Strona główna

Kornelia Banaś Deportacje mieszkańców Górnego Śląska do zsrr w 1945 r


Pobieranie 24.14 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar24.14 Kb.

Materiały do I etapu konkursu historycznego „Wypędzenia, wywózki, martyrologia i zwycięstwa Polaków. Lata 1936–1956”

Kornelia Banaś

Deportacje mieszkańców Górnego Śląska

do ZSRR w 1945 r.
Rok 1945 był dla mieszkańców Górnego Śląska czasem tragicznych wydarzeń; przejścia frontu, osadzania w więzieniach i obozach pracy, wysiedleń, rehabilitacji czy weryfikacji narodowościowej, a przede wszystkim internowania a potem deportacji tysięcy ludzi do łagrów Związku Radzieckiego.

W styczniu 1945 r. oddziały Armii Czerwonej przystąpiły do wypierania wojsk niemieckich z terenu Górnego Śląska. Sowieci traktowali te ziemie jako integralną część Trzeciej Rzeszy, generalnie uznając jego mieszkańców za Niemców. Wraz z zajmowaniem kolejnych miast i wsi ich mieszkańcy doświadczali ze strony sowieckich żołnierzy grabieży, gwałtów i mordów. W Miechowicach, jednej z dzielnic Bytomia, żołnierze sowieccy zamordowali około 380 osób, w tym kobiety i dzieci. W Gliwicach poniosło śmierć ponad 800 mieszkańców, a we wsi Boguszyce pod Opolem zginęło 350 osób.

Za frontem posuwały się jednostki NKWD, których zadaniem było aresztowanie i internowanie osób uznanych za wrogów politycznych. Wśród internowanych znaleźli się nie tylko członkowie NSDAP, żołnierze Wehrmachtu czy Volkssturmu, ale także uczestnicy polskiego podziemia niepodległościowego.

Oddziały zdobyczy wojennych demontowały zakłady przemysłowe, które miały stanowić jedną z form odszkodowań wojennych. Jako własność niemiecką w wielu wypadkach potraktowano obiekty i maszyny, które przed wojną znajdowały się w granicach Polski. Gospodarkę sowiecką zasilić miała również siła robocza niemieckiej ludności cywilnej.


Polityka deportacyjna w ZSRR

Polityka deportacyjna ZSRR w kolejno zajmowanych krajach Europy Środkowo-Wschodniej formalnie znalazła odzwierciedlenie w postanowieniach Państwowego Komitetu Obrony (GOKO) ZSRR i w szczegółowych rozkazach NKWD realizowanych od 1944 r. 16 XII 1944 r. GOKO podjął decyzję o mobilizacji i deportowaniu do Związku Radzieckiego wszystkich zdolnych do pracy Niemców z wyzwolonych terenów Rumunii, Jugosławii, Węgier, Bułgarii i Czechosłowacji.



Wywózki mieszkańców Górnego Śląska do ZSRR w 1945 r. wpisują się w falę deportacji, jakie przetoczyły się przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej wraz z przesuwaniem się Armii Czerwonej. Na teren Górnego Śląska w ramach styczniowej ofensywy wkroczyły oddziały 1 Frontu Ukraińskiego dowodzonego przez marszałka Iwana Koniewa i 4 Frontu Ukraińskiego dowodzonego przez generała Iwana Pietrowa (26 marca jego miejsce zajął generał Andriej Jeremienko) oraz walczące w jego składzie jednostki Czechosłowackiej Armii Ludowej. Do końca stycznia wojska niemieckie wycofały się z górnośląskiego okręgu przemysłowego. Walki o pozostałe tereny regionu trwały jeszcze w następnych miesiącach.
Deportacje na Wschód

3 lutego 1945 r. Państwowy Komitet Obrony ZSRR wydał dekret, w myśl którego deportacjami zostały objęte tereny zajmowane przez 1, 2 i 3 Front Białoruski oraz 1 Front Ukraiński (m.in. Pomorze i Górny Śląsk). Wkrótce w miejscowościach Górnego Śląska pojawiły się obwieszczenia wzywające wszystkich mężczyzn w wieku od 17 do 50 lat do stawienia się do prac porządkowych. Miały one potrwać około dwóch tygodni, należało zabrać ze sobą żywność i ciepłą odzież. Uchylającym się od tego obowiązku groził sąd wojenny. Część mężczyzn dobrowolnie zgłosiła się w wyznaczonych miejscach zbiórki. Niektórych internowano bezpośrednio z zakładów pracy, jak miało to miejsce w przypadku pracowników kopalni „Bobrek” w Bytomiu czy kopalni „Prezydent” w Chorzowie, gdzie Rosjanie internowali całe załogi zmianowe.. Równocześnie żołnierze sowieccy z udziałem milicji i UB dokonywali aresztowań. Na obszarach nieprzemysłowych najczęściej przeprowadzano obławy. Gdy konwojentom brakowało kompletu więźniów, organizowano łapanki na ulicach.

Ludzi tych najpierw umieszczano w prowizorycznych punktach internowania organizowanych m.in. w miejscowych szkołach, gospodarstwach rolnych, przy zakładach pracy. Stamtąd doprowadzano ich pod eskortą do obozów zbiorczych. Największe tego typu obozy znajdowały się w Łabędach i Oświęcimiu. Internowanych poddawano przesłuchaniom, w czasie których Sowieci starali się ustalić ich przynależność do organizacji nazistowskich, służbę w szeregach Wehrmachtu czy Volkssturmu, zaangażowanie w polskim podziemiu niepodległościowym. W niektórych obozach dokonywano również selekcji według wykonywanego zawodu. Dla władz sowieckich wszyscy internowani stanowili tanią siłę roboczą, która miała być wykorzystana w różnych gałęziach ich gospodarki. Wyjątków nie czyniono nawet dla osób kalekich, chorych, nieletnich czy starszych wiekiem. Moment ich deportacji do ZSRR nastąpił dopiero po poszerzeniu torów kolejowych do standardów sowieckich. Wywożeni nie byli świadomi czekającego ich losu, tylko nielicznym udało się wyrzucić z jadącego pociągu wiadomość dla najbliższych.

Pierwsze transporty na Wschód wyruszyły w marcu 1945 r. Podróż w bydlęcych wagonach, nazywanych na Śląsku „krowiokami”, trwała nawet do kilkudziesięciu dni. Jedynym ich wyposażeniem, choć nie we wszystkich przypadkach, były prycze oraz niewielki piecyk tzw. żeleźniok, do którego bardzo często brakowało opału. Funkcję ubikacji spełniał wycięty w podłodze otwór. Do jednego wagonu ładowano nawet do 100 osób. Czasami ścisk był tak duży, że deportowani pokonywali całą trasę na stojąco. Nieregularnie otrzymywane racje żywnościowe, niedostatek wody, katastrofalne warunki sanitarne dziesiątkowały deportowanych. Wielu umarło z zimna, głodu czy wycieńczenia. Ich ciała wyrzucano z pociągu lub składowano w wagonie pełniącym funkcje trupiarni. Franciszek Czogała był przewożony do ZSRR w niekrytym wagonie, w którym zamarzł w marcu 1945 roku. Trudno określić, ile bezimiennych mogił znajduje się wzdłuż szlaków kolejowych prowadzących do miejsc zsyłki.

Deportowani Górnoślązacy trafili do łagrów rozlokowanych na obszarze całego Związku Sowieckiego. Największa ich grupa została zesłana do obozów pracy na Ukrainie, Syberii oraz w Kazachstanie. Innych wywieziono do Rosji, Turkmenii, Gruzji i na Białoruś. Najdalej położone były łagry na Kamczatce.

We wszystkich obozach panowały skrajnie trudne warunki bytowe; głodowe racje żywnościowe, ograniczony dostęp do wody pitnej, prymitywne wyposażenie baraków i ziemianek, a także brak opieki medycznej. Na posiłek najczęściej składały się racje gliniastego chleba i rzadkiej zupy. Niedostatek wody pitnej zmuszał ich do zaspokajania pragnienia wodą zanieczyszczoną. Brak możliwości utrzymania właściwej higieny osobistej przyczyniał się do powstawania epidemii tyfusu, czerwonki i malarii oraz powszechnej wszawicy. Wyposażenie baraków ograniczało się zazwyczaj do drewnianych piętrowych prycz, zaś z podstawowych przedmiotów codziennego użytku (łyżki, noże, kubki) więźniowie dysponowali jedynie tym, co przywieźli z sobą lub też co udało im się wykonać w ukryciu przed strażnikami.

Nieludzkim warunkom życia towarzyszyła wyniszczająca praca. Dzień roboczy w łagrze nie ograniczał się do 8 godzin, a tydzień pracy do sześciu dni. Deportowanych najczęściej zatrudniano w przemyśle wydobywczym, metalurgicznym, zbrojeniowym, budowlanym, drzewnym, naftowym, w kopalnictwie torfu, w kamieniołomach oraz w rolnictwie. Nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa pracy oraz narzucone normy wydajności pracy były przyczyną wielu wypadków, nierzadko śmiertelnych, a także chorób i wycieńczenia. Niepisanym prawem obozowym była zasada „Kto nie pracuje, ten nie je”. Rodzaj wykonywanej pracy i wydajność decydowały o wielkości wydawanych racji żywnościowych. Niedożywienie prowadziło do wyniszczenia organizmu katorżników. Do chorób i osłabienia przyczyniały się również skrajne warunki klimatyczne, w jakich przyszło żyć i pracować wielu spośród nich. Hubert Białas po powrocie do domu ważył 43 kg przy 172 cm wzrostu.

Przez długi czas rodziny deportowanych nie znały miejsca pobytu swych najbliższych. Tylko do niektórych docierały kartki obozowe ze Wschodu, z czasem wiadomości przynosili powracający do kraju. Wiele z nich do dzisiaj poszukuje informacji o losie wywiezionych ojców, synów, córek, o okolicznościach ich śmierci i miejscu pochówku. Zmarłych chowano w zbiorowych, często nieoznaczonych mogiłach. Dlatego trudno ustalić miejsce pochówku tysięcy wygnańców. Niektóre mogiły były tak płytkie, że okoliczne psy albo wilki rozgrzebywały je i rozszarpywały wystające części zwłok.

Pierwsze powroty deportowanych miały miejsce latem 1945 r. Pojedyncze osoby wracały jeszcze do połowy lat 50. Nie zawsze zwolnienie z obozu w ZSRR oznaczało bezpośredni powrót do rodzinnego domu. Część zwolnionych umierała z wycieńczenia i chorób w drodze powrotnej, część kierowano do obozów repatriacyjnych w sowieckiej strefie okupacyjnej w Niemczech (późniejsze NRD) lub do obozów pracy w Polsce (Jaworzno, Złotów, Mielęcin). Powracający wymagali długotrwałego leczenia, a niejednokrotnie w krótkim czasie wielu z nich zmarło.

Ofiarami deportacji były także tysiące śląskich rodzin, mimo że wywózka nie dotknęła ich bezpośrednio. Pozbawione jedynych żywicieli zmagały się z biedą, brakiem jakiejkolwiek pomocy ze strony władz lokalnych czy nawet z groźbą eksmisji z mieszkań zakładowych. Masowa wywózka mężczyzn była również przyczyną poważnych trudności górnośląskiego przemysłu, który borykał się z brakiem fachowej siły roboczej.

Zaistniała sytuacja wywołała falę interwencji ze strony zakładów pracy, organizacji społecznych i politycznych oraz rodzin, domagających się powrotu deportowanych. Bezskuteczne próby zwolnienia wywiezionych podjęły także władze wojewódzkie, na czele z wojewodą Aleksandrem Zawadzkim i wicewojewodą Jerzy Ziętkiem.

W pierwszych latach powojennych kilkakrotnie próbowano ustalić dokładną listę deportowanych. Pierwsze tego typu zestawienie powstało na zlecenie śląskich władz wojewódzkich jeszcze w 1945 roku. Do sierpnia tego roku zgromadzono ok. 25 tys. nazwisk osób cywilnych internowanych przez władze radzieckie. W maju 1946 r. podobną akcję rejestracyjną rozpoczął Polski Związek Zachodni. Jesienią 1946 r. swój spis, uwzględniający jedynie osoby zatrudnione w górnictwie, sporządził Centralny Zarząd Przemysłu Węglowego, tworząc najbardziej znany „Spis polskich obywateli – górników wywiezionych z początkiem 1945 r. z terenu Górnego i Opolskiego Śląska” zawierający 9 877 nazwisk. Obejmuje on jedynie osoby zatrudnione przed deportacją w przemyśle węglowym, które w momencie sporządzania „Spisu...” (jesień 1946 r.) nie powróciły do kraju. Pamiętać jednak należy, że wywieziono także hutników, kolejarzy, strażaków, rolników, leśników. Wywózki dotknęły również przedstawicieli lokalnej inteligencji i działaczy polskich organizacji społeczno-politycznych. Znajdowali się wśród nich weterani powstań śląskich, przedwojenni działacze mniejszości polskiej w Niemczech, artyści, a nawet byli więźniowie hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Wśród deportowanych były również kobiety. Do dnia dzisiejszego nie udało się jednakże ustalić faktycznej liczby wywiezionych. Powszechnie szacuje się, że deportowano około 30 tys. osób, ale zdaniem niektórych historyków liczba ta może sięgać nawet 90 tys.
Przemilczana tragedia

Temat deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 r. był publicznie najdłużej przemilczaną tragedią w najnowszej historii tego regionu. Dopiero przełom roku 1989 pozwolił na ukazanie się publikacji prasowych i naukowych na ten temat, upamiętnienie ofiar przez lokalne społeczności, a także poruszenie tego problemu na forum Sejmu. Szerokim echem wśród mieszkańców Śląska odbiło się opublikowanie na łamach regionalnego tygodnika „Górnik” „Spis polskich obywateli – górników wywiezionych z początkiem 1945 r. z terenu Górnego i Opolskiego Śląska”. Nierzadko ta publikacja była dla rodzin pierwszym potwierdzeniem wywózki ich najbliższych do ZSRR. Napływające do redakcji listy potwierdzały żywotność tego bolesnego tematu; zawierały uzupełnienia informacji, sprostowania, zapytania o losy innych deportowanych, a także wspomnienia samych deportowanych. Tym, którym pozwolono wrócić z sowieckich łagrów do kraju, zabroniono opowiadać o szczegółach ich pobytu na Wschodzie. Niektórzy z nich milczą do dziś.

W 1991 r. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach wszczęła śledztwo. W 1999 roku zostało ono zawieszone z powodu likwidacji Komisji. Powołanie Instytutu Pamięci Narodowej pozwoliło na ponowne jego podjęcie w listopadzie 2000 roku. Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach w dniu 30 czerwca 2006 roku wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa o prowadzonego w sprawie zbrodni komunistycznej, będącej jednocześnie zbrodnią przeciwko ludzkości, polegającej na deportacji, w okresie od stycznia do kwietnia 1945 roku nie mniej niż 14 414 mieszkańców Śląska – Górnego, Opolskiego i Cieszyńskiego, połączonej ze szczególnym udręczeniem, przeprowadzonej na podstawie postanowień Państwowego Komitetu Obrony ZSRR.

W 1991 r. w Knurowie powstało „Stowarzyszenie Pamięci Tragedii Śląskiej 1945 roku” skupiające osoby deportowane, ich rodziny oraz wszystkich zainteresowanych tym problemem. W tym samym roku Andrzej Soroczyński nakręcił film zatytułowany „Szychta niewolników”, a Wojciech Sarnowicz w 1999 r. film dokumentalny „Końca wojny nie było”. Problematyce górnośląskich wywózek poświęcony jest również zrealizowany w 2004 r. na zlecenie Instytutu Pamięci Narodowej, film „Przemilczana tragedia”.









©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość