Strona główna

Patriotyczny ruch polski nr 331 15 II 2014 r


Pobieranie 365.23 Kb.
Strona5/6
Data18.06.2016
Rozmiar365.23 Kb.
1   2   3   4   5   6

5 WILEŃSKA BRYGADA ARMII KRAJOWEJ - [„Brygada Śmierci”]

Polski oddział partyzancki Okręgu Wilno Armii Krajowej. Dowódca mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”

W okresie okupacji niemieckiej działała w wyjątkowo trudnych warunkach, mając przeciw sobie trzech wrogów - zarówno Niemców, ich litewskich sojuszników jak i partyzantkę sowiecką. W lipcu 1944 r. brygada liczyła ok. 500 partyzantów.

Wiosną 1943 r. mjr. Zygmunt Szendzielarz znalazł się w bezpośredniej dyspozycji Komendy Okręgu Wileńskiego AK, która pod koniec sierpnia tegoż roku oddelegowała go na dowódcę do pierwszego oddziału partyzanckiego AK na Wileńszczyźnie. Oddziałem tym dowodził wcześniej ppor. Antoni Burzyński ps. „Kmicic".

26 sierpnia doszło do podstępnego rozbrojenia i aresztowania sztabu „Kmicica" przez zgrupowanie partyzantów sowieckich. Ppor. A.Burzyński został zamordowany, natomiast jego partyzantów, przesłuchano i podzielono na trzy grupy. Jedną z nich komuniści sobie podporządkowali.

Drugą 50-osobową grupę rozstrzelano. Na przełomie września i października 1943 r. oddział mjr. Szendzielarza liczył już ok. stu ludzi. Przyjął on nazwę 5 Wileńskiej Brygady AK, zwanej też nieoficjalnie „Brygadą Śmierci”. Brygada operowała na północny wschód od Wilna, prowadząc walki zarówno z Niemcami i ich sojusznikami litewskimi, jak też i partyzantką sowiecką.

Adiutantem 5 Brygady w styczniu 1944 r. był ppor. Longin Wojciechowski "Ronin" natomiast sztab tworzyli:

adiutant brygady - ppor. Longin Wojciechowski "Ronin",

szef kancelarii - plut. Ludwik Waldek "Oran",

łącznik - plut. Władysław Bejnar "Orszak",

szef żandarmerii - Mieczysław Chojecki "Podbipięta",

lekarz - Konstanty Pukianiec "Strumyk",

kapelan - ks. Aleksander Grabowski "Ignacy",



Pododdziały tworzyli:

dowódca 1 plutonu - por. Wiktor Wiącek "Rakoczy",

dowódca 2 plutonu - Mieczysław Kitkiewicz "Kitek",

dowódca 3 plutonu - Antoni Rymsza "Maks",

dowódca 4 plutonu - ppor. Czesław Karol Kozłowski "Bohun" [jednocześnie przewodniczył sądowi wojskowemu 5 Brygady],

dowódca 5 plutonu - pchor. Antoni Dubaniewicz "Żbik",

dowódca plutonu kawalerii - por. Roman Bamburski "Dornik".

Oddziały "Łupaszki" cechowała dyscyplina wojskowa. "Łupaszkowcy" zachowywali wojskowy sposób postępowania - meldowali się zgodnie z regulaminem oraz byli jednolicie i jednakowo umundurowani.

Dzień zaczynano i kończono modlitwą. Nad lewą górną kieszenią munduru wielu żołnierzy nosiło ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej oraz godło Polski Białego Orła. Karano wszelkie naruszenia dyscypliny. Za żywność i nowe ubrania starano się natomiast płacić funduszami zdobytymi na jednostkach administracji komunistycznej.

25 stycznia "Łupaszka" uczestniczył w rozmowach we wsi Swejginie między przedstawicielami Okręgu Sarny AK i niemieckich władz wojskowych. W kolejnych rozmowach kilkanaście dni później mjr. Szendzielarz nie brał już udziału. Pomimo to w okresie tzw. Polski Ludowej niektórzy emigracyjni publicyści, nie posiadający żadnej wiedzy o tym bohaterze, a także komuniści w kraju, oskarżali „Łupaszkę" o kolaborację z Niemcami.

W drugiej połowie stycznia plutony prowadziły działania demonstracyjne w rejonach, gdzie zamieszkiwała ludność litewska i dominowała partyzantka sowiecka. Pluton „Rakoczego" dokonał przemarszu w rejon Michaliszki-Święciany-Podbrodzie, plutony "Maksa" i "Kitka" w rejony położone za jeziorem Miadzioł, aż do Królewszczyzny.

Partyzanci byli entuzjastycznie witani przez ludność miejscową. W naturalny sposób dokonały też powiększenia swoich składów. Nie obyło się też bez walk. Pluton "Kitka" stoczył potyczkę z Litwinami pod Żukojniami.

Pluton kawalerii zlikwidował posterunek policji litewskiej w Polanach. Pod koniec stycznia plutony zgrupowały się we wsi Worziany.

Rankiem 31 stycznia Niemcy zorganizowali lokalną operację antypartyzancką. 91-osobowy oddział niemiecko-ukraiński zaatakował przebywających w Worzianach polskich partyzantów.

Jednak dzięki przestrzeganiu przez dowódcę brygady zasady rozśrodkowania sił, 3 pluton "Maksa" z kolonii Worzeły - folwark Sosnówka i 2 pluton z Hadziłun uderzyły na przeciwnika od tyłu okrążając go.

Prawie trzygodzinna potyczka zakończyła się całkowitym zwycięstwem 5 Brygady. Straty niemieckie wyniosły łącznie 43 ludzi, zostało zabitych 2 oficerów, 9 podoficerów i 28 żołnierzy. Straty strony polskiej, 16 partyzantów.

2 lutego na brygadę napadł ok. 1600-osobowy oddział partyzantki sowieckiej. Brygada pod ogniem zorganizowała przeprawę przez rzekę Stracza. Na drugim brzegu ubezpieczał przeprawę pluton „Rakoczego". Po zapadnięciu zmierzchu praktycznie cała brygada przeprawiła się przez rzekę i maszerując w kierunku wsi Biała Woda oderwała się od wroga. Straty polskie w tej bitwie, 1 zabity, 1 utonął i 6 rannych, kilku trafiło do sowieckiej niewoli.

3 lutego przybył pod Radziusze na rozpoznanie Antoni Rymsza ps. "Maks" ze swoją drużyną. W starciu z Sowietami poległo 3 polskich partyzantów a jeden został ranny. Zdobyto 2 pepesze 1 kb oraz odebrano dwie furmanki z zagrabionym mieniem miejscowej ludności.

W drugiej połowie lutego 1 pluton "Rakoczego" operował w rejonie Sużan, pozostałe plutony brygady stacjonowały we wsi Jasień na wschód od Kiemieliszek. W tym to okresie doszło do niedużych starć z sowiecką partyzantką w Suproniętach, Jasieniu, Polanach, Straczy i Niestaniszkach.

W Niestaniszkach została stoczona walka z oddziałem sowieckich spadochroniarzy, a pluton "Kitka" rozbroił i zlikwidował 30-osobowy posterunek żandarmerii niemieckiej w Żukojni Strackiej, a pluton "Maksa" posterunek litewskiej policji w Polanach koło Kiemieliszek. W akcjach tych brygada zdobyła dużo broni. A pod koniec lutego liczyła już ponad 300 osób. Na początku kwietnia 1944 r. po odprawie w komendzie Okręgu Szendzielarz został przypadkowo aresztowany u swojej teściowej przez Litwinów, którzy przekazali go władzom niemieckim.

Niemcy zaproponowali mu wówczas, zaniechanie walk i wspólną akcję przeciwko sowieckiej partyzantce. W zamian obiecali dostawy uzbrojenia. Mjr. Szendzielarz odmówił, zasłaniając się brakiem pełnomocnictw do czynienia tego typu ustaleń. Pod koniec kwietnia został zwolniony, najprawdopodobniej przez samych Niemców, którzy potraktowali ten gest jako akt dobrej woli wobec komendy Okręgu, mając przede wszystkim na względzie nawiązanie ponownych kontaktów.

Po akcji "Burza" w lipcu 1944 r. część żołnierzy 5 Brygady zdołała przedostać się za "linię Curzona", na teren tzw. Polski Lubelskiej, gdzie pod rozkazami mjr. Szendzielarza - "Łupaszki" kontynuowała działalność niepodległościową jeszcze przez wiele lat po wojnie.



Danuta Siedzikówna, była sanitariuszką 4-go szwadronu odtworzonej na Białostocczyźnie 5 Wileńskiej Brygady AK.

Mjr. Szendzielarz z resztkami Brygady podporządkował się 20 września 1944 r. komendantowi Okręgu Białostockiego AK ppłk. Władysławowi Liniarskiemu ps. "Mścisław". Ten nakazał "Łupaszce" trwać w Puszczy Białowieskiej i organizować kadrowy oddział z rozbitków, z nowogródzkich i wileńskich oddziałów AK.

Mjr. "Łupaszka" otrzymał funkcję „dowódcy partyzantki" w Komendzie Białostockiego Okręgu Armii Krajowej - Armii Krajowej Obywatelskiej [AK-AKO]. Jego kompetencje polegały na dowodzeniu 5 Brygadą, będącą oddziałem dyspozycyjnym Komendy Okręgu AK-AKO. Struktura odtworzonej 5 Wileńskiej Brygady AK przedstawiała się następująco:

dowódca - mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka",

zastępca dowódcy - por. Leon Lech Beynar "Nowina",

adiutant - por. Jerzy Jezierski "Stefan",

d-ca 1 szwadronu - por. Zygmunt Błażejewicz "Zygmunt",

d-ca 2 szwadronu - ppor. Romuald Rajs "Bury",

d-ca 1 kompanii szturmowej - por. Jan Mazur "Piast",

d-ca 4 szwadronu - por. Marian Pluciński "Mścisław",

d-ca drużyny podoficerskiej - ppor. Jan Zaleski "Zaja".

Powojenny etap działalności 5 Brygady można podzielić na kilka wyraźnych podokresów:

okres "białostocki" [1945],

okres "pomorsko-mazurski" [1946],

okres "podlaski" [1946-1949 w szczątkowej formie do 1952].

W kwietniu 1945 Szendzielarz wznowił działania zbrojne.

Odtworzona przez Szendzielarza 5 Brygada Wileńska liczyła w szczytowym okresie rozwoju tj. latem 1945, 250 żołnierzy, 3 szwadrony, kompanię szturmową oraz drużynę podoficerską. Wykonała kilkadziesiąt akcji przeciw NKWD oraz UBP, Milicji Obywatelskiej oraz KBW. Była uznawana za jeden z najgroźniejszych i najskuteczniejszych oddziałów podziemia antykomunistycznego na terenie Białostocczyzny. W tym okresie wchodziła w skład Armii Krajowej Obywatelskiej.

W początkach września 1945 na rozkaz Komendy Okręgu Białostockiego AKO wydany w związku z zarządzoną przez Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj [DSZ] akcją „rozładowywania lasów" polecił rozformować 5 Brygadę Wileńską. Demobilizacja trwała niecały miesiąc. W polu pozostał oddział kadrowy 1 szwadronu, na bazie którego wkrótce potem sformowano 6 Wileńską Brygadę.

U schyłku 1945, już po częściowej demobilizacji, mjr. Szendzielarz nawiązał ponownie kontakt z Komendą Okręgu Sarny AK odtwarzającą się po ewakuacji z rodzinnych stron już głównie na nowych terenach centralnej Polski oraz Pomorza.

Mjr. "Łupaszka”, bez wahania zgodził się odtworzyć oddziały. W ten sposób powstały właściwie dwa zgrupowania. Na Pomorzu przyjęły nazwę 5-tej, zaś na Białostocczyźnie 6-tej Wileńskiej Brygady. Akcje przeciwko systemowi komunistycznemu na Pomorzu zaczęły się w kwietniu 1946.

W połowie sierpnia 1946 r. mjr. Szendzielarz, mając na względzie coraz silniejsze nasycenie terenu siłami komunistycznymi, podjął decyzję przejścia w rejon Białegostoku w celu połączenia się z 6-tą Brygadą.

Udało mu się to dopiero w połowie października i tylko z siłami szwadronu „Lufy". Pozostałe dwa szwadrony pozostały na miejscu i rozformowały się w połowie listopada 1946 r.

Najprawdopodobniej w grudniu mjr. Szendzielarz otrzymał od ministra BP Stanisława Radkiewicza list, w którym ten nakłaniał "Łupaszkę" do rozwiązania oddziałów. W zamian obiecywał możliwość swobodnego opuszczenia Polski. Urząd Bezpieczeństwa ponawiał próby kontaktu też w marcu i kwietniu 1947.

Do czerwca 1948 UB rozpracował i rozbił Okręg Wileński AK a 30 czerwca 1948 w Osielcu pod Zakopanem został aresztowany sam mjr. Szendzielarz. Natychmiast po aresztowaniu "Łupaszki" został on przewieziony do Warszawy i osadzony w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej. Przebywał tam do 8 lutego 1951 [w sumie 2,5 roku].

23 października 1950 rozpoczął się proces b. członków Wileńskiego Okręgu AK, w którym oskarżeni zostali: - ppłk. Antoni Olechnowicz, kpt. Henryk Borowski ps. "Trzmiel", mjr. Zygmunt Szendzielarz, ppor. Lucjan Minkiewicz ps. "Wiktor", Lidia Lwow ps. "Lala", Wanda Minkiewicz ps. "Danka". Wszyscy, oprócz kobiet, zostali skazani 2 listopada 1950 przez sędziego Mieczysława Widaja na wielokrotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 w więzieniu na Mokotowie.

Podczas całej swojej działalności oddziały 5-tej Wileńskiej Brygady AK wykonały ponad 230 akcji, z tego większość na terytorium Borów Tucholskich. Na terytorium województwa gdańskiego w 1946 zlikwidowały 39 osób, w tym 18 funkcjonariuszy bezpieki. Pozostali to konfidenci UB, milicjanci oraz żołnierze, którzy polegli w walkach z poszczególnymi szwadronami.

Akcje te niemal sparaliżowały komunistyczną władzę na tych terenach, mimo jej blisko 100-krotnej przewagi liczebnej.

Znany polski historyk Paweł Jasienica [prawdziwe nazwisko: Leon Lech Beynar], w czasie II wojny światowej oficer Armii Krajowej, od jesieni 1944 po dezercji z LWP był żołnierzem 5 Wileńskiej Brygady AK a przez pewien czas adiutantem samego dowódcy mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki". Ranny w lipcu 1945 r. opuścił brygadę i uniknął losu większości jej oficerów skazanych na karę śmierci.

Bohaterowie tamtych dni byli młodymi ludźmi, wychowani w patriotycznych rodzinach. Nie wahali się rzucić swego życia na stos - jak czynili to ich dziadowie i ojcowie. Ramię w ramię walczyli z okupantami niemieckimi i sowieckimi.

Po wojnie odnowa chwycili za broń, by stawić czoła sowieckiemu okupantowi. Walcząc z NKWD i UB ginęli w lasach lub z wycieńczenia w ubeckich katowniach. A ich ciała wdeptywano w ziemię, rzucano krukom na pożarcie. Wielu z nich do dziś nie ma godnego pochówku, nawet wspomnień. Historiografia tamtych dni, tamtych wydarzeń praktycznie nie istnieje, wymazano ich z kart podręczników historii, ich pamięć żyła jedynie we wspomnieniach tych którzy przeżyli. Komunistyczna propaganda nazywała ich zdrajcami Ojczyzny, zaplutymi karłami reakcji, wyrzutkami społeczeństwa.



W Prochowicach do dziś mieszka żona jednego z bohaterów tamtych dni Aldona Rymsza; nigdy nie zapomni swego męża, Antoniego Rymszy „Maksa”, który był prawą ręką majora „Łupaszki”.

Byłam bojową dziewczyną - nieskromnie wspomina pani Aldona. Człowiek był młody i niczego się nie baliśmy. Byłam sanitariuszką, patrzyłam na ludzką krew, widziałam jak umierają moi koledzy, jak od kul giną ich dziewczyny i żony, ale zawsze wierzyłam, że sama przeżyję te potworne czasy.

Oboje wierzyli, że przyjdzie im żyć w wolnej i niepodległej Polsce. Stało się inaczej. W 1945 r. już z mężem Antonim po rozwiązaniu AK, ukrywała się pod nazwiskiem Wojtkowska. W 1946 r. ubecy aresztowali ją i zamknęli w więzieniu, gdzie mimo ciąży, była bita i torturowana. Na mocy amnestii pani Aldona opuściła więzienne mury i wraz z mężem wyjechali do Gdańska.



Antoni Rymsza nie porzucił broni. Nigdy nie pogodził się z sowiecką okupacją po 1945 r. Był zastępcą osławionego majora Zygmunta Szyndzielarza „Łupaszki” z 5-tej Brygady Wileńskiej Armii Krajowej. Ale mimo to uwierzył w komunistyczną propagandę gwarantującą ukrywającym się AK-owcom amnestię. Po ujawnieniu się, w sierpniu 1948 r. został aresztowany przez UB. Legnicki trybunał wojenny pod sowieckimi rządami skazał go na karę śmierci. Ale wspaniałomyślnie został ułaskawiony dostając w zamian 25 lat morderczego łagru. Rymszę wraz z innymi AK-owcami wywieziono na daleką Kołymę. Feliks Milan, który przez trzy lata był towarzyszem Rymszy z obozowego baraku - wspominał po latach:

Byłem jednym z najmłodszych w całym obozie. Pracowaliśmy w jednej brygadzie, mieszkaliśmy w tym samym baraku. Taka sytuacja zbliża ludzi, pozwala poznać drugiego człowieka do głębi. Maks od zawsze był mi podporą w trudnych chwilach przetrwania. Wspominam go, jako prawego, szlachetnego oficera i człowieka”.



Po zesłaniu męża na Kołymę, pani Aldona wraz z nieżyjącym już dziś synem Wiesławem, zamieszkała w Prochowicach podejmując pracę jako kierownik żłobka wierząc iż mąż przeżyje kołymskie piekło.

Aldona Rymsza odchodziła od zmysłów. Pisała do obozu, ale od męża nie było żadnej odpowiedzi. Postanowiła w końcu wziąć sprawy w swoje ręce. Po jedenastu latach katorżniczej niewoli Maks wyszedł na wolność. Zmarł 4 lipca 1994 r. w Gdańsku. Został pochowany w Prochowicach z należnymi mu wojskowymi honorami.

http://aleszuma.neon24.pl/post/103319,5-wilenska-brygada-armii-krajowej

----------------------------------------------


KALENDARIUM KONFLIKTU OŚWIĘCIMSKIEGO

Marzec 1983 – Wrzesień 1998 - CZĘŚĆ I

12 styczeń 1983 - siostra Zofia Jaśniak, przełożona domu sióstr karmelitanek bosych w Poznaniu, zwraca się do Urzędu do Spraw Wyznań w Warszawie z prośbą o założenie domu zakonnego w Oświęcimiu, w budynku starego teatru usytuowanego obok Żwirowiska.

2 luty 1983 - prowincjał karmelitów bosych o. Eugeniusz Jan Morawski w liście do Urzędu do Spraw Wyznań poparł ideę założenia klasztoru kontemplacyjnego w pobliżu byłego niemieckiego obozu Auschwitz. Prowincjał napisał m.in.: „uważamy za nieulegającą wątpliwości potrzebę założenia oraz nieustannej modlitwy i pokuty w tym miejscu, które bez Chrystusowego Krzyża tchnie beznadziejnością”.

14 czerwca 1984 - po wielu trudnościach, prezydent Oświęcimia Andrzej Tolka, oddaje siostrom karmelitankom z Poznania w użytkowanie wieczyste terenu państwowego, zabudowanego budynkiem tzw. starego teatru, na siedzibę klasztoru kontemplacyjnego.

26 czerwca 1984 - w Państwowym Biurze Notarialnym podpisano akt notarialny, na mocy którego siostry karmelitanki bose z Poznania stały się prawnymi właścicielami budynku „starego teatru” i przylegającego terenu na 99 lat.

2 sierpnia 1984 - do Oświęcimia przybyły pierwsze siostry karmelitanki.

30 grudnia 1985 - klasztor sióstr karmelitanek p.w. Świętych Obcowania w Oświęcimiu erygowano kanonicznie.

Maj 1985 - w specjalnej ulotce niemiecka organizacja katolicka „Kirche in Not” [Kościół w potrzebie], która na prośbę kardynała Stefana Wyszyńskiego objęła patronat nad sześćdziesięcioma klasztorami kontemplacyjnymi w Polsce, nawołuje katolików do materialnego wsparcia powstającego w Oświęcimiu Karmelu. W Niemczech ukazał się numer specjalny dwumiesięcznika „Echo der Liebe” w którym wydawca pisma o. Werenfried van Straaten zamieścił apel do społeczeństwa krajów Beneluksu by pomogły siostrom karmelitankom z Oświęcimia w adaptacji zniszczonego „starego teatru”. Apel o. van Straatena, który nosił tytuł Geschenk fuer den Papst - ein Kloster in Auschwitz [Klasztor w Oświęcimiu w darze dla Papieża], nadał rozgłos o powstaniu klasztoru nieopodal muzeum Auschwitz.

14 października 1985 - brukselska popołudniówka Le Soir daje początek oszczerczej kampanii przeciwko Kościołowi katolickiemu i dobremu imieniu Polski i Polaków. Na łamach Le Soir pisano, że „w tym miejscu nikt nie ma prawa niczego sobie zakładać ani budować”, zaś „Oświęcim powinien pozostać przede wszystkim pomnikiem ofiar ludobójstwa Żydów“.

28 marca 1986 - pięciu wysokich rangą rabinów europejskich sprzeciwia się powstaniu oświęcimskiego karmelu. „Uważamy za rzecz niemożliwą do przyjęcia aby uświęcać ziemię, która została sprofanowana i przeklęta, zroszona krwią milionów ofiar” - napisali rabini.

13 kwietnia 1986 - wizyta Jana Pawła II w głównej synagodze rzymskiej.

Kwiecień 1986 - pierwsze wtargnięcie członków Światowego Kongresu Żydów na teren posesji karmelitanek. Żydzi - grożą wysadzeniem budynku w powietrze i obrzucają zakonnice wyzwiskami.

13 maja 1986 - komunikat 213 Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski informuje, iż „w momencie ożywienia dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, czego wyrazem była niedawna wizyta Ojca św. w synagodze rzymskiej“ powołano do życia Podkomisję ds. Dialogu z Judaizmem. W podkomisji tej zasiedli między innymi znani przeciwnicy klasztoru i krzyża w Oświęcimiu - bp Henryk Muszyński [przewodniczący], ks Stanisław Musiał i Jerzy Turowicz. Wkrótce po powołaniu podkomisji kardynał Franciszek Macharski zwrócił się do ks S. Musiała i J. Turowicza z prośbą o przygotowanie rozmów z Żydami protestującymi przeciwko istnieniu klasztoru. Chodziło także o wybranie przedstawicieli Kościoła z Europy Zachodniej do rozmów ze stroną żydowską.

Znamienny jest fakt, iż do delegacji kościelnej nie wybrano nikogo, kto reprezentowałby stronę bezpośrednio zainteresowaną - przykładowo: przełożona sióstr karmelitanek, prowincjał ojców karmelitów bosych w Polsce.



22 czerwca 1986 - artykułem Jerzego Turowicza pt. Karmel w Oświęcimiu „Tygodnik Powszechny” rozpoczął kampanię skierowaną przeciwko oświęcimskiemu klasztorowi karmelitanek. Argumentował on, że obecność sióstr karmelitanek w tym miejscu obraża uczucia Żydów.

22 lipca 1986 [!] - w Genewie odbyło się pierwsze spotkanie przedstawicieli Kościoła katolickiego i środowisk żydowskich w sprawie sytuacji w Oświęcimiu. Stronę kościelną reprezentowali czołowi moderniści: kardynałowie Godfried Danneels [arcybiskup Brukseli], Albert Decourtray [arcybiskup Lyonu], Franciszek Macharski [arcybiskup Karkowa], Jean Marie Lustiger [arcybiskup Paryża], ks Stanisław Musiał SI i Jerzy Turowicz. Środowiska żydowskie reprezentowali: Tullia Ze vi - przewodnicząca Unii Wspólnot Żydowskich we Włoszech, Wielki Rabin Francji - Rene Samuel Sirat, Theo Klein - przewodniczący Rady Przedstawicielskiej Instytucji Żydowskich we Francji i Europejskiego Kongresu Żydowskiego, Marcus Pardes - prezydent Komitetu Koordynacyjnego Organizacji Żydowskich w Belgii, oraz Ady Steg - prezydent Powszechnego Zjednoczenia Żydowskiego. W komunikacie końcowym czytamy: „Dialog winien trwać nadal, by można było definitywnie ustalić zadowalający sposób poszanowania tego jedynego miejsca znajdującego się na polskiej, chrześcijańskiej ziemi”. Poinformowano także o wspólnie zredagowanej tzw. Deklaracji Oświęcimskiej, dzięki której to wyrażono „swoje wspólne pragnienie liczenia się z niekwestionowaną rzeczywistością symbolicznego charakteru b. obozu zagłady Auschwitz, pomnika i pamięci shoah”. Sama Deklaracja Oświęcimska, rozpoczynająca się od słów „Zakhor! - Pamiętaj!” jest bardzo krótka. Czytamy w niej że tereny Auschwitz i Birkenau są symbolicznymi miejscami „ostatecznego rozwiązania „w imię którego - hitlerowcy dokonali eksterminacji [shoah] sześciu milionów Żydów którzy zginęli „w opuszczeniu i pośród obojętności świata”. Właśnie zdanie mówiące o „opuszczeniu” i „obojętności świata”, stało się podstawą do oskarżenia Polaków o obojętność, a nawet o sprzyjanie eksterminacji Żydów podczas II wojny światowej. Kampanię tę realizowano także w Polsce, szczególnie na łamach Tygodnika Powszechnego. Miała ona uzmysłowić Polakom ogrom krzywd jakie popełnili oni względem Żydów podczas II wojny światowej. Miało to doprowadzić do sytuacji, w której polskie społeczeństwo, chcąc odkupić swe winy z czasów ostatniej wojny, zgodzi się na przeniesienie klasztoru sióstr karmelitanek w Oświęcimiu.

Listopad 1986 - Jerzy Turowicz w krakowskim Klubie Inteligencji Katolickiej wygłosił odczyt na temat źródeł antysemityzmu w Polsce.

Uzupełnienie [!] powyższego: Spotkanie nie odbyło się w „Genewie” jak pisze autor, ale na jakiejś wsi, w prywatnym domu żydowskim, u żyda o nazwisku Rothschild.

Jest tu konieczne podkreślić to, że decyzją kardynała Macharskiego, który był wtedy metropolitą krakowskim, negocjacje o katolickim klasztorze, o sprawach polskich, nie toczyły się w diecezji krakowskiej, w domu biskupa, a na prywatnej posiadłości u żyda w Szwajcarii.

Negocjacje te odbywały się u żyda, ponieważ kard. Macharski stwierdził [lub zgodził się]: negocjacje powinny być przeprowadzone na gruncie neutralnym. Willa żydowska była miejscem właściwym, bo dom biskupi w Krakowie, takim miejscem nie był...

Później, Jan Paweł II dokonał nowego podziału diecezjalnego i sprawy Karmelitanek swobodnie już toczyły się poza plecami Narodu, bo nowa diecezja - na prowincji zabitej deskami - nie podlegała takiej kontroli społecznej jak diecezja krakowska, czyli faktycznie, było to świadome oszustwo.




Kopia informacji o zdradzie oświęcimskiej. [poniżej tłumaczenie]

Od dziś za 2 lata karmelitanki z Oświęcimia zostaną przeniesione poza obręb obozu. - Tak zadecydowało siedemnaście osobistości [żydowskich i katolickich], zgromadzonych za zamkniętymi drzwiami w niedzielę 23 lutego w rezydencji Edmunda Rothschilda w Pregny niedaleko Genewy, z zamiarem zakończenia polemiki wywołanej instalacją w październiku 1984 klasztoru karmelitanek.

Pomimo “deklaracji oświęcimskiej” podpisanej przez władze katolickie i żydowskie dnia 22 lipca 1986 r. w Genewie, spotkanie w Pregny zostało otwarte w atmosferze niepokoju. W przemówieniu zagajającym prof. Ady Steg. Prezydent Światowego Zjednoczenia Żydowskiego przypomniał, że założycielka klasztoru twierdziła, iż karmelitanki nie opuszczą swego klasztoru obecnego oraz, że nie miały bynajmniej zezwolenia żydowskiego, jako że “nie są zainteresowani Oświęcimiem, nie zbudowali tam pomnika i nie umarli tam”.

Na te wywody prof. Steg odpowiedział tak; “My którzyśmy przeżyli, jesteśmy rzecznikami /.../ i dodam zastępcami nieobecnych sześciu milionów naszych braci, których marzenia zostały brutalnie zduszone. Dźwigamy ciężki i cenny i święty ciężar ich pamięci /.../ Oświęcim jest symbolem niejednego wydarzenia, lecz jednej rzeczy: tej rzeczy nie do pojęcia nie do pomyślenia i nie do wyrażenia jaką jest Shoah /Holokaust/.

Orędzie żydowskie zostało wysłuchane w szczególności przez kardynała Macharskiego, biskupa krakowskiego a więc diecezji w obrębie której znajdują się pozostałości obozu zagłady w Oświęcimiu. Jego stanowisko jakby się zbliżyło do stanowiska swych odpowiedników zachodnich w ciągu kilku miesięcy, zwłaszcza od czasu, gdy udał się do Jerozolimy, by skupić się przy memoriale Yad Vashem poświęconym ofiarom Shoah. Ze swej strony, kard. Decourtray arcybiskup Lyonu oświadczył że jest bardzo szczęśliwy i bardzo ulżony jako że przybył “zaniepokojony” na to zebranie któremu przewodniczył Theo Klein, prezydent Rady Reprezentacyjnej Instytucji żydowskich we Francji [CRIF].

Delegacja katolicka w której brał udział również kard. Lustiger, arcybiskup Paryża, zobowiązała się do utworzenia “poza obszarem Oświęcim-Brzezinka” - ośrodka informacji i modlitwy przeznaczonego do “podsycania wymiany poglądów między kościołami europejskimi na temat Shoah oraz także na temat męczeństwa polskiego”, jak również “żeby przeciwstawiać się dezinformacji i banalizacji Shoah i przeciw rewizjonizmowi”. Jeśli chodzi o karmel to znajdzie on pomieszczenie w nowym ośrodku przeznaczonym, by popierać dialog między żydami a chrześcijanami mając na uwadze uczucia wyrażone w sposób uzasadniony przez delegację żydowską”. W konsekwencji nie powinien mieć miejsca stały kult katolicki na terytorium obozów zagłady. Kard. Macharski zobowiązał się do czuwania nad realizacją tak ustalonego projektu, zaś dygnitarze katoliccy zachodni, ze swej strony zobowiązali się do zgromadzenia środków potrzebnych na ten cel i do realizacji projektu w ciągu 24 miesięcy.

Reprezentanci judaizmu, którzy domagali się tylko terminu dwunastu miesięcy, zgodzili się na przedłużenie, gdy rozmówcy zwrócili im uwagę, że w Polsce sprawy się toczą powoli.

Wszyscy uczestnicy spotkania ocenili, że doszli do wspólnego porozumienia by “podkreślić” szczególny aspekt Shoah wśród tragedii hitlerowskiej, która tak ciężko poraniła narody Europy, zwłaszcza naród polski, jak również aby uznano tożsamość oraz wiarę każdego mężczyzny lub kobiety za życia oraz po śmierci.

Kard. Lustiger został zobowiązany do zdania sprawy papieżowi z niniejszego spotkania.

Izabella Vishnic

[1] Osobistości katolickie: Kard. Daneels /Belgia/, kard. Decourtray /Lyon/, kard. Lustiger /Paryź/. kard. Macharski Kraków/, ojcowie Dujardin, Dupuy, Musiał i Turowicz /świecki/. Osobistości żydowskie wielki rabin Sirat. pp. Gerard Riogner /Światowy Kongres żydowski/, Ady Steg /prezydent Światowego Zjednoczenia Izraelickiego/, Theo Klein /prez. CRIF/, Chock /prez. konsystorza izraelskiego w Belgii/, Ehrlich przedstawiciel na Europę /B’nai B’rith międzynarodowego/, Tardes /prez. rady konsultacyjnej organizacji żydowskich w Belgii/, pani Sabina Reitmann /zobowiązana do koordynacji/ oraz Hoffenberg /delegat B’nai B’rith przy UNESCO/.
1   2   3   4   5   6


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość