Strona główna

Ojciec Bernard Dullier omi wspólnota w myśli śW. Eugeniusza de mazenod lyon 1998 Kilka istotnych uwag tytułem wstępu


Pobieranie 186.33 Kb.
Strona1/4
Data19.06.2016
Rozmiar186.33 Kb.
  1   2   3   4



Ojciec Bernard Dullier OMI

WSPÓLNOTA W MYŚLI
ŚW. EUGENIUSZA


DE MAZENOD

Lyon 1998

Kilka istotnych uwag tytułem wstępu
1. W niniejszym studium będzie mowa o wspólnocie, jednak z pominięciem kwestii, o jaki rodzaj wspólnoty chodzi: wspólnotę domową, wspólnotę dystryktu czy inną. Nie ma to tutaj znaczenia. Zresztą myśl świętego Eugeniusza w tym okresie podlegała ewolucji wraz z upływem lat i rozwojem Zgromadzenia. Na przykład w 1818 roku ma on na uwadze tylko jedną wspólnotę, gromadzącą misjonarzy pod wspólnym dachem i utożsamioną z jedynym wówczas istniejącym domem Zgromadzenia. Później, wraz z osiedleniem się w Notre Dame du Laus, przyjmie zasadę, że Zgromadzenie będzie składać się z wielu wspólnot zwanych rezydencjalnymi. Równocześnie jednak, gdy rozwijają się misje ludowe w Prowansji, zaczyna zdawać sobie sprawę z faktu, że również w czasie czterech czy sześciu tygodni trwania misji parafialnych misjonarze stanowią rzeczywistą wspólnotę i jako taką winni ją przeżywać. Wraz z powstaniem domów w Kanadzie i w Natalu dopuszcza liczbowe zredukowanie wspólnot do dwóch członków i to na dość długi okres czasu. Wreszcie, wraz z objęciem misji na Cejlonie, nawet jeśli się zwróci się uwagę na to, że wydawało mu się to wielce niezadowalające, tak iż prosił o możliwie jak najszybsze zaniechanie tego, wspólnotę będą stanowić misjonarze żyjący w pojedynkę i to znacznym oddaleniu od siebie.

2. Naszym założeniem nie będzie zatem analizowanie konkretnego sposobu przeżywania wspólnoty, ile raczej próba określenia samej istoty życia wspólnotowego w myśli naszego Założyciela. Bowiem współczesna refleksja nad wspólnotą oblacką nie wydaje się mieć sensu, jeśli nie opiera się na fundamencie położonym przez świętego Eugeniusza.

W sposób priorytetowy zajmiemy się okresem od 1815 roku (utworzenie Misjonarzy Prowansji) do 1826 roku (zatwierdzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej przez Kościół). Jest to bowiem okres, w którym myśl Eugeniusza de Mazenod krystalizuje się w sposób istotny opierając się na fundamencie, który właściwie, po zapisie w Regule z 1826 roku, nie ulegnie zmianie. Nie pominiemy jednak również okresu po 1826 roku, bowiem mimo położonych fundamentów, forma życia wspólnotowego zmieniała się w zależności od potrzeb misji.

Niniejsze studium nie byłoby pełne bez uwzględnienia dwóch ważnych przyczynków, a mianowicie artykułu Wspó1nota autorstwa ojca Franka Santucci zamieszczonego w Słowniku Wartości Oblackich, s. 137 – 155 i artykułu Wspólnota a misja według Eugeniusza de Mazenoda ojca Yvona Beaudoin w Vie Oblate, (49) 1980, s. 181-201.


WPROWADZENIE
Kiedy na przełomie lat 1815-1816 Eugeniusz de Mazenod, wraz z księdzem Franciszkiem de Paul Henrykiem Tempier zamieszkuje w byłym Karmelu w Aix-en-Provence, w jego życiu dokonuje się radykalny zwrot, zwrot ten ma charakter wspólnotowy. Ma bowiem za sobą dwie bardzo odmienne formy doświadczenia wspólnotowego, co do których można sobie stawiać pytanie, na ile wpłynęły one na jego własny wzorzec życia wspólnotowego.
Doświadczenie życia wspólnego w seminarium: 1808 - 1812.
Tak jak we wszystkich ówczesnych seminariach, żyje się tam pod jednym dachem, bierze udział w tych samych ćwiczeniach i zasiada przy wspólnym stole. Nie można jednak w tym wypadku mówić o „życiu wspólnotowym”. Bowiem grupa ta nie jest wspólnotą, ale zbiorem jednostek postawionych obok siebie, których wspólnym mianownikiem jest jedynie to, co niezbędne dla ułatwienia życia oraz pobudzenia gorliwości w nauce i modlitwie. A zresztą czemu miałoby służyć wdrożenie wspólnotowe ludzi, którzy i tak w przyszłości będą wypełniać swoją posługę w pojedynkę w odosobnieniu własnego probostwa? Także po powrocie w 1812 roku do Aix Eugeniusz postrzega swoją posługę według parametrów swej niezależności i swego charakteru. Czyż nie sam powołuje do życia dzieło młodzieży i zapewnia mu przetrwanie. Również w pojedynkę angażuje się w duszpasterstwo więzienne. Wreszcie indywidualnie podejmuje przepowiadanie Ewangelii po prowansalsku skierowane do służących”. Tak więc, mimo iż zachowuje w pamięci żywe wspomnienie braterstwa i świętego współzawodnictwa z lat seminaryjnych, to jednak nigdy nic uważa ich za wzorzec życia wspólnotowego.
Doświadczenia życia wspólnego z bratem Maur: 1812-1815
Jak wiadomo, po powrocie do Aix, Eugeniusz zamieszkuje razem z bratem Maur, byłym trapistą, którego poznał w Paryżu. Ale nawet, jeśli się ma na uwadze, że ten ostatni odegrał pewną rolę w duchowości Eugeniusza, to w tym wypadku nie może być mowy o wspólnocie: Zobowiązałem Maur do wytykania mi moich braków zarówno rano jak i podczas wieczornej oracji1, to jednak był dla niego przede wszystkim pomocą i wsparciem w zakresie bytowym: nie mogę wyobrazić sobie życia bez kogoś u mego boku,.. I tak w domu, w którym mieszkam, znajduje się obecnie człowiek łagodny jak baranek, domyślny i troskliwy, pobożny jak anioł, zatroskany o bieliznę, czym zresztą zajmował się wcześniej, wszak jest to były, gorliwy brat zakonny. Zajmuje się ci wszystkim nie tracąc ani chwili czasu. Słowem, człowiek, którego usługi są mi niezbędne i z trudem mógłbym znaleźć jemu podobnego2. Brat Maur jest po prostu dobrym służącym i niczym więcej. Tak więc kiedy 18 września 1815 roku opuszcza Eugeniusza, aby powrócić do swego klasztoru, to nie ma to w sobie nic dramatycznego. Zaś ten krótki epizod życia wspólnego w niczym nie warunkuje bynajmniej wzorca życia wspólnotowego, w jaki de Mazenod zaangażuje się w najbliższych tygodniach.

A zatem to nie w minionych doświadczeniach dzielenia się wiarą czy nawet wspólnym życiem należy szukać źródeł założycielskiej intuicji świętego Eugeniusza. Trzeba nam spojrzeć gdzie indziej. Bowiem w istocie, to dopiero długa, trwająca trzy lata ewolucja (1812-1815), którą wieńczy poważny kryzys 1814 roku, wzbudzi oryginalną intuicję wspólnoty, która swoje korzenie zapuszcza w pierwotnej wspólnocie apostolskiej.


CZĘŚĆ I
Długa ewolucja w latach 1812-1815
1. Powrót do Aix (182 - 1814)
Nie zapominajmy przede wszystkim o tym, ze zaraz po święceniach na Boże Narodzenie 1811 Eugeniusz nie powraca do Aix. Przez kilkanaście miesięcy musi bowiem pozostać w seminarium świętego Sulpicjusza celem zastąpienia kierowników duchowych usuniętych siłą przez Napoleona. Chociaż wspomniana funkcja bardzo go zajmuje, to jednak znajduje czas na to, ażeby myśleć o przyszłości.

Od dawna zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie kapłanem w oparciu o dawne zwyczaje. Gardzi więc kościelnymi godnościami i zdecydowanie odmawia przyjęcia urzędu wikariusza generalnego, i to zarówno w diecezji Amiens jak i w diecezji Aix.

Chce być kapłanem i tylko kapłanem we wszystkim szukającym tylko Boga i Jego chwały, zbawienia dusz oraz postępowania na drodze doskonałości3. Jego matka powie: po jego powrocie do Aix z pewnością nie ulegnie on różnościom światowym niezgodnym z jego godnością: żadną miarą nie należy sobie wyobrażać, że po moim powrocie oddam się przyjmowaniu gości i wypełnianiu tego, co określa się schlebianiem światu itp. Nic z tych rzeczy4.

W perspektywie powrotu do swego rodzinnego miasta i za przykładem swoich formatorów od św. Sulpicjusza Eugeniusz układa sobie swój wewnętrzny regulamin: 6 godzin snu, 2 godziny modlitwy, całe oficjum, Eucharystia z przedłużonym dziękczynieniem, 4 godziny studium i lektury Pisma Świętego, a wszystko to zwieńczone różańcem5. Nie ma więc mowy o tym, co dzisiaj nazywa się posługą. Będzie zatem kapłanem na swój sposób zamieszkując w domu rodzinnym przy ulicy Papassaudy, żyjącym według monastycznego regulaminu, bpwiem zawsze uznawano w Kościele, zwłaszcza zaś w kręgach ludzi dążących do doskonałości, że w tym celu należało przyjąć ustalony i niezmienny tryb życia, któryby, zwyciężając nieustannie poruszenia zmysłów i niestałość natury, był niejako wymagającym pedagogiem, nie pozwalającym nigdy na to, aby uczeń oddalił się od reguł wskazanych mu przez oświeconą mądrość wieków6.

Tymczasem jednak, ten piękny regulamin, idealnie egocentryczny i niezmienny, niemal od razu dopuszcza wyjątki, bo już w tekście, datowanym według ojca Beaudouin na 1813 rok, widzimy kolejne postanowienie: Odwiedziny szpitali, więźniów oraz sierocińców7. Zaś kilka dni później Eugeniusz usiłuje uspokoić apostolską żarliwość swego przyjaciela Forbin-Janson: Uspokój się! Jeśli ta gorliwość ma być z pożytkiem i przetrwać na długo8, pamiętaj, że może przyjść czas, kiedy ci powiem: zabijmy się teraz, wszak jedynie do tego się nadajemy. A więc naprzód aż do wyczerpania!9

Biorąc to ostatnie zdanie wręcz dosłownie rzuca się w wir rekolekcji dla służących w kościele św. Magdaleny. Głosi również swoją pierwszą, 10-dniową misję w Puy-Ste-Reparade. Mniej więcej równocześnie rozpoczyna swój apostolat wśród więźniów w Aix10. Wreszcie, 25 kwietnia, w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, w gronie 7 osób, zakłada Stowarzyszenie Młodzieży Chrześcijańskiej.

Co się więc stało? Otóż, Eugeniusz dc Mazenod spotkał ludzi, i to ludzi konkretnych, za których Chrystus przelał swoją krew na drzewie Krzyża. Nie może zatem nie żywić do tych biedaków, zagubionej młodzieży, służących oraz więźniów opuszczonych przez wszystkich, tych samych uczuć, które były w Chrystusie Jezusie.

Eugeniusz nie powraca już do regulaminu życia, nad którym zatrzyma się jedynie podczas rekolekcji w latach 1813-1814. Do konieczności zjednoczenia z Jezusem Eucharystią, modlitwy i studium, dochodzi potrzeba służby Kościołowi w najbardziej opuszczonych, których spotyka najzwyczajniej na ulicach Aix.

Na razie wydaje się rzeczą wręcz niemożliwą zharmonizowanie tych dwóch rzeczywistości: Eugeniusz nieustannie przechodzi od jednej do drugiej; żałując, że zbyt wiele czasu poświęca ludziom kradnąc go Bogu, oskarżając się ze zbyt długiego pogrążania się w modlitwie i medytacji, zaniedbując przy tym ludzi pukających do drzwi. Jest dla mnie rzeczą aż nazbyt oczywistą, że poświęcając się dla drugich, zbytnio zapomniałem o samym sobie. Jest niewątpliwie rzeczą dobrą zawsze pozostawać do dyspozycji bliźniego, jednakże w tym roku ta posługa była istnym zniewoleniem i to w niemałym stopniu z mojej winy11.

Nie chodzi żadną miarą o to, by żyć jak pustelnik skupiony na uświęceniu samego siebie. Jednakże wieloraka działalność duszpasterska, jaką podejmował w odpowiedzi na potrzeby spotykanych ludzi, wydaje się przypominać nadmierny aktywizm, jaki sam wyrzucał wcześniej Forbin-Janson. W tym wszystkim Eugeniusz de Mazenod jest sam. Jeśli tu i tam wspomina o życiu wspólnotowym, to czyni to jedynie celem przywołania życia monastycznego, w którym bezwiednie usiłuje znaleźć schronienie w ucieczce przed rozdzierającymi go napięciami życia.


2. Kryzys 1814 roku
Tak więc w początkach 1814 roku Eugeniusz spełnia potrójną posługę duszpasterską: wobec młodzieży, wobec ludności mówiącej jedynie po prowansalsku oraz wobec więźniów. Należy do tego dodać kierownictwo duchowe w seminarium w Aix. Ale więcej, staje się on coraz bardziej znany i jego konfesjonał jest coraz bardziej oblężony. W nadmiarze pracy nie wie czym ma się zająć. Jego prawie monastyczny ścisły program pozostaje już jedynie odległym wspomnieniem.

Kiedy więc zatrzymuje się, aby dokonać pewnej weryfikacji, to jego duchowy bilans jest wręcz katastrofalny: Uważam, że tym, co w tym roku najbardziej szkodziło mojemu duchowemu wzrostowi, była krańcowa niestałość w dochowaniu wierności moim postanowieniom i niemal całkowity rozpad moich ćwiczeń duchowych, spowodowany moimi relacjami z bliźnimi12.

Jedynym lekarstwem dla zaradzenia zaistniałemu napięciu jest powrót do regulaminu i nałożenia sobie pokuty za każde nieuzasadnione wykroczenie przeciwko temu regulaminowi... W rzeczywistości nie istnieje inna droga wyjścia z tej politowania godnej sytuacji, w którą się uwikłałem13. Jednak równocześnie stwierdza, że odwraca go to od innych i coraz bardziej zakleszcza w błędnym kole.

Kryzys trwający od Wielkiego Postu 1813 roku zaostrza się w marcu 1814, kiedy to do Aix przybywa dwa tysiące całkowicie opuszczonych austriackich jeńców wojennych. Eugeniusz oddaje się im duszą i ciałem sam nabawiając się choroby więźniów14 (cholery lub tyfusu). Jego stan długo pozostawał beznadziejny i przez wiele dni znajdował się w niebezpieczeństwie śmierci.

Wychodzi jednak z tego cało, zaś swoje uzdrowienie, uznane powszechnie za cudowne, przypisuje żarliwej modlitwie dzieła młodzieży. Sprawa jest jednak poważna i potrzebuje długiej rekonwalescencji. Ten czas pozwala mu na wejście w siebie i na refleksję. Stwierdza, że tak dłużej być nie może: Dziś rano, zanim przystąpiłem do ołtarza, musiałem się wyspowiadać. Zaledwie zdjąłem szaty, znów trzeba było się spowiadać. Wczoraj zaś nie zdołałem odmówić Prymy. Rano niemal wcale nie odprawiłem dziękczynienia, bo trzeba było być z młodzieżą przez prawie trzy godziny. Jak sobie z tym radzić: zawsze wszystko dla drugich, a nic dla siebie. Ponadto, pośród wszystkich tych utrapień człowiek jest sam15.

We wrześniu jego przyjaciel Forbin-Janson postanawia zgromadzić grupę kapłanów dla dzieła misji parafialnych. Proponuje Eugeniuszowi przyłączenie się do nich. Eugeniusz, dramatycznie osamotniony, z entuzjazmem powinien przyjąć tego rodzaju propozycję.

Tymczasem odmawia: Na razie o tym nie myślę... Jestem bowiem sługą wszystkich, do dyspozycji tych, którzy przyjdą pierwsi. Jest to, jak się wydaje, wolą Bożą16. Ważna jest racja tej odmowy. Eugeniusz nie czuje się zainteresowany tego rodzaju kolektywem, który jest jedynie wspólnym zamieszkaniem razem a nie wspólnotą w rzeczywistym tego słowa znaczeniu. Pociąga go życie zakonne: Czasem wzdycham za samotnością i za zakonami oddających się dziełu uświęcenia wedle przyjętej Reguły, zajmując się drugimi jedynie przez wstawienniczą modlitwę za nich... Gdybym więc nie miał przed oczyma krańcowych potrzeb moich biednych grzeszników, mniej bym cierpiał z powodu niemożności pójścia im z pomocą. Tymczasem jednak cała moja troska i mój czas im są poświęcone17. Nadal jednak w grę wchodzi życie zakonne postrzegane bardziej jako ucieczka aniżeli droga rozwiązania nękającego go napięcia.

Tymczasem jednak rozstrzygnięcie i moment ostatecznej decyzji Eugeniusza jest już bliski. Informuje Forbin-Janson, że pomimo trudności finansowych myśli nie tyle o społeczności księży co o wspólnocie. Wspólnota ta musi się z czasem narodzić u mego boku...18. W znacznym stopniu wzorzec ten już dojrzał, jednak dodaje: Noszę również w sobie parę reguł do zaproponowania, wszak bardzo zależy mi na tym, aby było to życie naprawdę regularne.

Harmonijne powiązanie trzech biegunów jego życia: chwała Boża – osobiste uświęcenie – zbawienie dusz dokona się podczas rekolekcji w grudniu 1814 roku. Zapiski tych rekolekcji są nad wyraz istotne dla zrozumienia duchowej ewolucji naszego Założyciela. Od samego początku jasno stawia on problem, z jakim się zmaga: Aby móc pracować dla zbawienia dusz, trzeba być świętym, naprawdę świętym, wszak bez tego daremną rzeczą będzie próbować nawrócenia kogokolwiek. Czyż można przelewać z pustego?19.

Eugeniusz nie poszukuje już uświęcenia dla swej własnej korzyści, aby zazdrośnie zamknąć się w swej miłości do Boga, jak to miało miejsce zaraz po święceniach przez pierwsze trzy lata jego kapłaństwa. Przeciwnie, gorąca troska o zbawienie najbardziej opuszczonych pobudza go do stania się świętym. Im bardziej czuje się wezwany do niesienia Dobrej Nowiny tym, co są najdalej, tym bardziej rzeczywiste staje się w nim pragnienie osobistego uświęcenia. I przeciwnie; im bardziej czuje w sobie pragnienie świętości, tym bardziej odczuwa współczucie wobec wszystkich łudzi; są to zresztą uczucia samego Jezusa Chrystusa: A więc dalej, duszo moja, wróć do pierwotnej gorliwości.., abyś mogła żyć pośród świata, uświęcać go i budować, i zbawiać go bez szkodzenia samej sobie20. Co jest jednak konieczne, aby ta troska o człowieka nie rozpraszała go wewnętrznie? Bliźni, którego mam kochać i służyć mu na dla dobra duszy i ciała, po prostu rozprasza mnie, przeszkadza mi, tak iż kiedy powracam do siebie, nie nadaję się już do niczego. A przecież tak nie powinno być!21.

Kluczowe znaczenie ma medytacja dwudziesta. Dotyczy ona naśladowania Jezusa Chrystusa: Trzeci (i ostatni) stopień doskonałości polega na posiadaniu w sobie postawy i pragnienia szczerego naśladowania Jezusa Chrystusa22. Naśladować Jezusa Chrystusa w Jego pragnieniu chwały Ojca. Naśladować Jezusa Chrystusa w Jego pragnieniu niesienia Dobrej Nowiny ubogim. Naśladować Jezusa Chrystusa, który gromadzi i posyła Apostołów z misją odkupienia.

Eugeniusz ma niejako w ręku odpowiedź na swoje pytanie. Życie wspólnotowe jako naśladowanie Jezusa Chrystusa stanie się przedmiotem jego najgłębszej uwagi i odpowiedzią na usłyszane przez niego pytanie. Dla konkretyzacji tej odpowiedzi trzeba będzie jeszcze całego roku, ale solidne podwaliny zostały już położone.


3. Odpowiedź: życie wspólnotowe
Jeśli wszystko wydaje się być jasne pod koniec 1814 roku, to jednak trzeba będzie poczekać do wiosny następnego roku, gdy Założyciel przystąpi do działania.

W rzeczywistości pierwsze sześć miesięcy 1815 roku to czas silnych perturbacji. Najpierw powrót Napoleona z Elby i okres 100 dni (1 marca do 18 czerwca 1815), który znów jest świadkiem obalenia prawomocnej monarchii, zamysł Eugeniusza zaangażowania się jako kapelan armii królewskiej księcia Angoulême23 oraz kampania Białego Terroru w Prowansji. Następnie trwające wiele tygodni trudności związane ze Stowarzyszeniem Młodzieży. Urszulanki, które początkowo zgodziły się przyjąć Stowarzyszenie po opuszczeniu siedziby w Valbelle, stają się coraz bardziej niechętne wobec grupy młodych wprawdzie pobożnych, ale będących coraz bardziej nie na rękę. I wreszcie, ostatnia trudność w chwili, kiedy projekt fundacji był już bliski powodzenia przez nabycie dawnego klasztoru franciszkanów: Siostry od Wieczystej Adoracji grzecznie odwróciły się do niego plecami24.

Praktycznie, dopiero od października 1815 roku Eugeniusz może całkowicie poświęcić się założeniu Misjonarzy Prowansji. Dysponujemy pięcioma podstawowymi dokumentami ukazującymi, w jaki sposób nasz Założyciel od początku postrzegał życie wspólnotowe. Są to: list do księdza Hilarego Aubert z października 1815 roku, list do ojca Henryka Tempier z 9 października 1815 roku, list do ojca Henryka Tempier z 15 listopada 1815 roku, list do ojca Henryka Tempier z 13 grudnia 1815 roku, list do wikariuszy kapitulnych w Aix z 25 stycznia 1816 roku.

Przeprowadzimy teraz analizę tych tekstów zaznaczając jednak, że nic nie zdoła zastąpić bezpośredniej lektury.


List do księdza Hilarego Aubert (październik 1815 roku)25.
Ksiądz Hilary Aubert, rektor seminarium w Limoges, zamierza wstąpić do Jezuitów. Eugeniusz de Mazenod dobrze go znając stara się go włączyć do pierwszej grupy Misjonarzy Prowansji. Ostatecznie jednak ksiądz Aubert wstąpi do Misjonarzy Francji. Dla nas istotny jest krótki list skierowany wówczas do niego przez Założyciela. Autor bezpośrednio przechodzi do rzeczy i jasno przedstawia swoje racje. Najpierw ukazuje naglącą potrzebę: chodzi o zaradzenie najbardziej naglącym potrzebom tych, o których nikt się nie troszczy. Nie ma nic bardziej niezbędnego.

Następnie proponuje niezbędny środek: trzeba być razem! Ach, gdybyśmy byli w stanie utworzyć jedno ciało. Chodzi oczywiście o życie we wspólnocie zjednoczonej więzami najczulszej miłości przez ścisłe zachowywanie przyjętej przez wszystkich Regule.

Zrodzi to obfity owoc zarówno wśród ewangelizowanych jak i wśród ewangelizujących we wspólnocie: Och, bez cienia wątpliwości, staniemy się świętymi w naszej oblackiej rodzinie. Na koniec jedno słowo reasumuje cały list: przyjmiemy apostolską formę życia!

W tym krótkim tekście znajdujemy wszystkie elementy określające, czym dla Założyciela jest życie wspólnotowe. Przez całe życie będzie powtarzał w porę i nie w porę w swoich pismach: wspólnota, jaką pragnie ustanowić to regu1arna wspólnota mężów mających jedno serce i jedną duszę, natchnionych tą samą miłością do Chrystusa i do Kościoła, którzy w tym samym porywie są poniekąd kontynuatorami wspólnoty apostołów, pracując nad własnym uświęceniem i uczestnicząc w dziele ewangelizacji najbardziej opuszczonych.


List do księdza Tempier (9 października 1815 roku)26.
Ksiądz Franciszek de Paul Tempier aż do chwili swoich święceń w 1814 roku był alumnem wyższego seminarium w Aix. Tam prawdopodobnie poznał Eugeniusza de Mazenoda. W chwili, kiedy Założyciel kieruje do niego słynny list, którego początek znają wszyscy Oblaci: Mój drogi przyjacielu; czytaj ten list u stóp Krzyża..., jest wikarym w Arles. Tekst jest oczywiście znacznie dłuższy. Wciąż odnajdujemy w nim tę samą myśl. Na początku Założyciel przedstawia niezbędne dyspozycje wewnętrzne: Czytaj ten list u stóp Krzyża, słuchając tylko Boga. Chodzi oczywiście o całkowitą zgodę na prowadzenie przez Pana. Bowiem to On jest jedynym Prawodawcą i tym, który wzywa i prowadzi. Eugeniusz de Mazenod pragnie niejako odtworzyć wezwanie Pana. W ten sposób pod krzyżem Jezusa możemy usłyszeć jedynie troskę o Jego chwałę i zbawienie dusz.

Następnie de Mazenod wzywa ojca Tempier: oznajmiam ci, że jesteś niezbędny dla dzieła, które powierza nam Pan. Żeby go przekonać Założyciel ukazuje pejzaż spustoszonych wiosek prowansalskich, których duchowej biedzie trzeba zaradzić. Ale lekarstwo jest tylko jedno: zniszczyć panowanie demona, w tym samym czasie dając przykład życia prawdziwie duchowego. Przeciwnie do napięcia, jakiego doświadczał w latach 1812-1814, Eugeniusz nie przeciwstawia już gorliwości apostolskiej i świętości osobistej, bowiem oba elementy wzajemnie się uzupełniają.

Wówczas Eugeniusz formułuje zdanie o kluczowym znaczeniu; zdanie wyrażające jedność pomiędzy chwałą Bożą i zbawieniem dusz: dokona się to za sprawą utworzonej przez nich wspólnoty. Żeby dać lepiej zrozumieć swoją myśl Założyciel dodaje: będziemy żyć razem w zakupionym przeze mnie domu, zgodnie z przyjętą za wspólną zgodą regułą.

Nie jest to zatem jedynie kwestia zamieszkania pod jednym dachem, ale poddania się wspólnej regule, co umożliwi realizację wytyczonego celu. Życie wspólnotowe będzie wtedy świadectwem w mocnym znaczeniu tego słowa, to znaczy symptomatycznym urzeczywistnianiem tego, do czego zostaliśmy powołani. Nie chodzi więc o jakikolwiek symptom życia wspólnego, ale o skuteczny znak życia we wspólnocie: jest nim niesienie Ewangelii najbardziej opuszczonym i osobiste uświęcenie misjonarzy.

Trzeci paragraf jest kluczowy dla jego myśli: pragniemy wybrać mężów gotowych odważnie kroczyć śladami apostołów”. Podobnie jak w liście do ks. Aubert słowo apostoł jawi się w kulminacyjnym punkcie tekstu. Wszak właśnie aż tam Założyciel pragnie dotrzeć.

Spoczywając u stóp Pana i odkrywając w Sercu Jezusa Jego jedyne pragnienie służenia chwale Ojca, i przeświadczony o tym, że służba służy zbawieniem ludzi, czuje się wezwany do tej jedynej misji na wzór apostołów. Zaś apostołowie są apostołami jedynie dzięki wspólnocie zgromadzonej przez i wokół Chrystusa, poddanej tej samej regule, jaką jest naśladowanie Jezusa.


List do ojca Tempier (15 listopada 1815 roku)27.
Ksiądz Tempier odpowiada pozytywnie, urzeczony faktem, że został uznany za godnego pracy ku chwale Bożej i dla zbawienia dusz28. Eugeniusz natychmiast wybucha radością, a krótka odpowiedź Tempier pozwala mu ściślej określić to, co napisał 9 października, jak również bardziej szczegółowo sformułować kształt nowo powstającej wspólnoty.

Przede wszystkim powinna to być wspólnota braci, a nie tylko wspólne zamieszkanie kościelnych urzędników oddanych temu samemu zadaniu. Dlatego tak właśnie rozpoczyna: Bóg niech będzie błogosławiony, mój drogi bracie! Znając kościelne zwyczaje tamtej epoki, wiadomo, że powszechnie przyjętym sposobem tytułowania się było „per pan”, zwłaszcza zaś w środowisku świętego Sulpicjusza. Tymczasem nie tylko słowo „pan” zostaje zastąpione słowem brat‚ ale cały list jest napełniony braterskim ciepłem: Szkoda, że nie jesteś blisko mnie, abym cię mógł utulić do mego serca na znak braterskiego przyjęcia. Jak słodkie są więzy miłości!

Taka właśnie powinna być tworząca się wspólnota, wspólnota pełnej miłości, gdzie w znaku doskonałego braterstwa będzie można niejako odczytać kontur apostolskiej wspólnoty skupionej wokół swego Pana.

Następnie podkreśla niezbędne cechy wspólnotowe. Ksiądz Tempier został wezwany właśnie dlatego, że odznaczał się tymi cechami, mimo iż nie był zbyt uzdolniony do dzieła misji: jeśli chodzi o regularność naszego domu bardziej liczę na ciebie aniżeli na samego siebie, wszak dom ten, w mojej myśli i moich nadziejach, powinien odzwierciedlać doskonałość pierwszych apostołów: moje nadzieje opieram bardziej na tym aniżeli na jakiejkolwiek elokwencji. Czy można zatem jaśniej wyrazić to, że istotą grupy misjonarskiej, formującej się w Karmelu w Aix, będzie właśnie duch wspólnoty apostolskiej?

Ksiądz Tempier napisze: To, czego nie zdołam dokonać poprzez wzniosłe kazania, uczynię poprzez nauczanie katechizmu, głoszenie konferencji, w konfesjonale oraz poprzez inne środki zdolne zaprowadzać w duszach Królestwo Jezusa Chrystusa29. Zaś ksiądz de Mazenod odpowie krótko: dokonamy tego poprzez to, że będziemy wspólnotą!

  1   2   3   4


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość