Strona główna

O. Bernard Dullier omi listy pasterskie śWIĘtego eugenisza de mazenod biskupa marsylii


Pobieranie 164.88 Kb.
Strona1/4
Data19.06.2016
Rozmiar164.88 Kb.
  1   2   3   4




O. Bernard Dullier OMI

LISTY PASTERSKIE

ŚWIĘTEGO EUGENISZA DE MAZENOD

BISKUPA MARSYLII

Dzięki badaniom rozpoczętym w 1975 roku przez ojca Fernand Jetté i kontynuowanym przez ojca Yvon Beaudoin mamy dzisiaj do dyspozycji prawie całokształt pism świętego Eugeniusza de Mazenod. Możemy je uszeregować w trzech kategoriach: listy, pisma duchowe oraz dziennik, którego publikacja nie została jeszcze zakończona. Oprócz tego istnieje czwarta seria tekstów, która dotąd nie została jeszcze zbadana. Są to listy pasterskie biskupa Marsylii napisane w ciągu 24 lat jego posługi biskupiej. Są to wielkopostne listy pasterskie i listy okolicznościowe.

Otóż Eugeniusz de Mazenod pozostawił nam 23 wielkopostne listy pasterskie, z których pierwszy nosi datę 18 lutego 1838 roku a ostatni datę 16 lutego 1860 roku1. W większości są to dość długie teksty, przeznaczone do odczytywania z ambony albo przed uroczystą Sumą albo po Nieszporach pierwszej niedzieli Wielkiego Postu. Ich istotnym celem jest przypomnienie chrześcijanom wymogów Wielkiego Postu, głównie praktyki postu i wstrzemięźliwości, jak również dokładne określenie czasu trwania Komunii Świętej wielkanocnej. A zatem tak naprawdę nic specjalnego a tym bardziej pasjonującego.

Równocześnie Eugeniusz de Mazenod pozostawił około 50 innych listów pasterskich, krótszych niż poprzednie, napisanych w różnych okolicznościach. Dotyczą one najczęściej wydarzeń diecezjalnych takich jak: objęcie przez niego stolicy biskupiej w Marsylii, promulgowanie nowego katechizmu, położenie kamienia węgielnego pod świątynię Notre-Dame de la Garde czy też przeniesienie relikwii świętego Łazarza. Inne powstały się przy okazji znaczących wydarzeń w życiu Kościoła powszechnego, takich jak: rok jubileuszowy, ogłoszenie dogmatu Niepokalanego Poczęcia czy też prośba o modlitwy za przebywającego na wygnaniu w Gaecie papieża. Jeszcze inne powstały przy okazji wydarzeń politycznych jak na przykład wybory 1848 roku czy wojny włoskie. Niektóre były odpowiedzią na prośbę władz cywilnych, jak na przykład narodziny księcia imperium. Wreszcie są też listy podyktowane dramatami ludzkimi takimi jak epidemie czy wojny. Podobnie jak listy wielkopostne były one przeznaczone do odczytania z ambony na sumie lub podczas Nieszporów.

Dla pełni obrazu trzeba tutaj dodać okólniki skierowane do proboszczów. Mniej uroczyste i krótsze od listów pasterskich, były również przeznaczone do publicznego odczytania, ale zawierały konkretne wskazania w zakresie kaznodziejstwa, w obliczu nieprzewidzianych lub zaskakujących wydarzeń, jak również podejmowały kwestie teologiczne.

Wielkopostny list pasterski cechuje się ściśle określonym rodzajem literackim, niezwykłe charakterystycznym dla XIX wieku. Biskupi oddają się w nich uczonemu współzawodnictwu, dając popis pedanteryjnej erudycji. Ich styl jest uroczysty i pompatyczny, cechą charakterystyczną są ciężkie i niekończące się zdania. Weźmy dla przykładu list pasterski arcybiskupa Aix i późniejszego kardynała Bernet na Wielki Post 1844 roku. Jest to tekst uznawany ówcześnie za majstersztyk wspomnianego gatunku literackiego. Otóż niemal jedną trzecią tekstu, przeznaczonego do odczytania stanowią cytaty łacińskie bez jakiegokolwiek tłumaczenia. Ówcześni biskupi przesyłają sobie nawzajem swoje teksty, wysyłają je także do znanych sobie rzymskich kardynałów. Szeroko rozpowszechniają przy tym otrzymywane listy gratulacyjne, równocześnie na własny koszt wydają drukiem powstałe w ten sposób kompilacje wspomnianych tekstów.

Inne listy pasterskie są tekstami okolicznościowymi, nierzadko odpowiadającymi żądaniom rządu. Biskupi powstrzymują się w nich od wszelkiej formy oryginalności. Do dyspozycji mają wcześniej przygotowane konspekty i szkice, ograniczają się jedynie do ich dosłownego przekopiowania.

Eugeniusz de Mazenod wzrasta oczywiście w tym kontekście. Ulega niejako ówczesnemu gatunkowi literackiemu, stąd też jego listy pasterskie słusznie mogą się nam wydawać ciężkie, pompatyczne, czy wręcz z racji swego stylu nieczytelne. Majestatyczna liczba mnoga, licznie stosowane koniunktiwy i wtręty, zdania na 12 lub 15 bardzo szybko mogą zniechęcić nawet najwierniejszych entuzjastów de Mazenod.

Niektóre z podejmowanych przez niego zagadnień wydają się nam nieznaczące. W jaki bowiem sposób naszą znajomość Założyciela może wzbogacić list pasterski poświęcony „Te Deum” z okazji szczęśliwego ocalenia cesarzowej?

Inne kwestie zdają się wypływać raczej z teologicznej wrażliwości tamtych czasów. Czemu więc miałoby służyć czytanie i zgłębianie 40-stronicowego tekstu na temat „dobrych i złych aniołów”?

A wreszcie, sam sposób podejmowania niektórych spraw wprawia nas w zakłopotanie. Na przykład opis islamu, dokonany przy okazji przeniesienia relikwii świętego Augustyna, nie bez powodu może gorszyć zwolenników dialogu międzyreligijnego.

Na co więc może się zdać odczytywanie tych tekstów dzisiaj? Po co wskrzeszać listy, skoro niektóre z nich mogą się wydawać tak bardzo pokryte kurzem i pozbawione aktualności. Otóż, moim zdaniem, istnieją cztery powody:

• Po pierwsze dzięki wielkopostnym listom pasterskim, możemy zdać sobie sprawę z tego, jakie były priorytety i pierwszoplanowe akcenty duszpasterskie biskupa de Mazenoda. Teksty te, stanowiące nieprzerwaną i trwającą 23 lata katechezę, ukazują nam treściową zawartość przepowiadania Eugeniusza, jego duszpasterskie priorytety; słowem to, co chciał przekazać swojemu ludowi.

• Po drugie nie wszystkie listy pasterskie Eugeniusza są pokryte kurzem, wręcz przeciwnie. Jeśli bowiem uda nam się wznieść ponad styl literacki, z zadziwieniem odkryjemy teologiczną wnikliwość tekstów takich jak listy pasterskie na temat Triduum paschalnego, Kościoła czy misji. Jako człowiek swoich czasów, Eugeniusz de Mazenod jest także prorokiem. Jeśli chodzi o zmysł Kościoła, liturgii, miejsca Maryi czy pastoralnej funkcji biskupa, to przygotowuje on bezpośrednio teologię Soboru Watykańskiego.

• Po trzecie porównując niektóre okolicznościowe listy pasterskie świętego Eugeniusza z podobnymi tekstami innych biskupów, możemy zobaczyć oryginalną wizję polityki, spojrzenie na kryzys gospodarczy i ruchy społeczne, a nawet na obalenie Stanów kościelnych, jaką miał nasz Założyciel. Teksty ukazują jego niezależność w obliczu władzy czy nawet jednomyślności episkopatu.

• Po czwarte uczciwie patrząc teksty, które nas krępują i chcielibyśmy, aby nigdy nie zostały napisane, odnajdujemy prawdziwego człowieka wraz z jego zaletami i brakami. Założyciel był prorokiem w pewnych dziedzinach, ale w innych nie. Nie zawsze dostrzegał wagę problemów, aby przygotować przyszłość. Jednak to w niczym nie umniejsza jego świętości, ale objawia jego prawdziwe oblicze, jego wielkość i pozwała również nam zachować większą ostrożność w wydawaniu sądów o tamtych czasach, a także większą pokorę w naszej posłudze duszpasterskiej.

Zanim zatem rozpoczniemy analizę listów pasterskich, chciałbym poczynić pewną uwagę, która dotyczy wyłącznie ich autora. Wielu Oblatów utrzymuje, że listy pasterskie naszego Założyciela są w istocie dziełem jego sekretarza. późniejszego sufragana księdza Jacques Jeancard. I rzeczywiście, jest prawdopodobne, że ostateczny kształt niektórych tekstów jest jego dziełem. Nie można jednak uogólniać, bowiem wiele z tych tekstów objawia mazenodowski styl pisania. Szczególnie niezależność myśli, wolość formułowania refleksji i oryginalność ujęcia teologicznego pokazują, że merytoryczny trzon danego tekstu nie może wyrastać z rutynowego klasycyzmu, jakim odznaczał się biskup Jeancard.

WIELKOPOSTNE LISTY PASTERSKIE
Nie zamierzamy oczywiście poddawać analizie wszystkich wielkopostnych listów Eugeniusza de Mazenod. Byłoby to po prostu zbyt uciążliwe i zupełnie nieciekawe. Ponadto, celem niniejszego studium nie jest bynajmniej wyczerpanie tematu, ile raczej zarysowanie myśli Założyciela wyrażonej w jego katechezach skierowanych do powierzonego mu ludu w związku ze zbliżającymi się Świętami Wielkanocnymi.

Skupimy się zatem na tekstach najbardziej znaczących i to zarówno ze względu na zawarte w nich nowe elementy dotyczące duchowości lub teologii świętego Eugeniusza, jak i ze względu na pytania, jakie stawiają nam te teksty, jeśli chodzi o aktualność jego myśli.

Dlatego właśnie w dokonanym wyborze przyjrzymy się zarówno tekstom najbardziej znaczącym jak i tym, które wprawiają nas w największe zakłopotanie. Ufamy, że uda nam się w ten sposób zachować pełny obiektywizm.
Próbny galop: List pasterski z 1838 roku
W Boże Narodzenie 1837 roku Eugeniusz objął stolicę biskupią w Marsylii. Jego pierwszy wielkopostny list pasterski datuje się zatem na rok 1838. Eugeniusz nie czuje się dobrze w nowym dla niego stylu wypowiedzi. Cóż bowiem można powiedzieć na temat Wielkiego Postu, jak tylko przypomnieć obowiązek zachowania wstrzemięźliwości. To właśnie czyni od pierwszej aż do ostatniej linijki swego listu: Przed skierowaniem do was słowa z okazji świętego czasu Wielkiego Postu, skupiłem się przed Panem, aby w Jego boskim świetle zaczerpnąć natchnienia łaski, ażebym w sposób godny mógł was pouczyć o obowiązku zachowania postu i wstrzemięźliwości.

Obszernie mówi na temat grzesznego człowieka, skarżąc się na: zapomnienie świętych przepisów wielkopostnych, w jakie popadło współczesne pokolenie. Jak bowiem nie uznać, że powinność zachowania wstrzemięźliwości i postu jest jednym z najświętszych i najczcigodniejszych praw?

Poza tym Biskup nie ma nic szczególnego do powiedzenia. Obowiązek zachowania tego podwójnego nakazu rozwija on nieustannie i w różnych tonacjach, wypowiadając się w następujący sposób: Niech Bóg broni, bracia moi najdrożsi, ażebym, jako troskliwy i zapobiegliwy pasterz, miał zwątpić w uległość moich owieczek w tym, co dotyczy zbawienia ich dusz!

Tekst obfituje w zdania ciężkie a Pismo Święte zawsze jest cytowane po łacinie bez żadnego tłumaczenia. Tekst ten jawi się nam jako pozbawiony oryginalności i zmysłu duszpasterskiego. Ale nie wydawajmy pochopnych sądów, bowiem jego istotnym założeniem jest pokazać nam punkt, z którego Założyciel wychodzi, aby stopniowo poprzez kolejne lata dojść do niezwykłego tekstu, który w 1860 roku zwieńczy osobliwa serię wielkopostnych katechez biskupa de Mazenoda.


Pasterz o sercu jak ogień: List pasterski z 1839 roku
Eugeniusz de Mazenod adaptuje gatunek literacki „listów pasterskich” bardzo szybko adaptuje do swej osobowości i akademickiego stylu używa do dzieła ewangelizacji swego ludu. Począwszy od 1839 roku ton jego wypowiedzi staje się coraz mniej bezosobowy. W liście tym Eugeniusz kreśli bilans pierwszego roku swego pasterzowania i mówi o swoich biskupich cierpieniach i radościach. Powraca do przeprowadzonych wizytacji pasterskich, podkreślając to co uznał za istotne: W mych apostolskich podróżach z upodobaniem objąłem swoją troską ukochaną dziatwę, której udzielałem katechizmu oraz ubogich, którym głosiłem Ewangelię.

Położywszy solidne podstawy, nie ogranicza się już do ogólników, ale stara się zwracać osobiście do każdej spotykanej społeczności, zawsze wydobywając niejako pawłowe akcenty, aby pozdrowić każdy ze swych kościołów partykularnych.



Mieszkańcy Aygalades i wy, umiłowani parafianinie parafii świętego Ludwika, świętego Andrzeja, świętego Józefa, świętego Antoniego, świętej Marty, mieszkańcy Canet i Crottes, wy wszyscy, którym została dana łaska Misji świętej, bądźcie błogosławieni! Życzę wam, abyście zawsze byli takimi jakimi jesteście dzisiaj; to znaczy, niewzruszonymi w wierze i podążającymi drogami świętości... Obyście również mieli licznych naśladowców!

Oto prawdziwy pasterz, który się zwraca do swego ludu, który zaczyna poznawać i do którego zwraca się po imieniu. Każdy może się poczuć adresatem słów, które słyszy, zwłaszcza wtedy, kiedy porzucając utrwalony zwyczajem dystans biskupów wobec ludu, daje on upust swemu sercu.

Nawiązuje prawdziwy dialog, kiedy poucza swoje dzieci i wyjawia im swoje wielkie cierpienie: obojętność religijną tak wielu z nich. Wtedy to jego list staje się modlitwą, w której on sam zwraca się do Boga: Panie, otoczyłeś mnie mnóstwem swoich dzieci, wobec których dałeś mi serce ojca. Kocham je wszystkie uczuciem najczystszej miłości. Nic, co ich dotyka, nie może być mi obce. Ich sprawy są moimi sprawami. Ich szczęście również mnie uszczęśliwia. Pośród tych, których mi dałeś nie ma nikogo, kogo nie chciałbym zbawić za cenę własnego życia. Ilu jednak, o Panie, wśród nich jest takich, którzy pragną Ciebie poznać, ukochać i Tobie służyć? Nie ma ich niestety wielu i to właśnie tak często zasmuca moją duszę, wypełniając ją najbardziej gorzkim cierpieniem.

W obliczu tego zobojętnienia, czas Wielkiego Postu jest ukazany już nie jako czas powinności i zakazów, ale jako czas świadectwa: Wierni zachowując i uświęcając czas Wielkiego Postu, będą składać świadectwo wobec tych zagubionych owieczek, pozwalając im odnaleźć na nowa drogę zbawienia.

Cały ten, liczący 21 stron list wielkopostny, z którego łacina praktycznie znikła, jest nasycony niezwykłym tchnieniem, bowiem jedynie chwała Boża i zbawienie wszystkich powierzonych mi owieczek najgłębiej mnie dotyka, a żarliwa troska duszpasterska wypełnia moje serce.
Gniew jak poryw mistralu: List pasterski z 1841 roku
Wielu z nas, mimo że go nie czytało osobiście, słyszało o tym liście zatytułowanym „O zabawach”. Przesadny, a nawet skrajny charakter niektórych wyrażeń a zarazem bezapelacyjne potępienie wszelkich form zabawy, czy to będą balet, teatr, opera czy zwykłe koncerty, nie może nie wzbudzić w nas głębokiego zakłopotania. Nie jesteśmy w stanie odnaleźć się w tym tekście Założyciela i wolelibyśmy bez wątpienia, ażeby on nigdy nie ujrzał światła dziennego. Zanim go jednak całkowicie odrzucimy, mimo wszystko, przyjrzyjmy mu się z bliska.

Tekst jest przede wszystkim jednym, wielkim wybuchem gniewu. Jest to irytacja zalęknionego ojca, który cierpi w obliczu niebezpieczeństw zagrażających jego dzieciom. Nie zapominajmy, że jest to czas panowania Ludwika Filipa, naznaczony wielkim powrotem do myśli oświecenia. W środowiskach uniwersyteckich podnosi się bunt przeciw Kościołowi i ustanowione zostają prawa mające na celu ścisłą kontrolę wolności słowa biskupów. Równocześnie bawi się coraz bardziej bogacąca się burżuazja. Wielkie salony stają się miejscami dławienia moralności i poniżania rodziny. Zabawy często odsłaniają skandaliczne historie. George Sand pozuje do zdjęcia z Chopinem, Mussetem i Lisztem. Stendhal pisze „Czerwone i Czarne”. Verdi zaczyna wprowadzać w Europie pieść pochwalną na cześć miłości cudzołożnej. Syn Dumas staje się ulubieńcem światowych salonów dzięki swoim powieściom kwestionującym rodzinną moralność.

Wszystko to w oczach Eugeniusza stanowi poważne zagrożenie dla wiary chrześcijan i jeśli to nie usprawiedliwia skrajnego charakteru jego wypowiedzi, to pozwala przynajmniej ją wyjaśnić i zrozumieć. Jako młody kapłan dostrzegł niszczące skutki myśli Volataira w szeregach młodzieży z Aix. Stąd też triumfalny powrót tych idei w nauczaniu akademickim wydawał mu się bardzo poważnym zagrożeniem dla młodzieży lat 1840 i nie wahał się nazwać tego nauczania katedrą dżumy.

To skrajne potępienie zabaw pozwala nam zrozumieć tekst ojca René Motte: Dla poparcia swojej tezy biskup de Mazenod odnosi się do historii cytując niektórych autorów klasycznych. Następnie ucieka się do autorytetu Ojców Kościoła, nie zdając sobie jednak sprawy z tego, że w tamtych czasach chodziło o utwory pisane przez autorów pogańskich, którzy oczywiście nie respektowali moralności chrześcijańskiej. Już święty Cyprian wykluczył przecież komediantów od udziału w Komunii Eucharystycznej. Biskup de Mazenod cytuje jednego ze swych poprzedników na stolicy biskupiej w Marsylii, który wspomnianą nieczystość obyczajów atakuje kompozycją wyrażeń zaczerpniętych ze miłości światowej, ustosunkowując się do tematu składanką fragmentów zaczerpniętych ze sztuk teatralnych. Potem jednak słusznie zauważa, że pewien rodzaj literatury zawiera w sobie pełen elegancji sposób drwienia sobie z dobra: ludzie śmieją się z cnoty2.

Należy oczywiście żałować, że biskup de Mazenod uogólnia sprawę nie uwzględniając jej odcieni. Dziś wyrażona przez niego krytyka jest nie do bez jakichkolwiek rozróżnień wyrażonej przez niego krytyki.

Ale spróbujmy to zrozumieć. Pisząc to wszystko, przypomina sobie, czego sam doświadczał w młodości, kiedy to był żarliwym zwolennikiem przedstawień teatralnych: Jak tu oprzeć się przyjemnościom, jakie mi oferuje szarmanckie miasto Aix? A tym bardziej Odeonowi, którego nie nazywamy już Odeonem, ale cyrkiem Sektcjusza, gdzie gromadzimy się dwa razy w tygodniu i gdzie delektujemy się komediami3.

Eugeniusz z doświadczenia znał wpływ teatru na zmysłową sferę człowieka, a kiedy zamierza rozprawić się z tańcem, to czyż nie ożywiają go wciąż młodzieńcze wspomnienia z Palermo czy Aix? Dzisiaj nasza mentalność daleka jest od myśli wyrażonej w tym liście i słusznie możemy się zapytać, czy nie przesadza ojciec Rey, kiedy pisze, że ogłoszenie tego listu odbiło się niezwykle silnym echem nie tylko w Marsylii, ale iw całej Francji.

Nie mogąc oczywiście zaprzeczyć, że zabawy w swych różnorakich formach wywierają pewien wpływ na zmysłowość człowieka, to jest jednak rzeczą oczywistą, że biskup de Mazenod nie znalazł tutaj ani odpowiedniego stylu ani słów, które mogłyby ustrzec chrześcijan przed tym niebezpieczeństwem. Jeśli więc zgodnie z przyjętym zwyczajem woli pouczać niż potępiać, to jednak w odniesieniu do powyższego zagadnienia nie potrafił zastosować tej zasady. Trzeba być ojcem Motte, aby poddać Eugeniusza de Mazenoda tak delikatnemu i zrównoważonemu osądowi.


Bardzo piękny list pasterski z 1844 roku
Ten szczególny list pasterski z 1844 roku został poświęcony misjom, ale nie misjom zagranicznym, lecz parafialnym, których celem była ewangelizacja diecezji. Należy go usytuować w duszpasterskim planie i ojcowskiej trosce Eugeniusza de Mazenod. Ten długi, liczący 24 strony list, zawiera aż 35 odniesień biblijnych. Jeśli zaś chodzi o łacinę, to znikła ona całkowicie. Po określeniu wniosków, do jakich doszedł w pierwszych latach swej posługi biskupiej i których zarys daje on nam w liście pasterskim z 1839 roku, biskup de Mazenod podejmuje rozległy program głoszenia Ewangelii w całej diecezji dzięki misjom parafialnym. W ten sposób ma nadzieje w ciągu pięciu lat dotrzeć do wszystkich parafii swej diecezji. Do współpracy wzywa oczywiście Oblatów. Ale zwraca się również do franciszkanów i innych znanych kaznodziejów, jak słynny ojciec Loewenbruck, który przeprowadzi misje w parafiach świętego Józefa, świętego Marcina, świętego Łazarza i w Karmelu. Za każdą z tych misji Eugeniusz płaci niejako sobą, udzielając bierzmowania i osobiście uczestnicząc w ceremonii zakończenia. W kontekście misjonarskim, omawiany przez nas list wielkopostny, staje się dodatkowym narzędziem duszpasterskim.

Za przykładem świętego Pawła Eugeniusz de Mazenod rozpoczyna od dziękczynienia Bogu za dar życia w Chrystusie swoich słuchaczy: Kiedy widzę łaskę tak potężnie działającą wśród was, rozlewając równocześnie światło w duszach i miłość w sercach, kiedy nieskończone miłosierdzie Boże jaśnieje swym blaskiem pośród moich owieczek, a zagubiona owca, którą mogłem już uważać za straconą, powraca do owczarni i zostaje przywrócona miłości, wielkie jest wtedy moje wesele i ze świętym Pawłem mogę powiedzieć, że opływam w radość. (2 Kor 7, 4), bowiem moja dusza jednoczy się z uniesieniem błogosławionych Nieba, którzy cieszą się widokiem nawracających się grzeszników…

Zauważmy, że już od pierwszych stron swego listu Eugeniusz wypełniony jest Słowem Bożym. Oprócz wersetów pawłowych, które przytacza w całości, liczne są aluzje biblijne. Zanurza się jak gdyby w uniesieniu Pawła, czemu ten ostatni daje wyraz w 1 liście do Koryntian (1 Kor 1, 3-5), który Eugeniusz cytuje dosłownie. Obszernie komentuje przypowieść o zagubionej owcy (Łk 15, 4-7). Dwa paragrafy w całości są wypełnione cytatami świetnego Pawła z 2 listu do Koryntian i 2 listu do Tymoteusza.

Przez cały tekst przewijają się dwa przewodnie tematy. Najpierw motyw Słowa Bożego, które jest owocne i skuteczne od chwili, kiedy zostaje obwieszczone z wiarą i entuzjazmem. Następnie motyw zadziwienia wobec Ducha Świętego działającego w misjonarzach i poprzez misjonarzy: Duch Święty, ocienił ich, aby nieśli Ewangelie ubogim. I jeszcze: To Duch Święty działa w waszych sercach i otwiera je na przyjęcie Słowa.

W ten sposób Eugeniusz doskonale łączy między sobą wątki Syna, Słowa Bożego, chwały Ojca i działania Ducha Świętego. Moim zdaniem, jest to najbardziej trynitarny tekst naszego Założyciela. Nie chodzi oczywiście o żaden traktat teologiczny. Jest to raczej kwestia Trójcy działającej, bowiem poznanie Boga i uwielbienie Jego Imienia leży u początków każdego dzieła misyjnego. To dzieło nie może się powieść, jeśli nie jest głoszeniem Jezusa Chrystusa, Słowa Ojca, który jako jedyny pozwała nam poznać Ojca i do Niego prowadzi. Głoszenie zaś jest możliwe jedynie dzięki Ducha Świętego, który działa w misjonarzach i który poprzedza ich w sercach wiernych.

Tak postrzegając działanie Ducha Świętego, Eugeniusz odnajduje teologię, która pomimo upływu czasu sięga Ojców greckich, a w konsekwencji dotyka problemu łaski, która bardzo często poprzedza udzielanie i przyjmowanie sakramentów świętych.

Nierzadko się zdarza, że doskonała skruchy sprowadza niejako przebaczenie jeszcze zanim szafarz sakramentu wypowie formułę rozgrzeszenia. Jest zadziwiony wobec tajemniczych wzlotów, jakie dokonują się w sercach najprostszych wiernych, których jest świadkiem.

Opierając się na nauce świętego Pawła, mówi o zmaganiu, jakie każdy chrześcijanin musi podejmować każdego dnia przeciw grzechowi, a sam staje się świadkiem Bożego miłosierdzia, pełen szacunku dla Jego tajemniczego działania w sercach wiernych.

Ostatni paragraf doskonale ukazuje nam serce Eugeniusza de Mazenod, jako założyciela i biskupa, tak że mimo charakterystycznego stylu tego tekstu nie mogę się oprzeć, aby go nie przytoczyć w całości: Moi bracia najdrożsi, powiem to wam z całkowitą prostotą, jeśli nawet zawsze błogosławiłem miłosiernego Boga za dobro, jakie świadczył powierzonej mi owczarni, to przecież nigdy dotąd nie brałem udziału w ceremoniach tak bardzo przemawiających do mego serca, jako biskupa i ojca, pokornie dziękując przy tym Panu za to, że raczył On wywyższyć moje kapłaństwo wzywając mnie do posługi misji, którą miałem szczęście wypełnić, jak również za to, że raczył mi dać tak świętą rodzinę oraz duchowe potomstwo pracowników ewangelicznych przeznaczonych do tej samej posługi. Jeśli wolno mi mówić o tym, co święty Paweł nazywał swoją radością i swoją chwałą (Flp 4,1), to znalazł bym je zarówno w ich pracach jak i w wierze i pobożności moich owieczek. Przede wszystkim jednak ich prace i posługi stanowią mój atut przed Panem, aby raczył je przyjąć i pobłogosławić jako swoje własne dzieło.
Gwałtowna i niesprawiedliwa polemika: List pasterski z 1845 roku
Ten tekst jest jednym najostrzejszych, jakie wyszły spod pióra Eugeniusza de Mazenoda, nosi tytuł: „O atakach skierowanych obecnie przeciwko Kościołowi”. Aby go zrozumieć, żeby nie powiedzieć przyjąć, trzeba go nam umieścić w kontekście wojny o Uniwersytet, w jaką od wielu lat uwikłane były Kościół i Państwo. Otóż, poczynając od końcowej fazy panowania Karola X władza świecka usiłuje zdobyć monopol w zakresie nauczania, zwłaszcza nauczania wyższego, zaś biskupi czynią wszystko, co jest w ich mocy, aby opóźnić zastosowanie tego rodzaju praw. W 1844 roku, po wielu latach stosowania przeróżnych wybiegów, Kanclerz czyli Minister Sprawiedliwości postanawia użyć siły i aby uniknąć zbyt gwałtownej reakcji biskupów za pośrednictwem ich listów, wszystkie ich pisma poddaje uprzedniej cenzurze. Eugeniusz dc Mazenod odrzuca tego rodzaju administracyjną kontrolę swych listów i wypowiedzi. Nie chcąc poniżyć swej całkowicie duchowej posługi, godzi się na przyjmowanie krytycznych uwag ze strony władzy świeckiej.

Wówczas właśnie pisze długi list pasterski, którego oczywiście nie musi przed wydrukowaniem poddawać oficjalnej cenzurze. Zauważmy tutaj odwagę drukarza Mariusza Olive, który wydając ten tekst bez zgody prefektury, ryzykuje zamknięcie swego przedsiębiorstwa, jak również karę sześciu miesięcy więzienia oraz wysoka grzywnę. Nie może nas dziwić gwałtowność, z jaką Eugeniusz de Mazenod reaguje, tym bardziej, że na płaszczyźnie lokalnej musi się dodatkowo przeciwstawić antyklerykalnej i wymyślnie zorganizowanej kampanii prasowej. Niektóre ulotki, oczywiście anonimowe, atakowały nawet zakonnice oddające się dziełom miłosierdzia: Zarzuca się im rzeczy straszne, próbuje się je poniżyć, oskarżając je o ograbianie ubogich, dla których one przecież żyją i umierają. Atakuje się nawet same córki świętego Wincentego a Paulo, te prawdziwe bohaterki miłosierdzia.

W ogniu tej kampanii biskup z trudem kontroluje siebie i sam z kolei staje się niesprawiedliwy: Jak wyjaśnić to rozpętanie się wszelkich namiętności przeciw Kościołowi? Nie zapomina się o niczym, aby go uczynić przedmiotem nienawiści i lekceważenia. W swej pysze jego wrogowie twierdzą: chcieliśmy mu zapewnić spokojny koniec a następnie z godnością urządzić jego pogrzeb, ale Kościół odrzuca pokój, jaki mu przyznaliśmy. Przyspieszymy zatem jego upadek i będzie się tego żałować, że nie przyjął on naszej oferty. Mówią o tym i egzekwują z niewiarygodną zawziętością.

W tekście znajdziemy jednak również paragraf o nie małym znaczeniu dla niezależności Kościoła: Nie ma się dłużej prawa panować nad Kościołem w porządku duchowym, skoro on nie ma prawa panowania w porządku doczesnym. Kościół nieustannie głosi rozróżnienie oraz wzajemną suwerenność tych dwóch władz w sferze atrybutów przysługujących każdej z nich. Na tej wielkiej zasadzie Kościół opiera swą świętą nienaruszalność, podczas gdy wy oskarżacie go o chęć panowania nad wszystkim, nad sprawami nieba i ziemi, wmawiając mu próbę pomieszania porządków władzy, czego tymczasem on za wszelka cenę pragnie uniknąć. Kiedy Kościół domaga się istotnej niezawisłości w sprawowaniu swej Boskiej misji oskarża się go o próbę stawiania się ponad prawem, tak jak gdyby nie głosił on słowem i przykładem potrzeby poddania się wspólnym prawom dla całego kraju.

Oto zdania ujęcie. Jesteśmy niedaleko od rozdziału Kościoła od Państwa, proponowanego przez Lamennais, co zresztą stało się jedną z przyczyn jego potępienia. Na nieszczęście, Eugeniusz de Mazenod nie wyciąga wniosków z tego, co napisał i bardzo szybko przechodzi do zwykłej polemiki, pomijając w dalszym toku swego listu głębszą refleksję.

  1   2   3   4


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość