Strona główna

Przygotować serca przed wielką wizytą Wydarzenie bardzo osobiste i epokowe


Pobieranie 49.14 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar49.14 Kb.
O. Leonard Głowacki O.M.I.
Przygotować serca przed wielką wizytą
1. Wydarzenie bardzo osobiste i epokowe
Kiedy myślę o zbliżającej się podróży apostolskiej Jana Pawła II na Ukrainę, od razu wyłaniają mi się z pamięci dwa wydarzenia: wydarzenia o znaczeniu epokowym i równocześnie bardzo osobiste.

Pierwsze z nich to szczególny przejaw działania Ducha Świętego w Kościele, że 16.X.1978 roku, został wybrany na biskupa rzymskiego Polak. Słowianin, Kardynał Karol Wojtyła, Arcybiskup Krakowa. Człowiek cichy i pokorny, zdawało się nam, że to ktoś mało znany. Dla ludzi Zachodu to człowiek zza żelaznej kurtyny, innej kultury, obywatel państwa zniewolonego przez totalitarny system komunistyczny; a jednak Duch Święty go przygotował tak, jak tego było potrzeba. Warunki, w jakich żył i pełnił swoją posługę biskupią, były dla niego najlepszą szkołą, aby dorosnąć do dzieła, które Bóg przewidział w swojej Opatrzności i chciał mu powierzyć w swoim czasie. To wydarzenie było prawdziwym wstrząsem. Wstrząsem do głębi duszy.

Do końca życia nie zapomną, jak oczekiwaliśmy wyniku konklawe, gdy zgromadzili się kardynałowie, aby wybrać następcę Jana Pawła I, który zmarł tak nagle. Kto będzie następnym Papieżem? I właśnie tego dnia, 16.X.1978, byłem sam u siebie w pokoju. koło godziny 17- tej spojrzałem na zegarek. Za chwile wiadomości. Mały radioodbiornik stał na prześle, więc przyklęknąłem, włączyłem, słucham. Może będzie wiadomość z Rzymu ? I słyszę - słyszę coś nieprawdopodobnego, że aż trudno mi uwierzyć swoim uszom: Nowym Papieżem został wybrany kard. Karol Wojtyła, Arcybiskup Krakowa. Nowy Papież przybrał imię Jan Paweł II.

Ludzie zgromadzeni w tym momencie na placu św. Piotra w Rzymie oglądali smugę jasnego dymu nad Kaplicą Sykstyńską, a ja głęboko pochylony ku ziemi, na kolanach, jakbym zatonął w czymś niepojętym, tchnieniem serca wielbiłem Boga.

Dziwne, przejmujące wzruszenie, poczucie nienazwanej pełni i jedno­cześnie pustki wewnętrznej, która była odurzającą radością, przejęciem i oczekiwaniem na to, co teraz nastąpi. Go Bóg przygotował. Nie wiem, z czym porównać to przeżycie? Może takiego uczucia doznaje człowiek wchodzący w stan nieważkości albo ktoś z nagła rozbudzony, gdzieś wśród pięknego krajobrazu górskiego, w miejscu nieznanym? Bezwiednie, za tchnieniem Ducha, nie wstając z klęczek, wielbiłem Boga w Jego niepojętym miłosiernym działaniu. Chyba jednak nie trwało to długo, bo nie sposób było z tak przemienionym sercem zostawać samemu, na jednym miejscu. Naturalną potrzebą było wyjść do innych. Dzielić się wspólną radością, jakiej nikt z nas dotąd nie doświadczył.

Już po upływie pewnego czasu, w rozmowach z rożnymi ludźmi porównywałem to uczucie z przeżyciami innych ludzi. Tak, wszyscy przeżywali to wydarzenie podobnie. Po wielu latach wspominała moja, starsza ode mnie i już nieżyjąca siostra: „Kiedy posłyszałam, że Polak został Papieżem, to aż zachwiałam się na nogach i wszystko we mnie zadrżało. Mój Boże, to co to teraz będzie? ! Co to będzie, kiedy Polak został następcą św. Piotra?!”

Tak nieoczekiwane i wprost wstrząsające do głębi byto to wydarzenie. Wydarzenie epokowe i bardzo osobiste, gdy Chrystus wezwał Piotra znad Wisły. Spontanicznie, wiedzeni wewnętrzną potrzebą, jako reakcja na to, co się stało, ludzie wychodzili z mieszkań, spotykali się sąsiedzi. Uśmiechnięci i ze łzami w oczach. Przepraszali się i ściskali, jeśli przedtem coś byto nie tak. Ulice zapełniały się ludźmi, a kierunek ruchu wyznaczały kościoły.

Z biciem dzwonów łączyła się modlitwa i śpiew wiernego ludu, żyjącego w narzuconym gorsecie komuny, ludu nabierającego nadziei, że coś musi się stać, skoro Bóg tak wkroczył w Historię. Coś - ale co? ! Jak? I kiedy ? !

Na razie w telewizji i radio bardzo lakoniczne informacje; wyczuwalna radość spikerów, policzki zaróżowione, uśmiechnięte oczy i…pętla cenzury: tylko tyle wolno powiedzieć. Ani słowa więcej. Żadnego innego słowa…!

Nie było natomiast cenzury na modlitwę, na myśli, na radość i nadzieję. A to przepełniało wszystkich. Bóg objawił swoją mądrość. Objawiło się działanie Ducha i – na tym się nie skończy




  1. Pierwsza pielgrzymka do Ojczyzny

Inauguracja Pontyfikatu Papieża „z dalekiego kraju" nastąpiła 22.X.1978r. Sposób, w jaki Jan Paweł II rozpoczynał swoje urzędowanie, wprawił w zdumienie nawet najbardziej wytrawnych dziennikarzy. Licznie zgromadzeni kardynałowie, biskupi, przedstawicielstwa ponad stu państw, mikrofony rozgłośni, kamery telewizyjne, a on ze spokojem sprawuje pontyfikalną Eucharystię i zasiada na papieskim tronie jakby to było jego chlebem codzien­nym od wielu lat. Spokojnym i mocnym głosem wzywa wszystkie narody, państwa, kultury i systemy polityczne, aby nie lękały się Chrystusa, aby otwarły drzwi Chrystusowi.

Następnego dnia odbyła sie specjalna audiencja dla Polaków. W założeniu było to jakby pożegnanie z rodakami Jana Pawła II, który z niezbadanych wyroków Opatrzności zostawał w Rzymie, aby pełnić posługę pasterską wobec Kościoła Powszechnego, ale równocześnie w atmosferze tej audiencji, zaczęła się rodzić nadzieja, że on Polskę - jako Papież - odwiedzi. Wkrótce zaczęły snuć swoje domysły różne agencje prasowe i dzienniki. Postać Papieża i jego działanie nie schodziły z pierwszych stron gazet. Nawiązując do tego, on sam w początkach stycznia 1979 r. wypowiedział się następująco: „Stawiają różni ludzie na świecie pytania: czy Papież przyjedzie do Polski na 9oo rocznicę św. Stanisława? Ja na to mam bardzo prostą odpowiedz, ale tę prostą odpowiedź w sposób nieco szerszy wyrażę.

Wkrótce po objęciu Stolicy rzymskiej uświadomiłem sobie, że moim obowiązkiem jest, bez względu na trudności (...) udać się do Ameryki Południowej, a raczej Środkowej. Moim obowiązkiem jest pojechać do Meksyku, do Matki Bożej w Sanktuarium Guadalupe i na konferencję Episkopatu Południowoamerykańskiego w Puebla .

Jeśliby ktoś pytał - czy mnie, czy was: co sądzę o moim przyjeździe do Polski (...) odpowiem tak samo: moim obowiązkiem jest tam pojechać”.

Wkrótce potem zaczęły się formalne uzgodnienia i konkretne przygotowania do czegoś nowego, czego nie było w naszych dziejach: Papież, jako pielgrzym, przybędzie do Polski, swojej ojczystej ziemi. I znowu, jak na wiadomość o wyborze Kard. Wojtyły na Papieża dokonała się dziwna przemiana w sercach Polaków, tak oczekiwanie na jego przyjazd, jako „Piotra naszych czasów ", było godziną przedziwnej ewolucji i prawdziwego nawrócenia dla wielu, wielu ludzi.„Poszedłem do spowiedzi " - mówili - „ muszę pójść do spowiedzi, bo inaczej już nie można, gdy przyjeżdża Papież. „Poszedłem, „pójdę" - proste słowa, ale często była to decyzja na spowiedź z wielu długich lat ...

Jakże inni stawali się ludzie, których spotykało się na co dzień! Ile dobra zrodziło się w sercach. Ile wzajemnego przebaczenia, pojednania, życzliwości, pomocy, współpracy... Niepojęta, przemieniająca moc Ducha Świętego poruszała sumienia. Stawała się powszechnym doświadczeniem.

Jednak nie zapominajmy, że to był czas reżimu komunistycznego. Władza oficjalnie zapraszała, okazywała gesty kurtuazji, a po cichu szło działanie w kierunku umniejszenia rangi tej wizyty, zniechęcenia ludzi do udziału w nabożeństwach papieskich, podkre­ślania trudności i niebezpieczeństwa, jakie grożą w sytuacji wielkich zgromadzeń. Przytaczano zmyślone przypadki tragicznych wypadków, w których zginęło dziesiątki ludzi.

Rozpuszczano pogłoski, że na przykład do Gniezna milicja sprowadziła 5oo trumien, bo obawiają się, że w mieście zabraknie. Różnymi sposobami wytwarzano psychozę strachu i zagrożenia lub też zniechęcano do wyjazdu - bo co tam zobaczysz w tłumie, czy jest sens się męczyć? Prędzej spotka cię coś złego, a zdrowia, czy życia nikt ci nie wróci.

Takie to były czasy, taka polityka! Fałsz, obłuda, mani­pulowanie ludźmi, żeby nie ożywiła się wiara, żeby nie zarwały się plany programowej ateizacji.

Pod wpływem tych działań wielu z góry rezygnowało z udania się na modlitwę z Papieżem. Osobiście namawiałem niektórych i potem...nie mogli się nadziękować. Nie tylko byli całymi rodzinami blisko ołtarza, ale mogli się z nim przywitać. Znam osoby, które podjęły radosny trud i jeździły wszędzie, gdzie był Ojciec Święty, na każde nabożeństwo, z miasta do miasta. A muszę tutaj dodać, że wtedy nie było też takich rygorów w ochronie Papieża, jak obecnie. Swobodnie przechodził między ludźmi, wśród tysięcy wyciągniętych rąk, tysiące ludzi mogło go widzieć z bliska i bodaj dotknąć jego ręki, czy powiedzieć jakieś słowo. Radosne okrzyki, oklaski i śpiewy zrywały się w różnych miejscach, jak burza, i jednoczyły setki tysięcy ludzi w wielkim radosnym świętowaniu, jakiego dotąd na polskiej ziemi nie było i którego nie da się przeżyć po raz drugi.


  1. Papieskie przesłanie i moc Ducha

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do ziemi ojczystej zaczęła się 2 czerwca 1979 r. Była to wigilia Zesłania Ducha Świętego. O tej okoliczności nie można napomnieć, jeśli chcemy wejść głębiej w ducha papieskiego przesłania i lepiej ocenić historyczne znaczenie tego ciągu zdarzeń.

Witany z honorami, należnymi Głowie Państwa, na lotnisku Okęcie w Warszawie przez ówczesne władze państwowe oraz Episkopat Polski z Kard, Stefanem Wyszyńskim na czele, a także przez licznie zgromadzonych wiernych, Ojciec Święty w swoim pierwszym przemó­wieniu wypowiedział słowa, które określały charakter jego wizyty i od razu ukazywały horyzonty, o których chyba nikt wcześniej nie myślał. „Odwiedziny moje - mówił- Papież - są podyktowane motywem ściśle religijnym”. To podkreślenie było absolutnie konieczne z uwagi na sytuację polityczną i ustrój państwa, związanego z blokiem komunistycznym. Jednak Wielki Gość dodał zaraz coś, czego znaczenie zacznie się wyłaniać później: „Równocześnie zaś gorąco pragnę tego - ciągnął Papież - aby niniejsza podróż do Polski mogła służyć wielkiej sprawie zbliżenia i współpracy pomiędzy narodami. Ażeby służyła wzajemnemu zrozumieniu, pojednaniu i pokojowi w świecie współczesnym."

Namiestnik Chrystusa wyrażał w ten sposób swoją troskę o cały świat, a szczególnie o udręczone narody bloku wschodniego. On wiedział dobrze, że przemiana może się dokonać tylko mocą Ducha Świętego i w to wierzył. Dlatego też swoją homilię podczas Mszy św. na Placu Zwycięstwa w Warszawie zakończył wzywaniem mocy Bożej. Słowa tej modlitwy błagalnej, tak zaskakującej i przedziwnej, wryły się w pamięć wierzących. Ciągle je powtarzamy z coraz głębszą wiarą w moc chrześcijańskiej modlitwy i właśnie tej modlitwy Ojca Świętego w szczególności.

„I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II Papież, wołam z całej głębi Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi:

„Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi - oblicze ziemi. Tej Ziemi! Amen".

Następnego dnia, z rana, pouczał młodzież jak jest ważne, aby modlić się o dary Ducha Świętego i prowadzić życie godne chrześci­janina, ponieważ każdy jest „wezwany w Chrystusie do tego, aby w nim objawiał sie w jakiejś mierze Bóg".

W tym samym dniu, a była to uroczystość Zesłania Ducha Świętego i był to dzień pełen słońca, które swoim blaskiem i ciepłem jakby jeszcze bardziej łączyło ludzką rzeszę, podczas Eucharystii, sprawowanej przed katedrą w Gnieźnie, Jan Paweł II przez swoje słowa i przez miłość promieniującą na wszystkich, jawił się jak Piotr wychodzący z Wieczernika w Święto Pięćdzie­siątnicy. Mówił z serca do serca każdego człowieka; każdy czuł się jego słowem dotknięty przez działanie Ducha Świętego i zespolony ze wspólnotą Kościoła, rodzącego się w Wieczerniku. Kiedy Ojciec Święty zauważył transparent z napisem czeskim; „Pamatuj Otče na své české deti", to jakby zapłonął w nim nowy ogień. Zaczął mówić o wspólnym pniu językowym i chrześcijańskim narodów słowiańskich, o wspólnocie tych języków, które ciągle brzmią obco dla innych grup językowych. „Nie może ten Papież(...) zapomnieć tych dzieci(...) Nie może zwłaszcza nie słyszeć tych języków pierwszy w dziejach Kościoła Papież - Słowianin. Chyba na to wybrał go Chrystus, ażeby do wielkiej wspólnoty Kościoła wniósł szczególne zrozumienie tych wszystkich słów i języków".

Znajdowałem się blisko ołtarza. Słyszałem te słowa żywym głosem Papieża i patrzyłem, z jakim przejęciem i ze łzami słuchali wszyscy zebrani, a z Namiestnika Chrystusowego płynęły jak rzeka, jak zdrój wezbranych wód.

Czyż Chrystus nie chce, czy Duch Święty nie wzywa, żeby Kościół – Matka, u końca drugiego tysiąclecia chrześcijaństwa pochylił się ze szczególnym zrozumieniem, ze szczególną wrażliwością, ku tym dźwiękom ludzkiej mowy, które spotykają się ze sobą we wspólnym korzeniu, we wspólnej etymologii, które (...) brzmią wzajemnie dla siebie blisko i swojsko.

Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten Papież, który nosi w swojej duszy szcze­gólnie wyrazisty zapis dziejów własnego narodu od samego początku, ale także i dziejów pobratymczych, sąsiednich ludów i narodów, na sposób szczególny nie ujawnił i nie potwierdził ich obecności w Kościele ?(...)

Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten Papież – Polak, Papież- Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu".

Tak, właśnie wtedy - 3 czerwca 1979 r.- po raz pierwszy, sięgając w głąb historii Europy, przypominając chrzest Chorwatów, Słoweńców, Morawian, Słowaków, Czechów i chrzest Rusi w Kijowie w 988 r.- Jan Paweł II ukazał fundament jedności Europy i jedynie możliwą jedność na bazie chrześcijaństwa.

W tym kontekście należy przypomnieć ostatnie nabożeństwo papieskie w czasie pierwszej pielgrzymki do ojczyzny, w nie­dzielę 10 czerwca 1979r. na Błoniach Krakowskich. Jako na­stępca św. Piotra Apostoła, biskup Rzymu dokonał słynnego "Bierzmowania dziejów”, „aby to, co zostało z Ducha Świętego poczęte i narodzone, zostało na nowo w tym samym Duchu Świętym umocnione za sprawą Krzyża i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa". Wyciągnął więc ręce nad zebraną wielojęzyczną rzeszą i powtórzył z mocą słowa Chrystusa z Wieczernika: „Uweźmijcie Ducha Świętego”. Tego Ducha: Zbawienia, Odkupienia, Nawrócenia i świętości, Ducha Prawdy, Ducha Miłości i Ducha Męstwa”!

Któż z morza ludzi tam zebranych albo też uczestniczących w tym nabożeństwie za pośrednictwem radia lub telewizji potrafił wtedy docenić moc tego Bierzmowania - umocnienia Duchem Świętym?

Kto mógł przewidzieć, że Duch Święty, Stwórca i Ożywiciel, zacznie kruszyć mury, zdawałoby się na wieki utrwalonego, systemu władzy totalitarnej?! Że wkrótce zacznie odnawiać oblicze Ziemi, Europy, niosąc wolność zniewolonym ludom i narodom. A jednak tak to się zaczęło - w roku Pańskim 1979»


  1. Ludzie, otwierajcie serca jak najszerzej

Dlaczego teraz?, w nowym stuleciu, cofnąłem się wstecz o ponad 20 lat i poruszyłem tyle spraw na pozór odległych? Czy to potrzebne i czemu ma służyć?

Okres 23 lat to w życiu społeczeństwa spory odcinek czasu. To jedno pokolenie. Ci, którzy teraz liczą sobie 25 lat, byli wtedy maleńkimi dziećmi i nie mogli wiedzieć o tym, co dzieje sie w Rzymie, w Polsce, w Europie. Trzeba dodać, że i starsi byli w sytuacji niewiele lepszej, bo jeżeli w Polsce masowe środki przekazu, podległe władzy i zniewolone cenzurą, podawały raczej szczupły serwis wiadomości z życia Kościoła i działalności Papieża Jana Pawła II, to chyba jeszcze mniej tych wiadomości docierało na Ukrainę. Zatem i starsi ludzie nie widzieli tych milionowych rzesz, otaczających Papieża. Nie widzieli jak ludzie różnymi drogami i ścieżkami wśród pól wędrowali całe noce, aby dojść w porę na miejsce.

Nie mogli oglądać tego entuzjazmu, jaki poruszał ludzką rzeszę, widzieć lasu wyciągniętych rąk i chorągiewek, słuchać śpiewów „Sto lat" i okrzyków: „Niech żyje Ojciec Święty”, „Kochamy Ciebie". Nie mogli słyszeć grzmotu oklasków, zrywających się dziesiątki razy, ani wyczuwać głębi przejmującego milczenia tego ludzkiego morza, zasłuchanego w słowa Papieża.

Nie mogliście tego przeżywać ani widzieć, ile przeszkód musieli wówczas pokonać ci, którzy z różnych stron pielgrzymo­wali na wyznaczone miejsca modlitwy pod przewodem Namiestnika Chrystusowego.

Zapewne też wielu z was nie uświadamia sobie, że wtedy przez modlitwę i słowo Papieża, a potem przez modlitwę robotników ściślej: przez demonstracje robotnicze, przeżywane u stóp Krzyża i Matki Bożej - przed ołtarzem- ustawionym na placu fabrycznym - z różańcem w ręku i religijnym śpiewem, zaczęła się przemiana. System totalitarny został śmiertelnie ugodzony mocą Ducha Świętego i wracała upragniona wolność. Wyłaniał się nowy porządek polityczny w Europie.

Teraz wasza kolej. Papież przyjeżdża na Ukrainę. W 23 roku swego pontyfikatu będzie mógł Papież Słowianin stanąć wśród swoich pobratymców, o których myślał od początku, o których pierwszy się upomniał i nigdy o nich nie zapomniał. Przybędzie jako zwierzchnik Kościoła Katolickiego, z motywów religijnych - tak jak w 1979r, do Polski - ale osobista obecność i moc duchowa Namiestnika Chrystusowego nie podlega ludzkim ograniczeniom. Nie przyjeżdża, aby jednych wyróżnić, a drugich odsunąć, ale przyjeżdża z mocą Bożą, ze słowem pokoju i pojednania dla wszystkich. Pragnie pełnić to, czego „chce Chrystus i co rozrządza Duch Święty", a więc - „służyć wielkiej sprawie zbliżenia i współpracy" wszystkich ze wszystkimi, niezależnie od narodowości i wyznania.

Zestarzał się dźwigając ciężar tej służby i odpowie­dzialności za Królestwo Chrystusowe na ziemi. Jest schorowany i pochylony, z trudem przestawia stopy, ale wydaje się, że to bardziej niż wiek, czy cierpienie, ciąży mu ogrom mądrości i wiedzy, zebranych na drogach świata w apostolskich pielgrzymkach; znajomość ludzkich potrzeb, niedoli i biedy, zarówno materialnej, jak i moralnej, a także charyzma­tyczna miłość, którą pragnie rozdzielać, ogarniać coraz więcej ludzi i jednoczyć rodzinę dzieci Bożych. W żadnej ze swoich podróży apostolskich nie ograniczał się do jednej grupy wyznawców Chrystusa, czy w ogóle wierzących w Boga, i wszyscy to dobrze odczuwali. Jego misją jest niesienie Ewangelii, a to jest Dobra Nowina dla wszystkich ludzi dobrej woli, dzisiaj szczególnie potrzebna. Jego misją jest otwieranie nowych perspektyw i budzenie nadziei na lepsze jutro. Prawdziwy Ojciec wszystkich, siewca pokoju, narzędzie Ducha Świętego. Dlatego nikt nie powinien myśleć o swoim trudzie, zasklepiać się w swoim kręgu, w swoich prawach, czy ocze­kiwaniach. Owoce pielgrzymek papieskich zawsze były większe niż oczekiwano. Każdy przeżyje i otrzyma tyle, na ile przekroczy ludzkie uprzedzenia i otworzy swoje serce na moc Bożą.

Na koniec przypomnijmy jedyne w swojej wielkości, przełomowe wydarzenie, jakim był chrzest św. Włodzimierza w Kijowie w 988r. Wydarzenie historyczne dla państwa, o znaczeniu teolo­gicznym przez moc sakramentu, więc tego faktu nigdy nie można przecenić, jednakowoż jego zasięg społeczny był raczej dość ograniczony.

Po upływie ponad tysiąca łat w Kijowie postawi swoją stopę ten, któremu Chrystus w naszych czasach dał klucze królestwa niebieskiego i z którym będzie mogła modlić się wspólnie nieograniczona ilość ludzi, którego będą słuchać przez radio i oglądać w telewizji miliony. Zasięg, współudział nieograniczony.

Tego dotąd nie było, długo wydawało się to niemożliwe i nieprędko się powtórzy. Ale Bóg tego chciał. Chce tego Chrystus, Duch Święty rozrządza. Ile dobra może spłynąć do serc, jeżeli będą gotowe! Jak wielkie błogosławieństwo stanie się udziałem Ukrainy i wszystkich jej mieszkańców!

Papież Jan Paweł II jest człowiekiem, który ciągle zadziwia i zaskakuje, a sam nie da się, zaskoczyć. Człowiek Ducha Świętego. Wielki świadek Boga. Dlatego też więcej, o wiele więcej może się dokonać w rzeczywistości, niż ktokolwiek zdolny jest przewidzieć. Trzeba jednak się przygotować, nastawić się pozytywnie, we wzajemnej życzliwości, a potem słuchać z wiarą i przyjmować otwartym sercem orędzie miłości, miłosierdzia, pojednania i pokoju. Trzeba z wiarą w moc Bożą przyjąć Bożego Posłańca.

Rok 988 - łaska chrztu. Rok 2001 - łaska obecności Namiestnika Chrystusowego, Jana Pawła II na Ukrainie. Czy kiedyś to się powtórzy? A jeśli? - Kto tego dożyje? Wam dana ta szansa i łaska Miłosiernego Boga .

o. Leonard Głowacki O.M.I,



Dla Gazety Parafialnej w Kijowie

przed przyjazdem JP II, wysł. 2 II 2001


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość