Strona główna

Problem stronniczości mediów we współczesnych systemach demokratycznych


Pobieranie 39.87 Kb.
Data17.06.2016
Rozmiar39.87 Kb.
Jarosław Ryba
Problem stronniczości mediów we współczesnych systemach demokratycznych.
Różnorodność postrzegania roli i funkcji mediów we współczesnych systemach demokratycznych, a także złożoność problemu wzajemnych dwustronnych oddziaływań szeroko pojętych mediów z otoczeniem powoduje, że problem obiektywizmu nadawców publicznych rozpatrywany może być wieloaspektowo, a gama wniosków, które wypływają po dogłębnym przeanalizowaniu problemu jest bardzo bogata. Mimo to uważam, że kluczowym pojęciem, dla prawidłowego zrozumienia założeń pracy, które powinno zostać zdefiniowane w pierwszej kolejności jest „problem”. Pojęcie to zakłada istnienie poważnego zagadnienia wymagającego rozstrzygnięcia1. W kontekście tematu tej pracy konieczne wydaje się zbadanie, czy zjawisko stronniczości mediów we współczesnych systemach demokratycznych występuje oraz postawienia diagnozy, która mogłaby stać się remedium na ten stan rzeczy. Nic bardziej mylnego. Użycie sformułowania „problem” sugeruje, że mamy do czynienia z niepożądanym zjawiskiem oraz zakładamy, że możliwa jest konstrukcja solucji, której zadaniem będzie, choć częściowe rozwiązanie owego „problemu”. Tymczasem, jak postaram się wykazać w dalszej części pracy, problem stronniczości mediów we współczesnych systemach demokratycznych nie istnieje. Nie istnieje, nie dlatego, że media nie są stronnicze, tylko dlatego, że w nowoczesnych systemach demokratycznych takie zjawisko nie powinno być postrzegane w kategoriach problemu.
Mówi się, że tyle ilu obserwatorów tyle wersji wydarzeń. To stwierdzenie w bardzo trafny sposób przedstawia dylemat, przed którym na co dzień stają osoby zawodowo związane z mediami. Nawet najprostszą informację, mimo szczerych chęci, nie jest łatwo przedstawić w sposób obiektywny. Wynika to z faktu, że każdy komunikat, który formułowany jest w medialnym procesie nadawczym, przechodzi przez wiele elementów systemu przekazującego, które mają wpływ na jego treść i formę. Ostatecznie pierwotny komunikat często jest zniekształcony do tego stopnia, że treść, którą niesie, zyskuje zupełnie nowe, dodatkowe znaczenia. Każde ogniwo pośredniczące w procesie nadawczym, które nie jest w pełni zmechanizowane, czyli zawiera czynnik ludzki, wywiera na informację swój wpływ. Mowa tu nie tylko o merytorycznej obróbce informacji, ale również o jej formie. Odpowiedni dobór słów może nieść ze sobą równie wiele informacji, jak same fakty. Przykładem takiego wpływu formy na treść są wydarzenia, które miały miejsce na początku 2008 roku. Opisując niedawne, silne spadki na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych jeden z dziennikarzy „Dziennika” zinterpretował prognozę Marka Rogalskiego głównego analityka Domu Maklerskiego First International Trawers, pisząc „rynki akcji czeka w najbliższym czasie prawdziwa apokalipsa”2. Artykuł o krzykliwym tytule „Apokalipsa na światowych giełdach”, pisany wielkimi czarnymi literami, zamieszczony na pierwszej stronie „Dziennika” wywołał tak wielkie poruszenie w środowisku inwestorów, że decyzję o interwencji podjął sam prezes giełdy Ludwig Sobolewski. Zdaniem prezesa opinia dziennikarza była nieuzasadniona, szkodliwa, nie poparta faktami, stronnicza i ocierała się o manipulację. W tym samym czasie, te same giełdowe wydarzenia przez innych dziennikarzy opisywane były przy użyciu sformułowań o dużo bardziej neutralnym zabarwieniu emocjonalnym, takich jak „gwałtowna przecena”, „znaczące spadki”, „czas wyprzedaży”3. Zdaniem wielu komentatorów forma artykułu zamieszczonego tamtego dnia w „Dzienniku” mogła mieć wpływ na następną i kilka kolejnych sesji, które były oczywiście spadkowe. Na tym przykładzie wyraźnie widać, jak wielką rolę w przekazie informacji odgrywa jej forma, a sposób jej prezentacji może zdominować samą treść przekazu. Giełdowa specyfika powoduje, że gracze, a zarazem czytelnicy i widzowie giełdowych serwisów informacyjnych dzielą się zawsze na dwa obozy: przewidujących spadki oraz przewidujących wzrosty cen notowanych instrumentów. Trudno w takim środowisku uniknąć oskarżeń o stronniczość i brak obiektywizmu nadawców informacji, które formułowane są naprzemiennie pod adresem środowisk medialnych przez obie grupy, w zależności od wymowy informacji. Insynuacje takie jednak zwykle podnoszone są w sposób nieoficjalny, dlatego nie są z reguły weryfikowane przez uprawnione organy nadzorujące. Najczęściej owa stronniczość wynika z faktu silnej polaryzacji środowiska oraz właśnie „czynnika ludzkiego”, który niejednokrotnie nieświadomie ma wpływ na precyzję przekazywanej informacji.
Tuż obok nieświadomego i wynikającego z ludzkiej natury zabarwienia przekazywanych informacji przez emocje, oceny i opinie dziennikarzy, redaktorów, prezenterów, wydawców i innych ogniw pośredniczących w procesie nadawczym, w uproszczeniu określanych „mediami”, istnieje inna przyczyna formułowania oskarżeń o stronniczość mediów. Świadoma manipulacja. Media nie są instytucjami niezależnymi i jako takie zawsze znajdują się pod wpływem różnorakich grup nacisku. W tym wypadku nie ma znaczenia czy naciski są wewnętrzne, czy zewnętrzne, personalne, czy instytucjonalne, oficjalne, lub nieoficjalne, pochodzą ze strony właściciela, lub przełożonych, są skuteczne, czy nie. Dla charakteru zjawiska nie ma to znaczenia. Faktem jest, że przytłaczającej większości nadawców medialnych zdarza się podawać wiadomości w sposób, który naraża ich na zarzuty o sprzyjanie, której ze stron konfliktu, jakiejś ideologii, systemowi wartości, czy wizji świata. O mediach, którym zdarza się to w ocenie większości najrzadziej, mówi się, że są najbardziej obiektywne4. Te, które starają się nie sympatyzować z żadną ze stron, lub opcji ideowych, co jest praktycznie niewykonalne z obiektywnych względów przedstawionych wcześniej, starają się rozkładać swoje sympatie na wszystkich uczestników opisywanego przez nich środowiska. Nadawcy, którym udaje się to najgorzej, lub świadomie wybierają skrajnie stronnicze podejście do prezentowania faktów, szybko tracą status mediów wiarygodnych dla szerokiej opinii publicznej, lecz zyskują za to wąskie, ale wierne grono odbiorców, których wizja świata jest zbieżna z linią programową redakcji.
Zatem niezależnie od tego, czy powody stronniczości mediów w prezentowaniu obrazu świata mają charakter nieświadomy, wynikający z faktu posiadania przez każdego człowieka indywidualnych uwarunkowań psychologicznych, które mają wpływ na informację w procesie jej obróbki, czy mają charakter świadomy, wynikający z faktu ulegania naciskom, lub dokonania wyboru specyficznej linii programowej, można dojść do wniosku, że zjawisko stronniczości z różnym natężeniem występuje w każdej formie i rodzaju przekazu medialnego. Zjawisko stronniczości jest jeszcze wyraźniej dostrzegalne, gdy media same stają się uczestnikami gry, którą z założenia mają tylko relacjonować. W przeszłości media, w szczególności odgrywały rolę „neutralnego obserwatora” sceny politycznej. Były, co prawda uczestnikiem życia politycznego, ale równocześnie stały z dala od centrum sceny. Porządek ten w ostatnich dekadach został zaburzony i obecnie, szeroko rozumiane mass media stały się jednymi z głównych aktorów życia politycznego, posiadającymi moc „stworzenia”, lub „zniszczenia” polityka, a nawet całej formacji5. Skoro rola i siła sprawcza mediów wzrosła w ciągu ostatnich dziesięcioleci tak znacząco, że są one powszechnie postrzegane, jako istotny aktor życia społeczno-politycznego, trudno uwierzyć, że wrócą one do roli bezstronnego arbitra, szczególnie, gdy mają, jak nigdy wcześniej w historii, możliwość realizacji i obrony własnych partykularnych interesów. Dlatego, wbrew pozorom najczęściej spotykanym przejawem stronniczości mediów nie jest sprzyjanie jakiejś opcji politycznej, czy ideologii, ale forsowanie realizacji własnych interesów. Wynika to z tego, że pojęcie własnych interesów, jest szersze niż promocja jakiejś siły politycznej, czy dyskredytowanie innej, ponieważ te działania zawierają się w pierwszym pojęciu. W długofalowej perspektywie poszczególne media, jak każdy aktor życia politycznego, zawsze wiążą jakieś plany z oczekiwanym rozwojem wypadków, któremu sprzyjają. Dlatego nawet pozornie bezinteresowne poparcie, czy sympatia jakiegoś ośrodka medialnego dla innego aktora sceny politycznej, interpretowana być powinna jako realizacja długofalowej strategii przetrwania i rozszerzania wpływów przez daną organizację. Obiektywizm w takim wypadku oznacza ni mniej, ni więcej, tylko rezygnację z możliwości wywierania wpływu, co jest sprzeczne z fundamentalną zasadą polityki, a jak zauważyliśmy już wcześniej, media coraz częściej stają się aktorem życia politycznego. Jeżeli przyjmiemy taki punkt widzenia, trudno będzie oczekiwać nam, aby poszczególni nadawcy medialni, czy to komercyjni, czy publiczni, działali przeciwko swoim własnym interesom. Oczywiście możemy przyjąć naiwne założenie, że media współrealizują własne interesy, łącznie z wypełnianiem publicznych misji, dbaniem o etos dziennikarza, służbą ideałom, czy obroną systemu najwyższych wartości, jednak konfrontacja tych szczytnych banałów z postmodernistyczną rzeczywistością szybko sprowadza nas na ziemię. Praktyka pokazuje, że jeżeli jakiekolwiek niewymierne korzyści aksjologiczne stają na drodze chłodnemu rachunkowi ekonomicznemu, prawie zawsze zwycięża chęć zysku. Urynkowienie mediów przyczyniło się ponadto do standaryzacji emitowanych komunikatów, tak aby trafić dzięki nim do jak największego grona odbiorców, co przekłada się na wymierny zysk6. Nie ma w tym nic zdrożnego, nadawcy, którzy nie stosują się do twardych zasad rynku, szybko z niego wypadają, więc można dojść do konkluzji, że nawet stronnicze przedstawianie informacji, naginanie faktów do własnych potrzeb, tworzenie i podsycanie konfliktów, to tylko naturalne narzędzia twardej gry rynkowej, w której uczestniczą wszyscy komercyjni nadawcy. Krytykowanie mediów za to, że starają się przetrwać w warunkach silnej konkurencji, uciekając się do nieetycznych metod, to to samo, co krytykowania lwa za to, że poluje i w brutalny sposób zabija antylopę. Jeżeli istnieje zapotrzebowanie na stronniczy przekaz medialny nic nie stoi na przeszkodzie, aby był on emitowany. Gdyby odbiorcy oczekiwali wyłącznie obiektywnych, wolnych od sugestii informacji, rynek wymógłby to na nadawcach. Ci, którzy nie potrafiliby się dostosować do zapotrzebowania upadliby, ustępując miejsca mediom, które swoim obiektywizmem i bezstronnym prezentowaniem faktów są w stanie przyciągnąć do siebie widza. Dlaczego tak się nie dzieje?
Odbiorcy przyzwyczaili się do tego, że media poza prezentowaniem informacji kreują swój obraz świata i sprzedają go odbiorcom. Stąd taką karierę robi pojęcie „mediów opiniotwórczych”. Do tej elitarnej grupy zaliczać się mogą właśnie media o odpowiednio silnej pozycji na rynku medialnym, potrafiące przekonać czytelników do własnego zdania, wpływające na losy bieżącego życia społeczno-politycznego, a także posiadające własne ideowe zaplecze, które pozwala pozycjonować się na rynku medialnym i przez to łatwiej dotrzeć do tzw. targetu7. Nikt bynajmniej nie stawia tym mediom zarzutu, że są stronnicze, a nawet jeśli, nikt nie przejmuje się nim na poważnie. Powszechnie wiadomo, że media te są stronnicze i między innymi w tym tkwi ich siła, która przyciąga konkretnych odbiorców. Jeżeli media, w imię prezentowania szerokiego spektrum poglądów, ryzykowałby częste zmiany frontu, ryzykowałby również utratę stałej grupy odbiorców o wyrobionym światopoglądzie, której posiadanie stanowi najcenniejszy atut każdego nadawcy komercyjnego. To, że największe media w Polsce są w mniejszym lub większym stopniu stronnicze potwierdził raport Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie monitorujący kampanię wyborczą z października 2007 r. Według autorów raportu z pięciu największych polskich dzienników żadnemu nie udało zachować się całkowitej bezstronności w relacjonowaniu kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu. Najlepiej na tle konkurentów wypadła redakcja „Dziennika”. Raport krytykuje też państwowe radio i telewizję, które w wyraźny sposób sprzyjały politykom partii rządzącej, oraz poświęcały rekordową ilość czasu na krytykowanie głównej siły opozycyjnej. Dwie największe telewizyjne stacje komercyjne o zasięgu ogólnopolskim, Polsat i TVN, zostały skrytykowane za sympatyzowanie z Platformą Obywatelską. Konkluzja raportu wskazuje, że, mimo iż w Polsce brakowało w pełni obiektywnej informacji dotyczącej przebiegu kampanii wyborczej w 2007 r. to jednak braki te nadrabiane są dużym pluralizmem nadawców medialnych i stosunkowo wysoką konkurencją pomiędzy nimi. Raport wskazuje, że mimo braku bezstronnych informacji podawanych w sposób bezpośredni, wyborcy mieli szansę zbudować prawdziwy obraz kampanii, przy założeniu, że w tym celu korzystali z informacji z jak największej liczby źródeł8.
Zatem można dojść do wniosku, że różnorodny opis tych samych wydarzeń przez różne media, wartościowanie pewnych zjawisk, czy bezpośrednia polemika mediów z aktorami sceny politycznej, to naturalny stan faktyczny w systemie demokratycznym, który wykształcił się w pewnym ewolucyjnym procesie (od roli neutralnego obserwatora, do bezpośredniego zaangażowania jako aktor sceny politycznej). Zatem stronniczość relacji musi być wpisana w naturę przekazu medialnego i jest nieodłącznym elementem systemu demokratycznego, który ją stworzył. Co prawda w literaturze pojawiają się modele, które mają w sposób teoretyczny skonstruować idealnie bezstronnego nadawcę medialnego, jednak o ile teorie takie znajdują zastosowanie w dyskursach akademickich, o tyle nie występują w przyrodzie. Aby można było mówić o przekazie medialnym pozbawionym stronniczego nacechowania, nadawca musiałby zastosować się do szeregu „postulatów”. Mianowicie realizować postulat: prawdy, kompletności, rozdzielności, strukturyzacji, prezentacji, jawności, reprezentacji, unikania emocji, neutralności i unikania tendencyjności9. Jak widać wymagania modelowe są rozbudowane i nie do końca precyzyjne, bo i mowa jest o czymś co w realnym demokratycznym systemie politycznym nie funkcjonuje i zdecydowanie nie ma racji bytu. Szeroko rozbudowana postulatywna sfera modelu wskazuje na to, że jego założenia mają więcej wspólnego z utopią, niż z rzeczywistością.
Jak daleko zatem w przetwarzaniu rzeczywistości może posunąć się dziennikarz? Nie ma nic dziwnego w tym, że dziennikarz jako w pewnym sensie osoba publiczna, niekiedy aktywny uczestnik życia politycznego, a także ważne ogniwo pośredniczące w procesie przekazu informacji posiada własny system wartości, sympatie i antypatie polityczne, które rzutują na sposób jego pracy. Nie ma w tym nic złego, dopóki nie manipuluje on faktami i w sposób oczywisty nie zakłamuje rzeczywistości10. Trudno się z takim podejściem nie zgodzić. W systemach demokratycznych, w których realizowana jest idea wolności myśli i słowa, nawet nadawca medialny ma prawo do wyrażania własnych opinii, odczuć i przemyśleń, będących odzwierciedleniem systemu wartości, któremu hołduje, lub linii programowej, którą realizuje, nawet jeżeli zaburza to w pewien sposób percepcję odbiorcy. Odbiorcy dzięki pluralizmowi, który niejako jest wbudowany w system, przysługuje możliwość zmiany źródła informacji, z których korzysta, a przez to może zabezpieczyć się przed jednostronną informacją. W tym momencie ujawnia się jeszcze jedna funkcja mediów, które we własnym interesie powinny dbać o edukację odbiorcy w kontekście odczytywania przekazu medialnego. Jest to szczególnie ważne z powodu chęci „rozmycia odpowiedzialności” za przekaz, który w późniejszym czasie może okazać się nie do końca rzetelny. Zadaniem mediów jest uświadomienie każdemu odbiorcy, że przekaz, który prezentują nie jest „prawdą objawioną” i może się różnić w zależności od perspektywy, z której jest relacjonowany. Istnieją, co prawda ośrodki, które przypisują sobie tzw. monopol na prawdę, jednak zarówno w rodzimym systemie medialnym, jak i w większości rozwiniętych demokracji, stanowią one margines, o ile w ogóle występują11. Bezkrytyczne postrzeganie przekazu medialnego przez publiczność jest zagrożeniem dla samych mediów, szczególnie w kontekście wadliwych regulacji prawnych i nieetycznego postępowania niektórych dziennikarzy. Media ryzykują tutaj jednym z najcenniejszych zasobów, jaki posiadają, który jest bardzo łatwo stracić i niezwykle trudno odbudować. Chodzi oczywiście o kapitał zaufania. Dlatego też nadawcy publiczni starają się wyedukować odbiorców, w krytycznym postrzeganiu przekazów medialnych, aby uniknąć ciągłych oskarżeń o nieprzekładalność skomplikowanej rzeczywistości na prosty przekaz medialny. Jak sugeruje sama nazwa, media przekazują jedynie pośrednią wizję świata, dlatego tak ważne jest roztropne przyjmowanie informacji podawanych przez nadawców oraz umiejętność odróżniania opinii od faktów12.
Podsumowując, należy jednoznacznie stwierdzić, że stronniczość mediów jest wpisana w ich naturę. Szerzej; stronniczość relacji jest wpisana w każdą relację. „Każda relacja o danym wydarzeniu nie jest dokładnym odbiciem rzeczywistości. Każde postrzeganie zjawiska przez obserwatora jest już jednocześnie jego interpretacja” pisał Walter Lippmann13. Sieć informacji w systemie demokratycznym w zamian za przekaz nasączony subiektywnym postrzeganiem świata przez nadawcę, a niekiedy nawet jego lekkimi modyfikacjami, oferuje odbiorcy broń o wiele potężniejszą niż model bezstronnego nadawcy, z gwarancją przekazu prawdy, całej prawdy i tylko prawdy. Nowoczesne demokracje oferują odbiorcy możliwość wyboru. Różnorodność i bogactwo rynku medialnego sprawia, że za sprawą naturalnej konkurencji, selekcji oraz dostosowywania się do potrzeb konsumenta wolny rynek tworzy system najlepszy z osiągalnych. Stronniczość, która w opinii zwolenników rozwiązań idealnych, a zatem nieosiągalnych jest wadą współczesnych mediów i problemem, który należy rozwiązać, za sprawą niewidzialnej ręki rynku staje się atutem mediów. Media stają się aktywnym aktorem życia społeczno-politycznego, reprezentując przy tym system wartości, który jest najbliższy ich odbiorcom. Czym większą grupę reprezentują, tym posiadają silniejszą pozycję, dzięki której mogą biernie uczestniczyć w realizowaniu ideałów liberalnej demokracji. Poza funkcją przekaźnika informacji coraz częściej wypełniają funkcję kontrolną, kreują nowych liderów i nowe prądy, stają się areną publicznych debat, w których ścierają się poglądy różnych opcji politycznych, interweniują w sytuacjach konfliktu pomiędzy państwem, a obywatelem, są w końcu jedną z najdynamiczniej rozwijających się gałęzi współczesnych gospodarek. Rynek medialny cały czas rozwija się, tworząc coraz gęstszą sieć wzajemnych powiązań i dostarczając odbiorcom coraz szerszej, bardziej kompleksowej i rzetelnej informacji. Nową jakość wyznacza Internet, gdzie miliony amatorsko prowadzonych blogów stanowi siłę, z którą liczyć muszą się nawet wielkie ogólnoświatowe koncerny medialne. Dostęp do informacji jeszcze nigdy nie był tak prosty, różnorodność źródeł tak ogromna, a zafałszowanie informacji, lub wykreowanie świata, który nie istnieje tak trudne. Można chyba zatem mówić o nastaniu nowej ery, ery informacji, która nie dba o problem stronniczości mediów, bo zjawisko takie nie jest tu problemem.

Bibliografia:
Mały Słownik Języka Polskiego, pod red. Elżbiety Sobol, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1999.
PRE-TERM PARLIAMENTARY ELECTIONS 21 October 2007. OSCE/ODIHR Election Assessment Mission Final Report, Office for Democratic Institutions and Human Rights, Warszawa 2008.
Przegląd technik manipulacji mediów, pod red. Gerarda Abramczyka, Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 2006, s. 7-50.

Holmes Stephen, Liberal constraints on private power?: reflections on the origins and rationale of access regulation. [w:] Democracy and the Mass Media, pod red. Judith Lichtenberg, Cambrige University Press, Cambrige 1990, s.1-20.


Jędrzejowski Stanisław, Media publiczne w procesie politycznym. Między niezależnością a uległością. [w:] Media w Polsce. Pierwsza władza IV RP?, pod red. Marka Sokołowskiego, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2007, s. 335-348.
Miczyńska-Kowalska Maria, Media w komunikacji społecznej. Informacja, czy celowa manipulacja? [w:] Media w Polsce. Pierwsza władza IV RP?, pod red. Marka Sokołowskiego, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2007, s. 201-211.

Kowalewski Rafał, Co z tym dziennikarstwem, czyli kto trzyma władzę?, [w:] „Nowe Życie”, nr 01/2007, Wrocław 2007.


Pączkowski Krzysztof, Apokalipsa na światowych giełdach, „Dziennik”, 22 stycznia 2007.


1 Mały Słownik Języka Polskiego, red. E. Sobol, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1999.

2 „Apokalipsa na światowych giełdach”, K. Pączkowski, „Dziennik” str.1, 22.01.2007 r.

3 W rezultacie opisanych wydarzeń na początku maja tego roku z inicjatywy WGPW powstała instytucja bez precedensu w historii polskiego rynku papierów wartościowych. Powołana do życia została Rada Edukacji i Ładu Informacyjnego, która ma się zajmować „wypracowaniem standardów obiektywnej wypowiedzi” dla środowiska związanego z polskim rynkiem finansowym. W skład Rady obok wielu znanych i cenionych osobistości polskiego rynku finansowego wszedł były premier Kazimierz Marcinkiewicz.

4 Przez lata symbolem dziennikarskiej niezależności i obiektywizmu była brytyjska telewizja państwowa BBC. Mit ten został nadszarpnięty ostatnimi czas, między innymi przez głośne skandale związane z udziałem reporterów tej stacji w czasie relacjonowania zajść w Iraku. W odpowiedzi na zarzuty o utracie wiarygodności BBC na własną rękę zamówiła raport na temat poziomu obiektywizmu dziennikarstwa prezentowanego przez stację. Z raportu przygotowanego na przełomie 2007 r. wynika, że BBC jest nadal jedną z najbardziej obiektywnych stacji telewizyjnych na świecie, a jedyne co powinno zostać skorygowane to zbyt duża doza politycznej poprawności prezentowanej na antenie.

5Liberal constraints on private power?: reflections on the origins and rationale of access regulation., S. Holmes [w:] Democracy and the Mass Media, red. J. Lichtenberg, Cambrige University Press, Cambrige 1990, s.1-20.

6 Media publiczne w procesie politycznym. Między niezależnością a uległością. S. Jędrzejowski, [w:] Media w Polsce. Pierwsza władza IV RP?, red. M. Sokołowski, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2007, s. 335-348.

7 Target - pojęcie z zakresu marketingu. Oznacza grupę docelową, której wzorcowy przedstawiciel ma być głównym konsumentem produktu pod kątem, którego wyróżniony został target. Szerzej: są to konsumenci, którzy teoretycznie powinni być najbardziej zainteresowani nabyciem oferowanego im produktu.

8 PRE-TERM PARLIAMENTARY ELECTIONS 21 October 2007 OSCE/ODIHR Election Assessment Mission Final Report, Office for Democratic Institutions and Human Rights, Warszawa 2008.

9 Przegląd technik manipulacji mediów, red. Gerald Abramczyk, Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 2006, s.7-50.

10 Co z tym dziennikarstwem, czyli kto trzyma władzę?, [w:] Nowe życie nr 01/2007, R. Kowalewski, Kuria Metropolitalna Wrocławska, Wrocław 2007.

11 Polskim, sztandarowym przykładem takich mediów są rozgłośnia „Radio Maryja” i „Telewizja Trwam”, które w swoich komunikatach bardzo często podkreślają, że jako jedyne przedstawiają wiarygodne informacje i jako jedyne wystrzegają się technik manipulacyjnych.

12 Media w komunikacji społecznej. Informacja, czy celowa manipulacja? M. Miczyńska-Kowalska [w:] Media w Polsce. Pierwsza władza IV RP?, red. M. Sokołowski, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2007, s. 201-211.

13 Przegląd technik manipulacji mediów, red. Gerald Abramczyk, Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, Warszawa 2006, s.13.






©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość