Strona główna

Ku ołtarzom szli … przez Warszawę


Pobieranie 105.75 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar105.75 Kb.
Ku ołtarzom szli … przez Warszawę
W modlitwie o beatyfikację Sługi Bożego Jana Pawła II znajdują się znamienne słowa charakteryzujące jego pontyfikat: … wskazując świętość, która jest miarą życia chrześcijańskiego, jako drogę dla osiągnięcia wiecznego zjednoczenia z Tobą … - bo przecież tak właśnie Pan Bóg zechciał: powołanie do świętości jako droga dla każdego bez wyjątku człowieka.

Warszawa okazuje się być jednym z tych miejsc, które leżą na skrzyżowaniu „szlaków świętości” – kanonizowani i beatyfikowani, słudzy i służebnice Boże, których życie w mniejszym lub większym stopniu związane było z naszym Miastem…




Sięgając w najdalszą dostępną dla nas hagiograficzną przeszłość Warszawy spotkamy na jej kartach przede wszystkim błogosławionego bernardyna – Władysława z Gielniowa. Urodzony około 1440 roku , dotarł do Warszawy dopiero w 1504 roku, jako kaznodzieja i gwardian klasztoru Św. Anny. Był doradcą księżnej mazowieckiej. W jego duchowości dominowała pokuta i asceza - nosił włosiennicę, chodził bez butów, biczował się… - zgodnie z duchem epoki. Ale przede wszystkim odznaczał się nabożeństwem do Męki Pańskiej, Najświętszej Maryi Panny i św. Anny. Był jednym z pierwszych, którzy przekładali teksty nabożeństw na język polski a także układał własne teksty – to jemu przypisuje się np. autorstwo Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP.

Podczas kazania w Wielki Piątek 1505 roku doznał łaski lewitacji – w ekstazie uniósł się na oczach wiernych ponad ambonę i zawołał: Jezus! Jezus! Kiedy opadł – zasłabł i musiano zabrać go do infirmerii. Zmarł 04 maja tego samego roku. Pochowano go pod posadzką kościoła w pobliżu ołtarza głównego.

Papież Benedykt XIV wydał dekret beatyfikacyjny 11 lutego 1750 roku Uroczystości połączono z trzechsetną rocznicą pobytu bernardynów w Polsce i odbyły się 1753 roku.

Od roku 1630 do dnia dzisiejszego w kościele św. Anny znajduje się kaplica bł. Władysława. Po kasacie klasztoru (1864) opiekę nad kościołem i relikwiami przejęli księża diecezjalni. 10 VIII 1959 skradziono relikwiarz z trumienką, których nie odnaleziono do tej pory. W roku 1966 Katedra Krakowska podarowała kościołowi św. Anny relikwie ramienia błogosławionego.




Święty jezuita, męczennik Andrzej Bobola rozpoczął swoją przygodę z życiem na wyłączność dla Boga w 1611 roku, w prowincji litewskiej. W Wilnie i okolicach zdobywał pierwsze zakonne szlify, doświadczając już wówczas skutków religijnych napięć i zacietrzewienia. Potem było Braniewo i Nieśwież. Musiał odznaczyć się już wówczas jako znamienity kaznodzieja, bowiem starał się o niego dom profesów w Warszawie. Władze zakonne wysłały jednak Andrzeja do Wilna. Ofiarnie służył tam, także podczas epidemii, aż do roku 1630, kiedy złożył profesję wieczystą. Z Wilna droga prowadziła do Bobrujska i Płocka. Na rok zaledwie udało się go pozyskać dla Warszawy, a potem: wrócił do Płocka… udał się do Łomży… wrócił do Wilna…, do Pińska…, znów do Wilna… wreszcie znów do Pińska – już po raz ostatni…

Prowadząca do Warszawy historia relikwii Św. Andrzeja Boboli była nie mniej „wielo-miejscowa”. Do stycznia 1808 roku pozostawały w Pińsku. Kult był jednak solą w oku archimandrycie i samemu carowi. Wówczas – do Połocka – przyjęli go jezuici, potem przejęli wraz z kościołem pijarzy; kiedy i pijarów kasowano – relikwie przejęli dominikanie a od nich - księża diecezjalni. W czasach sowieckich kilkakrotne próby zbezczeszczenia relikwii zostały udaremnione, jednak 20 lipca 1922 roku relikwie wywieziono do Moskwy.

O zwrot relikwii wszczął bezskuteczne starania Rząd Polski. Dopiero zobowiązania wobec Piusa XI (za pomoc podczas głodu) skłoniły Rząd Sowiecki do wydania relikwii. Z pominięciem Polski, przez Odessę i Konstantynopol zostały przywiezione do Rzymu 01 listopada 1923 roku. W maju 1924 spoczęły w kościele Il Gesu. Po kanonizacji w 1938 roku relikwie wróciły wreszcie do Polski.

Odbyło się nabożeństwo na placu Zamkowym, następnie trumnę wystawiono w świętojańskiej katedrze. Po uroczystościach relikwie spoczęły w kaplicy Jezuitów przy ul. Rakowieckiej, gdzie miały czekać na wybudowanie specjalnego sanktuarium. Tymczasem wybuchła wojna. We wrześniu 1939 r., podczas oblężenia Warszawy lotnicy wynieśli trumnę i złożyli u stóp NMP Łaskawej w kościele Jezuitów na Starym Mieście. W czasie powstania warszawskiego, gdy płonęła ulica Świętojańska, relikwie przeniesiono do kościoła św. Jacka, gdzie zawalone gruzem przeleżały do lutego 1945 r. Gdy Warszawa została wyzwolona, odkopano trumnę i przy pomocy wojska przewieziono z powrotem na ul. Rakowiecką.




Błogosławiony Rafał (Melchior) Chyliński (1694 – 1741) by duchowym bratem błogosławionego Władysława. Po trzech latach służby wojskowej, w 1715 roku porzucił szeregi regimentu królewskiego i przyjął służbę „u większego Pana” – w Zakonie Braci Mniejszych Konwentualnych. Po studiach i święceniach przełożeni zakonni wysyłali go na misje wewnętrzne do coraz to nowych województw, od klasztoru do klasztoru. Na takich wędrówkach zeszło mu dwadzieścia lat życia zakonnego. Pracował w Radziejowie, Pyzdrach, Kaliszu, Gnieźnie, Warszawie, Poznaniu i Warce. Zasłynął wielkim talentem misjonarskim oraz życiem ascetycznym na wzór wieków średnich z włosiennicą i biczowaniem.

Choć zmarł w Łagiewnikach koło Łodzi zasłynął jako wielki opiekun chorych, ubogich i nieszczęśliwych, a także jako spowiednik, pokutnik i egzorcysta. Do Warszawy wrócił jeszcze po … chwałę ołtarza. Jan Paweł II beatyfikował go podczas Mszy Świętej w Parku Agrykola, 9 czerwca 1991 roku, w 250 rocznicę jego śmierci. Ojciec Święty chciał zwrócić uwagę całego narodu na tę szlachetną postać żołnierza-zakonnika, którego życie było "protestem i ekspiacją; bardziej nawet ekspiacją niż protestem, za wszystko, co niszczyło Polskę" w tamtych czasach. Ale czy zepsucie czasów saskich rzeczywiście jest już tylko historią?




Kiedy 4 listopada 1794 roku wojska Suworowa mordowały cywilnych mieszkańców Warszawskiej Pragi, wody Wisły były czerwone od krwi… Spod szabel uciekali w nurty wody. Wielu utonęło, ale na tych, którym udało się uniknąć zdradliwych wirów czekał na lewym brzegu apostoł stolicy: redemptorysta, Klemens Maria Hoffbauer (Dworzak).

Do Warszawy dotarł w lutym 1787 roku, po kasacie klasztorów w Austrii. Miał pozostać tu przez 21 lat. Osiadł przy kościele św. Benona na Nowym Mieście. Ubodzy, żebracy, sieroty, służące, także kobiety lekkich obyczajów – doświadczali jego pasterskiej troski, zabiegał o ich zbawienie, nie zapominając o ciężkiej doczesności. Ochronki i schroniska były uzupełnieniem jego posługi słowa i konfesjonału. Był misjonarzem nie tylko jako głosiciel Słowa Bożego, ale jako niestrudzony wędrowiec na krańce ludzkiego cierpienia.

Przybył do Warszawy po I. rozbiorze Polski, odjeżdżał do Wiednia z Księstwa Warszawskiego – jako świadek Sejmu Czteroletniego, Targowicy, II i III rozbioru, Insurekcji Kościuszkowskiej, Napoleona … - wygnany dekretem króla Saksonii Fryderyka Auguta I, Księcia Warszawskiego.




W 1834 roku zamieszkała w Warszawie rodzina Truszkowskich. Najstarszą z siedmiorga dzieci Józefa i Józefy Truszkowskich, Zofię Kamilę, świat poznał jako Matkę Angelę, Założycielkę Zgromadzenia Sióstr Felicjanek. Głęboko pobożna, rozmiłowana w modlitwie, wrażliwa na nędzę innych dziewczyna myślała o klasztorze Sióstr Wizytek, ale sprzeciwili się temu najpierw rodzice a później sam Bóg przemówił do jej serca wskazując, że ma inne plany.

Gdy w 1854 r. zaczęto w Warszawie organizować Stowarzyszenie Pań Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo przy kościele Św. Krzyża, Zofia Truszkowska włączyła się, jako jedna z pierwszych w jego działalność, kierując się potrzebą serca. Wnet zorientowała się, że podanie ubogiemu dziecku kawałka chleba nie wystarcza, że potrzebna jest mu także opieka duchowa. W listopadzie 1854 r. wynajęła mieszkanie przy ul. Kościelnej 10 na Nowym Mieście i zorganizowała schronisko dla kilku bezdomnych sierot i staruszek. Tam 3 czerwca 1855 roku przyjęła z rąk O. Honorata Koźmińskiego habit tercjarski i nowe imię.

W kwietniu 1856 roku rozrastający się „Zakład św. Feliksa” przeniósł się na Mostową, a rok później, w lipcu – na Daniłłowiczowską. Wiele młodych dziewcząt chciało naśladować Angelę – Zgromadzenie rozrastało się bardzo szybko.

Z Warszawy wygnał ją ukaz carski po Powstaniu Styczniowym. Osiadła w jedynej nie objętej kasatą placówce: w Krakowie. 18 kwietnia 1993 w Rzymie Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił, że od tej chwili może być czczona jako błogosławiona.

W duchu założycielki Felicjanki starają się być otwarte na potrzeby dzisiejszego świata, pragnąc czynić żywymi jej słowa: "Żadna nędza tak moralna, jak i materialna nie może być nam obojętna. Wszystkim bez wyjątku nieśmy pomoc... bo każdy jest bliźnim naszym! ' Pracy apostolskiej sióstr towarzyszy hasło: Aby przez wszystko i od wszystkiego Bóg był znany, kochany i wielbiony.


23 kwietnia 1846 za udział w konspiracji antyrosyjskiej został aresztowany i osadzony w X pawilonie Cytadeli Warszawskiej Honorat Koźmiński. Zachorował na tyfus i ze względu na zły stan zdrowia został zwolniony 27 lutego 1847. Prawie dwa lata później, 21 grudnia 1848 wstąpił do zakonu kapucynów w Lubartowie… W 1852 ukończył studia teologiczne i został wykładowcą retoryki w Warszawie. W latach 1853-1855 wykładał teologię.

Po upadku powstania styczniowego rząd rosyjski kasował klasztory katolickie. Po kasacie klasztoru kapucynów w Warszawie Ojciec Honorat zamieszkał w 1864 roku w Zakroczymiu, a w 1892-1916 w Nowym Mieście.

Dzięki działalności Ojca Honorata zaistniał dziwny paradoks. Władze carskie kasując klasztory przewidywały, że po 30 latach życie zakonne w Polsce przestanie istnieć. Tymczasem liczba osób zakonnych znacznie się powiększyła, z końcem XIX wynosiła około 10 tys. członków . Koźmiński dokonał tak wielkiego dzieła dzięki szczególnemu charyzmatowi, jaki otrzymał od Boga. Pociągnął do służby Bożej tysiące dusz dlatego, że działał w oparciu o czyste idee ewangeliczne i z to wielką odwagą. Zrezygnował z pewnych form zakonnych dla ratowania życia zakonnego w jego najczystszym ideale, praktykowaniu rad ewangelicznych.

W swoim "Testamencie" pisał: Dziękuję szczególnie za łaskę powołania do Serafickiego Zakonu, za wprowadzenie do tego raju rozkoszy, w którym nigdy żadnej boleści nie doznałem i za to niewymowne szczęście, iż mi pozwolił tyle lat przeżyć pod jednym dachem ze sobą i służyć sobie, dając mi zrozumieć wielki zaszczyt tej służby, którą sobie cenię nad wszystko.






Święty Zygmunt Szczęsny Feliński (1822 – 1895) spędził w Warszawie zaledwie 16 miesięcy – od lutego 1862 do marca 1863 - jako jej Arcybiskup Metropolita. Wykształcony i pracujący w Petersburgu już z tego tylko powodu nie cieszył się uznaniem Polaków, którzy podejrzewali w nim carskiego zausznika. On jednak, nie wiążąc się z żadnym stronnictwem wyznawał: Nie miałem żadnej ambicji do zostania mężem stanu; jedyną moją ambicją było pozostać zawsze w prawdzie, być moralnie jak brylant przezroczystym, a jeśli być może i czystym jak brylant. Jeszcze jako nominat odważnie przedstawił carowi Aleksandrowi II swoje priorytety. Po przyjeździe do stolicy musiał stawić czoła nieufności warszawiaków i prezbiterium. Był świadomy sytuacji w jakiej się znalazł: sam jeden, bez przyjaciół osobistych, bez politycznych stronników, bez tej nawet pomocy, jaką daje doświadczenie i rutyna. Ale powoli, z rozwagą przywracał porządek.

W pierwszej kolejności rekoncyliował i otworzył zamknięte kościoły. Zajął się pracą duszpasterską, wewnętrznym odrodzeniem duchowieństwa, formacją alumnów, reformą konsystorza. Wizytował archidiecezję, nawiedzał przytułki, szpitale, klasztory. W listach pasterskich i okólnikach przedstawiał program swojej pracy duszpasterskiej, dawał wskazania, pouczał o potrzebie jedności ze Stolicą Apostolską, polecał zakładanie bractw wstrzemięźliwości, polecał odprawianie majowych nabożeństw maryjnych.

Sprowadził do Warszawy Siostry Matki Bożej Miłosierdzia, którym powierzył opiekę nad tzw. Magdalenkami oraz założone przez siebie w Petersburgu Siostry Rodziny Maryi, aby zajęły się wychowaniem najuboższych dziewcząt. Proponował także przyjazd do stolicy Matce Marcelinie Darowskiej i założonym przez nią Niepokalankom, ale odmówiła, mówiąc, że później, kiedyś, nie teraz. Wtedy pojechała ostatecznie do Jazłowca.

W liście pasterskim Zygmunt Feliński zapewniał: Polakiem jestem, Polakiem umrzeć pragnę, bo tego chce Boskie i ludzkie prawo. Po wybuchu powstania styczniowego nasilił się terror zaborcy. Arcybiskup nie pozostał obojętny. Na znak protestu napisał 15 marca 1863 list do cara, w którym wstawiał się za Narodem i odważnie wzywał cara: ... uczyń z Polski naród niepodległy... To mogło zaowocować w jeden tylko sposób – ukaz carski wskazywał na miejsce zesłania Jarosław nad Wołgą. Gdy zabrakło Pasterza Warszawa zrozumiała, kogo właśnie utraciła.

Wrócił do Katedry 58 lat później, gdy 14 kwietnia 1921 roku trumna relikwiami spoczęła w jej podziemiach. Beatyfikował go 18 sierpnia 2002 roku na Błoniach Krakowskich Jan Paweł II, kanonizował w Watykanie Benedykt XVI, 11 października 2009 roku.

A błogosławiona Marcelina Darowska i jej obietnica? W 1907 roku, czterdzieści pięć lat później, 79. letnia matka, po raz ostatni osobiście wysłała siostry do nowego domu, na swoją ostatnią fundację - do Szymanowa pod Warszawą. Uzyskanie od rządu carskiego pozwolenia za otwartą pracę u wrót stolicy graniczyło z cudem. Matka jednak była przekonana o wielkich planach Bożych odnośnie tego domu – dziś domu generalnego zgromadzenia. W listopadzie 1908 roku w szkole elementarnej rozpoczęło naukę 250 uczennic; Marcelina mogła być tego świadkiem, bo rok szkolny 1908/1909 spędziła w Szymanowie. Stworzyła system wychowania, który do dzisiaj pozostaje aktualny.


Czas po Powstaniu Styczniowym przyprowadził do Warszawy jednego jeszcze świętego – samego Adama Chmielowskiego - Brata Alberta. Stolica była dla niego jednak przystankiem w drodze artystycznej.

Po ogłoszeniu amnestii w 1865 roku mógł powrócić z emigracji, z Paryża. Uświadamiając sobie malarskie powołanie podjął studia w warszawskiej Klasie Rysunkowej, nawiązał też kontakt z pracownią malarską Wojciecha Gersona. Jednakże jego artystycznym aspiracjom sprzeciwiła się rodzinna rada opiekuńcza, od której był uzależniony. Przerwał więc naukę w Klasie Rysunkowej i wyjechał na studia politechniczne do Gandawy. Potem było Monachium i znów - w latach 1875-1877 - Warszawa.

Tu powstał m. in. wystawiany przez "Zachętę" obraz "Mogiła samobójcy" i portret publicysty pozytywizmu Antoniego Sygetyńskiego. W stolicy Chmielowski brał czynny udział w życiu ówczesnego środowiska artystycznego, w którym główną rolę odgrywała Helena Modrzejewska. Na organizowanych przez Chłapowskich wtorkowych wieczorach literackich miał możliwość poznania Henryka Sienkiewicza, Edwarda Leo, Aleksandra Świętochowskiego. Spotkał też monachijskich przyjaciół: Józefa Chełmońskiego, Stanisława Witkiewicza, Aleksandra Gierymskiego.

W 1876r. opublikował na łamach warszawskiego "Ateneum" rozprawę "O istocie sztuki" w której przedstawił swój pogląd na znaczenie wszelkiego rodzaju twórczości artystycznych. Streścił je w zdaniu: "Istotą sztuki jest dusza wyrażająca się w stylu " W 1877 roku skończył się warszawski fragment biografii tego, który za kilkanaście lat miał zostać Bratem Albertem.


Błogosławiona Bolesława Maria Lament urodziła się 3 lipca 1862 roku w Łowiczu. Z natury władcza, niejednokrotnie narzucała swą wolę rodzeństwu, które - jako najstarsza - pomagała matce wychowywać. Otaczana przez rodziców szczególną troskliwością z powodu wątłego zdrowia, potrafiła odwzajemnić ich miłość, wydobywając ze skarbca swojego serca nieocenione perły szlachetności. Wzorowa postawa wobec najbliższych, była wynikiem jej pracy nad sobą, przełamywania swojej woli z miłości ku Bogu i znajdowała wyraz w posłuszeństwie i uległości.

Progimnazjum ukończyła ze złotym medalem. Na życzenie rodziców zdobyła jeszcze w Warszawie dyplom krawiecki i założyła w Łowiczu własny zakład, wykazując przy tym duże zdolności organizacyjne, inicjatywę i przedsiębiorczość.

Wolę Bożą co do swego powołania zakonnego rozpoznała Bolesława na rekolekcjach zamkniętych. Mając 22 lata, wstąpiła do organizującego się w konspiracji Zgromadzenia Rodziny Maryi. Była gorliwą zakonnicą, odznaczała się darem modlitwy, skupienia, powagą i wiernością w wypełnianiu swoich obowiązków. Pracowała na różnych placówkach: w Warszawie, Petersburgu, Odessie, Iłłukszcie i Symferopolu na Krymie, pełniąc funkcje wychowawczyni i nauczycielki w szkołach podstawowych. Jednak przed złożeniem profesji wieczystej, odczuwając niepewność co do kierunku swojej drogi życiowej i za radą spowiednika powróciła do domu rodzinnego w Łowiczu.

Do Warszawy przeniosła się z całą rodziną po śmierci ojca, gdzie poświęciła się pracy społecznej - objęła kierownictwo domu noclegowego na warszawskiej Pradze, oddając się całkowicie na usługi ludziom bezdomnym, troszcząc się nie tylko o ich zabezpieczenie materialne, ale i o ich odnowę moralną, o powrót do Boga i Kościoła przez sakramenty święte.

W czasie jedenastoletniego pobytu w Warszawie zabiegała też o rozwój swego życia wewnętrznego pod kierunkiem o. Honorata Koźmińskiego i za jego sugestią opuściła Ojczyznę w 1903 roku, udając się na Białoruś, do Mohylewa nad Dnieprem. Tam w 1905 roku założyła Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny…




Służebnice Boże Celina i Jadwiga Borzęckie dały Kościołowi w Polsce i świecie jako owoc swej miłości do Boga Zgromadzenie Sióstr Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa.

Celina (1833-1913) przeszła długą drogę 80 lat, w której była żoną, matką, wdową od 41 roku życia i wreszcie założycielką Zgromadzenia. Wcześnie rozwinęło się u niej głębokie życie wewnętrzne, a modlitewne zapytanie „co chcesz, abym uczyniła” nie opuszczało jej nigdy, rodząc pragnienie wstąpienia do wizytek w Wilnie. Plany Boże były inne.

Została – w 1853 roku - żoną Józefa Borzęckiego, matką czwórki dzieci; dwoje dzieci utraciła w niemowlęctwie, dwie córki przeżyły. Po śmierci męża w 1874 roku, po uporządkowaniu spraw majątkowych postanowiła pokazać córkom świat. Zabrała je do Rzymu… Ta sama spotkała się z księdzem Piotrem Semenenką. To spotkanie odmieniło wszystko. Celina, razem z młodszą córką Jadwigą, weszła na ścieżkę tworzenia żeńskiej gałęzi Ojców Zmartwychwstańców. Po wielu trudnościach, upokorzeniach i cierpieniach 6 stycznia 1891 roku Zmartwychwstanki zaistniały w Kościele jako zgromadzenie kontemplacyjno-czynne, którego zadaniem było odrodzić polską kobietę przez nauczanie i chrześcijańskie wychowanie dziewcząt.

Początki pracy w zaborze rosyjskim (w stroju świeckim) przypadły na rok 1898 przez podjęcie pracy w Częstochowie, a w 1903 w Warszawie, w zakładzie wychowawczym św. Jadwigi.

Matka Jadwiga zmarła nagle 2 września 1906 w Kętach, a Matka Celina 26 października 1913 w Krakowie.
Błogosławiony biskup Jerzy Matulewicz (1871 – 1927), odnowiciel i general Zakonu Księży Marianów przyjechał do Warszawy w 1893 roku, gdy władze rosyjskie zamknęły kieleckie seminarium duchowne, którego był alumnem. Wówczas został skierowany do seminarium duchownego w Warszawie. Tutaj mógł wejść głębiej w polskie sprawy i polską kulturę oraz nawiązać stosunki przyjaźni z wybitnymi osobistościami polskiego życia kościelnego. Jednym z jego kolegów był Henryk Przeździecki, późniejszy biskup podlaski, który tak go scharakteryzował: "W 1893 roku do Seminarium Duchownego w Warszawie przybyli dwaj alumni z seminarium kieleckiego. Od pierwszej chwili znajomości czuliśmy się zachwyceni wielką inteligencją, nadzwyczajnymi zdolnościami i szlachetnością charakteru jednego z nich - Jerzego Matulewicza. Od razu zajął on między nami pierwsze miejsce. Cichy, spokojny, zrównoważony, bardzo pracowity, dla wszystkich uprzejmy i przyjazny, płonący ogniem miłości Bożej, podbił nasze serca. Wiedzieliśmy, że jest on Litwinem. Szanowaliśmy jego uczucia, a on szanował nasze. W nim kochaliśmy Litwę, a on w nas Polskę, obie nasze Ojczyzny uciskane i prześladowane". W seminarium z wielką radością i zapałem przygotowywał się do kapłaństwa. Wśród kolegów wyróżniał się prostotą i delikatną uczynnością. Z Warszawy na dalsze studia skierowano go do Petersburga.

Do stolicy ponownie sprowadziła go… odnawiająca się gruźlica kości, męcząca go od dzieciństwa. W 1904 roku bardzo ciężko chory musiał się poddać bolesnemu leczeniu. W trudnym położeniu pośpieszyły mu z pomocą Siostry z ul. Pięknej i umieściły go przy zakładzie naukowym Cecylii Plater-Zyberkówny. W ten sposób trafił do jednego z największych ognisk świętości w Polsce. Choroba pogłębiła go wewnętrznie. Był przekonany, że Bóg przywrócił mu siły, aby odtąd żył i pracował wyłącznie dla Jego chwały. Odzyskał zdrowie, wrócił do Petresburga.

Bliskie były mu ideały zawarte w encyklice „Rerum novarum”, sprawy społeczne. Pracując wśród robotników i studentów widział konieczność istnienia ognisk życia religijnego w postaci zakonów. Realizując ten postulat stanął na czele ukrytego Stowarzyszenia Mariańskiego Świeckich Kapłanów, organizacji księży diecezjalnych, opartej o ustawę napisaną przez o. Honorata Koźmińskiego. Głośna w tym czasie sprawa mariawitów stworzyła niesprzyjające warunki dla rozwoju Stowarzyszenia. Wówczas ks. Matulewicz zwrócił się ku Zakonowi Marianów. Wzrastał w cieniu ich ostatniego klasztoru w Mariampolu i z bólem patrzył, jak zakonnicy wymierali, na skutek zakazu carskiego nie mogąc przyjmować kandydatów. Zyskał aprobatę generała zakonu o. Wincentego Sękowskiego i Stolicy Apostolskiej. Dnia 29 sierpnia 1909 roku złożył śluby zakonne w kaplicy biskupa Kazimierza Ruszkiewicza przy kościele Świętego Krzyża w Warszawie, a dnia 28 listopada 1910 roku Pius X zatwierdził nowe konstytucje. Cel apostolski zakonu został przystosowany do współczesnych warunków i potrzeb. Zwłaszcza podkreślono w nim potrzebę prowadzenia szkół i organizacji katolickich oraz konieczność posługiwania się prasą, książką i innymi sposobami w nauczaniu wiary. Zakon został ukryty. Zniesiono habit i wszelkie inne zewnętrzne oznaki zakonne. Była to bezwzględna konieczność.

Po opuszczeniu w 1915 r. przez Rosjan Warszawy, otworzył na Bielanach jawny dom zakonny, a przy nim schronisko dla 200 bezdomnych dzieci. Aby utrzymać sieroty w głodowych latach wojny z największym poświęceniem wydeptywał ścieżki do urzędów niemieckich w Warszawie prosząc o przydziały żywności, odzieży, opału. Z czasem schronisko bielańskie stało się znanym na całą Polskę zakładem naukowo-wychowawczym, przez który przeszło tysiące wychowanków. W 1917 r. przyjął pod opiekę marianów Zakład Wychowawczy imienia Wacława Mańkowskiego na Pradze, przeznaczony dla ubogich chłopców.

W Warszawie ksiądz Matulewicz cieszył się powszechnym szacunkiem, czego wyrazem było wybranie go na przewodniczącego zjazdu księży prefektów Królestwa, zaproszenie do rady miejskiej, powołanie przez biskupów metropolii warszawskiej do centralnej Komisji spraw zakonnych.

Zbliżał się koniec pierwszej wojny światowej. Stolica Apostolska obsadzała kresowe stolice biskupie, od wielu lat pozbawione pasterzy. Dnia 23 października 1918 r. papież Benedykt XV mianował biskupem wileńskim ks. Matulewicza. Rozpoczynał się dla niego Okres Litewski

Pisał w Dzienniku: Oto ja, weź mnie: czyń ze mną, co chcesz, daj, abym był w Twoich rękach odpowiednim narzędziem, byle tylko rosła chwała Twoja, rozszerzało się Twoje królestwo, pełniła się Twoja wola.
Błogosławiony ksiądz Ignacy Kłopotowski (1866-1931) przyjechał do Warszawy z Lubelszczyzny, gdzie rozpoczął apostolstwo słowa drukowanego, wydając dziennik „Polak-Katolik”, tygodnik „Posiew”, miesięcznik „Dobra Służąca”. Obok pism zainicjowanych w Lublinie rozpoczął wydawanie miesięcznika „Kółko Różańcowe” i pisemka dla dzieci „Anioł Stróż”.

Po odzyskaniu niepodległości wznowił i redagował „Przegląd Katolicki”, a pod koniec życia podjął inicjatywę wydawania miesięcznika „Głos Kapłański”. Wydawał i rozpowszechniał setki tysięcy broszur i modlitewników. Mimo kłopotów z cenzurą, trudności finansowych i krytyki ze strony prasy liberalnej trwał wierne przy tej formie apostolstwa.

W trudnym okresie kryzysu gospodarczego podtrzymała go życzliwa zachęta nuncjusza Achillesa Ratti. Kard. Aleksander Kakowski również z wielką życzliwością popierał jego pracę wydawniczą i powierzał mu różne odpowiedzialne stanowiska: rektora kościoła Świętego Floriana na Pradze, dziekana praskiego, kanonika gremialnego kapituły warszawskiej.

Aby zapewnić ciągłość zapoczątkowanej przez siebie akcji apostolskiej przez słowo drukowane, w 1920 r. założył Zgromadzenie Sióstr Loretanek. W 1928 r. założył Loretto, ośrodek kolonijny dla biednych dzieci i dla staruszek. Za jego staraniem po I wojnie światowej część placówek dobroczynnych w Warszawie na Pradze objęły siostry albertynki i bracia albertyni. Według relacji osób, które go znały był „prawdziwym ojcem, opiekunem sierot”.

Zmarł w Warszawie 7 września 1931 roku, w wigilię święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, którą czcił i kochał. W dniu śmierci ostatnią Mszę św. swego życia odprawił przy Jej ołtarzu w kościele św. Floriana.
Kiedy 19 letnia Helena Kowalska wysiadała w lipcu 1924 roku z pociągu, wiedziała tylko jedno: jest tu, bo Pan Jezus kazał jej przyjechać do Warszawy i wstąpić do klasztoru. Przyjechała tu w jednej (dosłownie!) sukience, nawet nie żegnając się z rodzicami, przynaglona wewnętrznym wezwaniem.

Puka do drzwi kolejnych klasztorów – na próżno. Przyjmuje ją wreszcie do warszawskiego domu Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia matka Michaela Moraczewska. Zanim jednak nastąpi ta upragniona chwila – przez rok pracuje w Ostrówku k. Warszawy jako pomoc domowa u Aldony Lipszycowej. 1 sierpnia 1925 roku puka po raz kolejny do domu przy Żytniej 3/9 i … rozpoczyna postulat.

Warszawskie ścieżki świętej Faustyny to proza zakonnego życia w zgromadzeniu, w którym istniał podział na chóry… Wielkie rzeczy jej życia działy się poza Warszawą. W stolicy – praca i choroba. W sierpniu 1925 jest w Skolimowie, by wzmocnić zdrowie, które szwankuje. Z Warszawy wyjeżdża do Krakowa w styczniu 1926, by dopełnić formacji zakonnej. Wróci w październiku 1928 roku, po pierwszych ślubach i do lutego 1929 podejmuje pracę w kuchni. Potem krótki pobyt w Wilnie i powrót na trzy miesiące do Warszawy – tym razem na Hetmańską. Trzy miesiące w Kiekrzu (kuchnia…) i znów Warszawa – cały czas jest rok 1929… W czerwcu 1930 roku wyjeżdża do Płocka, skąd przyjedzie do Warszawy na trzecią probację w listopadzie 1932 roku. Po niej wyjedzie do Wilna. Wróci jeszcze dwa razy – okazjonalnie, po wizycie w rodzinnym Głogowcu (luty 1935) i ostatni pobyt: Warszawa-Walendów-Derdy w marcu i kwietniu 1936 roku.

Ukryta przez Boga przed naszymi oczyma – była z nami i modliła się za nas.

Całe jej życie koncentrowało się na konsekwentnym dążeniu do coraz pełniejszego zjednoczenia z Bogiem i na ofiarnej współpracy z Jezusem w dziele ratowania dusz. Jezu mój - wyznała w Dzienniczku - Ty wiesz, że od najwcześniejszych lat pragnęłam zostać wielką świętą, to jest, pragnęłam Cię kochać tak wielką miłością, jaką Cię jeszcze dotychczas żadna dusza nie kochała. (Dz 1372). Nic nie stanęło na przeszkodzie do osiągnięcia celu, który Jezus pobłogosławił.
Sługa Boża Matka Wincenta Jaroszewska, Założycielka Benedyktynek-Samarytanek długo szukała dla siebie miejsca… Warszawa: Siostry Franciszkanki od Cierpiących. Szarytki na Tamce… Zmartwychwstanki w Kętach. Składa u nich pierwsze śluby i zostaje skierowana do Warszawy, jako nauczycielka matematyki. Prowadzi tu również szkółkę dla chłopców-uliczników. Nadal jednak nie czuje się spełniona w powołaniu. Jeszcze Pasjonistki w Płocku… W końcu zwraca się z prośbą do Stolicy Apostolskiej i po zwolnieniu ze ślubów rozpoczyna tworzenie nowej rodziny zakonnej: 6 stycznia 1926 roku, na oddziale Szpitala Świętego Łazarza w Warszawie, wśród chorych wenerycznie, leczonych przymusowo rozpoczyna swe dzieło. Ufa Bogu, że jeśli to Jego wola – dzieło się ostoi. Nie zawiodła się.

Zaczyna jako nieopłacana dozorczyni. Zwycięża – modlitwą. Nie zważa na drwiny, docinki, uszczypliwości. Modli się, służy. Zakłada Stowarzyszenie. Pojawiają się towarzyszki. Zmieniają się adresy mieszkań: na Smolnej dla dzieci, na Złotej – rekonwalescentki, przybywa placówek: Karolin koło Grodziska, Fiszor, Niegów-Samaria, ośrodki z całej Polsce… Wreszcie kardynał Aleksander Kakowski zatwierdza zgromadzenie na prawach diecezjalnych: 8 grudnia 1932 roku… Zmarła 10 listopada 1937 roku, miała 37 lat – kiedy ona to wszystko zdążyła? Pokazała jak służyć tym, od których odwrócili się wszyscy – nawet oni sami od siebie.


Świętego Maksymiliana Marię Kolbego (1894-1941) Warszawa poznała w 1927 roku. Wówczas przeniósł z Grodna do Teresina swoje dzieło zakładając Niepokalanów. Garnęły się do niego nie tylko dziesiątki tysięcy wiernych czytelników, zastępy Rycerzy Niepokalanej, ale także setki młodych pragnących poświęcić się życiu zakonnemu właśnie pod sztandarem Maryi dzierżonym w dłoniach tego „czarnego” franciszkanina.

Kiedy wybuchła II wojna światowa we wrześniu 1939 roku, klasztor w Niepokalanowie liczył 13 ojców, 18 kleryków nowicjuszów, 527 braci profesów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium. Był to więc największy klasztor w owych latach na świecie i jeden z największych, jakie znają dzieje Kościoła.

Nakład Rycerza Niepokalanej doszedł do 750 000 egzemplarzy, Rycerzyk Niepokalanej dla dzieci miał nakład 221 000 egzemplarzy, Mały Dziennik osiągnął już cyfrę 137 000 egzemplarzy, a jego wydanie niedzielne 225 000 egzemplarzy. Od roku 1938 Niepokalanów posiadał własną radiostację, a Ojciec Maksymilian myślał o zwrotnicy klejowej, lotnisku… Miał już przecież nawet straż pożarną. Wszystko dla Niepokalanej.

Na osławionym warszawskim Pawiaku rozpoczęła się także jego droga zakończona w celi głodowego bunkra Auschwitz. Zabrano go z Niepokalanowa 17 lutego, wywieziono do Oświęcimia 25 maja, dobito zastrzykiem fenolu 14 sierpnia tego samego 1941 roku.

W latach 1927–30 i 1936-39 ( w „międzyczasie” był bowiem w Japonii) niejednokrotnie odwiedzał Warszawę. Co myślał? O co się modlił patrząc na warszawiaków i ulice stolicy? Może o to, co powiedział braciom opuszczającym Niepokalanów , gdy po napaści faszystów na Polskę wspólnota musiała opuścić klasztor. Wiedział, że idą w nieznane – miał dla nich słowa mocy: „Pamiętajcie o miłości”… Sam dał jej świadectwo najpiękniejsze.




Sługa Boży ksiądz Władysław Korniłowicz (1884-1946) swoją drogę ku kapłaństwu rozpoczął w warszawskim WSD, skąd skierowano go na dalsze studia do Fryburga szwajcarskiego. Święceń kapłańskich udzielił mu w 1912 roku sam książę kardynał Adam Sapiecha.

W 1916 r. powrócił do Warszawy i pełnił różne funkcje w diecezji: wikariusza, archiwisty, cenzora i katechety. Wraz z innymi kapłanami uczestniczył w pracach Stowarzyszenia Księży Charystów. Od 1918 roku był asystentem grupy dyskusyjnej zwanej "Kółko", skupiającej młodzież akademicką i młodą inteligencję, niezależnie od formalnej przynależności wyznaniowej czy religijnej. I wojna światowa wygnała go z Warszawy.

Wrócił w 1930 roku - zamieszkał w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach, który stał się odtąd centrum jego życia i apostolstwa. Znajomość ze środowiskiem rozpoczęła się w 1918 r. spotkaniem z Matką Elżbietą Czacką, niewidomą Założycielką Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi i Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. W 1920 r. został poproszony o kierownictwo duchowe i wkrótce stał się Ojcem całego Dzieła Lasek, skupiającego różne placówki opieki i szkolenia niewidomych oraz związane z nimi apostolstwo wobec ludzi poszukujących wiary.

Podczas II wojny światowej zmuszony był do ukrywania się przed poszukującymi go faszystami za odezwę do chrześcijan niemieckich o zaniechaniu przemocy. Przebywał w Żułowie na Lubelszczyźnie wraz z ewakuowanymi z Lasek dziećmi i siostrami. Tam też wraz z ukrywającym się księdzem Wyszyńskim, prowadził wykłady dla sióstr i grupy świeckich, w tym dla kilku przygotowujących się do kapłaństwa młodych ludzi. Mimo zagrożenia prowadził też rekolekcje w okolicznych dworach i w Warszawie.

W 1942 roku pojawiły się pierwsze objawy choroby nowotworowej – guz na głowie. Działania wojenne opóźniły badania i leczenie. W 1944 roku dokonano w Warszawie pierwszej operacji, po której wrócił jeszcze do pracy. W kwietniu 1946 r. nastąpiła druga operacja, po której nastąpił stopniowy zanik mowy. Zmarł w Laskach 26 września 1946 r.




Sługa Boża Matka Elżbieta Róża Czacka (1876-1961) pochodziła z Ukrainy. Była córką Feliksa Czackiego i Zofii z Ledóchowskich, a także prawnuczką Tadeusza Czackiego (założyciela Liceum Krzemiemieckiego) oraz bratanicą kardynała Włodzimierza Czackiego.

Była dziedzicznie zagrożona utratą wzroku. Upadek z konia ostatecznie przyspieszył całkowite kalectwo. 22 letnia ociemniała Róża, po wielu nieudanych operacjach w kraju i za granicą decyduje się nie tylko sama żyć godnie i aktywnie w całkiem nowej rzeczywistości, ale także zająć się innymi, podobnie jak ona doświadczonymi przez los. Ta decyzja miała przesądzić nie tylko o jej przyszłości, lecz również o losie setek, a właściwie tysięcy innych ludzi pozbawionych wzroku.

W 1910 otworzyła pierwszy dom dla grupki niewidomych dziewcząt w Warszawie. W 1911 władze zarejestrowały Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi.

Róża Czacka pracowała nad dostosowaniem alfabetu Braille'a do polskiego systemu fonetycznego. Wyniki pracy zostały zatwierdzone w 1934 roku przez ówczesne Ministerstwo Oświecenia Publicznego do użytku we wszystkich szkołach dla niewidomych na terenie Polski.

Po pierwszej wojnie światowej utworzyła nowe zgromadzenie zakonne: Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża. Wraz z księdzem Korniłowiczem była jedną z prekursorek katolicyzmu otwartego na inteligencję. Laski i kościół św. Marcina, przy którym znajduje się klasztor sióstr Służebnic Krzyża, stały się wkrótce jednym z ważnych ośrodków inteligencji w warszawskim Kościele. Środowisko zgromadzone wokół Lasek było równoległe, i pod wieloma względami podobne, do krakowskiego środowiska Tygodnika Powszechnego.

Została ciężko ranna podczas bombardowań Warszawy w Kampanii wrześniowej. Później, w roku 1944, zadecydowała o „przystąpieniu” zgromadzenia do Powstania Warszawskiego. Zorganizowano w Laskach szpitale polowe dla rannych powstańców, przechowywano i dostarczano broń i prowiant oraz przekazywano informacje.

W 1950 roku, wskutek pogarszającego się stanu zdrowia, przekazała kierownictwo następczyni. Zmarła w opinii świętości. Pochowana została w Laskach.




Błogosławiony Ksiądz Józef Stanek (ps. „Rudy”) był pallotynem. Miał 21 lat, gdy w ramach przygotowania do święceń kapłańskich drogi życiowe przywiodły go z rodzinnego Spiszu, po nowicjacie w Sucharach, do podwarszawskiego Ołtarzewa, gdzie mieści się do dnia dzisiejszego Wyższe Seminarium Duchowne jego zgromadzenia. W 1939 roku, podczas ewakuacji seminarium na wschód dostał się do niewoli sowieckiej, skąd uciekł i wrócił do Ołtarzewa. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk arcybiskupa Stanisława Galla w 1941 roku w Warszawie.

Po święceniach rozpoczął studia na tajnych kompletach Wydziału Socjologicznego Uniwersytetu Warszawskiego i posługiwał w konspiracji jako kapelan Armii Krajowej.

1 sierpnia 1944 stanął w szeregach powstańców warszawskich…. Odprawiał w trudnych warunkach nabożeństwa, udzielał pomocy rannym i umierającym, pomagał ludności cywilnej. Odwiedzał często polowe szpitale, niosąc duchową pomoc i nadzieję walczącym i rannym. Nosił rannych, docierając do najbardziej wysuniętych pozycji powstańczych. Pomagał walczącym żołnierzom i ludności cywilnej odkopywać zasypanych. Wielu rannych uratował od niechybnej śmierci… W ostatnich dniach powstania zrezygnował z możliwości przeprawy pontonowej na Praski brzeg Wisły. Podczas pacyfikacji Czerniakowskiego Przyczółka został wzięty do niewoli i 23 września 1944 powieszony po torturach na zapleczu magazynu przy ul. Solec. W ostatnich chwilach okazał męstwo i heroiczną odwagę. Spod szubienicy błogosławił przechodzących żołnierzy i ludność cywilną. Hitlerowcy właśnie tędy pędzili ich do niewoli i obozów zagłady, aby im pokazać - jak mówili „głównego bandytę powstania”.

Jak powiedział o nim Kardynał Józef Glemp: "Podjął swój krzyż z miłością"…

14 kwietnia 1945 zwłoki księdza Stanka ekshumowano i złożono w zbiorowej mogile. 4 marca 1946 przeniesiono je na cmentarz Powązkowski, a 5 listopada 1987 złożono w kwaterze zgrupowania AK „Kryska” znajdującej się na tym cmentarzu.

Jan Paweł II ogłosił ks. Józefa Stanka błogosławionym w gronie 108 męczenników II wojny światowej 13 czerwca 1999 w Warszawie wraz z drugim pallotynem – księdzem Józefem Jankowskim.

Wezwanie błogosławionego Józefa Stanka nosi kaplica w stołecznym Muzeum Powstania Warszawskiego, a jego imię główna aleja w Parku Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza na warszawskim Solcu.



Błogosławiony ksiądz Józef Jankowski SAC (1910-1941) przeszedł początkowo podobną ścieżkę zakonną, jak ksiądz Stanek: Suchary, Wadowice, Ołtarzew. Kapłanem został w roku 1936.
Z głębokim zaangażowaniem wykonywał swoje zwyczajne obowiązki duszpasterskie. Pełnił funkcję prefekta szkół w Ołtarzewie i okolicy, był opiekunem Krucjaty Eucharystycznej i postulantów, sekretarzem Komitetu Pomocy Dzieciom, duszpasterzem żołnierzy i ludności cywilnej w pierwszych dniach wojny i wreszcie ekonomem domu seminaryjnego w czasie okupacji niemieckiej.
16 maja 1941 r. został aresztowany przez Gestapo, przewieziony na Pawiak, a po dwóch tygodniach okrutnych tortur - do obozu zagłady w Oświęcimiu. Tam, wyniszczony ciężką pracą i głodem, potwornie skatowany przez obozowego oprawcę, odszedł do Pana 16 października 1941 roku.
Jak stwierdzają naoczni świadkowie, wszystkie prześladowania, poniżenia i udręki, zadawane mu z nienawiści do wiary i kapłaństwa, znosił z godnością i spokojem, tak, że nawet oprawcy dziwili się jego postawie. Gdy zakończył swoją drogę męczeńską, miał zaledwie 31 lat życia i 5 lat kapłaństwa. Ciało jego zostało spalone w krematorium obozowym.

Był człowiekiem głębokiej modlitwy i kontemplacji. Wyróżniał się ujmującą dobrocią, ale też i stanowczością, solidnym wykonywaniem obowiązków i odwagą w obronie wolności i godności człowieka. Był też poszukiwanym spowiednikiem i bardzo cenionym kierownikiem duchowym. Młodym i żarliwym sercem kapłańskim ukochał dzieci i młodzież. Starał się prowadzić młodych ludzi pewnymi ścieżkami do świętości, zachęcał ich do wchodzenia na małą drogę dziecięctwa duchowego św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która wywarła głęboki wpływ na jego życie wewnętrzne. Z wyjątkowym współczuciem pochylał się nad cierpiącymi i konającymi. Gorąco modlił się, aby być wielkim apostołem i zdobyć dla Chrystusa wiele dusz.
Sługa Boży August Kardynał Hlond (1881-1948), salezjanin, arcybiskup metropolita gnieźnieński i poznański przybył do Warszawy u schyłku życia. Był pierwszym w historii arcybiskupem warszawskim i gnieźnieńskim. Sprawował swój urząd zaledwie przez okres dwóch lat: 1946 – 1948…

Takich „pierwszych” było w jego życiu więcej. Był pierwszym inspektorem salezjańskim dla Krakowa, Przemyśla i Wiednia (1919-1922), pierwszym biskupem katowickim…

Podczas II wojny światowej przebywa na emigracji – nie ominęło go jednak hitlerowskie więzienie

Aresztowany w Hautecombe 2 lutego 1944 r., został przewieziony do więzienia w Paryżu, gdzie chciano zmusić go do kolaboracji z Trzecią Rzeszą przy organizowaniu akcji antysowieckiej w Polsce w obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej. Ponieważ nie zgodził się na współpracę, spędził 14 miesięcy w więzieniu w Bar-le-Duc, a następnie w Wiedenbroeck aż do czasu uwolnienia w dniu 1 kwietnia 1945 r.

Po wyzwoleniu przez Amerykanów udał się do Rzymu, skąd, mimo sprzeciwu rządu w Londynie, 20 lipca 1945 wrócił do Poznania. 4 marca 1946 z jego inspiracji Papież Pius XII rozwiązał istniejącą od 1821 unię personalną metropolii poznańsko-gnieźnieńskiej i utworzył nową warszawsko-gnieźnieńską stawiając go na jej czele.

Kardynał naznaczył swe urzędowanie odbudową kościołów Warszawy, powołując w tym celu radę prymasowską. Zmarł w Szpitalu Sióstr Elżbietanek na Mokotowie, spoczywa w podziemiach Archikatedry św. Jana. Bóg objawił mu proroczą prawdę: zwycięstwo przyjdzie, będzie przez Maryję.


Trzecim kandydatem do chwały ołtarzy spośród Metropolitów Warszawskich jest oczywiście Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński (1901-1981). Księga Psalmów mówi: miarą lat człowieka jest siedemdziesiąt, osiemdziesiąt - gdy jesteśmy mocni… Kardynał Wyszyński był Mocarzem, jakiego Bóg daje raz na tysiąc lat…

Z Warszawą związała go, w 1910 roku, nauka w szkole im. Wojciecha Górskiego w Warszawie. Kontynuował ją w Łomży. Potem Seminarium we Włocławku, Lublin i znów Włocławek… W okolice Warszawy przyprowadziła go dopiero II wojna światowa: ze względu na swoje zaangażowanie społeczne oraz przedwojenne publikacje poświęcone totalizmowi hitlerowskiemu był poszukiwany przez Niemców. Na polecenie księdza rektora Korszyńskiego opuścił Włocławek i ukrywał się między innymi w Laskach pod Warszawą. Brał udział w konspiracyjnym nauczaniu młodzieży i w niesieniu pomocy ludności. W czasie Powstania Warszawskiego był kapelanem grupy "Kampinos" Armii Krajowej oraz szpitala powstańczego w Laskach. Nocą godzinami stał nieruchomo i błogosławił płonąca Warszawę, w kaplicy długo leżał krzyżem, modlił się za ginącą stolicę, za umierających ludzi i za tych, którym dane będzie przetrwać. Po wojnie wrócił do Włocławka.

Po śmierci kardynała Hlonda w 1948 roku objął po nim schedę – Metropolię Warszawsko-Gnieźnieńską oraz Prymasostwo Kościoła Polskiego.

Po niecałym stuleciu od czasów Zygmunta Szczęsnego Felińskiego kolejny Pasterz Warszawy i Polski został wciągnięty w tryby machiny władzy: szykanowany, więziony… Zawsze i we wszystkim pozostał opatrznościowym mężem niezłomnym. Prawdziwie: Pierwszym… Pozostał Warszawie wierny do końca – do 28 maja 1981 roku, do dzisiaj.

Z podziemi Katedry św. Jana Chrzciciela, z pomnika przed kościołem Wizytek, z Domu Ojca - towarzyszy nam w naszej codzienności, jak zawsze dzieląc z Rodakami WSZYSTKIE radości i smutki, troski, lęki i nadzieje. Wciąż ucząc nas co znaczą słowa jego życiowego credo: Wszystko postawiłem na Maryję.
Sługa Boży ksiądz Jerzy Popiełuszko (1947-1984) przyjechał do Warszawskiego Seminarium Metropolitalnego z Podlasia, z Suchowoli. Nauczyciele charakteryzowali Go jako ucznia przeciętnie zdolnego, ale ambitnego. Typ - samotnik.

Od dzieciństwa był ministrantem. O swojej decyzji i pragnieniu odpowiedzi Bogu na powołanie kapłańskie poinformował… w czasie balu maturalnego.

A więc wrzesień 1965 – Warszawa. Rok później – jednostka klerycka w Bartoszycach. Tryby kompleksowej, wyrafinowanej walki systemy totalitarnego z Bogiem. Wbrew szykanom nie tylko przetrwał, ale też nie stracił wiary, wrócił – umocniony – do seminarium. Dal świadectwo duchowej siły i wierności swoim przekonaniom. Kłopoty zdrowotne, które ujawniły się po powrocie z wojska miały trapić go do końca życia.

28 maja 1972 roku został kapłanem, przyjąwszy święcenia z rąk Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Na obrazku prymicyjnym zapisał znamienne słowa: "Posyła mnie Bóg, abym głosił Ewangelię i leczył rany zbolałych serc".

Kapłańska droga wiodła przez parafie w Ząbkach (Miłosierdzia Bożego), Aninie (Matki Bożej Królowej Polski), na Żoliborzu (dziesiątka Jezus). W roku akademickim 1979/80 pracował w Duszpasterstwie Akademickim Św. Anny. Prowadził konwersatorium dla studentów medycyny. Z końcem roku 1978 roku został mianowany duszpasterzem średniego personelu medycznego. Odtąd co miesiąc odprawiał Mszę Św. w kaplicy Res Sacra Miser przy Krakowskim Przedmieściu. Dzięki Jego zaangażowaniu te modlitewne spotkania stworzyły wspólnotę formacyjną łączącą bardzo wielu ludzi, szczególnie pielęgniarki.

Ostatnim miejscem pracy ks. Jerzego, od 20 maja 1980 roku, była parafia p.w. Św. Stanisława Kostki.

Czasem przełomu w życiu Ks. Jerzego stało się lato 1980 roku. Niedziela, 31 sierpnia... Delegacja strajkujących hutników prosi Księdza Kardynała Wyszyńskiego o przybycie księdza do huty. Kapelan Księdza Prymasa jedzie do kościoła Św. Stanisława Kostki. W zakrystii zwraca się z prośbą do ks. Czarnoty, który jednak przygotowywał się do odprawiania Mszy Św. Wtedy zgłosił się ks. Popiełuszko… Od spotkania przy ołtarzu rozpoczęła się duchowa przyjaźń hutników z Ks. Jerzym. O godz. 10.00, co niedziela, odprawiał dla nich Mszę Św. Spotykał się z nimi regularnie, co miesiąc. Zorganizował swoistą "szkołę" dla robotników. Prowadził dla nich katechezę, a poprzez cykle wykładów chciał pomóc im zdobyć wiedzę z różnych dziedzin - historii Polski i literatury, społecznej nauki Kościoła, prawa, ekonomii, a nawet technik negocjacyjnych.

Po wprowadzeniu stanu wojennego organizuje pomoc charytatywną. Wspomaga prześladowanych i skrzywdzonych. Uczestniczy w procesach tych, którzy byli aresztowani za przeciwstawianie się prawu stanu wojennego. Organizuje również rozdział darów, które są przywożone z zagranicy. Od 28 lutego 1982 r. celebruje Msze Św. za Ojczyznę i wygłasza kazania patriotyczno - religijne (było ich razem zaledwie 26…), w których - przez pryzmat Ewangelii i nauki Kościoła - interpretuje moralny wymiar bolesnej współczesności.



Jest solą w oku, cierniem, zadrą dal wielu. Jego działalność sprawia, że staje się celem niewybrednych ataków władz. Włamywano się do jego mieszkania, śledzono, niszczono mienie, nękano pismami, zarzutami, oskarżano.. Jesienią roku 1984 r. sytuacja była bardzo trudna. Ksiądz Jerzy wierzy w sens swej posługi, ale czuł się zmęczony ciągłymi atakami, czuł, że grozi mu śmierć. Powtarzał zawsze wezwanie Pawła Apostoła: nie daj się zwyciężyć złu – zło dobrem zwyciężaj. Ostatnie słowa z homilii, wygłoszonej w kościele Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy, na kilka godzin przed porwaniem i zakatowaniem zakończył słowami: Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy. – Oby się spełniły…


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość