Strona główna

Opinia z dnia 21. 07. 2013, nadesłana przez Pana Andrzeja Ł


Pobieranie 121.55 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar121.55 Kb.

Opinia z dnia 21.07.2013, nadesłana przez Pana Andrzeja Ł.


Bardzo dobrze się stało, że w repertuarze IKFON znalazł się amerykański film z lat

czterdziestych, daje nam to pewien dystans do współczesnych dzieł kinematografii.

Reżyserzy tamtej epoki potrafili robić filmy, które przetrwały ogromny upływ czasu i

nadal są uniwersalne, a ogląda się je z niemniejszą przyjemnością niż dzieła

współczesne, naładowane mnóstwem gagów i efektów techniki komputerowej.

Główny bohater Rick, to postać pozytywna, mimo różnych wad i trudnej

Sytuacji społeczno-politycznej tamtych czasów, nie traci ludzkich odruchów i jest

człowiekiem wrażliwym na potrzeby innych. Ocala i małżeństwo i ratuje dwoje ludzi

przed niechybnym aresztowaniem. Nie ma łatwego wyboru, mimo to przezwycięża własny egoizm.

Film „Casablanca” opowiada o ludzkich uczuciach, o miłości, pogardzie, o

mechanizmach skłaniających do przemocy, a także o postawach ludzi, które są godne naśladowania. To wszystko powoduje, że ten film jest ponadczasowy i uniwersalny.

Kino światowe skupia filmy podobne do tego filmu, w filmie „Casablanca” ważnym

wątkiem jest postawa głównych bohaterów walczących w dostępny im sposób z

nasilającym się i rozszerzającym na cały świat faszyzmem. Ówczesna świadomość

społeczna w tej dziedzinie nie była jeszcze tak bardzo rozwinięta, należy pamiętać,

że to były początki poczynań hitlerowskich Niemiec i nie wszystkie aspekty ich

działalności były wtedy znane, mimo to bohaterowie tego filmu jednoznacznie

opowiadają się po stronie walczących z faszyzmem.

Na mnie duże wrażenie wywarła postawa Ricka, który rezygnując z uczucia do kochanej niegdyś kobiety, ratuje jej małżeństwo i życie jej męża

Audiodeskrypcja tego filmu jest na bardzo dobrym poziomie i moim zdaniem nie brakuje tu niczego, ani nie ma przesytu. Duet obu pań tworzących audiodeskrypcję ma już ogromne doświadczenie w tej dziedzinie i nadal się rozwija, tak więc idzie to w dobrą stronę, a to przynosi pożytek dla nas wszystkich.

Twórca muzyki do tego filmu, to znany kompozytor muzyczny minionej epoki i muzyka do „Casablanki” też mu się udała. Ta muzyka buduje nastrój i podnosi napięcie w scenach, które tego wymagają. Max Steiner zasługuje na pełne uznanie.

Cieszę się, że miałem przyjemność oglądać wspaniały film „Casablanca” i mogę śmiało polecić go innym.


Opinia z dnia 21.07.2013, nadesłana przez Panią Urszulę N.


„Casablanca” z Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman w rolach głównych, to piękny melodramat, bo tyle w nim uczuć i emocji mimo prostej fabuły . Marginesem historii kochanków jest sytuacja polityczna, która nadaje fabule filmu dodatkowego

dramatyzmu i ciężaru. Z przyjemnością po latach oglądnęłam film, bo oglądałam

piękną historię kiedy jeszcze widziałam, a było to dawno i dużo umknęło mi z

pamięci.

Miłym zaskoczeniem była dla mnie audiodeskrypcja podzielona na opisy i dialogi,

czytane dwoma różnymi głosami co w znacznej mierze pozwoliło mi na lepszy odbiór

filmu, absolutnym hitem jest na końcu opis postaci, aby więcej takich innowacji.

Opinia z dnia 22.07.2013, nadesłana przez Panią Alicję N.

Casablanca - cudowne miejsce na ziemi, gdzie koszmar II wojny światowej jest delikatnym tchnieniem. Casablanca – iluzja owiana czarem papierosowego dymu, szampanem i ruletką.

Casablanca - zakątek, w którym miłość splata się z poświęceniem.

Właściwie czy trzeba pisać więcej? Tak i nie! Obejrzałam film z przyjemnością, był jak chwila miłego wytchnienia. Choć trochę bałam się wracać do niego. Tu bowiem króluje obraz, doznania wzrokowe mają ogromne znaczenie. Może gdybym nie miała w pamięci okruchów wspomnień z tego filmu byłoby łatwiej. Gdy oglądałam „Casablancę” byłam bardzo młoda, więc głównie moje spojrzenie skupiało się na wątku miłosnym. Całej gamy atutów dobrego, ponadczasowego kina kompletnie nie byłam świadoma. Jednak jak tu nie porównywać męskich walorów Ricka i Victora Laszlo? Jak tu nie przyglądać się z uwagą kobiecie, która potrafiła oczarować męskie serca? Przecież każda dzierlatka o tym marzy, tego pragnie, o tym śni. Niestety doznania wzrokowe zostały mi odebrane, pamięć okazała się przydymiona, więc pozostała wyobraźnia i audiodeskrypcja.

W tym miejscu dziękuję paniom przygotowującym audiodeskrypcję za ten dodatkowy opis bohaterów. Naprawdę pozwolił on na stworzenie pełniejszego obrazu postaci. Osobiście chętniej zapoznałabym się z nim przed rozpoczęciem oglądania filmu. Zwłaszcza, że jako członek IKFON-u otrzymuję wprowadzenie, które przybliża fabułę i głównych bohaterów. Tak więc słuchając opisu postaci, czy innych istotnych elementów przed emisją filmu jestem już zorientowana jaki za chwilę obraz pojawi się na „srebrnym ekranie”.

Tym razem czekałam i czekałam na dokładniejszy opis głównych bohaterów i nic! Ekran wspomnień rozjarzył się, gdy usłyszałam opis pary wchodzącej do lokalu Ricka. Oboje dystyngowani, wyraźnie różniący się od otoczenia, gustownie ubrani - oj, oj i co dalej?

Niestety pełniejszy opis uzyskałam dopiero po obejrzeniu filmu, a szkoda.

Nie kojarzyłam także wyglądu Humphreya Bogarta. Dlatego wyobraźnia spłatała mi figla - mimo, że udało mi się z szuflady zapomnienia wyłowić jedną z końcowych scen, to w zamglonym zwierciadle ujrzałam tylko twarze Ricka i Ilsy Lund. Patrzyli na siebie i żadne słowa nie były w stanie oddać tego, co kryło się w ich spojrzeniach. Jednak nie pamiętałam jak prezentował się w filmie Humphrey Bogart. Nie pamiętałam, że występował z nieodłącznym papierosem w ustach. W tym filmie to ważne, bo papieros miał tu swoje istotne znaczenie. Ja go odbierałam jako swoistą „maskę”, pod którą Rick próbuje ukryć swoje prawdziwe oblicze. Obraz jaki powstał w mojej wyobraźni został uzupełniony o ten ważny element dopiero po projekcji. Pomysł jest bardzo dobry, ale akurat w „Casablance” brakowało mi dokładniejszego opisu postaci w czasie toczącej się fabuły. Może dlatego, że tutaj kluczowe były trzy postacie i ich wygląd miał duże znaczenie.

Wracając jeszcze na chwilę do filmu. To prawda, że różni się on od współczesnego kina, ale przecież „staruszek” ma już ponad 70 lat. Ogromna większość produkcji po takim okresie traci swoją magię, ale nie „Casablanca”.

Dobrze, że są filmy, które tworzą obowiązkowy kanon dla kinomana. Wiadomo bowiem, że nim widz stanie się koneserem, najpierw musi nauczyć się dostrzegać malutkie smaczki. Bowiem to właśnie one sprawiają, że dany film ma w sobie to coś, co czyni go wybitnym i ponadczasowym.

Właśnie obejrzałam taki film!

Opinia z dnia 23.07.2013, nadesłana przez Pana Radosława M.

Casablanka to z pewnością jeden z najbardziej znanych tytułów w kanonie światowego kina, ale jakoś nigdy nie było mi go dane obejrzeć, więc tym bardziej się cieszę, że nadeszła taka możliwość. Spodziewałem się właściwie jakiegoś romansidła, bo zazwyczaj w takim kontekście słyszałem o tym filmie, a tym czasem okazało się, że jest to bardzo ciekawa historia o emigracji do USA w czasie wojny z romansem w tle, ale pokazująca znacznie większy wachlarz ludzkich zachowań i emocji niż same miłość i rozstanie.

Zachowanie Ricka wobec swojej dawnej miłości Ilsy i jej męża Laszlo jest bardzo znamienne i świetnie pokazuje jak główny bohater walczy sam ze sobą. Z jednej strony ma wiele żalu do Ilsy za to, że go opuściła bez słowa wyjaśnienia, a teraz potrzebuje jego pomocy, ale w końcu pokonuje on dawne urazy i w wielkim stylu umożliwia jej odlot wraz z mężem ratując ich w ten sposób przed represjami ze strony Niemców. Jednocześnie sam wiele tym ryzykuje, co pokazuje jego wielką odwagę i determinację w walce z faszyzmem, które biorą górę nad własnym bezpieczeństwem i zyskiem jaki mógł przecież osiągnąć.

Film Casablanka, mimo że nie żyjemy w czasach wojny i nie stajemy przed takimi dylematami jak główni bohaterowie jest ponad czasowy, gdyż opowiada o ponad czasowych uczuciach, miłości, rozczarowaniu, nienawiści i chęci odwetu oraz o tym, że można być ponadto i wybaczyć dawne krzywdy. Wprawdzie w grę wchodziło zagrożenie życia, a Rickiem kierowały również pobudki patriotyczne i sentymentalne oraz niechęć do faszystów to jednak jego największym problemem były uczucia jakie żywił do Ilsy i to one sprawiły, że początkowo nie chciał jej pomóc ze względu na urazę, ale też dzięki temu uczuciu zdecydował się ją wesprzeć widząc jak wiele jest ona gotowa poświęcić.

Uważam, że to właśnie ta ponad czasowość i uniwersalność tego filmu sprawiła, że stał się on tak ważną pozycją w kanonie światowego kina. Niewątpliwie miały na to również wpływ świetna gra aktorów, zwłaszcza Bogarta i bardzo ciekawie przedstawiony klimat tamtego czasu.

Na mnie największe wrażenie wywarła sama postać głównego bohatera z pozoru twardziela i cwaniaka rządzącego twardą ręką w swoim lokalu i potrafiącego się ułożyć z lokalną władzą, a jednocześnie człowieka z zasadami i bardzo sentymentalnego. Decyzja by pomóc Ilsie i Laszlo na pewno wiele go kosztowała, a obudzone dawne uczucia zakłóciły jego spokój, to jednak pomimo trudnego charakteru potrafił on zrezygnować z własnych korzyści na rzecz innych i pomóc im w ucieczce. Bardzo ciekawie przedstawiono również klimat ogólnego kombinatorstwa, gdzie każdy pilnował swoich interesów, a nawet lokalnego kieszonkowca wszyscy miejscowi znali i tylko sprawdzali kieszenie gdy przeszedł obok nich.

Audiodeskrypcja była bardzo dobra i z pewnością bardzo przydatna, bo sporo informacji bohaterowie wymieniali pomiędzy sobą za pomocą różnych gestów czy spojrzeń. Miłym dodatkiem jest również opis postaci zamieszczony na końcu filmu dopełnia on obraz panującego w lokalu Ricka i ogólnie w Maroku klimatu.

Muzyka w filmie pełni bardzo ważną rolę za sprawą pianisty Sama i z pewnością doskonale podkreśla klimat tego typu lokali gdzie grający na żywo pianiści byli bardzo powszechni w tamtym czasie. Nie bez znaczenia dla wymowy filmu jest również muzyczna scena, w której wszyscy śpiewają marsyliankę doprowadzając niemieckiego majora do furii. Wspólna piosenka Ricka i Ilsy pokazuje też jak ważną rolę odgrywa muzyka w życiu, bo czy każdy z nas nie ma takich utworów, które przywołują w pamięci ważne wydarzenia czy bliskie nam osoby.

Podsumowując nakręcony ponad 70 lat temu film Casablanka okazał się na prawdę ciekawy i ponadczasowy. Bardzo mnie cieszy, że miałem okazję obejrzeć ten film, bo jako klasyk jest on bardzo często wspominany i cytowany we współczesnych filmach i książkach, a jak już napisałem nigdy nie miałem okazji go oglądać, więc tym bardziej się cieszę, że wersja z audio deskrypcją zapełniła mi tę lukę.

Opinia z dnia 24.07.2013, nadesłana przez Państwa Annę i Marka B.

Witamy


Z prawdziwą przyjemnością i wielkim wzruszeniem obejrzeliśmy film Casablanka.

Kryształową postacią filmu był Laszlo. Człowiek dla którego walka z nazistami stała

się treścią życia. Zdanie które utkwiło nam w pamięci nie walczyć z wrogiem to tak

jakby nie oddychać. Jego miłość do Ilsy była tak wielka, że potrafił wybaczyć jej

romans z Rickiem, a nawet żeby ratować jej życie zgodził się na wyjazd z byłym

kochankiem z Casablanki.Rick sprawiał wrażenie sarkastycznego cynika, pomimo to, że mówił, że dba tylko o siebie i jest bez serca miał w sobie wiele pokładów dobroci

udowodnił to w scenie z bułgarską parą kiedy pomógł im w zdobyciu pieniędzy i

wykupieniu wiz. O wielkości jego serca świadczy też to, że pomógł Ilse i Victorowi

opuścić Casablankę, a sam pozostał, żeby walczyć z okupantem. Uniwersalność i

ponadczasowość Casablanki polega na doskonałej grze aktorów, świetnych dialogach, skomplikowanych losach bohaterów, i zawsze ponadczasowy temat miłości której nawet wojna nie może zniszczyć. Piękno obrazu podkreśla muzyka śliczny motyw przewijający się przez cały film piosenki Jak mija czas i słowa eterycznej Ingrid Bergman wypowiadane zmysłowym aksamitnym głosem

Play, Sam, play “As Times Goes By”. Największe wrażenie podczas oglądania filmu

zrobiło na nas pełne patosu i nie udawanego patriotyzmu odśpiewanie Marsylianki,

które zainicjował Victor Laszlo. Również symboliczna i wymowna była scena kiedy

Renault wyrzuca do kosza butelkę z napisem Wichy. Wiele lat temu oglądaliśmy

Casablankę, dość dobrze pamiętaliśmy ten film, ale dzięki świetnie zrobionej audio

deskrypcji obraz zyskał na znaczeniu, bo wiele scen kiedyś nie było dla nas

zrozumiałych. Opisy postaci pod koniec filmu nie odbiegały od naszych wyobrażeń

Ricka tak sobie wyobrażaliśmy, ale mieliśmy wrażenie, że Ilse miała ogromne lśniące

oczy. Naszym zdaniem jest to film, który nigdy się nie zestarzeje.

Opinia z dnia 25.07.2013, nadesłana przez Panią Patrycja B.

Witam.


Oglądając ten film zastanawiałam się, na czym polega ponadczasowość „Casablanki” i co sprawia, że to dzieło wpisuje się w kanon klasyki filmowej.

Myślę, że duży wpływ na to ma poruszana tematyka wojny i miłości, która również

figuruje w utworach mniej więcej z tego samego okresu, jak np. „Przeminęło z

Wiatrem”.

Głównego bohatera - Ricka odbieram jako postać dramatyczną. Pod przykrywką

gruboskórnego cynika kryje się wrażliwy bohater. Rick stara się postępować

rozważnie, choć jego uczuciami targają trudne emocje. Jednak z godnością ustępuje

Wiktorowi Laszlo nie walcząc o jego żonę. Wie przecież, że Ilza po latach mogłaby

żałować, że opuściła męża dla niego, a to, prędzej czy później, zatruło by ich

związek.


Największe wrażenie wywarła na mnie scena, w której Ilza chce nakłonić Ricka do

wydania wiz dla niej i Wiktora. Moment kulminacyjny akcji ukazuje kobietę mierzącą z

pistoletu w serce dawnego kochanka. On jednak nie ustępuje.

Największym plusem jeżeli chodzi o audiodeskrypcję było to, że lektorka starała się

objaśniać w dialogach kto do kogo się zwraca. Gdyby takiej informacji nie było,

odbiorca mógłby się pogubić w akcji, ponieważ niekiedy sceny w filmie bardzo szybko się zmieniały, co wymagało ogromnego skupienia. Osobiście nie lubię tak szybkiego przebiegu obrazów.

Muzyka podobała mi się, choć jej głośniejsze momenty zagłuszały trochę komentarz

audiodeskryptora, ale taki problem dotyczy wielu filmów. Pozdrawiam



Opinia z dnia 25.07.2013, nadesłana przez Pana Witolda K.

Casablanca” to zdecydowanie jeden z tych filmów, który mimo upływu lat wciąż

wywołuje dreszczyk emocji. Nieśmiertelny melodramat, wyreżyserowany w latach 40. XX wieku. Międzynarodowa ekipa świetnych aktorów doprowadziła do tego, że „Casablanca” - stała się tą jedyną dla wielu pokoleń kinomanów piękną historią miłosną.

Historia Ricka i Ilsy nie starzeje się, ponieważ podświadomie każdy z nas choć

odrobinę utożsamia się z bohaterami. Każdy z nas chciałby spędzić te kilka

Szczęśliwych dni w Paryżu.

Dramatyczny wątek, doskonale skontrastowany jest ze zgiełkiem kawiarni Ricka, ze

światem układów i interesów dalece przekraczających podział na zwolenników Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Film ten można oglądać także po 70 latach, bez utraty

jakości i z równym zainteresowaniem.

W pełni zgadzam się z moderatorem w kwestii audiodeskrypcji. Jest ona coraz lepiej

opracowywana. Pozytywnie zaskoczył mnie opis na końcu filmu wyglądu aktorów. Jest to nowość godna naśladowania.

Opinia z dnia 26.07.2013, nadesłana przez Panią Ewę M.

Dzień Dobry!

I jeszcze ja chciałam powiedzieć kilka zdań od siebie na temat filmu „Casablanca”:

„Casablanca” - cudowne! Cudownie naiwne i sentymentalne. Żeby tak prosto było w

życiu realnym... Ta szybkość i pewność bohaterów w podejmowaniu decyzji

etyczno-moralnych jest porażająca. Rozumiem konieczność propagandy wojennej i

podnoszenia morale, ale w dzisiejszych czasach ten „przesłodzony” patriotyzm co

najmniej razi. Idea filmu jest podana prosto, by nie rzec wprost, bez zbędnych

komplikacji i niuansów, dlatego dociera do wszystkich, w każdym wieku,

okolicznościach i czasach. „Gdy płonie las, nie szkoda róż” - i z czym tu

dyskutować?

Po obejrzeniu Casablanki doszłam do wniosku, zresztą nie po raz pierwszy, że

niezastąpiona jest jednak w filmie „magia kina”, gdyż bez obrazu ten film wydał mi

się płytki. Same dialogi, poparte tylko sytuacyjną audiodeskrypcją, nie wystarczyły

mi do poczucia „smaczku” i zgłębienia sensu filmu. No chyba, że tym sensem był tylko

patriotyzm ponad wszystko i przedkładanie racji wyższych nad dobro własne. Przede

wszystkim zabrakło mi wizerunku Bogarta i obrazu jego niezapomnianego sposobu

palenia papierosa, wyrazu twarzy i mimiki tego niezbyt dużego człowieka, a jednak

wielkiego kreacją i osobowością. Bezwzrokowo odebrałam go tylko jako macho ze

szklaneczką alkoholu. A przecież nie tak to zagrał i nie za to kochają go kobiety na

całym Świecie.

Niestety oglądanie filmu bez obrazu bezlitośnie odziera dzieło z jego zasadniczej

formy przekazu i głębi. Film odbierany tylko za pomocą głosu, bez poparcia ogólnej

wymowy wizji całej sceny, gry światła i gry aktorskiej, staje się tylko mniej lub

bardziej udanym dialogiem, co często obnaża jego banalność.

A w kwestii audiodeskrypcji w „Casablance”, to dla mnie było, jak zwykle, za mało

opisu scenografii, kostiumów, wyglądu bohaterów.

Niezależnie od wszystkiego i tak uwielbiam ten film i za jakiś czas chętnie obejrzę go jeszcze raz. Pozdrawiam


Opinia z dnia 29.07.2013 r. nadesłana przez Pana Witolda G.


Zacznę od stwierdzenia, co pomogło i ułatwiło mi zapoznanie się z wielkim dziełem, jakim jest film „Casablanca”. A więc przede wszystkim wprowadzenie do filmu opracowane przez moderatora - Pana Pawła Orabczuka. Precyzyjne, uwzględniające wszystkie , wątki, przybliżające fabułę, w pełni do mnie dotarło. Pomocna była, jak zwykle audiodeskrypcja, tym razem korzystnie zmodyfikowana. Film bardzo mi się podobał, obejrzałem go kilkakrotnie i za każdym razem odkrywałem nowe walory.

A teraz próba odpowiedzi na pytania i zagadnienia postawione przez moderatora. Pytania podstawowe, czy film spodobał się i co główni zmusiło nie do przemyśleń i refleksji. Przede wszystkim scenariusz i reżyseria są bardzo precyzyjnie przygotowane i perfekcyjnie zrealizowane. Pozwalają śledzić fabułę i odpowiadają na pytania widza. Fabuła jest przejrzysta ima swoją oś przewodnią. Liczne wątki epizody wynikają z fabuły i jej służą. Reżyser na wstępie zapoznaje widza z czasem i miejscem akcji upatrując zrozumiałym

komentarzem, nie mamy wątpliwości w jakim świecie i środowisku znajdujemy się. Dobór aktorów wspaniały. Dialogi klarowne. Gra aktorów powszechnie uznawana jako najwyższej klasy. Niestety, żałuję, nie widzę, nie zabieram głosu. Film rozpoczyna się melodią Marsylianki sygnalizując myśl przewodnią fabuły. Konsekwentnie wątek patriotyczny towarzyszy epizodom, aby zakończyć ponownie dźwiękami Marsylianki. Bardzo wymowny jest pojedynek muzyczny w kawiarni amerykańskiej między Niemcami śpiewającymi swoją pieśń i Francuzami - swój Hymn. Zwyciężają Francuzi jako symbol oczekiwanej wolności Innym symbolem rozwijającego się ruchu antyfaszystowskiego jest końcowa scena, w której Rick – walczący o wolność i Renault – komendant policji w Casablance zmierzają Razem ku niej. Akcja filmu toczy się w roku 1942, a więc w środku wojny obejmującej Europę. Nie dominuje, chociaż jest odczuwana w każdym wątku. Nie mamy wątpliwości, że czasy są niezwykłe.

Zrozumiałem, że głównym przesłaniem filmu jest przekonanie widza o wyższości dobra wspólnego nad korzyściami osobistymi. W tym upatruję odpowiedź na pytanie o źródło wartości uniwersalnych i ponadczasowych filmu. Podoba mi się przedstawienie wątku miłosnego. Dla reżysera, miłość to piękne, głębokie i wzniosłe uczucie, ale nie naśladujące miłości Romea i Julii. Pozornie banalny trójkąt miłosny został przedstawiony jako starcie egoizmu z uznaniem uczuć kochanej kobiety. Główna bohaterka - Ilsa mówi do Ricka: „zraniła cię jedna kobieta, a ty chcesz winić za to cały świat.”

Główni bohaterowie: Rick, Ilsa i Laszlo spletli swoje losy w trójkącie miłosnym. Moim zdaniem, autor scenariusza i reżyser wykazali znajomość psychologii oraz umiejętność odczytywania uczuć ludzkich. Dialogi kochanków ukazują ich rozterki i uczucia. Osobowość Ricka jest bardzo złożona, a jej przemiana ukazana została po mistrzowsku. Widoczny jest sentyment, jakim reżyser darzy Ricka przedstawiając historię jego życia, jego działalność i dokonania. Śledziłem, jak ten Amerykanin, sceptycznie nastawiony do kobiet, pod wpływem Ilsy zmienia się, porzuca swój egoizm, czyni wszystko, aby udzielić pomocy Laszlo. Rick widzi w nim godnego rywala mimo, że jest mężem jego ukochanej. Ceni jego antyfaszystowską działalność. Dzięki pomocy Ricka, Laszlo i Ilsa bezpiecznie opuszczają Casablancę. Przyjęto jako własną dewizę – czymże są problemy trojga ludzi wobec tego, co cierpi świat. Uważam za doskonale przemyślane przez reżysera rozwiązanie problemu trójkąta miłosnego. Ilsa pozostaje przy mężu, jest mu potrzebna. Rick opuszcza Casablancę, pozostają mu miłosne wspomnienia paryskie, nadal kocha Ilsę, ale szanuje prawa Laszlo.

Audiodeskrypcja z filmu na film jest doskonalsza, świetnie rekompensuje brak wrażeń wzrokowych. Dzięki Pani przekazującej artystycznie treść, przynajmniej w części można odebrać grę aktorów, ich mimikę i gest. Muzyka służy fabule ,tworzy nastrój, cieszy ucho. Przeboje lat czterdziestych znane są do dziś.

Kończąc moje rozważania pragnę jeszcze raz dać wyraz moim odczuciom. Dane mi było obejrzeć film o wartościach ponadczasowych i uniwersalnych. Film ma ponad 70 lat, a ciągle jest oglądany. Pokaz filmu miał miejsce w styczniu 1943 roku w Casablance podczas spotkania przywódcy Stanów Zjednoczonych – Roosevelta, Anglii – Churchilla i działającego w konspiracji de Gaulle‘a, późniejszego przywódcy Francji. Podczas wojny film miał wpływ na rozwijanie się działań antyfaszystowskich.

Sądzę, że będę wyrazicielem wszystkich członków klubu filmowego Pociąg, jeśli oświadczę, że oczekujemy na dalsze wartościowe filmy.


Opinia z dnia 30.07.2013 nadesłana przez Panią Edytę M.


A więc to jest ta światowej i nieprzemijającej sławy „Casablanca”... Może to

i wstyd, a może i nie wstyd, ale tak się składa, że to moje pierwsze sam na sam z

tym filmem. A moje wrażenia? No cóż, nie chciałabym wyjść na malkontentkę, ale te

achy i ochy nad „Casablancą” wydają mi się co nieco przesadzone. Nie to, żeby film

mi się nie podobał, bo się podobał. Wszak to dzieło kultowe. Choćby z grzeczności

nie wypada się nim nie zachwycić... więc się zachwyciłam. Powiedziałabym nawet, że się w tym zachwycaniu jakby trochę rozkręcam. Ale i tak nie pojmuję skąd to casablancowe szaleństwo. No bo fabuła niezbyt skomplikowana, wątek sensacyjny mało ekscytujący,

a i ten miłosny mało oryginalny. A może właśnie o tę „nieskomplikowaność” chodzi?

Może. Bo cóż my tu mamy? W samym środku wojennej zawieruchy pochłaniającej miliony

ofiar, Ilsa Lund )Ingrid Bergman) rozkochuje w sobie dwóch przystojnych i dzielnych

facetów, z których jeden - Wictor Laszlo (Paul Henreid) jest jej osobistym mężem,

a drugi - Richard Blaine (Humprey Bogart) wciąż żywym wspomnieniem niedawnego romansu

z Paryża. Sama zresztą zakochana po uszy w obu mężczyznach. Oto klasyczny i niewątpliwie

ponadczasowy trójkąt miłosny. Niestety także bardzo kłopotliwy. Zdecydowanie o jedną

zakochaną osobę tu za dużo... Najwyższy więc czas zdecydować, z którym mężczyzną

ruszyć w dalszą drogę, a którego zostawić z romantycznymi wspomnieniami i – rzecz

jasna – ze złamanym sercem. W praktyce oznacza to poświęcenie jednego mężczyzny na rzecz drugiego, jednej miłości na rzecz drugiej. I żeby rozchodziło się tylko o te

głupie sentymenty, ale nie. Tu gra toczy się o coś dużo ważniejszego. Wszak Wictor

Laszlo to nie tylko mąż swojej pięknej żony i wróg numer jeden Ricka Blaine’a. Victor

Laszlo to ważna, ale i bardzo nielubiana przez nazistów persona, bo Victor Laszlo

to przede wszystkim czechosłowacki przywódca ruchu oporu, któremu udało się czmychnąć z obozu koncentracyjnego. A teraz usiłuje czmychnąć z Casablanki. Ale do tego potrzebny jest bilet podróżny, a ten jak na złość znajduje się w rękach cierpiącego na zawód miłosny, więc i obrażonego na cały świat, Ricka Blaine. No tak, żadna to przyjemność ubijać interes z kimś, kto ma muchy i wielką politykę w nosie. A przynajmniej na takiego się kreuje. „Pod tą cyniczną skorupą jesteś w głębi sentymentalny” – wytknął Rickowi prefekt miejscowej policji Luis Renault (Claude Rains).

Gdyby „Casablanca” była westernem, problem rozstrzygnąłby prawdziwy, męski pojedynek.

Victor Laszlo miast wysługiwać się żoną, wysłałby do Ricka sekundanta celem wyznaczenia pory dnia, miejsca i oczywiście rodzaju broni. Trochę może metoda to zbyt brutalna, ale jakże skuteczna. No i honorowa. Gdyby zaś „Casablanca” była komedią, np. romantyczną,

rozstrzygnięcie intrygi miłosnej mogłoby wyglądać tak: w końcowej scenie filmu Wictor i Rick patrzą sobie głęboko w oczy, po czym obaj wsiadają do samolotu, pozostawiając na płycie lotniska zaskoczoną i nic nierozumiejącą Ilsę w towarzystwie wszystko rozumiejącego Louisa Renault. Przepraszam, to tylko takie wariacje na temat „Casablanki”. Raczej nieszkodliwe.

No cóż, w wersji oryginalnej rozwiązanie dokonało się środkami dużo bardziej

humanitarnymi i do tego wielce wzniosłymi. Dało się nawet przy tym z deczko wzruszyć...

Ilsa Lund, główna winowajczyni miłosnego zamętu, została pozbawiona prawa wyboru.

I dobrze jej tak! Panowie postanowili załatwić to między sobą. A tak na prawdę, to

Rick Blaine, jak przystało na amerykańskiego dżentelmena-patriotę, wspaniałomyślnie

pokierował losami całej trójki. I to w ostatnich minutach filmu. Powiedziałabym nawet,

że to taki wet za wet. Onegdaj w Paryżu to Ilsa kierując się tylko sobie zrozumiałymi,

choć po części niewątpliwie szlachetnymi pobudkami, postawiła Ricka przed faktem

dokonanym. Szkoda tylko, że zabrakło jej wtedy odwagi i kobiecej intuicji na wyznanie Rickowi prawdziwego powodu jej odejścia. Czy rozstanie z ukochaną kobietą bolałoby wówczas mniej? Pewnie nie. Ale o ile mądrzej, rozsądniej i spokojniej żyłoby się

Rickowi bez tych zatruwających umysł podejrzeń, niedomówień i domysłów. I o ile

łatwiej byłoby teraz obu panom dojść do porozumienia w sprawie listów tranzytowych...

W końcu Rick Blaine nie był aż takim ignorantem wobec bieżących wydarzeń, ani aż

taki gruboskórny za jakiego próbował uchodzić. Nie był też aż taki samolubny, żeby

nie zrozumieć w jak trudnej sytuacji znalazła się wówczas sama Ilsa będąc pewną śmierci swojego męża. A i działalność Victora Laszlo nie była mu ani nieznana, ani tym bardziej obojętna. Laszlo jako działacz ruchu oporu był przez Ricka szanowany i podziwiany.

Takiemu Victorowi gotów byłby pomóc bez mrugnięcia okiem. Ale jako rywal w sprawach sercowych i to na pozycji zwycięscy Victor Laszlo żadną ludzką miarą tolerowany przez Ricka być nie mógł. Ach ta męska duma... Cudownym zrządzeniem losu całej trójce dane było spotkać się w „Rick’s cafe Amaricain” i zaznać oczyszczającej mocy prawdy.

I tak oto z woli wyzwolonego z osobistej urazy do byłej kochanki i nawróconego

na patriotyzm Ricka Blaine’a, mąż i żona – jak Pan Bóg przykazał – odlecieli do Lisbony, a sam Rick z poczuciem dobrze spełnionego wobec ludzkości obowiązku i ostatnim rzutem na taśmę ocaloną duszą oraz nowym przyjacielem, poczciwym i trochę cwanym komendantem policji Louisem Renault pozostaje w Casablance. Przypuszczam, że złamane serce Ricka również pozostanie na swoim miejscu, dopóki czas nie zabliźni rany. Każdy coś tu zyskał i każdy coś stracił. Czyżby reality end?

A tak swoją drogą, to ja już od dawna podejrzewałam, że miłość to zajęcie odpowiednie

dla poetów. Dla normalnie czujących i myślących ludzi, prędzej, czy później miłość

kończy się osobistym dramatem, tudzież melodramatem. I o ten melodramat właśnie mam

największy żal, bowiem na drodze prostego skojarzenia melodramat znaczy dla mnie

tyle, co „Przeminęło z wiatrem”. A gdzie „Casablance” równać się z o trzy lata starszym

i o pięć Oskarów lepszym „Przeminęło z wiatrem”? Miłosne i pełne nagłych zwrotów

perypetie najsłynniejszej i najbardziej nieprzewidywalnej pary filmowych kochanków

w składzie Scarlett o’HARA and Rhett Butler – raz wrogów, raz przyjaciół, czasem

i małżonków – oglądałam i jako dziewczynka i jako nastolatka i jako młodziutka kobieta i jeszcze poprawiłam to książką Margarett Mitchell, na podstawie której napisano

scenariusz do filmu. I za każdym razem burzliwe dzieje bohaterów tego mega melodramatu

przeżywałam z jednakowym przejęciem. I oczywiście z paczuszką chusteczek higienicznych do ocierania łez pod ręką. Tymczasem „Casablancę” oglądałam... na sucho. Jakiż więc to melodramat? A może jest tak, że „Casablanca” została stworzona na miarę widowni

męskiej, nie skorej do jawnego okazywania swoich emocji? Miałam sposobność – i to

nie jeden raz – poobserwować reakcję panów podczas seansu „Przeminęło z wiatrem”. Nadmiar krzyżujących się wątków, w szczególności tych miłosnych oraz związana z tym huśtawka emocjonalna sprawiają, że w połowie filmu panowie wymiękają i pod byle pretekstem opuszczają miejsce kaźni. A „Casablanca” jakoś panów tak nie odstrasza. Być może im więcej w widzu pierwiastka męskiego, tudzież śladowe kobiecego, tym łatwiej o zachwyt nad dziełem Michaela Curtiza. No tak, ale z drugiej zaś strony ci wspaniali,

o nieprzeciętnej urodzie i osobowości casablancowi mężczyźni – jak choćby Humprey Bogart – powinni przyciągać płeć piękną. No i przyciągają. Tyle, że na mnie najlepsze wrażenie zrobił Luis Renault. To mój casablancowy faworyt. Dialogi z jego udziałem to prawdziwa poezja. I dla tej poezji trzeba będzie obejrzeć „Casablancę” jeszcze raz...

Ale jest, jest i W „Casablance” coś, co szczególnie przypadło mi do gustu i postawiło

mnie na baczność. Otóż w sześćdziesiątej dziewiątej minucie filmu, w wyjątkowym,

bo muzycznym pojedynku na pieśni patriotyczne, „Marsylianka” z kretesem pokonała

„Die wacht am Rhein”. No proszę, jak pięknie i bez rozlewu krwi można pokonać wroga.

A przynajmniej go upokorzyć. Ta scena zdecydowanie należy do casablancowych mężczyzn.

Victor Laszlo instynktownie, jak przystało na przywódcę staje na przeciw dumnym i

pewnym swego zwycięstwa rozśpiewanym Niemcom, pociągając za sobą pozostałych gości

Rickowej knajpki. Sam Rick daje Victorowi ciche, ale zdecydowane błogosławieństwo dla tak jawnie I OSTENTACYJNIE okazanej DEMONSTRACJI PRZECIW nazistom. Niewiele brakowało, a stanąłby u boku Victora i z z tą samą co on gorliwością odśpiewał... no chyba hymn Stanów Zjednoczonych? Ot, taka mała, męska solidarność w obliczu znienawidzonego wroga. A o ile dobrze sobie przypominam, Rick Blaine miał na czas wojny pozostać neutralny. Majorowi Strasserowi, jak się można było spodziewać, nie w smak była tak pięknie i wzniośle wyśpiewana klęska. Zwraca się więc z uprzejmą prośbą do kapitana

Renault o zamknięcie lokalu pod byle pozorem. I pozór natychmiast się znajduje: „Właśnie odkryłem, że uprawia się tu hazard” – mówi spokojnie kapitan. Po czym odbiera od krupiera swoją wygraną. I to jest cały Renault, mój ulubieniec. Bystry, spostrzegawczy, dowcipny, z wdziękiem primabaleriny unikający konfliktów, a przy tym jakże ludzki: „Jestem tylko biednym, skorumpowanym urzędnikiem...”.

W sprawie audiodeskrypcji mam do powiedzenia to samo, co moderator” nie ma się

do czego przyczepić. Pomysł z opisem głównych postaci uważam za bardzo trafiony. Choć brakowało tam opisu mojego filmowego ulubieńca Luisa Renault. I jeśli można mieć jakieś osobiste życzenia, to moim jest, aby pani Barbara Kałużna lektorowała wszystkie filmy. Ma wyjątkowo przyjemny i subtelny głos.

Opinia z dnia 31.07.2013 nadesłana przez Panią Agnieszkę K.


Bardzo dużo na temat tego filmu słyszałam. Ludzie mówili, że to taki piękny film. No i… chyba się za bardzo nastawiłam, że to taki przepiękny film. Właściwie to aż trudno mi pisać cokolwiek, ponieważ film mi się bardzo podobał, ale coś mi w nim nie pasuje.

Wątek przedstawiony jest niezwykle ciekawie, lubię filmy opowiadające o trudnych czasach Drugiej Wojny Światowej, aktorzy świetnie dobrani do ról, wspaniała muzyka.

Bardzo podobała mi się postać Ricka. Rozumiem też jego postawę względem Ilzy. Nie wiedząc o tym, że jego ukochana jest mężatką, pozostawiony sam na dworcu czuł się porzucony i upokorzony. Pod maską kombinatora, który chce się po prostu ustawić w życiu i mieć święty spokój, kryje się niezwykle szlachetna dusza.

Bardzo pięknie są też pokazane postaci Ilzy i Laszlo, choć mnie bardziej podobał się Rick. Laszlo przeszedł trudną drogę w życiu, przez obóz koncentracyjny, z pewnością kochał żonę, ale odniosłam wrażenie, że ważniejsze są dla niego sprawy ojczyzny, w Ilzie po prostu chciał mieć oparcie sam - moim zdaniem - jej takowego nie dając.

Kiedy tak myślałam, co w tym filmie mi nie pasuje, to doszłam do wniosku, że chyba audiodeskrypcja. Wszystko z filmu rozumiałam, wiedziałam, co się dzieje, ale moim zdaniem ta pani jakoś się tak strasznie wczuwała w te dialogi, że aż mnie to denerwowało. Fajnym pomysłem było opisanie na końcu filmu wyglądu poszczególnych postaci.

Pomimo tych drobnych zastrzeżeń, film bardzo mi się podobał i cieszę się, że dane mi było obejrzeć to arcydzieło kina światowego, bo z pewnością Casablanca takim jest.


Opinia z dnia 31.07.2013 nadesłana przez Panią Krystynę K.


Bardzo chciałam obejrzeć ten film, nawet próbowałam kiedyś w TV, ale bez

audiodeskrypcji to nie to samo.

No dobrze więc... zacznę od końca: Faktycznie z filmu na film audiodeskrypcja jest

coraz lepsza; nie narzuca się, ale i nie przegapia choćby z pozoru mało ważnych

szczegółów akcji. Trafione jest również „podrzucanie” imion uczestników dialogów i

zamieszczony na końcu opis wyglądu postaci, chociaż na mojej płycie uryWał się w pół słowa.

Muzyka, zwłaszcza lajtmotive (nie wiem, czy poprawnie zapisałam) także mi się

podobał. Wyobrażam sobie wieczór w kawiarni pełnej ludzi, gwar półgłośnych rozmów i

skądś, np. z niewielkiej estrady dobiegająca ta właśnie melodia - „Przemija czas”. A

przemija - nie da się ukryć - dla wszystkich, którzy chcą wyrwać się stąd do Wolnego

świata, a przede wszystkim dla dwojga byłych kochanków. Obaj mężczyźni: Wiktor i

Rick szczerze kochają Ilsę i to stwarza w końcu płaszczyznę porozumienia między

nimi. Ta wojna tam, we francuskiej Casablance taka „kulturalna”, „elegancka”: -

Policjant zwraca się do aresztowanego Wiktora: „Zechce pan przyjść jutro do biura

prefektury...” Scena zbiorowego śpiewu w kawiarni to jakby symboliczne zwycięstwo

Wolnego Świata nad wrzaskliwą, niemiecką butą.

A Rick?... Prawie każda kobieta marzy, by zostać wybranką mężczyzny w typie „Ricka”.

Chmurny, skryty, na zewnątrz cyniczny gracz, poruszający się na tym „targowisku

ludzkich losów” jak ryba w wodzie, starannie i głęboko skrywa swoje zranienia i

bogactwo uczuć. Aktor gra świetnie! Bolesne skrzywienia twarzy, rzucane z

nonszalancją półsłówka, czy wreszcie samotne picie to wciąż ten sam opanowany,

kontrolujący sytuację zakochany twardziel. I czy można mu się oprzeć?... Nic więc

dziwnego, że i pancerz odpowiedzialnej, konsekwentnej Ilsy w końcu pęka. A ta scena,

gdy ona do niego celuje... po prostu mistrzostwo!

Kiedy więc uległa Ilsa złożyła swój i męża los w jego ręce, Rick natychmiast przejął

dowodzenie i zachował się tak, jak nakazywała mu jego wierna, bezinteresowna miłość.

Ale, żeby zdobyć serce takiego Twardziela - no to... - trzeba być Ilsą.

To z pewnością będzie odtąd MóJ film! Serdecznie pozdrawiam.


Opinia z dnia 31.07.2013 nadesłana przez Panią Magdalenę Z.

Film obejrzałam zanim przeczytałam jakąkolwiek recenzję. Słysząc, że osadzony jest w realiach wojennych, pomyślałam, że to kolejny „ciężki do strawienia” film. I jak miło zostałam zaskoczona. Mimo że gra toczy się tu o życie ludzkie, nie czuje się w trakcie projekcji napięcia sytuacyjnego towarzyszącego innym filmom o tematyce

wojennej. Lokal Ricka to niesamowite miejsce, w którym spotykają się ludzie różnych pokrojów, którym towarzyszy jeden cel - Ameryka jako kraj wolności. Rick może im to umożliwić, co jak widać niejednokrotnie czyni. Pod swoją twardą, niedostępną osobowością, w głębi duszy jest dobrym człowiekiem, widzącym drugiego i jego potrzeby.

Zachwyciła mnie jego umiejętność formułowania wypowiedzi w taki sposób, by nie okazywać po czyjej jest stronie. Był jakby obojętny na to, co się dzieje obok, ale to tylko złudzenie. Wydawać by się mogło, że kiedy powróciła Ilsa, zostawi dotychczasowe życie i pozostanie przy niej. Ale i tu pozostał tym chłodnym zdystansowanym do całej tej sytuacji Richardem; nie odkrył przed widzem swoich wewnętrznych rozterek, pozwalając na snucie domysłów.

Uniwersalność i ponadczasowość tego filmu to przede wszystkim relacje międzyludzkie, które od tysięcy lat powtarzają się. Walka o własne przeżycie i godne życie toczy się jak zawsze i zawsze jej składową są pieniądze. Albo wartości: wartość małżeństwa, ochrona ludzkiego życia, czyż nie pozostają takie same?

Dla mnie najważniejszym w tym filmie był moment na lotnisku, kiedy Rick zdecydował o tym, że poleci Ilsa i Laszlo. Tym samym zrezygnował z własnego szczęścia dając wyraz prawdziwemu zrozumieniu miłości. Dużym zaskoczeniem była dla mnie postać Victora, który choć ścigany przez faszystów, wciąż starał się zachować spokój.

Audi deskrypcja była wykonana znakomicie. Bardzo dobrym rozwiązaniem było czytanie audiodeskrypcji przez kobietę, co zdecydowanie ułatwiało obejrzenie filmu. Film Casablanca to film do którego warto wracać.

Opinia z dnia 02.08.2013 nadesłana przez Panią Marię N.


Właściwie po tak wyczerpującym wstępie trudno napisać recenzję filmu, która nie byłaby powtórzeniem wprowadzenia. Film „Casablanka” obejrzałam kilkakrotnie w czasach jego popularności i za każdym razem odkrywałam jego nowe smaki i smaczki, choćby w mięsistych sarkastycznych dialogach. Istnieją filmy, które niczym wino nabierają wartości w miarę upływu lat. Trunek z roku 1942 z całą pewnością byłby cenny na tyle, by jego otworzenie wymagało specjalnej okazji. Myślę, że seans „Casablanki” wydanej w tym samym roku był niemniej wyśmienitym momentem na odkorkowanie butelki omszałego napoju i rozlanie jej zawartości do lampek. I tak jak wino zmienia smak i bukiet, tak i „Casablankę” można odczytać w inny sposób niż narzuca to fabuła.

Rick [Humphrey Bogart] - jest szanowanym mieszkańcem miasta, posiada rozliczne znajomości, może wszystko załatwić. Jest osobą zrównoważoną, zamkniętą w sobie wręcz bezuczuciową. Jego zachowanie i pokerowa twarz to maska, bowiem Rick prowadzi rozległą działalność na rzecz aliantów i ruchu oporu. „Jako przywódca wszystkich nielegalnych działań w Casablance jestem wpływowym i szanowanym człowiekiem”.

Rick pozwala wygrać Bułgarom i umożliwia im zdobycie upragnionej wizy. Wszak i pomyłki i sterowane wygrane w tym kasynie są normą. Wśród załogi restauracji znajdują się znienawidzeni przez okupantów Żydzi. Odwołam się do słynnego dialogu kelnera i gości „Kobieta: Poprosisz Ricka, by się z nami napił?

Carl: Madame, on nigdy nie pija z klientami. Nigdy.

Kobieta: Czemu wszyscy restauratorzy to snoby?

Mężczyzna: Może pan mu powiedzieć, że prowadzę drugi co do wielkości bank w Amsterdamie.

Carl: Drugi? To nie zrobi na Ricku wrażenia. Właściciel pierwszego jest cukiernikiem w naszej kuchni.

Mężczyzna: Mamy tu co oglądać…

Carl: A jego ojciec jest gońcem”.

A wszystko dzieje się pod hasłem „Nie interesuję się polityką. Problemy świata to nie moja specjalność. Ja prowadzę kawiarnię”

Pogląd, że Rick traci głowę dla miłości... jest wnioskiem naskórkowym, bo choć piękna Ilsa swego czasu wytarła jego sercem buty, to pomimo silnych emocji wybiera obowiązek – pomoc członkowi ruchu oporu, jednocześnie zdając sobie boleśnie sprawę, że niczego nie zmieni, a to co ich łączyło w Paryżu musiało ustąpić przed obowiązkiem. „Ale i ja mam coś do zrobienia. Gdy wyjadę, nie możesz jechać ze mną. Nie możesz pomóc mi w pracy. Nie jestem szlachetny. Ale problemy trojga osób są niczym wobec ogromu cierpień tego świata. Kiedyś to zrozumiesz. Teraz… Twoje zdrowie, mała.”

Oglądając obecnie „Casablankę” miałam pewnego rodzaju deja vu, paraleli w konstrukcji psychicznej głównego bohatera i Retta Butlera w interpretacji Kirka Gable z nakręconego po latach „Przeminęło z wiatrem”. Wiele scen z „Casablanki” jest podobne do „Przeminęło z wiatrem”, choćby scena płonącej Atlanty i scena na lotnisku, obie sekwencje nieznośnie ckliwe i w klimacie Hollywoodu.

Casablanca” i „Przeminęło ….. „ to filmy kultowe i jedyne w swoim rodzaju. Reżyserzy „wplatają” w fabułę ponadczasowy wątek nieszczęśliwej lecz szczerej miłości w realia wojny secesyjnej i II wojny światowej. Pokazują jak ważne dla ówcześnie żyjących ludzi były ideały, w imię których poświęca się wszystko, bądź prawie wszystko.
Odnosząc się do Casablanki. Michael Curtiz jako reżyser dokonał wszystkiego, co można w tym zawodzie osiągnąć i jest w moim mniemaniu wzorem do naśladowania dla wielu współczesnych przedstawicieli tej profesji. Również scenarzyści Casey Robinson oraz Howard Koch, wyśmienicie „przepisali” Casablankę z języka sztuki („Everybody Goes to Rick’s” Murraya Burnetta i Joan Alison) na język filmu. Aż trudno uwierzyć, że „Casablanca” ma 67 lat! Jak przystało na dystyngowaną staruszkę, starzeje się z godnością. Ponadto, trudno zbytnio utyskiwać czy szukać mankamentów…. bo film ogląda się całkiem dobrze. Są w nim oczywiście sceny, które mogą wydać się psychologicznie mało wiarygodne, trochę nawet śmieszne, ale po co psuć sobie filmową przyjemność? Na pewne patetyczności po prostu przymykam oko.

To, że film Curtiza ogląda się z przyjemnością, jest w dużej mierze zasługą Bogarta i Bergman. Ona – elegancka, piękna, subtelna, niemal lśni na ekranie; on, jak zawsze powściągliwy, o interesującej, myślącej twarzy wygrywa swojego Ricka, samotnika z zasadami z klasą, po której poznać można największych. Trudno w przypadku „Casablanki” mówić w ogóle o kreacjach aktorskich, czy cokolwiek oceniać, Bogart i Bergman to po prostu ikony, legendy kina. Ale także pozostała obsada aktorska jest na wysokim poziomie. I o dziwo, aktorom nie brakuje dykcji, często lekceważonej we współczesnych produkcjach.

Na niektóre pytania postawione przez moderatora odpowiedziałam w ocenie filmu. Jeśli chodzi o audiodeskrypcję jest bardzo pomocna, zwłaszcza opisy głównych bohaterów. Muzyka, szczególnie wykonywana przez Sama jest dobrym uzupełnieniem dialogów i samego klimatu filmu.

Cieszę się, że po latach mogłam do „Casablanki” powrócić.


Opinia z dnia 02.08.2013 nadesłana przez Pana Zbigniewa N.


Z wprowadzenia, które przygotował moderator dowiedziałem się, że „Casablanka” to film kultowy, wielokrotnie nagradzany i od lat do głębi poruszający widownię na całym świecie. Dowiedziałem się również, że ten film można rozumieć na wiele sposobów. Można koncentrować uwagę na wątku niespełnionej miłości głównych bohaterów, na tragedii wielu ludzi wykolejonych przez wojnę, czy na egzotyce postaw i zachowań ludzi którzy znaleźli się na obrzeżu wielkich zmagań wojennych.

Dla mnie te wszystkie warstwy świetnie nakręconego filmu z doskonałymi aktorami, są istotne, lecz w postaci głównego bohatera Ricka dostrzegam przed wszystkim rezydenta wywiadu amerykańskiego, który działa pod przykrywką właściciela modnej kawiarni. Do takiej interpretacji skłania mnie przeszłość Ricka, który w 1935 roku przemycał broń do Etiopii zmagającej się wówczas z agresją faszystowskich Włoch. Rok później Rick walczy w Hiszpanii i to po stronie rządowej. a więc przeciwko frankistowskim puczystom wspieranym przez hitlerowskie Niemcy. Z Paryża, do którego w 1940 roku wkraczały oddziały wermachtu musiał uciekać bo był na liście osób poszukiwanych przez gestapo. Rick nie jest więc dobrodusznym właścicielem lokalu uwikłanym w drobne interesy i afery, ale człowiekiem, który w imieniu swoich mocodawców prowadzi określoną politykę. To on dokonuje selekcji i pomaga ludziom, których warto wysłać do Ameryki, takim jak chociażby para młodych Bułgarów, czy przywódca podziemia antyfaszystowskiego Laslo i jego żona. On ma fundusze, którymi umiejętnie przekupuje lokalnych dygnitarzy patrzących przede wszystkim na to skąd wiatr wieje. A ten wiatr historii w grudniu 1941 roku zaczyna wiać w oczy rzeszy niemieckiej. Ofensywa wermachtu utknęła na przedpolach Moskwy, bitwa o Anglię zakończyła się klęską luftwaffe, narastały kłopoty niemieckie na Bałkanach a „lis pustyni” Rómmel walczył ze zmiennym szczęściem w północnej Afryce. Coraz aktywniejsi byli również wolni Francuzi dowodzeni przez gen. De Gaulle’a. W tej atmosferze niemieccy wysłannicy nie byli już w Casablance bogami, przed którymi wszyscy leża plackiem. W lokalu Ricka dochodzi wręcz do jawnej demonstracji antyniemieckiej, kiedy to wszyscy śpiewają Marsyliankę.

Rick to bardzo sprawny agent, doskonale operujący bronią, którą potrafi sterroryzować szefa policji i bez wahania zastrzelić majora Strassera.

Rick w ostatnich scenach filmu uchyla nieco rąbka tajemnicy oznajmiając, że szczęście trzech osób jest niczym wobec toczących się zmagań o istnienie ludzkości. On proklamuje również przyszłą przyjaźń francusko-amerykańską, bo przecież niespełna rok później Casablanka będzie opanowana przez wojska alianckie.

„Casablanka” jak soczewka skupia problemy ówczesnego świata a jednocześnie ukazuje tragedię wielu ludzi pozbawionych ojczyzny, majątku i życia. Losy ludzkie są tym, co najbardziej porusza, bo przecież niezbywalnym atrybutem ludzi jest prawo do życia, miłości i szczęścia. Myślę, ze to jest główna przyczyna, która spowodowała zaliczenie tego filmu do największych arcydzieł amerykańskiego kina. Rick nie mógł myśleć o własnym szczęściu bo był żołnierzem, którego wiązały rozkazy i przysięgi.

Odpowiadając na pytania moderatora muszę stwierdzić, ze postawę Ricka oceniam jako wręcz bohaterską. Również adiodeskrypcję uznaję za bardzo dobrą. Na podobną ocenę moim zdaniem zasługuje także muzyka. Trudno mi ocenić grę aktorów, którzy – jak wynika z opisu, świetnie posługiwali się językiem ciała. A na najwyższe uznanie zasługuje opis postaci zamieszczony na końcu. Brawo i oby tak dalej…


Opinia z dnia 02.08.2013 nadesłana przez Pana Piotra A.


„Casablanca” to rzeczywiście ładny film i obejrzałem go z przyjemnością.

Główny bohater, Rick to człowiek twardo stąpający po ziemi, który w

trudnych czasach radzi sobie jak umie. Zachowując się jak chłodny

biznesmen, który w swych działaniach kieruje się jedynie własnym

interesem, okazuje się człowiekiem wrażliwym i gotowym pomagać innym

zupełnie bezinteresownie. Chcąc zapomnieć o zawodzie miłosnym,

poświęca się pracy i prowadzi świetnie prosperującą restaurację.

Jest człowiekiem bogatym, ustosunkowanym i poważanym w świecie, do

którego uciekł przed wspomnieniami. Zupełnie nieoczekiwanie w jego

życie powróciła Ilsy a z nią pojawił się jej mąż Laszlo. Spokój i

rytm życia Ricka legły w gruzach a emocje, przed którymi tak daleko

uciekł znowu zaczęły nim targać. W miarę poznawania losów trójki

głównych bohaterów, przekonujemy się, że jednak byli uczciwymi

ludźmi a ich losy pogmatwała trwająca wojna. Decyzja o pomocy

małżonkom uciekającym przed faszystami była dla Ricka bardzo trudna,

gdyż po pierwsze musiał zrezygnować z ukochanej kobiety a po drugie

z dotychczasowego życia, które stało się śmiertelnie zagrożone.

Poświęcenie własnego szczęścia na rzecz Laszla, który aktywnie

walczył przeciw faszystom czyni z Ricka jeszcze wspanialszego

mężczyznę, zasługującego na uznanie i podziw.

Uniwersalność i ponadczasowość filmu, według mnie, polegają na

poruszaniu tematyki walki dobra ze złem oraz miłości, które znane są

prawie wszystkim ludziom. Chyba każdy z nas kochał, był kiedyś

odrzucony czy też sam porzucił kogoś i chyba każdy jest w stanie

zrozumieć emocje targające bohaterami filmu. Jest to miłosna

historia dodająca romantyzmu ludziom, którzy walcząc o wolny świat,

potrafią poświęcić swe własne szczęście. To fakt, że potrafimy

zrozumieć Ricka i docenić wartość jego poświęcenia czyni z filmu

opowieść bliską każdemu człowiekowi.

Myślę, że Casablanka znalazła się w kanonie filmu światowego, gdyż

dodała romantyzmu do historii ludzi żyjących w czasie II wojny

światowej i w ten sposób spełniła oczekiwania widzów na całym

świecie.

Trudno mi mówić o tym, co wywarło na mnie największe wrażenie w

całym filmie. Dla mnie jest to ładna bajka, która niewiele ma

wspólnego z rzeczywistością, ale jest tak elegancko zrobiona, że z

przyjemnością oderwałem się na chwilę od realnego świata.

Audiodeskrypcja wyjątkowo przypadła mi do gustu w tym filmie. Głos

pani Barbary Kałużnej był doskonały i słuchałem go z wielką

przyjemnością. Brawo.

Muzyka dobrze oddawała nastrój akcji toczącej się na ekranie.
Opinia z dnia 02.08.2013 nadesłana przez Państwa Ewa i Sławomir M.
„Casablanka” jest ciekawym melodramatem i jednocześnie filmem patriotycznym. Curtiz po mistrzowsku poplątał te wątki, tak że widz dopiero po pewnym czasie zauważa, że jest to film propagandowy. Najpierw zachwycamy się splątanymi życiorysami Ricka i Ilsy, żeby po chwili czuć uniesienie przy brawurowo zaśpiewanej Marsyliance, następnie odczuwać wzruszenie w scenie pożegnania przy samolocie. Gdy film się skończy to w pamięci pojawiają się myśli patriotyczne. Jesteśmy dumni z Ricka, że poświęcił się dla celów wzniosłych.

„Casablanka” jest i zawsze będzie aktualna bo jest po mistrzowsku zagrana.

Ponadczasowość filmu polega na poruszanych kwestiach, takich jak: miłość, zdrada,

wojna, patriotyzm itp.

Naszym zdaniem jest dziełem, w którym audiodeskrypcja jest najlepiej zrobiona ze

wszystkich dotychczas przez nas obejrzanych filmów w klubie.

Fantastycznym pomysłem jest dokładny opis postaci, który pojawił się na końcu filmu.

Tu mamy pytanie i jednocześnie sugestię. Czy możliwe technicznie jest to, aby takie

opisy postaci pojawiały się przed projekcją filmu. Dziękujemy za „Casablankę”.

Opinia z dnia 04.08.2013 nadesłana przez Panią Agnieszkę P.

Film Casablanca – ponadczasowe dzieło o którym wiele się słyszało więc dobrze było się zapoznać z tym melodramatem. Niesamowite że film ma już ponad 70 lat a wciąż każdy znajduje w nim coś odpowiedniego dla siebie. Na pewno przyciągającym i uniwersalnym wątkiem jest ukazanie miłości w nietypowy sposób w trudnych czasach drugiej wojny światowej, która pełni tutaj jakby rolę drugoplanową. Jeden z głównych bohaterów Rick - jest postacią niebanalną, charyzmatyczną, pewną siebie i budzącą podziw. Posiada swoje luksusowe „kawiarniane królestwo”, które jest niemal idyllą dla przybywających tu przechodniów, jest innym światem, jakże różniącym się od tego panującego na zewnątrz, ogarniętego problemami i wojną. Jednak i On musi zmierzyć się z przeszłością, która powraca pod postacią pięknej kobiety – jego dawnej nieszczęśliwej miłości. Ilsa pojawia się w Casablance wraz ze swoim mężem – wielkim i dzielnym bohaterem wojennym. Wzbudza Ona w Ricku wiele emocji, odżywają uczucia miedzy dwojgiem dawnych kochanków. Rick zostaje postawiony przed wielkim dylematem – pozostania z ukochaną lub udzielenia pomocy Laszlo i podarowania mu wiz aby mógł z żoną wyruszyć w dalszą podróż i realizować swoje wzniosłe cele. Zwycięża tutaj miłość Laszlo do Ilsy a Rick wydawałoby się, że zostaje sam z niczym. Chociaż nie do końca, zyskał zapewne przemianę wewnętrzną, podjął trudną decyzję która uczyniła go bardziej szlachetnym, uczuciowym i wielkodusznym.

Co do audiodeskrypcji to byłam zawsze przyzwyczajona do męskich głosów i myślę że one są bardziej wyraziste i zdecydowanie je wolę, ale widać ze w tym przypadku podjęto inne rozwiązanie, być może lepsze dla filmu, chociaż myślę że audiodeskrypcja z głosem męskim nie kolidowałby z męskimi dialogami. Opis postaci na końcu filmu był bardzo dobrym pomysłem, bowiem im więcej objaśnień tym dokładniej można wychwycić wiele szczegółów i lepiej zrozumieć film. Aczkolwiek wolałabym aby taka charakterystyka bohaterów znalazła się na początku filmu.

Polecam ten film, dla każdego z nas będzie on znaczył coś innego i każdy z nas odkryje w nim coś dla siebie.



Opinia z dnia 05.08.2013 nadesłana przez Panią Katarzynę M.
Z reguły nie lubię starych filmów, „Casablanca” jednak zaskoczyła mnie pozytywnie.

Gdybym nie wiedziała, w którym roku była premiera tego filmu, myślałabym, że to film nakręcony niedawno.

Moim zdaniem film naprawdę jest ponadczasowy i uniwersalny. Porusza problemy, które się nie starzeją. Widać dokładnie, jaki wpływ na losy ludzi miała wojna, jak okrutnie komplikowała życie człowieka. W filmie pokazane są także w sposób bardzo sugestywny odwieczne problemy człowieka w sprawach miłosnych, które były, są i będą.

Oczywiście postawę Ricka oceniam bardzo dobrze. Podobała mi się jego gra, jego sposób bycia, no i oczywiście jego końcowy wybór.

Aktorzy moim zdaniem grali bardzo naturalnie i współcześnie. Nie było tam słychać sztuczności gry, którą tak często słyszałam w starych filmach.

Jeśli chodzi o audiodeskrypcję, to podoba mi się to, że dialogi czytał mężczyzna, a audiodeskrypcję kobieta. Oczywiście mogłoby być odwrotnie, ale chodzi o to, że dzięki tej kombinacji łatwiej było nadążać za akcją filmu.

Ogólnie film bardzo ciekawy i chciałabym do niego jeszcze kiedyś wrócić.

Opinia z dnia 07.08.2013 nadesłana przez Pana Antoniego Sz.
Mimo bardzo napiętego czasu obejrzałem film „Casablanka” Ogromne zaangażowanie moderatora, wyrażone we wprowadzeniu, „maluje” kolorowy obraz czarno białego filmu

. Po „serii” filmów „ciężkich” ”Casablanka” daje oddech pomimo dziejących się w tym filmie dramatów. Z plejady wspaniałych aktorów pamiętam jedynie Ingrid Bergman.

Muzyka w tym filmie jest „osobną wartością”. „Tryumf” Marsylianki, i melodia budząca wspomnienia dwojga zakochanych stanowią ważną część filmu. Bardzo zabawnie w tym kontekście brzmi informacja o tym, że grający pianistę aktor nie umiał grać.

Audiodescrypcja osiągnęła wysoki poziom w tak trudnych chwilach jak szybka wymiana zdań między dyskutantami. Pani lektor precyzyjnie informowała kto teraz mówi. Opis postaci na końcu filmu pozwolił na „dopełnienie” ich wyobrażenia.

Problem trójkąta rozwiązał Rick, stwierdzając że w przypadku pozostania z Ilsą, Ona przeklęła by tę decyzję. Laszlo był gotów zrzec się żony dla idei.

Film „Casablanka” mimo upływu lat nie traci na atrakcyjności. To właśnie jest cecha „kanonów”.



Opinia z dnia 08.08.2013 nadesłana przez Panią Hannę W.
Postawy osób w "trójkącie" Ilsa-Rick-Wiktor są dla mnie skomplikowane. Z jednej

strony prawo do prawdziwej miłości , do szczęścia a z drugiej obowiązek wobec męża,

troska o niego po tym co robił jako patriota i co przeszedł z rąk hitlerowców.

Z jednej strony Rick - twardy mężczyzna poświęcający swoją miłość, z drugiej strony

Wiktor -bohater i twardziel z którego hitlerowcy nie wydostali wiadomości w obozie,

patriota ale jednocześnie słabszy mężczyzna potrzebujący żony. Dla mnie z jednej

strony piękna miłość, z drugiej to wielkie poświęcenie tej miłości. Z jednej

stronyczułam żal do Ricka za to poświęcenie, a z drugiej współczuje mu bardzo ale i

podziwiam za tą odwagę i taką decyzję. Zapewne też wróci do walki z hitlerowcami.

Prawdopodobnie Ilsa i Rick nie byliby do końca szczęśliwi, gdyby wybrali wspólne

życie. Ilsę zżerałyby wyrzuty sumienia gdyby opuściła męża. Trudne wybory.

Film był, jest i będzie zawsze aktualny, bo temat jaki podejmuje zawsze może się

zdarzyć, niezależnie od tła historycznego czy okoliczności jakie mu towarzyszą.

Mam tylko takie odczucie, że cała otoczka głównego wątku filmu, całe to wojenne

historie są mało realne, mało prawdopodobne jak na czasy tej wojny. Myślę tu

orealność przybycia Ilsy i Wiktora do Casablanci, postawy hitlerowców wobec nich. To oczywiście, może nie jest najważniejsze.

Przewodnia piosenka jest pięknym utworem, wpadającym w ucho i znakomicie

odzwierciedlającym stan uczuć Ilsy i Ricka.

Audiodeskrypcja - bardzo dobra. Informacja końcowa opisująca głównych bohaterów jest znakomitym pomysłem. Mnie przeszkadzały tylko informacje lektora podczas dialogów, informujące kto akurat w tej chwili mówi. Dla mnie jest to niepotrzebne. Wystarczy

tylko jednorazowa informacja na początku dialogów między jakimi osobami toczy się



rozmowa. Bardzo dziękuję i czekam na kolejny film.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość