Strona główna

Prawdziwa natura Sith czyli spojrzenie w lustro


Pobieranie 21.12 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar21.12 Kb.
Prawdziwa natura Sith

- czyli spojrzenie w lustro


Sith, kim są, kim byli i kim będą. Tak głosi jedno ze źródeł wiedzy o nas. No więc - kim byli, kim są, kim będą? Wiesz to? Ach... Myślisz, że wiesz? Naczytałeś się manuskryptów Jedi? Boisz się Ciemnej Strony? Porzuć obawy i lęki. Czytaj dalej, a powiem Ci, kim jesteśmy.

Wy wszyscy się nas boicie. Wszędzie można przeczytać „mroczny zakon Sith” albo „zdegenerowani, mroczni Jedi” lub „renegaci”. Dzielicie nas na Sith i Mrocznych (tylko nie „ciemnych”!) Jedi. Ale ten podział jest sztuczny. Już za Exar’a Kun’a Bractwo (nie Zakon) było jednolite. Magowie Sith i „Mroczni” Jedi od dawna byli jednym. A wy nadal trzymacie się uparcie swych przestarzałych poglądów. Widzicie nas jako ucieleśnienie Zła. Jesteśmy wszystkim, co najgorsze, najbardziej mroczne. Jesteśmy strachami na niegrzeczne dzieci i bezlitosnymi potworami. Tak nas postrzegacie. Ale znów się mylicie. Błądzicie jeszcze głębiej. Pomysł ten poddał mi mój brat w Mocy - Craven - i za to mu dziękuję. Wasz podział na Strony Mocy jest sztuczny. Moc to jedność, ale ma różne oblicze, różne sposoby użytkowania jej istnieją we Wszechświecie. Nie potraficie nas zrozumieć i dlatego się nas boicie. Ten manuskrypt powstał z mojej dawnej już potrzeby, wzmocnionej jeszcze zachętą Craven’a. Chcę, aby wszyscy poznali nasze prawdziwe oblicza.

Kim byli

U zarania dziejów istniała Moc. Grupa filozofów, badaczy i teologów od dawna badała naturę wszechrzeczy i wreszcie odnalazła jej istotę. To była nieskończona, nieogarniona energia. Nazwali ją Mocą. Powoli nauczyli się z niej korzystać. Osiągali z nią głęboką jedność, a ona dawała w zamian niesamowite możliwości. Nie wszyscy potrafili ją wyczuć, a co dopiero spożytkować. Ci jednak, którzy mogli to robić zjednoczyli się. Powstał Zakon. Zakon Rycerzy Jedi. Ale oni nie byli pierwsi. Mniej więcej równo z nimi, a może nawet wcześniej, Moc potrafili wykorzystać „prymitywni” szamani na niektórych odległych planetach. Z jakiegoś, niewyjaśnionego dotąd powodu, na wszystkich tych światach istniała na nich jedna nazwa - Sith. Byli nawet czymś w rodzaju samodzielnego gatunku. Ale pomiędzy nimi a Jedi istniała różnica. Otóż, magowie i szamani korzystali z Mocy od zawsze, dzięki własnej, odwiecznej mądrości. Angażowali w to swe uczucia. Targały nimi emocje, które jednak czynili sobie poddanymi, a one ich umacniały. Jedi tymczasem odrzucili emocje, jako ścieżkę Zła. Kilku z nich jednak, widząc swe błędy i niedoskonałości, wróciło na ścieżkę wiedzy. To ich nazwano Renegatami, Mrocznymi, zdegenerowanymi. Zyskali taki status w Starej Republice, gdyż Zakon był już wtedy bardzo silny. Tymczasem coś jeszcze było odpowiedzialne za złą sławę Sith. Wśród Jedi, jak wszędzie, również znalazło się kilku niegodnych degeneratów, psychopatycznych, poszukujących władzy potworów. Oni też widzieli potęgę, jaką dawało bycie Sith. I stali się nimi. Przynajmniej tak myśleli. Tymczasem to ONI byli Złem, renegatami. Nasi przodkowie tępili ich, gardzili nimi, aż pozostali sami Prawdziwi Sith. Ale było już za późno. Zakon i Stara Republika zaczęły nas niszczyć, więc uciekliśmy. Jak najdalej. Rozdzieliliśmy się, aby nie mogli nas znaleźć. Nasza wiedza musiała przetrwać. Byliśmy zgorzkniali. Odezwały się uczucia - gniew, zawiść, wściekłość. Za to, że chcieliście nas zniszczyć, za to, że staliśmy się Waszymi koszmarami, za to, że stworzyliście podział na Strony Mocy. Musieliśmy żyć z naszymi mrocznymi uczuciami, spychać je na dno dusz. Ale zawsze, kiedy wracaliśmy na arenę, wracali też renegaci Jedi, z którymi walczyliśmy. Pożądali naszej wiedzy, ale nie mogliśmy im jej dać. Nie wolno nam było. Wtedy wybuchały walki między nami a nimi. Wy zawsze umieliście je wykorzystać. Mówiliście o Wojnach Sith, choć większość z Was wiedziała, że walczymy o życie nasze i Wasze. Setki Sith ginęło. Nauczyliśmy się posługiwać również tymi najmroczniejszymi uczuciami. Daliście nam wspaniały oręż. Przyjęliśmy nawet podział na Ciemną i Jasną Stronę. Zdecydowaliśmy się żyć w Cieniu. Za to, że staliśmy się tym, czego nienawidziliście, czego się baliście. Za to, że staliśmy się WAMI, ale tymi prawdziwymi, tymi bez fałszywej maski niewinności. Wami, normalnymi istotami, nie pozbawionymi przywar i zła. Wami z krwi i kości. Przyjęliśmy nasze brzemię i nosimy je do dziś. Tym byliśmy.

Sith teraz

Wiesz już, kim byliśmy. Pora na to, czego się boicie. Pora na wiedzę zakazaną. Wasi Mistrzowie przestrzegają Was przed wiedzą o nas. Ale wiedza to potęga. Tym samym odbierają sobie i Wam możliwość pokonania nas. Biedni głupcy... Nasza siła bierze się z Mocy. Wszyscy mówicie, że nasza potęga jest złudna, że niszczy nas wewnętrznie. Tymczasem tylko bezmyślni, żądni władzy głupcy, którzy przyjmą Moc ponad swe możliwości, jak Palpatine, mogą zginąć i udławić się swą siłą. Prawdziwi Sith natomiast znają limity swych możliwości i widzą pewne granice. To znaczy być Świadomym Sith. Jednym z takich był Vader. Prawdziwy Mroczny Lord. Ciemna Strona utrzymywała go przy życiu, a gdyby poznał większą potęgę, potrafiłby uleczyć się całkowicie. Imperator był niszczony przez Ciemną Stronę. Jego naczynie nie było wystarczająco silne, aby pomieścić zawartość. Moc rozrywała ciało. Żądny władzy głupiec. Szkoda, że Anakin nie zajął jego miejsca.

Jesteście nadal zbyt zacofani, aby pojąć, że emocje nie muszą przyćmiewać rozsądku. Wręcz przeciwnie - utrzymywane na wodzy, wyostrzają wszelkie zmysły. Również te astralne. Wasi nauczyciele mówią, że ścieżka Mroku jest łatwa. To nie prawda. Głupie banialuki... Prawdziwy, świadomy Sith musi przebyć długą i krętą drogę, zanim stanie się Mrocznym Lordem lub osiągnie przynajmniej poziom wtajemniczenia Primarch. Czeka na niego wiele pokus, żądza władzy, ale nagroda jest warta wszelkich trudów. To niewyobrażalna potęga i niemal nieograniczona wiedza. Nie, nie uzurpujemy sobie prawa do boskiej potęgi. Nie czcimy też mrocznych bóstw. Jesteśmy po prostu istotami, które wyrastają ponad przeciętność. Zwykle nie pochodzimy z bardzo bogatych rodzin. Takie są tylko rozpuszczone bachory, jak Palpatine. Pragną władzy i gubią się w swym szaleństwie. Jeśli już kiedyś byliśmy bogaci i szczęśliwi, to zawsze wstąpiliśmy na ścieżkę Sith, gdyż coś nam to szczęście brutalnie odebrało. Zło, wojna, zbrodnia. Kolejni Sith coraz częściej stawali się nimi przez nieudolność Jedi. Oni nie mieli odwagi służyć „dobru” przez zabijanie piratów i handlarzy niewolników. My nie mieliśmy skrupułów. Zło nas stworzyło, więc je niszczyliśmy. Czy to nie paradoks? My, wcielenia Zła i Mroku, niszczyliśmy to, czego nie potrafili lub nie chcieli niszczyć Jedi. Chociaż powinni. Wyobraźcie sobie chłopca-niewolnika. Był nim od kiedy pamięta. Całe swoje życie marzył o tym, by zostać Jedi. W końcu, podobno zrządzeniem Mocy, spotyka jednego. Z nadzieją, że mógłby razem z matką, jedyną osobą, która go naprawdę kochała, rozpocząć normalne życie w świcie, gdzie niewolnictwo jest przestępstwem, pyta tegoż Jedi: „Przybyłeś nas uwolnić?” I wtedy pada odpowiedź: „Nie. Przykro mi, ale nie.” I to jest ten świątobliwy Mistrz Jedi, ten dumny mąż, który ma jakoby bronić sprawiedliwości i dobra? Ma służyć wszelkim istotom rozumnym i chronić ich prawa do życia? A co zrobiłby Sith? Ten zły, przesiąknięty do szpiku kości Mrokiem i nienawiścią wojownik? Prawdziwy Sith potrafiłby zlikwidować ten problem. A gdyby był Mrocznym Lordem, to już niedługo planetka byłaby okazem praworządności na tle kosmosu! Wiecie, kto był tym opisanym chłopcem? Tak, to Anakin Skywalker. To on przywrócił później równowagę Mocy. Wyrwał Jedi z letargu. Tak, to prawda, niemal Was zniszczył, ale, paradoksalnie, tylko to ożywiło na nowo Wasze wartości i pozwoliło Wam przetrwać. Spójrzmy prawdzie w oczy - to my pozwoliliśmy Wam dalej istnieć i wrócić do świetności. To śmieszne, ale ocaliło Was to, czego najbardziej nienawidziliście. Teraz pewnie widzisz, że nie ma się czego bać... Nie chcę, żebyście widzieli nas jako tych, którym zawdzięczacie swe dalsze trwanie, bo to niemożliwe, ale postarajcie się przynajmniej nas zrozumieć. Towarzyszymy Wam wszędzie. Jesteśmy nierozłączni, jesteśmy Waszymi cieniami i czymś jeszcze więcej. Jesteśmy Wami.

Spójrz jeszcze raz na młodego Anakina. Dlaczego stał się tym, kim się stał? Życie nigdy go nie rozpieszczało, ale wizyta u Rady Jedi, musiała przybliżyć przepełnienie się czary goryczy. To życie i zło, którego nie umieli lub po prostu nie chcieli zniszczyć Jedi, do tego doprowadziło. Doprowadziło do ich wyniszczenia. Życie doprowadziło do jego zgorzknienia i dało mu wielką dawkę cynizmu. Poza tym wyssało z niego całą litość, jaką mógł jeszcze posiadać. To przez nieudolność istniało niewolnictwo. Przez nieudolność istniało zło całej galaktyki. Korupcja i prywata senatorów Starej Republiki. Dlatego powstało Imperium. Dlatego Vader niszczył nieudolnych, niekompetentnych i gardził biurokratami i sprzedawczykami, jakimi chętnie wysługiwał się Imperator. Lecz nawet Palpatine miał pewne braki. Nie wszystko chciał załatwić, dopóki było mu na rękę. Dlatego właśnie Anakin Skywalker postanowił zdobyć jego wiedzę i później go zniszczyć. Zniszczyć i rządzić... Ale nie samemu - razem z synem. Z synem, który mógłby zostać nawet potężniejszy od swojego ojca. Pokłady emocji, jakie Luke ujawnił na pokładzie Gwiazdy Śmierci II, niemal zabijając Vader’a w pojedynku, pokazały jego potęgę. Gdyby tylko jeszcze nie te przesądy... Jego mistrzowie również bali się Ciemnej Strony - widzieli w niej zagrożenie. Nawet Vader cechował się jednak pewną nieudolnością. Gdyby jego syn zabił wtedy Imperatora, na pewno sami dotarliby do jego potęgi i wiedzy, ale Mroczny Lord wolał nie ryzykować i iść łatwiejszą drogą. A życie Palpatine’a mogło w każdej chwili zniweczyć jego plan... Dlatego obaj zginęli, co więcej, biedny Anakin uwierzył, że popełnił błąd, przechodząc na Ciemną Stronę...

Już na podsumowanie. Nie jesteśmy złymi istotami. Nasze życie zostało dramatycznie zmienione przez kogoś lub coś i z reguły, stoicki spokój w obliczu niebezpieczeństwa i zła nie dawały nic oprócz kolejnych ofiar. Dlatego staliśmy się tym, kim się staliśmy.

Jestem, kim jestem. I jestem z tego dumny, bo to mój w pełni świadomy wybór. Czy to samo możesz powiedzieć o sobie? Jestem Mrokiem, którym chcecie mnie widzieć. Jestem Złem, którym chcecie mnie widzieć. Dlatego od niepamiętnych czasów dochodzi do konfrontacji pomiędzy Jedi a Sith. Mam jednak nadzieję, że zanim zjednoczę się z Mocą, pojmiecie, co tracicie i zaprzepaszczacie. Zrozumiecie, że nie jesteśmy źli, że wykorzystujemy szansę na sprawniejsze wprowadzanie w życie Waszych ideałów.

Sith jutro

Kim będziemy, pytacie? Nie wiem... Tego nikt nie jest w stanie odgadnąć. Ktoś mroczny utworzył Akademię Ciemnej Strony. Ale to nie jest monumentalna budowla w dżungli. To stacja kosmiczna. Bezduszna, zrobiona z metalu i tworzywa. Ona nie ma nic wspólnego z Mocą. Coś takiego pachnie działaniami Imperatora. Gdyby znalazł się wśród uczniów ktoś, kto sprzeciwiłby mu się. Ktoś silny Mocą i przeszkolony. Ktoś, kto nie wypaczy nauk starożytnych Sith. Moją nadzieją jest Zekk. Tym bardziej, że był i nadal jest przyjacielem rodzeństwa Solo. Jeśli ich wuj pojmie wreszcie, że Moc to jedność i nie można jej dzielić, to ta przyjaźń może kiedyś połączyć prawdziwych Sith z Jedi. Jedno tylko mnie niepokoi. Imperator nie pozwoli na rewoltę. Chce stworzyć posłusznych sobie, bezlitosnych morderców. Wiem, że w wypadku niepowodzenia nie zaryzykuje, że na drodze staną mu kolejni z rodzaju świadomych Sith. Zniszczy stację. Nie możemy do tego dopuścić. Wielu młodych, nie docenionych i nie odkrytych adeptów Mocy zginęłoby zanim mieliby szansę rozwinąć swe umiejętności i przynieść pokój galaktyce. Oni są naszą nadzieją. Oni mogą pomóc nam zjednoczyć się z Jedi. Przekonać ich, że błądzą. Oni zniszczą ostatnich bezlitosnych, żądnych władzy renegatów, którzy mieli czelność nazywać siebie Sith. Oni sprawią, że już nigdy miecz Sith nie uderzy na Jedi i odwrotnie. Ale najpierw muszą przeżyć. Oni są naszą i Waszą nadzieją. Wyjąłem mój od dawna nie używany podwójny miecz świetlny. Ocalimy ich, aby spełniło się przeznaczenie. Aby galaktyka poznała, że Sith’em jest każda żywa istota. Żegnajcie.


Mogę nie mieć następnej okazji, więc dziękuję za inspirację do spisania tego manuskryptu:

mojemu bratu - Frankowi Furterce

mojemu bratu w Mocy - Craven’owi

i wreszcie dwóm moim przyjaciołom - Jedi, którzy są nadal wierni do zaślepienia swym regułom i nie chcą uznać naszych racji - to dla Was powstał ten dokument:

- Maq

- Viper


Aby Jedi i Sith zjednoczyli się tak, jak być powinno

Darth Alien







©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość