Strona główna

Marika Kuźmicz Wilhelm von Blandowski – australijski traper, fotograf gliwicki


Pobieranie 29.27 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar29.27 Kb.
Marika Kuźmicz

Wilhelm von Blandowski – australijski traper, fotograf gliwicki

W zbiorach Muzeum w Gliwicach znajduje się kilka albumów wypełnionych starannie podpisanymi zdjęciami1. Liczne fotografie powstały w ciągu zaledwie kilku lat, gdy ich autor, Wilhelm von Blandowski, po burzliwym okresie życia, zdecydował się na powrót do Gliwic, miejsca swojego urodzenia. Zdjęcia stanowią swoistą panoramę miasta oraz są portretem jego mieszkańców, a życiorys fotografa, który je wykonał to materiał na przygodową powieść.

W albumach widzimy portret ludzi i miejsca, portret, który jest pochodną tego, czym w XIX wieku była fotografia i tym, czego od niej oczekiwano. Widzimy zatem liczne wizerunki, niemal w tym samym, szalenie modnym formacie tak zwanym carte-de-visite. Ta forma portretu fotograficznego została opatentowana w Paryżu przez fotografa André-Adolphe-Eugène Disdériego w 1854 roku, a jej popularność dobrze oddaje to, że na przełomie lat 50. i 60. we Francji pojawił się poważny problem z dostarczaniem ludności kurzych jaj, których białko używano do wyrobu papieru albuminowego, stosowanego z kolei do produkcji do odbitek fotograficznych.

Blandowski upamiętnił na fotografiach mieszkańców miasta, którzy do zdjęcia przyjmowali skodyfikowane pozy, aranżowane w niewyróżniającym się niczym spośród setek innych, otwieranych wówczas w Europie i w Stanach Zjednoczonych, a następnie, bardzo często, bankrutujących, zakładów fotograficznych. Pozujący do zdjęć starali się wyglądać w uroczystej chwili, jaką był moment fotografowania jak najlepiej i zakładali swoje odświętne ubrania. Panie układały włosy w modny sposób. Fotografowie lub, w większych zakładach, tak zwani „pozerzy”, wkładali w ich dłonie podobne rekwizyty: wachlarze, książki, laski. Oglądając portrety Blandowskiego, można domniemywać, że widzimy właściwie jakąkolwiek inną grupę społeczną: mieszkańców Warszawy, Lwowa, Berlina, niekoniecznie zaś mieszkańców Gliwic, choć spuścizna po fotografie zawiera także kilka zdjęć na tym tle wyjątkowych.

Wilhelm von Blandowski pozostałby zapewne postacią mało znaną polskim historykom fotografii, gdyby nie archeologia fotografii Jerzego Lewczyńskiego. Odnalazł on w zbiorach muzealnych wspomniane albumy (zapewne znany jest nam jedynie fragment większego zespołu albumów, które w II połowie XIX w. zostały zapełnione fotografiami autorstwa Blandowskiego przez niego samego lub, co bardziej prawdopodobne przez anonimowego kolekcjonera fotografii), i podjął próbę zrekonstruowania losów fotografa, który urodził się w Gliwicach w 1822 roku, a następnie, po długiej nieobecności powrócił do nich i w latach 1862-65 prowadził w domu należącym do jego matki zakład fotograficzny. Starania Lewczyńskiego względem Blandowskiego są konsekwencją i materią realizowanej przez niego koncepcji archeologii fotografii.

Droga Wilhelma do skromnego gliwickiego atelier nie była prosta. Urodzony jako najmłodsze z trzynaściorga dzieci Johanna Felixa von Blandowskiego, zasłużonego oficera pruskiej armii oraz Leopoldyny Gottlibe von Woyrsch, pochodzącej ze starego śląskiego rodu (rodzina von Woyrsch mogła udokumentować swoje pochodzenie do XIV wieku, wówczas mieszkali oni w południowych Czechach, natomiast w 1500 r. gałąź rodziny Leopoldyny osiedliła się na Śląsku)2. Rodzina Blandowskich posługiwała się herbem Wieniawa, wiadomo również, ze byli protestantami. Johann Blandowski od około 1774 roku służył w armii Prus i brał udział w wojnie między Francją a Pierwszą Koalicją i został odznaczony podczas niej orderem za odwagę. Po zawarciu rozejmu zamieszkał we Wrocławiu, pełniąc funkcję Adiunkta Inspektoratu i to prawdopodobnie wówczas poznał swoją późniejszą żonę. Kiedy w 1806 roku Francja zaatakowała Prusy, Blandowski wziął udział w bitwie pod Jeną, po której dostał się do niewoli. Prawdopodobnie wymieniony został na innego jeńca, a następnie walczył pod Waterloo i za zasługi został odznaczony Żelaznym Krzyżem II-ej Klasy przez cesarza Fryderyka Wilhelma, oraz Krzyżem św. Anny przez cara Rosji. Gdy Johann zmarł, co miało miejsce w Gliwicach w 1835 roku, jego zasługi dla kraju i armii pomogły matce Wilhelma walczyć o utrzymanie dla licznej rodziny. Leopoldyna von Blandowski, po śmierci męża znalazła się w bardzo trudnej sytuacji finansowej, ponieważ Johann nie pozostawił żadnych źródeł dochodu. Trudna sytuacja materialna, wpłynęły co oczywiste, na dalsze życie Wilhelma, który w 1835 roku był uczniem Królewskiej Pruskiej Szkoły Kadetów w Kulm. Zmuszony jednak koniecznością zarabiania na życie opuścił szkołę i podjął pracę w sektorze górnictwa, które wówczas bardzo prężnie rozwijało się na Śląsku, dążąc jednak w tym okresie do podnoszenia swoich kwalifikacji i kontynuowania edukacji. Od czerwca 1841 roku uczęszczał na kurs szkoleniowy w Wyższej Szkole Górnictwa w Tarnowskich Górach, a po jego ukończeniu rozpoczął pracę jako tymczasowy rządca kopalni w Koszęcinie.

Działalność górnicza na tym terenie prowadzona była na stosunkowo niewielką skalę i prawdopodobnie to właśnie sprawiło, że Blandowski zrezygnował z posady, chcąc pogłębiać wiedzę akademicką. Pragnienie to obwarowane było koniecznością odbycia służby wojskowej, którą Wilhelm rozpoczął 1 października 1844 r. w Berlinie. Zapewne wybór miejsca odbywania służby nie był przypadkowy, a wręcz, aby mogło tak się stać musiały zostać uruchomione dawne rodzinne koneksje, zapewne pomocne były głównie te zadzierzgnięte jeszcze przez zmarłego Johanna.

Wilhelm nie mógł, z przyczyn finansowych oraz formalnych studiować w trybie regularnym, ale udało mu się zapisać na kilka kursów. Wybór przedmiotów, świadczy o dużej skali jego zainteresowań Blandowskiego, co potwierdzi jego dalsza droga zawodowa. Nasz bohater studiował m.in.: fizykę eksperymentalną, meteorologię, ogólną historię naturalną, algebrę, wyższą matematykę, chemię analityczną. W kolejnych latach, uruchamiając na swoje potrzeby, zapewne wielkim nakładem sił, system stypendiów i starając się o środki finansowe z wielu źródeł, ukończył uniwersytet i otrzymał posadę w państwowej kopalni Königsgrube w Chorzowie. Wówczas, gdy zdawało się, że jego od dawna trudna sytuacja materialna ulega wreszcie poprawie, Blandowski zaangażował się prawdopodobnie w jakiegoś rodzaju działalność polityczną o zabarwieniu rewolucyjnym. Zapewne ograniczyła się ona jedynie do uczestnictwa w nasilających się w tamtym okresie demonstracji, ale kosztowała go utratę posady, której miał sam się zrzec, co też uczynił, angażując się prawie natychmiast po tych wydarzeniach w wojnę o Szlezwik-Holsztyn.

Po zakończeniu konfliktu Blandowski udał się do Hamburga, z którego rzesze Niemców wyruszały wówczas na emigrację, głównie do Ameryki, a także, choć rzadziej, do Australii. W tym okresie, co nie było bez znaczenia dla dalszych losów Wilhelma, wzrasta w znaczącym stopniu zainteresowanie zamożnej klasy średniej kwestiami takimi jak historia naturalna, pojawia się także zjawisko kolekcjonerstwa w tym obszarze. W późniejszym okresie swojego życia Blandowski utrzymywał, że decyzja o wyjeździe do Australii i zajęcie tam wykonywane, były jego wcześniejszą ambicją i realizacją życiowych planów. Zapewne było inaczej, podróż podjęta w tym charakterze, stanowiła raczej życiową konieczność, wobec braku środków do życia, niemniej jednak jest faktem, że Wilhelm wyruszył w podróż do Australii, jako opłacany przez kilku zamożnych mieszkańców Hamburga, kolekcjoner i badacz australijskiej flory i fauny. 14 września 1849 r. Blandowski przybył do Adelajdy, gdzie niezwłocznie zabrał się do powierzonej mu pracy.

Ów „australijski” okres życia Blandowskiego jest nadal, pomimo wielu faktów ustalonych przez Daraggh’a, dość tajemniczy, a był bardzo burzliwy. Badacz wspina się wówczas na szczyt kariery i zyskuje spore uznanie wśród społeczności emigrantów. Oprócz obowiązków kolekcjonera, szkicował skamieliny, roślinność, zwierzęta, a także zainteresował się i badał zwyczaje Aborygenów, dokumentując ich życie i zwyczaje. Odbywał liczne podróże, m.in. do źródeł rzeki Murray, pracował jako geodeta, wykorzystując doświadczenie zdobyte w sektorze górnictwa i swoje wykształcenie, poszukiwał złota, z mizernym zresztą, efektem. Powierzona mu zostaje organizacja muzeum w Melbourne, a ponadto, w związku z zamiarem Australii zaprezentowania się na Wystawie Światowej w Paryżu w 1855 r., przygotowanie swego rodzaju „wystawy wstępnej”, czyli propozycji, która będzie projektem pawilonu australijskiego we Francji.

Prawdopodobnie w tym okresie Blandowski zapoznał się z wynalazkiem fotografii. W sierpniu 1855 r. poinformował Głównego Geodetę, że jest w posiadaniu aparatu fotograficznego, a po powrocie z wystawy do Mount Macedon, z której powrócił 17 października wystawił cykl fotografii Wiszącej Skały (Monumentu Drydena). Niestety, jak się wydaje, żadna z fotografii Wilhelma Blandowskiego nie przetrwała, ale niektóre z arkuszy z rysunkami, które były zawarte w dwóch jego publikacjach Australian in 142 photographischen Abbildungen, wydanej w Gliwicach w 1862 r. i Australia Terra Cogita, postały zapewne na podstawie wykonanych wówczas zdjęć.

Niestety, w tym samym 1855 r. Muzeum, którym opiekował się Blandowski, zostało z powodów finansowych zamknięte. Pomimo znacznych sukcesów, jakie odnosił swoimi wykładami, Wilhelm popadł jednak wkrótce w dość poważne kłopoty. Przeciągająca się, kierowana przez niego ekspedycja, trwająca zapewne zbyt długo z powodów obiektywnych, pochłonęła spore fundusze, w tym te, przeznaczone na zbieranie dalszych okazów flory i fauny.

Blandowski został oskarżony o nienależytą staranność przy zbieraniu eksponatów oraz, niesłusznie, o częściową ich defraudację. Ponadto naraził się on części członków Rady Instytutu Filozoficznego wówczas, gdy przedstawił wyniki swoich badan przeprowadzonych podczas wyprawy nad rzekę Murray. Blandowski nazwał odkryte wówczas gatunki ryb nazwiskami członków Rady, a część z nich poczuła się tym dotknięta. Blandowski nie zgodził się jednak zmienić nazw, a kilka kolejnych lat jego pobytu w Australii okraszone było licznymi problemami do tego stopnia, że zdecydował się on na powrót do Europy, skąd już do Australii nie powrócił, pomimo oczyszczenia go w toku śledztwa w 1858 r. ze wszystkich stawianych mu w różnych momentach, zarzutów.

Blandowski przybył statkiem Mathilde do Londynu, a następnie, przez Berlin powrócił do Gliwic, gdzie wygłosił z dużym sukcesem kilka swoich wykładów. Później, zapewne upatrując w tym zajęciu źródło utrzymania, zdecydował się na otworzenie w mieście zakładu fotograficznego, korzystając ze swoich zdobytych w Australii umiejętności w tej dziedzinie oraz prawdopodobnie z pewnej popularności, którą zyskał, jako dawny mieszkaniec miasta, który teraz powrócił z dalekiej podróży.

Do końca lat 70. XIX w. ta nie była precyzyjnie określona w sensie formalno-prawnym, co kojarząca się ze świadczeniem usług, przede wszystkim w formie wykonywania zdjęć wizerunku ludzkiego3. Ważnym atrybutem fotografa zawodowego była najpierw altana, następnie zaś atelier. Zakład fotograficzny od około połowy do lat 80. XIX wieku łączył w sobie kilka funkcji. Mieścił rodzaj salonu mieszczańskiego, w którym oczekiwali klienci zakładu (niekiedy poczekalnie organizowane były także w ogrodach przyzakładowych). W tym kontekście zakład fotograficzny awansował wówczas na miejsce towarzyskich spotkań mieszczaństwa i arystokracji. Klienci oczekujący na wykonanie fotografii nawiązywali i podtrzymywali kontakty towarzyskie4. W zakładach fotograficznych liczba zatrudnionych sięgała niekiedy dwudziestu kliku osób, choć nie brakowało i tych, w których personel stanowił właściciel zakładu z pomocnikiem. Jak podaje Ignacy Płażewski: „Nawet w najskromniej urządzonej firmie pracować też musiało kilka osób. Wymagał tego tok i organizacja pracy. Był tam więc pozer, do którego obowiązków należało ustawienie modela, dobranie właściwego oświetlenia przez odpowiedni układ zasłon w szklanej altanie i - zabawianie miłą rozmową, aby nie dopuścić do wyrazu nudy na twarzy. Był też operator. Do najważniejszych pracowników należał jednak laborant, który przygotowywał mokry negatyw. Inny laborant odbierał naświetlony negatyw, by go natychmiast wywołać dla kontroli, czy zdjęcie udane i czy nie jest potrzebna powtórka. Następnie negatyw przechodził do rąk kopisty, odbitka do retuszera pozytywów, a wreszcie do introligatora"5.

Atelier podzielone było zatem na przestrzeń dostępną dla klienta i taką, do której wstęp miał tylko personel zakładu fotograficznego. Większe zakłady fotograficzne w II połowie XIX w. miały pracownię składającą się z kilku pomieszczeń: laboratorium, ciemni, kopiarni, pokoju do wywoływania odbitek oraz pokoju do prac introligatorskich. Oprócz tego potrzebne było pomieszczenie do powiększeń, archiwum fotograficzne oraz stanowiska dla retuszerów i malarzy. Ciemnia znajdowała się zazwyczaj obok atelier, natomiast laboratorium blisko ciemni, kopiarnia zaś blisko pomieszczenia do wykonywania pozytywów .

Zakład Blandowskiego był dość skromny, prawdopodobnie nie mniej ani bardziej, niż inne formy fotograficzne w miastach tej wielkości i w tamtym okresie. Darragh podaje, że zakład mieścił się w domu należącym do matki Blandowskiego, Leopoldyny, przy Bankstrasse. Budynek istnieje w Gliwicach do dziś, pod adresem Bankowa 15. Na wyposażenie atelier składało się klika ekranów z tłami i niewiele mebli. Należy dodać, że zarówno ekrany jak i meble używane w ogromnej większości w zakładach fotograficznych wykonywane były według kilku schematów przez specjalizujące się w takiej produkcji zakłady. Charakteryzowały się kółkami umieszczonymi w nogach meblowych, ułatwiającymi ich przesuwanie. Tła malowane na ekranach również zazwyczaj niewiele różniły się między sobą, z pewnymi wyjątkami (by wymienić m.in. wyposażenie zakładu krakowskiego fotografa, Walerego Rzewuskiego, który miał w swoim atelier ekrany z tłami przedstawiającymi Wawel i Kopiec Kościuszki). Jednak najczęściej, i tak jest również w przypadku atelier Blandowskiego, przedstawiały one raczej neutralne, w domyśle parkowe lub leśne widoki, niekiedy z elementami architektury. Fotograf stosował chętnie tło zupełnie gładkie, urozmaicając niekiedy kompozycję z fotografowaną postacią kotarą. Są jednak w gliwickich albumach również nieliczne fotografie o wyjątkowym charakterze. Blandowski wykonywał oryginalne, zabawne zdjęcia m.in. pracownikom miejscowej huty czy gliwickiemu lekarzowi, a tego typu fotografii było pierwotnie zapewne więcej – robione były zapewne w czasie wolnym od pracy i stanowią ciekawe uzupełnienie panoramy portretów Gliwiczan, które Blandowski pozostawił po sobie.

Gliwicki zakład został zamknięty około 1865 r., kiedy Blandowski wpadł ponownie w kłopoty finansowe, istniał więc tylko przez trzy lata. Okres ten był wystarczający dla wykonania zdjęć, które obecnie są ciekawym materiałem źródłowym, ukazującym pewne aspekt życia w ówczesnym czasie w Gliwicach, jak również, a może przede wszystkim pokazujących to, czym była wtedy fotografia, przede wszystkim portretowa. Od początku lat 50. XIX wieku miała ona znaczny wpływ na kształtowanie się masowej kultury wizualnej, w tym także mody i to właśnie atelierowa portretowa fotografia, taka, jaką widzimy w albumach znajdujących się w zbiorach gliwickich, jest tego najlepszym świadectwem. Paradoksalnie, ów brak indywidualnych czy charakterystycznych cech fotografii opuszczających poszczególne zakłady fotograficzne w tamtym okresie, jest w pewnym sensie lustrem, w którym ówczesny klient zakładu fotograficznego odbija się najwyraźniej. W przypadku postaci tak złożonej i wszechstronnej, jaką był Blandowski, zachodzi interesująca dychotomia pomiędzy jego burzliwym życiorysem, a skodyfikowanymi fotografiami, które opuszczały jego atelier, pozwalająca ocenić siłę konwencji, leżącej u podstaw kształtującej się wówczas masowej kultury wizualnej.



Bez pisemnej zgody autora lub Czytelni Sztuki (Muzeum w Gliwicach) zabrania się kopiowania, wykorzystywania bądź publikowania powyższego tekstu.

1 Albumy znajdują się w Muzeum w Gliwicach z numerami inw: MGI/F/1908-2692, i MGI/F/1980-3222.

2 Wszystkie informacje biograficzne dotyczące Wilhelma von Blandowskiego zamieszczone w tym artykule pochodzą z opracowania:

T.A. Darragh, William Blandowwski: a frustrated life, 2009, Melbourne, w: Działalność Królewskiego Towarzystwa Wiktorii., 121 (1): 11-60.



3 I. Płażewski, Spojrzenie w przeszłość polskiej fotografii, Warszawa 2003, s. 111-112

4 Ibidem.

5 Ibidem.



©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość