Kresy pamiętamy rozmowa z najnowszego Biuletynu ipn



Pobieranie 113.17 Kb.
Strona1/3
Data20.06.2016
Rozmiar113.17 Kb.
  1   2   3
Kresy pamiętamy - rozmowa z najnowszego Biuletynu IPN
Z Agnieszką Biedrzycką, ks. Romanem Dzwonkowskim, Januszem Kurtyką i Januszem Smazą o pamięci i teraźniejszości Kresów rozmawia Barbara Polak.

Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej nr 1-2/2009

B.P. – Chociaż od kilkudziesięciu lat dodajemy do Kresów słowo „byłe”, to są one nadal bardzo ważne dla naszej historii i tożsamości. Historia „obcięła” nam na wschodzie połowę ziem, należących do I i II Rzeczypospolitej, a losy ich mieszkańców były tragiczne i heroiczne. Polska na tych „byłych” swoich ziemiach odcisnęła bardzo istotne piętno, w najlepszym znaczeniu. Dobrze byłoby, żeby nikt o tym nie zapominał.

R.D. – Termin „Kresy” jest mi bardzo bliski i dla mnie oczywisty, ale po stronie ukraińskiej istnieje wobec niego mocny sprzeciw. Zrodziła się więc potrzeba wyjaśnienia i uzasadnienia tego terminu.

B.P. – Nazwa „Kresy” ma stosunkowo niedługą historię, pojawiła się w wydanym w Krakowie w 1854 r. rapsodzie rycerskim „Mohort” Wincentego Pola.

J.K. – Jeśli przejść na grunt semantyczny, to „Ukraina” znaczy (i historycznie znaczyła) to samo, co obecnie (od XIX w.) „Kresy” – czyli „na skraju, na pograniczu”. Ziemie „ukrainne” w terminologii używanej w I Rzeczypospolitej to ziemie na pograniczu ze światem zewnętrznym, czyli w obecnym znaczeniu „kresowe” – dlatego też Ukrainą w XVI w. nazywano województwa kijowskie i bracławskie, a w XVII w. dodatkowo Wołyń i Podole. W XIX w., w następstwie rodzenia się ukraińskiej świadomości narodowej, Ukrainą zaczęto nazywać także obszar zaboru austriackiego, obejmujący dawne województwo lwowskie – czyli Galicję Wschodnią. Ukraińcy protestują niekiedy przeciw określaniu ich kraju mianem Kresów. Jednak nazwa ich państwa ma swój początek w przestrzeni semantycznej czasów I Rzeczypospolitej, bowiem powstała na wspólnym obszarze politycznym Korony i Wielkiego Księstwa (w dzisiejszym sensie: polsko-litewsko-ukraińskim) dla określenia terenów wspólnego państwa, przylegających do wrogich terytoriów zdominowanych przez Moskwę, Tatarów i Turcję (pomijam tu skomplikowane wewnętrzne relacje pomiędzy tymi trzema podmiotami). Dla procesu historycznego ważne okazało się to, że owe tereny „ukrainne” pod względem kulturowym obejmowały spuściznę najważniejszych przestrzeni politycznych wczesnośredniowiecznej Rusi: halicko-wołyńskiej i kijowskiej, które w XIV w. zostały trwale przyłączone do Królestwa Polskiego i tworzącego się państwa litewskiego. Te same tereny później stawały się coraz ważniejsze i coraz bardziej symboliczne dla państwa polsko-litewskiego (np. Lwów, Kamieniec Podolski czy Kijów były w XV–XVIII w. nie tylko zwykłymi wielkimi ośrodkami, ale i symbolami Rzeczypospolitej).

B.P. – Litwini też się bardzo oburzają…

A.B. – …ale Litwa nieporównanie później została uznana za Kresy.

B.P. – Nazwę tę można wywieść też od niemieckiego Kreis, czyli linia, granica. A także od określenia „kresa”, czyli posterunek pocztowy czy obronny.

J.K. – Niemiecki Kreis to okręg – również w sensie administracyjnym, obszarowym. W późnym średniowieczu te z państw europejskich, które były odpowiednio silne, wchodziły w etap gwałtownej ekspansji. Hiszpanie i Portugalczycy wędrowali za morze, Anglicy – po wypchnięciu z Francji – zaczynali budować swoje kolonie. W przypadku Polski był to kierunek wschodni. Fundament Kresów położyła unia polsko-litewska (1385–1386), której efektem był w pierwszym etapie chrzest i wcielenie Wielkiego Księstwa Litewskiego do Korony Polskiej oraz objęcie tronu polskiego przez Władysława Jagiełłę po poślubieniu polskiej władczyni Jadwigi Andegaweńskiej. W następstwie unii wileńsko-radomskiej z 1401 r. układ ten został zmodyfikowany na bardziej partnerski. W skład obszaru politycznego Korony weszły również tereny ruskie, podbite przez Wielkie Księstwo Litewskie, a także tereny ruskie zdobyte przez Kazimierza Wielkiego, bądź też przez niego zhołdowane, jak Podole Kamienieckie (Podole Wschodnie – Bracławszczyzna – było przedmiotem rywalizacji polsko-litewskiej).

Po roku 1434 tereny ruskie Korony Polskiej (przemyskie, sanockie, lwowskie, chełmskie, bełskie, kamienieckie) zostały objęte przywilejami szlacheckimi (na mocy przywileju jedlneńsko-krakowskiego otrzymała je napływowa szlachta polska oraz miejscowe bojarstwo ruskie), a także polskim prawem ziemskim, systemem administracyjnym oraz koronnym modelem hierarchii urzędniczej. Tym samym na bardzo skomplikowaną mozaikę etniczną ziem ruskich został nałożony model kulturowy wykształcony w Koronie Polskiej. W przypadku ziem ruskich Wielkiego Księstwa Litewskiego (z interesujących nas południowo-wschodnich: Wołyń, Bracławszczyzna, Kijowszczyzna), wielcy książęta litewscy – Zygmunt Kiejstutowicz i Kazimierz Jagiellończyk – nadali podobne przywileje (trocki w 1434 i wileński w 1447 r.) tamtejszym bojarom litewskim i ruskim, włączając również ich w model kulturowy Korony. Końcowym etapem tej ewolucji była unia lubelska z 1569 r., w następstwie której kształt ustrojowy całego państwa polsko-litewskiego uległ unifikacji, zaś najważniejsze tereny ruskie Wielkiego Księstwa (Wołyń, Bracławszczyzna i Kijowszczyzna) zostały przyłączone do Korony Polskiej. Przestrzeń ustrojowo-prawna Wielkiego Księstwa (i przynależnych do niego ziem ruskich) aż do początku XIX w. została uformowana przez kodyfikacje zawarte w słynnych trzech statutach litewskich (1529, 1566, 1588 r.) oraz (do końca XVIII w.) w następstwie reformy administracyjnej i sądowej z 1565–1566 r. wzorowanej na koronnej. Bardzo ważnym momentem w dziejach Kresów była kościelna unia brzeska (1596).

Warto przypomnieć, że w jej konsekwencji część hierarchii prawosławnej uznała prymat papieża, w zamian za zgodę na zachowanie obrzędowości, małżeństw duchownych itd., co było przyczyną konfliktu wewnątrz prawosławia i zbiegło się z procesem dorastania kozactwa do roli obrońcy prawosławia. Powstały dwie hierarchie – unicka i prawosławna, pozostające ze sobą w stałym konflikcie (mniej lub bardziej natężonym) do końca istnienia Rzeczypospolitej. W XIX w. obrządek unicki, gwałtownie zwalczany przez prawosławie, stał się elementem krystalizowania się ukraińskiej świadomości narodowej. W ten sposób powstał jednolity obszar o podobnych koronnych desygnatach kulturowo-administracyjnych i bardzo skomplikowanych relacjach etnicznych i religijnych.

J.S. – Obszar, w którym – niestety – granice polityczne zmieniały się szybciej niż granice kulturowe.

B.P. – Jaki język obowiązywał na tych obszarach?

J.K. – Należałoby mówić raczej o językach, bowiem przy dominacji ilościowej ludności ruskiej i narastającej tendencji do używania języka polskiego jako języka elit, szlachty i miast (zwłaszcza od XVII w.), odnotować trzeba przecież języki innych mniejszości (zwłaszcza w miastach) – np. Niemców, Żydów, Ormian, Karaimów, Tatarów. Nie zawsze językiem tego modelu kulturowego był język polski, szczególnie na początku, mimo że szlachta polska napływała na te tereny już w końcu XIV w. Na ziemiach ruskich po 1434 r. zaczęły funkcjonować sądy ziemskie i grodzkie dla szlachty – takie same jak w Koronie Polskiej, choć ich księgi prowadzone były po łacinie (na Rusi Koronnej, od XVII w. coraz częściej po polsku) lub po rusku (na ziemiach ruskich Wielkiego Księstwa przyłączonych do Korony w 1569 r.); w tym drugim przypadku aż do połowy XVII w. (po powstaniu Chmielnickiego tylko nagłówki były po rusku, tekst sprawy zapisywano po polsku). Następowała polonizacja szlachty ruskiej (koronne przywileje szlacheckie bojarzy uzyskali już w XV w.), a także polonizacja języka urzędów, z zachowaniem dotychczasowej formuły prawnej. W niezwykłej etnicznej mozaice, istniejącej na przyłączonych terytoriach, coraz bardziej rozprzestrzeniał się nasycony językiem polskim polski model kulturowy. Na przykład w Kamieńcu Podolskim funkcjonowały trzy wspólnoty mieszczańskie na podstawie osobnych przywilejów: nacja lacka (polska) na podstawie tzw. prawa niemieckiego (jej księgi sądowe prowadzone były od początku XVI w. po łacinie i po polsku), nacja ruska i nacja ormiańska (ta ostatnia w XVI–XVII w. miała księgi sądowe w języku kipczackim). Bardzo ważnym etapem było powstanie Chmielnickiego (od 1648 r.), które miało charakter antyszlachecki, ale i charakter wojny domowej pomiędzy Rusinami. Podobnie zajęcie Podola (1672–1699) i części ziem ruskich przez Turcję. Grupy społeczne zagrożone przez te wydarzenia (np. średnia szlachta pochodzenia ruskiego zwalczana przez Chmielnickiego lub uchodząca przed Turkami) były podatne na przyśpieszoną polonizację. Rozbiory w końcu XVIII w. otworzyły w historii tych ziem zupełnie nowy rozdział. W historii Kresów wiek XIX jest kluczem do ich dramatu w wieku XX.

A.B. – Do najważniejszych zmian terytorialnych w XVI w. doszło po przyłączeniu do Korony województw wołyńskiego, bracławskiego i części województwa kijowskiego (w tym Kijowa). Powiat mozyrski, zgodnie z wolą zamieszkującej go szlachty, pozostał przy Litwie, co pokazuje, że decydujący głos należał jednak do „narodu politycznego” danego obszaru, a nie do króla czy szlachty koronnej. Na początku XVII w., korzystając z osłabienia Moskwy wywołanego dymitriadami i wielką smutą, w 1611 r. wojska polskie odzyskały utracony niemal sto lat wcześniej Smoleńsk. Rzeczpospolita, a dokładniej Wielkie Księstwo Litewskie, powiększyła się o województwo smoleńskie, które zdołano obronić w 1632 i 1633 r. Dzięki zawartemu w 1634 r. pokojowi polanowskiemu sytuacja terytorialna Rzeczypospolitej wydawała się dość stabilna, a jej pozycja na wschodzie na tyle silna, że w 1645 r. Władysław IV zgodził się nawet dobrowolnie odstąpić Moskwie niewielki teren w rejonie Trubecka. Doprowadził zresztą w ten sposób do wybuchu konfliktu we własnym kraju – ponieważ Trubeck należał do Wielkiego Księstwa Litewskiego, jego przekazanie bardzo oburzyło Litwinów (co pokazuje, że państwo polsko litewskie nie było całkiem jednorodne), którzy zmusili króla do przyłączenia do Wielkiego

Księstwa koronnych starostw Lubecza i Łojowa, jako swego rodzaju odszkodowanie za tę stratę.

B.P. – Ten najdalszy zasięg Kresów nie trwał zbyt długo.

A.B. – Straty zaczęliśmy ponosić nawet wcześniej, ponieważ jednak dotyczyły terenów, nad którymi Rzeczpospolita panowała od niedawna, nie odczuto ich jako dotkliwego uszczerbku. Chodzi oczywiście o Inflanty – w większości utracone już na początku XVII w.; Rygę zdobył Gustaw Adolf w 1621 r., w czasie, kiedy armia polsko-litewsko-kozacka broniła na południu innych kresów przed najazdem tureckim. Ale znacznie poważniejsze straty nastąpiły w wyniku powstania Chmielnickiego, a zwłaszcza będącego jego efektem włączenia się do rozgrywki Rosji, ugody perejasławskiej z 1654 r. i wyjątkowo tragicznej dla ziem Wielkiego Księstwa wojny. W wyniku kończącego ją rozejmu w Andruszowie w 1667 r. Rzeczpospolita nie tylko traciła Smoleńszczyznę, Czernihowszczyznę i Siewierszczyznę, ale również oddawała Rosji – formalnie tylko na dwa lata – położony na prawym, polskim brzegu Dniepru Kijów, który jednak już nigdy nie wrócił do Rzeczypospolitej. Później było już tylko coraz gorzej. Nawet na formalnie należącym do Korony Prawobrzeżu, Polska aż do końca XVII w. miała niewiele do powiedzenia, a walczący o władzę nad Ukrainą kozaccy hetmani przyzywali na pomoc zarówno wojska rosyjskie, jak i tureckie czy tatarskie. W 1672 r., w wyniku wyprawy sułtana Mahometa IV i wspomagających go Kozaków Piotra Doroszenki, Rzeczpospolita utraciła na rzecz Turcji Podole i Ukrainę prawobrzeżną, którą sułtan przekazał swemu kozackiemu lennikowi. Wprawdzie dzięki układowi żórawińskiemu z 1676 r. zdołano odzyskać część tych ziem wraz z fortecami w Białej Cerkwi i Pawołoczy, a po bitwie wiedeńskiej w rękach tureckich pozostał głównie Kamieniec, jednak dopiero pokój karłowicki w 1699 r. pozwolił Rzeczypospolitej na odzyskanie strat. W dodatku wojna z Turcją przyczyniła się do zatwierdzenia rozejmu andruszowskiego – starając się uzyskać pomoc Rosji, Jan III Sobieski w 1686 r. potwierdził ów rozejm zawarciem w Moskwie tzw. pokoju Grzymułtowskiego, na mocy którego oddawał carowi również Kijów. Rzeczpospolita potwierdziła go dopiero w 1710 r., po Połtawie, czyli w zupełnie innej sytuacji politycznej – można powiedzieć – z Piotrem I za plecami. Poczynając od 1772 r., czyli od pierwszego rozbioru, Rzeczpospolita traciła kolejne tereny – aż do ustalenia się (na krótko zresztą) granicy po trzecim rozbiorze na zachód od Kowna, Grodna, Brześcia i Włodzimierza Wołyńskiego.

Bardzo ważne znaczenie w historii Kresów miało powstanie Księstwa Warszawskiego i pokój w Tylży. Dopiero od tego momentu polskie ziemie na wschodzie, które nie weszły w jego skład (a później pozostały poza granicami Królestwa Polskiego), były nazywane Ziemiami Zabranymi. Na ich odzyskanie Polacy będą dość długo liczyć, nie bez podstaw zresztą – wystarczy wskazać na stacjonujący na Litwie Korpus Litewski, pozostający od 1817 r. pod dowództwem wielkiego księcia Konstantego (dowodzącego również armią Królestwa Polskiego) i noszący mundury i odznaki zbliżone do używanych przez wojsko polskie.

B.P. – Można też patrzeć na Kresy jako na wschodnią granicę Europy, kres świata zachodniego chrześcijaństwa. Za tą granicą najpierw byli poganie, a następnie cywilizacja rosyjska. Takie ich postrzeganie zrodziło etos kresowego rycerstwa. Kresy, czyli Polska, były wówczas przedmurzem chrześcijaństwa.

R.D. – Kresy są dla Polski wciąż bardzo ważne. Historia i kultura polska, która powstała na Kresach, stanowi integralną i fascynującą część naszej historii, chyba nawet jej część najważniejszą, a ponadto żyje tam wielka rzesza Polaków.

J.K. – Nie widzę tego aż tak prosto. Takie myślenie jest typowe dla wieku XIX. Podmiotem politycznym na terenie Rzeczypospolitej w XV–XVIII w. był naród szlachecki, pod względem etnicznym i wyznania dość różnorodny. Szlachta mogła być pochodzenia polskiego, ruskiego i litewskiego, wyznania zaś – katolickiego, prawosławnego, unickiego czy protestanckiego. Sienkiewiczowski pan Muszalski, „łucznik niechybny”, był prawosławnym…

A.B. – …Billewicze byli protestantami…

J.K. – …pan Wołodyjowski był być może w pierwszym pokoleniu katolikiem, ale może nadal prawosławnym. Pochodził ze starego średnioszlacheckiego ruskiego rodu Kościuków Wołodyjowskich, poświadczonego na Podolu już na przełomie XV i XVI w. Wielkie miejscowe rody możnowładcze (kniaziowskie) w większości były ruskie i prawosławne, dopiero później przechodziły na katolicyzm (choćby Wiśniowieccy czy Zbarascy). Znane były też oczywiście polskie i katolickie wielkie rody możnowładcze, które napływały i przejmowały na Ukrainie olbrzymie dobra (choćby Zamoyscy czy Potoccy). Konwersja religijna ułatwiała kariery poza Ukrainą, na samych zaś Kresach przed powstaniem Chmielnickiego nie wpływała na powodzenie życiowe szlachcica czy mieszczanina. Pozycja prawosławnych Ostrogskich była na ziemiach ruskich nie do podważenia w XVI w. Konwersja na katolicyzm sprzyjała awansom możnowładców ruskiego pochodzenia na najwyższe urzędy koronne – w latach 1593–1631 kasztelanami krakowskimi byli kolejno kniaziowie Janusz Ostrogski i Jerzy Zbaraski.

B.P. – Ta polonizacja ruskiej szlachty odbywała się na zasadzie pełnej dobrowolności i miała charakter awansu cywilizacyjnego?

R.D. – Dla bojarów ruskich zachodnia kultura polska była tak atrakcyjna, że z ochotą ją przyjmowali. Ale warstwy ludowe żyły nadal swoją własną kulturą. W czasie pewnej przyjaznej, polsko-ukraińskiej dyskusji przed laty, jeszcze w czasach sowieckich, jeden z Ukraińców powiedział: „Myśmy dali Polsce nasze wielkie rody, ale Polska dała nam idee zachodnie”. To właśnie te idee przyciągały wykształconych Rusinów i Białorusinów do kultury polskiej.

A.B. – Ale z drugiej strony istniał też prąd przeciwny, czyli ruszczenie się na Kresach polskich chłopów, osadzanych wśród przeważającego liczebnie osadnictwa ruskiego. Zjawisko to było zresztą (częściowo przynajmniej) zawinione przez szlachtę, która wolała fundować tańsze cerkwie z ruskim parochem niż znacznie droższe kościoły, do których w dodatku trzeba by sprowadzać księdza. To sprzyjało stopniowej zmianie wyznania, które w tym czasie było przecież utożsamiane z narodowością.

J.K. – Po 1569 r. rozpoczęła się wielka kolonizacja Ukrainy – z Korony ściągały rzesze chłopów, zaś możnowładcy polskiego i ruskiego pochodzenia na wielką skalę prowadzili akcje osadnicze. Trwały migracje chłopstwa i drobnej szlachty ruskiego pochodzenia. A jeśli chodzi o obronę granic i mit przedmurza, to wszystko zaczęło się w latach siedemdziesiątych XV w. Zostało wówczas zorganizowane stałe wojsko zaciężne do obrony kresów, zwane obroną potoczną, dowodzone przez hetmana, z czasem zwanego hetmanem polnym. Od drugiej połowy XVI w. wojsko to zwane było wojskiem kwarcianym (było utrzymywane z kwarty – czwartej części podatku z królewszczyzn). Od 1520 r. jego oddziały działały w trzech zgrupowaniach: straży przedniej na Dzikich Polach, dowodzonej przez dowódcę zwanego z czasem strażnikiem polnym, a później wielkim (przywołajmy tu odnotowywaną przez Sienkiewicza postać słynnego warchoła pana Samuela Łaszcza, strażnika w latach 1630–1646); zgrupowaniu podolskim oraz siłach głównych stacjonujących koło Oleska i Załoziec. Od XVII w. potężniała legenda strażnic koronnych na Podolu i legenda przedmurza chrześcijaństwa. W skład oddziałów wojskowych wchodziła i szlachta, i plebs, dla którego była to droga awansu społecznego. Ukraina była wówczas wielkim tyglem, w którym zachodziły skomplikowane i fascynujące procesy, ale wszystko to funkcjonowało w ramach polskiego, czyli koronnego, modelu kultury i organizacji państwa. Tak samo jak w województwach krakowskim czy poznańskim, były więc na Rusi sądy ziemskie, sądy grodzkie, starostowie, kasztelanowie, wojewodowie czy miasta na prawie niemieckim. W ziemi lwowskiej czy na Podolu Koronnym urzędowym językiem była łacina, a o miedzę dalej, w Bracławiu, księgi tego samego typu prowadzono po rusku.

B.P. – Jak przebiegał proces polonizacji Kresów?

J.K. – To był proces skomplikowany. Polonizacja i depolonizacja występowały równolegle. Drobnoszlacheckie rodziny mówiące po rusku i po polsku zaczynały w warunkach zaboru rosyjskiego obawiać się o swoją pozycję społeczną i wybierały język polski jako jedną z form manifestacji sprzeciwu wobec deklasacji. Tuż po pierwszym rozbiorze władze carskie same przyznawały, że w Wielkim Księstwie szlachta wszelkich kategorii jest w znakomitej większości polska lub spolonizowana. Na ziemiach wcielanych do Rosji w latach 1772–1795 funkcjonował mechanizm legitymizacji szlachectwa, prowadzący często do deklasacji polskiej drobnej szlachty do poziomu chłopstwa, co skutkować mogło także rusyfikacją lub rutenizacją (ukrainizacją). Legitymizacja szlachectwa miała na celu zmniejszenie liczebności i znaczenia szlachty oraz zwiększenie grup ludności objętej obciążeniami podatkowymi. Mówimy tu o rzeszach drobnej szlachty pod zaborem rosyjskim, związanej pochodzeniem lub emocjonalnie z polskim modelem kulturowym. Procesy polonizacyjne były natomiast wyraźne w miastach na ziemiach dawnego województwa lwowskiego pod zaborem austriackim. Jeszcze inne – i dwukierunkowe – mechanizmy miały miejsce wśród ludności wiejskiej. Zagrożenie deklasacją, religia identyfikowana z narodowością, obudzone zainteresowanie dla kultury łączonej z narodowością, identyfikowanie języka polskiego z większym prestiżem społecznym, narodziny nowoczesnych nacjonalizmów – to uwarunkowania transformacji w XIX w. społecznego modelu staropolskiego w model dwudziestowieczny.

R.D. – Rzeczpospolita stworzyła taki model kulturowy, który przyciągał także ludność wiejską innego niż polskie pochodzenia. Była ona w różny sposób związana z polskimi dworami szlacheckimi. Obecność tych dworów, w których bardzo pielęgnowano kulturę polską, sprawiła, że mimo silnej presji rusyfikacyjnej, braku szkół polskich i banicji języka polskiego z życia publicznego w zaborze rosyjskim, kultura polska wcale nie traciła, a wręcz zyskiwała. Po Powstaniu Styczniowym, w okresie największego antypolskiego ucisku, na Wileńszczyźnie samorzutnie i bardzo skutecznie spolonizowały się wioski litewskie i białoruskie. Zadecydowała o tym atrakcyjność kultury polskiej i odpychający często styl moskiewskiego sprawowania władzy – przez urzędników, żandarmów, nauczycieli.

B.P. – Jaką politykę stosowano wobec Kościoła rzymskiego?

R.D. – Po rozbiorach Polski rząd carski zaczął samowolnie zmieniać dawne struktury administracji kościelnej. Na przykład siedzibę ogromnej archidiecezji mohylewskiej przeniósł z Mohylowa na Białorusi do Petersburga, a po Powstaniu Styczniowym zniósł diecezję mińską i kamieniecką. Nawet nie wolno było wymieniać nazw tych diecezji w kościelnych spisach duchowieństwa. Ale to nie to było najważniejsze. Gorsza była presja na rusyfikację języka w kościołach, trwająca kilkadziesiąt lat. Ponieważ są to dzisiaj rzeczy mało znane, warto je najkrócej przypomnieć. W 1868 r. władze carskie narzuciły tzw. triebnik, czyli rytuał w języku rosyjskim, który do różnych nabożeństw, poza Mszą św., czyli do tzw. paraliturgii, nauczania w kościele i pieśni kościelnych, wprowadzał język rosyjski i eliminował polski. W spokoju pozostawiono języki litewski i łotewski.

B.P. – Jak na nakaz stosowania triebnika zareagował Kościół?

R.D. – Wywołał on silny opór ze strony duchowieństwa i wiernych. Władze łamały go hojnymi wynagrodzeniami w złotych rublach za posłuszeństwo i represjami za nieposłuszeństwo. Biskup łucko-żytomierski Kasper Borowski, który zabronił używać triebnika, został skazany na wygnanie do Permu i był tam przez kilkanaście lat. Tylko niewielki procent księży dał się przekupić i zastraszyć. W moralnym oporze przeciw triebnikowi bardzo pomógł dramatyczny akt ks. Stanisława Piotrowicza z Wilna, który podczas nabożeństwa i kazania w kościele św. Rafała – spalił go na ambonie z odpowiednim komentarzem. Pojechał za to natychmiast na zesłanie do Archangielska i nigdy już do diecezji nie wrócił. Mówiąc ogólnie, Kościół katolicki był w zaborze rosyjskim pod ścisłą kontrolą władz i jego działalność duszpasterska była ograniczana na różne sposoby. Carat widział w nim bowiem ostoję polskości, która miała zniknąć. Natomiast Kościół katolicki obrządku wschodniego został w zaborze rosyjskim całkowicie zlikwidowany.

J.K. – Po pokoju w Tylży (1807 r.) nastąpiło wyraźne oddzielenie Ziem Zabranych, czyli Kresów, od ziem polskich Księstwa Warszawskiego. W wyniku kolejnych trzech zaborów w latach 1772–1795 Rosja wkroczyła na te tereny i zaczęła tworzyć sieć administracyjną właściwą dla carstwa rosyjskiego, czyli sieć guberni. Powstałe w 1807 r. Księstwo Warszawskie podzielone było z kolei na wzór francuski na departamenty. Ludzie więc po obu stronach granicy funkcjonowali w różnych rzeczywistościach administracyjnych. Dla świadomości narodowej miało to, moim zdaniem, istotne znaczenie. Na tych odciętych obszarach kresowych istniała świadomość pewnego porzucenia, a jednocześnie silnego nacisku rusyfikacyjnego, nie tylko w Kościele, bo przecież w administracji, armii, szkołach obowiązywał język rosyjski. Równolegle – od rozbiorów – prowadzono politykę, której celem była weryfikacja i deklasacja polskiej szlachty. Powstały specjalne urzędy, przed którymi każdy posiadacz praw szlacheckich z czasów Rzeczypospolitej musiał zadeklarować majątek i udowodnić, że jest szlachcicem, co miało ogromne znaczenie dla rodziny, pozycji i kariery. Ostatnie słowo w tej procedurze należało do petersburskiej heroldii i do cara.

Ta legitymizacja nierzadko była trudna, zwłaszcza w przypadku licznej drobnej szlachty często nieposiadającej już przywilejów sprzed wieków oraz wobec polityki carskiej osłabiania znaczenia szlachty i żywiołu polskiego. Na przykład szacuje się, że tylko na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa do 1800 r. deklasacji uległo od 12 do 30 proc. szlachty ujętej w spisach z czasów Rzeczypospolitej z 1790 r. Szlachcic mógł w wojsku być oficerem, miał większe możliwości kariery w administracji. Utrata tytułu szlacheckiego oznaczała niebezpieczeństwo wieloletniej służby w armii na takich samych zasadach jak ludność pospolita, zamykała też praktycznie drogę większej kariery.

B.P. – A jeśli nie udało się udowodnić szlachectwa?

J.K. – W przypadku, gdy nie zostało się uznanym za szlachcica, było się traktowanym jak chłop. Przedstawiciele drobnej szlachty po nieudanej weryfikacji często ulegali rutenizacji (ukrainizacji). Byli traktowani jak chłopi, mówili językiem ruskim i upodabniali się do ludności ukraińskiej. W ten sposób rozprzestrzeniało się używanie języka ruskiego, czyli późniejszego ukraińskiego, ale pojawiały się też mechanizmy obronne. Bardzo często przedstawiciele drobnej szlachty, wciąż jeszcze wyznający prawosławie bądź będący unitami, żeby uniknąć deklasacji i dla zaznaczenia swej odrębności, zwracali się w kierunku kultury polskiej. W XIX w. trwał zatem równoległy proces polonizacji. Uczestniczyli w nim ludzie walczący o zachowanie swej drobnoszlacheckiej pozycji społecznej, niekiedy także o utrzymanie się na powierzchni życia i którzy nie chcieli się zrusyfikować. Tu zwróćmy uwagę na jeszcze jedno zjawisko – w XIX w. na Podolu, Wołyniu, Litwie niezwykle intensywnie rozwijało się kolekcjonerstwo, gromadzenie pamiątek, kolekcji archiwalnych i muzealnych. W dworach powstawały biblioteki, które jednocześnie były archiwami, powstawały kapitalne kolekcje. Dwory czy pałace stawały się samodzielnymi ośrodkami, centrami kulturalnymi.




  1   2   3


©snauka.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna
Komunikat prasowy
przedmiotu zamówienia
najkorzystniejszej oferty
Informacja prasowa
wyborze najkorzystniejszej
warunków zamówienia
istotnych warunków
sprawie powołania
Regulamin konkursu
udzielenie zamówienia
przetargu nieograniczonego
zamówienia publicznego
Nazwa przedmiotu
Specyfikacja istotnych
modułu kształcenia
Rozporządzenie komisji
studia stacjonarne
wyborze oferty
Zapytanie ofertowe
Szkolny zestaw
Ochrony rodowiska
ramach projektu
prasowy posiedzenie
trybie przetargu
obwodowych komisji
zagospodarowania przestrzennego
komisji wyborczych
komisji wyborczej
Program konferencji
Wymagania edukacyjne
Lista kandydatów
szkoły podstawowej
która odbyła
Województwa ląskiego
Decyzja komisji
przedmiotu modułu
poszczególne oceny
Sylabus przedmiotu
szkół podstawowych
semestr letni
Postanowienia ogólne
przedsi biorców
produktu leczniczego
Karta przedmiotu
Scenariusz lekcji
Lista uczestników
Program nauczania
Projekt współfinansowany
Informacje ogólne
biblioteka wojewódzka
semestr zimowy