Strona główna

Patriotyczny ruch polski


Pobieranie 126.72 Kb.
Strona1/3
Data18.06.2016
Rozmiar126.72 Kb.
  1   2   3

PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI” NR 107, 1 LISTOPADA 2004 R.



PATRIOTYCZNY RUCH POLSKI



NR. 107 1. XI. 2004 r.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

NOWY JORK, CHICAGO, TORONTO, WARSZAWA.

Patriotyczny Ruch Polski w internecie: www.patrioci.org


W numerze: 1) Wiadomości; 2) Próba zastraszenia Giertycha; 3) W poszukiwaniu czwartego dna; 4) Biskupie Gocłowski, odejdź!; 5) Próba cierpliwości; 6) Polsko, czy już nie masz gospodarza część II; 7) Demoralizacja w szkołach i przedszkolach; 8) Wuj to... Wuj; 9) Podżegota Białorusi; 10) Fałszowanie historii; 11) Zakończenie wojny z terrorem; 12) Czyżby niespodzianka?; 13) Soros - II;




Anglia. Tłumy bezdomnych Polaków śpią na dworcach autobusowych i żebrzą o pieniądze na bilet powrotny do kra-ju. Wielu z nich, odurzonych propagandą rządową o intrat-nych pracach na Zachodzie, wyjechało szukać. Teraz zo-stali bez środków do życia. „Dworce są po prostu okupo-wane. Żal patrzeć na tych ludzi. Najgorsze jest to, że duża grupa tych bezdomnych to młode wykształcone osoby” – opowiada łodzianka Monika Maciejewska, pasażerka jed-nego z autobusów wracających z Wielkiej Brytanii.

„Spotkałem dziewczynę, która błagała mnie na ulicy o jabłko. Okazało się, że jest z Łodzi. Powiedziała mi, że boi się wracać do domu, bo pożyczyła pieniądze od rodziny. Rodzice wydali wszystkie oszczędności, a ona po prostu dała się oszukać pośrednikowi. Teraz śpi z innymi Polaka-mi w opuszczonej kamienicy w centrum Londynu. Na pracę w barze, czy hotelu bez dokumentów, które jej skradziono, nie ma co liczyć” – mówi Mariusz Jonek, turysta, który wy-siadł na dworcu Fabrycznym. (Express Ilustrowany”, 18.08.2004)

# # #

PRÓBA ZASTRASZENIA ROMANA GIERTYCHA

Odbieram głuche telefony, szantażują mnie i straszą prokuraturą – opowiada lider Ligi Polskich Rodzin.

Romanowi Giertychowi ktoś groził. Lider LPR napisał w tej sprawie list do Józefa Gruszki, szefa komisji śledczej badającej aferę Orlenu. Skarży się w nim także na głuche telefony w nocy. Ustaliliśmy, że groźby pojawiły się w ciągu ostatnich tygodni. Mają one mieć związek z działalnością Giertycha w komisji śledczej ds. Orlenu. Lider LPR kojarzy groźby z rozmowami z politykami lewicy, które odbywał w ostatnim czasie. – Jeden z działaczy SLD ostrzegł mnie, że przeciwko mnie zostaną użyte organa ścigania – tłumaczy Giertych. Ostrzeżenie pojawiło się po tym, jak poseł LPR złożył wnioski o udostępnienie komisji księgi wejść i wyjść z Kancelarii Prezydenta oraz dokumentacji fundacji Jolanty Kwaśniewskiej „Porozumienie bez barier".

Pismo od Giertycha w sprawie gróźb wpłynęło do Józe-fa Gruszki (PSL) 17 września. Poseł pisze w nim, że stra-szono go kłopotami z organami ścigania, jeśli nie zaprzes-tanie aktywnej działalności w komisji śledczej. Liderowi LPR sugerowano, że prokuratura może mu postawić zarzut znie-ważenia najwyższych funkcjonariuszy państwowych, prze-de wszystkim prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Po-gróżki pod swoim adresem Giertych łączy też z serią głu-chych telefonów w nocy na jego zastrzeżony numer domo-wy. Gruszka potwierdza, że rozmawiał już z Giertychem na temat tej sprawy. Była to wstępna rozmowa. Jak poznam szczegóły zadecyduje, co dalej z tym robić. Niewykluczone, że zawiadomimy prokuraturę – powiedział szef komisji.

Zdaniem Giertycha w jego przeszłości nie ma nic, czym można by go szantażować. Przed rozpoczęciem prac ko-misji poseł Ligi Polskich Rodzin był sprawdzany przez A-gencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Sprawdzono jego zagraniczne kontakty, przeglądano też sprawy które prowa-dził jako adwokat. Ostatecznie parlamentarzysta otrzymał certyfikat bezpieczeństwa, co oznacza, że może mieć dos-tęp do tajnych i poufnych dokumentów.

Dorota Kania – 28 września 2004 r.

http://cms.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2aListNews1&news-catid=1030&newsid=48673

-------------------------------------------------------------------------------------------------

W POSZUKIWANIU CZWARTEGO DNA
Początkowo miałem zamiar napisać krótką notatkę, w sprawie ataków na ks Jankowskiego ale w niecodziennych okolicznościach, zaginął mi materiał źródłowy do niemal go-towego już tekstu. Uznałem to za ingerencję „Palca Boże-go” i odczytałem jako wskazówkę zalecającą mi napisanie czegoś pogłębionego.

Bowiem jak mawiają policjanci „sprawa jest rozwojowa” oraz ma drugie a może i trzecie i czwarte dno. Nie znają-cych tematu informuję że 30.09 br, metropolita gdański ar-cybiskup Gocłowski, w otwartym liście do kapłanów archi-diecezji gdańskiej zarzucił ks. Jankowskiemu demoralizację chłopców i sianie niezgody wśród Polaków. Abp. Gocłowski wypomina też prałatowi zaangażowanie w politykę (GW z 1.10). Co do demoralizacji to załączam list jednego z byłych ministrantów. Co do siania niezgody nie jest jasne o niez-godę między kim a kim chodzi. Zaś co do polityki, to kiedy ks Jankowski dawał schronienie politycznym dysydentom to nie była polityka, dziś jest.

Ale to tylko „siwy dym” maskujący, prawdziwy powód mimochodem wyjawił red Lis, na zakończenie wywiadu te-lewizyjnego z ks Prałatem w TV Polsat (30.09.2004 – „Co z tą Polską”), w komentarzu wygłoszonym wówczas, kiedy indagowany kapłan został „zdjęty z wizji i fonii”. Dziennikar-ski ethos, nie przeszkodził mu znęcać się nad pozbawio-nym możliwości obrony kapłanem. A „prawdziwa prawda” brzmi tak „...co by było, gdyby pewna kobieta nie oskarżyła księdza o molestowanie jej syna, czy nie byłoby problemu z księdzem i parafią, czy byłby dopiero, gdyby ukazała się szopka ze spaloną stodołą i flagą Unii Europejskiej w środ-ku”(ND nr 232). I tu ich boli. Jeśli ktoś nie wiedział gdzie jest drugie dno w tej sprawie, to już wie. Nie jakieś tam bzdurne molestowanie – o szopki chodzi.

A dno trzecie. Jest i dno trzecie. Nagłaśniane za cichą aprobatą hierarchów KK, liczne podejrzenia wobec księży o pedofilię, molestowanie, wcale nie musi być udowodnione, samo roztrąbienie podejrzeń ma wznieść mur nieufności, między zastraszoną młodzieżą a zaszczutymi duchownymi. Kto zechce wstąpić do stanu kapłańskiego, tego „gniazda plugastwa i wszeteczności wszelkiej”? Kto pośle swe dzieci na religię, czy inne przedsięwzięcia religijne, skoro tam czy-ha „zdegenerowany pedofil, homoseksualista, kobieciarz, ubrany dla niepoznaki w sutannę”? To jest właśnie trzecie dno.

Tak więc kamienowanie ks Prałata nie jest przypadkiem odosobnionym, trwa nagonka na polskich duchownych Koś-cioła Katolickiego w którą ochoczo włączają się księża kato-liccy z opcji, kiedyś nazywanej „pieronkistami” a teraz „żyt-kami”. Ale nie tylko przebierańcy w sutannach, atakują ks Jankowskiego, zbeszczeszczają stan kapłański, kościół pol-ski i naród polski. Również do ataku ruszył tzw laikat, czyli nie duchowni ale cwaniacy którzy z Kościoła też żyją. Sto-sownie zarośnięty, jakby wprost ze Starego Testamentu de-santowany, „prezes” KAI, zamiast informować po katolicku co w trawie piszczy, z okrzykiem „in krucjatum venio” w TVN „wskakuje z buciorami” na prałata Jankowskiego.

Kiedyś, kiedy ze spiżą nie było najobficiej, odbywały się polowania na dzikiego zwierza z nagonką, w celu zao-patrzenia spiżarni. Psy myśliwskie znakomicie ułatwiały to zadanie, wystawiając zwierzęta na strzał lub ścigając je. O zwierzęciu gonionym do jego ostatniego tchnienia przez zajadłe kundle, którego nie trzeba było już dobijać, mówiło się że zostało zaszczute.

Niektórych kapłanów już udało się zaszczuć. Ot cho-ciażby abp Paetz, który odsądzony od czci, wiary i honoru, choć w świetle prawa niewinny (skoro mu niczego nie udo-wodniono), zaszczuty przy pomocy „odpowiednich” świad-ków – przebierańców (w sutannach), musiał „zrobić miejs-ce” faworyzowanemu za „dialog z judaizmem” abp Gądec-kiemu. Ten z wiadomych przyczyn, na pewno nie będzie głosił prawdy o Jedwabnem. Udowodniono pozostałym bis-kupom: „jak będziecie kłapać paszczami nie tak jak trzeba – będziecie mieć swoją drogę krzyżową, swą Golgotę i swój krzyż hańby”.

O taki los nie musi się martwić „ich” kolejny „pupilek” abp Głódź. W ciągu jednej nocy awansować z pasterza na generała, to tylko u Napoleona się zdarzało. Wojskowi dzie-siątkami lat w żołnierskim trudzie i znoju, dochodzą do stopni i stanowisk a tu trach i generał. Prawdziwej cnoty i autorytetu, nie trzeba haftować na pagonach. A później była agresja na Irak, gen Sławoj-Głódź, błogosławił „nasz” okupacyjny kontyngent, uznając że zabijanie irackich dzieci (bez względu na powody), jest zgodne z nauką Chrystusa, zaś zabijanie irakijczyków broniących swej Ojczyzny jest zgodne z Dekalogiem. Odniosłem wrażenie że generał z podwójnym nazwiskiem, czerpie z moralności ideologa bol-szewickiego nacjonalizmu A. Dugina, zawartej w książce „Templariusze proletariatu” (wydanej w Moskwie w 1997). Ta naczelna zasada brzmi „NIE NIE ZABIJAJ”. A później było „dzień dobry” biskupa w radiu „Z”, zamiast „Niech bę-dzie pochwalony Jezus Chrystus”, teraz zaś chyba za zas-ługi dla nadania certyfikatu moralności okupacji Iraku, za-miast na emeryturę „spada mu z Nieba” posada metropo-lity Diecezji Warszawsko-Praskiej. Wieloletni biskup pomoc-niczy tej diecezji, z tytułem profesora nie był godny tego zaszczytu, nie był pomazańcem.

Nie udało się tej anonimowej sile zaszczuć ks Tadeu-sza Rydzyka, ale „oni” tak łatwo nie rezygnują, jestem pe-wien że przygotowują następny atak, lepiej zorganizowa-ny (opłacony). Myślę że Ojciec Tadeusz, wie o co chodzi i nie zbliża się na odległość rzutu kamieniem do ewentual-nych obiektów „molestowania”.

A cuchnąca prowokacją nagonka na Prałata Jankow-skiego trwa (znów „fetor maceby z Jedwabnego”). Gdyby choć cień dowodu trafił „gdzie trzeba”, Prałat już byłby a-resztowany profilaktycznie „na 3 miesiące”. Wieczorem 2 października TVN podała że ks Jankowski jest w Rzymie. Gazeta Wyborcza (MFi/2004-10-01), natomiast podała że udał się on do Rzymu w celu ubiegania się o audiencję u Jana Pawła II. PAP natomiast (mat /2004-10-03 14:25) po-dała że ks Jankowski, otrzymał zaproszenie do Instytutu Szwedzkiego w Rzymie, gdzie w obecności kard Angelo Sodano i premiera Szwecji Perssona, zostanie uhonorowa-ny abp Verolino, który z narażeniem życia, ratował w cza-sie wojny tysiące Żydów oraz inne osoby. Ks Jankowski jak się wydaje rozszyfrował to prowokacyjne zaproszenie i nie przybył na uroczystość. Jest to sygnał że do sprawy unieszkodliwienia ks Jankowskiego, wzięły się jakieś ano-nimowe instytucje ponadnarodowe. Co prawda „Rzeczpos-polita” wg PAP/IAR, MD /2004-10-04 (cudzysłów jest zu-pełnie na miejscu), znów zmanipulowała tą informację, po-dając:”... zabiegi księdza Jankowskiego – któremu udało się ...przy okazji jednej z uroczystości zetknąć z kardyna-łem Angelo Sodano, watykańskim sekretarzem stanu ...”

A teraz pospekulujmy, po co ks Prałat miałby zabiegać o audiencję u Papieża. Należy domniemywać że, zrozu-mienia tam nie znajdzie a tym bardziej obrony. Gdyby Jan Paweł II był w pełni sił intelektualnych, sprawy nie przesą-dzałbym. Jednak odnoszę wrażenie że Jan Paweł II nie jest sobą, coś jakby „Hania Suchocka” wstąpiła w niego, eksmitując zeń Ducha Świętego i na jego konto zapisuje podejrzane wyczyny. Zresztą nawet gdyby ks Jankowski, wsparcie u głowy kościoła uzyskał, to jego wartość w tych okolicznościach byłaby znacząca na krótką metę. („...nie-wykluczone, że Jan Paweł II spotka się z nim, twierdzi pa-pieskie otoczenie...” – obwieszcza chyłkiem „Rzeczpospo-lita”i dodaje – „Jest pewne grono księży sympatyzujących z prałatem, którzy uważają, że jest on prześladowany przez polskie media. Dzięki nim mógłby cudem zostać wepchnię-ty w jakąś kolejkę i znaleźć się na odległość słowa z papie-żem”. Ale na tym wszystko by się skończyło. W przypadku audiencji, może być mowa o kompromisie, ale każdy kom-promis jest klęską ks Jankowskiego, Kościoła i Polski, praw-da bowiem nie zna kompromisów. Tak czy inaczej, ks Jan-kowski, jest „papierkiem lakmusowym” dla papieża, stosu-nek Jana Pawła II do Prałata, jest stosunkiem do Polski, Polaków i Polskiego Kościoła Katolickiego a także do Koś-cioła Powszechnego.

Gdyby Prałat ustąpił sam ze stanowiska proboszcza, przyznałby pośrednio że „oni” mają rację i że już został zaszczuty. Gdyby nawet w końcu ks Jankowski został „do-bity” przez abp Gocłowskiego (który minę ma niewyraźną - chyba czuje na sobie ciężar infamii), to i tak hierarchowie albo nie wiedzą, jakiego „smrodu” sobie i Kościołowi naro-bili albo wiedzą i dążyli do tego? W każdym razie odejście ks Jankowskiego w wykonaniu polecenia przełożonych, od-będzie się „z tarczą”, z godnością i podniesionym czołem. Już dziś Prałat jest w Panteonie legendarnych Polaków (nie jakichś tam podstępnych przebierańców), bo na cokole jest pustka po kompromitacji „najgłupszego noblisty”.

A wszystko złe, zaczęło się nie tyle od 1989 roku a od tego, kiedy legalny Prezydent II Rzeczypospolitej – Kaczo-rowski, przekazał insygnia władzy „przebierańcom” rządzą-cym dziś Polską. Nie mamy argumentów – są legalni.

Zapytacie „a czwarte dno”? – Jestem pewien że jest, chociaż go nie widzimy, ukryte na najniższym poziomie po-dłości, przykryte szlamem niegodziwości. Jak myślicie, w czyim interesie wtłoczono nas do bezużytecznego NATO, jako rynek zbytu do UE, w czyim interesie sprywatyzowano w Polsce wszystko, łącznie z sumieniem i kto na tym zrobił dobry „geszeft”, w czyim interesie rozpętano histerię Jed-wabnego, w czyim interesie A. Rottenberg i D. Nieznalska, za nasze pieniądze eksponowały obraźliwe dla Polaków „instalacje”. Czwarte dno to jest to, co za powyższymi wy-czynami stoi. Dobromir Ostaniec – 2 października 2004 r.


PS. Z ostatniej chwili.

Na wczorajszym wiecu przed kościołem św. Brygidy, pojawiła się niemiecka... telewizja, która z upodobaniem nagrywała wypowiedzi najbardziej antysemicko nastawio-nych zwolenników ks Jankowskiego. Nie miała zresztą trud-nego zadania – wiec zgromadził wiele osób wyrażających wręcz dziwaczne opinie. – „Wśród księży jest może nawet osiemdziesiąt procent Żydów, którzy przechrzcili się, by rozwalić Kościół od środka” – oznajmił mężczyzna, który zadeklarował, że sam jest „czysty rasowo"... (na odpowie-dzialność „Rzeczypospolitej”).


Aneks do felietonu „W poszukiwaniu czwartego dna”.

Byłem długie lata ministrantem i pracowałem cha-rytatywnie w tej parafii... Jako 15-to letni harcerz trafiłem do parafii św Brygidy w Stanie Wojennym i w tamtym czasie uczestniczyłem w akcjach charytatywnych prowadzonych przez Ks. Prałata. Ks. Jankowski poprowadził mnie drogą uczciwości i zaszczepił chęć mocniejszej służbie BOGU. Rozpocząłem służbę ministrancką, a w międzyczasie roz-począłem pracę charytatywną jako jeden z sekretarzy księ-dza. Przychodziłem tam po szkole i pomagałem jako jeden z kilku zaufanych ministrantów. Byłem tam, gdy odbywały się najpierw konspiracyjne spotkania Solidarności, a póź-niej spotkania z najważniejszymi osobami Świata i Polski. Poznałem tam wtedy konspiratorów a teraz posłów i sena-torów, którzy aktualnie udają, że nigdy nie byli na plebanii Ks. H. J. Prałat nas jako ministrantów – sekretarzy i osoby towarzyszące otaczał zawsze ojcowską opieką nie wykra-czającą po za jakiekolwiek społeczne normy zachowania. Przychodził do naszych domów i rodziców by wspólnie spędzić różne uroczyste chwile. Nigdy nie urządzał jak to jest upublicznione pijackich spotkań ani tym bardziej nie de-prawował nieletnich czy już letnich. Pomagał mocno przez wsparcie charytatywne (paczki z produktami spożywczymi i ubraniami) najbiedniejszym i chorym kalekom raz w miesią-cu w naszej parafii, a także w innych parafiach. Po prostu Prałat Jankowski dzielił się tym co miał z innymi. Sam dzi-wiłem się wtedy że rozdaje to co otrzymał!!! Będąc codzien-nie przez kilka lat na plebanii i uczestnicząc w codziennym życiu Ks. Prałata, w tym co robi, w różnych wyjazdach nigdy nie spotkałem się w stosunku do mnie jak i w sto-sunku do innych ministrantów czy sekretarzy z religijnym czy społecznie złym zachowaniem Prałata, a wręcz prze-ciwnie. Dzisiaj obserwując tą całą nagonkę medialną prze-ciw memu byłemu już proboszczowi (w związku z pracą mieszkam od 9 lat w zupełnie innym woj.) odczuwam wielki żal i rozpacz , że Polacy są w stanie zniszyć ostatni bas-tion Polskości. Nie zawsze musimy się osobiście zgadzać z każdą wypowiedzią księdza, ale należy szanować osobę która dla Polski zrobiła i chce zrobić jak najlepiej niezależ-nie od układów politycznych. Może nie wszyscy z nas ko-chają kler, ale jesteśmy Polakami, a Prałat Jankowski jest czystym przykładem prawdziwego Polaka walczącego o nasze właściwe miejsce w nowoczesnej Europie i Świecie. AVE PS. nie wiem czy przepuści ten post moderator, ale jak by co, to dzięki mu za akceptację. – Mirek W. GD/Rz, 2004-10-02 01:32

-------------------------------------------------------------------------------------------------



BISKUPIE GOCŁOWSKI, ODEJDŹ!!!
Idea „miłości bIiźniego, ubogiego, chorego i głodnego”, głoszona przez cieśIę z Nazaretu, stała się fundamentem Kościoła Chrześcijańkiego. Idea owa była na tyle groźna, że Sanhedryn rozpoczął z nią walkę natychmiast. Chrześ-cijanie, od samego początku byli prześIadowani, sądzeni i mordowani. Idea utrzymała się jednak. Chrystus ostatecz-nie zwyciężył.

Ostatnio „synowie szatana” (Ew. św. Jana 8) wygrzebali w prawie USA, precedens zwany „Molestowanie seksual-ne” i używają go, jako skuteczną broń przeciwko Kościo-łowi Katolickiemu, znienawidzonemu od tysiącleci.

Jak powstalo „Owe prawo”? (Imion nie pamiętam. Czy-tałem o tym na początku lat dziewięćdziesiątych w prasie nowojorskiej. Jak pokazały dalsze wydarzenia, notatka z pozoru niewinna, była sygnałem do wykorzystania). Cytuję: „Pewnego dnia, jeden z amantów filmowych Kina Niemego – opis wydarzenia z czasów, kiedy funkcjonowało kino nie-me – poszedł na spacer do parku. Po pewnym czasie dos-tał pozew sądowy z oskarżenia jakiejś wielbicielki o „moles-towanie seksualne”. Akt oskarżenia opierał się na stwier-dzeniu: „Ów amant filmowy patrzył na skarżącą – seksual-nie, przez co „ona” poczuła się molestowana seksualnie a nawet zgwałcona”. Ponieważ aktor przyznał się dobrowol-nie, że owego dnia był w parku i że nie spacerował z za-wiązanymi oczami, Sąd nie uwierzył zapewnieniom oskar-żonego, że tą panią widzi po raz pierwszy tutaj w sądzie. „Winę” uznano za udowodnioną i ukarano aktora ogromną, jak na owe czasy, sumą dwudziestu dolarów.

Sędziowie zrobili sobie niesmaczny żart z aktora. A tym samym ubaw miała cała Ameryka.

W USA system prawny opiera się na tak zwanych „pre-cedensach”. Wystarczy by jeden sędzia – (idiota) ukarał za rzekome winy a idiotyzm staje się obowiązującym prawem.

Tak było i w tym przypadku. Wkrótce, po takich nagłoś-nieniach, media, czy jak kto woli manipulatory, zaczęły do-nosić już o „zbrodniach seksualnych” popełnianych przez księży Kościoła Katolickiego i tylko przez nich. Sądy USA zasądzały ogromne sumy, liczone w milionach dolarów, ja-ko odszkodowania „pokrzywdzonym”, jednak nie od „win-nych” a od zakładu pracy, czyli od Diecezji Katolickich. Na spłacenie zasądzonych sum, Diecezje musiały sprzedawać swoje dobra czyli świątynie i prowadzone przez siebie szko-ły. Broń okazała się szczególnie skuteczna. Wkrótce wpro-wadzono pojęcie „Molestowanie seksualne” w prawo Unii Europejskiej i w prawo III RP. Dano mediom skuteczną broń do ręki. Przy pomocy niej można zniszczyć każdego, a w szczególności ludzi pracujących z dziećmi. Nieposłusz-nych i nie pokornych czyli „politycznie niepoprawnych”, zaw-sze można oskarżyć o zbrodnię „Molestowania seksualne-go” i człowieka dokładnie uziemić. Każdemu, kto dał głod-nemu dziecku jeść, zapłakanemu obtarł fluka i przytulił, po-głaskał po główce – można dołożyć, zgodnie z prawem, od 3 do 10 lat. Zniszczyć jego życie, jego zawód i możliwość zarobkowania. Gdyby np. Jan Paweł II „odmówił współpra-cy”, media w każdej chwili mogłyby oskarżyć go o „grupo-we molestowanie seksualne” a nawet o pedofilię. Przecież nie raz w telewizji pokazywano nam matki, które twierdziły, że kachają papieża a nawet podawały swoje dzieci, które to Jan Paweł II całował w główkę i przytulał. Dla odpowied-nich sądów, w świetle obowiązującego prawa, jest to mo-lestowanie seksualne – ścigane Prawem. IDIOTYZM! Tak, to jest idiotyzm, tyle że wprowadzony w obowiązujące pra-wo i wykorzystywany do niszczenia fundamentów Kościoła Chrześcijańskiego. Do niszczenia zwykłej przyzwoitości, ukształtowanej w naszym Narodzie od tysięcy lat.

Media, od dłuższego czasu „flekowały” ks. Jankowskie-go, proboszcza parafii św. Brygidy w Gdańsku za jego u-miłowanie Jezusa Chrystusa i miłości do Polski i Narodu Polskiego. Nic nie pomogło. Ksiądz okazał twardy charak-ter i prawą duszę Polaka. W końcu wyciągnięto, wypró-bowaną wcześniej w USA a wciśniętą w prawo III RP – „Zbrodnię molestowania”. Media zachłystywały się z radoś-ci. Kilka razy dziennie, donoszono o „zbrodni prałata”. O-skarżono Ks. Jankowskiego przed Sądem. Do „Rozprawy sądowej” jeszcze nie doszło, ale biskup Gocłowski już po-dejmuje decyzję o odsunięciu księdza od pracy z Ludem Bożym, pomimo tego, że zarzuty mediów nie potwierdziły się. Przydzielił mu, już na zaś, pracę w instytucji powołanej do niszczenia KK. Parafianie są oburzeni. Co niektórzy na-wet deklarują decyzję o wystąpieniu z Kościoła Katolickie-go. (Niepoważni – przecież wierni chrześcijanie nie są po-trzebni w tej instytucji, która stacza się w kierunku judeo-chrześcijańskim, gdzie, co niektórzy coraz częściej, okreś-lają mianem Kościoła Rzymsko-heretyckiego).

Można się domyśIać, że media miały na biskupa Goc-łowskiego „haka”, albo biskup jest biskupem z nakazu słyn-nego Bermana i Luny Bristygerowej, a zatem „naś”. W obu wypadkach polscy katolicy mówią „mu” – WON!



Szczepan Szerszeń, 12 października 2004 r.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



PRÓBA CIERPLIWOŚCI
Początek października AD 2004, przyniósł oczekiwaną wiadomość o zamiarze zorganizowania Seksualnych Mis-trzostw Świata, jako jednej z imprez towarzyszących targom Erotikon w Warszawie, organizowanych przez Pink-Press, „potentata” przemysłu prostytucyjnego i pornograficznego. Władze Stolicy zakazały organizowania owej imprezy „spor-towej” pod pretekstem nie spełnienia przez organizatora wy-mogów przewidzianych dla imprez masowych. Organizato-rzy zapowiedzieli jednak że „mistrzostwa” prostytutek odbę-dą się „w innym miejscu”, czyli pokazali władzom Warsza-wy „gest Kozakiewicza”.

Nie wtajemniczonym przypominam że gest Kozakiewi-cza, miał swoją premierę na moskiewskim stadionie w cza-sie Olimpiady w Moskwie. Kiedy faworyt publiczności po-konał w skoku o tyczce wysokość „medalową” i do skoku przygotowywał się jego najgroźniejszy rywal Kozakiewicz, publiczność gwizdała, wyła i buczała, usiłując polskiemu skoczkowi przeszkodzić w skoku. Kozakiewicz skoczył bez-błędnie i został mistrzem olimpijskim. Wówczas Polak zwra-cając się w stronę publiczności, uniósł zaciśniętą w pięść rękę zginając ją pod kątem prostym i kładąc lewą rękę na bicepsie prawej. I to był gest wskazujący co mu wroga publiczność może zrobić.

Polskie prawo, napisane przez jakąś obcą „V kolumnę”, nie chroni większości swych obywateli przed obrażaniem ich obyczajności, uczuć etycznych, estetycznych i religijnych. Nie uwzględniam tu obywateli polskich, wrogich kulturze i tradycji polskiej oraz rozkojarzonych światopoglądowo lub wynaturzonych wychowanych na własnych instynktach pier-wotnych.

Powyżej nazwałem informację o owych pseudomistrzos-twach, „spodziewaną” a to dlatego iż od ostatniej próby cier-pliwości etycznej Polaków, upłynęło już sporo czasu. Tak średnio co pół roku dokonywany jest atak na moralność Po-laków, tak więc należało się czegoś spodziewać, proble-mem było tylko w które miejsce i czym ten atak będzie wy-konany. Atak na intymną sferę człowieka, jest zwykłym zamachem na naszą prywatność, włażeniem z buciorami w naszą pościel i „małpowanie” nas. Próbą uczynienia wi-dowiska z ostatniej naszej przestrzeni wolności, przezna-czonej tylko dla nas samych, wykorzystując odczłowieczo-ne a człekokształtne cyborgi.

Dostrzegając wydarzeń atakujących sferę moralności osobistej Polaków, pozwolę sobie przypomnieć „instalację” przedstawiającą Papieża, przywalonego meteorytem zafun-dowaną nam przez A. Rottenberg (żeby było boleśniej to w narodowym „sanktuarium” – Zachęcie). Później była „insta-lacja” D. Nieznalskiej (męskie genitalia na krzyżu, też w galerii „narodowej” w Gdańsku ), potem statek aborcyjny na polskich wodach terytorialnych. Potem nieudana „Lov parade” w Krakowie i zakaz organizacji takiej imprezy w Warszawie. Nie wyszczególniam tu mniejszej rangi a właś-ciwie mniej bolesnych dla Polaków podszczypywań, typu „Przystanek Woodstock”, „czkawki” feministycznej czy na-gonki na duchownych pod zarzutami niemoralności.

Tym sposobem uległa już pod naporem plugastwa, nie-miecka moralność narodowa naszych sąsiadów - Niemców. Wszeteczność chce udowodnić że ono jest solą także na-szej cywilizacji. Berlińska „Lov parade” już nie budzi w Niem-cach negatywnych odczuć, ruja i parubstwo, stają się powo-li stylem ich życia i torują sobie drogę do władzy. Dokonu-jąca się dziś po 1500 latach druga wędrówka ludów, znów zaludnia życiodajne przestrzenie Europy, plemionami pas-terskimi z Azji (szczególnie z Azji Mniejszej). Dla tych ludzi, przebywających miesiącami w rozłące płci, pederastia, zo-ofilia i inne zastępcze sposoby zaspokajania popędu seksu-alnego, są naturalnym sposobem życia. My ludzie ukształ-towani w kulturze chrześcijańskiej, wykształciliśmy swoje sposoby rozwiązywania tych problemów, ale nic straconego – dziczejemy powoli ale systematycznie.

Co naiwniejsi pewnie wierzą w przypadki nękające Po-laków. Bez odpowiedzi jednak pozostaje pytanie, dlaczego tak te przypadki uwzięły się na nas. Innym narodom jakoś dają spokój, czyżbyśmy „wystawali” ponad rynsztok i co który szubrawiec idzie to się o polską moralność potyka. Drugie pytanie pozostające bez odpowiedzi to co nasza tradycyjna moralność (jakbyśmy ją nie nazwali i oceniali), komu i w czym przeszkadza? Może chodzi o to abyśmy zamęczeni podobnymi wyskokami otępieli i bez sprzeciwu „przełknęli” każdą niegodziwość.

Nie, nie do wiary, jednak jacyś „cykliści” są na świecie. Mają swój Globalny Zarząd Zła, który przez niewidzialną rę-kę Departamentu Demoralizacji, inspiruje, organizuje i ko-ordynuje te działania. A jeśli nie to, to co? Może ktoś zna inne logiczniejsze wyjaśnienie tych „przypadków”, chętnie posłuchamy.



Cezary Rozwadowski 10 października 2004 r.

-------------------------------------------------------------------------------------------------


  1   2   3


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość