Strona główna

Melliant gwarne, cynazyjskie miasto portowe, gdzie ustalony porządek życia uczonych, kupców I dokerów zburzy wyrodna, ludzka natura. Lecz czy na pewno ludzka? Czy w zepsutej, żadnej pieniędzy I władzy szlachcie pozostało dość honoru


Pobieranie 14.88 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar14.88 Kb.
Melliant - gwarne, cynazyjskie miasto portowe, gdzie ustalony porządek życia uczonych, kupców i dokerów zburzy wyrodna, ludzka natura. Lecz czy na pewno ludzka? Czy w zepsutej, żadnej pieniędzy i władzy szlachcie pozostało dość honoru, by postawić sprawiedliwy osąd?

POSTACIE DLA SESJI RPG – „Tajemnice Melliant”



Gotrak Notrahiir

Ha! Pytasz Panie o Gotraka? Podróżowałem z nim jakiś czas i muszę przyznać, że rzadko już w dzisiejszych czasach spotyka się tak honorowego szlachcica. To typowy żołnierz, człowiek prosty, no i wiadomo, Gordyjczyk, więc nie wymagałem od Niego nigdy nienagannej etykiety. Zauważyć należy jednak, że mimo iż nie jest bardzo żarliwym Karianinem to ma swoisty szacunek do osób duchownych. Nie wiem z czego się to u Niego zrodziło, ale wielokrotnie zwróciłem na to uwagę. 


Jak już mówiłem to żołnierz i to na dodatek żołnierz z przeszłością. Urodził się podobno w Twierdzy dowodzonej przez Ingvaara Gromowładnego. Wiesz Panie, to ten szaleniec, który zorganizował kilka lat temu krucjatę morską do Valdoru, po czym słuch o nim zaginął. Ale! Do tematu! Gotrak miał tego pecha, że wpadł w oko siostrze Ingvaara - Varli. Parze udawało się przez pewien czas ukrywać swój związek, ale jak to zawsze bywa - kłamstwo ma krótkie nogi. Starszy brat dowiedział się o poczynaniach siostry i, jako że należał podobno do raczej porywczych ludzi, wygnał Gotraka jeszcze tego samego dnia. 
Gordyjczyk jednak poradził sobie dość dobrze w życiu poza Twierdzą Wichrowego Szańca. Jego talent kartograficzny pozwolił mu całkiem nieźle zarobić, zaś szczerość i oddanie skupiła wokół Niego całkiem liczną drużynę ochotników. Zapytasz Panie "ochotników do czego?". Już spieszę odpowiadać. W Gordzie jak wiesz znajduje się jedno z ciekawszych pasm górskich w Dominium. Pod tymże pasmem zaś znaleźć można zdawna zapomniane jaskinie, tunele, a nawet podziemne miasta założone podobno przez same krasnoludy wieki temu. Drużyna Gotraka zaszyła się w tych jaskiniach na wiele lat. Wyszło z nich niewielu ale to, co stamtąd wynieśli... Jeśli kiedykolwiek Panem Notrahiir zainetesowałaby się Inkwizycja to ze szczerego serca życzę mu szybkiej śmierci...

Nikoloz Hyder zwany również Pustułką 

- Panie kapitanie - młody żołnierz wkroczył śpiesznym krokiem do komnaty  - załoga statku pirackiego "Albatross" przygotowana do egzekucji! Dowódca podniósł wzrok znad odczytywanego właśnie dokumentu sygnowanego Pieczęcią Wywiadu Królewskiego. Był zły. Przez ten cholerny świstek istniała szansa, że nie będzie mógł powiesić wszystkich bandytów, którzy od ostatnich dwóch lat utrudniali handel morski na cynazyjskim wybrzeżu. A chciał to zrobić niezwykle mocno. W zasadzie tylko nad wyraz humanitarna polityka miejska, której musiał się podporządkować, oddalała go od możliwości kilkutygodniowego pastwienia się w lochach nad tymi skurwielami. A teraz jeszcze to...

- Przyprowadź mi ich kapitana - westchnął w końcu do chłopaka.

Kiedy żołnierz opuścił komnatę dowódca odwrócił się do stojącego w kącie mężczyzny, który przed kilkunastoma minutami wręczył mu pismo. 

- Myślisz, że Hyder zgodzi się do Was przyłączyć? Może uniesie się honorem i będzie chciał zginąć ze swoimi ludźmi? - zapytał z nadzieją w głosie.

- Zgodzi się. Tacy jak On zawsze się zgadzają... - odpowiedział przybysz z lekkim uśmieszkiem.



Spotkałem Pustułkę kiedyś i, żeby to psia mać, nie było to miłe spotkanie. Facet rosły, widać że silny ale nie jakiś pierwszy lepszy mięśniak. Z jego oczu biła jakaś niewysłowiona pewność siebie. Żelazna wola rzekłbyś.  Do dziś mam zimny pot na plecach, kiedy przypomnę sobie tamto spojrzenie… Później dowiedziałem się że to człowiek od „załatwiania spraw”. Cynazyjski Wywiad Królewski. Samotny wilk. Jeden z tych, których wysyłają na drugi koniec Dominium za jakimś niewygodnym baronem, a za pół roku szlachcic jest zrujnowany lub jedzie w worku na kulbace. W częściach. Tacy jak Pustułka nigdy nie zawalają. 

Kala Maar

Przedmiotem dochodzenia jest martiańska szlachcianka Kala Maar. Oskarżona o zdradę stanu Miłościwie Nam panującej Królowej Matki, Matriarchini Zjednoczonych Prowincji, Suwerenki Devonu, Brugii i Vintri, Heradetty XVII. 
Osoba ta najpewniej podaje się za kogoś innego niż jest, wielokrotnie umykała naszym agentom, perfekcyjnie wcielając się w różnorakie role. Zostało ustalone, iż najchętniej wybiera przebranie pobożnej mniszki - być może ze względu na jej wieloletni pobyt w klasztorze. Ustalone zostały również motywy jej postępowania. Panna Maar wyimaginowała sobie obszerny spisek, który jakoby miał prowadzić do morderstwa jej matki i usunięcia z dworu jej ojca przez miłościwie nam panującą Królową. Zaznaczyć należy, iż rzeczony spisek jest oparty jedynie na fałszerstwach, bujdach i pomówieniach. 
Panna Maar jest szalenie niebezpieczna i tylko perfekcyjne działanie naszej niezawodnej Gwardii uchroniło Królową od niechybnej śmierci. Doskonale rozpoznaje i używa z równą łatwością szereg niebezpiecznych trucizn, zaś sposób ich aplikowania jest niejednokrotnie bardzo innowacyjny. Zaleca się by agenci biorący udział w pościgu posiadali własny prowiant i ściśle kierowali się wyznacznikami żywieniowymi z załącznika 22b niniejszej dyrektywy. 
 
Brat Marcus Connor

- A może odpuścik jakiś, Panie? Mam tu prawie taki niezużyty. Na chutliwe myśli, albo taki całkiem świeżutki pięciokrotnego użytku na brak ofiary w kościele. Odpuścik jedynie pięć srebrników. Ba! Za cztery Ci go dam, Panie. Hmmm.... Nie? To może jakieś oleum? W sam raz na niemoc w łożu, albo taki na łupanie w krzyżu. Ale ten droższy, bo z samej Kary go wiozę. Ha! Wiedziałem że mędrca odkryłem, co się na dobrym towarze pozna! A teraz Panie, bądźże tak łaskaw i poproś tu stajennego, bo mój osiołek Browarek z głodu zaraz zemrze. A jak mi ciemnego piwa postawicie to i może jakąś kiełbasę na wozie znajdę lub też przednią bardańską słoniną was uraczę, no i opowiastką jakąś jeśli tylko starego mnicha słuchać chcecie. A do opowiedzenia wiele mam, bo wszystkie już chyba drogi Dominium tą dwukółką zjechałem. Oo! Jest i piwo! Zbliżcie się! Zbliżcie, Panowie! To wam historię o walecznym Doryjczyku opowiem, jeno gardło sobie nawilżę, bo wszak wszyscy wiedzą, że z suchego trociny lecą! 
 
Corentin de Hagen 

O, Jedyny! Któryś to zesłał Proroka by nas odkupił i wyrwał spod ciemiężącego bata deviria. O Panie mój! Wybacz mi, bo zbłądziłem. Myśli moje zamglone zostały miłością do mej utraconej rodziny, i grzechu rodiańskiego się dopuściłem. Wybaw mnie Panie od jątrzącej mą duszę i ciało obecności plugawego demona, który sączy swe szepty za dnia i w nocy. Daj mi moc, bym potęgą swej wiary mógł nieść wybawienie zbłąkanym karianom, i tak jak kiedyś deviria odsyłał wprost w objęcia Kusiciela. Nie pozwól, żebym choć na chwilę ustał w mej wiecznej walce o czystość duszy mych pobratymców. Niech święty Dorian rozżarzy Krzyż w mych rękach i pozwoli przezwyciężyć w duchowym boju kolejnego demona!


"Nigdy mnie nie zwyciężysz." - odezwało się jestestwo w głowie Egzorcysty - "Twa lewica jest moja, i takie też będzie całe ciało, a potem i dusza." 
- Nigdy! - wyszeptał Egzorcysta i zaciągnął pasy jeszcze mocniej. 

by Igor Wójcikowski


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość