Strona główna

Metropolia w sieci


Pobieranie 44.71 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar44.71 Kb.
Edwin Bendyk
Metropolia w sieci
Czym jest miasto? Po chwili zastanowienia warto spróbować odpowiedzi będącej parafrazą słynnej myśli Margaret Thatcher na temat społeczeństwa: „There is no such a thing as city...”, taka rzecz, jak miasto nie istnieje. Lub inaczej, próba opisania miasta jako pojedynczego bytu poddającego się ścisłej definicji skazana jest na niepowodzenie. Po pierwsze dlatego, że jak przekonuje Peter J. Taylor, wybitny współczesny badacz miast, nigdy nie istniały pojedyncze miasta - o miastach zawsze trzeba było mówić w liczbie mnogiej, zawsze funkcjonowały w relacji z innymi miastami czerpiąc życiową energię z wytwarzania i wymiany dóbr i idei. Po drugie miasta, choć można pokusić się o wskazywanie ich fizycznej lokalizacji posługując się współrzędnymi geograficznymi funkcjonują w znacznie bardziej złożonej przestrzeni, niż tę którą można wskazać na mapie. Po trzecie w końcu miasta są procesami będącymi wynikiem wzajemnych oddziaływań energii życiowej jego mieszkańców na różnego typu bodźce i przeszkody: fizyczny wymiar miejskiej przestrzeni, regulacje instytucjonalne i polityczne. Jak pisał amerykański socjolog Richard Sennett, miasta są wyrazem oddziaływań ciał i kamieni.

Miasta są więc procesami tworzenia, wymiany i oddziaływań przebiegającymi w sieciach łączących uczestników tych oddziaływań: inne miasta, ludzi, przedsiębiorstwa, instytucje w wymiarze globalnym i lokalnym. Nie sposób opisać miasta jako wyrwany, pojedynczy węzeł odłączony od innych miast. Opis miasta zredukowany do „obiektywnych” danych statystycznych określających liczbę mieszkańców, obszar, wielkość produkcji, gęstość zaludnienia jest zupełnie bezużyteczny, jeśli nie uwzględnia miejsca miasta w globalnej strukturze procesów sieciowych. Miasto w nich uczestniczy, próbuje na nie wpływać choć najczęściej, o ile nie jest miastem najwyższej kategorii, jest kształtowane przez te silniejsze od niego i jego mieszańców procesy.

Tak było zawsze, przekonuje Peter J. Taylor wspierając swą tezę badaniami innych prominentnych myślicieli, jak Saskia Sassen czy Jane Jacobs z krótkim okresem próby złamania tej logiki rządzącej życiem miast przez nowego silnego aktora w globalnej przestrzeni - państwo narodowe. Państwo narodowe, produkt europejskiej nowożytności próbował poddać sieciową logikę życia miast kontroli przez struktury hierarchiczne odwołujące się do ładu opartego na terytorialności i suwerenności przypisanej do terytorium określonego fizycznymi granicami. Nacjonalizacja geografii oznaczała dla wielu świetnie prosperujących wcześniej miast wyrok śmierci.

Nowożytne miasta skazane zostały na funkcjonowanie w dialektycznym napięciu między przebiegającym między naturalną sieciową logiką globalnych przepływów i terytorialną logiką kontroli państwowej. Pod koniec XX wieku, na skutek procesów globalizacji równowaga przesunęła się w kierunku dominacji logiki sieciowej, państwo mimo rozlicznych formalnych atrybutów swego władztwa straciło de facto kontrolę nad miastami.

Powrót do naturalnej dla miast globalnej, sieciowej logiki tworzenia i wymiany stał się możliwy za sprawą wielkiej przemiany formacji społeczno-gospodarczej, jaka zaszła w drugiej połowie XX wieku. Rewolucja technologiczna polegająca na rozwoju technik przetwarzania i przesyłu informacji, których symbolem są komputery i sieci teleinformatyczne, z internetem i sieciami telefonii komórkowej na czele przeorała świat zmieniając jego strukturę w każdym wymiarze: społecznym, gospodarczym, kulturowym, politycznym.

Rewolucja technologiczna zbiegła się z wielką innowacją finansową - w 1971 r. dolar, jedyna waluta globalna został uwolniony, jego wartość straciła związek z wartością złota. Od tej chwili o tym co ma i jaką ma wartość decyduje, jak dowodzi Manuel Castells, jeden z najwybitniejszych badaczy skutków rewolucji technologicznej, ten kto ma władzę. A władzę ma ten, kto sprawuje kontrolę nad procesami przebiegającymi w gęstniejących sieciach globalnej komunikacji.

Warto uważnie przyjrzeć się tezie Castellsa. Uczony nie twierdzi, że produkcja przemysłowa, ten główny sposób kreowania wartości ekonomicznej w XIX i pierwszej połowie XX wieku przestaje być istotna. Fabryki produkują nieustannie, a strumień dóbr trafiających na rynek stale rośnie. W systemie kapitalistycznym wytwarzanie wartości ma jednak funkcję podrzędną wobec celu nadrzędnego, jakim jest akumulacja kapitału. Dematerializacja pieniądza i rewolucja teleinformatyczna uwolniła kapitał od terytorialnej logiki działania. Strumienie kapitału przekształciły się w strumienie elektronów krążących w globalnych sieciach komunikacyjnych w poszukiwaniu miejsc, gdzie inwestycje przyniosą największe stopy zwrotu. Jednocześnie umożliwiona przez rozwój technik informacyjnych rewolucja logistyczna spowodowała, że dosłownie każde miejsce na świecie, byle gwarantowało odpowiednią stopę zwrotu nadawało się na kapitałową inwestycję.

O miejscu lokalizacji fabryk przestały decydować jedynie takie oczywiste aspekty, jak bliskość surowców czy siły roboczej. Surowce, zasoby kadrowe, odległość stały się jedynie liczbowymi parametrami zasilającymi komputerowe modele obliczające opłacalność i stopę zwrotu. To na mocy tych wyliczeń produkcja przemysłowa w latach osiemdziesiątych XX w. zaczęła przenosić się ze starych okręgów przemysłowych rozwiniętego świata do nowych miejsc.

Wytwarzanie produktów, choć w społeczeństwie konsumpcyjnym potrzebne jak nigdy dotąd straciło swą prometejską aurę z początków rewolucji przemysłowej, stało się zajęciem niemal wstydliwym, wypychanym na zaplecze nowoczesnego, globalizującego się świata. Produkcja przemysłowa stała się zajęciem banalnym i oczywistym, o wiele większego znaczenia w kreowaniu wartości ekonomicznej nabrały wszystkie kompetencje związane z globalną koordynacją przepływów gospodarczych, sztuką efektywnego zarządzania, wymyślania nowych wzorów produktów i usług oraz ich konsumpcji. Produkcja odtwarzacza iPod kosztuje w chińskiej fabryce jakieś 10-20 dolarów. Właściciel wzoru, Apple bierze dziesięciokrotnie więcej, połowę zostawiając u siebie jako premię za trud opracowania dizajnu i zarządzanie marką, resztą dzieli się z globalną siecią kreacji wartości użytkowej iPoda: dystrybutorami wartości dodanej, agencjami marketingowymi i dziesiątkami innych ogniw pośrednich towarzyszących produktowi w jego drodze z chińskiej fabryki do kieszeni mieszkańca Warszawy i w jego wspinaniu się po szczeblach drabiny wartości z poziomu 10 dolarów do 300 dolarów płaconych w sklepie w jednej z galerii handlowych.

Castells opisując trwającą ciągle rewolucję technologiczną stwierdza, że w jej wyniku na gruzach społeczeństwa przemysłowego powstało informacyjne społeczeństwo sieciowe. Informacyjne, bo głównym źródłem wartości są dziś umiejętności polegające na wytwarzaniu, przetwarzaniu, przesyłaniu, kontroli i koordynacji informacji rozumianej w sposób bardzo szeroki, jako informacja będą surowcem pracy mediów, lecz także jako wzory konsumpcji, wiedza, kultura. W wyniku wspomnianej rewolucji technologicznej praktycznie wszystkie formy informacji można wyrazić w postaci cyfrowej, zrozumiałej dla komputerów i przesyłać je za pośrednictwem sieci telekomunikacyjnych. Dlatego właśnie społeczeństwo informacyjne jest pod względem strukturalnym społeczeństwem sieciowym, bo to miejscem kreowania wartości są sieci przepływu informacji.

Rozwojem sieci rządzi określona logika, nie są one amorficznymi tworami lecz strukturami, których kluczowymi elementami są węzły (nodes) i koncentratory (hubs). Węzłami w społeczeństwie sieciowym są miasta, koncentratorami kluczowe instytucje mające władzę nad sieciowymi przepływami. Za sprawą rewolucji współczesnej rewolucji technologicznej miasta powracają do swej tradycyjnej roli - węzłów w globalnych sieciach przepływów. Powracają, lecz w zupełnie nowym kontekście.

Wbrew licznym utopiom początku epoki informacyjnej, wieszczącym śmierć miast, które ze względu na powszechny dostęp do technik komunikacji i przetwarzania informacji miały stać się zbędne, rola miast niesłychanie wzrosła. Informacyjne społeczeństwo sieciowe jest społeczeństwem kapitalistycznym, więc nadrzędną logiką logiką decydującą o jego rozwoju jest logika akumulacji i efektywności pracy kapitału. A skoro tak, to miasta są najefektywniejszą formą koncentracji produktywnej energii: talentów i wiedzy. Są także, co odkrywamy dziś pod wpływem doniesień o kryzysie ekologicznym najbardziej efektywną ekologicznie i energetycznie formą funkcjonowania społeczności ludzkich.

Jak ta nowa-stara logika miasta sieciowego przekłada się na życie takiego organizmu, jak Warszawa? Po rozpoczętej w 1989 r. transformacji Warszawa szybko została „wyjęta” ze struktury miasta narodowego, stając się błyskawicznie nabierającym na znaczeniu węzłem globalnej sieci. Dynamikę tego włączania widać wyraźnie było po przekształcaniu przestrzeni miejskiej - wszystkie formy wytwarzania wartości tracące na znaczeniu, czyli wgryzające się praktycznie w centrum miasta fabryki przestały istnieć. Na ich miejscu powstały nowoczesne ośrodki kreowania wartości: centra biznesowe zajmowane przez oddziały globalnych korporacji i firm usługowych, banki i centra handlowo-rozrywkowe. Proces daleki jest od zakończenia, wiele poprzemysłowych obszarów czeka na zagospodarowanie.

Gospodarka miasta zdematerializowała się i zaczęła kreować popyt na nowe kompetencje, zmienił się więc pejzaż edukacyjny miasta, który zdominował sektor uczelni wyższych produkujących kadry dla gospodarki informacyjnej. Pracownicy nowej gospodarki dominującej przestrzeń Warszawy mają nowe potrzeby, kształtowane w złożonym, opisywanym przez Castellsa procesie ścierania się tożsamości wyrażanych poprzez lokalne kody kulturowe z kosmopolitycznymi wartościami propagowanymi przez globalną sieć. W wyniku twórczych napięć powstaje dynamiczna przestrzeń kulturalno-społeczna miasta, w której jest miejsce zarówno na ofertę globalnej kultury popularnej (eksplozywny rozwój sieciowych centrów kinowo-rozrywkowych), jak i oryginalną ofertę lokalną. Pełne są zarówno kina wyświetlające hollywoodzkie superprodukcje, jak i pełne są teatry oferujące sztuki polskich reżyserów, którzy z kolei, jak Jarzyna czy Warlikowski stają się częścią globalnej sieci przepływów kultury. Różnicują się gusty kulinarne, estetyczne, potrzeby religijne. Mieszkańcy Warszawy, przynajmniej w warstwie stanowiącej kadry gospodarki globalnej stają się częścią globalnego, zindywidualizowanego społeczeństwa sieciowego.

Należy wszakże pamiętać o proporcjach, Warszawa staje się po 1989 r. sieciową metropolią działającą w globalnej sieci, jest jednak jedynie węzłem tej sieci odpowiedzialnym za dystrybucję globalnych przepływów i ich koordynację w wymiarze lokalnym, polskim. Nowa warszawska gospodarka tylko w niewielkim stopniu kreuje wartość sama z siebie. Istniejące w stolicy globalne firmy usługowe i banki obsługują globalny kapitał, rzeczywiste centra decyzyjne znajdują się jednak ciągle poza Warszawą. Warszawa jest węzłem, lecz nie może pochwalić się posiadaniem koncentratorów: kluczowe decyzje i innowacje powstają gdzie indziej, Warszawie pozostaje adaptacja wzorów i innowacyjność adaptacyjna. Stolica Polski jest metropolią o charakterze peryferyjnym.

Ten peryferyjny charakter warszawskiej metropolii ma olbrzymi wpływ na kształtowanie przestrzeni miasta. Ponieważ globalny podział pracy nie przewidują póki co dla Warszawy istotnej roli w globalnej produkcji wzorów konsumpcji i innowacji, instytucje powołane do tego celu: uczelnie wyższe i instytucje naukowe degradują się, zgodnie z logiką efektywności pracy kapitału koncentrując się na ofercie gwarantującej szybki zwrot - nowa warszawska (i polska) gospodarka potrzebują zaś rodzimych kadr, a nie rodzimych innowacji. W rezultacie działalność edukacyjna dominuje nad badawczą, uczelnie stają się gigantycznymi fabrykami produkującymi absolwentów przy jednoczesnej degradacji kompetencji badawczych. W rezultacie znaczna część kadr najwyższej jakości, która nie szuka spełnienia w gospodarce, lecz chciałaby realizować się na polu naukowym lub kreatywności kulturalnej wybiera emigrację do bardziej centralnych metropolii. Najlepszą polską sztukę można dziś obejrzeć w Londynie, Nowym Jorku i Paryżu. Najlepsza polska nauka powstaje poza Polską.

Powstaje pytanie, czy peryferyzacji można się przeciwstawiać skuteczną polityką lokalną i krajową? Czy inwestując więcej pieniędzy w instytucje kultury i nauki można zwiększyć ich oddziaływanie lokalne, czy też jedynie zwiększy się transfer polskich środków publicznych za granicę, w postaci „eksportu mózgów”?

Peryferyjny charakter warszawskiej metropolii powoduje, że przebiegające w stolicy i jej regionie procesy mają wymiar uniwersalny, charakterystyczny dla wszystkich metropolii, przefiltrowany jednak przez lokalną, peryferyjną specyfikę. Jednym z aspektów życia metropolii są jej relacje z najbliższym regionem. Region staje się przestrzenią specyficznej ekspansji metropolii, polegającej głównie na migracji zamożnych pracowników sektora nowej, globalnej i metropolitalnej gospodarki poszukujących lepszych warunków zamieszkania, niż oferuje miasto. Peryferyjność warszawskich kadr powoduje jednak, że ich przedstawiciele bardziej kształtowani są rzez zewnętrzne wzorce zachowań, niż kreatywne podejście do rzeczywistości. Wyrazem tej peryferyjności jest rozwój, zarówno w przestrzeni pozamiejskiej, jak i w samej Warszawie zamkniętych osiedli, które w założeniu mają pełnić funkcję enklaw „globalnej cywilizacji” w morzu lokalnego barbarzyństwa.

Skolonizowani przez globalny kapitał pracownicy globalnego sektora warszawskiej gospodarki reprodukują narzucone z zewnątrz wzory i probują kolonizować przestrzeń wokół siebie, nie są obywatelami lecz konkwistadorami odgradzającymi się od lokalnych plemion, których członkowie potrzebni są do świadczenia niezbędnych usług: mycia samochodów, usługiwania w restauracjach, niańczenia dzieci i sprzątania.

Region otaczający metropolię, jak i peryferyjne dzielnice samej metropolii są jednocześnie celem kolonizacji (zamknięte osiedla wgryzają się nie tylko w podwarszawskie miejscowości, lecz także stare osiedla Pragi, Woli, Mokotowa) i eksploatacji. Gdzie nie można postawić osiedla mieszkaniowego, szybko powstaje infrastruktura metropolitalna: centra logistyczne, handlowe, zakłady utylizacji, obiekty sportowe, etc.

Przestrzeń społeczna warszawskiej metropolii i jej okolic jest pokawałkowania, składa się z wielu warstw społecznych ludzi mówiących tym samym językiem, lecz zupełnie nie porozumiewających się. W Ursusie mieszkańcy nowych zamkniętych osiedli ocierają się o mieszkańców bloków powstałych, by pomieścić robotników nie istniejącej już fabryki traktorów. Część z tych byłych robotników wróciła do swoich rodzin na wieś, wynajmując mieszkania początkującym zdobywcom Warszawy: młodym pracownikom i studentom. Inni snują się w poszukiwaniu taniego alkoholu, jeszcze inni dorabiają przy dorywczych pracach oferowanych przez dziesiątki zakładów powstałych w dawnych fabrycznych halach Ursusa. Póki co głównym zajęciem jest demontaż starego wyposażenia. Okoliczne miejscowości, jak Ożarów czy Piastów są rezerwuarem kadr usługowych potrzebnych dla obsługi mieszkańców nowych osiedli.

Coś jednak łączy użytkowników warszawskiej przestrzeni metropolitalnej - wszyscy oni są uczestnikami społeczeństwa sieciowego. Niezależnie od miejsca w strukturze społecznej kluczową narzędziem koordynacji ich funkcji życiowych jest informacja i kontrola dostępu do niej. Mieszkańca nowego osiedla, na codzień pracownika korporacji i mieszkańca starego robotniczego blokowiska dzieli mur i ochroniarze. Łączy ich jednak to, że są węzłami tej samej globalnej sieci. Na ulicy się nie dostrzegają, porozumiewają się jednak doskonale za pomocą telefonu komórkowego, który umożliwia im błyskawiczną koordynację zadań. gdy trzeba zorganizować opieką nad dziećmi, bo zdarzył się wypad na imprezę lub trzeba przygotować imprezę wystarczy chwycić za komórkę. Fabryk Ursusa już nie ma, lecz na ich miejscu stale zatrudnienie znajduje podobno sześć tysięcy osób - nie pracują jednak w hierarchicznej strukturze przemysłowej, lecz w mniejszych i większych firmach o strukturze sieciowej możliwej dzięki nowym technologiom komunikacyjnym.

Po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, a przed globalnym kryzysem ujawnił się dodatkowy aspekt globalnego wymiaru społeczeństwa sieciowego. Okazało się wówczas, że nie tylko pracownicy warszawskiego sektora nowej gospodarki są częścią gospodarki globalnej. Również przedstawiciele innych warstw warszawskiej i podwarszawskiej struktury społecznej odkryli, że są częścią globalnej sieci przepływów i ruszyli w poszukiwaniu lepszego losu za granicę. lepiej wykształceni podbili Anglię i Irlandię, słabiej ruszyli do Niemiec i Francji. Doskonałym parametrem ilustrującym dynamikę postępującej globalizacji stał się wzrost cen na najprostsze usługi.

Jest więc Warszawa metropolią zglobalizowaną, jednocześnie jednak peryferyjną. Skutkiem już opisywanej peryferyjności w systemie globalnego kapitalizmu jest peryferyjność intelektualna. Większość opisywanych dotychczas procesów ma charakter obiektywny, przestrzeń społeczno-gospodarczo-kulturowa metropolii dostosowuje się do strumieni informacji i kapitału napływających z ważniejszych węzłów sieci i koncentratorów przepływów. Dostosowanie to najczęściej wygląda bardzo chaotycznie, jest bardziej determinowane z zewnątrz niż przez autonomiczne decyzje wewnętrzne, podejmowane na poziomie metropolii lub otaczających ją gmin.

Warszawska metropolia, mimo że jest de facto podmiotem i przedmiotem globalnej sieci próbuje zarządzać swoimi sprawami tak, jakby globalizacja nie miała miejsca. Władze miasta, podobnie jak władze otaczających metropolię gmin działają ciągle zgodnie z paradygmatem przedinformacyjnym, koncentrując się głównie na zarządzaniu aspektami kluczowymi z punktu widzenie nie istniejącej już gospodarki przemysłowej i narodowej, gdzie najważniejszym atrybutem władzy była kontrola terytorium i jego granic.

Zarządzane przez władze publiczne instytucje edukacyjne, kultury, urzędy oraz cały system komunikacyjny zorganizowany jest zgodni z logiką pracy przemysłowej, zlokalizowanej w konkretnych miejscach i w określonym czasie. Tymczasem mieszkańcy metropolii żyją już w zupełnie innej przestrzeni. jak mawia Manuel Castells, przestrzeń miejsc ustąpiła przed przestrzenią przepływów. Pracuje się tam, skąd napłynęło zlecenie przez komórkę, dziś budując willę w Komorowie, jutro pod Dublinem. Pracuje się wtedy, kiedy jest praca.

Dlaczego komunikacja miejska w Warszawie nie dostrzega, że zmieniła się zarówno struktura społeczna, jak styl życia mieszkańców stolicy. Życie nocne nie jest już wyrazem grzechu, lecz symbolem rozwoju. A mieszkańcy warszawskich suburbiów mogą zupełnie zapomnieć o nocnym życiu metropolii, bo do niej nie dojadą. W epoce, gdzie koordynacja oparta na aktualnej informacji jest sprawą kluczową następuje degradacja metropolitalnego systemu logistycznego. Wiedzą o tym mieszkańcy Nadarzyna pozbawieni transportu publicznego i użytkownicy podmiejskich kolei.

Oczywiście, życie radzi sobie z problemami stwarzanymi przez nieudolne zarządzanie infrastrukturą. Uczestnicy globalnego społeczeństwa informacyjnego nie dowiedzą się na stacji w warszawskich Gołąbkach, czy oczekiwany pociąg przyjedzie czy nie, lecz za pomocą telefonu komórkowego mogą dogadać szczegóły interesu lub wytłumaczyć się ze spóźnienia. Życie sobie poradzi, rezultatem jest jednak dalsza fragmentacja przestrzeni społecznej i rosnące poczucie alienacji.

Nie ma prostych rozwiązań na problemy warszawskiej metropolii i patologie wynikające z jej peryferyjności. Sztuka polega na tym, żeby właściwie zidentyfikować determinujące rozwój procesy i siły o charakterze obiektywnym, ponad lokalnym by nie tracić czasu, energii i zasobów na walkę z nimi. Najważniejsze jednak, by umiejętnie połączyć terytorialny wymiar zarządzania z faktem, że rozumienie przestrzeni zmieniło się i by adekwatnie nią zarządzać, konieczne jest uwzględnienie prymatu informacji i przepływów komunikacyjnych nad geografią. Paradoksalnie, pod względem technicznym przeskok do sieciowej cywilizacji informacyjnej jest bardzo łatwy, większość Polaków już go dokonała. Znacznie trudniej dokonać przeskoku mentalnego, gdy wyobraźnię blokują anachroniczne struktury instytucjonalne i przestarzałe myślenie o zadaniach władzy publicznej. To zapóźnienie mentalne, tak bardzo w warszawskiej metropolii i jej przyległościach widoczne, jest niestety miarą peryferyjności tego węzła globalnej sieci. Tak być nie musi, choć w tym, że tak jest nie ma wcale niczego tajemniczego.
Globalny, sieciowy system metropolitalny rozwija się zgodnie z logiką centrum-peryferie, zgodnie z którą rozwój ośrodków o słabszej pozycji w globalnym systemie kreowania wartości w dużej mierze determinowany jest z zewnątrz, a suwerenność i sprawczość lokalna w znaczny stopniu jest ograniczona. Stawiam tezę, że Warszawa i związany z nią obszar metropolitalny mają status co najwyżej półperyferyjny, czego wyrazem są liczne cechy rozwoju aglomeracji warszawskiej.

Jak wiedzę o makroprocesach przełożyć na rekomendacje mikro, wspomagające kierowanie podwarszawskimi gminami? W pierwszej kolejności warto zastanowić się nad najważniejszymi trendami, jakie będą kształtować rozwój Warszawy, a w konsekwencji także przyległych do Warszawy gmin.

1. Ogólnopolski niżowy trend demograficzny. Niezależnie od podejmowanych przez państwo prób działań pronatalnych, w ciągu najbliższej dekady, a nawet dwóch nie należy spodziewać się radykalnej zmiany w tendencjach demograficznych. Warszawa jednak, ze względu na swe miejsce w sieci przyciągać niezmiennie będzie młodych ludzi - kadry potrzebne do obsługi funkcji globalnego kapitalizmu. Na pewno jednak zmniejszy się liczba osób zgłaszających na studia, a ubytku młodzieży polskiej nie wypełni (przynajmniej w perspektywie 5 - 10) lat napływ młodzieży zagranicznej. Zmniejszenie liczby studiujących, a po pewnym czasie wzrost liczby studentów zagranicznych wpłynie istotnie na „pejzaż Warszawy”:

- uczelnie, zwłaszcza niepubliczne zaostrzą konkurencję w walce o studentów, co powinno wpłynąć generalnie na poprawę oferty edukacyjnej (zwłaszcza, jeśli dojdą do skutku planowane przez rząd reformy systemu szkolnictwa wyższego).

- zmniejszenie liczby studiujących, którzy kreują duży popyt na usługi (zakwaterowanie, rozrywka, kuchnia) będzie miało negatywny wpływ na dynamikę tego rynku. Z czasem z kolei napływ studentów zagranicznych z obszarów odmiennych kulturowo od Polski spowodować może wzrost różnorodności popytu na rozrywkę i kuchnię. W zależności jednak od struktury napływu studentów, można spodziewać się albo gettoizacji (tworzenie się skupisk pochodzących z jednego obszaru kulturowego), albo otwartej multikulturalizacji.

- niezmiennie Warszawa będzie drenować resztę kraju z młodych, wykształconych kadr potrzebnych do pełnienia funkcji usługowych w strukturach sieciowych. Podobnie jak dzisiaj, ludzie ci będą kreować popyt na usługi, głównie jednak w obszarze miejskim Warszawy (wynajem mieszkań, kuchnia, rozrywka).

- w miarę stabilizacji zawodowej i społecznej (zakładanie rodzin) znaczna część kadr zdecyduje się na migrację i osiedlenie w kierunku gmin podwarszawskich. Rozwój ten jednak będzie pełen sprzeczności: koszty (finansowe i psychologiczne) życia w Warszawie dla ludzi z rodzinami, zwłaszcza posiadającymi małe dzieci są niezwykle wysokie. Stąd chęć osiedlania w spokojniejszych osiedlach podmetropolitalnych. Dynamika cen nieruchomości powoduje jednak, że wydłuża się średnia odległość linii osadniczej. Niestety, przy braku infrastruktury komunikacyjnej zasięg możliwości migracji z Warszawy szybko się wyczerpuje - brak możliwości dojazdu do pracy i coraz większa uciążliwość poruszania się (nasilające się korki przy braku alternatywy w postaci transportu publicznego, zwłaszcza kolejowego) będzie istotną determinantą. Można spodziewać się, że wiele osób planujących osiedlenie pod Warszawą zweryfikuje swoje plany, ograniczając ambicje mieszkaniowe tak, by można je było zaspokoić bliżej centrum.

- powyższa prognoza sugeruje, że zdecydowanym priorytetem powinna być modernizacja układu transportowego. Wiadomo jednak, że koordynacja działań na poziomie aglomeracji w tym zakresie jest i będzie zapewne jeszcze przez jakiś czas niewystarczająca, a podejmowane prace modernizacyjne nie nadążą za zmieniającymi się potrzebami. Co w takiej sytuacji mogą robić gminy, by rekompensować niedostatki infrastruktury komunikacyjnej i przyciągać osiedleńców „wysokiej wartości dodanej”?

1) niedostatki fizycznej infrastruktury transportowej można w pewnym choć stopniu rekompensować informacją. Kadry metropolitalne należą do klasy kosmopolitycznej, będącej z kolei częścią mobilnego sieciowego społeczeństwa informacyjnego. Głównym czynnikiem strukturyzującym ich działanie jest informacja i komunikacja, umożliwiająca koordynację działań na wszystkich poziomach. Dostęp do infrastruktury telekomunikacyjnej (internet, telefonia) i do informacji (rozkłady jazdy, serwisy transakcyjne) jest często ważniejszy, niż dostęp do równej drogi, jeśli umożliwia uniknięcie konieczności poruszania się tą drogą.

Niestety, powstające w obszarze podwarszawskim osiedla pozbawione są często nie tylko infrastruktury dojazdowej, lecz również odpowiedniej jakości infrastruktury telekomunikacyjnej. Infrastruktura informacyjna jest zaś w najbardziej opłakanym stanie, nie dość że nie można dojechać do metropolii (nie mówiąc o katastrofalnych połączeniach horyzontalnych między gminami), to także nie sposób dowiedzieć się niczego na temat alternatyw transportu, spóźnieniach, etc. Wydaje się, że modernizacja infrastruktury informacyjnej w sposób adekwatny do potrzeb mobilnego globalnego społeczeństwa sieciowego mogłaby w istotny sposób poprawić komfort życia. Taka modernizacja jest też stosunkowo najtańsza w sensie finansowym, choć najbardziej złożona w sensie intelektualnym - wymaga bowiem radykalnej zmiany myślenia o przestrzeni i komunikacji. Dalszym elementem takiej modernizacji mogą być próby, jakie podejmują np. Holendrzy tworząc w gminach podmetropolitalnych (Almere pod Amsterdamem) tzw. inteligentne centra telepracy, zmniejszające konieczność podróży do miasta.

2) Młodzi osiedleńcy muszą jednak przemieszczać się nie tylko do pracy, lecz również dlatego że w miejscu zamieszkania nie dysponują odpowiednią infrastrukturą socjalną: żłobek, przedszkole, szkoła podstawowa jeśli nawet istnieją, to jednak często nie spełniają kryteriów jakościowych . W efekcie wzory podróżowania w poszukiwaniu usług wyższego rzędu: pracy, usług socjalno-edukacyjnych, zdrowotnych a po pracy rozrywki odtwarzają się od najmłodszych lat. Miejsce zamieszkania jest bezimiennym osiedlem służącym do spania, życie jest gdzie indziej. Gdy większość potrzeb wyższego rzędu zaspokaja miasto metropolitalne (mimo wielkich kosztów pozyskania tych usług), a wzór korzystania z tych usług odtwarza się z pokolenia na pokolenie trudno spodziewać się, by w gminach podmetropolitalnych wykształciły się szybko usługi o wyższej wartości dodanej.

Sytuację można by zmienić, gdyby gminy działały strategicznie, a nie z logiką doraźną uwzględniającą głównie interesy aktualnego elektoratu (w efekcie czego przedszkola często w podwarszawskich gminach tracą priorytet na rzecz „pilniejszych” rozwiązań zaspokajających interesy zasiedziałych lokalnych grup nacisku, a nie potencjalnego przyszłego (i pożądanego). Gminy podmetropolitalne są w dużej mierze zdeterminowane przez logikę rozwoju metropolii i nawet jeśli chcą się od niej „odgrodzić”, by chronić swoją odrębność, mają nikłą na to szansę. Suburbanizacja ma charakter obiektywny, jest wyrazem złożonych procesów społecznych i ekonomicznych mających swój początek w metropolii, która sama z kolei jest obiektem gry procesów zachodzących w globalnej sieci. Odgrodzenie się od tych procesów może co najwyżej polegać na podziale lokalnej przestrzeni na tradycyjną, lokalną (tzw. starzy mieszkańcy mający wpływy polityczne i kształtujący lokalną władzę, a w konsekwencji wybory strategiczne dotyczące zagospodarowania przestrzeni, inwestycji infrastrukturalnych) i nową, tworzoną przez migrantów osiedlających się często w nowych, najczęściej zamkniętych osiedlach będących będących wyłączonymi enklawami. Docelowo można jednak spodziewać się, że mieszkańcy tych enklaw będą upodmiotowiać się i zyskiwać coraz większy wpływ na stan lokalnych spraw.



Próby odgradzania się od metropolii mogą jedynie wywołać nieoczekiwane zderzenia z silniejszą rzeczywistością procesów społecznych i gospodarczych. Lepiej je antycypować i wykorzystać logikę tych procesów dla wzmacniania lokalnej siły.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość