Strona główna

Pewnego razu we Wrocławiu


Pobieranie 57.08 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar57.08 Kb.
Agnieszka Grzegorzewska
Pewnego razu we Wrocławiu...
1.

Pewnego razu we Wrocławiu zniknęła dziewczyna. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie seria zdarzeń, która nastąpiła niespełna kilka dni później.

- Jaaaki ja jestem nieszczęśliiiwyyyy.... – płakał rzewnie Trytek, potwór spod Wieży Ciśnień. Kiedy fontanna przy której zajmował miejsce była już pełna łez, podeszli do niego znajomi zza rogu, aligator Ali i małpa Gagatka.

- I czego buczysz? Straszysz gości w restauracji! Chcesz, żeby nam się znowu oberwało? – przemawiał mu do rozsądku Ali.

- Wszystko mi jedno... I tak stracę tę posadę. – wymamrotał pośród rozgłośnego chlipania Trytek.

- Czemu miałbyś ją stracić? Kto będzie lepszym Trytonem niż ty? Nie ma takiego! – zdziwiła się Gagatka.

- Miałem pilnować dziewczyny.. Tej co siedziała na moim grzbiecie. Obiecałem właścicielowi Wieży, że nie spuszczę jej z oka. Przez tyle lat był spokój, aż do zeszłej nocy... – Tu Trytek znowu wybuchnął rozpaczliwym chlipaniem i nie dało się z niego nic więcej wydusić.

- Znajdzie się! Ej, przecież ona była golusieńka! Nie mogła daleko uciec! Swoją drogą czy ludzie nie są dziwni? Jako pomnik można siedzieć bez ciuchów, ale wyjdź tylko na ulicę, to już jesteś wariatem.. – zamyślił się Ali.

2.

Tymczasem w centrum Wrocławia..



(ruch uliczny, samochody, klaksony, jadący tramwaj, który po chwili się zatrzymuje)

- Panie motorniczy, co jest? Czemu stoimy? Halo!!!? Słyszy mnie pan?

- Co się pan wydzierasz, słyszeć słyszę. Dalej nie pojedziemy. Koniec wycieczki.

- Jak to? To jakieś kpiny, ja się spieszę na spotkanie, klient nie będzie czekał. Rozłożył się ten rzęch?

- Nie, to ja się rozkładam. Rozsypuję. 20 lat jeżdżę tramwajami po tym mieście i co ja z tego mam? Nikt człowieka nie szanuje, tylko każdy pomiata. Gdzieś mam taką robotę. Rzucam ją w tej chwili!

(otwiera drzwi tramwaju, wychodzi)

Stojący w pobliżu Chrobry Na Koniu obserwował ze zdumieniem porzucony tramwaj i rosnący korek. Jeszcze tej nocy z budki telefonicznej zadzwonił do swojego kumpla po fachu, Frycka z Parku Południowego.

- Dasz wiarę chłopie? Trzy godziny trwało zanim usunęli ten tramwaj. Coś mi się wydaje, że za moich czasów by to szybciej poszło. No a co u ciebie?

- Ty wiesz, że u mnie też jakoś dziwnie. Normalnie nawet o tej porze było głośno, wszyscy tu się bawili do późna, a teraz cisza jak makiem zasiał. Całkiem sporo ludzi, ale wyglądają jak zjawy, snują się z nosami na kwintę. Nigdy się tak nie zachowywali! Całe tłumy podchodzą do stawu i godzinami wpatrują się niewidzącym wzrokiem w wodę, Nic z tego nie rozumiem.

- Uhuhu, no to ładnie. Trzymaj się, Frycuś. Zadzwonię jeszcze do Ciśnieniowców, zobaczę, co u nich. Może coś razem wymyślimy.

- Witam, witam. Ali, słyszeliście już, co się dzieje w mieście? Macie z tym coś wspólnego?

- Żartujesz sobie? Cały dzień dzisiaj dzwonią do nas pomnikowcy z wszystkich dzielnic. Nie jest dobrze. Chyba trzeba się wybrać do tego starego zrzędy, Mądrali z Ostrowa, jak myślisz?

- O rany, jak on mi działa na nerwy. Ale fakt, ma pomyślunek. Nie wiem, co byśmy zrobili, gdyby nam nie pomógł wykurzyć tej bestii z Odry. Słyszałem, że emigrowała potem na Wyspy, nie zazdroszczę im tam... To co, wybierzecie się do niego? Możemy na was liczyć?

- Jasne, jutro ruszamy z Gagatką na Tumski!

3.


- Daleko jeszcze??! Czemu nikt mi nigdy nie powiedział, że Ostrów jest tak daleko! Moglibyśmy wziąć do pomocy Chłopaczka z Pegazem, tego co dyżuruje koło fosy.

- Widzisz Ali, gdyby ci kiedyś przyszło do głowy wziąć mnie na romantyczny spacer, to dzisiaj wiedzielibyśmy, jak się przygotować do tej trasy. A teraz nie uwieszaj się na mnie tymi oślizgłymi łapkami tylko maszeruj!

- Jesteś okrutną tyranką!

- Oczywiście, że jestem. Gdyby to od Ciebie zależało, nie ruszylibyśmy się ani o krok i nigdy byśmy się nie dowiedzieli, skąd się wzięła ta fala przygnębienia i depresji we Wrocławiu. A zdaje się, że obiecaliśmy kilku osobom, że zbadamy.

- Olśniło mnie! Nareszcie rozumiem, co to znaczy, kiedy ludzie mówią do siebie „ty wredny małpiszonie”!

- Widzisz, jaki jesteś bystry? Kto by pomyślał. Wyciągaj nóżki. Mam nadzieję, że zastaniemy Mądralińskiego tam, gdzie zawsze. Nikt inny nie jest w stanie pomóc temu miastu. Gdyby tylko ludzie wiedzieli, jaką moc ma ten śmieszny skrzat...

- Skrzat? Mówiłaś, że to wielka postać i dlatego musimy iść taki kawał!

- Duchem wielka, ale posturę ma dość marną. Ale swego czasu żadnej kobiecie to nie przeszkadzało. Zawsze zresztą miał gadane, czaruś.

- Właściwie to czemu mieszka akurat na Ostrowie? Nie mógł wybrać czegoś mniej obleganego?

- Ha, gdyby to on wybierał... Ale stało się inaczej. Nasz mędrzec pechowo nie miał umiaru w sprawach sercowych. Uwodził wszystkie kobiety wokoło. Jakby tego było mało, zawsze twierdził bardzo przekonująco, że to miłość jego życia. I się doigrał. Trafił na Melindę, która niedługo potem znalazła się w Radzie Miasta. Wiesz jak była pierwsza uchwała, którą zatwierdziła?

- Nie mam pojęcia?

- Każdy mężczyzna, który w ciągu trzech miesięcy złamał więcej niż dziesięć kobiecych serc podlegał procesowi. Mądrala dostał wyrok dożywotni, a właściwie taką posadę: co wieczór zapala wszystkie gazowe latarnie na Ostrowie.

- To łagodnie się z nim obeszli. Jesteś pewna, że nie uwiódł Wysokiego Sądu?

- Nic z tych rzeczy. Mówiłam, że jest naprawdę niziutki. Do każdej latarni musi wspinać się na specjalnej drabince, bez niej nawet kij od zapalarki, której używali jego poprzednicy nie pomaga. Dla kogoś o takim ego to najbardziej upokarzające z zajęć. To właśnie przez wyrok musiał znaleźć jakiej miejsce na Ostrowie, żeby mieć blisko do pracy. A jego mieszkanko to całkiem przyjemne miejsce, zobaczysz. Jest nad samą Odrą, zaraz obok Mostu Zakochanych.

4.

(melodia piosenki „Pamietasz, była jesień, pokój w hoteliku pod różami..” grana na skrzypcach przez grajka z Ostrowa)

- O, widzisz? Tam za dzikim winem są schowane drzwi do domu Mądralińskiego.



(stukanie do drzwi)

- Powitać, powitać szacownych gości! Ach, Gagatko, jak miło cię widzieć! Urocza jak zawsze. To nowa fryzura? Fantastycznie podkreśla twoją śliczną buzię.

- Ekhm... witaj Mądralo. Poznaj mojego przyjaciela, Alego.

- Bardzo mi miło. Nareszcie się ustatkowałaś, to dobrze! Gratulacje dla narzeczonego.

- Nnnnnie!!! To nie tak, Ali i ja jesteśmy znajomymi... z Wieży.

- Właśnie. Znajomymi.

- Aaaa, to wybaczcie. Co tam słychać na Wieży? Ciśnie mocno? Hue hue. No chyba nie przyszliście do mnie tylko na kawę, choć oczywiście zapraszam. Wchodźcie.

-Dzięki.



(w tle szczękanie zastawy, filiżanek o talerzyki, mieszanie łyżeczką, siorbanie)

- A więc? Co was do mnie sprowadza?

- Nie wiem, jak to można dobrze ująć... Ogólnie rzecz biorąc – nie jest dobrze.

- Ha, no cóż przyjacielu, mam znowu szykować się na walkę z potworem? Wiedziałem, że kiedyś zbrzydnie mu ta emigracja. Wszyscy wracają ostatnio.

- Nie, tym razem jest zupełnie inaczej. Można powiedzieć, że Wrocław zaatakowała epidemia przygnębienia. Nie wiem, czy zauważyłeś...

- Mam zakaz patrzenia ludziom w twarze, tylko z pomnikami sobie gadam. Ci tutaj to straszne ramole, no ale nic. Mówicie, że Depresja w Breslau? Tego jeszcze nie było.

- Co do naszych rzeźbionych braci: Trytek też się dość dziwnie zachowuje, mało oczu nie wypłakał przez tą dziewczynę, co przedwczoraj zniknęła. Trochę nas to niepokoi, zawsze wyglądał na twardziela, nie spodziewałem się tego po nim.

- Cóż, trudne czasu nastały dla potworów. Ludzie się ich nie boją jak dawniej, nie wrzeszczą na ich widok, tylko podchodzą i szczypią, przekonani, mają do czynienia z przebraniem. Może Trytek miał już tego dosyć i postanowił, że skoro nie może wzbudzić strachu, to inaczej uprzykrzy życie wrocławiaków.

- Ale Mędrku! Trytek ma złote serce, nigdy by tego nie zrobił!

- Gagatko, jesteś naiwna jak dziecko. Mówiliście, że ta dziewczyna uciekła? Pewnie go to zabolało, a zraniona męska duma to tykająca bomba. Tak się składa, że trochę się znam na potworach. Nawet jeśli udaje niewiniątko, mógł wykorzystać bardzo stary sposób na zniszczenie dobrego nastroju mieszczan...

- Umieramy z ciekawości! Mów, co to za sposób!

- Hmm, powiem, pewnie, że tak. Zastanawiam się tylko, czy to dla was bezpieczne, żeby wracać do Wieży. No, ale nic, ustalimy to za chwilę. Wasz ulubiony Trytek prawdopodobnie wybrał się nocą do Parku .............. i najadł się kwikowiciu.

- Czego??!

- Kwikowiciu. To ziele odkryli przez wrocławscy mnisi już przed wiekami. Zastosowane u ludzi leczy choroby serca. Dowiedziawszy się o tym, jedna bestia u progu zawału postanowiła spróbować, jakie działanie wywoła u niej. W przeciągu kilku tygodni wszyscy jej wrogowie zakończyli swoje żywoty skacząc do Odry. Okazało się, że bestia miała zwyczaj przed snem rozmyślać o tych, za którymi nie przepadała. A Kwikowić ma oprócz zdrowotnego też magiczne działanie. Do tego, komu źle życzysz przed snem, w ciągu nocy jest wysyłana twoja złość, która unosi się w powietrzu jako wyjątkowo paskudny smród. Ofiara zostaje nim otoczona, przez co traci całą radość życia. Jeśli będzie poddawana oczadzaniu przez dłuższy okres, zacznie dążyć do tego, by ze sobą skończyć. Nikt nie jest stanie tego wytrzymać na dłuższą metę.

- Ale... chcesz powiedzieć, że nasz przyjaciel nie znosi dokładnie wszystkich wrocławian? Przecież mieszkamy tuż obok, coś byśmy zauważyli! Zapewniam cię, że to miły i pokojowo nastawiony stwór.

- No nie! Rozumiem, że dziewczyna dała się nabrać na te jego gierki, ale ty, Ali? Masz chyba trochę i rozumu i potrafisz na chłodno ocenić sytuację. On się wami bawi, jestem tego absolutnie pewien.

- Nie zaszkodzi sprawdzić... Jak wrócimy, to zobaczymy, jak Trytek się zachowuje przez sen.

- Taak. Trochę się jednak obawiam o wasze bezpieczeństwo. On wie, że tu jesteście, prawda?

- No tak.

- Nietrudno mu będzie się domyślić , że go przejrzeliśmy. Lepiej zrobicie, jeśli nie wrócicie do Wieży przez kilka następnych dni. W tym czasie zwołam kilku znajomych, którzy mogą nam pomóc pokonać Trytka. Gdzieś tu miałem namiary na Dratewkę...

- Pokonać Trytka?! Chcesz zabić naszego kumpla? Chyba oszalałeś Mądraliński.

- Nie denerwuj się maleńka. Oczywiście, że to brzmi dla was jak wariactwo, ale jeśli odsuniecie na bok emocje, zobaczycie to, co mówię w zupełnie innym świetle. Przemyślcie to sobie. Tutaj macie adres jednej znajomej, możecie się u niej zatrzymać przez kilka dni. Mieszka tuż obok, na Wyspie Piaskowej.

- Może...

5.

Ali i Gagatka postanowili przez najbliższe kilka dni nie wracać do domu. Skorzystali z gościny u Gertrudy z Wyspy Piaskowej. Nie mogli jednak pogodzić się całkowicie z werdyktem Mądrali. Postanowili zasięgnąć opinii kogoś, kto zna się na magii wręcz zawodowo. Wrocławskich Krasnali.



- Znasz któregoś z nich w ogóle? Ja tam nigdy z nimi nie gadałem szczerze mówiąc.

- Nie znam, ale nie zaszkodzi spróbować. Na pewno są sympatyczni. O, zobacz, ten tam w dole to Pracz! Heeej! Praaa-czuuuuu!!!

- Nie słyszy. Podejdźmy z drugiej strony, może stamtąd się uda.

-Spróbujmy razem: trzy-czte-ry: PRA-CZUUUU!!!

- Hej, co jest?

- Chcemy zamienić z tobą słówko, przyjdziesz tu do nas?

- Nie mogę, może wy zejdziecie do mnie? W krzakach tuż obok jest lina, którą możecie przywiązać do barierki i zsunąć się po niej.

- Dobra! Tak zrobimy.

- Jesteś pewna Gagatko? Tu jest wysoko...

- Strach cię obleciał? Rany, co za aligator z ciebie? Jak się boisz mogę sama pójść.

- Nie, no co ty... Nie boję się przecież o siebie, tylko o ciebie.

- Taaa i co jeszcze. Masz tu linę i zjeżdżaj.



(ślizg)

- Aaaaa!! Mamusiuuu!

- Cześć Praczu.

- Cześć, cześć. Coście za jedni? Chyba się nie znamy?

- Ja jestem Gagatka, a ten przestraszony jegomość to Ali. Mieszkamy na Wieży Ciśnień.

- Aż na wieży? Co was sprowadza w tę część miasta? Musieliście przejść kawał drogi.

- To prawda, ale sytuacja jest wyjątkowa. Chcielibyśmy prosić cię o pomoc. Próbujemy dojść, skąd wzięła się ta depresja u wrocławian. Nie wiem, czy też to zauważyłeś, ale od paru dni zachowują się jakby zbiorowo doszli do wniosku, że dalsze życie nie ma sensu. Martwimy się. Do tego nasz znajomy, Trytek też wpadł w depresję, chociaż nie jest bynajmniej człowiekiem, tylko pomnikowcem, jak my.

- Jeśli w tę akcję jest zamieszany potwór, to wiecie chyba, do kogo powinniście się zgłosić. Mądraliński jest zaraz z zakrętem.

- Tak, tak byliśmy u niego, ale.. chcielibyśmy zapytać jeszcze kogoś z was, krasnali, co o tym myślicie.

- Wiecie co, u nas jest tak, że każdy zajmuje się swoimi sprawami. Ja na przykład piorę i to jedyna rzecz, która mnie interesuje: żeby wszystkie krasnale miały czyste portki. Reszta jest nieważna.

- Jak to?! A co z ludźmi? Jeśli im nie pomożemy, to niedługo nikt już nie będzie na nas patrzył, podziwiał, nie będzie kogo podsłuchiwać. No i co by tu nie mówić, nasi rzeźbiarze to też ludzie. Jeśli ich nie będzie, to nie powstanie już ani jeden pomnik i ani jeden krasnal!! Pomyślałeś o tym?!

- I dobrze. Każdy kolejny krasnal to kolejne portki do prania. Zabieracie mi czas, Gagatki czy jak was tam zwą. Muszę wracać do roboty.

- Idziemy Ali. Mam dosyć tego bufona.

6.

Powędrowali jeszcze do Syzyfów, ale ci byli przekonani, że jeśli na moment zostawią swoją kulę, na pewno stoczy się ona w przepaść, a z nią ich życiowa misja. Zrezygnowani spróbowali jeszcze u Życzliwka, który przecież poza trzymaniem słonecznika nic szczególnego nie musiał robić.



- Bardzo mi przykro kochani, ale nie mogę wam pomóc. Mam podpisaną z Radą Miasta umowę, że będę w swoim rejonie dbał o dobry klimat i zapewniał turystom obiekt, z którym będą mogli robić sobie zdjęcia – siebie... Nie mogę ich zawieść, to praca angażująca całą dobę, muszę być na posterunku.

- Dobry klimat? I jak, ostatnio panuje tu dobry klimat? Zobacz na tych dwoje, Wyglądają jakby każdego dnia o poranku mówili swojemu odbiciu w lustrze „Moje życie nie ma sensu”, jakby stracili nadzieję, że spotka ich kiedykolwiek coś dobrego! Coś ci ta robota kiepsko wychodzi Życzliwku.

- Ale ja się muszę starać, robić wszystko, co w mojej mocy.

- Nie rozumiesz, że za tydzień tego miasta może już w ogóle nie być? Taka depresja to poważna sprawa.

- Przesadzacie. Poza tym skoro Mądraliński jest już w to zaangażowany, to naprawdę nie widzę powodu, dla którego miałbym porzucać swoją pracą i prowadzić z wami jakieś podejrzane dochodzenie. Żegnam was.

7.

- Raany Gagatko jesteśmy chyba ostatnimi roztropnie myślącymi istotami w tym mieście! To jakiś koszmar! I co my teraz zrobimy?



- Tak sobie myślę... A może wrócimy do wieży? Co mamy do stracenia? Przynajmniej będziemy mogli jasno stwierdzić, czy Mądrala kłamał. Z chwili na chwilę mniej ufam jego wersji.

- Ja też. Poza tym nie mam ochoty wracać do domu tej Gertrudy. Coś mi się wydaje, że chciała nas otruć.

- Heh, no to troszkę się przeliczyła. Kamienny żołądek nie tak łatwo pokonać. A czemu tak myślisz?

- Rzuciłem resztkę klusek pieskowi, który się błąkał pod domem. I on... momentalnie zesztywniał...

- Co za okropna dwulicowa baba! A taka była miła dla nas...

- No cóż, wygląda na to, że tylko na siebie możemy liczyć Gagatko.

- Chyba tak Ali. Obiecaj mi, że zawsze będziesz ze mną szczery. Nie zniosłabym, gdyby się okazało, że jakieś tajemnice nas poróżnią.

- Obiecuję. A Gagatko...?

- Tak?

- A... nic.



- Jak już zacząłeś, to mów. Przed chwilą się umawialiśmy, żadnych sekretów.

- Bo... jak Mądraliński powiedział, że jestem twoim narzeczonym to bardzo się oburzyłaś.. To byłoby aż takie straszne dla ciebie?

- O rany... Ali... nie wiem, może nie straszne. Ale jesteśmy przyjaciółmi, tak? Po co to zmieniać.

- Jesteśmy. Tyle, że mogłoby nam być jeszcze fajniej, gdybyśmy byli narzeczonymi-przyjaciółmi.

- Eeee.. ale skąd ci w ogóle przyszło do głowy, że to jest możliwe?

- Zarumieniłaś się. Wtedy u Mądrali.

- Masz bujną wyobraźnię, Ali.

8.

Dotarli do Wieży pogrążeni w bardzo niezręcznym milczeniu. Trytek zażywał właśnie poobiedniej drzemki, więc postanowili wykorzystać okazję i sprawdzić, czy produkuje jakieś trujące opary.



(czujne niuchanie)

- Czujesz coś?

- Nic specjalnego. To tylko normalny aromat niezbyt czystego Trytona, nic więcej. Nie wiem, jak mógłby w ten sposób doprowadzić do rozpaczy całe miasto.

- Też nie wiem. Poczekajmy jeszcze, jak będzie w nocy.

Nocne obwąchiwanie Trytka upewniło Alego i Gagatkę, że Mądrala zmyślił od początku do końca historię tajemniczego ziela. Zaangażowali się w węszenie na ciele Trytona na tyle mocno, że trafili na łaskotki potwora i obudzili go.

- Hihihi.. Ojejku, co wy tu robicie?

- Yyyyy.. jakby ci to powiedzieć..

- Najlepiej całą prawdę. Dlaczego was tak długo nie było tak w ogóle?

- No dobrze. Opowiemy ci całą prawdę.

Trytek pokładał się ze śmiechu słuchając wersji Mądralińskiego co do źródła wrocławskiej depresji. Po chwili jednak posmutniał.

- Przepraszam was. Nie opowiedziałem wam wszystkiego o zaginięciu dziewczęcia. Jest jedna sprawa, o której nie wiecie. Domyślałem się trochę, że Mądrala zrzuci winę na mnie jako potwora, on jest w tym dobry. Teraz, kiedy już wiecie, że nie produkuję aromatu smutku, mogę wam powiedzieć, do czego służy Wieża Ciśnień.

- To pewnie jakieś koszmarnie nudne przemysłowe sprawy? Po co chcesz nam to opowiadać? Powiedz lepiej, czemu zniknęła ta dziewczyna.

- Nie martw się Gagatko, to nie ma nic wspólnego z techniką, za to z dziewczyną jak najbardziej.

- Zamieniamy się w słuch.

- Zostałem stworzony w zamierzchłych czasach, kiedy to miasto było jeszcze zupełnie inne. Często przetaczały się przez nie kataklizmy, powodzie, wichury, pożary, napadały wojska. Najwyższą władzę pełnił młody, ale bardzo mądry książę. Doszedł do wniosku wspólnie z nadwornym czarnoksiężnikiem, że nie pozwoli, aby wrocławianie pogrążali się w ciągłym smutku. Za pomocą czarów w podziemiach Wieży Ciśnień umieszczono specjalne rezerwy Dobrego Humoru, który za pomocą ciągle utrzymywanego w wieży ciśnienia jest regularnie dawkowany do powietrza w mieście. Samo ciśnienie to jednak nie wszystko. Potrzebna była dodatkowa ochrona, która zachowałaby równowagę wieży. Do tego właśnie zostaliśmy powołani my – ja i dziewczę. Wielki, brzydki potwór i drobna, śliczna dziewczyna. Cały szkopuł w tym, że musimy trzymać się zawsze razem, żeby zachować równowagę wieży. Bez niej.. sami widzieliście, co się dzieje.

- Trytku! Czemu nigdy wcześniej o tym nie wspominałeś! Masz przepiękną misję!

- A, nie ma o czym mówić. Nawaliłem.

- Nieprawda! Wszystko jeszcze można naprawić.

9.

- Ali! Ali! Coś mi się przypomniało! Pamiętasz, jak mówiłeś o Chłopaku z Pegazem?



- No pewnie.

- On może nam pomóc szukać Dziewczęcia! Przecież na tym skrzydlatym koniku to raz-dwa obleci Wrocław.

- Racja. Jesteś genialna! Zaraz do niego zadzwonię.

Chłopak na wieść o tym, że ma szukać młodej, ślicznej dziewczyny, nie dał się długo prosić. Jeszcze tego samego dnia wyruszył w trasę. Na szczęście wrocławianie mieli nosy spuszczone na kwintę, bo inaczej groziłoby mu rozpoznanie i nie miałby więcej życia jako pomnik. Każdy chciałby przelecieć się na Pegazie.

Był już na Psim Polu i miał właśnie zawracać, gdy jego uwagę przykuła skulona, zapłakana postać siedząca na ławce nieczynnego przystanku.

(szum skrzydeł i tupot kopyt Pegaza)

- To ty jesteś dziewczyną od Trytona spod Wieży Ciśnień?

- Tak! A ty kim jesteś?

- Twoi przyjaciele zlecili mi poszukiwania ciebie. Nie wiem, dlaczego uciekłaś, ale powiem ci tylko jedno: jesteś tam naprawdę potrzebna, dziewczyno. Wsiadaj, musimy cię jak najszybciej tam zawieźć.

Dziewczyna nie umiała i nawet specjalnie nie chciała sprzeciwiać się przystojnemu młodzieńcowi na Pegazie.

- Jest! Jest! Ali zobacz, lecą razem! Ale cudnie!

- Nareszcie! Trytku, zobacz kto nadlatuje!

- To ona! Coś czuję, że czeka nas poważna rozmowa z tą młodą damą.

- Cześć maleńka!

- Cześć wszystkim! Jak dobrze was widzieć po tym wszystkim. Nie macie pojęcia, przez co przeszłam.

- No to opowiadaj. Dlaczego w ogóle uciekłaś?

- Trytku, strasznie cię przepraszam. Musisz być na mnie wściekły.

- Daj spokój. Najważniejsze, że wróciłaś.

- Widzicie... od kilku miesięcy dostawałam liściki od kogoś z Ostrowa. Mówił, że zajmuje się latarniami czy coś...

- No nie!!!

- Tylko spokojnie Ali, ciśnienie ci skoczy.

- W tych listach było tyle miłych słów, że aż zaczęłam być ciekawa, kim jest ten, który je pisze. Za każdym razem zapraszał mnie do siebie na kolację, podawał adres. Wybaczcie, ale życie w wieży nie jest dla mnie najciekawszą rzeczą pod słońcem. Stwierdziłam, że jeśli zniknę na jedną noc, to nawet się nie zorientujecie. I tak by było, tyle że pomyliłam drogę. Wsiadłam w autobus, który wywiózł mnie właśnie tam, skąd zabrał mnie ten chłopak. Psie Pole, tak? Nawet tego nie wiedziałam. Miałam straszne poczucie winy, nie wiedziałam, czy w ogóle będziecie mnie chcieli jeszcze oglądać po takim numerze, czy mam po co wracać. Chyba mi się zaczęła udzielać ta depresja.

- Oj maleńka! Wiesz, to i tak miałaś szczęście, bo gdybyś trafiła do domu swojego wielbiciela z Ostrowa, to bardzo wątpię, czy moglibyśmy teraz rozmawiać.

- Poważnie? Znacie go?

- Aż za dobrze.

Gagatka i Ali opowiedzieli jej historię „pomocnej” rady Mądrali. W tym czasie wokół wieży powietrze stało się rześkie i jakby pojaśniało. Pomnikowcy zauważyli, że ludzie zaczęli się prostować, rozglądać wokoło, jakby obudzili się z głębokiego snu i bardzo zaskakiwało ich to, co widzieli.

- Wieża Ciśnień odzyskała równowagę! Widzisz moje dziewczę – jesteś tu potrzebna!

- Obiecuję Trytku, że więcej nie popełnię takiego głupstwa.

- No, masz szczęście.

- Żadnych wielbicieli już nie chcę, więc możesz być spokojny.

- A jeśli... wielbiciel będzie cię odwiedzał tutaj..? – wtrącił się Chłopak od Pegaza, który do tej pory przysłuchiwał się rozmowie przyjaciół. Został przyjęty łaskawie i wprosił się na obiad następnego dnia.


10.


- Jak pięknie się to wszystko zakończyło, prawda Ali?

- Ślicznie Gagatko. Wrocławianie szczęśliwi, Dziewczyna i Chłopak zakochani, Trytek spokojny, nawet Wieża się lekko uśmiecha. Nasza misja zakończona. Możemy wreszcie pogadać o czymś przyjemniejszym. Może pójdziemy do parku?

- A-ale po co?

- Masz minę jakbym zaproponował ci wspólne polowanie na tygrysy. Słyszałem, że ma być fajny koncert w plenerze. Myślę, że ci się spodoba.

- Jaki zespół?

- Nazywają się „Wredna Małpka”.

- Że co??! Ty potworze! Nienawidzę cię!

- Hehehe.

- I jeszcze się śmiejesz, bezczelny!

- Przecież wiem, że mnie lubisz.



- Ehh, no lubię, lubię. Tylko ty chyba tego nie doceniasz.

- Ależ doceniam moja Gagatko najwredniejsza. I będę doceniał całe wieki. Póki nasza wieża będzie stała i pilnowała dobrego humoru wrocławian.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość