Strona główna

Przedpremierowe pokazy „Nawet deszcz” tylko na Transatlantyku transatlantyk zaprasza: Przedpremierowe pokazy „Nawet deszcz”


Pobieranie 12.49 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar12.49 Kb.

Poznań, 1 czerwca 2011 r.



Informacja prasowa

Przedpremierowe pokazy „Nawet deszcz” tylko na Transatlantyku

TRANSATLANTYK zaprasza:
Przedpremierowe pokazy „Nawet deszcz”

Międzynarodowy Festiwal Filmu i Muzyki TRANSATLANTYK zaprasza na specjalne, przedpremierowe pokazy hiszpańskiego kandydata do tegorocznych Oscarów – „Nawet deszcz” (Even the Rain) w reżyserii Icíar Bollaín. Film pokazany zostanie w sekcji Transatlantyk Panorama, prezentującej premiery i najciekawsze produkcje sezonu 2010/2011 z całego świata.
„Nawet deszcz” otrzymał Nagrodę Publiczności na festiwalu Berlinale 2011. Uhonorowano go również nagrodę krytyków nowojorskich Premios ACE 2011 za najlepszy film, najlepszą reżyserię oraz dla najlepszego aktora drugoplanowego (Gael Garcia Bernal). Hiszpański film doceniło jury Palm Springs International Film Festival 2011, przyznając mu Bridging The Borders Award. Zdobył także trzynaście nominacji do Goya Awards 2011, w tym m.in. dla najlepszego filmu, aktora pierwszoplanowego, najlepszego reżysera i za najlepszy scenariusz oryginalny.
Festiwalowe, przedpremierowe pokazy filmu „Nawet deszcz” odbęda się w poznańskim Multikinie 51. W ramach sekcji Transatlanyk Panorama zaprezentowane zostaną również m.in. „Noir Ocean” (Czarny ocean) w reż. Marion Hänsel, „Flamenco, flamenco”, w reż. Carlosa Saury a także „Cirkus Columbia” (Cyrk Columbia), w reż. Danisa Tanovica.

***
- Historia nie jest obiektywna, zawsze opowiadana jest z czyjejś perspektywy - mówiła w jednym z wywiadów Icíar Bollaín, hiszpańska reżyserka, scenarzystka i aktorka. Ją samą interesuje ta subiektywna, nieoficjalna wersja historii, podobnie, jak bohaterów „Nawet deszcz”. 


Sebastián (Gael Garcia Bernal) jest reżyserem, a Costa (Luis Tosar) producentem filmu o Krzysztofie Kolumbie, który ma pokazać światu nieznane, mało szlachetne oblicze odkrywcy. Kolumb, jak wiemy podczas swojej pierwszej wyprawy dotarł do Antyli – ale z powodów budżetowych ambitna, kosztowna, lecz niedofinansowana produkcja powstaje w Boliwijskim Cochabamba. Świetne plenery, ale przede wszystkim tania siła robocza i statyści, którzy zrobią wszystko za 2 dolary dziennie – oto największe, zdaniem Costy, zalety tego miejsca. Nie trzeba nawet płacić za traktor, tutejsi mieszkańcy własnymi rękami ustawią jeden z najważniejszych elementów scenografii filmu: gigantyczny drewniany krzyż.
Bollaín próbuje nas przekonać, że choć od przybycia Kolumba minęło 500 lat, konkwista wciąż trwa. Intruzami są filmowcy, którzy mają słuszny i ambitny zamiar rewidowania historii, lecz zarazem bezrefleksyjnie powtarzają gesty poprzedników, wykorzystując miejscowych do pracy i zupełnie nie troszcząc się o ich los. Costa jest, jak Kolumb – jego także przywiodła do Boliwii chciwość. Intruzami są również firmy, które dążą do sprywatyzowania dostaw wody (tak, by nie można było gromadzić nawet deszczu) – mieszkańcy Chochabamby rozpoczynają protest przeciw ich działaniom.
Zamieszki utrudniają kręcenie, szczególnie, że jedną z głównych ról, charyzmatycznego przywódcy Indian walczących z konkwistadorami, Sebastian powierza lokalnemu aktywiście, Danielowi (Juan Carlos Aduviri). Ekipa jest bardzo zadowolona, dopóki nie okazuje się, że zamiast grać wojownika, Daniel woli walczyć naprawdę – o dostęp do wody. Przez Chochabambę przetacza się fala zamieszek, w których bierze udział (protesty faktycznie miały tu miejsce, w 2000 roku). Ekipa Costy i Sebastiana staje przed dylematem: kontynuować pracę dystansując się od dramatycznych wydarzeń, czy przerwać zdjęcia i opuścić coraz bardziej niebezpieczny region. A może opowiedzieć się po którejś ze stron? Każdy z bohaterów na własną rękę dokona wyboru.
Sceny z filmu Sebastiana, autentyczne nagrania z czasów zamieszek, making-off do fikcyjnej produkcji, wreszcie film, którym nam o tym wszystkim opowiada: Bollaín miesza czasowe porządki, fikcję i rzeczywistość, filmowe gatunki, by pokazać, że historia ma wiele wersji, i że nie jest zamkniętą całością. Konsekwencje zdarzeń sprzed pięciuset lat trwają do dziś.
Autorem scenariusza (dla którego inspiracją była głośna książka amerykańskiego lewicującego historyka, Howarda Zinna „A People’s History of the United States”) jest Paul Laverty, stały współpracownik Kena Loacha. Razem stworzyli między innymi „Pieśń Carli”, „Nazywam się Joe”, „Wiatr buszujący w jęczmieniu”, „Szukając Erica”. Projekt przygotowywany był z myślą o Alejandro Gonzálezie Iñárritu, który ostatecznie zdecydował się nakręcić „Biutiful”. „Nawet deszcz” wyreżyserowała więc Bollaín, prywatnie partnerka Laverty’ego. We wspomnianym na początku wywiadzie zapewniła, że statyści zatrudnieni przy tej produkcji zostali godnie wynagrodzeni. I że z  obecności ekipy filmowej odniosła korzyści także lokalna społeczność – producenci między innymi dostarczyli materiały na budowę szkoły.
Małgorzata Sadowska

Organizator Festiwalu: Fundacja TRANSATLANTYK


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość