Strona główna

PG. 5 Umer Magda, Poniedzielski Andrzej: Jak trwoga to do bloga. Wtorek, 01 lipca 2008 Rok 1967


Pobieranie 5.52 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar5.52 Kb.

PG.5

Umer Magda, Poniedzielski Andrzej: Jak trwoga to do bloga.

WTOREK, 01 LIPCA 2008

Rok 1967

Na maturze zdarzył się cud: jedenasta „a” i jedenasta „b” miały egzaminy w tej samej sali! I niepojętym zbiegiem okoliczności (kolejność ławek była alfabetyczna!) – moja ławka niemal przylegała do ławki Bronka. Wtedy można było korzystać z tablic trygonometrycznych i w takiej tablicy właśnie, między nic nie podejrzewającymi tangensami i kotangensami, znalazłam rozwiązania zadań matematycznych, napisane drobnym maczkiem przez mojego ukochanego „Belmonda”! Dzięki temu na świadectwie maturalnym miałam czwórkę z matematyki! Może to od tamtego czasu zaczęłam wierzyć w cuda? Chyba tak, tym bardziej że dostałam się również na swoją wymarzoną polonistykę! Potem były pierwsze trzymiesięczne wakacje (jakie to było cudowne patrzeć we wrześniu, jak „dzieciaki” maszerują do szkoły a MY JUŻ NIE! MY SOBIE JEDZIEMY DO ZAKOPANEGO).

W październiku skończyłam osiemnaście lat i zaczęłam codzienne jazdy trolejbusem nr 56 na Krakowskie Przedmieście. Znalazłam się w innym świecie; czasami miałam wrażenie, że wyjechałam do innego kraju. Wszyscy wydawali mi się bardziej oczytani ode mnie, dyskutowali na jakieś mądre tematy, mówili, że chcą zostać pisarzami albo reżyserami i że właściwie już piszą: Marek Grzesiński rozprawiał o Grochowiaku, Janusz Wiśniewski całego Dostojewskiego znał prawie na pamięć. Najmądrzejszy był Antek Libera, który onieśmielał mnie swoją erudycją. Chyba już wtedy przeczytał wszystko.



Postanowiłam każdą wolną chwilę spędzać w bibliotece,
żeby Natychmiast Zmądrzeć, bo miałam wrażenie, że moi wspaniali koledzy mnie polubili i strasznie chciałam do nich „należeć”. Zaczęłam żyć W ŚWIECIE PRZECZYTANYM. Wychodziłam z czytelni tylko na zajęcia i obiad i cały czas dyskutowaliśmy, wygłupialiśmy się i chyba bardzo nam było dobrze –
i na świecie i ze sobą. Wieczorami spotykałam się ze swoim chłopakiem,
który studiował elektronikę, a to były wtedy najcięższe studia na Politechnice. I kompletnie inny świat. Któregoś dnia odwiedzili mnie w domu moi szkolni koledzy – Janusz Weiss, Krzysio Knittel i Andrzej Woyciechowski. Byli starsi o kilka klas, ale znaliśmy się z akademii, zabaw, zimowiska. Postanowili założyć kabaret i chcieli, żebym ja śpiewała w nim piosenki, które oni będą pisać. Zgodziłam się przekonana, że to będzie chwilowa zabawa dla nas i naszych znajomych… a ta chwila trwa już… czterdzieści lat!



©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość