Strona główna

Lekcje, jakich nie odebraliśmy z wielkiego kryzysu z 1929 r


Pobieranie 45.4 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar45.4 Kb.
Lekcje, jakich nie odebraliśmy z wielkiego kryzysu z 1929 r.

(Lessons We Never Learned form the Great Depression of 1929)


David Wilkerson

1998
Sytuacja w przemyśle Stanów Zjednoczonych jest całkowicie zdrowa, a nasza sytuacja kredytowa w żadnej mierze nie jest krytyczna… Zainteresowanie pożyczkami maklerskimi, jakie wykazał cały naród jest stale przesadne… Ogólnie rzecz biorąc rynki są teraz w zdrowej kondycji. Ostatnie sześć miesięcy przyniosło ogromną ilość dobrego przez zbicie cen… Nie jest mi wiadome o niczym, co nie byłoby w porządku, jeśli chodzi o giełdę papierów wartościowych, albo zasadnicze biznesy oraz strukturę kredytową.

- Charles Mitchell, prezes nowojorskiego banku National City Bank of New York, na dwa dni przed krachem na giełdzie papierów wartościowych z 22 października 1929 r.
Był to czas "ryczących lat dwudziestych" i Amerykanie cieszyli się największym dobrobytem w historii tego narodu. Bardzo niewielu ludzi zdawało sobie sprawę z tego, że nad ich głowami zbierają się burzliwe chmury. Większość ludzkich myśli i energii skupiona była na zarabianiu pieniędzy. Okres ten znany był również jako "dekada dekadencji" i podczas niego Bóg udzielił całemu światu lekcji na temat Jego gniewu skierowanego przeciwko narodom, które grzeszą względem Jego miłosierdzia. Posłał On Ameryce ostrzeżenie w formie poważnego kryzysu. I ten straszliwy sąd natychmiastowo doprowadził "ryczące lata dwudzieste" do nagłego zatrzymania.

W ciągu zaledwie dziesięcioletniego okresu: od 1919 do 1929 r., Ameryka zmieniła się ze społeczeństwa składającego się w głównej mierze z religijnych, dobrze wychowanych obywateli w naród przesycony pijaństwem, rozwiązłością i obsesją na tle seksu. Do zmiany tej przyczyniły się dwa główne czynniki: wynalazek radia oraz samochodu z zakrytym dachem. Do tamtego czasu większość samochodów nie miała dachów. Ale wraz z nastaniem ery zamkniętych samochodów przyszła rewolucja seksualna. Niezamężne pary zaczęły używać swoich samochodów do uprawiania seksu. Ten moralny przewrót sprawił, że ówczesne gazety określały te samochody mianem "burdeli na kółkach".

W 1920 r. kobiecy ruch walczący o prawo do głosowania dla kobiet dał Amerykankom to prawo. Mówi się, że to przełomowe wydarzenie wyzwoliło współczesną kobietę. Jednak wprowadziło ono również inne formy "wyzwolenia" płci żeńskiej. Aż do tego czasu o kobietach mówiono, że są stróżami moralności w Ameryce. Gdy jednak uzyskały one więcej wolności, skraje ich spódnic podnosiły się coraz wyżej. Aż do roku 1919 kobiety nosiły spódnice, które były tak długie, że dosłownie szurały po ziemi. Ale kiedy niemoralność lat dwudziestych zakorzeniła się na dobre, spowodowała ona, że normy dotyczące ubioru drastycznie się zmieniły. Ta nowa dekada stała się erą podlotków, młodych kobiet, które nosiły cienkie obcisłe sukienki, starając się w ten sposób zrzucić z siebie stare wiktoriańskie normy moralne.

Ta zmiana w ubiorze była tak bezprecedensowa i tak nagła, że zaalarmowany dziennikarz New York Times piszący artykuły na temat mody stwierdził: "Amerykanka podniosła skraj spódnicy znacznie ponad jakąkolwiek granicę skromności". Inny pisarz ostrzegał: "Jeśli (rąbki sukienek) są dzisiaj na wysokości 25 cm od ziemi, to może nadejść dzień, kiedy nasz naród stanie się tak niemoralny, że rąbki sukienek podniosą się do kolan." To nie były mowy konserwatywnych kaznodziejów, ale nienawróconej prasy! Cóżby pomyśleli o dzisiejszych spódnicach mini, skąpych sukniach oraz nieomalże obnażających strojach kąpielowych?

Patrząc na podupadające morale lat dwudziestych z perspektywy czasu, łatwo jest być rozbawionym. Kaznodzieje z tamtych czasów potępiali kobiety, które się szminkowały, nazywając je "malowanymi panienkami". Gromili kobiety, które miały krótko przystrzyżone włosy albo jeździły na rowerze w niedzielę. Jednak fakt, że złe obyczaje i niemoralność zakorzeniały się coraz bardziej w społeczeństwie z lat dwudziestych był poważną sprawą. Prawa moralność z przeszłości nagle zaczęła być wyszydzana, co musiało w końcu pociągnąć za sobą katastrofalne skutki.

Palenie stało się nagminne. Tak zwane "fajne dziewczyny" zaczęły zapalać papierosy publicznie, jak mężczyźni. I podczas, gdy ich odpowiednicy płci męskiej nosili piersiówki pełne whiskey, kobiety zaczęły nawet rzuć tabakę i wypluwać do spluwaczek.

Wkrótce naród ogarnęła obsesja na tle seksu, szerząca się lotem błyskawicy. Ten temat stał się numerem jeden codziennych rozmów. Kraj zalała filozofia Freuda skupiająca się wokół seksu, a religijne poglądy dotyczące seksu były wyśmiewane. Tańce publiczne stały się zmysłowe i intymne, a seks w filmach i czasopismach stawał się coraz bardziej tolerowalny przez normy tego okresu. (W filmach oraz publikacjach z tego czasu pojawiała się nawet nagość, dopóki nie wprowadzono przepisów cenzuralnych).

Liberalni kaznodzieje, przechwalający się, że idą z duchem czasu oddalali jednocześnie wszelkie ostrzeżenia dotyczące moralnego upadku w narodzie. Próbowali upewniać zaalarmowane społeczeństwo, że ówczesne eksperymentowanie w dziedzinie seksu nie przerodzi się w jeszcze większą niemoralność. Lekko traktowali nawet to, że młodzi ludzie palili, pili dżin, tańczyli w zmysłowy sposób oraz uprawiali seks na tylnych siedzeniach samochodów.

Ale sytuacja gwałtownie się pogarszała. W 1923 r. młode kobiety tłumnie tłoczyły się popołudniami w barach, tak jak mężczyźni - podnosząc swoje stopy aż do lady barowej i upijając się do tego stopnia, że musiano je wynosić do ich samochodów. A razem z mocnym trunkiem pojawiały się coraz mocniejsze słowa. Nagle język stał się ordynarny i nieprzyzwoity. Imię Boże przeklinane było wszędzie, co było aktem nie do pomyślenia jeszcze kilka lat wcześniej.

Nic dziwnego, że standardy i normy moralne dotyczące małżeństwa zaczęły upadać. Czystość i wierność stawały się coraz bardziej przestarzałe, a w modę weszło cudzołóstwo. W miarę upływu czasu nowa niemoralność seksualna rozbijała domy w całym kraju. W 1910 r. prawie 9 małżeństw na 100 kończyło się rozwodem. W 1920 r. procent ten wzrósł do ponad 13, a w 1928 r. osiągnął nieprawdopodobny poziom: jedno małżeństwo na sześć.

Tak drastyczne zmiany trudno jest pojąć, nawet według dzisiejszych standardów. Jednak wszystkie one wydarzyły się w ciągu zaledwie kilku krótkich lat.
W 1928 r. Ameryka była dzikim, ryczącym narodem, żyjącym w dobrobycie.
Tak, jak dziś, Ameryka podczas "ryczących lat dwudziestych" cieszyła się trwającą przez siedem lat zwyżką na giełdzie papierów wartościowych, od 1923 do 1929 r. Zdawało się, że dobrobytowi w kraju nie ma końca. Akcje kompanii kolejowych podskakiwały w górę z zawrotnym tempie, nawet wtedy, gdy przemysł samochodowy produkował dziesiątki milionów samochodów. Radio przechodziło okres rozkwitu, a wartość takich kompanii jak General Electric, Woolworth oraz Montgomery Ward wyrastała poza wszelkie horyzonty.

Kiedy Herbert Hoover został wybrany na prezydenta w 1928 r. kraj w dalszym ciągu dobrze prosperował dzięki dobrobytowi, który rozpoczął się za Calvina Coolidge'a. Prezydent Hoover ogłosił w swojej mowie inauguracyjnej: "My w Ameryce jesteśmy dzisiaj bliżej ostatecznego tryumfu nad biedą, niż kiedykolwiek wcześniej w historii tego kraju. Przytułki znikają. Bliscy jesteśmy dnia, kiedy to bieda zostanie przepędzona z tego narodu."

Pieniądze i sport stały się dwoma złotymi bożkami tego czasu. Miliony ludzi inwestowały na giełdzie papierów wartościowych, próbując zdobyć bogactwo w krótkim czasie, a giełda stale biła wszelkie dotychczasowe rekordy. Zdawało się, że każdy gra na giełdzie - ludzie pucujący buty, kierowcy autobusów, gospodynie domowe, pokojówki, lokaje, a nawet duchowni. Jedna z gazet doniosła, że cztery na pięć osób jeżdżących tramwajami przegląda notowania z giełdy. W rzeczywistości każde małe miasto w kraju miało dom maklerski.

Dobrobyt w Ameryce był tak niepohamowany, że łamało to wszelkie zasady logiki. Ludzie tak rozumowali: "Po każdym krachu w przeszłości następował powrót do poprzedniego stanu. Giełda może jedynie narastać na sile. Zatem nie ma powodu, aby sprzedawać akcje. Będę je tylko kupował i trzymał."

Jednakże w 1929 r. Urząd Handlu i Bezpieczeństwa zaczął przeczuwać, że giełda zmierza ku tarapatom. W pewnym momencie wystosowano srogie ostrzeżenie. Garstka czołowych osobistości ze świata biznesu także zdała sobie sprawę z kryzysu, i próbowała bić na alarm w odniesieniu do prawdopodobnego krachu. Kilku duchownych przyłączyło się do nich, demaskując chciwość rozpowszechnioną na szeroką skalę w całej Ameryce i prorokując, że Bóg wkrótce osądzi kraj za jego grzechy.

Ale większość ekspertów odpowiedziała na to słowami: "Oczekujcie tendencji zwyżkowej co do Ameryki! Dobrobyt będzie tu nadal trwał. Po prostu inwestujcie i w dalszym ciągu wydawajcie pieniądze." Pewien pisarz z tego okresu podsumował wizję przyszłości, jaką miała Ameryka tymi słowy: "Jesteśmy krajem wolnym od biedy i trudności. Mamy nową naukę, nowy dobrobyt, drogi przepełnione milionami nowych samochodów. Samoloty zapełniają niebo. Linie wysokiego napięcia biegną od wzgórza do wzgórza, niosąc moc dla tysięcy maszyn ułatwiających pracę. Drapacze chmur wznoszą się na miejscu dotychczasowych wiosek. Rozległe miasta rozrastają się w wielkich masach kamieni i betonu oraz warczą niewiarygodnie zmechanizowanym ruchem ulicznym, a elegancko przyodziani mężczyźni i kobiety wydają, wydają, wydają pieniądze, które wygrali na giełdzie."

Amerykanie ignorowali te kilka głosów rozsądku, które zalecały ostrożność i po prostu nadal wydawali pieniądze. Po tym wydarzyło się to, co nieuniknione.

3 września 1929 r. giełda papierów wartościowych zaczęła załamywać się. Coś było nie tak i każdy w Ameryce o tym wiedział. Sporadyczni nabywcy zaczęli nagle wycofywać się z giełdy. Jednak nawet po tym znaku wróżbici ekonomii głośno podnieśli swój głos, próbując uspokoić panikę. Towarzystwo Ekonomiczne Harvarda ogłosiło: "To jest jedynie okres dopasowania się, wielce potrzebne skorygowanie giełdy. To wcale nie jest początek depresji." Ekspert o nazwisku profesor Fisher oświadczył: "W przeciągu kilku miesięcy giełda odbije się i wzbije się jeszcze wyżej."

Prezydent Hoover powtarzał jak echo odczucia większości finansowych obserwatorów: "Sytuacja w amerykańskim przemyśle jest całkowicie zdrowa. Nasze fabryki gwiżdżą. Biznes jest zdrowy. Ekonomia jest w dobrej kondycji. Nie ma nic, co byłoby zasadniczo niewłaściwe, jeśli chodzi o nasz zasadniczy biznes oraz sytuację kredytową. Teraz jest dobry czas na to, by kupować akcje." Jedna z gazet 16 października 1929 r. wydrukowała taki nagłówek: "Amerykański biznes jest zbyt wielki i zróżnicowany, a kraj zbyt bogaty na to, aby wahania na giełdzie wywierały na nie wpływ." (Czyż ten rodzaj przekonywania nie brzmi znajomo?).

Wreszcie we wtorek 29 października 1929 r. amerykańska giełda papierów wartościowych upadła na samo dno. Absolutna panika i strach uderzyły popołudniem tego dnia. Wiodące akcje stale spadały, ale tym razem nie było już łowców okazji, nabywców inwestorów ani wielkich spekulantów giełdowych, którzy chcieliby odkupić swoje własne akcje. Zamiast tego w całym kraju ludzie tłoczyli się w swoich lokalnych domach maklerskich, zdesperowani, by sprzedawać za jakąkolwiek cenę. Ale po prostu nie było kupujących.

System giełdowy nie mógł sobie poradzić z tymi masami, które próbowały sprzedawać. W ciągu ośmiu krótkich godzin zabawa się skończyła. Prezydent Hoover próbował uspokoić naród. Ale jego słowa nie odnosiły większego skutku. Amerykańskie sieci łączności były przeciążone jedynie głosami sprzedających, a żadnych kupujących nie było na widoku.

Panika ogarnęła inne narody. Na całym świecie ludzie byli oszołomieni, zaszokowani i przerażeni na wieść o tym, że wielka amerykańska ekonomia nagle upadła. W każdym miasteczku i wsi w Stanach Zjednoczonych rodziny popadały w biedę, po tym jak traciły swoje bogactwo w papierach wartościowych. Rozpoczął się wielki kryzys.

Rozważcie sobie, co powiedział pewien pisarz o następstwach krachu: "W kraju nie było prawie żadnego mężczyzny, ani kobiety, których postawa życiowa nie zostałaby dotknięta przez to w jakimś stopniu… nadzieja została nagle zniweczona. Kiedy giełda znalazła się w stanie ruiny, a dobrobyt zaczął znikać, Amerykanie nagle odnaleźli się, jako żyjący w innym świecie, gdzie wszystko było zmienione. Dzień za dniem, gazety drukowały ponure doniesienia o samobójstwach."

Głęboki kryzys trwał prawie przez dekadę.


Co doprowadziło giełdę papierów wartościowych do upadku w 1929 r.?
Co wstrząsnęło Ameryką i światem w tym okresie, zamieniając w ciągu jednej nocy dobrobyt w ubóstwo? Co sprowadziło ten kryzys o zasięgu światowym? Krótko mówiąc, był to Pan. Był to ten sam Bóg, który zniszczył Sodomę i Gomorę za ich grzech… ten sam Bóg, który osądził Izrael za jego bałwochwalstwo, sprowadzając na Jerozolimę armię Tytusa, by ją zniszczyła… ten sam Bóg, który w Objawieniu Jana obiecuje w ciągu jednej godziny zmieść dobrobyt Babilonu… ten sam Bóg, który już od lat ostrzegał Amerykę o jej grzechu za pośrednictwem głosu proroków, którzy wołają mając złamane i zasmucone serca.

Tak, Ameryka to współczesny Babilon, a Boże przesłanie do Babilonu brzmi tak: "I powiedziałaś: Na wieki będę i zawsze pozostanę panią. Nie brałaś tego do serca i nie pamiętałaś o tym, jak się to skończy. Lecz teraz słuchaj tego, rozkosznico, która tak bezpieczna się czujesz [oddana jesteś rozkoszom i mieszkasz w beztrosce - KJV] i która mówisz w swoim sercu: Ja jestem i nie ma żadnej innej, nie pozostanę wdową i nie doznam bezdzietności [utraty dzieci - KJV]!

Spadną na ciebie te dwa nieszczęścia, znienacka w jednym dniu: bezdzietność [utrata dzieci - KJV] i wdowieństwo spadną na ciebie w całej pełni mimo wielu twoich czarów, mimo bardzo licznych twoich zaklęć. A tak czułaś się bezpieczna w swej złości [polegałaś na swojej nikczemności - KJV], mówiłaś: Nikt mnie nie widzi. Twoja mądrość i twoja wiedza skłoniły cię do odstępstwa, tak że myślałaś sobie: Ja jestem i nie ma żadnej innej.

Lecz przyjdzie na ciebie nieszczęście, od którego nie będziesz umiała się odżegnać, i spadnie na ciebie klęska, której nie potrafisz odwrócić, i niespodzianie zaskoczy cię zagłada, której nie przeczuwasz" (Izajasza 47,7-11).

Wygodnie było nam wybrać ignorowanie lekcji dotyczących Bożego sądu nad Egiptem, Izraelem, Jerozolimą, Sodomą, Babilonem oraz wszystkimi innymi upadłymi imperiami. A teraz, po upływie zaledwie ponad połowy wieku, całkowicie zapomnieliśmy lekcji, jakich próbował udzielić nam Bóg poprzez wielki kryzys w latach trzydziestych - sąd, który osłabił nasz naród wraz z całym światem. Bóg mówił wtedy do nas:

"Sromotny grzech jest hańbą dla każdego narodu. Tak więc nie możecie nigdy zapomnieć, jak to wasz kraj sprowokował Mnie do gniewu w poprzednim pokoleniu. Dałem wam moc do zdobycia bogactwa i życia w dobrobycie, abyście mogli być wielkim narodem misyjnym. Ale szybko zapomnieliście o Mnie - źródle wszelkich waszych błogosławieństw. Dlatego upokorzyłem wasz naród, poniżając wasz dumny rynek i sprawiając, że bogaty stał się biednym. Pamiętaj o tym dniu, Ameryko. Rozważ sobie, co uczyniłem z poprzednim pokoleniem i nie popełniaj tych samych błędów!"

Czy jednak ten naród nauczył się czegokolwiek ze swojej przeszłości? Czy nasi przywódcy państwowi rozważyli sobie historyczne Sądy Boże, jakie spadły na nikczemne narody? Nie! Zignorowali wszystkie z nich!

Współczesne narody tego świata w oczywisty sposób popełniają te same błędy, które sprowadziły Boży gniew na każde grzeszne społeczeństwo w przeszłości. A jednak, jak wskazują na to wszelkie znaki, każdy naród, włączając w to Amerykę, dalej podąża swoją ścieżką bezbożności, nie pamiętając o żadnych Bożych ostrzeżeniach i sądach. Wydaje się, że nasi przywódcy zupełnie ignorują lekcje historii, nie mając względu na to, w jaki sposób Bóg rozprawiał się w przeszłości z grzeszną ludzkością. Zamiast tego, zachowują się, jak szaleńcy, tak jakby nie było Boga w niebie, który zmusi ich do rozliczenia się.

W przeciwieństwie do tego, Mojżesz nakazał Izraelowi, aby pamiętał wszystkie Boże działania z przeszłości, dotyczące ich narodu:


  • "… Pamiętaj, co uczynił Pan, Bóg twój, faraonowi i wszystkim Egipcjanom" (5 Mojżeszowa 7,18 BT).

  • "Pamiętaj, a nie zapomnij, jak na pustyni pobudzałeś do gniewu Pana, Boga swego… i rozgniewał się na was Pan tak bardzo, że chciał was wytępić" (5 Mojżeszowa 9,7-8 BT).

  • "Pamiętaj, że to Pan, Bóg twój, daje ci siłę do zdobywania bogactwa…" (5 Mojżeszowa 8,18).

  • "Strzeż się, byś nie zapomniał o Panu, Bogu twoim… On cię prowadził przez pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, przez ziemię suchą, bez wody, On ci wyprowadził wodę ze skały najtwardszej. On żywił cię na pustyni manną, której nie znali twoi przodkowie, chcąc cię utrapić i wypróbować, aby ci w przyszłości wyświadczyć dobro" (5 Mojżeszowa 8,11.15-16 BT).

Bóg ostrzegał Swój lud: "Oglądnijcie się wstecz i dobrze sobie zapamiętajcie, jak obchodziłem się z waszymi grzesznymi przodkami. Osądzałem ich w Moim gniewie, wpędzając ich w biedę, zsyłając na nich depresję i deprawację. Pamiętajcie również, jak sprowadzałem cuda i nadprzyrodzone wyzwolenie waszym ojcom, kiedy się zwracali z powrotem do Mnie. Chcę, abyście pamiętali o tych dwóch Moich cechach, ponieważ Ja się nigdy nie zmieniam. Jestem ten sam wczoraj, dziś i na wieki - będę z wami postępował w ten sam sposób w tej sytuacji, w jakiej teraz się znajdujecie. Ześlę zarówno sąd na nikczemnego, a pokutującemu zapewnię to, czego mu potrzeba. Tak więc dzieci moje, uczcie się ze swojej przeszłości - i nie popełniajcie tych samych błędów, co wasi ojcowie!"

Mojżesz pouczał wtedy lud: "Na dawne dni sobie wspomnij. Rozważajcie lata poprzednich pokoleń. Zapytaj ojca, by ci oznajmił, i twoich starców, niech ci powiedzą" (5 Mojżeszowa 32,7 BT). Bóg im mówił: "Uczcie się od waszych ojców i starszych, tych którzy szli przed wami. Cofnijcie się wstecz i przeegzaminujcie zapiski dotyczące ich historii. Zobaczcie, jak ściągnąłem na nich sąd i uczcie się na podstawie ich błędów. Musicie być dobrze obeznani z Moim sposobem postępowania względem wszystkich narodów, ponieważ z wami postąpię w ten sam sposób!"


Król Jozjasz wziął sobie do serca lekcje z przeszłości.
Kiedy król Jozjasz objął tron w Izraelu, jego najwyższy kapłan doniósł o znalezieniu księgi, w której zapisano wszelkie Boże postępowanie względem Izraela w przeszłości. Księga ta została następnie przyniesiona Jozjaszowi i przeczytana mu. W tym momencie Pismo mówi: "Kiedy król usłyszał słowa księgi Prawa, rozdarł szaty" (2 Królewska 22,11 BT).

Nagle oczy Jozjasza otworzyły się przez słuchanie Słowa Bożego. Był tak zaszokowany tym, jak bardzo Izrael odstąpił od Pana, że rozdarł swoje wierzchnie szaty. Wołał do swoich powierników: "Jeśli to wszystko jest prawdą, jeśli to właśnie w taki sposób Bóg osądził poprzednie pokolenia za ich grzechy, to jesteśmy w poważnym niebezpieczeństwie. Boży gniew już zapłonął przeciwko nam!"

Następnie Jozjasz poinstruował kapłana: "Idźcie poradzić się Pana co do mnie, co do ludu i całego pokolenia Judy w związku ze słowami tejże znalezionej księgi. Bo wielki gniew Pański zapłonął przeciwko nam z tego powodu, przodkowie nasi nie słuchali słów tejże księgi, by spełnić wszystko, co jest w niej napisane" (2 Królewska 22,13 BT).

Król Jozjasz uczynił to, co nakazał Mojżesz: studiował historię przypomniał sobie, jak Bóg obchodził się z poprzednimi pokoleniami. Dowiedział się jakiego rodzaju zachowanie ściągnęło na nie Boży gniew. Następnie rozpatrzył ówczesny stan własnego narodu. Po tym wszystkim Jozjasz skonkludował: "Zgrzeszyliśmy bardziej niż nasi ojcowie uczynili to przed nami, a jeśli Pan osądził ich w tamtym czasie, to musi osądzić i nas dzisiaj. Nasze społeczeństwo jest w tej chwili na krawędzi sądu."

Pozwól mi zapytać: "Czy znasz jakiegokolwiek przywódcę politycznego, z Ameryki bądź też z innego kraju, który zobaczył nadchodzącą globalną katastrofę i przystanął, aby rozważyć Boże sposoby działania? Czy którykolwiek z nich świadomy jest, że Boży gniew zapłonął przeciwko temu pokoleniu? Czy chociaż jeden z nich ma śmiałość przyznać: "Zgrzeszyliśmy bardziej niż nasi przodkowie, nawet podczas "dekady dekadencji". Jesteśmy o wiele bardziej nikczemni niż oni, a ich Bóg osądził poprzez wielki kryzys! Jeśli Pan nawiedził ich za grzechy mniejszego kalibru, to jakże możemy oczekiwać, że nas oszczędzi? Jesteśmy w poważnym niebezpieczeństwie!"

Nie trzeba być prorokiem, by znać historię Bożego postępowania z grzesznymi narodami. To wszystko jest bardzo jasno przedstawione w Jego Słowie. Ponadto uważam, że każdy sługa Boży powołany jest, aby ostrzegać Boży lud przed takimi sądami. Jednak gdzie są dziś kaznodzieje, którzy by powstali tak, jak Jozjasz, przeszukujący Słowo Boże, bijący na alarm, głośno wołający: "Staliśmy się pokoleniem zuchwałych, aroganckich, zdeprawowanych ludzi! Jesteśmy stokrotnie bardziej nikczemni niż to byli nasi ojcowie w okresie "ryczących lat dwudziestych". Jesteśmy w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Teraz jest czas, abyśmy pokutowali i przyodziali się we wory pokutne Bożego smutku."

Jako sługa Boży nie mogę lekko traktować napawającego lękiem ostrzeżenia, jakiego Ezechiel udziela wszystkim Bożym stróżom: "Jeżeli natomiast stróż widzi, że miecz spada, a nie zatrąbi na rogu i lud nie zostaje ostrzeżony, to gdy miecz spada i porywa kogoś z nich, ten ginie z powodu swojej winy, lecz jego krwi zażądam od stróża" (Ezechiela 33,6). Bóg ostrzega wszystkich duchownych: "Każdy kto głosi moją ewangelię, a nie przeszukuje Mojego Słowa i nie bada historii nie czyni tego, co nakazał Mojżesz. Kiedy przyjdzie czas, że ci leniwi pasterze będą musieli stanąć przede Mną na sądzie, to staną, mając ręce splamione krwią!"

Jakże którykolwiek duchowny, studiujący Boże Słowo i spędzający czas na modlitwie może nie spostrzegać tego, co nadchodzi? Jeśli nie widzi burzy na przedzie, musi być zaślepiony przez zmysłowość bądź zobojętnienie. Taki człowiek nie jest godzien swojego powołania. Jednak jeśli widzi, co nadchodzi, to musi bić na alarm. Jeśli odmawia ostrzegania ludu Bożego, a zamiast tego pozwala mu dryfować w grzechu i zobojętnieniu, to będzie musiał się sam rozliczyć z tych zatraconych dusz w dniu sądu.

Oby Bóg dopomógł nam odebrać tą lekcję!
Jest jeszcze jedna lekcja, jakiej nie odebraliśmy z przeszłości.
Dzisiejszy kościół Jezusa Chrystusa w Ameryce nie nauczył się w pełni ufać Panu w trudnych czasach. Być może przetrwaliśmy mniejsze próby w naszym życiu - choroby, smutki, utraty, problemy finansowe. Ale nie zdajemy sobie sprawy ze strasznych konsekwencji niewiary w trudnych, mrocznych dniach.

Dawid powiedział: "Tobie ufali ojcowie nasi, Ufali i wybawiłeś ich. Do ciebie wołali i ratowałeś ich, Tobie zaufali i nie zawiedli się" (Psalmów 22,5-6). Sam Dawid był jednym z tych wiernych ojców. Doprawdy pozostaje on dzisiaj dla nas przykładem kogoś, kto w pełni ufał Bogu. Zaświadcza on, że przetrwał straszliwy okres bólu w swoim życiu, kiedy to prawie "ustał" (Psalmów 27,13 KJV). Ale później odzyskał swoją wiarę i mógł powiedzieć: "Ja… wierzę, że ujrzę dobroć Pana w krainie żyjących" (Psalmów 27,13). Psalm 91 jest deklaracją Dawida co do jego ufności w Panu w każdym czasie, bez względu na to, czemu stawiał czoła w swoim życiu.

Bardzo niewielu chrześcijan rozumie dzisiaj w pełni niesamowite cuda i wyzwolenia, jakich dokonał Bóg dla Swego ludu w Starym Testamencie. Czytamy o tym, jak Bóg rozdzielił Morze Czerwone… jak sprawił, że ze skały na pustyni wytrysła woda… jak sprawił, że z nieba spadła manna… jak wybawił hebrajskich młodzieńców z ognistego pieca oraz z jaskini lwów… jak wybawił Izraela od faraona, Goliata i wielu innych wrogów. Ale ewidentnie nie stosujemy tych lekcji do odpędzenia własnej paniki, kiedy nastają trudne czasy. A teraz, kiedy stajemy przed nadchodzącym kryzysem, nadal nie jesteśmy w stanie dostatecznie zwalczyć obaw i niepokojów, jakie nas zalewają.

Kiedy badamy historię naszych przodków, odkrywamy, że wielu, którzy cieszyli się wspaniałymi cudami w czasie swego życia, często popadało w niewiarę w swoich późniejszych próbach. Krótko mówiąc, kiedy doszli do najtrudniejszej części swoich prób, zawiedli Boga. Ci sami ojcowie, którzy kiedyś z wiernością ufali Bogu i doświadczali jego wybawiającej mocy raz za razem, kiedy natrafiali na nowe trudności wyrażali zwątpienie i niewiarę słowami: "Oto w skałę uderzył, popłynęły wody i wytrysnęły strumienie: Czy także potrafi dać chleba albo ludowi swemu przygotować mięso?" (Psalmów 78,20 BT). Nawet po tym, jak Izrael doświadczał jednego cudu Bożego wybawienia i zaspokojenia potrzeb za drugim, oni nadal zastanawiali się: "Tak, Pan zaopatrzył nas w wodę. Ale czy może nam dać także pożywienie?"

Kiedy Pan usłyszał to narzekanie ze strony Swojego ludu, rozzłościł się "że nie uwierzyli w Boga i nie zaufali Jego pomocy" (Psalmów 78,22 BT). Psalmista ostrzega nas w tym wersecie: Możemy ufać Bogu przez lata, widząc jak dokonuje On dla nas jednego cudu za drugim, a jednak może się zdarzyć, że będziemy stawiać czoła nieszczęściu, które nagle sprawi, że jak po serpentynie doprowadzeni zostaniemy do stanu niewiary, który zasmuca i złości naszego Pana.

Nasz niebiański Ojciec chce, abyśmy byli całkowicie przekonani na podstawie historii, że Jego obietnice dotyczące zachowania Jego ludu są zawsze prawdziwe, bez względu na to, czemu stawiamy czoła. Nie ma to żadnego znaczenia, jak mroczne stają się dni. Kryzys finansowy może stać się nawet głębszy niż w naszych najgorszych obawach. Możemy stawiać czoła niedostatkowi aż do takiego punktu, że będziemy musieli spędzać całe dni na kolanach, modląc się o zaopatrzenie dla nas. Wielka ciemność może zakryć ziemię. A jednak nic nie zmieni faktu, że Bóg zawsze zachowuje i ochrania Swoje dzieci. On chce, abyśmy to wiedzieli: "Dałem wam całą masę biblijnych przykładów, aby wam pokazać wszystkie sposoby, w jakie okazywałem Moją moc w sprawie Mojego ludu. Zobaczycie lekcje dotyczące Mojego sądu, ale także lekcje dotyczące zaopatrywania przez Mnie. Po prostu spójrzcie wstecz, studiujcie ich historie i uczcie się ufać Mnie."



Musimy nauczyć się zważać na Słowo Pańskie w tej kwestii. W przeciwnym razie nasze dni upłyną nam w ten sam sposób, co niewierzącemu Izraelowi - pochłonięte przez panikę i smutek.
KJV oznacza angielskojęzyczny przekład Biblii King James Version.
Powyższe przesłanie jest przekładem 1-go rozdziału z książki Davida Wilkersona "Boży plan ochrony Jego ludu w czasie nadchodzącego kryzysu" (God's Plan to Protect His People in the Coming Depression). Copyright © 1998 Wilkerson Trust Publications.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość