Strona główna

Nowy jork, chicago, toronto, berlin, warszawa


Pobieranie 433.87 Kb.
Strona3/4
Data18.06.2016
Rozmiar433.87 Kb.
1   2   3   4

WOLNOŚĆ GOSPODARCZA - CHINY vs. UE


Pytam się Ciebie wolny najmito, polski studencie, bezrobotny Polaku, rodzino zaledwie wiążąca koniec z końcem, emigrancie z UK i innych: kto Wam wmówił te bajki, w jakim filmie Wy żyjecie? Wolność gospodarcza, prawa człowieka, kapitalizm? Chyba żartujecie że jeszcze w to wierzycie. Nie ma w UE [w tym i w Polsce] nic z tych wyżej wymienionych wartości.



Wolność? Możecie sobie pogadać przy piwku pod trzepakiem, ewentualnie sprayem na ścianie pod przykryciem nocy napisać, że „Donald to ch.. stary” lub ”SLD=KGB” ale na tym koniec. Koniec Waszej wolności i koniec Was. Aha, i za te piwko pod trzepakiem jest mandacik - żebyście o tym nie zapominali. A w Chinach? Zobacz foto poniżej. Student w domu gotuje ziemniaki i tnie je na kawałki. Jedzie do centrum i tam na ulicy pośród bogatych domów handlowych, pośród innych jemu podobnych rozkłada swój kram. Sprzedaje pieczone ziemniaki. Nie płaci za plac, za ZUS, za KRUS i za srus. Sprzedaje porcję za 5 zł [w przeliczeniu na zł.]. Jego sąsiad wyciska zdrowe soki z owoców, nieźle na tym zarabia i w d…. ma PIH, PIP, US, SM i ITD. Nikt się nie czepia. Dalej baba wypieka wypieki. Naleśniki z jajkiem, mięsem - wegańskie i wegetariańskie. Olewa policję, dilerów i maklerów. A ja pośród nich wyszedłszy z pobliskich domów handlowych popijam piwko, odlewam się i olewam UE. Prawo człowieka to godnie żyć, samodzielnie. Prawo niewolnika to być na utrzymaniu pana, płacić na rzecz pana daniny i wykonywać na jego rzecz różne prace.

Soki zdrowe wyciskane i niech nikt mi nie mówi że te chemiczne z certyfikatami banksterów - są zdrowsze niż te od „brudnego dziada” z ulicy. Problem tylko w tym, że ten „brudny dziad” nie płaci żadnych podatków, żadnych licencji i żadnych badań nie zrobił. Nikt oprócz sadownika owoców na nim nie zarobił, dla urzędników z UE, to bardzo niezdrowa sytuacja więc według nich pewnie i te soki są niezdrowe. Ja wypiłem kilkanaście butelek i czuję się świetnie, ziemniaki i naleśniki również próbowałem. Nic mi nie zaszkodziło, zarobił „dziad” a ja tanio zjadłem, żadnego VAT-u, żadnych paragonów.

Wracając do hotelu myślałem o Was. Wolnych obywatelach Unii Europejskiej. Do hotelu wracałem oczywiście nielegalną taxi [przewóz osób bez licencji i kas fiskalnych].

By żyło się lepiej, zapraszam do Chin. I żeby oddać prawdę: McDonaldy, wysokiej klasy restauracje oraz licencjonowane taxi też są. Kolorowe trutki do picia o smaku różnych owoców również, ale wybór należy do Ciebie.



Normy higieniczne [oraz inne] w UE wyśrubowane są po to aby tzw. „mali” nie mieli szans w starciu z dużymi korporacjami. - Urzędnik zawsze znajdzie powód aby ukarać lub odmówić pozwolenia. Oczywiście nie dotyczy to dużych korporacji bo one mają prawników oraz dość wysoki budżet aby takie sprawy załatwić pod stołem, no i, są to z „tych” międzynarodówek... Poza tym duże korporacje stać na porządne lokale, ale co z tego, jak to nie polskie, nie Polak zarabia, nie Ty, nie ja. Klient sam widzi i sam decyduje. Gospodarka rynkowa powinna się sama regulować poprzez zależność podaży i popytu a nie poprzez koncesje i licencje. Jeszcze raz powtórzę: człowiek żyje dniem codziennym, musi utrzymać rodzinę i mieć na bieżące życie - to jest podstawa, to jest prawo człowieka. Prawo do gadania co ślina na język przyniesie, to jest sprawa trzeciorzędna. Wolisz móc dużo gadać czy móc dużo zarabiać?



Zdjęcia - Adam Machaj

Adam Machaj - Polak na stałe mieszkający w Chinach, autor bloga Raport z Państwa Środka.

Za: http://prokapitalizm.pl/wolnosc-gospodarcza-chiny-vs-ue.html

-------------------------------------------------------
USS LIBERTY, 35 LAT PÓŹNIEJ

Są rocznice i rocznice. Jedne obchodzone z pompą, drugie jakby zapomniane. A są też i takie, o których z różnych względów, mimo oczywistych faktów, pamiętać nie należy. Ale bywają również rocznice, otoczone murem sztucznej tajemniczości, najczęściej obwarowanej stęmplami "ściśle tajne", poprzedzone serią różnych, de facto bezwartościowych raportów, głównie dla zamydlenia oczu, uspokojeniu tłumów - kosztem całkowitego zignorowania ofiar. Przerwanie kręgu milczenia, dostanie się do sedna wydarzeń, wyciągnięcie na światło dzienne oszustw i na siłę tuszowanych spraw - urasta do rzeczy niemożliwych. I jak to w historii bywa, im dłużej się ukrywa prawdę, tym potem łatwiej manipulować interpretacją wydarzeń.

Biorąc do ręki dzisiejsze gazety, trudno nie znaleźć w nich fatum 11 września. Obojętnie pod jaką postacią. Czy to kolejna uroczystość, czy koncert, film, książka, albo i wywiad z kimś, kto widział, przeżył, stracił bliskiego. Zawsze też między wierszami, znajduje się "nasze zdecydowane poparcie dla przetrwania państwa Izrael", tak jak gdyby ono było zagrożone śmiertelnym niebezpieczeństwem. Równocześnie, cokolwiek pojawi się krytycznego w temacie statusu nie quo Izrael Palestyna, tak długo jak to dotyczy Arafata jest cacy. Broń Boże jednak, ażeby coś bąknąć źle o Sharonie, albo i IDF. Zaraz pojawia się anty-coś-tam, straszak nad straszaki i krótko po tym, przeprosiny sypią się jak z rękawa.

Zatem wydawać by się mogło, że między Izraelem a USA panuje niczym nie zmącona przyjaźń. Coś na wzór długoletniego małżeństwa, w którym żadna ze stron, nigdy, ale to nigdy drugiej połowy nie zawiodła.

Czasem zdarza się jednak inaczej.



Niepodważalne fakty

8 czerwca 1967 roku, podczas Wojny Sześciodniowej, izraelskie siły zbrojne [Israeli Defence Force - IDF] zaatakowały na morzu w rejonie Gazy, amerykański okręt zwiadowczy - USS Liberty. W wyniku niczym nie sprowokowanego ataku, zginęło 34 członków załogi, zaś 171 zostało rannych. Do dnia dzisiejszego, grupa weteranów byłej załogi okrętu, domaga się od Kongresu pełnego, publicznego dochodzenia całego przebiegu wydarzeń. Jak na razie - bez skutku. Według ich opinii, zeznań świadków, różnych dokumentów, zdjęć, atak izraelskich samolotów, kutrów torpedowych, oddziału komandosów, wcale nie był zupełnie przypadkowym, a raczej dokonanym z premedytacją. Przemawia za tym także decyzja Lyndona Johnsona [wtedy prezydenta USA] który osobiście wydał rozkaz odwołujący amerykańskie myśliwce 6 Floty, lecące z pomocą. Izrael oficjalnie przeprosił za zajście, motywując "tragiczną pomyłką", zaakceptowane przez amerykańską administrację. Tel Aviv, w 1982 roku wypłacił 6-cio milionowe odszkodowanie ofiarom "pomyłki", de facto, wypłacił z pieniędzy przyznanych przez Kongres USA.

Praktycznie, historię okrętu i tamtych wydarzeń można by uznać za zamkniętą, gdyby nie ... zacieranie śladów przez kolejne administracje Białego Domu i rząd Izraela. Dlaczego? Skoro wszystko jest znane.

Trochę historii tamtych dni.

Rok 1967, od pierwszych dni nie zwiastował światu dobrych wieści. Państwo Izrael i kraje arabskie, coraz bardziej, głośniej i aktywnie domagały się rozwiązania spraw Bliskiego Wschodu. Egipt i Syria, były wspomagane dyplomatycznie i ”zbrojnie” przez Sowietów, zaś po stronie izraelskiej były Stany Zjednoczone - które wyposażyły IDF w najnowszy sprzęt militarny. Jak silna była więź między USA i Izraelem, niech tylko dowodem będzie moment uznania państwa Izrael przez USA za prezydentury Harry Trumana. Wystarczyło Kongresowi USA zaledwie 6 sekund głosowania, aby to uczynić.

Konflikt zbrojny między stronami wydawał się nieuniknionym, kwestią było tylko, kiedy. W dosyć ciekawej politycznej sytuacji znalazł się królewski Jordan, kontrolujący wtedy Zachodni Brzeg i Wschodnią Jerozolimę. Król Hussein zdawał sobie sprawę, że jego armia nie ma żadnych szans z izraelską, dlatego, zawsze starał się być pośrodku drogi. Chciał po prostu uniknąć wojny, ale też chciał zachować terytoria. Zdecydował się na dosyć śmiały ruch polityczny, równocześnie odrzucając apel Nassera [prez. Egiptu] o zjednoczenie się Arabów przeciwko Izraelowi, i zwracając się do USA o udzielenie gwarancji nienaruszalności Jordanu. USA udzieliły gwarancji i właśnie USS Liberty, wtedy wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny do śledzenia komunikacji, miał być jakby obserwatorem. Okręt miał patrolować na Morzu Śródziemnym, poza wodami terytorialnymi. Zresztą jak się później okaże, lista zadań załogi okrętu była bardziej detaliczna, niż tylko podsłuchiwanie Jordanu i Izraela.

Wybucha Tygodniowa Wojna, praktycznie wygrana przez Izrael w ciągu prawie kilku godzin, głównie poprzez znienacka zbombardowanie egipskich sił powietrznych. Setki Migów, mogących ewentualnie zaszkodzić oddziałom pancernym Izraela, zostało rozbitych na lotniskach. Sporym, potencjalnym zagrożeniem, była eskadra rosyjskich bombowców Tu-95 [Bear w nomenklaturze NATO] stacjonujących w Aleksandrii i zdolnych do przenoszenia broni nuklearnej, ale ich użycie, prawdopodobnie równałoby się wywołaniem III Wojny Światowej, a to nie wchodziło w rachubę. Wszystkie zainteresowane strony pamiętały doskonale kryzys kubański. USS Liberty, jak się później okazało, również był na tropie elektronicznym tychże bombowców. Sowiecka machina propagandowa utrzymywała, że samoloty są własnością egipskich sił powietrznych, obsadzone ich załogami.

Wyszło także na jaw ostatnio, że okręt przechwycił transmisję radiową, sugerującą wyraźnie, że Izrael nosi się z zamiarem zaatakowania Jordanu, przejęcia Jerozolimy i Zachodniego Brzegu, a to już przekreślało znacznie wcześniej opracowane plany akcji izraelskich akcji militarnych. I z całkiem ostatnich już archiwalnych dokumentów, częściowo udostępnionych cyt: "zbytnio ciekawskim antysyjonistom i antysemitom" wynika, że załoga okrętu, choć w odległości do 14 mil od linii brzegowej, mogła doskonale widzieć przez silne lornety co się dzieje na brzegu. A tam według dokumentów, trwała - masowa egzekucja egipskich jeńców wojennych ... strzałami w tył głowy, po uprzednim wykopaniu sobie grobów. Zdecydowanie, USS Liberty znalazł się w złym czasie i złym miejscu, biorąc pod uwagę interesy armii izraelskiej.

Atak na USS Liberty.

USS Liberty AGTR-5 [Auxiliary General Technical Research #5], był praktycznie okrętem szpiegowskim, wchodzącym w skład Atlantyckiej Szóstej Floty, wtedy operującej częściowo na Morzu Śródziemnym. W tym czasie, amerykańska flota dysponowała 12 podobnymi okrętami, rozsianymi po całym świecie. Zimna wojna hulała w pełni, a rosyjskie strategiczne bombowce, uzbrojone w broń nuklearną, zaczynały pojawiać się masowo w różnych częściach świata.

Okręt hierarchicznie podlegał bezpośrednio dowódcy VI floty, a techniczną kontrolę sprawowała Narodowa Agencja Bezpieczeństwa w Waszyngtonie. Nie był więc, jak to niektóre źródła sugerują - w tym także izraelskie - żaden okręt pomocniczy z cywilną załogą, zaczarterowany przez marynarkę. Wręcz przeciwnie, był stale pod załogą i dowództwem marynarki wojennej. - Przerobiony na stoczni w Portland, OR w 1964 r., ze statku klasy Belfont [Victory], powszechnie używanego transportowca z okresu II Wojny Światowej, kosztem 40 milionów dolarów, został wyposażony w najnowszy sprzęt radiowo namiarowy, służący głównie, do podsłuchiwania rozmów radiowych. Miał na pokładzie również urządzenia do wykrywania ewentualnej radiacji i łączności satelitarnej. Maksymalna szybkość to około 36 km na godzinę, najwolniejsza około 8. Załogę stanowiło 294 marynarzy, w tym 3 cywili z NSA i 3 z Marine Corp, tłumaczy języków rosyjskiego i arabskiego.

Dosłownie na kilka godzin przed atakiem, dowództwo operującej floty zapewniło Liberty o natychmiastowej pomocy na wypadek ataku [gwarantowane zresztą Wojskowym Kodeksem Marynarki Wojennej, pod groźbą kary śmierci, albo długoletnim więzieniu]. Jak się okazało, nikt do tej pory nie został postawiony nawet w stan oskarżenia za nie udzielenie pomocy. Kiedy okręt znalazł się w sytuacji bez wyjścia, jeden z lotniskowców [USS America], był w trakcie ćwiczeń i nie odpowiedział na wołania, drugi zaś [USS Saratoga] wysłał pomoc, która została prawie natychmiast odwołana rozkazem z Waszyngtonu. Oba lotniskowce, znajdowały się w odległości zaledwie 10 minut lotu przez F-4 Phantoms.

Nadszedł 8 czerwiec. Dzień był piękny, widzialność doskonała. Załoga przystąpiła do normalnych zajęć, chociaż, można było wszędzie wyczuć nerwowość. W nocy nad okrętem pojawiły się izraelskie samoloty, które równie szybko odleciały. Urządzenia okrętu wykryły radary pilotów ustawione na poszukiwanie "przyjaciel-wróg". Po wymianie sygnałów rozpoznawczych, wszystko wróciło do normy, przynajmniej pozornie. Równie w ciągu dnia pojawiły się izraelskie samoloty, na tyle nisko, aby można było wzajemnie pomachać rękoma. Z przechwyconych rozmów radiowych wynikało, że samoloty poinformowały o obecności amerykańskiego okrętu, którego zresztą znaki rozpoznawcze i flaga, były bardzo widocznymi.

Ok. godziny 2:00 po południu, operatorzy radarów wykryli prawie równocześnie szybko poruszające się cele, zmierzające w kierunku Liberty. Było to kilka samolotów i kutrów torpedowych. Równocześnie, jeden z operatorów przechwycił rozmowę po rosyjsku między dużym samolotem a dowództwem w Moskwie. Paradoksalnie do biegu wypadków odkryto tajemnice załóg bombowców TU-95. Okazało się, że wbrew rosyjskim zapewnieniom, TU-95 nie były obsadzone egipskimi załogami a jedynie korzystały z bazy w Aleksandrii. Na okręcie ogłoszono natychmiast stan pogotowia i rozpoczęto robienie zdjęć samolotów, i nagle okazało się, że są bez znaków rozpoznawczych. Wszystkie środki prewencyjne okazały się bezużytecznymi, jako że okręt - został zasypany gradem kul, pocisków rakietowych i pojemników z napalmem. Zniszczone zostają częściowo urządzenia radiowe, odstrzelonym zostaje maszt z flagą. Jeden z członków załogi rozpina natychmiast następną flagę, dwukrotnie większą od normalnej, równocześnie ginąc. W międzyczasie kutry torpedowe, z bliskiej odległości strzelają 5 torped. Jedna trafia zabijając na miejscu 25 marynarzy. Pozostali giną na pokładzie. Razem będzie ich 34. A nawiązana po paru minutach łączność z lotniskowcem, powoduje wysłanie myśliwców z pomocą, które jednak zostają zawrócone już podczas lotu. Po wydaniu rozkazu o opuszczeniu okrętu, część załogi znajduje się na tratwach ratunkowych, które zostają ostrzelane z kutrów. Część z nich tonie. Atak trwa ponad godzinę i ustaje tak nagle jak się rozpoczął, chociaż jeszcze kilka razy pojawiają się izraelskie kutry torpedowe i znów samoloty. Z jakiś chyba bliżej nieznanych powodów, nie wykańczają ani okrętu, ani pozostałej przy życiu załogi. Okręt więc utrzymuje się na wodzie i później zostaje odholowany na Maltę. Parę lat później wychodzi na jaw z dokumentów archiwalnych, że Izraelczycy aż tak bardzo nie obawiali się reakcji okrętów VI Floty, wiedząc, że "cicha dyplomacja" już działa i obie strony pracują nad zakamuflowaniem tragedii.



Zacieranie śladów.

Używając powszechnie znanego "ale to było kino", chociaż ze względu na tragedie najmniej pasującego, byłoby niczym. To co zaczęło się dziać poza kulisami, zostało uznane za największą operacje tuszowania, jaka miała miejsce w historii marynarki USA.

W kilka minut po ataku, prezydent Johnson poinformował w adresie telewizyjnym, o "tragicznym wypadku na wodach śródziemnomorskich, w którym zginęło 6 amerykańskich marynarzy".

W ciągu mniej niż godziny, Izrael poinformował Waszyngton o "tragicznej pomyłce", aby zaraz później "wyjaśnić", że USA Liberty został pomyłkowo uznany za egipski frachtowiec do przewożenia koni. Jak można uwierzyć tłumaczeniu, kiedy jeden rzut oka amatora, nie mającego absolutnie pojęcia o statkach, pozwala bez problemu rozróżnić obie jednostki. Statek egipski był czterokrotnie mniejszą jednostką, nie posiadająca żadnych wysokich masztów, nie mówiąc już o zestawie anten. Jak można było pomylić obie jednostki, widząc olbrzymią amerykańską flagę oraz napis GTR-5, na dziobie okrętu i dachu nadbudówki. To wszystko, było dopiero początkiem całej sprawy, które mimo upływu 35 lat, końca nie widać. Przynajmniej po stronie poszkodowanych.

Dokładne opisanie tuszowania sprawy, zajęło by kilkaset stron. Tylko zupełnie skrótowo można nadmienić, że oba rządy sporządziły 13 raportów, z których żaden nie odpowiada całej prawdzie. Absolutna treść dokumentów-raportów, nigdy nie została udostępniona publicznie. Ciągle są objęte - klauzulą "Top Secret". Oficjalnie zakończono sprawę w grudniu 1987 roku notami dyplomatycznymi między USA i Izraelem. Do dnia dzisiejszego, weterani dopominają się pełnej interwencji Kongresu oraz wznowienia całej sprawy.

Wbrew tuszowaniu całej sprawy i manipulacji faktami, głównie przez administracje waszyngtońską, pozostali przy życiu weterani robią wszystko, aby "przykry incydent" z USS Liberty, nie poszedł w zapomnienie. Jim Ennes, były członek załogi USS Liberty, oficer, obecnie na emeryturze, jest autorem książki pt. "Conspiracy Of Silence: Assault on the Liberty", napisanej w latach 1967-1973. Pisana na gorąco, zawiera dokładny opis wydarzeń, zeznania załogi oraz fotografie. Faktycznie można by ją zaliczyć jako korpus delicji, chociaż w pewnych kręgach została uznana za "wysoce krzywdzącą i antyizraelską". Z jej wyjątkami można się zapoznać na Internecie pod www.ussliberty.org, swoją drogą, jest jedną z najlepiej opracowanych stron na całej wirtualii. Zresztą Internet jest wcale bogatym w informacje o okręcie. Można się doszukać około 50 różnych stron opisujących tamtejsze wydarzenia, w tym i strony izraelskie.

Sporo miejsca Liberty, poświęcił także prof. Alfred M.Lilienthal w swojej książce: "The Zionist Connection II: What price peace", wydanej w 1982. W rozdziale pt. "The attack on Liberty", jest opisane z detalami tuszowanie sprawy, łącznie z nazwiskami. Szkoda tylko, że jak do tej pory, książka prof. Lilienthala nie została przetłumaczona na język polski. Bo oprócz sprawy Liberty, rzuca światło na inne sprawy w relacji Izrael-reszta świata.

W 2001 r., zostaje wydana książka pt. "Body of secrets", autorstwa Jamesa Bamforda, eksperta w sprawach bezpieczeństwa, szpiegostwa i kontrwywiadu. "Konikiem" autora była i jest NSA [National Security Agency], praktycznie nieznana amerykańska superagencja, potocznie zwana Never Say Anything [nigdy nie mów niczego]. NSA zajmowała [i nadal to czyni] się głównie wewnętrznym i zewnętrznym szpiegostwem na skale nieporównywalną do żadnych CIA, KGB, Stasi, itp. Absolutnie poza kontrolą Kongresu, absolutnie tajna. Chodzą słuchy, że do prezydentów docierały tylko informacje, jakie NSA chciała aby się dostały. Otóż podczas wojny sześciodniowej, zupełnie bez wiedzy Białego Domu, został wysłany EC-121, samolot szpiegowski w barwach marynarki wojennej USA. Tenże samolot, lecąc poza zasięgiem przechwycenia, znalazł się nad USS Liberty w momencie ataku który został elektronicznie nagrany. Z wyjątków nagrań wynika czarno na białym, że atak został dokonany z premedytacją i piloci izraelscy doskonale wiedzieli, kogo, i co atakują. Wiedzieli również, że okręt jest oflagowanym i posiada znaki rozpoznawcze na dziobie i rufie.

Napisałem na wstępie, że są różne rocznice i różnie obchodzone. Czekałem więc na dzień 8 czerwca, aby cokolwiek się ukazało w prasie lub telewizji poza płatnym ogłoszeniem na łamach „Washington Post”, które pozwalam sobie zamieścić w oryginale. Zamieszczam także oryginalne wystąpienie Cynthi McKinney, z dnia 6 czerwca tego roku, zapisane w katalogu wystąpień w Kongresie, oraz wystąpienie John E. Engelbergera, USCGR [Ret] podczas prywatnej ceremonii rocznicowej.

Pozwoliłem sobie napisać krótki list do wszystkich większych stacji telewizyjnych i gazet na Internecie. Jak do tej pory nie otrzymałem żadnej odpowiedzi i - zapewne jej nie otrzymam. Nie jest to dziwne, jako że, każda wypowiedź w kwestii USS Liberty od razu zostaje zakwalifikowana do antyizraelskich. Nie tylko zresztą w tej sprawie. Co jednak przemawia na pewien plus w całej tej historii, to fakt, że są jeszcze ludzie, w tym i żyjący weterani, którzy nie pozwalają, aby sprawa ucichła na zawsze. Wydaje mi się, że my Polacy, powinniśmy także dołożyć swoją cegiełkę ku pamięci zabitych i wyjaśnieniu całej prawdy.



Wilhelm Głowacki

Za: http://www.ojczyzna.pl/Arch-Teksty/GLOWACKI__USS-Liberty.htm

---------------------------------------------------
PALESTYŃSCY CHRZEŚCIJANIE W ZIEMI ŚWIĘTEJ PODSTAWOWE FAKTY I DANE

- Obecnie w Ziemi Świętej mieszka około 200 tysięcy palestyńskich chrześcijan, będących potomkami najstarszych na świecie wspólnot chrześcijańskich.

- Większość chrześcijan palestyńskich to wyznawcy Greckiego Kościoła Prawosławnego; mniej liczni są katolicy obrządku rzymskiego, prawosławni ormiańscy [wyznawcy Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego], Koptowie, anglikanie, prawosławni etiopscy [wyznawcy Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego], grekokatolicy, luteranie, maronici, prawosławni obrządku syryjskiego i wyznawcy kilku innych denominacji protestanckich.

- Nie ma oficjalnych danych na temat liczby chrześcijan palestyńskich na Terytoriach Okupowanych, ale według Konsorcjum Diyar - luterańskiej instytucji ekumenicznej - na Zachodnim Brzegu Jordanu, w Strefie Gazy, i w Jerozolimie Wschodniej żyje 51 710 chrześcijan. Skupieni są głównie w Jerozolimie Wschodniej, Ramallah, Nablusie i Betlejem.

- Chrześcijanie stanowią około 2% ludności Zachodniego Brzegu Jordanu, zaś w Gazie szacuje się, że jest ich 3 tys. - czyli mniej niż 1% ludności tej przybrzeżnej enklawy. Chociaż w ostatnich latach liczba chrześcijan w Strefie Gazy utrzymuje się na stałym poziomie, to na Zachodnim Brzegu nieprzerwanie maleje, jako że wielu z nich emigruje z powodu trudów życia pod izraelską okupacją. Do kurczenia się populacji chrześcijan przyczynia się także niższy wskaźnik liczby urodzeń w ich środowisku.

- Według izraelskich danych rządowych chrześcijańscy obywatele Izraela w 2009 r. stanowili ok. 2,1% populacji czyli 154 tys. osób. 80% z nich to palestyńscy Arabowie, w tym 44 tys. katolików, podczas gdy resztę stanowią niearabscy imigranci, głównie małżonkowie Żydów, którzy przybyli ze Związku Radzieckiego na początku lat 90-tych.



Ataki na chrześcijan i ich święte miejsca ze strony izraelskich osadników i ekstremistów

- Jak podaje Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka, od 2008 r. liczba brutalnych ataków osadników żydowskich na Palestyńczyków, w tym chrześcijan, oraz na ich mienie wzrasta co roku o mniej więcej 150%. W pierwszej połowie 2012 r. zanotowano 154 takie ataki.

- W ostatnich latach osadnicy zaczęli wymierzać w Palestyńczyków ataki odwetowe [tzw. „price tag attacks”] w odpowiedzi na działania rządu Izraela, które wzbudzają ich niezadowolenie, takie jak - demontaż osadniczych „przyczółków” [osiedli wybudowanych bez zgody władz izraelskich]. Często takie ataki przybierają formę wandalizmu i bezczeszczenia miejsc świętych dla muzułmanów i chrześcijan. Tak było w przypadku serii podpaleń meczetów na Zachodnim Brzegu i w Izraelu.

- W grudniu 2012 roku żydowscy ekstremiści zdewastowali [już po raz drugi] grecko-prawosławny Klasztor Świętego Krzyża w Jerozolimie, malując na jego ścianach hasła - „Śmierć chrześcijanom”, „Jezus, syn dziwki” i „Odpłata”, a także poprzebijali opony kół w samochodach stojących na parkingu świątyni.

- W październiku 2012 r. rumuńsko-prawosławny kościół św. Jerzego w Jerozolimie zdewastowano, jego drzwi uszkodzono, a w wejściu porozrzucono śmieci. Był to co najmniej trzeci akt wandalizmu wobec świętego miejsca chrześcijan w okresie pięciu tygodni. Tydzień przed atakiem na kościół rumuńsko-prawosławny wandale napisali sprayem hasła „Jezus to bękart” i „Odpłata” na murach klasztoru franciszkanów na Syjonie.

- We wrześniu 2012 r. napastnicy podpalili drzwi klasztoru Latrun w Jerozolimie. Podpalenie to, uważane za atak odwetowy [z serii ataków „price tag”], nastąpiło tydzień po tym, jak rząd izraelski ewakuował osadników z „przyczółku” Migron na Zachodnim Brzegu Jordanu.

- W lutym 2012 r. izraelski dziennik „Haaretz” poinformował że w ciągu dwóch poprzedzających miesięcy celem wandali stały się dwa kościoły i cmentarz chrześcijański na wzgórzu Syjon. W trakcie ataków na kościoły sprawcy wypisali na ścianach sprayem hasła „Jezus nie żyje”, „Śmierć chrześcijanom” a „Maryja była prostytutką”. Jeden z tych kościołów, należący do zgromadzenia baptystów Narkis Street Congregation w Jerozolimie, był już celem ataków podpalaczy w roku 2007 i 1982.

- W listopadzie 2011 r. „Haaretz” doniósł że na ulicach Starego Miasta w okupowanej Jerozolimie Wschodniej ultraortodoksyjni Żydzi „rutynowo” przeklinają i opluwają duchownych chrześcijańskich. Główny sekretarz Prawosławnego Patriarchatu Jerozolimy stwierdził: „To się często zdarza. Człowiek idzie ulicą i nagle plują na niego bez powodu”. Pewien student z miejskiego seminarium ormiańskiego skarżył się, że był na co dzień obrzucany obelgami i opluwany przez ultraortodoksyjnych mężczyzn. Jak powiedział: „Kiedy widzę, jak jakiś ultraortodoks zbliża się do mnie na ulicy, to zawsze się zastanawiam, czy mnie nie opluje”. Według innego artykułu, opublikowanego przez „Haaretz” w lutym 2012 r., przypadki plucia były tak powszechne, że część kapłanów przestała odwiedzać niektóre rejony Starego Miasta.

- W czerwcu 2012 r. Dan Halutz, były szef sztabu armii izraelskiej - która jako wojskowe siły okupacyjne jest ostatecznie odpowiedzialna za bezpieczeństwo na Terenach Okupowanych, w tym w Jerozolimie Wschodniej przyznał, że rządu premiera Beniamina Netanjahu tak naprawdę nie obchodzi zatrzymywanie sprawców ataków [„price tag attacks”] - stwierdzając: „Gdybyśmy chcieli, moglibyśmy ich złapać i złapiemy ich, kiedy tylko zechcemy”.

- W marcu 2012 r. brytyjski dziennik „The Guardian” poinformował o tajnym raporcie sporządzonym przez wyższych urzędników Unii Europejskiej, z którego wynika, że osadnicy żydowscy, angażują się, w systematyczną i narastającą kampanię przemocy wobec Palestyńczyków i że „przemoc ze strony osadników cieszy się milczącym poparciem państwa Izrael”.


1   2   3   4


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość