Strona główna

Mejl chyba trzynasty, tysiąc jednych wesel i dwóch pogrzebów


Pobieranie 19.25 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar19.25 Kb.

12.10.06



mejl chyba trzynasty, tysiąc jednych wesel i dwóch pogrzebów

cześć


w czwartek piątego października o godzinie 19 weszliśmy na scenę częstochowskiego klubu rura inaugurując tym samym bezstresową trasę. Kończyły wybrzmiewać wzmacniacze po piosence 'ona nie chce jeszcze spać' gdy na scenę wszedł Wojtek z naiv i położył u stóp mikrofonu naszą pierwszą płytę, którą co dopiero dowiózł  pociągiem z Warszawy. Nie powiem poczułem pewne uniesienie, że już na wyciągnięcie ręki leży zafoliowana pachnąca, ale jeszcze przed nami dwie piosenki były do końca występu, a potem nerwowe zdzieranie folii oglądanie czytanie tekstów które przecież zna się tak dobrze, składu zespołu, podziękowań, duma radość zawstydzenie; no i potem obserwowanie jak ktoś podchodzi do stoiska i kupuje lub choćby tylko ogląda nasze 'jedno wesele, dwa pogrzeby' … Minęło już kilka dni i już się oswoiłem, ochłonąłem; jedno wiem na pewno inaczej się słucha takiej płyty z nadrukiem opakowaniem; uroczyściej tak i jakby pełniej brzmi :)

 

ten mejl właśnie o tej płycie będzie że już jest i że można nabywać, pierwszego nakładu jest 1000 sztuk. Płyta poszła już do dystrybucji, czyli powinna być niedługo w sklepach, a może już jest. Oczywiście będzie do dostania na koncertach, poza tym zostaje jeszcze droga pocztowa i wtedy najpierw trzeba napisać na mój adres mejlowy zmywak@wp.pl a ja dam dalsze instrukcje.



 

płytę nagrywaliśmy w studio róbmuze. które mieściło się na warszawskiej woli w piwnicach pod pewną starą kamienicą; planowo mieliśmy zacząć cały proces rejestracji piosenek wiosną, ale w związku iż do studia miał dojść nowy stół mikserski czekaliśmy, aż się ten nowy sprzęt pojawi, czekaliśmy i czekaliśmy a gdy się już pojawił okazało się że jest dość trudny w obsłudze i w końcu i tak na starym nagrywaliśmy a z racji tego iż Tomek, nasz realizator jest bardzo zapracowanym człowiekiem. ciągle przekładany był termin rozpoczęcia, poza tym chcieliśmy skorzystać ze sprzętu zespołu happysad, a z racji tego iż chłopaki dużo koncertują trudno było się wstrzelić w taki weekend, który mieliby akurat wolny; w końcu udało się ustalić pierwszy weekend sierpnia bodajże jako dobry moment do nagrań, i wtedy umarł tata Darka; więc wszystko odłożyliśmy na jakiś czas; ostatecznie w połowie sierpnia udało się wyhaczyć wolną sobotę i niedziele; i wiadomo było że w ciągu tych dwóch dni musimy nagrać perkusje do wszystkich numerów i w ogóle tyle ile się da; postanowiliśmy nagrywać metodą na setkę czyli, że wszyscy jednocześnie gramy żeby zachować naturalność rytmiczną i pewien nieuchwytny klimat który traci się nagrywając metodą ścieżka po ścieżce; oczywiście metronom nam pikał w słuchawkach, żeby zagrać w miarę równo;  w piątek wieczorem przygotowaliśmy w studio cały sprzęt żeby w sobotę rano już nie tracić na to czasu i ruszyć z kopyta; szło w miarę sprawnie, główny nacisk kładliśmy na to żeby bębny i bas były dobrze zagrane, jak my z makiem gdzieś sie pomyliliśmy a bębny dobrze zgrały to sobie poprawki na kiedy indziej zostawialiśmy; każdą piosenkę na komputer dwukrotnie wbijaliśmy żeby później w procesie miksu było z czego kleić taką wersje już najlepszą; szło w miarę sprawnie tak że na niedziele zostały nam bodajże 4 piosenki; noc z soboty spędziliśmy w wawie u koleżanek na piciu wina i radowaniu się że chyba fajnie to wszystko brzmi, i że będziemy zadowoleni; w niedziele do 18 udało nam się zakończyć pierwszy etap pracy tak że jeszcze na koncert do parku Sowińskiego skoczyliśmy gdzie pogodno grało, a potem wymęczeni wróciliśmy do naszych wschodnich miasteczek; pierwszy etap był zakończony; hmmm to chyba jednak nie jest ciekawe takie opisywanie wszystkiego krok po kroku; nigdy nie lubiłem takich pamiętnikowych najpierw tu poszliśmy potem tam; no nic nadajmy sprawie przyspieszenia; gitary nagrywaliśmy sami z makiem, używaliśmy wielu instrumentów i siedzieliśmy w studio ze trzy dni z rzędu, tak że od ciemności zaduchu i piwnicznej wilgoci dostawaliśmy świra; pamiętam noc co maku jedną solówkę ze 3 godziny nagrywał i było ciężko, poza tym napięcie zawsze się wytwarza jak się tak dużo czasu ze sobą spędza, a jeszcze świadomość że musimy się wyrobić była czynnikiem dodatkowo stresującym, ale jakoś udało się dociągnąć do końca bez większych kłótni; był to wyjątkowo intensywny czas, po studio łaziły wielkie pająki a sny nerwowo i niespokojnie na kanapach za krótkich w skuleniu spędzaliśmy; a najgorszy był brak światła tak że czy trzecia w nocy czy dziesiąta rano zawsze ciemno; dodatkowo to napięcie czy gitary aby stroją czy dobrze zaśpiewane, że może inaczej byłoby lepiej, albo ,że  się czegoś nie wyciąga; w międzyczasie zalało studio i mało nie zalało komputera z naszą pracą; wydawnictwo które miało nas wydawać upadło; miksy przebiegały w okolicznościach zalanego studia gdzie pająków zrobiło się jeszcze więcej a dodatkowo doszedł zapaszek pleśni, który jednak szybko stał się tak naturalny że przestawaliśmy na niego zwracać; dodatkowo ciągłe problemy ze zgraniem terminów, siedzenie po nocach, tracenie dystansu do tego co się zrobiło; a później gdy zmiksowany materiał do masteru wysłaliśmy doszły dodatkowe wątpliwości że może coś lepiej byłoby ustawić inaczej znaczy się cos ściszyć coś zgłośnić inne proporcje czy lepszy master lżejszy czy cięższy czy wysoki czy niski............starczy.................................... płyta już jest, włożyliśmy w nią wiele emocji pracy czasu, i mam nadzieje że to wszystko słychać, najchętniej zabrałbym się do nagrywania następnej ale póki co nacieszcie się tymi piosenkami, a właśnie może coś o piosenkach..
skąd jest ten wiatr: otwiera cały album i jest to chyba mój ulubiony utwór osadzony w klimacie miejsca, w którym mieszkam, jest i obraz dziewczyny którą konkubent zatopił bo nie chciała go już więcej i mięso sprzedawane na targu z bud co to muchy na nim siadają; i wspomnienie cmentarza pełnego życia, gdzie pszczoły żywe kwiaty zapylają i wspomnienie butelek mleka co pod drzwiami zostawiali i miało takie sreberko za wieczko; i wiatru co to wiosną od strony niedziałki zapach nawozu rozrzucanego po polach przynosi na Mińsk; ale też który śniegiem uszczelnia okna i deszcz tak rozsypuje że nawet kaptur nie uchroni; i krople słońca pięknie wbija w skórę czerwoną ją czyniąc

 

zielone oczy; na naszym demo to wolna piosenka, a tutaj punkowo bigbitowa, w chórku zaśpiewała ania brachaczek z los trabatos i kuka z happysad nanananana; i jej podświadomy przekaz to ta moc spływająca wieczorem do lędźwi, która sprawia że oczy bardziej błyszczą a słowa lepkie i kuszące się robią

 

żabi: tą piosenkę na singla wybraliśmy i do różnych rozgłośni został rozesłany, czy skutecznie nie wiem bo bardzo rzadko radia słucham, w każdym razie numer wyszedł kantrowo i gitarka taka rubaszna jako motyw przewodni, teraz żabki na zimę w ziemi się zagrzebują więc do wiosny im nic nie grozi a na potem znowu się powinny rozkumkać bo lato do rozmnażania było wyjątkowo dobre;

 

jedno wesele, dwa pogrzeby; ano taka kolej rzeczy, dziś są młodzi piękni i pachnący o dentyście rzadko myślą, nie raz się pokłócą oby umieli się godzić i niech im się darzy i spokój i miłość i w niedziele na spacery chodzą a na starość niech się na nowo odkryją; on raz chce umrzeć przed nią raz po niej; raz myśli że nie wytrzyma jej odejścia a potem że jej będzie smutno bez niego, że sobie nie da rady i woli żeby ona pierwsza zmarła, dziadku nie ma co myśleć życie i tak to wszystko ułoży po swojemu

 

zmiana czasu; dunin w lampowej recenzji napisał że to szkic piosenki wypełniacz; a dla mnie najbardziej dramatyczny numer z napięciem smutkiem i klimatem; już niedługo śpimy o godzinę dłużej; podarujcie komuś ta godzinę nadprogramową  to dobry prezent;

 

maria i józef: było smutno jest wesoło a raczej wzruszająco; okrzyk raz, dwa, trzy, hej był nagrywany ostatniego dnia miksów w zalanym studio i sprzęt odmawiał posłuszeństwa, ale się udało po jakimś czasie namówić komputer do współpracy;

 

21; wydłużył się ten kawałek w stosunku do demówki; czekał na nią pod kinem; przeszła burza; ona nie przyszła a on wraca pustymi mokrymi ulicami; serce ma złamane; sen go ukoi

 

ja wiem mała: nie martw się chłopie wczoraj nie przyszła; ale dziś ma angielski; kończy o 16:45, będzie wracała do domu przy garażach; tam na nią poczekaj i udawaj że niby przypadkowo tam się znalazłeś; i przypadkowo to czekoladowe serce przy sobie masz; kuka wymyślił tu cały chórek; uznaliśmy jednak że to już za duży babilon by był gdyby to zachować i zostało tylko łoł!

 

wetlina: jesień w mieście a w głowie ciągle wspomnienie słodkich dziewczyn z bieszczadzkiej polany; kolan podrapanych i przez komary pogryzionych, czarnych od słońca i brudu, bosych stóp mytych w potoku i liśćmi babki okładanych; daj się pocałować....

 

 



wakacje w mieście; moment kulminacyjny płyty trwają prawie siedem minut; rege z odjazdem na końcu bloki z pootwieranymi oknami; przeciąg wywiewa przez nie firany; pachną obiady; dziś zupa wiśniowa; lody w blaszaku za złotówkę; piwko przy torach; rowerowe jazdy na górki pawełka; wyjścia na frytki do dujera; pierwsze policjantki na Mińsku mało atrakcyjne :) pod kinem kipi od ludzi i szybkich samochodów; kuszenia i podryw na samochód i buzi za odwiezienie do domu dziś ta z tym jutra ta z tamtym; smutno jest mieszkać samemu; dobrze z psem wędrować po lesie;

 

 



muzyka końca lata: no i już można się wyluzować; puścić z prądem rzeki; położyć pod drzewem; niech uszumi do snu; i co z tego że mrówy gryzą to nie mnie gryzą tylko skórę moją która i tak się zaraz złuszczy; ja jestem w środku mnie gryzą wewnętrzne robaki których ręką nie rozgnieciesz; być ze sobą czy może lepiej się rozstać

 

 



maliny, jezyny, mech: mały zakochany słoń zabłąkał się w lesie, uciekł z cyrku; wącha nieznane rośliny słucha nieznanych ptaków i czuje to coś nieznanego co wolność na to mówią; najpierw był las suchy iglasty pełen jagód ale teraz zaczęły się paprocie liście, i sucha ścieżka momentami staje się błotnista; słonik nasz wędruje zdziwiony trochę przestraszony a przede wszystkim samotny; doszedł do obszaru mchów i torfowisk; chciało mu się pić szuka wilgoci wchodzi coraz głębiej do wody, aż traci oparcie; wszystko się rozstępuje przed nim pod nim a nad nim zasklepia; słonik walczy; porykuje rozrzuca błoto zdradliwe; z gałęzi patrzy na niego sójka; słonik znika w zielonych odmętach; to nie twój świat słoniku
 


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość