylko sprawa naszego wyboru, czy przyjmujemy jego zniewalający uśmiech, czy też mu się nie poddajemy? (…)Odrzuciliśmy to, co miałkie, zbanalizowane, zdziecinniałe. Obecna kultura popularna nie może być obiektem naszego zainteresowania, bo to jest coś (…) dla literatury bez znaczenia.1

Skoro zaś kultura popularna jest dla literatury bez znaczenia, to nieważne, według Kornhausera, powinny być dla niej wszystkie współtworzące kulturę masową komponenty, a bez wątpienia jednym z nich są media i ich język.

Zupełnie inną postawę przyjmuje Tadeusz Różewicz. Definiując styl ostatnich wierszy autora szarej strefy2, nie sposób nie zauważyć przede wszystkim natężenia zabiegów intertekstualnych, dotykających zarówno płaszczyzny formy, jak i wyrażanych treści. Różewicz, jako namiętny czytelnik tekstów drukowanych: od gazet, poprzez biografie po cudze wiersze, eseje, powieści3, ustanawia intertekstem literaturę, ale jako historyk sztuki nawiązuje również do malarstwa, rzeźby, architektury, muzyki. Lista ta jednak nie wyczerpuje jeszcze wszystkich ogniw intertekstualnych: w najnowszych tomikach Różewicza roi się bowiem również od aluzji do tego, co nie należy do sfery kultury wysokiej, czyli właśnie do popkultury, do obrazów lansowanych przez media, wpływających na kształt współczesnej „popmentalności”. Media stanowią wręcz jedno z kluczowych pól, które oddziałują na Różewiczowską diagnozę ponowoczesnego hic et nunc, czyli rzeczywistości końca XX i początku XXI wieku. Pamiętać jednak należy, że: literackie modele świata nie odwzorowują rzeczywistości postrzeganej, lecz [jedynie ją – K.Z.G.] interpretują, starają się zrozumieć i wyjaśnić4. Włączając język mediów do swej poezji, Różewicz stosuje medialną pragmatykę, ale jednocześnie ją wartościuje, filtruje przez pryzmat własnej koncepcji ponowoczesności i koncepcji poetyckiego języka.

Różewiczowskie spojrzenie na ponowoczesne dziennikarstwo pojawia się w znamiennym wierszu z ust do ust. Tematem rozważań jest tu idea, ironicznie nazwana „ideją”, która od samego początku nacechowana jest ambiwalencją. Kusząca, piękna, czysta, będąca owocem działalności intelektualnej filozofa, jednocześnie ma język (…) / pokrętny / jak wąż / w raju, a zatem może rozwinąć w sobie niebezpieczny zalążek człowieczego upadku – szatański pierwiastek zła. Niemniej jednak, u filozofa jest daleka od „rzeczywistości” / jak dusza od ciała, a zatem jest jeszcze naga, nieskalana materializmem i pragmatyką rzeczywistości. Jej status się zmienia, gdy:



(…)bierze ją

na język

polityk kapłan

działacz
przeżuwa

i wypluwa na głowy

obywateli
z ust polityka

wyjmuje ideję

dziennikarz

przyprawia śliną

arogancją

prowokacją

i wydala przez środki

masowego przekazu”


ideja rośnie w ustach

ideja sięga bruku

Idea wprzęgnięta w mechanizmy polityczne, publiczne, propagandowe traci swą autonomię. Polityk czy kapłan „biorąc ideję” pozbawia ją niewinności, mówiąc językiem Gombrowicza – gwałci ją. Fakt przeżucia idei i pozbawienia jej pierwotnego kształtu sprawia, że staje się ona strawioną papką, przemieloną bezwartościową miazgą, dlatego nie dziwi łatwość, z jaką kolejne ogniwo „pokarmowego łańcucha idejowego” – dziennikarz, modyfikuje ją jeszcze silniej. Jako że język ponowoczesnych mediów cechuje szczególna wyrazistość, emotywizacja oraz dążność do udramatycznienia komunikatu5, dziennikarz „ideję” trywializuje i wulgaryzuje, sprawiając tym samym, że staje się ona jednym z produktów jego intelektualnej defekacji. Ale to jeszcze nie koniec, bowiem później „ideja”:



wychodzi na ulicę

zatacza się

jak pijana prostytutka

na prawo i lewo
ideja przechodzi

z rąk do rąk

na oczach

oniemiałego świata

zamienia się

w narzędzie zbrodni6

Idea-ladacznica, idea-popychadło to produkt działań mas oraz manipulujących nimi polityków i dziennikarzy. Gdy idea staje się „narzędziem zbrodni”, świat jest wprawdzie oniemiały, ale przeciw zbrodni nie protestuje. Takie metaforyczne ujęcie zuchwałego wykorzystania myśli przywołuje kontekst Nietzscheańskiej filozofii nadczłowieka w ideologii faszystowskiej oraz jej konsekwencje w polityce Führera. Różewicz bowiem o Holokauście mimo upływu sześćdziesięciu lat od zakończenia II wojny światowej nie zapomniał i w poemacie zawsze fragment z grozą i niepokojem pisał o tym, jak zapominają inni:



coraz częściej czyta się o tym

w postnazistowskich niemieckich gazetach

w gazetach amerykańskich

w polskojęzycznych gazetach „narodowych”

czyta się przedruki z obcojęzycznych

gazet że Holocaustu nie było7

Podmiot liryczny tego tekstu nie ma wątpliwości: gazety kłamią. Co więcej, w tym samym tekście, pojawia się jeszcze jeden zarzut:



Rzecznik prasowy

Stolicy Apostolskiej

Joaquin Navarro-Valls

nie potwierdził podanych

przez amerykańską sieć

telewizyjną A-and-E

informacji

o przechowywaniu przez Watykan

200 milionów franków szwajcarskich

(…) zrabowanych przez faszystów

chorwackich w czasie drugiej

wojny światowej

faszyści chorwaccy (…)

mordowali „masowo”

Serbów Żydów i Cyganów8

Informacje podane w telewizji, które nie znajdują potwierdzenia w ustach rzecznika prasowego wcale nie stają się potencjalnie nieprawdziwe9. Wynika z tego, iż media przeczące sobie, walczące o uwagę widza czy czytelnika kosztem obiektywizmu i weryfikowania formułowanych przez dziennikarzy zarzutów, nie są – według podmiotu mówiącego – wiarygodnym źródłem wiadomości. Oksymoroniczne (na pozór) zestawienie kłamstwa i papiestwa nikogo już nie bulwersuje – nikogo prócz podmiotu wiersza. Przeciętny czytelnik i widz serwowanych przez media danych o ludobójstwach wojennych ma tu tylko znaczenie o tyle, o ile włączy odbiornik i kupi gazetę, a zatem o ile materialnie odwdzięczy się za słowa, nawet jeśli są puste i przekłamane. Udowodniona przez Reevesa i Nassa10 tendencja do utożsamiania rzeczywistości medialnej z tą realną sprawia, że odbiorcy nie czują potrzeby podważania pseudoprawd fundowanych im przez telewizję, prasę czy Internet i zwykle nie szukają potwierdzenia prezentowanych w mediach faktów w innych źródłach. Twórcy przekazów medialnych mogą więc w gruncie rzeczy bezkarnie folgować swej wyobraźni, w miejsce obiektywnych relacji wprowadzać sądy wartościujące i własne, stronnicze interpretacje. Mogą też nie czuć się odpowiedzialni za produkowane słowa. Takie podejście do słownej kreacji niebywale kłóci się z poglądami prezentowanymi przez Różewicza, u którego uderza silne nakierowanie na „Innego”, jakby z góry naznaczone wymiarem powinnościowym, etycznym, bo – jak pisał Lévinas – być w sobie to wyrażać się, a zatem służyć innemu; na dnie ekspresji leży dobroć11. Odbiorca dla Różewicza jest w gruncie rzeczy najważniejszy, ponieważ bez niego tworzenie nie ma sensu. Wydaje się, że Różewicz przyjmuje pozycję opisanego przez Umberto Eco intelektualisty katastroficznego, który to: przynosi czytelnikowi pokrzepienie, gdyż pozwala mu dostrzec na tle katastrofy wspólnotę nadludzi zdolnych do wzniesienia się ponad przeciętność. Przynajmniej zaś kilku wybranych zdaje się mówić: „tylko my – ty i ja – potrafimy to zrozumieć i się ocalić: jako nieliczni z całej tej masy12. Kto jednak kryje się za zaimkiem „my”?

By odpowiedzieć na to pytanie, warto wrócić na chwilę jeszcze do wiersza z ust do ust, w którym ukazany został stosunek filozofa do upodlonej idei:

a co robi filozof
on milczy i odchodzi

nie oglądając się za siebie
jakby nie słyszał słów:
Nie to, co wchodzi do ust

czyni człowieka nieczystym,

ale to, co z ust wychodzi,

to go czyni nieczystym…”13

W obliczu deprecjacji słowa, idei, myśli – filozof odwraca się i niewzruszony odchodzi. Przyjęcie postawy klerka łączy się nie tylko z obojętnością, bezdusznym lekceważeniem spraw ogółu, ale być może także ze strachem przed oceną rzeczywistości. W jednym z najnowszych wierszy Różewicza, pod znamiennym tytułem Filozofowie, podmiot liryczny przypomina fakt Heideggerowskiego wstąpienia do partii hitlerowskiej pomimo jego ugruntowanych przekonań o prawdzie i wolności, a także naiwność Jaspersa, który wprawdzie nazwał Heideggera „pajacykiem Nazistów”, ale sam nie podzielał niepokoju Hannah Arendt po zwycięstwie Führera, ówczesne wydarzenia w Niemczech określił zaś mianem operetki. Jaspers ostatecznie nie wyemigrował, a wtedy:



nad Niemcami i Europą

zapadła kryształowa noc

zgasło niebo gwiaździste

umarło prawo moralne14.

Pomijając intertekstualny, Kantowski wymiar zacytowanych wersów, warto odnieść przedstawiony w wierszu moment dziejowy do ponowoczesności. Filozofowie przedwojenni nie docenili wagi kreacji Wodza, efektywności propagandy, wpływu Hitlera na masy. I przegrali. Filozof ponowoczesny dystansuje się wobec rzeczywistości politycznej i kulturowej swego kraju, i jak można przypuszczać także medialnej „globalnej wioski” – świata. Jedynym, który chce i potrafi pokazać upadek idei, a co więcej dąży do uświadomienia katastrofalnych skutków owego upadku masom, staje się więc poeta, mistrz postmodernizmu, który śmiało demaskuje manipulacyjne zapędy mamionych wizją władzy demagogów, polityków i dziennikarzy. Przywołane w ostatniej strofie z ust do ust słowa Ewangelii św. Mateusza (15,11), zignorowane przez filozofa, dla poety nie straciły swej aktualności. Poeta nie zapomina, że to, co z ust wychodzi, czyni (…) [człowieka] nieczystym i dlatego mimo zanurzenia w językowej miałkości ponowoczesności, w ponowoczesnej „autoparodii kultury”15, potrafi utrzymać się na płaszczyźnie artyzmu i moralności, a w razie potrzeby przełamać „spiralę milczenia”16, by dać wyraz prawdzie.

Dystans podmiotu Różewiczowskich wierszy do przesłania i języka mediów zaobserwować także można w Balladzie o naszych sprawozdawcach sportowych, w której symultanicznie prowadzone są dwie ścieżki wypowiedzi: jedna – sprawozdawcy sportowego, druga – podmiotu mówiącego, przy czym jego kwestie umieszczone są w nawiasach, jak zdania wtrącone. Początkowo komentator wykrzykuje entuzjastycznie:

Jarek Ratke! będzie złoto!

ależ ten Kazach go się trzyma

Ratke w czapeczce czerwonej

(…) przyspiesz Ratke dodaj gazu

On Chłopak z Tomaszowa

bardzo będzie ważny międzyczas

nasz Reprezentant będzie srebro?

32 i pół a więc wolniej! wolniej!

niemożliwe17

Język poetycki Różewicza jest bez wątpienia polifoniczny, jego poezja zaś wielojęzykowa. Według Jana Grzeni: Wielojęzykowość, czyli polifonia językowa polega na utkaniu materii językowej utworu literackiego z elementów niejednorodnych pod względem społecznym i funkcjonalnym, tzn. z jednostek dowolnego poziomu językowego, które mogą zostać zidentyfikowane jako należące do różnych odmian języka (i co za tym idzie – odmian mowy / pisma, gatunków mowy / pisma, stylów indywidualnych i ponadindywidualnych)18. W poezji Różewicza pojawia się cały wachlarz stylów, można by nawet rzec: interstylowa strategia, pozwalająca poecie balansować na odległych od siebie archipelagach języka. I tak, w Balladę… włączył Różewicz mówioną, zdecydowanie kolokwialną odmianę języka, co z jednej strony nawiązuje do synkretyczności zawartego w tytule wyznacznika gatunkowego (choć oczywiście wiersz Różewicza klasyczną balladą nie jest), z drugiej – pozwala oddać styl wypowiedzi „na żywo” w mediach. Sprawozdawca stosuje niemal wszystkie chwyty znane z medialnej retoryki, a więc używa wykrzyknień, pytań, wysuwających na plan pierwszy fatyczną funkcję języka (widz ma wrażenie, iż zawodów nie ogląda sam, a z kimś, kto mówi właśnie do niego), wprowadza elementy języka nacechowane emfazą: spójnik „ależ”, zdrobnienia „Jarek”, „czapeczka”, tryb rozkazujący w kolokwialnych nawoływaniach typu „dodaj gazu”. Sprawozdawca także wiedząc, że odbiorca woli to, co znane i swojskie, od tego, co oddalone i obce19, nazywa Ratke „Chłopakiem z Tomaszowa” starając się wzbudzić sympatię widza do tego właśnie zawodnika. Zresztą podobne zabiegi dostrzec można w retoryce reklamy20. W monolog sprawozdawcy podmiot mówiący włącza się głównie po to, by zanegować którąś z wypowiedzi komentatora:



to wielkie napięcie psychiczne

oczekiwanie milionów rodaków

(ja nie oczekiwałem,

przypisek mój)

(…)

No więc zdecydowanie gorszy

czas Jaromira

(już nie Jarka… przypisek mój)

Czasem jednak podmiot mówiący po prostu konstatuje to, co powiedział sprawozdawca:



zbyt wielkie były nasze

oczekiwania

(no właśnie – przypisek mój)

(…)

chyba to napięcie nerwowe

dało o sobie znać

(chyba… przypisek mój)

Oponent sprawozdawcy stara się więc podkreślić, iż nie myśli tak, jak chce tego komentator, iż ma własne zdanie i od identyfikacji z wyrażeniami w pierwszej osobie liczby mnogiej preferuje wypowiedzi, „przypiski” własne, w których jednostkowa tożsamość podkreślona jest zaimkiem pierwszoosobowym „mój”. W Balladzie… Różewicz ironicznie bawi się tez zwyczajem przypominania do znudzenia sportowych zwycięstw Polaków sprzed lat:



oj niedobrze Nic nie bendzie

ale Wojciech Fortuna

tego nigdy nie

zapomnimy

więc mimo wszystko

Wojciech Fortuna
to na tyle

wy dzienniku

zy Warszawy

Quasi-fonetyczny zapis wyrazów „bendzie”, „wy”,. „zy” to humorystyczne, acz ironiczne, przedrzeźnianie niechlujnego sposobu mówienia, w wersie z „wy” – to dodatkowo ewokowana dwuznaczność. Wy dzienniku oznaczać bowiem może zarówno wyrażenie przyimkowe „w dzienniku”, jak i konsekwentne budowanie opozycji między „ja” podmiotu zdań wtrąconych a sprawozdawcą i całą ekipą przygotowującą wiadomości i relacje sportowe, metonimicznie nazwanymi tu „dziennikiem”.

Równie prześmiewny jest mini kosmos, wiersz przedstawiający zachowania dziennikarki w czasie przeprowadzania wywiadu z jednym z profesorów. Tytuł utworu wskazuje na opis swoistego, medialnego, sytuacyjnego mikrokosmosu, jednak może też swą chaotycznością, skupianiem się bohaterki lirycznej na pozbawionych znaczenia detalach nawiązywać do najbardziej zagadkowej powieści Gombrowicza – do Kosmosu. Według samego Gombrowicza, Kosmos jest powieścią, która stwarza rzeczywistość i sama ją i siebie napędza. Podobnie jest w Różewiczowskim mini kosmosie, gdzie siłą sprawczą jest niepohamowana skłonność redaktorki do bełkotu, jej logorea. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż nie tylko zachowania językowe są tu znaczące, ale i te niewerbalne, pokazujące stosunek bohaterki lirycznej do siebie, sytuacji i interlokutora:

pani redaktorka w

mini zakłada nogę na nogę

(szkoda że nie na szyję)

odrzuca włosy (bez łupieżu)

maksi mini obciąga

układa nie-zdecydowanie

kolano przy kolanie

stopę przy stopie

jak przystoi

dobrze ułożonej „feministce”

i zaczyna mówić
gratuluję panom

to jest super!

że właśnie panowie

polscy astronomowie

nie tylko Engel i Boniek

i Kopernik

to jest bomba!

czy pan profesor chciał coś

powiedzieć… ja cie piernicze…

że ten układ kulisty

ma piętnaście miliardów

gwiazd przepraszam

kulistych monad

czy mogę spytać kto pierwszy

z panów wpadł na ten pomysł”

Astronom

z brodą otwiera usta

aby coś rzec o czarnej dziurze

ale „moderatorka” nie dopuszcza go (do głosu)

jest to naprawdę fajny pomysł

aż mi ciarki chodzą po nogach

jak Telimenie w Panu Tadeuszu

mówi pan profesor że to Amerykanin

czym to pan tłumaczy

że wśród astronomów tak mało

pań

a tak dużo amerykanów…21

Nonszalancja, z jaką zachowuje się dziennikarka, groteskowa kokieteria, narcyzm, chroniczne myślenie o tym, jak oceniają ją odbiorcy, sprawiają, że rozmówca-astronom nie liczy się niemal wcale, redaktorka zaś ma okazję do odegrania swego, głównie monologowego, show. Kolokwializmy, wulgaryzmy, brak znajomości Grice’owych maksym konwersacyjnych, używanie słów-wytrychów („maksi”, „mini”, „super”), egocentryzm i sztuczność to cechy konstytuujące medialny język i medialną osobowość. Karykaturalne zestawienie Pana Tadeusza, Kopernika wraz z piłkarzami przywołuje skojarzenia z innymi tekstami Różewicza, gdzie w gąszczu hasłowo wymienianych „kultowych” tytułów, postaci, nazw, zdarzeń jednostka ponowoczesna czuje się niczym mędrzec, podczas gdy w rzeczywistości demaskuje swą głupotę i ograniczenie. Wystarczy przytoczyć fragment Regression in die Ursuppe czy Budowy wieży Bubel:



przeczytała powieść „malowany ptasiek”

stwierdziła u siebie brak

ptaszka

przypomniała sobie tremo

spojrzała raz jeszcze

krytycznie i niemo

potem szukała w wannie

siebie i swej tożsamości

napiła się kafki z mlekiem

wezwała na pomoc potera

dosiadła pegaza

i tak uskrzydlona

zasiadła (na pupie)

do pisania powieści auto

biograficznej

budowa wieży bubel”



patronował jej kundera

i myśli Harego potera

fruwające krowy Szagala

odwiedziła dalej lamę

polizała ulissesa

odkryła korzenie dziadka

została samotną matką

lecz pisała dalej szparko22

Zygmunt Bauman napisał kiedyś, że: Fragmentacja, epizodyczność i wieloznaczność życia mają swoje strony przyjemne: przynoszą one być może mylące, ale błogie poczucie wolności i nieskrępowania.23 Bohaterki Budowy wieży Bubel i mini kosmosu w swej nieświadomości, błogości tej ulegają. Chaotyczne poznawanie kultury, zdawkowy, bo na pozór tylko dialogiczny charakter rozmowy, wypowiedzenia niepowiązane z sobą, fragmentaryczne, nieuporządkowane rozbijają spójność działania redaktorki i ukazują rozbicie jej osobowości. Ciągłe wspominanie o pieniądzach czy raczej „pieniążkach” ukazuje wartości tkwiące u źródła jej światopoglądu:



jednym słowem panie profesorze

chodzi o pieniążki pieniążki

po drugiej stronie czarnej dziury

też chodzi o pieniążki24

Pieniądze będące sui generis monoideą człowieka od momentu, kiedy je wynaleziono, w ponowoczesnej rozmowie o gwiazdach, odkryciach, astronomii są tematem obowiązkowym, zresztą tak jak i seks:



pan mnie przeraża panie

profesorze jestem kobietą

czy astronom ma na sprawy

seksu

spojrzenie astronomiczne

czy też

jest zwykłym maczo

co lubi te rzeczy

życzę panu gwiazdki z nieba

pa pa25

Wspomniane przez cytowanego na początku Kornhausera zinfantylnienie języka oficjalnego, poufałość („pa pa”), prymitywne konstrukcje składniowe, skróty myślowe: to – według Różewicza – cechy języka nie tylko telewizji, ale i radia.



W Walentynkach (poemacie z końca XX wieku) rzeczywistość, w której obraca się widz i uczestnik ponowoczesnego spektaklu świata, sprowadzona jest do sfer zaspokajania prymitywnych potrzeb, sposób mówienia o uczuciach jest – jak na serialowy standard kiczu przystało – zdegradowany i groteskowy. Nic więc dziwnego, że podmiot liryczny język radiowy przyrównuje tu do – nie obrażając Tuwima – swoistego, uproszczonego „ptasiego radia dla idiotów”:

w dniu Świętego Walentego

roku pańskiego 1994

słuchałem ćwierkania

pani redaktorki „radia bzdet”
z czarnej skrzynki

promieniował ciepły głos

cip cip cip cipki

[...]

życzymy wszystkiego naj naj naj

wszystkim zakochanym

bo to dzisiaj ich święto

cip cip cip

[...]

Amerykanie kupują Amerykankom

[...]

wszystko w kształcie

czerwonego serduszka

epidemia „ejds” sprawiła

że obyczajem stało się

wręczanie zakochanym prezerwatyw

ozdobionych serduszkami

[...]

21-letni chłopak (w kształcie serduszka?)

zamordował czteroletniego synka

na pytanie dlaczego to zrobił

młody ojciec odpowiedział

tak długo i głośno płakał



aż mnie zdenerwował”

jego 16-letnia żona

powiedziała płacząc

wiem, że źle zrobił



ale ja go kocham”26 (zf.r, s. 41-42)

Zdziecinniały, przesłodzony bełkot zderzony jest tu z patologią codzienności – związek opisany w wierszu to przecież coraz powszechniejsze, ukazywane często przez media „pedomałżeństwa”, w których obie, dziecinne jeszcze strony nie są w stanie poradzić sobie z nową, rodzicielską rolą. Problem ponowoczesnego rodzica pojawia się również w innych tekstach poety, np. w Rozmowie ojca z synem o zabijaniu czasu, gdzie ojciec boi się interakcji nawet z własnym dzieckiem:



Wypij ptasie mleczko

ze skrzydełkami i daj mi

wreszcie spokój! Czy nie widzisz

że jestem zabiegany i nie mam

czasu żeby przeczytać choć

jedną książkę Mendozy

jesteś dzieckiem niechcianym27
W Walentynkach jednak pustosłowie i patologia zestawione jeszcze z morderstwem własnego dziecka pokazują także tematyczny wir, w jaki wpada się słuchając serwisów informacyjnych. Zróżnicowanie wiadomości podawanych słuchaczom ma związek z koncepcją infotainment, czyli skrzyżowania informacji z rozrywką. Podstawowymi założeniami tej koncepcji nie są zasady wyłożone w Karcie etycznej mediów polskich28, a dążenie do ewokowania w widzu silnych emocji: obawy, gniewu, agresji, irytacji, przyjemności, często kosztem wiarygodności i kompletności prezentowanych relacji. Co ważne, według Krzysztofka: Humaniści biją na alarm, że globalna komercjalizacja „infotainment”, nazywanej „kulturą bez pamięci” zniszczy kultury narodowe i tożsamość ludów oraz zakłóci międzypokoleniowy przekaz kanonu kultury, czyli trwanie tożsamości29. Różewicz-historiozof traktujący o medialnych zjawiskach z drwiną, ironią, czasem sarkazmem, boi się wpływu mediów na ujednolicenie sposobów myślenia, ogłupienie obrazami, zapominanie o wadze słowa i randze własnego języka. Pisząc o ponowoczesności z goryczą mówi o bezradności 80-latka ginącego w „dziwnej zupie” rzeczywistości zwiastującej nadejście regresu do uwłaczającej fazy analnej:

w ciągu 80 lat

zauważyłem że wszystko

zamienia się w dziwną zupę

ale zupę śmierci nie życia



tonę w tej zupie śmierci

wołam po angielsku

help me help me

(po polsku nikt już nie rozumie)30

Nikt, a zatem nie tylko dziennikarz, redaktorka czy spikerka, ale i widz, czytelnik i słuchacz. W końcu to dla odbiorcy powstały i do nich muszą się dostosować dziennikarze readability formulas, formuły zrozumiałości, w Polsce analizowane przez Walerego Pisarka, określające dopuszczalną liczbę „trudnych” słów w zdaniu, w kolumnie, na stronie. Słów „trudnych”, czyli obcych, długich bądź naukowych. To samo dotyczy liczby „trudnych” zdań – czytelnik nie może przecież męczyć się zbyt długo zdaniami wielokrotnie złożonymi…31 Z jednej strony dbałość o komunikatywność, o jasność i spójność wywodu jest chwalebna i godna uznania, z drugiej zaś: zbytnie uproszczenia mogą stać się jedynie sposobem zwabienia również tych niewybrednych językowo odbiorców.

W poemacie zawsze fragment ignorancją wykazuje się nie dziennikarz, a – tym razem – przedstawicielki „pokolenia esemesów”, screeny generation, a więc „pokolenia ekranowego”, posiadaczki osobowości zmediatyzowanej czy – jak wolał Rifkin –proteuszowej32. Sytuacja liryczna jak zawsze osadzona jest w konkretnej rzeczywistości. Podmiot liryczny dostrzega wycinek ponowoczesnego świata: Statuę Wolności i jednocześnie przypomina sobie swój pobyt w Stanach Zjednoczonych. Wybór Statuy Wolności – symbolu idei przyświecających społeczeństwu amerykańskiemu, daru narodu francuskiego dla amerykańskiego odsłoniętego w 1886 roku w setną rocznicę uzyskania przez Amerykanów niepodległości – odgrywa tu rolę niebagatelną, zwłaszcza że puentą rozważań okazuje się właśnie rozmowa dziennikarza radiowego z młodymi Amerykankami, które zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, czym jest Statua, dlaczego powstała i czemu zawdzięczają kształt państwa, w którym żyją:

usłyszałem też od reportera (Głosu Ameryki)

że każdy człowiek ma prawo do wolności

i szczęścia

a zaczęło się to wszystko

(…) od bostońskiej herbatki

w Statui reporter rozmawiał

z dziewczętami

ale jedna nie wiedziała

jakie to święto

a druga się śmiała od rzeczy

tylko reporter wiedział

że Koloniści

219 lat temu 4 lipca

wrzucili cały ładunek herbaty

do wody

i tak to się zaczęło

panienki łykały sztuczne ognie

i krztusiły się „od śmiechu”33

Różewicz z właściwą sobie ironią ocenił owe „panienki” w metaforze: łykały ognie sztucznekrztusiły się „od śmiechu”, która łączy w sobie i element zabawy, i – ujawniając czarny humor poety – odkrywa odmienne sensy bycia wolnym w ponowoczesnym, wolnym państwie. Czasownik „łykać” wywołuje konotacje z bezustannym pochłanianiem, ognie sztuczne – oznaczają wtórnie rozpaloną fałszywą radość (fałszywą, bo sztuczną i zupełnie nieświadomą) z bycia wolnym (tu: nieświadomym, a więc o wolności ograniczonej). Łykać ogień i krztusić się jednocześnie to już zapowiedź stanu dla człowieka niebezpiecznego. Sam śmiech znaczy tu tyle, co śmieszność, żałość sytuacji krztuszących się. Wolność ponowoczesna jest zatem powodem zagubienia (druga śmiała się od rzeczy), frustracji, a nawet traumy. Przeszłość zaś, mimo ostrzeżeń filozofów (np. Heideggera) i poetów nie stanowi żadnej wskazówki dla ponowoczesnego Anonima-infoholika, który jej po prostu nie zna, jest „rurą kanalizacyjną” – gładko łyka wiadomości, nie „trawiąc” ich i nie zastanawiając się wcale na ich sensem.

Powstały na bazie powyższych interpretacji obraz Różewicza, krytykującego wciąż poziom ponowoczesnej kultury, ponowoczesnych mediów, ich języka oraz ponowoczesnej mentalności, jakkolwiek spójny i przekonujący, kryje w sobie swoiste drugie dno. Zastanawia bowiem fakt, iż poeta emeritus, wieczny moralista, mentor, tworzący od około 65 lat cieszy się tak wielkim uznaniem i poczytnością w świecie kulturowej poppapki. Status „mistrza postmodernizmu” jest przyznawany pisarzowi o tyle, o ile jest on obecny w obiegu kulturowym, o ile wykazuje się aktywnością, o ile występuje – w mediach. Mimo deklaracji zagubienia w świecie „maup i czatów”, w świecie końca historii i schyłku moralności, Różewicz doskonale wie, w jaki sposób zatrzymać przy sobie wiernych wielbicieli i jak pozyskać nowych. Organizowane od lat spotkania autorskie, działalność literacka zakrojona na ogromną skalę: prozatorska, dramaturgiczna i – najczęściej praktykowana obecnie przez poetę – poetycka, udział w konferencjach poświęconych problematyce jego twórczości organizowanych przez polskie uczelnie, częste publikowanie tomików i stała obecność w prasie decydują o tym, że Różewicza się zna, mówi się o nim. Kupuje się atrakcyjnie wydane tomiki, często przyciągające wzrok: a to reprodukcją któregoś z współczesnych malarzy, a to zatrważającym zdjęciem zakrwawionego nożyka i zamordowanej na śniegu, nagiej Żydówki, to znów obcojęzycznym podtytułem. Czytając wiersze, wie się o tym, że poeta brał udział:

w październiku roku 2000

(…) na targach Książki we Frankfurcie

A tam:


pięciuset poetów (płci obojga)

czytało swoje wiersze

ja ja lesen macht schön

(schreiben macht häßlich)

ale największy sukces odniósł

Borys Jelcyn ze swoim bestsellerem

szampanem wódką i kawiorem34

Publikowane w Odrze czy Śląsku wiersze najnowsze nie trafiają do milionów odbiorców, więc, jak można przeczytać w Polityce: Wybitny poeta Tadeusz Różewicz zgodził się publikować na naszych łamach swoje nowe wiersze35. Tak właśnie, przewrotnie, zaszczycając massmedia swym słowem, kreuje się autolegendę.

Różewicz zatem umiejętnie kokietuje ponowoczesność, media, czytelników. Jest otwarty na język żywy, używany tu i teraz, ponieważ – choćby mu się nawet nie podobał – ten sprawi, że jakiś ponowoczesny Everyman sięgnie po tomik i zrozumie przynajmniej literalne znaczenie wierszy. Podejmuje chwyty podpatrzone w mediach, igra ich językiem, skandalizuje, wprowadza wulgaryzmy, pisze o siostrach syjamskich, prezydencie Clintonie, jego żonie, kochance, córce, Harry’m Potterze, Miłoszu, o dzieciach zamkniętych szczelnie w beczce z kiszoną kapustą pod Łodzią, o wiesiołku, Espumisanie i o tym, jak goni go Nike.

Jednocześnie jednak, mistrz Różewicz w śmietniku popkultury potrafi mówić o wciąż aktualnych, „elitarnych” wartościach i na nowo pobudzać w sobie ciekawość tego, co metafizyczne i tajemnicze. Zresztą chciałby, by było to typowe także dla innych, nawet tych, dla których, jak dla ponowoczesnego Ojca rozmawiającego z synem:



(…) światło bramki

zastąpiło światło wiekuiste.36

Różewicz, siegając po sposoby „popmówienia”, stwierdza ich istnienie, ale bez wątpienia traktuje je instrumentalnie i wykorzystuje w ukazywaniu wziętego pod lupę ironisty obrazu ponowoczesnej świadomości. Dla Różewicza od samego początku najważniejsza bowiem była prawda. Tadeusz Różewicz wie, że – by jego teksty były wartościowe, a jednocześnie też czytane, o co tak gorąco apelował np. w listopadzie 2004 r. na konferencji na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach - trzeba mieć strategię złotego środka; strategię nie tylko utrzymania się na powierzchni kulturowej popzupy, ale unoszenia się ponad nią, spojrzenia na nią z góry, bez ryzyka zachłyśnięcia się bylejakością ogółu. I jak na razie – jego strategia nie zawodzi.





1 Cyt. za: Poeci potrzebują prawdy. Z Julianem Kornhauserem rozmawia Joanna Hobot, „Dekada literacka” 2005, nr 3/4, s. 70.

2Zob. m.in.: A. Ubertowska, Tadeusz Różewicz a literatura niemiecka, Kraków 2001, s. 8-24.; A. Skrendo, Tadeusz Różewicz i granice literatury : poetyka i etyka transgresji, s. 285. (Skrendo stylem Różewicza nazywa „osobliwe połączenie tekstualności i empiryczności, kreacyjności i autobiograficzności”).

3A. Ubertowska, Tadeusz…, s. 13.

4 K. Rosner, O funkcji poznawczej dzieła literackiego, Kraków 1970, s. 175.

5 Zob. G. Majkowska, O języku mediów, [w:] Dziennikarstwo i świat mediów, red. Z. Bauer, E. Chudziński, Kraków 2000, s. 232-243.

6 T. Różewicz, z ust do ust, [w:] Tegoż, zawsze fragment. recycling, Wrocław 1998, s. 75-76.

7 T. Różewicz, zawsze fragment, [w:] Tegoż, zawsze...., s. 99-100.

8 Tamże, s. 98-99.

9 Różewicz bawi się naiwnością niektórych odbiorców, traktujących telewizję jako wiarygodne źródło poznania i wierne odbicie rzeczywistości. Zob. np. wiersz Siostry syjamskie w Appendixie do szarej strefy [w:] Tegoż, szara strefa, Wrocław 2002, s. 107.:

jeden bóg urodził



Nieskończoność i Nicość..

ale siostry

zrośnięte głowami

chodzą na zakupy
i mówią że są szczęśliwe

(widziałem to w telewizji)

10 Zob. B. Reeves, C. Nass, Media i ludzie, Warszawa 2000, s. 13-17.

11 E. Lévinas, Całość i nieskończoność. Esej o zewnętrzności, Warszawa 2002, s. 215.

12 U. Eco, Apocalittici e integrati: comunicazioni di massa e teorie della cultura di massa, Milano 1964. Cyt. za: M. P. Markowski, Anatomia ciekawości,. Kraków 1998, s. 146-147.

13 T. Różewicz, z ust do ust…, s. 76.

14 T. Różewicz, Filozofowie [w:] Tegoż, Wyjście, Wrocław 2004, s. 41.

15 Określenie A. Legeżyńskiej, zob. Tejże, Gest pożegnania. Szkice o poetyckiej świadomości elegijno-ironicznej, Poznań 1999.

16 Termin E. Noelle-Neumann, zob. T. Goban-Klas, Media i komunikowanie masowe. Teorie i analizy prasy, radia, telewizji i Internetu, Warszawa 2004, s. 269.

17 T. Różewicz, Ballada o naszych sprawozdawcach sportowych, [w:] Tegoż, zawsze..., s. 80. Dalsze cytaty z tego samego wydania (s. 80-82).

18 J. Grzenia, Język poetycki jako struktura polifoniczna, Katowice 1999, s. 43.

19 Zob. W. Pisarek, Podstawy retoryki dziennikarskiej, [w:] Dziennikarstwo i świat mediów…, s. 222.

20 W tym wypadku bez trudu można wskazać przykład analogiczny: w prezentowanej od października 2005 r. reklamie operatora telefonii komórkowej Heyah posłużono się figurą Johnny’ego 11 Palców z dookreśleniem „skromny chłopak z Podlasia”.

21 T. Różewicz, mini kosmos, [w:] Tegoż, wyjście, Wrocław 2004, s. 96-97.

22 Tegoż, Budowanie wieży Bubel, [w:] Tegoż, szara…, s. 84.

23 Z. Bauman, Ponowoczesne wzory osobowe, [w:] Tegoż, Dwa szkice o moralności ponowoczesnej, Warszawa 1994, s. 38.

24 T. Różewicz, MINI..., s. 99.

25 Tamże.

26T. Rózewicz, Walentynki (poemat z końca XX wieku), [w:] Tegoż, zawsze..., s. 41-42.

27 T. Różewicz, Rozmowa ojca z synem o zabijaniu czasu, [w:] Tegoż, Wyjście…, s. 83.

28 Mowa o zasadach: prawdy, obiektywizmu, oddzielania informacji od komentarza, uczciwości, szacunku i tolerancji, pierwszeństwa dobra odbiorcy, wolności i odpowiedzialności. Zob. T. Goban-Klas, Media i…, s. 183.

29 K. Krzysztofek, Infotainment. Dziennikarstwo w świecie przemysłów informacyjnych, Warszawa 1997. Cyt. za: Dziennikarstwo i świat…, s. 235.

30 T. Różewicz, Regression in die Ursuppe, [w:] Tegoż, szara strefa, Wrocław 2002, s. 16.

31 T. Goban-Klas, Media…, s. 191.

32 Wszystkie określenia podaję za T. Goban-Klas, Media..., s. 299.

33 T. Różewicz, zawsze fragment, [w:] Tegoż, zawsze fragment…, s. 41.

34 T. Różewicz, Tajemnica wiersza, [w:] Tegoż, szara..., s. 48.

35 Zob. np. „Polityka” 2005, nr 49, s. 69.

36 T. Różewicz, Rozmowa ojca z synem o zabijaniu czasu, [w:] Tegoż, Wyjście..., s. 82.



©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość