Strona główna

Kryzys, liberalizm, a katolicka doktryna społeczna


Pobieranie 53.35 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar53.35 Kb.




Andrzej Paszewski (tekst na prawach rękopisu)

Kryzys, liberalizm, a katolicka doktryna społeczna

Dzisiejszy kryzys ekonomiczny zachwiał dominującym od kilkudziesięciu lat paradygmatem neoliberalnym - gloryfikującym wolny rynek, domagającym się maksymalnego ograniczenia roli państwa i niechętnym państwu socjalnemu. Tymczasem kryzys zaczął się w Stanach Zjednoczonych, będących jednym z najmniej opiekuńczych państw czyli wg. liberałów, w kraju na kryzys najbardziej odpornym. Natomiast Szwecja, jedno z najbardziej socjalnych państw świata, radzi sobie z kryzysem wcale nieźle. Okazało się – jak zauważa Andrzej Walicki, że „różnica między ideałem a rzeczywistością jest w wypadku wolnorynkowego liberalizmu taka sama z grubsza, jak w wypadku programowo antyrynkowej utopii komunistycznej.” (GW 8-9,11.2003)

Dziś przez cały świat przetacza się dyskusja nad przyczynami kryzysu. Jedno jest pewne – to nie socjaliści go spowodowali. Dogmaty liberalnej ekonomii podważają dziś ludzie, których nie można nazwać lewakami. Dyskusja toczy się już nie o potrzebę kontroli państwa nad rynkiem ale o jej zakres i formy. Ta przechodząca przez świat fala protestów przeciwko istniejącemu systemowi ekonomicznemu, uderzającemu już nie tylko w tradycyjnie biedne grupy, ale także w klasę średnią (prekariat) wskazuje, że konieczne będą radykalne reformy, a nie tylko retusze tego systemu. Niepokój budzi fakt, że dotychczasowe zabiegi walki z kryzysem zdają się bardziej ratować banki – sprawców kłopotów, a nie ich ofiary, co może oznaczać, że opór przed takimi reformami będzie silny. Dlatego sądzę, że istniejaca w Kościele katolickim refleksja nad sytuacją społeczno- gospodarczą i nad ukierunkowaniem tych reform, w świetle jego doktryny społecznej , może być bardzo pożyteczna.


Liberalizm gospodarczy w polskim wydaniu

Koncepcje neoliberalne jako program dla Polski omówił Jan Skórzyński w artykule „Solidarność i socjalizm” (Tygodnik Powszechny,26.04.2009). Tworzyła je m.in. grupa gdańska, w której skład wchodzili J.K. Bielecki. Wojciech Duda, Janusz Lewandowski i Donald Tusk. Ten ostatni pisał w 1987 r w Polityce polskiej: „Gwarantami prawidłowego funkcjonowania gospodarki są własność prywatna, wolny rynek i swobodna konkurencja wolnych wytwórców. Propozycja reform i presja społeczna jego elit powinna iść w tym kierunku”. Tadeusz Mazowiecki, jako premier, wysunął wówczas koncepcję społecznej gospodarki rynkowej (sociale Marktwirtschaft),w istocie socjaldemokratyczną, którą podtrzymuje do dziś. Uznał jednak konieczność reformy proponowanej przez Leszka Balcerowicza, reformy wprowadzającej elementy kanoniczne dla gospodarki rynkowej ale nadające jej przy tym neoliberalną specyfikę, którą cechuje maksymalnie ograniczenie funkcji opiekuńczej państwa. Niewątpliwie moment historyczny, w którym przyszło dokonywać zmian, miał swoje znaczenie. Na Zachodzie dominował kapitalizm w jego radykalnej, neoliberalnej postaci. „Pod pozorem rozstrzygania kwestii czysto ekonomicznych – pisał K. Modzelewski (GW 27-28.10.2001) – dokonano w ciągu ostatnich dziesięciu lat zasadniczych rozstrzygnięć ustrojowych i społecznych. Nie pytano społeczeństwa o zdanie. Mówiono mu, że rozstrzygnięcia dotyczą kwestii specjalistycznych, właściwie technicznych. Tymczasem od początku, od jesieni 1989 roku, budowano model państwa istotnie różny od modelu zachodnioeuropejskiego, wypracowanego po wielkim kryzysie lat 30” (GW 20-21.06.09), a także od modelu działającego w Zachodniej Europie po drugiej wojnie światowej, modelu wydawało by się bardziej pasującego do Polski roku 1989.. „Zamiast państwa opiekuńczego –pisał Modzelewski - czy może lepiej powiedzieć państwa solidarności społecznej na wzór Francji i Niemiec , państwa gwarantującego przyzwoite ubezpieczenia zdrowotne, opiekę społeczną, finansowane z budżetu szkolnictwo publiczne na wysokim poziomie – konsekwentnie postulowano państwo minimum na wzór amerykański, pozostawiając obywateli samotnych wobec mechanizmów konkurencji” (K. Modzelewski (GW, 27-28.10.2001).



. Przemiany te wsparła wielkomiejska inteligencja, która, jak pisał w Tygodniku Powszechnym (19.10.2007 Jerzy Sosnowski. stała się z dnia na dzień liberalna: „Powątpiewanie w dobrodziejstwa reform Balcerowicza, a nawet trafność związanych z nim szczegółowych rozwiązań, zaczęło być traktowane jako przejaw nieodpowiedzialności i (.....). Nie dostrzegaliśmy wówczas, że w ten sposób dochodzi do radykalnego rozejścia się warunków życia między niedawnymi uczestnikami jednego ruchu. Wydawało się, że problem tkwi w psychologicznych zdolnościach adaptacyjnych poszczególnych ludzi, – których wystarczy zachęcić, by< brali własny los wswoje ręce>. Co można mianowicie wziąć w ręce – pisze Sosnowski - mieszkając w popegerowskiej wiosce lub w mieście, w którym zamknięto 80% (fakt, że nierentownych) zakładów pracy – nie przechodziło nam przez gardło. W ten sposób my, jako beneficjenci nowego systemu gospodarczego, cóż że umiarkowani, , staliśmy się niepostrzeżenie kolejną grupą dającą się zaliczyć do kategorii ”. „To - jak pisał S. Sierakowski - mają media, są ekonomicznymi ekspertami, przegranych transformacji mogą obejrzeć co najwyżej w reportażach telewizyjnych – jako egzotykę prowincji albo GW. 27.05.2005).

Przebyta transformacja ustrojowa poddawana jest dzisiaj krytycznej ocenie i to nie tylko z pozycji lewicowych. Na konieczność dostosowywania reform do aktualnej sytuacji społecznej wskazuje m.in. Janusz Lewandowski . Broniąc makroekonomicznej reakcji szokowej przyznaje on, że „nic w niej nie pozostało z postulatów „Solidarności” jakie jeszcze jej negocjatorzy reprezentowali przy Okrągłym Stole.(......) Niesłychanie trudna sytuacja ekonomiczna wymuszała radykalne posunięcia (...). Nie potrafiliśmy zmienić stereotypów o prywatyzacji, która zmieniała iluzoryczną własność wspólną na konkretne prawa własności, wymuszające inny etos pracy i zarządzania (.....).Polityka już upominała się o swoje, a my - utopieni w technice zmiany ustrojowej – byliśmy głusi na te upomnienia (.....)Jeśli robi się wielkie ustrojowe projekty zmieniające tryb życia milionów ludzi, to brak komunikacji społecznej, zwanej dziś PR, jest istotną przeszkodą w osiągnięciu celów. Stąd- pisze Lewandowski - strategie prywatyzacyjne, które udały się w Wielkiej Brytanii w epoce Margaret Thatcher, nie mogły się udać w Polsce (.....) W pierwszej i decydującej fazie polskiej transformacji jedynym ministrem, który potrafił rozmawiać ze społeczeństwem był Jacek Kuroń” (GW 23-24.01.10)

Mimo, że na transformacji gospodarczej większość skorzystała, dziś w Polsce ok. 1.2 miliona rodzin żyje w biedzie, kilkaset tysięcy dzieci niedojada ( podawane są różne liczby ) w kraju, w którym fizycznie nie brakuje żywności. Karol Modzelewski, komentując tę sytuację stwierdza: „ tych poszkodowanych jest nie więcej niż jedna czwarta. Tym mniejsze są ich szanse, bo jak są w mniejszości, to się nie przebiją. Dziś są tylko bezwładną masą upadłościową do zagospodarowania przez partie skrajnie populistyczne albo PIS” (GW 20-21.06.09) Ci ludzie nie mają rzeczywistej reprezentacji politycznej, którą mogłaby stanowić wiarygodna i niepopulistyczna lewica, ale tej w Polsce nie ma.

W rezultacie przyjęta strategia spowodowała dużą polaryzację ekonomiczną społeczeństwa. A taką polaryzację można było przewidzieć obserwując jej przebieg w Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat , a jej skutki podsumował amerykański historyk i publicysta Thomas Frank w wywiadzie dla Dziennik-Europa (29.03.2008) : „Przez ostatnie trzydzieści lat –powiedział on– zniszczyliśmy państwo dobrobytu, zredukowali obciążenia podatkowe dla korporacji i bogatych, a na poziomie bardziej ogólnym sprawili, że kraj powrócił do XIX-wiecznego modelu podziału bogactwa”.



Liberalizm a katolicka doktryna społeczna


Poparcie dla opcji liberalno-rynkowej znalazało silne poparcie wśród inteligenckich środowisk katolickich, które, ogarnięte fobią lewicowości, koncepcje liberalne przyjmowały ochoczo, jednocześnie oskarżając wszystkich podkreślających negatywne społecznie konsekwencje reform, że są sierotami po PRL i dążą do „urawniłowki”.

Ten neofityzm liberalny był zaskakujący w świetle katolickiej doktryny społecznej, zarówno jej teorii jak i prób jej zastosowań w Europie. W Niemczech po II wojnie światowej tworzono społeczną gospodarkę rynkową. Ci, którzy ją tworzyli , jak pisze kard. Rainhard Marks, „opierali się na swych chrześcijańskich korzeniach , usiłując łączyć wolność rynku z zasadą wyrównanych szans społecznych” (Kapitał,wyd Homo dei, 2009, str.99). Jan-Werner Müller, wykładowca na Princton University przypomniał , ze solidarnościowy charakter katolickiej myśli społecznej w państwie, społeczeństwie i gospodarce dobrze odczytywali po wojnie, podobnie jak Niemcy, włoscy chadecy, ideologicznie bliscy myśli Jacques’a Maritaina i Emmanuela Mouniera. Ich „główną zasadę gospodarczego przekształcania Włoch _ pisze Müller – można by zawrzeć w sloganie: „najpierw człowiek, potem rynek(.......). Lewe skrzydło DC zdołało przeforsować własną wersję pierwszego artykułu konstytucji, gdzie zabarwione personalizmem zdanie: „Włochy są demokratyczną republiką zbudowaną na pracy”, wygrało z propozycją wielu socjalistów i komunistów Palmiro Togliattiego: „Włochy są demokratyczną republiką robotników”. Trzeci artykuł konstytucji już zdecydowanie w duchu personalizmu mówi:” jest obowiązkiem Republiki usunąć przeszkody wynikające z porządku ekonomicznego lub społecznego, które fizycznie ograniczają wolność i równość obywateli i w ten sposób hamują pełny rozwój osoby ludzkiej” (Dziennik-Europa, 14-16, 2009).

Personalizm E. Mouniera – pisze Müller – „ był jednocześnie antyliberalny i antykomunistyczny”. Chyba nie popełnię błędu twierdząc , że w swej zasadniczej wymowie takie są też encykliki społeczne papieży poczynając od Rerum novarum Leona XIII (1891). Warto przypomnieć, że poglądy E. Mouniera stały się inspiracją dla „wczesnej” WIĘZI, która, z czasem, zupełnie od nich odeszła.

Zauważmy, że lata 50, 60 i 70 były okresem znacznej rozbudowy państwa socjalnego w Europie Zachodniej, nie bez dużego wpływu związków zawodowych, zwłaszcza w Anglii, Niemczech, Belgii, Holandii i Włoszech. Drogę do tworzenia w środowiskach chrześcijańskich ruchu społecznego walczącego o sprawiedliwość społeczną otworzył, wspomnianą encykliką, Leon XIII. Tworzono chrześcijańskie związki zawodowe jako antidotum dla związków odwołujących się do marksizmu. Z tych ostatnich, związanych z socjaldemokracją, wiele w dużym stopniu od marksizmu odeszło. Jedne i drugie uważały, że dzieje się źle, że istnieje niesprawiedliwość. Mimo różnic utworzyły Europejską Konfederację Związków Zawodowych z tym, że socjaliści silnie stawiali na upaństwawianie środków produkcji. Natomiast związki chrześcijańskie stały na stanowisku, że nie należy tego robić, a tylko kontrolować kapitał , by wymuszać lepszy podział wytwarzanych dóbr-. Nie chodziło zatem o naruszenie strefy posiadania i własności, ale o zmiany w sferze regulacyjnej: wprowadzić takie prawo, by ograniczyć bezwzględność posiadania i uprawnienia z niego wypływające, które pozwalały oddziaływać na życie społeczne i polityczne.

Odnoszę wrażenie, że w Polsce, dla środowisk katolickich, z doktryny społecznej Kościoła pozostały wyłącznie antykomunizm (antysocjalizm) i charytatywność, zaś antyliberalizm wyparował z niej całkowicie. Uwidocznił to jaskrawo Michał Wojciechowski , świecki teolog z UKSW, i kosultant Centrum im. Adama Smitha, w artykule pod znamiennym tytułem „Socjalizm to kradzież: ”pomaganie jednym kosztem drugich , propagowane przez socjalistów , jest jednak zarówno nieuczciwe, jak i nieskuteczne. ” (Rzeczpospolta 25-26.05. 2002). Podobne poglądy głosi Leszek Balcerowicz. Jego wizja pomocy potrzebującym sprowadza się do prywatnej charytatywności Tego typu poglądy pojawiają się nadal. Państwo socjalne jako” złodziejskie” określa dziś Jarosław Gowin (Śniadanie w 3-ce, Polskie Radio 22.10.2011), z czego wynika, że społeczeństwo szwedzkie jest dziś jednym z najbardziej okradanych w Europie. Przykład takich krajów jak Szwecja również nie powstrzymał Ireneusza Krzemińskiego w utrzymywaniu, że państwo socjalne, a nie polityka fiskalna, zdusiło gospodarki zachodnie (TVN 24 Faky po faktach (17.10.11). Konsekwencje tego typu myślenia świetnie podsumował Stefan Chwin : „ Kapitalistyczny egoizm u nas rozkwita i jest uznawany za normę. Każdy odpowiada za swój los. Przegrałeś , twoja sprawa. Loteria dobroczynna i Caritas zajmą się nieszczęśliwymi”. (Tygodnik Powszechny . 7.02.2010).

Taka wykładnia katolickiej doktryny społecznej sięga epoki, gdy Konopnicka pisała Wolnego najmitę, a panna Izabela Łęcka kwestowała w kościele na biednych. Do dziś katolicka doktryna społeczna wielu osobom kojarzy się u nas bardziej z balem charytatywnym niż jakąś działalnością w sferze struktur i polityki społeczno-gospodarczej - bo to pachnie lewicowością. Takie rozumowanie świetnie scharakteryzował brazylijski biskup Helder Camara , który powiedział - gdy daję chleb ubogim - mówią , że jestem świętym, a gdy pytam dlaczego ubodzy nie mają chleba mówią, że jestem komunistą.


Polemizując z M. Wojciechowskim Wojciech Sadurski (Uniwersytet Europejski we Florencji) wskazuje, że proponuje on jałmużnę zamiast sprawiedliwości jako „jedyną dopuszczalną formą materialnej pomocy naszym najbardziej nieszczęśliwym rodakom.(....) Gdyby tak rzeczywiście miało być, to oznaczało by faktyczne spisanie na straty tych, którym się nie powiodło: najbiedniejszych, najbardziej niedołężnych, najmniej zaradnych – często nie z własnej winy pokrzywdzonych przez los. Pomoc charytatywna nigdy i nigdzie nie była skuteczną formą ochrony socjalnej przed nędzą, co najwyżej może być cennym uzupełnieniem pomocy świadczonej przez państwo”.(Rzeczpospolita 25-26. 05.2002). W. Sadurski przypomina też, że kraje europejskie osiągały niezłe wyniki społeczne i gospodarcze dzięki ukształtowaniu pewnego konsensusu liberalno-socjaldemokratycznego, którego jednym z filarów było przekonanie, że państwo ma do odegrania rolę w dziedzinie polityki społecznej, zwłaszcza dla wyrównania szans oświatowych i zawodowych, a także ochrony socjalnej ludzi najsłabszych i mniej zaradnych. Warto w tym kontekście przytoczyć pogląd cytowanego wyżej kard. R Marksa, że do sprawiedliwego społeczeństwa jako celu można dążyć tylko uwzględniając dwa czynniki :”sprawiedliwość jako cnotę osobistą oraz budowanie sprawiedliwych instytucji; relatywnie sprawiedliwych – dodaje - , gdyż sprawiedliwe społeczeństwo, sprawiedliwy porządek, sprawiedliwe państwo, mogą istnieć tylko . W rzeczy samej _ pisze kard. Reinhard Marks –nie jest mi znany żaden historyczny przypadek, by wolna gospodarka rynkowa gdziekolwiek w świecie okazała się błogosławieństwem dla ubogich bez jakiegoś stopnia państwowej ingerencji i regulacji”.


Sprowadzanie katolickiej doktryny społecznej w Polsce do charytatywności dostrzegł Wiesław Chrzanowski, osoba, z którą w znajomości tej doktryny trudno u nas rywalizować. W wywiadzie udzielonym Dziennikowi-Europie (26.01.2008) pod znamiennym tytułem „Katolicy zapomnieli o społeczeństwie” zauważa, odnośnie angażowania się Kościoła w polemikę z lewicą, że często ” jest to raczej reagowanie na jakieś zaczepki i prowokacje, a nie obecność świadoma, wynikająca z jakiejś wyraźnie zdefiniowanej przez Kościół diagnozy społecznej, czy wizji nauczania społecznego(.....). To zaskakujące, że z polskiego Kościoła, po tylu dokumentach Jana Pawła II dotyczących katolickiej nauki społecznej, ta problematyka nieomal wyparowała” A nie zawsze tak było. W. Chrzanowski stwierdza:” ja oczywiście pamiętam bardzo dawne czasy, kiedy przyszły prymas Wyszyński publikował ważne teksty na temat etyki pracy – on zresztą zaczynał jako działacz związków zawodowych – kiedy w Kościele toczyły się ważne spory o polityczny, społeczny i gospodarczy model życia, pasujący do tradycji tego narodu. Katolicka nauka społeczna nie dostosowywała się wówczas do narzuconego nam przez marksizm schematu – że albo mamy do czynienia z socjalizmem, który jest dobry, albo z kapitalizmem, który jest zły, bądź na odwrót. W porównaniu z dzisiejszym milczeniem katolików w kwestiach społecznych, tradycyjna katolicka nauka społeczna przyznawała sobie o wiele większą swobodę myślenia.” Dla W. Chrzanowskiego elementy myśli socjalistycznej znajdują się w encyklikach społecznych Jana Pawła II, jako że katolicka doktryna społeczna jest doktryną solidarnościową. „Katolicka nauka społeczna – mówi Chrzanowski – bardzo silnie podnosi także zasadę pomocniczości państwa, która wcale nie oznacza likwidacji państwa, czy jego ubezwłasnowolnienia, ale raczej dobre zdefiniowanie jego siły”.

Wywody W. Chrzanowskiego pokazują też, że katolicka inteligencja stanęła przed zgubną

alternatywą :socjalizm czy kapitalizm, opowiadając się za tym ostatnim w jego neoliberalnym wydaniu. Omawia to szerzej Adam Ostalski. Pisze m.im :

„Neoliberalny model gospodarki propagują nie tylko grupy rozpoznawalne jako jego rzecznicy, jak skupione wokół o. Macieja Zięby środowisko Instytutu Tertio Millennio (...). Etos przedsiębiorczości przenika łamy katolickiej prasy różnych odcieni. Analiza dodatków ekonomicznych do „Tygodnika Powszechnego” i „Naszego Dziennika”, jaką przeprowadzili socjologowie z Uniwersytetu Śląskiego Tomasz Warczok i Joanna Wowrzeczka, ujawnia zaskakujące zbieżności głoszonych przez oba pisma treści. W „Tygodniku Powszechnym” akcent pada na wyższość amerykańskiego modelu kapitalizmu, którego bronią publicyści tacy jak Janusz A. Majcherek czy Leszek Balcerowicz, na uniwersalność rynku i nieuchronny , „naturalny”charakter nierówności społecznych. W „Naszym Dzienniku” na pierwszy plan wysuwa się postać „polskiego kupca” przedstawianego jako self-made man i postulat obrony rodzimego handlu. Wspólne pozostaje to, co dla lewicy ma znaczenie kluczowe – nieufność wobec ekonomicznej i socjalnej roli państwa” („Więź” Nr. 7,2007).

Konsternację wśród polskich neoliberałów wywołał wywiad jaki „La Stampie” udzielił Jan Paweł II, a w którym mówił, nie pomijając krytyki „realnego socjalizmu”, o „ziarnach prawdy” w programie socjalistycznym, które „nie powinny zostać zniszczone, nie powinny się zgubić”.....”Zwolennicy kapitalizmu za wszelką cenę i w jakiejkolwiek postaci zapominają o rzeczach dobrych, zrealizowanych przez komunizm: walce z bezrobociem, trosce o ubogich” (cyt. za A. Domosławskim ( „Trzecie drogi prowadzą do Rzymu”,GW 15-16.05.1999)).

Analizując rozwój poglądów papieża Artur Domosławski zauważył, że jego poparcie dla kapitalizmu jest znacznie słabsze, niż to sugeruje np. o.Zięba i mocno uwarunkowane.. Przypomina słowa Papieża, który pisał „jeśli położyłem taki nacisk na wady liberalizmu, to dlatego, że jest bardziej niż tamten system. Stwierdzał jednak, ‘że „w kapitalizmie istnieją mechanizmy, które nie pozwalają na zbudowanie sprawiedliwego społeczeństwa”. To Domosławski, a nie publicyści katoliccy, zauważa , że krytycyzm wobec kapitalizmu, który „ czerpiąc z wąsko pojętego ekonomizmu ogłasza zysk i prawa rynkowe jako absolutne kryterium, ze szkodą dla poszanowania osoby ludzkiej i całych narodów”, płynie z jego wizji człowieka, z jego godności. „ Papież nie proponuje „trzeciej drogi”, gdyż społeczna nauka Kościoła nie jest alternatywą dla obu systemów, ani ideologią, lecz kluczem do objaśniania rzeczywistości


”.

Można dziś powiedzieć, że jeśli chodzi o pogłębioną refleksję nad katolicką doktryną społeczną, zwłaszcza nad jej rozwojem i zastosowaniem do konkretnych polskich realiów, ostatnie 20 lat zostały w Polsce zmarnowane. Co gorsza, doktryna ta była, moim zdaniem, wykoślawiana . Widać to wyraźnie w konfrontacji z rozwojem katolickiej myśli społecznej w innych krajach, której dorobek warto, jak sadzę, prezentować szerzej w Polsce, sięgając chociażby do kilku ważnych dokumentów, reprezentatywnych dla jej rozwoju w ciągu ostatnich 20 lat.

Komisja Społeczna Episkopatu Francuskiego przygotowała w 1993 roku raport dotyczący bezrobocia Face au Chomage, Changer le travail ( Wobec bezrobocia, zmiana pracy), ponieważ, jak pisał sekretarz tej Komisji, Henri Busserey SJ :”Biskupi są najwyraźniej uwrażliwieni na tę plagę, która rozwija się od dwudziestu lat, i która jest główną przyczyną społecznego wykluczenia”.Raport przypomina wypowiedź Jana Pawła II na forum Międzynarodowej Organizacji Pracy (15.06.1982) :”Ja nie mogę uwierzyć, aby współczesna ludzkość, zdolna do realizacji tak cudownych osiągnięć naukowych i technicznych, była niezdolna do rozwiązania podstawowego ludzkiego problemu jakim jest problem pracy”. Podczas gdy w encyklice Rerum novarum Leon XIII podkreślał szczególnie złe warunki pracy i często nieludzkie wynagrodzenie, które przeważały w okresie rewolucji przemysłowej, to dziś , jak stwierdza raport: ”bezrobocie jawi się jako największe zło naszych czasów, stąd staje się jednym z głównych problemów dla katolickiej doktryny społecznej. Według niej bowiem praca i zatrudnienie nie są wyłącznie kategoriami ekonomicznymi - one dotyczą człowieka, rozwoju jego osobowości, sensu życia, relacji z innymi” Innymi słowy refleksja nad pracą odwołuje się, mówiąc ogólniej do antropologii chrześcijańskiej.

A oto jak na temat poruszanych tu kwestii wypowiadają się biskupi Anglii i Walii w wydanym w 1996 roku dokumencie The Common Good and the catholic Church’s Social teaching.(Dobro wspólne. Społeczna nauka Kościoła katolickiego) Stwierdzają w nim m.in.: „ Konferencja Biskupów Anglii i Walii wyraża przekonanie, że społeczne nauczanie Kościoła jest aktualne jak nigdy dotąd w obliczu skomplikowanych problemów przed którymi stoją rozwinięte kraje Zachodu takie jak W.Brytania”. Biskupi przypominają o dwóch podstawowych ideach katolickiego nauczania społecznego: pomocniczości ( zdefiniowanej przez Piusa XI w Quadragesimo Anno, 1931)i solidarności (idei rozwiniętej przez Jana Pawła II w Sollicitudo Rei Socialis) :”Jeśli pomocniczość jest zasadą organizowania społeczeństwa w perspektywie wertykalnej, to solidarność stanowi odpowiednią zasadę w perspektywie horyzontalnej”. Odnośnie systemów gospodarczych biskupi stwierdzają, że „Kościół przeciwstawiał się ekonomicznemu determinizmowi, tak z lewej strony w postaci marksizmu, jak z prawej, w postaci doktryny nielimitowanego wolnego rynku lub ekonomii laissez-fairyzmu”. Obie teorie „uważały społeczeństwo za przedmiot nieuniknionych praw ekonomicznych (....). Kościół katolicki ma długą historię przeciwstawiania się marksistowskiemu komunizmowi. Ale uznaje on, że samo istnienie tej ideologicznej opozycji do kapitalizmu, jakkolwiek wadliwej, w przeszłości działało jako czynnik równoważący lub jako prosty hamulec w stosunku do różnych ekscesów, do których jest zdolny kapitalizm”. Dlatego „pokonanie komunizmu nie powinno oznaczać tryumfu nieokiełzanego kapitalizmu”. Wskazując na jego wady przytaczają oni myśli sformułowane już przez Piusa XI:„Właściwa organizacja życia gospodarczego nie może być pozostawiona wolnej konkurencji sił. Z tego źródła jak z zatrutej przyczyny, powstały i rozprzestrzeniły się wszystkie błędy nauczania indywidualistycznej ekonomii. Niszcząc przez zapomnienie lub ignorancję społeczny i moralny charakter życia gospodarczego, nauka ta utrzymuje, że życie to musi być rozważane i traktowane jako całkowicie wolne i niezależne od autorytetu publicznego ponieważ rynek, tj. wolna walka konkurentów, będzie posiadał zasadę samokierowania, która rządzi nim perfekcyjniej, niż czyniłaby to interwencja jakiegoś wymyślonego systemu. Ale wolna konkurencja, chociaż usprawiedliwiona i z pewnością użyteczna, o ile nie jest utrzymywana w pewnych granicach, z pewnością nie może kierować życiem gospodarczym – prawda, którą wyniki stosowania zasad złego indywidualistycznego ducha potwierdziły bardziej niż wystarczająco”(Pius XI ,Quadragesimo Anno).

„Wierzymy - stwierdzają we wspomnianym dokumencie biskupi brytyjscy -, że każda osoba posiada podstawową godność pochodzącą od Boga, nie wypływającą z jakości człowieka, ani z jego dokonań, rasy, płci, wieku, czy stanu ekonomicznego. To ze względu na godność człowieka pracownicy mają prawa, które katolicka nauka społeczna stale uważa za nadrzędne w stosunku do praw kapitału. Obejmują one prawo do godziwej pracy, sprawiedliwego wynagrodzenia, bezpieczeństwa zatrudnienia, odpowiedniego odpoczynku i urlopu, limitowanych godzin pracy, opieki zdrowotnej i bezpieczeństwa, braku dyskryminacji, prawo do tworzenia związków zawodowych i wstępowania do nich i , w ostateczności, prawo do strajku”. Sprawdzianem każdej instytucji lub polityki jest to, czy wzmacnia ona, czy też zagraża godności ludzkiej – w rzeczywistości życiu ludzkiemu jako takiemu. Polityka, która traktuje ludzi tylko jako jednostki ekonomiczne lub która redukuje ludzi do biernego stanu zależności od opieki, nie czyni sprawiedliwości dla godności osoby ludzkiej”. Stąd też „ewangeliczny nakaz kochania swoich sąsiadów nie polega jedynie na pomocy potrzebującym, ale także jest skierowany na przyczyny ubóstwa”.

Bardzo istotne są stwierdzenia w tym dokumencie dotyczące dobra wspólnego i opiekuńczości państwa.„W dawnych czasach- piszą biskupi – dobro wspólne przedstawiano jako ideę opozycyjną w stosunku do praw jednostki, stąd jako teorię „kolektywistyczną” lub „korporacjonistyczną”. Jednakże nowsze nauczanie społeczne postrzega dobro wspólne jako gwaranta praw indywidualnych i jako konieczny publiczny kontekst, w którym indywidualne prawa i interesy mogą być osadzane i uzgadniane” Biskupi stwierdzają , że „prawo własności jest podstawą wolności człowieka, ale musi być ograniczane w imię wspólnego dobra”, które biskupi definiują jako „zespół warunków społecznych umożliwiających jednostkom ludzkim i grupom rozkwit i pełnię prawdziwego ludzkiego życia, opisywanego jako ” Jednocześnie kwestionują teorie, że „dobro wspólne zatroszczy się samo o siebie, będąc identyfikowane z sumowaniem się decyzji wielkiej liczby indywidualnych konsumentów, działających w pełni konkurencyjnej i całkowicie wolnej gospodarce rynkowej”. Zauważają też, że „istnieją takie drogi ustruktualizowania społeczeństwa, które są przeciwne postępowi ludzkości i osobistemu rozwojowi. Kościół nazywa je ”.

Rządy nie mogą być usatysfakcjonowane – piszą biskupi – pomocą dostarczaną ubogim w stopniu tylko przeciwdziałającym absolutnej nędzy, takiej jak głód lub bezdomność. Jaki stopień bezpieczeństwa socjalnego ma być zapewniony by spełniać kryteria dobra wspólnego powinno być przedmiotem oceny politycznej. Ale musi istnieć punkt , w którym stopień przedziału pomiędzy bardzo bogatymi i znajdującymi się na dnie pod względem dochodu niszczy dobro wspólne” .Przyznają jednak, że ”jeśli rząd zwraca za dużo uwagi na materialną opiekę kosztem innych wartości, może prowadzić politykę redukującą ludzi do pasywnego uzależnienia od opiekuńczości.”

Oczywiście ogromnie ważna jest nowa encyklika Benedykta XVI Caritas in Veritate, która , podtrzymując główne przesłania tej doktryny, rozpatruje na jej tle aktualne problemy społeczne i gospodarcze świata w dobie globalizacji. Encyklika ta wymaga szerszej refleksji, stąd zamieszczam tu tylko niektóre zawarte w niej myśli:

- „Kościół proponując z mocą tę więź między etyką życia i etyką społeczną, mając świadomość, że nie może (...) mieć solidnych podstaw społeczeństwo, które – choć opowiada się za wartościami, takimi jak godność osoby, sprawiedliwość i pokój, zaprzecza radykalnie samemu sobie, przyjmując i tolerując najrozmaitsze formy poniżenia i naruszania życia ludzkiego, zwłaszcza życia ludzi słabych i zepchniętych na margines”.

-„ Powiększa się bogactwo światowe pojmowane globalnie, ale wzrastają nierówności. W bogatych krajach ubożeją nowe kategorie społeczne i rodzą się nowe formy ubóstwa. W krajach najbardziej ubogich niektóre grupy cieszą się życiem pewnego rodzaju rozrzutnym i konsumpcyjnym, kontrastującym w sposób nie do przyjęcia z trwałymi sytuacjami ludzkiej nędzy. Nadal trwa skandal niewiarygodnych nierówności.”

-. „Mamy do czynienia z nadmiernymi formami ochrony wiedzy ze strony krajów bogatych przez zbyt sztywne korzystanie z prawa własności intelektualnej, zwłaszcza w dziedzinie sanitarnej”.

Papież widzi też skutki przenoszenia kapitału do centrów produkcyjnych , w których istnieją sprzyjające systemy podatkowe oraz rozluźnienie reguł prawnych w świecie pracy i stwierdza:

-”Procesy te pociągnęły za sobą redukcję sfery bezpieczeństwa socjalnego w zamian za poszukiwanie większych korzyści konkurencyjnych na rynku globalnym, stwarzając wielkie niebezpieczeństwo dla praw pracowników, dla fundamentalnych praw człowieka oraz dla solidarności realizowanej w formach tradycyjnego państwa socjalnego”

* * *


Z powyższego przeglądu dokumentów można, jak sądzę, wyłonić przynajmniej kilka imperatywów charakterystycznych dla katolickiej doktryny społecznej:

- jest to doktryna personalistyczna,

– zapewnienie godziwej egzystencji człowieka (praca, zarobek, mieszkanie, kształcenie, opieka zdrowotna, wypoczynek) wynika z jego godności – należy mu się to sprawiedliwie, a nie z motywów miłosiernych,

- sprawiedliwość nie oznacza równości ekonomicznej – chodzi nie tyle, żeby w społeczeństwie nie było ludzi bogatych, ale żeby nie było biednych i wykluczonych. Tak jest rozumiana sprawiedliwość społeczna i dlatego katolicką doktrynę społeczną nie można oskarżać o egalitaryzm,

- praca stanowi ważny element rozwoju człowieka, jego poczucia wartości, nie jest tylko sposobem zapewnienia utrzymania (stąd tyle uwagi poświęconej bezrobociu),

- katolickiej doktryny społecznej nie można sprowadzać do charytatywności. Skazywanie osoby, która chce i może pracować na pomoc charytatywną uwłacza jej godności. Taka pomoc powinna być świadczona ludziom w jakimś stopniu poszkodowanym – jeśli nie z własnej winy, to pomoc taka nie jest aktem miłosierdzia ale solidarności społecznej,

-rynek jest pozytywnym elementem życia gospodarczego, wymaga jednak kontroli ze względu na dobro wspólne,

- z zasady pomocniczości i troski o dobro wspólne wynikają konkretne zadania dla rządów, uwzględniające aktualną sytuację społeczną i gospodarczą społeczeństwa. Stąd katolicką doktrynę społeczną należy traktować dynamicznie,

-nie wolno tworzyć struktur społecznych i gospodarczych zmuszających ludzi by -żeby egzystować - zmuszani byli do postępowania niegodnego ( m.in. przez „struktury grzechu”).

Katolicka doktryna społeczna wobec różnych propozycji ustrojowych


Próbując konfrontować katolicką doktrynę społeczną z rożnymi ideami społeczno-gospdarczymi wydaje się, że jest jej najbliżej do socjaldemokracji. Omawia to szerzej Maria Rogaczewska („Więż” Nr 7, 2007) . Warto tu przypomnieć jak wyobrażał sobie społeczeństwo chrześcijańskie wybitny pisarz i intelektualista C.C. Lewis pisząc 70 lat temu wprost :”Gdyby takie społeczeństwo istniało i gdybyśmy je odwiedzili, zapewne odnieślibyśmy dziwne wrażenie. Odczulibyśmy, że życie gospodarcze jest w nim bardzo socjalistyczne i (w tym sensie) „postępowe”, za to życie rodzinne i zasady postępowania – dość staroświeckie, czy może wręcz ceremonialne i arystokratyczne” ............................................

Sytuację w Polsce celnie, moim zdaniem, scharakteryzował Jacek Salij OP wyrażając także swoją tęsknotę. W wywiadzie dla Dziennika-Europy (9-10.02.2007) powiedział:”Z pewnością błędem jest doprowadzenie do sytuacji, w której wielu ludziom bycie chrześcijaninem kojarzy się z byciem zwolennikiem prawicy. To prawda, że w naszych czasach ludzie lewicy stanęli niemal gremialnie po stronie relatywizmu moralnego i partie lewicowe mają w swoich programach poparcie dla legalnej aborcji albo jeszcze większe zliberalizowanie prawa rozwodowego, co musi wzbudzać sprzeciw z punktu widzenia wrażliwości chrześcijańskiej. Może jakimś chrześcijanom udałoby się stworzyć taką partię lewicową, która potrafiłaby zdystansować się od charakterystycznego dla współczesnej lewicy relatywizmu moralnego. Tradycyjny socjalizm, choć miał historycznie uwarunkowane alergie antykościelne, był postawą moralnie piękną. Starał się bronić ludzi pokrzywdzonych i zmarginalizowanych. Coś bardzo niedobrego stało się w obozie lewicy, że zwyciężył w niej moralny relatywizm. Marzy mi się w Polsce partia lewicowa, z którą dałoby się wchodzić w sojusze np. w obronie życia poczętego”.

Sytuacja zaczyna się jednak powoli zmieniać – lewicowa fobia słabnie. W zupełnie nowy sposób mówi o lewicy Stefan Frankiewicz, były redaktor naczelny WIĘZI, co wyraża się już w samym tytule jego artykułu: ”Lewica to nie zaraza”(GW,23-24.02.2008

Nowe podejście do problemów społecznych widać też w Tygodniku Powszechnym ( piszą o wykluczonych i ekonomii społecznej , Nr. 12, 21.03 2010). WIĘŹ zajmuje się „ekonomią solidarną”(Nr 4-5, 2008). Organizowane są też spotkania poświęcone encyklice społecznej Benedykta XVI. W tych jednak, w których uczestniczyłem miałem wrażenie, że chodziło bardziej o „zaliczenie” faktu ukazania się tego dokumentu niż o zainicjowanie refleksji nad poruszonymi w nim problemami.

Nie sądzę jednak, aby tworzenie chrześcijańskich (katolickich) partii politycznych, o czym wspomina O. Jacek Salij, było dobrym rozwiązaniem. Partie polityczne stawiają sobie różne cele, z których nie wszystkie są do zaakceptowania w świetle katolickiej doktryny społecznej. Co więcej, jak wskazuje praktyka dziejowa, większość partii kompromituje szlachetne idee, na które się powołuje.

Rzeczą Kościoła jest rozwijanie tej doktryny, aby mogła pozostawać punktem odniesienia do zmieniającej się sytuacji społeczno-gospodarczej, stwarzającej coraz to nowe wyzwania. Myślę, że wskazane było by powołanie ciała, na wzór działającej w stanie wojennym Rady Społecznej przy prymasie Polski, która przygotowała kilka ważnych opracowań dotyczących zaangażowania katolików w polityce .W nowej sytuacji podobne ciało mogłoby zajmować się ocenianiem aktualnych problemów społeczno-gospodarczych z punktu widzenia katolickiej doktryny społecznej i, być może, mieć jakiś wpływ na ich rozwiązywanie, także przez bezpośredni przekaz do społeczeństwa.



Nie jest to pomysł oryginalny. Cytowany już wyżej kard. R. Marks, który w swojej książce analizuje współczesną sytuację społeczno-gospodarczą w Niemczech w świetle katolickiej doktryny społecznej, postuluje powołanie w tym kraju „fachowego zespołu kontroli państwa socjalnego”(Kapitał, str.184).






©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość