Strona główna

Patriotyczny ruch polski nr 331 15 II 2014 r


Pobieranie 365.23 Kb.
Strona4/6
Data18.06.2016
Rozmiar365.23 Kb.
1   2   3   4   5   6

KTO STOI ZA IDEOLOGIĄ GENDER?

Ujawnione niedawno kilkadziesiąt przypadków eksperymentowania na kulturowej tożsamości płciowej dzieci w polskich przedszkolach, w postaci przebierania dziewczynek za chłopców a chłopców za dziewczynki, każe zadać pytanie o cel tych eksperymentów oraz ich autorów. Te bezprecedensowe eksperymenty są wdrażaniem w proces wychowawczy ideologii gender, mówiącej, iż kulturowa płeć w postaci systemu społecznych ról i kulturowych wzorów zachowań, jest określana w sposób zwyczajowo społeczny, i w istocie nie wiąże się z płcią biologiczną.

Pogląd jak pogląd. Bywają gorsze. Ale nie każdą brednię próbuje się eksperymentować na małych dzieciakach. A to każe zapytać o to, kto za tym stoi? Kto stoi za ideologią gender, że polskie przedszkolaki stały się przedmiotem eksperymentów z kulturową płcią? Oczywiście nie chodzi o różnego typu użytecznych idiotów, typu prezydencki profesor Nałęcz w rajtuzach damskich czy ideologiczne "pudła rezonansowe" z "Krytyki Politycznej". Chodzi o autorów nie tylko forsujących genderyzm od ponad 30 lat, ale i finansujących go.

Genderyzm a reprodukcja gatunkowa człowieka

Z pewnością, nie są to dyrektorzy i wychowawcy przedszkolni, gdyż ci są tylko wykonawcami genderyzmu. Realizują programy z genderyzmem, za które ich przedszkola dostały prawdopodobnie pieniądze w ramach przeróżnych projektów. Ta ideologia jest forsowana przez różnego typu organizacje pozarządowe, aż po agendy Unii Europejskiej i Organizacji Narodów Zjednoczonych. To tworzy wrażenie że genderyzm jest jakąś żywiołowo powstałą i samorzutnie rozwijającą się ideologią.

Tak samo zresztą wygląda sprawa ideologii homoseksualnej, z jej żądaniami małżeństw homoseksualnych i adopcją dzieci. Tak samo wygląda sprawa ideologii edukacji bez wychowywania w nakazach i zakazach kulturowych. Nie wiadomo kto za tym stoi, a presja jest stale wywierana. Wręcz niewidzialna ręka rynku światowego.

Szukając autorów genderyzmu, trzeba przede wszystkim zwrócić uwagę co genderyzm w istocie zwalcza, promując tezę o braku biologicznej determinacji kulturowej płci. Otóż tym sposobem genderyzm uderza w biologię płci. Relatywizuje płeć biologiczną. Zakłóca jej kulturowe i społeczne funkcjonowanie. Jest więc uderzeniem w płciowość człowieka, a w konsekwencji w jego funkcje reprodukcyjne. Jest uderzeniem w podstawową funkcję reprodukcji biologicznej - gatunku ludzkiego.

Takim samym zresztą uderzeniem jest ideologia homoseksualizmu. Jest to zarówno relatywizacja płci biologicznej, jak i uderzenie w funkcję reprodukcji biologicznej ludzkiego gatunku. Jest to uderzenie groźniejsze, gdyż nie tylko relatywizuje sens reprodukcyjny biologicznego związku kobiety i mężczyzny, ale uderza w sens reprodukcyjny rodziny społecznej, jako związku kobiety i mężczyzny oraz ich dzieci.

Uderzeniem w funkcję reprodukcyjną rodziny jest równolegle ideologia edukacji bez wychowania w nakazach i zakazach kulturowych. Nakazy i zakazy kulturowe chroniące i promujące ogólnoludzkie wartości są dezawuowane jako "mowa nienawiści". "Nie zabijaj", "nie kradnij", "nie cudzołóż" - to w tej ideologii, niedopuszczalne formy wyrażania zakazów. Ta ideologia uderza w kulturową już reprodukcję gatunkową człowieka, zrywając kulturowe więzi międzypokoleniowe. Ta ideologia służy złamaniu kodu kulturowego w wychowywaniu dzieci i młodzieży. Przyszłe pokolenia mają być akulturowe, amoralne, a więc antyludzkie.



Genderyzm jako fragment kultury śmierci

Ideologia genderyzmu jest tylko fragmentem większej całości, tak jak ideologia homoseksualizmu i ideologia edukacji bez wychowania. Tą całością jest promowana globalnie kultura śmierci, jak ją nazwał Jan Paweł II w swej encyklice „Evangelium vitae”. To - globalne i europejskie kampanie na rzecz genderyzmu, homoseksualizmu, edukacji bez wychowania, upowszechniania aborcji, wszelkich możliwych form antykoncepcji, sterylizacji i eutanazji.

Są one prowadzone w imię indywidualnej wolności jednostki i ich egoistycznych praw. U podstaw tej kultury śmierci leżą celowo promowane antywartości egoizmu, pogardy dla wszystkiego co słabsze i akceptacja niesprawiedliwości wynikającej z siły i bogactwa. Sensem tej kultury śmierci są antywartości negujące człowieczeństwo.

Z promocją antywartości w kulturze globalnej idzie w parze głębokie zwalczanie w różnych formach tych wartości kulturowych, które są podstawą „kultury życia”. Jest to przede wszystkim zwalczanie wartości promujących i umacniających rodzinę, od solidarności międzypokoleniowej, po jej seksualność i płciowość. Atak na seksualność człowieka, jest już atakiem - na same biologiczne korzenie życia gatunkowego ludzkości.

W konsekwencjach społecznych kultura śmierci to koncepcja społeczeństwa, w której najważniejszym kryterium jest sukces. Uzasadnia to „wojnę silnych przeciwko bezsilnym”.

Kultura śmierci a światowa polityka antyludnościowa:

Jeśli od kilku już dekad kultura śmierci jest tak silnie forsowana, a w Europie nadzwyczaj skutecznie, i to mimo oporu stawianego nie tylko przez Kościół katolicki i kulturę chrześcijańską ale i prawie wszystkie pozostałe wielkie religie świata, to kto tak naprawdę za nią stoi? Jakie siły społeczne i polityczne mają tak wielkie możliwości, by ją forsować w skali świata, Europy i Polski?

Aby na to odpowiedzieć, trzeba wpierw próbować dookreślić jaki jest cel społeczny i polityczny wprowadzania do codziennego życia społecznego antywartości kultury śmierci i budowy cywilizacji śmierci. Tym celem bezsprzecznie wydaje się być ograniczenie reprodukcyjnych możliwości gatunku ludzkiego. - Redukcja reprodukcji biologicznej prowadząca do ograniczenia ilości ludności świata i Europy.

Witold Kula, w swej podsumowującej w istocie jego dorobek naukowy pracy „Historia, zacofanie, rozwój”, analizował historyczne sytuacje gdy przyrost ludności nie może znaleźć swego miejsca w procesie gospodarczym w ramach danego systemu społecznego i pojawia się problem tzw. ludności zbędnej. Ten dylemat uznawał on za najbardziej decydujący „w dziejach wszystkich społeczeństw”, ich „być albo nie być”. Jednym z rozwiązań tego dylematu była historia Japonii:

Gdy znalazła się ona w tej sytuacji - pisał W.Kula - rozumowanie jej sfer kierowniczych [szogunatu], poszło trybem następującym: produkcji zwiększyć nie możemy, więc grozi nam, stopniowe zmniejszanie się dochodu społecznego na jednostkę, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ergo, by tego uniknąć, jedynym wyjściem jest niedopuszczenie do dalszego przyrostu ludności. I rzeczywiście. Liczba ludności Japonii najdrastyczniejszymi metodami ustabilizowana została na niezmienionym poziomie ok. 35 milionów na czas od początku XVIII wieku do połowy wieku XIX ...”.

Grzegorz Górny [Dziecięca antykrucjata, „Rzeczpospolita”, 31.12.2009-1.01.2010] w swej analizie globalnej polityki antyludnościowej przywołał dla jej wyjaśnienia tzw. Raport Henry Kissingera z grudnia 1974, który został ujawniony w 1990 roku. Jest to dokument Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA pod tytułem „Studium Bezpieczeństwa Narodowego Memorandum 200” [Kissinger Report „National Security Study Memorandum 200”]. Główna teza memorandum to stwierdzenie, iż wysoki przyrost naturalny w krajach Trzeciego Świata jest poważnym zagrożeniem dla rozwoju i dobrobytu USA oraz dla jego zaopatrzenia w żywność, surowce i paliwa. Dlatego za cel autorzy memorandum uznali realizację globalnego programu antyludnościowego poprzez aborcję, antykoncepcję i sterylizację. Opisane są tam globalne techniki realizacji samej polityki antyludnościowej...

W obawie przed oburzeniem światowej opinii publicznej autorzy memorandum zaproponowali politykę „pod przykryciem” humanitarnych haseł „walki z głodem”, „walki z przeludnieniem” i „reprodukcyjnych praw człowieka”. Memorandum zaleca unikanie bezpośredniego zaangażowania USA i realizację celów za pośrednictwem międzynarodowych organizacji, a szczególnie agend ONZ takich jak UNFPA, WHO, UNICEF i UNDP [jak również organizacji ponadnarodowych i pozarządowych, tak ostatnio nagłaśnianych - admin].



Kultura śmierci - projekt światowej oligarchii finansowej

Ważnym śladem w poszukiwaniu autorów stojących za kulturą śmierci było ujawnienie przez dziennikarza brytyjskiego „The Times” tematu poufnego szczytu na Manhattanie [NY] w dniu 3 maja 2009. Na tym szczycie spotkali się dwaj „najbogatsi” ludzie na świecie - Warren Buffet i Bill Gates, szef koncernu medialnego CNN Ted Turner, światowy spekulant finansowy George Soros, gwiazda telewizji Oprah Winfrey, burmistrz Nowego Yorku miliarder Michael Bloomberg i przedstawiciel amerykańskiej finansjery David Rockefeller junior. Otóż tematem spotkania było ograniczenie liczby ludności świata o 1 miliard ludzi. I ta właśnie liczba jednego miliarda ludzi pojawiła się niedługo potem już w oficjalnych dokumentach UNFPA, w których „możemy wyczytać, że wyeliminowanie miliarda dzieci spowoduje oszczędności energetyczne równe pracy dwóch milionów jednomegawatowych wiatraków. Nie wydaje się przy tym być przypadkowe, że to jeden z uczestników szczytu na Manhattanie, Ted Turner, jest głównym prywatnym sponsorem UNFPA.

Dążenie do ograniczenia przyrostu naturalnego na świecie, aż do drastycznego zmniejszenia liczby ludności świata jest widoczne wśród elit światowych już od kilku dekad. Przypomnijmy iż w tym kierunku szły główne wnioski, w głośnych latach 70 XX w., pierwszego [Donella H. Meadows, Dennis L. Meadows, Jorgen Randers, William W. Behrens, Granice wzrostu, 1973] i drugiego [Mihajlo Mesarović, Eduard Pastel, Ludzkość w punkcie zwrotnym. Drugi Raport dla Klubu Rzymskiego, 1977] - tzw. Klubu Rzymskiego.

Jeśli przeanalizować opisany przez Davida Rothkopfa [D. Rothkopf, Superklasa. Kto rządzi światem, 2009] sposób globalnego funkcjonowania grupy jego zdaniem panującej w skali światowej którą on nazwał „superklasą”, to wyraźnie widoczne staje się istnienie jej rdzenia czyli oligarchii finansowej. Oligarchia korporacji transnarodowych jest wyraźnie drugoplanowa. Globalna zaś grupa polityczna „superklasy”, przenikająca się z finansową i korporacyjną oligarchią, jest zasadniczo im podporządkowana.

W istocie więc pozycję klasową w globalnej strukturze społecznej „superklasy” D. Rathkopa, ma tylko oligarchia kapitału finansowego i oligarchia kapitału korporacyjnego, z kluczową rolą tej pierwszej. A globalna oligarchia finansowała zaledwie kilkaset osób, które zasadniczo panują nad światowymi finansami. „Bill McDonough - pisze D. Ratkopf, wiceprzewodniczący Merill Lynch i b. prezes nowojorskiego Banku Rezerwy Federalnej potwierdził, że kilkuset ludzi „trzęsie” światem globalnych finansów”. Jest to możliwe dzięki kontroli przez nich zaledwie 100 największych instytucji finansowych, zarządzających aż 43 bilionami dolarów, czyli jedną trzecią światowych aktywów finansowych.

Sądzę że światowa oligarchia finansowa ma świadomość, iż system światowy w jego obecnej formule stanął wobec tego najważniejszego dla jego „być albo nie być” dylematu. A ponieważ nie można się rozwijać gospodarczo w skali świata w ramach tego systemu a przyrost ludności świata w krajach peryferyjnych i semiperyferyjnych Południa postępuje, zagrażając planom światowej oligarchii i stabilności ich pozycji, należy ograniczać przyrost ludności świata, aż do znaczącej redukcji liczby „ludności zbędnej”. Więc antyludnościowy program koncentruje w sobie najistotniejsze interesy oligarchii finansowej świata.

Oligarchia kapitału finansowego jako rdzeń globalnej klasy panującej, nie ma oferty cywilizacyjnej dla miliardów ludzi naszej planety. Krach finansowy roku 2008 i obecna światowa głęboka depresja gospodarcza, jest tylko tego potwierdzeniem.

Cywilizacja śmierci jako ścieżka panowania oligarchii

Trwa więc proces poszukiwania ścieżki wyjścia z rozpadającego się systemu globalnego dla zachowania, a wręcz wzmocnienia pozycji oligarchicznych elit kapitałowych państw rdzenia. Promowanie kultury śmierci jest realizacją globalnej ‘formuły 80:20’ - wyartykułowanej na konferencji w San Francisco w 1995 r. przez elity reprezentujące światowe oligarchie kapitałowe i elity polityczne, jako kierunkowej wizji przyszłego porządku świata. W ramach tej wizji możliwości cywilizacyjnego rozwoju i kreatywnej ludzkiej egzystencji ma mieć tylko około 20% populacji świata.



W nadchodzącym stuleciu - piszą Hans Peter Martin i Harald Schuman w swym przemilczanym w Polsce bestsellerze „Pułapka globalizacji. Atak na demokrację i dobrobyt” - wystarczy 20 procent zdolnej do pracy populacji, aby utrzymać światową gospodarkę w rozmachu. Jedna piąta wszystkich poszukujących pracy wystarczyłaby do wyprodukowania towarów i świadczenie wyspecjalizowanych usług, na jakie zgłasza popyt światowa społeczność”.

Pozostałe 80% nie ma być wyłączone z cywilizacyjnego rozwoju, a de facto skazane na cywilizacyjną śmierć. I cywilizacja śmierci jest kulturowym projektem globalnej oligarchii finansowej, aby ten problem rozwiązać.

Antyludnościowy program globalnej oligarchii finansowej przybiera szerszą ‘formułę 80:20’, w postaci próby tworzenia konsensusu kultury śmierci szczególnie w odniesieniu do narodów peryferyjnych i semiperyferyjnych [czyli rasy nieżydowskiej, głównie o to chodzi w cywilizacji śmierci - admin]. Dlatego kulturę śmierci należy analizować nie jako spontaniczny produkt współczesnych procesów społecznych i kulturowych wyrastających z postaw hedonizmu górnych warstw światowej i krajowych struktur społecznych, choć mają one w niej swój istotny udział, lecz projekt konceptualizowany i wdrażany przez światową oligarchię finansową.

Postulatywne zakończenie

Naszym zaś rodzimym propagatorom i promotorom kultury śmierci, niezależnie od tego, czy są tylko użytecznymi idiotami czy też pełnią rolę aktywnej agentury wpływu światowej i europejskiej oligarchii finansowej, należy wypowiedzieć bezwzględną wojnę polityczną. - I to na wszystkich frontach. W walce o cywilizacyjne i ludnościowe przetrwanie polskiego społeczeństwa narodowego.

Autor: Wojciech Błasiak [Warszawa, 27.12.2013]

Za: http://prawica.net/36812

-----------------------------------------------
PiS - FAŁSZYWA CHRZEŚCIJAŃSKA AKSJOLOGIA

Lech Kaczyński i jego partia nie tylko stracili okazję, aby uczynić z Polski bastion chrześcijaństwa w Europie XXI w., ale przyczynili się walnie do jej przekształcenia cywilizacyjnego - w kierunku perspektywy ateistycznej.

Parafrazując najbardziej znane hasło, jakie podał w pierwszej polskiej encyklopedii, Nowych Atenach, Benedykt Chmielowski, można powiedzieć: PiS jaki jest, każdy widzi. Jednakże, jego wielomilionowy katolicki elektorat, nie chce widzieć podwójnej, fałszywej aksjologii tej partii i podwójnych jej standardów, co ma poważne konsekwencje nie tylko w sferze polityki i moralności, ale również cywilizacji. Z podwójności owej wynika bowiem brak perspektywy cywilizacyjnej, fundamentalnej dla przyszłości nie tylko Polski, ale również Europy. Jest on widoczny zarówno w programie tej partii, jak i - nade wszystko - w jej działaniach. Z jednej strony widzimy w sferze retorykiteorii częste odniesienia do cywilizacji łacińskiej, wartości chrześcijańskich, tradycji polskiego katolicyzmu, z drugiej - brak ich w praktyce politycznej, szeroko pojętym działaniu, nade wszystko w sferze ustawodawstwa. Jest to brak rażący w zestawieniu z aspiracjami tej partii, odwołującej się nie tylko w swej nazwie, ale także w różnych swoich programach, do prawa jako fundamentu współczesnego państwa. Rażący tym bardziej, że w swej retoryce PiS kieruje się szczególną wrażliwością jej odbiorcy. Jest to wrażliwość polskich katolików. Ta nieadekwatność między teorią i działaniem jest przez nich akceptowana, gdyż retoryka PiS ma chrześcijański - katolicki kod, który jest obcy programom innych partii bądź obecny w nich śladowo. Nieadekwatność, którą w sferze wartości, nazwiemy fałszem aksjologicznym bądź podwójną moralnością, wskazuje na to, iż retoryka tej partii ma charakter propagandowy, zaś jej chrześcijański kod ma znaczenie instrumentalne. Dzięki niemu bowiem PiS osiąga coś, co w koncepcji manipulacji i propagandy Eduarda Hermana i Noama Chomsky’ego nazywa się produkowaniem zgody. W tym wypadku zgody katolickiego elektoratu w Polsce na to, aby reprezentowali go ludzie tej partii. Archetypiczne ujęcie takiej postawy dał Fiodor Dostojewski w Braciach Karamazow w postaci Wielkiego Inkwizytora pragnącego urzeczywistnić idee dziewiętnastowiecznego socjalizmu - Królestwo Boże na ziemi bez Boga. Dostojewski pokazał, jak można zniewalać ludzi w imię ducha niebytu, wykorzystując chrześcijańskie symbole i Ewangelię. Wielki Inkwizytor posługuje się bowiem krzyżem i odwołuje do wizji ewangelicznego Królestwa Bożego a jednocześnie występuje przeciwko Chrystusowi, którego naukę odrzuca w imię nowego, socjalistycznego porządku świata. Symbolizuje on - mechanizm zniewalania duchowego przybierającego pozór realizacji wartości najwyższych. Jest to zniewalanie wyrafinowane, odbywające się w imię nie kwestionowanego dobra najwyższego.

Wykorzystywanie katolickiego kodu i katolickich mediów do „produkowania” zgody katolików na działania niezgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego ma głębsze znaczenie. Jest bowiem „produkowaniem” fałszywej świadomości katolików, utwierdzaniem ich w przekonaniu, że działanie może różnić się od deklarowanych intencji, że ograniczająca się do retoryki tożsamość reprezentującej ich partii, jest czymś normalnym. Takie przekonanie rodzi jeszcze jedno niebezpieczeństwo: brak odpowiedzialności za dokonania niezgodne z katolicką doktryną wiary. Brak oznaczający infantylizację sfery politycznej i jednocześnie całej sfery społecznej. Skutki stosowania podwójnych standardów w polityce rzutują na charakter cywilizacji która na naszych oczach odrywa się od chrześcijańskich korzeni i buduje nowy swój kształt na fundamencie nowych ideologii, z których najsilniejszy jest genderyzm. Natomiast skutki demonstrowania podwójnej moralności to nie tylko demoralizacja społeczeństwa, ale również próba „fabrykowania” jego zgody na to, że w polityce nie ma żadnych świętości, a zatem - jak określa taką sytuację jeden z bohaterów Dostojewskiego - wszystko jest dozwolone.

Negatywne skutki podwójnej, a więc fałszywej aksjologii i podwójnych standardów PiS są na tyle znaczące, że podejmowane próby ich przemilczenia bądź przesłonięcia wizją katastrofy smoleńskiej jako zamachu wydają się dziecinne. Zakładają bowiem niezdolność Polaków do refleksji i krytycznej oceny wydarzeń jakie nastąpiły w Polsce po 1989 roku. Dziwi więc wysiłek zwłaszcza katolickich publicystów, historyków, socjologów a nawet filozofów i teologów którzy uprawiają pisowską narrację historyczną i usiłują katastrofą przesłonić prawdziwe oblicze tej partii. Historycznego bowiem już znaczenia nabrały jej działania w okresie V kadencji sejmu, gdy miała ona pełnię władzy, nie tylko w parlamencie ale również w Belwederze - i w następnych kadencjach. A świadectwem tych działań było głosowanie przytłaczającej ilości członków PiS przeciwko życiu, gdy z inicjatywy LPR podjęto w sejmie nowelizację konstytucji w celu umieszczenia w niej zapisu o ochronie życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Wstrzymało się wówczas lub nie głosowało 94 posłów PiS [109 posłów PO] z władzami partii na czele. Inicjatywę poparł w całości jako jedyny klub LPR. Władze PiS przyrzekały wprawdzie powrót do tej inicjatywy, ale jednocześnie robiły wszystko, m.in. wykorzystując służby specjalne do prowokowania afer, aby koalicja z LPR i Samoobroną jak najszybciej się rozpadła, co musiało spowodować samorozwiązanie sejmu i przyspieszone wybory. W przeprowadzeniu tejże akcji PiS uzyskał całkowite poparcie głównych partii opozycyjnych - PO i SLD. Rozwiązując sejm, PiS zaprzepaścił bezpowrotnie ideę konstytucyjnej ochrony życia w Polsce. Traktat Lizboński obejmujący Kartę Praw Podstawowych nie dawał bowiem szans na powrót do niej, szans takich nie dawał również istniejący od 2007 roku układ sił politycznych w Polsce - nie do naruszenia.

Gdy zaś doszło do ewenementu i pod koniec VI kadencji sejmu [w 2011 r.] poddano głosowaniu projekt ustawy chroniącej życie od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci - przygotowanej przez organizacje prolife, które uzyskały dla swej inicjatywy podpisy 600 tysięcy Polaków - PiS dał kolejne świadectwo swej fałszywej aksjologii chrześcijańskiej i fałszywej moralności. Nie wprowadził bowiem dyscypliny klubowej w tym głosowaniu, co sprawiło że 10-ciu jego posłów nie wzięło w nim udziału. Zabrakło wówczas, jedynie 5 głosów, aby ustawa została uchwalona [186 za, 191 przeciw]. To, że PO w większości zagłosowała przeciw, było do przewidzenia, bo ta partia nie miała i nie ma w programie ochrony życia poczętego, rzadko odwołuje się do chrześcijańskich wartości, nie jest lansowana w katolickich mediach jako reprezentant polskich katolików. Natomiast PiS, który ochronę tę uczynił w teorii jednym ze swych celów, w działaniu ponownie jej zaprzeczył.

Dziś można wysunąć tezę, że partia ta świadomie pozbawiła Polaków możliwości nowelizacji konstytucji w roku 2007. Teza ta jest tym bardziej uzasadniona, gdyż jednocześnie rząd PiS od początku popierał Traktat Lizboński i na konferencji międzyrządowej UE prezentował wówczas w imieniu Polski pełną akceptację jego tekstu. Zgadzał się również z brakiem odwołania do Boga w preambule, i odrzuceniem dziedzictwa chrześcijańskiego w budowie nowej, ateistycznej Unii. Zgadzał się na to, że chrześcijaństwo i jego wyznawcy oraz jego symbole, nade wszystko krzyż, nie będą chronione np. w sytuacji, gdy ochronie podlegać będą wszystkie mniejszości a więc także ich kultura oraz głoszone przez nie różne ideologie, np. gender. Prawda logiczna, którą w pisowskiej narracji historycznej się pomija, jest oczywista: antychrześcijańska ideologia gender niszczy cywilizację łacińską, bo prawo unijne - Traktat Lizboński - nie chroni wartości chrześcijańskich, które tę cywilizację ukształtowały. Wobec nowej perspektywy cywilizacyjnej, przed jaką stanęła Europa, wydawałby się czymś oczywistym program naprawy popełnionych błędów przez partię, która w swej retoryce używa nadal chrześcijańskiego kodu. Program działania w nowej, rozpoczynającej się w 2014 r. kadencji europarlamentu - na rzecz unieważnienia Traktatu Lizbońskiego, bądź wprowadzenia do niego zapisów podtrzymujących cywilizację łacińską - o ochronie wartości chrześcijańskich, życia od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci, tradycyjnej rodziny, definicji małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety. To powinno być zadaniem wszystkich katolickich parlamentarzystów, którzy na gruncie prawa winni walczyć z genderyzmem, nie zaś wyłącznie popisywać się w mediach czy na różnych konferencjach antygenderowymi mowami. PiS, nie ma jednak najmniejszego zamiaru podjąć się tego zadania. Jest bowiem pewny swego zwycięstwa w eurowyborach w 2014 r. i to mu wystarcza. Nie musi nawet - zgodnie ze swoją fałszywą aksjologią - formułować programu działania na rzecz wartości chrześcijańskich w europarlamencie, bo go nigdy nie miał, a poparcie katolickiego elektoratu i tak otrzymywał dzięki manipulacji tymi wartościami i budowanej na nich propagandzie.

Obecnie można wysunąć także drugą tezę: że z inicjatywy PiS rozwiązano w 2007 roku polski parlament dla ratyfikacji Traktatu. Liderom partii dokonujących samorozwiązania chodziło o to, aby tekst Traktatu nie został poddany debacie sejmowej i wiedza na jego temat nie dotarła do wyborców, zwłaszcza katolickich. Z dzisiejszej perspektywy walka LPR i Samoobrony o przedłużenie V kadencji sejmu, przynajmniej o kilka miesięcy była próbą zachowania jego trybuny do walki z tą ateistyczną konstytucją unijną.

Podpisanie przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego, ratyfikowanego przez polski sejm VI kadencji dzięki głosom posłów PiS, było gwoździem do trumny chrześcijańskiej Europy. Polska przestała być w niej przedmurzem chrześcijaństwa. Jeśli mówimy, że ikoną wierności chrześcijaństwu w Europie jest po dzień dzisiejszy Jan III Sobieski, to Lech Kaczyński jest jej zaprzeczeniem. Dramatem polskich katolików - nieświadomych tego w pełni - jest fakt że decydującą rolę w tym odejściu od postawy wierności odegrała nie lewica i środowiska liberalno-demokratyczne, ale właśnie PiS który miał ich reprezentować w sejmie i UE. Lech Kaczyński i jego partia nie tylko że stracili okazję, aby uczynić z Polski bastion chrześcijaństwa w Europie XXI wieku, ale przyczynili się walnie do jej przekształcenia cywilizacyjnego, w kierunku perspektywy ateistycznej. To był majstersztyk manipulacji i propagandy, odpowiadający klasycznym ich teoriom - Harolda Laswella, Eduarda Hermana i Noama Chomsky’ego, Jacques’a Ellula. Dominowała w niej tzw. zasada transfuzji - wykorzystania przyjętych przez ogół polskiego społeczeństwa wartości chrześcijańskich do ukrytych celów partii. A szczególnym instrumentem owej transfuzji było zniekształcanie rzeczywistości unijnej, sfery społeczno-politycznej i kulturowej - przemilczanie faktu, że jest skazana przez Traktat na ostateczną sekularyzację oraz odcięcie od tradycji chrześcijańskiej. W tej grze PiS skoncentrował uwagę katolickiego elektoratu na problemach liczbowej reprezentacji Polski w europarlamencie, suwerenności państw członkowskich, dopłatach do rolnictwa i pustych hasłach w rodzaju Europa ojczyzn.

Na arenie międzynarodowej działania PiS na rzecz chrześcijaństwa są zerowe. Brak jakiejkolwiek inicjatywy w celu obrony chrześcijan na Bliskim Wschodzie, gdzie - jak powszechnie wiadomo - dokonuje się ich ludobójstwo, jest skandalem nie tylko moralnym i politycznym, ale również cywilizacyjnym. Oto bowiem przy milczeniu parlamentów krajowych, również polskiego i unijnego zginęły setki tysięcy chrześcijan - i giną nadal - z powodu wyznawanej wiary w Chrystusa. A wraz z nimi giną ostatnie ślady występującej na tym obszarze od 2 000 lat cywilizacji - ukształtowanej na chrześcijaństwie. Jasno również teraz widać, że o to właśnie idzie ideologom NWO, autoryzowanego m.in. przez koncepcje Zbigniewa Brzezińskiego oraz Henry Kissingera, i firmowanego [wbrew woli przeciętnych Amerykanów] przez USA. Pomimo tego wszyscy czołowi polscy politycy, również z PiS-u a ich partie ślepo popierali i popierają politykę Ameryki w tym rejonie: wojnę prewencyjną z Irakiem, atak prewencyjny na Libię, rewolucję w krajach arabskich i wreszcie walkę z demokratycznie wybranym prezydentem Syrii Basharem al-Assadem. Popierają politykę, która pobudza ekstremizm islamski [międzynarodówki syjonistycznej - admin], i nie tylko - skutkujący ludobójstwem chrześcijan. Ci, którzy mieli reprezentować polskich katolików w sferze polityki, nie chcieli słyszeć głosu papieża Franciszka, który podjął szereg działań by powstrzymać atak USA na Syrię. Zwrócił się nawet z prośbą - skuteczną - do Władimira Putina, aby na odbywającym się w Petersburgu na początku września br. szczycie G20 powstrzymał jego uczestników przed udzieleniem poparcia dla tego ataku, mogącego skutkować wybuchem trzeciej wojny światowej. W tej sytuacji jawnie wrogie wobec działań papieża było stanowisko, jakie zajął w sprawie Syrii trzy tygodnie później - Witold Waszczykowski w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” [wydanie z 24 października 2013] jako wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, w której reprezentuje PiS. W całostronicowym potoku wypowiedzi, poświęconych m.in. zabijaniu niewinnych ludzi w tym kraju, nie padło ani jedno słowo na temat prześladowań syryjskich chrześcijan ze strony rebeliantów, nade wszystko na temat dokonywanych na nich okrutnych mordach. Wysokiej rangi polityk PiS w wywiadzie tym uzasadniał ponadto konieczność zaangażowania Polski w sprawie Syrii po stronie USA, Turcji i ich sojuszników - tych sił w konflikcie, które dozbrajają od kilku lat tzw. rebeliantów, wykrwawiających Syrię. Nawet nie napomknął o pomocy dla syryjskich chrześcijan. Ten wywiad jest jednym z ważniejszych świadectw głębokiego zaangażowania PiS na arenie międzynarodowej w budowę NWO. Z perspektywy cywilizacyjnej politycy PiS umacniają bowiem procesy które niszczą chrześcijaństwo nie tylko w Europie, ale również poza nią.

Z tej samej perspektywy trzeba spojrzeć na wielkie zaangażowanie polityków PiS w proces włączania Ukrainy do antychrześcijańskiej Unii, która poprzez jej akcesję poszerzyłaby swoją władzę i umocniła się, wchłaniając nowe, 46-cio milionowe społeczeństwo [to wygląda tak, jakby ktoś chciał przed 1989 rokiem poszerzać Związek Radziecki]. Działania PiS na rzecz włączenia Ukrainy do Unii mają jeszcze jeden cywilizacyjny aspekt: - mają osłabić Rosję, która triumfalnie wróciła do chrześcijaństwa i broni go na arenie międzynarodowej, m.in. w Syrii.

Również w polityce historycznej i historycznej narracji ta reprezentująca polskich katolików partia, stosuje podwójne standardy i prezentuje fałszywą aksjologię. Jest to jednak nade wszystko widoczne w przypadku ofiar ludobójstwa dokonanego z jednej strony przez sowieckie NKWD, a z drugiej przez nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA. Przez długie lata zarówno w polityce, jak i narracji historycznej PiS istniał wyłącznie Katyń. Politycy tej partii zwrócili publicznie uwagę na rzeź wołyńską dopiero w związku z jej 70-tą rocznicą, angażując się jedynie w sejmie w przygotowanie związanej z nią uchwały. Natomiast w kontaktach z władzami i społeczeństwem Ukrainy ludobójstwo Polaków na jej terenie pozostaje dla PiS-u nadal tematem tabu, zgodnie z wyznawaną przez partię Jarosława Kaczyńskiego doktryną Jerzego Giedroycia, iż koniecznością historyczną jest budowa wielkiej Ukrainy kosztem Polski. M.in. ta właśnie doktryna była - oprócz innych motywacji - inspiracją wspólnego wystąpienia przywódcy PiS i jego polityków na kijowskim Euromajdanie z Olehem Tiahnybokiem, przedstawicielem ukraińskich nacjonalistów, odwołujących się do tradycji OUN-UPA. Ich wspólne wystąpienie było szokiem nawet dla przyzwyczajonych do podwójnych standardów PiS jego zwolenników. Tym większym szokiem, że odbyło się pod sztandarami ukraińskiej nacjonalistyczno-banderowskiej partii, której gestem i hasłami prezes PiS przywitał zgromadzonych na Euromajdanie zwolenników UE. Działanie takie urąga pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej i przeczy upublicznieniu prawdy o niej, tak, jak przeczy zasadom współżycia dwóch sąsiadujących ze sobą narodów, którym potrzebne jest pojednanie nie poprzez fałszywą aksjologię i ateistyczną Unię Europejską, ale przede wszystkim w prawdzie i na gruncie chrześcijańskich wartości. Podobnie jak we wcześniej przedstawionych posunięciach PiS-u mamy tu do czynienia z jawnym działaniem na ich szkodę, a zarazem na szkodę polsko-ukraińskiego pojednania.

Analiza ważniejszych antychrześcijańskich działań PiS-u mówi bardzo wiele: chrześcijaństwa i jego wartości musimy bronić nie tylko przed NWO i jego ideologiami, takimi jak gender, ale też przed partiami politycznymi, które wartościami tymi manipulują dla osiągnięcia pozachrześcijańskich celów. Najskuteczniejszą bronią jest w taki przypadku demaskowanie fałszywej aksjologii partii.

Anna Raźny

Za: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/11421/razny-pis-czyli-falszywa-chrzescijanska-aksjologia

----------------------------------------------

1   2   3   4   5   6


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość