Strona główna

Pięćdziesiątnica św. Jana Bożego


Pobieranie 73.33 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar73.33 Kb.
Rzym, 15 maja 2005 r.

Prot. N. 0200/05



Pięćdziesiątnica św. Jana Bożego

Do całego zakonu


Drodzy Bracia!


  1. Punkt odniesienia

Dzisiaj kończy się okres wielkanocny. Świętujemy dzień Pięćdziesiątnicy, czyli pamiątkę dnia, kiedy to po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Chrystusa uczniowie zgromadzenie na modlitwie razem z Maryją doświadczyli obecności Ducha, poczuli, że zostali przemienieni i że ich życie napełnia się mocą Tego, który jest Panem i Ożywicielem.

Napełnić się Duchem znaczyło dla nich stać się istotami duchowymi, poczuć, że to On ich posiada, że wzbogaca ich swoimi darami – pokojem i radością, mądrością i męstwem.

Uczniowie poczuli się przemienieni i zarazem posłani, aby kontynuować dzieło Zbawienia, którego Ojciec zawsze pragnął dla ludzkości i którego Syn dokonał swoim życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem. W dniu Pięćdziesiątnicy to dzieło odkupienia zyskało konkretny kształt w momencie narodzin Kościoła, kiedy to Duch obiecany przez Chrystusa zstąpił na apostołów i Maryję Pannę, ustanawiając nowy Lud Boży.

Po tym doświadczeniu, które stało się udziałem kolegium apostolskiego w Jerozolimie, nastąpił cały proces dziejowego rozwoju Kościoła trwający już 2000 lat. Jest on spełnieniem obietnicy Chrystusa: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Ta obecność zmartwychwstałego Chrystusa urzeczywistnia się za sprawą Ducha Świętego.

Wielokrotnie i nieustannie odwołujemy się do Ducha, który wspomaga rozkwit Kościoła, pomaga mu odczytywać znaki czasów i swoim światłem wskazuje kierunek Kościołowi na wszystkich drogach świata: „Duch tchnie tam gdzie chce i kiedy chce”.


  1. Wdzięczność wobec Jana Pawła II, początek pontyfikatu Benedykta XVI

Jan Paweł II, wielki Papież, którym Kościół miał szczęście posiadać przez ostatnie 26 lat, był wielki darem dla Kościoła i dla społeczeństwa.

Nie wszystkie oceny jego osoby były zawsze pozytywne w latach jego pontyfikatu, jednakże jego śmierć wzbudziła wielkie poruszenie i bardzo wielu, żeby nie powiedzieć wszyscy, uznało go i doceniło.

Kościół utracił wielkiego przewodnika duchowego, człowieka bardzo silnych przekonań, wielkiego ewangelizatora, bliskiego narodom i kulturom, niestrudzonego bojownika, przekonanego, że to co czynił, było potrzebne Kościołowi i światu.

Mieliśmy Papieża, który cierpiał, który podjął ludzką i teologiczną refleksję nad cierpieniem, który przez swoją decyzję pozostania aż do śmierci w służbie Kościoła ukazał swoją ludzką kruchość, zaakceptował swoją śmierć i pozostawił nam jako ostatnie przesłanie to, co tylekroć powtarzał w ciągu swego pontyfikatu: „Nie lękajcie się, otwórzcie, na oścież otwórzcie drzwi Chrystusowi!”.

Wybór Benedykta XVI został przyjęty z zaskoczeniem, choć jego nazwisko pojawiało się wśród papabili. Jego praca na stanowisku prefekta Kongregacji Nauki Wiary, której poświęcił 23 lata, pozwoliła mu pełnić bardzo ważną posługę teologiczną i duszpasterską dla dobra Kościoła, w której jednak był mniej widoczny w pierwszej osobie niż obecnie, gdy jest Pasterzem Kościoła powszechnego.

Obok aspektu „teologicznego”, który poznajemy teraz lepiej, „pożerając” liczne książki publikowane w ostatnim czasie i zgłębiając jego dorobek myślowy, Benedykt XVI objawia się nam również jako Pasterz, którego osobowość i głębia refleksji wyraża się w jego niezwykle egzystencjalnych homiliach. Możemy odczuć, że jest Namiestnikiem Chrystusa, obserwując jego gesty, poznając różne aspekty jego życia osobistego, które pozwalają nam docenić go i pokochać ze wszystkim, co składa się na jego osobowość.

Prosząc o modlitewne wsparcie Papież ukazał z pokorą, że to nie on sam ma rządzić i kierować Kościołem, ale że pragnie słuchać wszystkich i u wszystkich szuka światła. Ta postawa wzbudziła uznanie i zaskoczenie.

W uroczystość Zesłania Ducha Świętego możemy stwierdzić, że te dwa wydarzenia poruszyły Kościołem bardziej niż zwykle i pozwalają mu przeżyć doświadczenie Pięćdziesiątnicy, jakie przeżył na początku swego istnienia dzięki obecności Ducha we wspólnocie apostolskiej i w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich, zmagających się z codziennymi problemami, opisanymi Dziejach Apostolskich i w Listach św. Pawła. Te wspólnoty pierwotnego Kościoła ukazywały wyraziście - przez swoją wiarę i sposób realizacji Ewangelii w życiu – że Duch Święty żyje w nich i działa.



  1. Wspominamy Pięćdziesiątnicę św. Jana Bożego

Znaczną część mojego życia w Zakonie, najpierw na szczeblu prowincji, a potem w Kurii Generalnej, poświęciłem zadaniom związanym z zarządzaniem i animacją. Wraz z zakończeniem obecnego sześciolecia będzie to już 30 lat.

W ciągu tych lat uświadamiałem sobie coraz bardziej, że powinienem każdego dnia żyć blisko św. Jana Bożego, poświęcając czas w ciągu dnia specjalnie na przebywanie z nim, modlić się z nim, rozważać jego życie lub jego własne słowa zapisane w Listach. Pomogły mi w tym publikacje na temat naszego Ojca wydane ostatnio w języku hiszpańskim.

Chciałem utożsamić się z nim jako naszym Założycielem, w którym objawia się poprzez charyzmat Zakonu sam Chrystus. Jego życie było nieustanną, wielką Pięćdziesiątnicą.

Pragnę przypomnieć pewne elementy zaczerpnięte z rozdziałów VII, VIII i IX biografii autorstwa Francisco de Castro, gdzie mowa jest o niepokoju, jakiego doznawał św. Jan Boży poszukując swego powołania, o chwili jego nawrócenia i o późniejszych doświadczeniach, przedstawianych jako jego Pięćdziesiątnica. Chciałbym, aby nam to pomogło przeżyć naszą Pięćdziesiątnicę, jakiej potrzebuje nasz Kościół, jakiej oczekuje dziś od nas społeczeństwo.

Chcę wskazać na sześć punktów związanych z przeżywaniem Pięćdziesiątnicy przez św. Jana Bożego, które mają nam pomóc w przeżywaniu naszej.

„Ponieważ Jan Boży poświęcał się bez reszty swojej pracy, Bóg wspomniał na niego, a wejrzawszy na niego miłosiernie uczynił go sprawiedliwym i szafarzem swoich ubogich”.

Bóg dokonał wielkiego dzieła w jego życiu, udzielając mu swojej łaski, swoich darów, swego miłosierdzia, przemieniając go skutecznie, czyniąc go sprawiedliwym i szafarzem swoich ubogich. Dlaczego Bóg wejrzał na niego? Tekst stwierdza, że Jan poświęcał się pracy, ale czy rzeczywiście lektura jego biografii może doprowadzić nas do wniosku, że Jan Boży był w tym momencie zajęty pracą, czy tez raczej przeżywał okres głębokiego niepokoju w poszukiwaniu woli Bożej?

Jest prawdą, że Bóg działał w nim z mocą, której nie sposób się oprzeć. Naprawdę wejrzał na niego z miłosierdziem, uczynił go sprawiedliwym – ze wszystkim co to słowo oznacza w wymiarze świętości życia, jego autentyczności i zgodności z wiarą – i naprawdę ustanowił go szafarzem dla swoich ubogich, który poświęca się im wielkodusznie i całkowicie.

Stało się to podczas kazania Mistrza Awili, znakomitego męża, nauczyciela teologii, promieniującego blaskiem świętości i roztropności. Od tej chwili uznał go za swego ojca i proroka Bożego, poddał się jego opiece i kierownictwu.

Po odpowiednim przygotowaniu, Jan przeżył swoją Pięćdziesiątnicę dzięki odpowiedniemu pośrednikowi, który mu to ułatwił. Rzadko się zdarza, żeby Bóg objawiał swoje przesłanie bezpośrednio. Zazwyczaj czyni to posługując się narzędziami, sytuacjami, znakami czasu, ludźmi z naszego otoczenia.

W tym przypadku właściwym narzędziem, jak opowiada Francisco de Castro, był Mistrz Avila, znakomity mąż, nauczyciel teologii, światło i przewodnik, wzór świętości, człowiek roztropny, który przyjmuje Jana i towarzyszy mu jako ojciec i prorok Boży.

Abyśmy mogli przeżyć naszą Pięćdziesiątnicę, musimy mieć szacunek dla samych siebie, doceniać to, kim jesteśmy, ale musimy też zrozumieć, że możemy sobie bardzo dopomóc, korzystając z takich narzędzi, z pomocy ludzi, z którymi możemy wspólnie działać i uczyć się, którzy mogą nas prowadzić, chociaż nie tracimy przez to naszej autonomii w procesie poszukiwania.

Dobrze jest, jeśli w tym celu szukamy ludzi, którzy wyróżniają się jakością swojego życia, są mistrzami życia, czego wyrazem jest ich mądrość i integralność, dojrzałość i świętość, roztropność i odwaga.

Potrzebujemy, aby towarzyszył nam ktoś, kto prowadzi nas jak ojciec i pomaga nam, gdy trzeba, ale pozostawi nas samych, kiedy uzna, że dorośliśmy, i tylko z daleka będzie śledził nasze kroki.

Potrzebujemy przewodnika, który jest prorokiem, który umie dostrzec Bożą ścieżkę, który pomoże nam iść coraz dalej drogą radykalnego poświęcenia się ubogim i potrzebującym, pomoże nam być prorokami, bo w przeciwnym razie nasze życie pogrąży się w banale, pozostanie niezrealizowane.

Ponieważ gleba jego duszy była dobrze przygotowana, ziarno Słowa Bożego wydało owoc, a wspomagane przez łaskę słowa te były skuteczne. Wyszedł jak gdyby z samego siebie i głośno wołał o miłosierdzie.

Ileż razy w naszym życiu mówiliśmy o nastawieniu wewnętrznym. Mamy w Zakonie ludzi młodych. Większość z nas prowadzi życie konsekrowane już od lat, niektórzy od wielu lat.

Książka o duchowości Zakonu, niedawno opublikowana, przedstawia naszą duchowość jako drogę, którą trzeba przemierzyć, jak przemierzył ją św. Jan Boży – w tym samym stylu i w tym samym duchu. Z naszej strony musimy włożyć w to cały niezbędny wysiłek.

Cud życia duchowego wydarza się, gdy nasze wnętrze jest do tego usposobione, gdy zaczynamy każdy dzień z pragnieniem, aby doświadczyć jego nowości, gdy pozwalamy owocować ziarnu Słowa i wszystkich innych słów, którymi Bóg do nas przemawia. Łaska wspomaga takie działanie. To prawda, że byli w dziejach ludzie i sytuacje, w których łaska objawiła się z niezwykłą mocą i niektórych powaliła wręcz na ziemię, jak Pawła, ale nie zawsze jest tak. Zazwyczaj łaska wspomaga usposobienie, które istnieje już w naszym wnętrzu.

Tak właśnie działo się w życiu św. Jana Bożego. Tak też stanie się w naszym. Kiedy bowiem przeżyjemy to doświadczenie jak Jan Boży, zaznamy w pełni ewangelicznego szaleństwa, naprawdę przeżyjemy promienną przygodę, sprawimy, że nasze życie stanie się prorocze, że będzie autentycznym odzwierciedleniem miłości, jaką żył św. Jan Boży i mamy żyć również my, jego następcy.

Wyzbył się wszystkiego, pozostając bez pieniędzy i ogołocony z wszelkich dóbr doczesnych, pragnął bowiem nagi iść za nagim Chrystusem, podążając drogą pokory. Był świadom, że bardzo potrzebuje miłosierdzia Bożego (rozdz. VII).

Wszyscy wiedzą, jaki ubogimi środkami dysponował św. Jan Boży, gdy rozpoczynał swe dzieło. Rozdał wszystkie książki , którymi handlował, w chwili kryzysu wyzbył się też całej odzieży, chciał iść za Chrystusem ogołocony z wszystkiego, chciał iść ścieżką uniżenia i żyć jak ubogi wśród ubogich.

W życiu duchowym, w naśladowaniu Chrystusa nie ma innej drogi jak droga prostoty, bliskości, pokory. Żyjemy jednak w świecie, który zgodnie z własnym systemem wartości zdaje się przywiązywać większą wagę do innych rzeczy.

Korzystamy dziś ze środków, które zapewnia nam nasz poziom życia, korzystamy z zasobów, które służą do dobrego przygotowania i realizacji naszej misji, nie możemy jednak dopuścić, aby stały się one na tyle częścią nas samych, że zapomnimy o potrzebie bycia wolnym duchowo, że stracimy umiejętność obywania się bez rzeczy zbędnych i niekoniecznych do życia. Nie możemy zaniechać solidarności z potrzebami tych, którzy żyją wokół nas. Nie jesteśmy może powołani, aby rozwiązywać wszystkie problemy, ale aby z odwagą Jana Bożego uczestniczyć w nich, rozumieć okazywać solidarność i być blisko ludzi, którzy cierpią.

Niestety, często w naszym sercu panuje miłość własna, porzucamy ścieżkę życia w prostocie, oddalamy się od cierpiących i bezwiednie wchodzimy na drogę wygodnictwa i mieszczańskiej stabilizacji, a to odbiera nam wszelką możliwość wiernego naśladowania Chrystusa w stylu św. Jana Bożego.

Jesteśmy powołani, aby przeżywać nową Pięćdziesiątnicę jako żywą rzeczywistość, jako doświadczenie, które porusza całym naszym jestestwem, otwiera przestrzeń dla przemieniającej obecności Ducha, prowadzi nas ku temu, co możemy uznać za pełnię naszego życia.

Prośmy Boga z prostotą i pokorą, aby wydarzyła się w nas Pięćdziesiątnica, aby pomogła nam podtrzymać w sobie żywe doświadczenie Ducha, aby dała nam moc świadczenia o Chrystusie we współczesnym społeczeństwie. Abyśmy osiągnęli wielkość, jaką okazał Jan Boży, gdy przynaglany przez Ducha Świętego i wewnętrznie przemieniony przez miłosierną miłość Ojca, oddał się w służbę wszystkich, naśladując gesty i postawy Dobrego Samarytanina (por. Konst. 1).

Niech usposobi nas tak jak jego, abyśmy mogli w pełni realizować nasze powołanie szpitalne, z wielką radością i satysfakcją.

Łaska Pańska płonęła w nim, pragnął być najbardziej wzgardzonym ze wszystkich. Znosił zniewagi z wielką cierpliwością i radością, jakby świętował, z promienną twarzą.

W tekstach Magisterium na temat Kościoła często używa się dzisiaj metafor, próbując dotrzeć do serca tych, którzy z zainteresowaniem je czytają, szukają bowiem światła i pokarmu dla rozwoju kulturowego i duchowego.

Francisco e Castro w swojej biografii św. Jana Bożego również używa metafor. Jedna z nich brzmi właśnie tak: „był rozpłomieniony, napełniony łaskę Bożą, przynaglany przez nią wszedł na drogę uniżenia i znosił je cierpliwie, z wielką wewnętrzną radością, która jaśniała na jego twarzy”.

„Jakże wspaniałe Zesłanie Ducha przeżył Jan Boży” – chcielibyśmy zawołać w tym miejscu. Nie sposób się oprzeć urokowi tego opisu. Nie sposób stłumić podziwu wobec tego, czym była dla św. Jana Bożego droga naszego charyzmatu szpitalnego, droga uniżenia, przeżywana z tak wielką miłością do Boga i bliźniego, przeżywana z radością wewnętrzną i zewnętrzną, jaką daje życie oddane bez reszty innym.

Termometrem pozwalającym zmierzyć wartość naszej Pięćdziesiątnicy, którą przeżyliśmy w dniu, gdy Chrystus nas powołał, i którą możemy przeżywać każdego dnia poprzez decyzje, jakie podejmujemy, jest właśnie ta umiejętność przeżywania z wewnętrzną i zewnętrzną radością naszego życia braci św. Jana Bożego. Oto jest wielki apostolat, do jakiego jesteśmy powołani w naszym świecie: przekazywać wewnętrzny pokój i radość ludziom wokół nas. Nie trzeba się przymuszać – ta radość, jeśli istnieje, promieniuje sama, zaraża, dociera do serc ludzi, nawet jeśli zmagają się z sytuacjami cierpienia czy odrzucenia, często nawet bardzo trudnymi. Niech Bóg pozwoli nam przeżyć nowe doświadczenie Pięćdziesiątnicy, tak abyśmy mogli dzięki temu realizować w pełni charyzmat szpitalny św. Jana Bożego.

Gdy znalazł się w szpitalu królewskim w Grenadzie, dostrzegł, jak nieludzko byli traktowani chorzy (rozdz. VIII). Doświadczenie pobytu w szpitalu było środkiem, przez który przemówił do niego Chrystus: „Niech Pan Jezus da mi tę łaskę, abym miał szpital dla ubogich i chorych umysłowo, którym będę mógł służyć tak, jak pragnę” (rozdz. IX).

Jak wszyscy wiemy, św. Jan Boży poprzez doświadczenie pobytu w szpitalu królewskim, gdzie został uznany za chorego umysłowo, przekonał się, jak byli traktowani chorzy i sam zaznał takiego traktowania.

To przeżycie dopełniło w nim doświadczenie Pięćdziesiątnicy. Już od jakiegoś czasu zamierzał porzucić pracę pasterza. Myślał o tym już podczas pobytu w Oropesa. Francisco de Castro ukazuje go nam w chwili, gdy przebywa w Sewilli, gdzie nadal pracuje jako pasterz, ale jest to już okres intensywnego wewnętrznego niepokoju i poszukiwania. Jan Boży odczuwał już w sobie powołanie do służby potrzebującym. O takie powołanie prosił w żarliwej modlitwie po powrocie do Hiszpanii z Ceuty, a później w szpitalu królewskim.

Poprzez zetknięcie z rzeczywistością, która jest zaprzeczeniem ideału opieki szpitalnej, Chrystus wzywa go, aby sam stał się wcieleniem tego ideału – ideału gościnności prawdziwej, miłosiernej, humanitarnej, ideału wypływającego z serca Chrystusa, który umiera, aby zbawić ludzkość.

Zaczyna z pustymi rękoma, nie mając niczego, skromnie. Towarzyszy mu opinia człowieka niezrównoważonego umysłowo, ale wspomaga kierownictwo św. Jana z Awili i opieka Maryi Panny, której się zawierza i którą nieustannie przyzywa. Jest w stanie pełnej wewnętrznej harmonii, która jest owocem osobistego doświadczenia Pięćdziesiątnicy. Wchodzi w ten sposób na drogę, z której nie zboczy nigdy, aż do śmierci.

Dom rodziny Venegas, Targ Rybny, ulica Lucena, Salita Gomerez, projekt szpitala Girolomini: wszystkie te miejsca wyznaczają drogę jego życia. W każdym z nich ofiarowywał innym tyle, ile mógł, ale z każdym etapem wzrastała liczba tych, którzy korzystali z jego gościnności, wzrastała też jakość opieki szpitalnej.

Jego Pięćdziesiątnica przyniosła mu wielki dar, którym wzbogacił go Duch – charyzmat szpitalny. Tym charyzmatem Jan podzielił się z pierwszymi towarzyszami; ze współpracownikami, z których część była opłacana, a wielu innych pomagało mu jako wolontariusze i dobroczyńcy; z wieloma osobami, do których zwracał się bezpośrednio jego charyzmat: z ubogimi, dziećmi, starcami, prostytutkami i wieloma innymi potrzebującymi. Wszystko to symbolicznie zapowiada ogromną różnorodność apostolatu, jaki Zakon prowadzi dziś na całym świecie, w 51 krajach, gdzie jesteśmy obecni.

Chcielibyśmy, aby obecny moment był dla Zakonu nową Pięćdziesiątnicą, abyśmy tak jak Jan przeszli drogą charyzmatu szpitalnego zgodnie z jego stylem, rozwijając w sobie wrażliwość na cierpiących, oraz żebyśmy przeszli jego szlakiem prostoty i mądrej pokory, starając się być „Boży” tak jak Jan, żebyśmy umieli dzielić się tym, czym jesteśmy, i naszą misją ze współpracownikami i być jakby latarnią w świecie, który zmienia się i ma swoją własną prawdę, czasem odmienną od prawdy Ewangelii.

Nasza Pięćdziesiątnica powinna nas wprowadzić na drogę rozeznania. Już niewiele ponad rok dzieli nas od LXVI kapituły generalnej, która odbędzie się w Rzymie w dniach 2-22 października 2006 r. W ramach przygotowań zaplanowaliśmy różne inicjatywy, niektóre z nich zostały już zainicjowane.

Ten rok musi dla nas być czasem rozeznania. Punktem wyjścia jest nasze wielkie doświadczenie, długa tradycja. Prośmy Boga, aby dopomógł nam w tym rozeznaniu, w odpowiednim przygotowaniu go, w dążeniu do tego, aby zawsze i we wszystkim czynić Jego wolę, być zawsze otwartymi na Ducha. Chcemy iść drogą duchowości szpitalnej Jana Bożego. Chcemy, aby w ciągu tego roku w całym Zakonie odbyło się przygotowanie do Kapituły i żeby dokonało się to w duchu Pięćdziesiątnicy. W ten proces chcemy włączyć wszystkich braci, a także – choć w inny sposób – naszych współpracowników.


  1. Wybrane elementy Pięćdziesiątnicy św. Jana Bożego

W programie na obecne sześciolecie Rada Generalna postanowiła, że jako przełożony generalny mam w regularnych odstępach czasu pisać listy okólne na wybrane tematy, niezbyt długie, unikając dokumentów nazbyt rozwlekłych.

Czyniłem to w okresie pierwszych trzech lat, ale zaniechałem w drugiej połowie sześciolecia. Być może zwiększyło się obciążenie pracą, być może nie jestem już tak aktywny jak wcześniej. Pewne jest, że w ubiegłym roku nie zdołałem utrzymać rytmu, jaki sobie wyznaczyłem w programie, z powodu udziału w Kapitułach Prowincjalnych, natomiast w bieżącym roku z powodu wizytacji kanonicznych.

Tematy, jakie zamierzałem poruszać, były wszystkie związane z naszym życiem, a moją intencją było omawianie ich z perspektywy duchowości Jana Bożego. Dlatego zamierzam tutaj podjąć tematy, które pozostały w zawieszeniu od ubiegłego roku do tej pory, ujmując je w dwóch punktach jako elementy konstytutywne Pięćdziesiątnicy Jana Bożego.


    1. Opcja na rzecz cierpiących

Nasze życie konsekrowane bierze początek z powołania, które skierował do nas Chrystus – powołania, aby iść za Nim, w Kościele i w społeczeństwie, drogą Jana Bożego. W taki czy inny sposób doszliśmy do tego, że drogę Jana Bożego uznaliśmy za naszą drogę.

Wzbogaceni darem charyzmatu szpitalnego, wybraliśmy tak jak Jan Boży opcję na rzecz cierpiących. Cierpienie jest jedną z rzeczywistości wpisanych w samą istotę człowieka, jest tym co czyni go skończonym i zarazem nieskończonym. Sam Jezus Chrystus przyjął cierpienie, przeżył – jak wiemy – chwile bardzo dotkliwego cierpienia, ale nie usunął go, lecz rozjaśnił swoim światłem.

Opcja na rzecz cierpiących ma kluczowe znaczenie dla naszego powołania. Dlatego konsekrujemy się w Kościele składając szczególny ślub szpitalnictwa. Osamotnienie i choroba oraz cierpienie, jakie im towarzyszy, jest formą głębokiego ubóstwa. Dodatkowo fakt, że nie posiada się środków, aby zapewnić sobie opiekę, sprawia jeszcze większe cierpienie.

Dzisiaj nasz wizja szpitalnictwa bardzo się rozszerzyła. W naszej przeszłości był okres, gdy próbując uczynić nasz ślub bardziej „wykonalnym”, ograniczyliśmy jego zakres do posług fizycznych, jakie mogliśmy pełnić, natomiast nie obejmowaliśmy spraw duchowych, ponieważ wydawały się nie do ogarnięcia.

Dzisiaj postrzegamy nasze szpitalnictwo jako rzeczywistość bardzo bogatą – w jej skład wchodzi posługa, duszpasterstwo, doradztwo i kierownictwo duchowe, dzielenie się charyzmatem ze współpracownikami itp. Mówimy dziś o integralnej opiece nad chorymi i potrzebującymi.

Nasza dzisiejsza obecność w Kościele, w kontekście różnorodności kultur i narodów, wśród których żyje Zakon, jest określona przez wyrazistą opcję preferencyjną na rzecz cierpiących, ze szczególnym uwzględnieniem - na miarę naszych możliwości – ludzi najbardziej potrzebujących.

Pięćdziesiątnica, którą mamy nieustannie realizować w naszym życiu, powinna kształtować naszą posługę szpitalną według kryteriów, które obecne już były w życiu naszego założyciela:

Wrażliwość

Cechą wyróżniającą Jana Bożego była wrażliwość. Jego poświęcenie było tak wielkie, że pragnął towarzyszyć każdemu człowiekowi w jego drodze. Każdego dnia po przybyciu do szpitala odwiedzał wszystkich chorych. Opiekował się wieloma rodzinami. Wchodził w środowisko życia prostytutek, którymi się opiekował i które włączał na nowo w życie społeczne.

Ze względu na mentalność obecnych czasów nasze powołanie wymaga dziś od nas wielkiej wrażliwości. W zetknięciu z pewnymi przejawami marginalizacji społecznej trzeba umieć pokierować tą wrażliwością, ponieważ nasze powołanie nakazuje dyscyplinę. Także wobec pewnych chorób trzeba umieć przyjąć właściwą postawę, żeby nie popaść w paternalizm, ale także nie przechodzić obok nich obojętnie.

Zakon okazywał w przeszłości wrażliwość na wiele rodzajów cierpienia i dzisiaj nadal to czyni.

Nasza Pięćdziesiątnica winna pomóc nam w pogłębieniu tej wrażliwości na cierpiących, w otwarciu naszych serc, tak aby były one jednocześnie gorące i rozważne, jak pragnął Jan Boży.

Mogę stwierdzić, że Zakon w sposób niezwykle twórczy nieustannie rozwija swoje posługi, biorąc pod uwagę nowe potrzeby, związane ze współczesnymi chorobami i zjawiskiem marginalizacji społecznej. Jego inicjatywy są przejawem wielkiej wrażliwości. Prośmy Boga, aby dał nam umiejętność realizowania ich w taką samą wrażliwością.

Zasady

Od samego początku św. Jan Boży kierował się w swoim działaniu jasnymi zasadami. Chciał, aby jego posługa miała wymiar społeczny, a więc żeby była skierowana ku potrzebującym. Chciał też, aby na miarę możliwości miała też aspekt ewangelizacyjny. Swoim podopiecznym chciał zapewnić kompleksowy program opieki, który stopniowo doskonalił, poszukując nowych przestrzeni i form jego realizacji. Chciał im nieść posługę wysokiej jakości i dlatego dzielił ich na kategorie, zależnie od stanu każdego chorego trafiającego do szpitala, tak aby każdy z nich mógł mieć lóżko i otrzymać należytą pomoc szpitalną. Przygotowywał też przestrzenie dla ludzi, których przyjmował na nocleg.

Zasady te znajdują wyraźnie odzwierciedlenie w biografii świętego pióra Francisco de Castro.

Zakon w ciągu swoich dziejów podejmował nieustanną refleksję nad zasadami, jakimi miał się kierować niosąc pomoc. Ze strony rządów oraz biskupów otrzymaliśmy liczne prośby o zakładanie nowych ośrodków, wzorowanych na przykładzie naszej posługi.

Dzięki temu nasz Zakon od chwili swego założenia bardzo intensywnie się rozrastał. W chwili śmierci św. Jana Bożego Zakon miał Hiszpanii tylko jeden szpital – w Grenadzie w Hiszpanii, natomiast 60 lat później był już obecny w 11 krajach - 7 w Europie i 4 w Ameryce.

W naszych czasach Zakon poświęcił wiele uwagi zagadnieniu humanizacji opieki nad chorymi, duszpasterstwa, bioetyki, nauczania, badań naukowych, wpajania wszystkim współpracownikom stylu pracy św. Jana Bożego.

W minionych latach refleksja Zakonu poświęcona była następującym tematom: Humanizacja; Posługa szpitalna Braci św. Jana Bożego w perspektywie roku 2000; Bracia i Współpracownicy zjednoczeni w służbie życia; Jan Boży zawsze żywy; Karta Tożsamości Zakonu; Realizacja charyzmatu szpitalnego zgodnie ze stylem św. Jana Bożego.

Wszystko to odbywa się na szczeblu ogólnozakonnym, ale wiele inicjatyw podejmuje się też na szczeblu prowincjalnym i lokalnym: opracowywane są regulaminy funkcjonowania różnych instytucji, podręczniki, dyrektoria, plany strategiczne, wydaje się czasopisma, organizowane są debaty i kursy uniwersyteckie, powstają kodeksy zasad etycznych itp.

Dziękujmy Bogu za wszystko, co Pięćdziesiątnica wniosła w nasze życie i co będzie nadal wnosić w naszą przyszłość.

Przejawy miłosierdzia Chrystusa

Pięćdziesiątnica, jaką przeżył św. Jan Boży, wzbudziła w nim przekonanie, że winien bez reszty poświęcić swoje życie służbie miłosierdziu Chrystusa. Radość, jaka promieniowała z jego osoby, była mocą, która przynaglała go do okazywania miłosierdzia wszystkim. Znamy wiele anegdot z jego życia, w jego listach znajdujemy liczne zapisy jego przemyśleń.

Spośród wielu innych chcę tu przytoczyć dwa, które zawsze uważaliśmy za bardzo znamienne: „Gdybyśmy zdawali sobie sprawę, jak wielka jest miłość Boga, nie przestalibyśmy nigdy czynić wszelkiego dobra, do jakiego jesteśmy zdolni” (1 DS. 13). „Zawsze okazujcie miłosierdzie, bo gdzie jej nie ma, nie ma też Boga, chociaż Bóg jest wszędzie” (LB 15).

Miłosierdzie Słowa i miłosierdzie czynu muszą się dopełniać. My wybieramy miłosierdzie czynów, które powinny być rozświetlone miłosierdziem Słowa, tak aby nasze życie było niczym stronica Ewangelii.

Żyjemy w trudnych czasach. Prowadzimy apostolat, który sprawia, że stykamy się z bardzo trudnymi ludzkimi sytuacjami. Nie możemy ignorować wyzwań, jakie stawiają przed nami systemy ochrony zdrowia w różnych krajach, wyzwań trudnych zwłaszcza dla tych, którzy zajmują się zarządzaniem i administracją. Musimy dbać o to, aby nasza działalność była wyrazem miłosierdzia Chrystusa, owocem twórczej wyobraźni miłosierdzia – jak uczył nas Jan Paweł II. Musimy postępować tak, aby nasze życie było objawieniem miłosierdzia Chrystusa.

Jan Boży został uznany za twórcę nowoczesnego szpitala. W swojej epoce potrafił dostrzec rzeczywiste potrzeby i wymagania szpitalnictwa i wyjść im naprzeciw przez swój styl posługi akcentujący wysoką jakość opieki, centralne znaczenie osoby, wymiar ewangelizacyjny mający źródło w miłosierdziu Chrystusa, etyczną wizję życia, kulturę tworzenia wspólnoty ze współpracownikami itp.

Wszystko to jest zgodne z duchem naszych czasów. Na swój sposób Jan Boży realizował te zasady w swojej epoce. Dzisiaj my stoimy przed wyzwaniem, jakim jest zachowanie zdolności Zakonu do działania zgodnie z zasadami, które stanowią jego fundamenty, tak abyśmy mogli wytrwać w duchu ewangelicznym także w epoce postmodernistycznej, zgodnie z zaleceniami Karty Tożsamości.


    1. Odpowiedzialność i wolność w realizacji charyzmatu szpitalnego

W naszym życiu dokonuje się proces wzrastania biologicznego i proces wzrastania osobowości.

W procesie budowania osobowości współdziałają czynniki wrodzone, czynniki pojawiające się stopniowo pod wpływem środowiska, w którym żyjemy, i wreszcie czynniki, które my sami wprowadzamy poprzez nasze zainteresowania, nasze pragnienia, nasz wysiłek realizacji ideału, który chcemy osiągnąć.

Postępować naprzód w budowaniu osobowości znaczy dążyć do coraz większej dojrzałości, rozwijać się psychicznie i duchowo, zmierzać do indywidualnej autonomii, której integralną częścią jest naśladowanie Chrystusa, i dążyć do wewnętrznej harmonii, dzięki czemu będziemy mogli być świadkami dzieła uzdrawiania, jakie kiedyś prowadzili Chrystus i Jan Boży, i jakie my chcemy urzeczywistniać w naszych czasach.

Nasze wzrastanie jest procesem zdobywania wolności duchowej, której nieodłączną towarzyszką życiową jest odpowiedzialność, a która jest jak najdalsza od wszelkiego libertynizmu. Musimy tu pamiętać o zasadzie, jaką św. Augustyn zawarł w swoich „Wyznaniach”: „kochaj i czyń, co chcesz”.

Realizacja tej dwoistej zasady nie zawsze jest łatwa. Autentyczny proces dojrzewania prowadzi nas ku odpowiedzialnemu przeżywaniu wolności. Takie życie staje się dla nas źródłem dojrzałej pogody ducha. Radujemy się z dobrych rzeczy, w miarę możliwości staramy się rozwiązywać konflikty, jakie się pojawiają. Żyjemy, pomagamy żyć i pozwalamy żyć innym.

Naszą konsekrację określamy jako drogę wolności i odpowiedzialności. Niektórzy twierdzą, że jest to droga, która sprawia, że człowiek staje się mniejszy, bardziej dziecinny, gorszy. Istotnie, są ludzie, którzy tak to przeżywają, ponieważ nie potrafią zrealizować owego procesu dojrzewania. Ale mamy także świadectwa wielu innych, którzy właśnie dzięki wolności i odpowiedzialności potrafili sprawić, że ich życie przyniosło bogate owoce.

Takie rozumowanie pozwala nam uświadomić sobie, co jest istotą naszej formy życia i jakie zasady ją kształtują. Tworząc wspólnoty, pracując w zespołach pod kierownictwem naszych przełożonych zyskujemy przestrzeń, w której możemy urzeczywistniać naszą wolność i odpowiedzialność.

Wielu z nas, braci zakonnych, osiągnęło już wiek bardzo dojrzały, przez co nie wszyscy już możemy wykonywać pewne prace w ramach opieki szpitalnej. Dziękujmy Bogu za wszystko, co współtworzyło i nadal tworzy nasze życie. Naszym zadaniem jest nadal być wzorem wolności i odpowiedzialności.

Każdy z nas coś robi, a niektórzy są w pełni zaangażowani w czynną działalność. Pełniąc różne posługi w Zakonie, mamy je przeżywać jako możliwość urzeczywistniania naszej wolności i odpowiedzialności. Mieliśmy dużo czasu, aby dojrzeć do realizacji tej dwoistej zasady, aby poddać się konsekwencjom naszego ślubu posłuszeństwa – to znaczy zarówno stosować się do udzielanych nam wskazań, jak i brać odpowiedzialność za udzielanie ich innym. Jedno i drugie musieliśmy czynić w sposób wolny i odpowiedzialny.

Jest także grupa braci – mniej liczna w społeczeństwach zachodnich, większa natomiast w tych, które uważamy za młodsze – którzy przechodzą proces formacji, stopniowej integracji z Zakonem, a więc przyswajania sobie zasad i postaw, którymi będą się kierować w przyszłości. Trzeba je wyjaśniać, aby mogły prowadzić tych młodych ludzi do osobowej dojrzałości i przysposobić ich do życia w wolności i odpowiedzialności.

Potrzebne są jednak pewne ramy normatywne, które służą – jak mówi św. Paweł – jako środek wychowawczy, pomagający nam dojrzewać i wzrastać w wolności ducha i odpowiedzialności.

Nasze powołanie sprawia, że stykamy się z ludźmi w sytuacjach dramatycznych. Musimy zachowywać integralność i jasność umysłu, aby umieć wytrwać przy nich w każdej chwili, okazując wyrozumiałość i mądrość, respektując ich rytmy i zdolność wzrastania, starając się przybliżać ich do Jezusa Chrystusa.

Taką postawą powinniśmy się kierować zawsze, a zwłaszcza w tym momencie, w którym wspominamy Pięćdziesiątnicę św. Jana Bożego i który chcielibyśmy sami przeżyć jako naszą Pięćdziesiątnicę w ramach przygotowań do najbliższej Kapituły Generalnej.

Musimy przeżyć ten czas w duchu głębokiej wiary, wzbudzając w każdym z nas i w naszych wspólnotach modlitwę o to, abyśmy okazali się zdolni do trafnego rozeznania, abyśmy umieli ukierunkować w tym momencie nasze życie ku przyszłości.

W chwili obecnej staramy się realizować nasze zasady w dwóch podstawowych dziedzinach – w życiu braci i w misji.

Co tyczy się misji, jesteśmy zdumieni wielką liczbą propozycji tworzenia nowych ośrodków i poszerzania zakresu naszej posługi. Jest widocznie coś w nas samych i w naszych współpracowników, co sprawia, że tak się dzieje. Trzeba to odpowiednio wykorzystać.

Co tyczy się życia braci, będziemy myśleć o nowych powołaniach, o tym jak prowadzić kandydatów, jak ich formować, jak wpajać im umiejętność odpowiedniego kształtowania swojej rzeczywistości życiowej, aby mogli realizować zasadę wolności i odpowiedzialności, nie nadużywając wolności przez stosowanie norm zbyt luźnych ani nie zaostrzając odpowiedzialności przez normy zbyt sztywne.

Obok tego ducha wolności i odpowiedzialności musimy dziś brać pod uwagę, także w procesie rozeznania, wymogi naszego charyzmatu i naszego Zakonu jako instytucji.

W niektórych częściach świata byliśmy świadkami wielkiej ekspansji naszego charyzmatu. Dzisiaj kontynuujemy ten proces wprowadzając nowe formy obecności tych samych instytucji oraz tworząc nowe posługi.

Przeszliśmy długą drogę, uzyskaliśmy znaczne rezultaty, nie brakuje też słabości, ale dzięki Bogu jest ich mniej.

Nasze przygotowania do Kapituły i same jej obrady powinny wydobyć to wszystko na światło dzienne, utwierdzić nas w tym, co robimy, a jeśli Duch pokieruje nami w inny sposób – nakreślić nowe linie działania na przyszłość.

Kończę rozważania na ten temat apelem, abyśmy każdego dnia realizowali nasze powołanie. Niezależnie od tego, czy odgrywamy w Zakonie rolę pierwszoplanową, czy nie, czy jesteśmy w podeszłym wieku, czy jeszcze młodzi, w każdych okolicznościach musimy kochać nasze powołanie, dziękować Bogu, że nas wzbogacił darem charyzmatu szpitalnego, i modlić się o Jego łaskę, abyśmy umieli ukazywać, że Jan Boży żyje, i świadczyć w naszym świecie o Chrystusie ukrzyżowanym.

Nie możemy popaść w pychę, bo powiedzieliśmy przecież na początku, że Pięćdziesiątnica Jana Bożego wprowadza nas na drogę pokory. Każe nam przeżywać z dumą fakt, że jesteśmy częścią Zakonu, i to właśnie w tym momencie dziejowym, w którym przyszło nam żyć. Powinniśmy również uznać i docenić świadectwo wielu braci, którzy w kolejnych latach ofiarnie poświęcili swoje życie charyzmatowi szpitalnemu. Z wiarą w „świętych obcowanie” i w duchu musimy się modlić za tych, których Bóg wzywa, aby ich wprowadzić w swoją Paschę.

Musimy żyć z radością, z poczuciem, że Chrystus i św. Jan Boży są obecni w naszym życiu. Musimy z radością przeżywać ten czas – czas wielkich możliwości i czas pewnych zagrożeń – iść drogą charyzmatu szpitalnego, drogą pokory, drogą wolności i odpowiedzialności. To one pozwolą nam dokonać trafnego rozeznania i znaleźć odpowiedzi, których świat potrzebuje od nas jako od braci św., Jana Bożego.

Prośmy Boga, aby w tym dokonała się w nas taka Pięćdziesiątnica. Prośmy Boga, aby Kapituła Generalna stała się właściwym momentem dla podejmowania decyzji i pozwoliła nam realizować mądrze i z ufnością charyzmat szpitalny św. Jana Bożego.


  1. Obrady LXVI Kapituły Generalnej

Już od ubiegłego roku, kiedy to odbyło się w październiku spotkanie wyższych przełożonych, krótko przedtem wybranych lub ponownie wybranych podczas kapituł obradujących na temat „Zarządzanie i animacja w Zakonie”, możemy mówić, że rozpoczęliśmy przygotowania do następnej Kapituły Generalnej.

Wnioski ze tego spotkania zawarte są w dokumencie opracowanym przez trzech animatorów konferencji - braci José Maria Bermejo i Moisésa Martína oraz dr. Alessandrę Massei, którzy wskazali nam już drogę w przyszlość.

Mamy w rękach opracowaniem dotyczące nowych powołań, ich formacji i integracji z życiem Zakonu, za co odpowiedzialny jest – jak wiecie – brat Luis Maria Aldana wraz z grupą braci i asesorów, o których otrzymaliście już wszyscy informacje w liście, dołączonym do kwestionariusza na temat formacji.

W dniach 7-13 września odbędzie się w Grenadzie I Kongres młodych szpitalników, braci i współpracowników. Jego centralnym tematem jest „charyzmat szpitalny” – z jego bogactwa najmłodsi członkowie Zakonu zaczerpną światło, które rozjaśni naszą przyszłość.

Zaplanowaliśmy realizację na początku 2006 r. czterech spotkań regionalnych na poszczególnych kontynentach, podobnie jak trzy lata temu. Wezmą w nich udział w równej liczbie bracia i współpracownicy, a wszystko to w perspektywie przygotowań do Kapituły.

Przewidziane miejsca i daty są następujące:


Ameryka: Divinipolis, Brazylia, 9–13 stycznia

Afryka: Lomé, Togo, 23- 27 stycznia

Asia region Pacyfiku: Damyang, Korea, 20-24 lutego

Europa: Warszawa, Polska, 3-7 kwietnia.


Sądzimy, że te spotkania oraz materiały, jakie podczas nich powstaną, staną się wwystarczającą podstawą do przygotowania Kapituły.

Kapituła odbywać się będzie w Rzymie, w Domu ojców Salezjanów przy via della Pisana n. 1080.

Tytuł, jaki sformułowaliśmy w Radzie Generalnej, po rozważeniu różnych propozycji, brzmi: “Realizować z pasją charyzmat szpitalny św. Jana Bożego w dzisiejszym świecie”.

Na animatora kapituły wybraliśmy ponownie naszego współpracownika dr. Alvaro Diaza, asesora CIAL.OH i SELARE.

Rada Generalna mianowała dwie komisje: pierwsza z nich to właściwa komisja przygotowawcza, w której skład weszli: bracia Donatus Forkan jako przewodniczący, Luis Mª Aldana, Fintan Brennan Withmore (Irlandia), Jesús Etayo (Hiszpania) oraz współpracownicy Alvaro Díaz (Kolumbia), Salvino Leone (Włochy) i Peter Költringer (Austria).

Powołaliśmy także drugą komisję, która zajmować się bęDzie sprawami logistycznymi. Weszli do niej bracia Emerich Steigerwald, José Luis Muñoz, Pietro Cacciarelli, Chiara Donati i Klaus Mutschlechner.



  1. Zakończenie

Kończę te przemyślenia, otwierające czas rozeznania, podczas którego mamy przejść szlak modlitwy i refleksji wiodący ku Kapitule Generalnej.

Chcielibyśmy, aby ten szlak, którego punktem wyjścia jest tegoroczna Pięćdziesiątnica oraz analiza Pięćdziesiątnicy, jaką przeżył św. Jan Boży, dał nam możliwość ponownego doświadczenia obecności Ducha, która otworzy przed Zakonem przyszłość pełną nadziei.

Wydarzenia, jakie zaszły w Kościele w związku ze śmiercią Jana Pawła II i wyborem Benedykta XVI pozwoliły nam przeżyć chwile głębokiej religijności, niepewności i nadziei oraz odkryć nowe obszary rzeczywistości.

Odkrywamy stopniowo postać nowego Papieża. Przeczytałem jego książkę po włosku pod tytułem „Moje życie”. Pragnę na zakończenie tego listu przytoczyć dwie jego myśli, które zwracają nas ku przyszłości.

„Struktura instytucjonalna do niczego nie służy, jeśli nie jest uformowana z osób, które wspierają ją swymi osobistymi przekonaniami” (rozdz. II).

„Dogmatu w Kościele nie należy przeżywać jako więzi, która zostaje nam narzucona z zewnątrz, ale jako źródło życia, które pozwala poszerzać zakres poznania” (rozdz. VI).

Nasz Zakon potrzebuje mocy charyzmatu, aby tworzyć przyszłość. Nasz Zakon potrzebuje ludzi pełnych życia, które pozwala kreślić nowe wizje, nowe drogi, nowe horyzonty realizacji naszego charyzmatu.

Pięćdziesiątnica Jana Bożego pozwoliła mu przeżyć naprawdę niezwykłą przygodę. Obyśmy w tym okresie przygotowania do naszej Kapituły umieli rzucić się w taką przygodę, prowadzeni światłem Ducha Świętego, dla dobra charyzmatu szpitalnego św. Jana Bożego w tym momencie dziejowym, w Kościele i w społeczeństwie.

Zawsze zjednoczeni w św. Janie Bożym.

Br. Pascual Piles Ferrando



Przełożony Generalny







©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość