Strona główna

Przełamywanie barier jako droga do partnerstwa w edukacji


Pobieranie 16.9 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar16.9 Kb.


Paweł Kołodziński
Przełamywanie barier jako droga do partnerstwa w edukacji

Istnieją bardzo różne i przeciwstawne poglądy na temat partnerstwa w edukacji. Profesor Aleksander Nalaskowski w swoim wykładzie na konferencji „Partnerstwo w edukacji” twierdził, że szkoła ze swej istoty wyklucza partnerstwo uczniów i pracowników szkoły. Wydaje mi się, że nie miał racji; jednakże należy potraktować jego wypowiedź pozytywnie: jako wskazanie rzeczywistych problemów i pobudzenie do myślenia.


Myślę, że wszelka działalność celowa jest podporządkowana wartościom, jakie chcemy poprzez nią realizować: zacząwszy od wyboru miejsca dla siebie w klasie, skończywszy na reformie systemu edukacji.

Chcę kształcić u młodzieży umiejętności i postawy potrzebne do osobistego rozwoju i życia społecznego. Zarazem widzę, że nie jestem w stanie uzyskać u uczniów posłuszeństwa i zaangażowania, pozwalającego bezpośrednio kierować ich rozwojem. Szkoła jest inna niż kiedyś i skuteczność postawy autokratycznej jest niska. Zarazem tak przyjęta postawa ma jeszcze jedną poważną wadę. Otóż uczniowie rozwijający się wedle jej zasad nie nabywają w szkole postawy i umiejętności życia w sposób wolny i odpowiedzialny. Trudno rozwijać u wychowanków te cechy nie dając szansy na wolność i godność uczniów. Jednocześnie szanowanie godności, oczywiste jako nakaz etyczny, zwiększa poczucie własnej wartości uczniów, którego jakość ma ogromny wpływ na rozwój człowieka. Zatem rezygnacja z postawy autokratycznej nieuchronnie prowadzi do analizy problemu partnerstwa.

Rozważanie partnerstwa w edukacji może przebiegać w częściach: w pierwszej trzeba zacząć od znaczeń słów partner i partnerstwo. Druga wymaga zapytania o współczesne realia szkoły.

To drugie spojrzenie odsłania fakt, że efektywność systemu szkolnictwa jest zbyt mała w stosunku do potrzeb rozwijającego się kraju, który ma efektywnie zaistnieć w międzynarodowym podziale pracy. Jednocześnie widzę, że ta efektywność zależy od zaangażowania młodzieży w proces edukacyjny.

To zaangażowanie zwykle przybiera postać podporządkowania się zasadom życia w danej szkole. Uczeń zachowuje się w tedy z pewnym wyrachowaniem, koniecznym do [dla?] pokonania kolejnego progu edukacyjnego (i uzyskania wszystkich gratyfikacji z tym związanych). Jak wiemy, transakcje wiązane zwykle nie budzą radości, choć są akceptowane. Są one wymuszone na młodzieży i nie wywołują w niej autentycznego zaangażowania w proces edukacyjny. Przestrzeganie pozorów sprzyja narastaniu frustracji i zachowań patologicznych; w szkole i poza nią. Można śmiało mówić o masowym wyobcowaniu uczniów ze szkoły.
Teraz wracam do sensu słów: partner i partnerstwo.

Partner znaczy tyle, co: wspólnik, współuczestnik w działaniu. Potoczne rozumienie słowa partner to: towarzysz, ktoś równorzędny. Ktoś traktowany z szacunkiem i jednocześnie budzący zaufanie. Jednocześnie: traktowanie jak partnera wymaga uznania czyjejś kompetencji, zaufania do jego możliwości. Partner nie może być znacząco słabszy, głupszy, zbyt niesprawny.

Z kolei partnerstwo jako współuczestnictwo w działaniu nasuwa inne wymogi. Otóż współuczestnik z natury rzeczy musi dążyć do tego samego celu, co ja. Aby tak było, trzeba, by miał do tego motywację. Zatem trudno o partnerstwo tam, gdzie nie ma wspólnego dążenia. Ustalenie wspólnego obszaru wartości i celów uczestników edukacji wydaje się obecnie kluczowym elementem tworzenia wspólnoty edukacyjnej.
Obserwując szkołę można zauważyć bariery utrudniające partnerstwo w edukacji. Są to:


  1. Antypatia potencjalnych partnerów.

  2. Różnica pozycji uczniów i nauczycieli.

  3. Rozbieżna motywacja jednych i drugich.

  4. Zaburzenia komunikacji.

  5. Przekonanie o niemożliwości bądź zbyteczności partnerstwa.

Antypatia przede wszystkim może brać się z własnych negatywnych doświadczeń. W skrajnych przypadkach może wystąpić uczucie bycia zdradzonym (szczególnie u uczniów) oraz zniechęcenie nauczycieli do uczniów. Częsty jest strach, poczucie obcości i niezrozumienie innej osoby. Postawa nieufności sprzyja negatywnej interpretacji zachowań człowieka po drugiej stronie szkolnej ławy. Do tego dochodzą stereotypowe sądy obu grup na swój temat, utrudniające samodzielną obserwację i ocenę napotykanej osoby. Łatwo o błędne koło wzajemnej antypatii uczniów i nauczycieli.

Nierówność nauczycieli i uczniów jest wpisana w naturę szkoły, podobnie jak nierówność dzieci i dorosłych. Rodzi to sprzeczności zgoła nieusuwalne. Z jednej strony dążymy do wzrostu uprawnień uczniów. Współcześnie oni sami często odbierają dominację nauczycieli jako nienaturalną. Z drugiej strony nikt nie może pedagogów zwolnić z odpowiedzialności za opiekę nad nimi. Wszelkie pokusy egalitaryzmu muszą powstrzymać swe roszczenia, kiedy napotkają odpowiedzialność będącą udziałem nauczyciela. W związku z tą istotną asymetrią nie można zadekretować równości uczniów i nauczycieli. Równość taka stałaby w sprzeczności także z potrzebami uczniów, którzy (często nie zdając sobie z tego sprawy) potrzebują poczucia bezpieczeństwa – takiego, które daje nietoksyczna dominacja nauczycieli. Jednocześnie właśnie na nauczycielach jako dominujących spoczywa odpowiedzialność za dobry rozwój relacji międzyludzkich w szkole.

W publikacji prasowej spotkałem rozróżnienie dwóch typów szkół. W szkołach pierwszego typu są uczniowie, którzy chcą się uczyć. Oni zgodzą się na wiele, żeby tylko uzyskać odpowiednie kompetencje potwierdzone dokumentem. Tak silna motywacja uczniów nie stanowi bodźca dla kadry nauczycielskiej na rzecz dialogu i partnerstwa. Jeżeli ono ma miejsce, jest wynikiem dobrej woli i ekspresją wolności od hamujących uwarunkowań. W szkołach drugiego typu na edukacji zależy nauczycielom – nie uczniom. Trwa tam zmaganie się mniej lub bardziej wypalonych edukatorów z opierającą się masą ludzi wyobcowanych ze szkoły. Warto zauważyć, że dla ogromnej ilości młodzieży wiedza i umiejętności nabywane w szkole wydają się bez-sensowne. Wiedza przyrodnicza i kulturowa wydaje im się nieprzydatna w życiu, a ich nauczanie jest zbyt mało atrakcyjne, by zaangażować uczniów.


Aby zwiększyć zaangażowanie młodzieży we własną edukację, można użyć dwóch sposobów: podwyższania poziomu wymagań (ze wszystkimi tego konsekwencjami) oraz żmudnego i długofalowego procesu tworzenia dialogu i współpracy, wspólnego poszukiwania sensu kształcenia. Takie poszukiwanie stwarza wspólny cel, będący podstawą partnerstwa.
Dokonałem ogromnego uproszczenia w opisie szkoły po to, by wskazać, że dla większości szkół w Polsce problem partnerstwa nie jest wydumany. Tu nie chodzi o ozdobnik i fanaberię, ale o warunek konieczny powodzenia reformy edukacji.

Przedstawione powyżej przyczyny (oraz wiele innych) powodują zaburzenia komunikacji między uczniami i nauczycielami. Dobra komunikacja jest koniecznym warunkiem współpracy, a tym bardziej partnerstwa. Dotyczy to zarówno sygnałów zwrotnych, które są niezbędne dla wydajnej pracy, jak i dialogu osób spędzających ze sobą znaczącą część życia. Wykształcona w szkole postawa komunikacji i dialogu oraz nabyte nawyki stają się często standardem zachowań społecznych na resztę życia absolwenta.

Sprzeciw wobec idei partnerstwa w szkole przyjmuje zwykle dwojaki charakter. Po pierwsze: jest to przekonanie, że szkoła jest niedemokratyczna z natury i jedynym sposobem na poprawę jakości edukacji jest przywrócenie autorytetu nauczycieli oraz ich wydolności dydaktycznej i wychowawczej. Rozwiązanie takie nie wydaje mi się realne.

Po drugie: krytyka partnerstwa w szkole wynika z niewiary w kompetencje uczniów jako partnerów. I faktycznie: nie da się zaprzeczyć, że infantylizacja i demoralizacja młodzieży są bardzo nasilone. Myślę jednak, że elastyczne budowanie partnerskich relacji z młodzieżą może wspomagać jej dojrzewanie.

Wydaje mi się, że zauważenie barier stojących na drodze rozwoju partnerstwa w praktyce szkolnej wskazuje na potrzebę pracy wielokierunkowej. Nasuwają się tutaj następujące zadania:


  1. Uświadamianie sobie wspólnego celu edukacji, nie sprowadzonego do zwiększonych szans w wyścigu do pracy. Wymaga to długofalowych działań rezygnujących z efekciarstwa.

  2. Zauważenie wspólnej godności i podmiotowości uczniów i nauczycieli. Józef Tischner pisał, że doświadczenie etyczne budzi się wtedy, gdy człowiek odkryje, że stanął przed podobnym do siebie – drugim człowiekiem. Podobieństwo to jest widoczne na dwóch poziomach. Na pierwszym jest to niezbywalna godność nauczyciela i ucznia. Jej uświadomienie jest konieczne dla zachowania wzajemnego uszanowania, mimo wszelkich różnic. Na drugim poziomie istnieje wspólnota przeżyć, potrzeb i tęsknot. Zobaczenie owej wspólnoty ułatwia nawiązanie dialogu, w przeciwieństwie do postrzegania innego jako obcego.

  3. Tworzenie systemu komunikacji w etapach: rozwijanie systemu sygnałów zwrotnych, tworzenie możliwości dialogu i dyskusji między jednymi i drugimi, przekraczanie tego, co dzieli uczniów i nauczycieli.

  4. Tworzenie w szkole procedur, instytucji i kształtowanie postaw służących tworzeniu wspólnoty edukacyjnej.

Partnerstwo w edukacji jawi się coraz liczniejszym uczestnikom życia szkolnego jako konieczność i jednocześnie wyzwanie. Sprostanie jemu wydaje się jednym z najważniejszych zadań nauczycieli, uczniów i rodziców.


W powyższych rozważaniach pominąłem problem partnerstwa szkoły i rodziców uczniów. Krok ten był świadomy. Omijanie tego zakresu partnerstwa jest niezwykle częste nawet u nauczycieli dobrej woli. Jednocześnie wskazuje ono na potrzebę radykalnego zrewidowania postaw w tym zakresie. Wydaje mi się, że i w tym zakresie na szkole spoczywa powinność inicjowania pozytywnych zmian.



©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość