Strona główna

MĄŻ: Miodzie, jestem domem!


Pobieranie 6.49 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar6.49 Kb.
MĄŻ: Miodzie, jestem domem!

ŻONA: Czyż jesteś to ty, Matthew'ie? Finalnie! Co cię wzięło takiego długiego?

MĄŻ: Przybądź, przybądź, Jenniferze, nie uzyskuj przewagi jednego seta w meczu tenisowym.

ŻONA: Dlaczego, ty z pewnością zabrałeś swój czas tymczasem.

MĄŻ: To jest dżungla tam na zewnątrz, moja zwierzyno płowa. Dżemy sklepików tytoniowych każde pieprzone pięć minut, ułaskaw mojego Francuza. Jak był twój dzień, na poboczu drogi?

ŻONA: Nic poza obrębem czegoś ordynarnego. Twoja matka wołała narzekać, że ty wołasz ją nie często dosyć. Twój syn złamał jeszcze jedne dwa zęby frontowe grając na hokeju z lodu. Śmieciarze są na uderzeniu. Wyprałam kuchenne piętro i teraz mój tył zabija mnie. Moja alergia jest bólem-w-szyi jako studnia. I ta niesportowa pogoda daje mi piekło proszącego czucia do buta. Inne niż to, moje życie jako typowej podurbanistycznej domowej żony biegło swój każdodzienny kurs gładko dziś. W dowolnym futerale, obiad jest obsłużony.

MĄŻ: Możesz ty zreperować mi jakiś sztywny napój, po pierwsze?

ŻONA: Na zewnątrz pytania. Żywność jest dostająca chłodu. Obok, dlaczego ty nie zreperujesz jednego dla siebie sam? Ja mam moje ręce pełne, podrzucając sałatę.

MĄŻ: Wszystko na prawo, tedy. Dostanę sobie puszkę Pąku z lodopudła. Co jesteśmy mający tej nocy?

ŻONA: Ty nie oczekiwałeś żadnej wymyślnej rzeczy, oczekiwałeś ty? Co my mamy dziś, to są zawsze-tak-popularni szynkowi mieszczanie i smażonki z "Mieszczanina-Króla". Tam jest nicość przypominająca regularny mięsno-kartoflany rodzaj substancji. (Leżąc na boku:) Myślę, jestem gonną w trakcie rzutu wzwyż.

MĄŻ: Sprawiedliwe jest to, za co doktor dostanie order. Ty wiesz, podstawowo ja jestem twój mięsno-kartoflany rodzaj faceta.

ŻONA: Pozwólmy nam zmienić poddanego. Mówiąc o piwie, ty nie myślisz ty pijesz za dużo?

MĄŻ: Mnie? Jesteś robiąca mnie w dziecko, niemowlaku? Patrz, ja nigdy nie dostaję pijaka. Ja nie piję nic, ale piwo, i - bardziej często niż nie - świecące piwo, jak "Światło Pąkowia".

ŻONA: Studnia, ja nie wiem.

MĄŻ: O.K. , jakiś Martini albo dwóch Martinich każde teraz i potem, ale to jest picie socjalne. Tego nie robi hrabia. Ja twardego likieru nie dotknąłbym Polakiem o dziesięciu stopach, z wyjątkiem na skałach albo z parcelami sody.

ŻONA: Biskupstwo? Wypoczywam mój przypadek gramatyczny.

MĄŻ: W chwili obecnej, co jesteś próbująca mi powiedzieć? Że jestem wiklinową gablotką? Że nie mam jelit, aby dać kopa komuś w habicie?

ŻONA: Uspokój się na dole. Nie hoduj swojego głosu. Pozwólmy nam nie pozwolić twojemu problemowi napojowemu denerwować nas teraz; zamiast, pozwólmy nam siąść w dół i mieć nasz obiad.

MĄŻ: Wyrafinowani ze mną. Toteż, Francuz smaży! Jako chłopak, jestem ja wygłodzony.

ŻONA: Pomagaj swojej jaźni.

MĄŻ: Przeminie sól; ty też?

ŻONA: W tym kierunku idziemy.

MĄŻ: I doganiamy. Ci dwaj mieszczanie spoglądają prawdziwi, wielcy.

ŻONA: Możesz mieć kopalnię. (Przewraca się na drugi bok). Dla jakiegoś rozumu, nie jestem ani cząsteczkowo głodna przy tym czubku.

MĄŻ: Nie wiesz, do czego chybiasz.

ŻONA: Chybiam do łódki, to jest to, do czego chybiam.

MĄŻ: Czym jesteś ty mówiąca o?

ŻONA: Lata jeżdżą obok, a ja wzruszam w bruździe. Tegoroczny maju, bądź moim ostatnim przypadkiem! Tam są nieruchome te rzeczy, ja zawsze marzyłam o robieniu których. Jak, dla instancji, bycie Florenckim Słowikiem. Czarną maszyną do szycia. Hilarym Clintonem, parzystym. Dosyć jest dosyć. Nasz statek do przewozu krewnych nigdy naprawdę nie pracował, dowolną drogą. Jeden inny dzień jak ten, i ja jestem idąca w kierunku kawałków. Ja jestem bezcielesną Słowianką. Ja potrzebuję więcej przestrzeni kosmicznej.



MĄŻ: Toteż, co ty jesteś idąca robić teraz?

ŻONA: Poruszać tylną częścią ciała we wspólnych występach z moją Mamą.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość