Strona główna

Rozdział 1: stacja roscoe street


Pobieranie 192.95 Kb.
Strona1/3
Data18.06.2016
Rozmiar192.95 Kb.
  1   2   3
* By wszystko było jasne muszę cofnąć się myślami trzy lata wstecz. Do tamtej nocy, kiedy rozpoczęło się moje cierpienie...
* Nikt nie przeżył. Ostatni wystrzał był jak wykrzyknik, który podsumował wszystko, co doprowadziło mnie aż tutaj. Zdjąłem palec ze spustu. I tak to się skończyło.
* Żeby jednak miało to jakiś sens, muszę się cofnąć o trzy lata. Do tego wieczoru, kiedy zaczęło się moje cierpienie.
CZĘŚĆ I: AMERYKAŃSKI SEN

* Pracowałem wtedy w nowojorskiej policji. Manhattan, posterunek Midtown północ. Przedsionek piekła!


* Żyło mi się dobrze. Zachód słońca w piękny, letni dzień, zapach świeżo skoszonej trawy, głosy bawiących się dzieci. Dom po drugiej stronie rzeki - w Jersey. Piękna żona i córeczka. Amerykański sen który się ziścił. Ale sny lubią zamieniać się w koszmary, gdy tylko odwrócisz wzrok.
* Słońce szybko chowało się za horyzontem. A po niebie rozlewał się złowieszczy mrok.
* Nie podobało mi się to przedstawienie. Ale los dał mi miejsce w pierwszym rzędzie.
New Jersey. Trzy lata temu.
* Co to jest do diabła?
* Na ścianie narysowano coś paskudnego. Zapowiedź przyszłych wydarzeń. Strzykawka z trucizną. magiczny symbol, pełen ohydnych znaczeń..
* To było trzy lata temu. W jednej, krótkiej chwili straciłem wszystko.
* Mordercy byli naćpani nieznanym wcześniej, syntetycznym narkotykiem - Valkirią.
* Po pogrzebie powiedziałem Alexowi, że przechodzę do DEA.
* Przez trzy długie lata pracowaliśmy nad sprawą Valkirii.
* Aż wreszcie, dwa miesiące temu, jeden z informatorów doniósł, że Jack Lupino - szycha z rodziny mafijnej Punchinello - handluje tym draństwem.
* Przeniknąłem do struktur najgorszej rodziny mafijnej w Nowym Jorku i rozpracowywałem ją.
ROZDZIAŁ 1: STACJA ROSCOE STREET

* Przyszedłem z zimnego mroku. Na zewnątrz miasto przypominało okrutnego potwora. Powoli wspinałem się po szczeblach mafijnej kariery. Starałem się dotrzeć do źródła narkotyku.


* Alex i B.B. byli moim jedynym kontaktem z agencją. Tylko oni w tym zawszonym mieście wiedzieli co naprawdę tu robiłem.
* Nie rozmawiałem osobiście z Alexem odkąd zacząłem działać jako tajniak.
* Na zewnątrz robiło się coraz zimniej, zimniej niż w sercu diabła. Na ziemię sypał się lód, jakby niebo miało się zawalić. Wszyscy szukali schronienia oczekując rychłego końca świata. W metrze wcale nie było lepiej.
* To przeczucie uderzyło mnie niczym kula wystrzelona z bliska w twarz. Coś tu było nie tak.
Nowy Jork. Czasy współczesne. Dwa dni temu.
* Beretta niespokojnie drżała pod płaszczem, ale drzwi wagonu już się za mną zamknęły... Nie było odwrotu!
* Następny przystanek - stacja Roscoe Street i Alex.
* Stację skrywał półmrok, a Alexa nie było nigdzie w pobliżu, musiałem go poszukać.
* Zamknięta bramka? Alex nie umawiał by się ze mną na zamkniętej stacji coś się tu działo.
* Śmierć wisiała w powietrzu na Roscoe Street. Musiałem szybko znaleźć Alexa.
* Tabletki mogły złagodzić ból.
* Zamek szyfrowy, zapiszczał szyderczo, nie znałem właściwego kodu.
* Szukając Alexa wpakowałem się w sam środek jakiegoś olbrzymiego skoku.
* Bramka był zamknięta. Musiałem znaleźć inną drogę do tunelu.
* Zasilanie szyn zostało wyłączone, musiałem je włączyć żeby ruszyć ten wagon.
* Wagon rozświetlił się jak choinka, włączyłem zasilanie.
* To tyle jeśli chodzi o subtelność.
ROZDZIAŁ 2: NA ŻYWO Z MIEJSCA ZBRODNI

* Zardzewiałe drzwi prowadziły do opuszczonej części stacji, zamkniętej od lat czterdziestych.


* Działo się tu coś bardzo niedobrego. Może dlatego Alex wybrał właśnie to miejsce na spotkanie ze mną? A może nie? Wkrótce miałem się dowiedzieć.
* Co to do cholery było?
* Drzwi zaspawano na amen wieki temu, a bomba nie miała detonatora.
* Porzucili narzędzia na stole.
* Złodzieje zostawili narzędzia na stole. Sądząc po liczbie detonatorów, przydźwigali tu dość ładunków, aby wystrzelić Statuę Wolności na orbitę okołoziemską.
* Udział w napadzie na bank na pewno mi nie pomoże.
* Szukali obligacji Aesir Corporation! Sukces Aesir rozgłaszano ostatnio we wszystkich programach telewizyjnych i gazetach.
* Nie mogłem mu pomóc. Martwe oczy Alexa mówiły z wyrzutem, że jest już po nim.
* Tylko dzięki Alexowi nie oszalałem przez te ostatnie trzy lata! Teraz sam nie wiedziałem, co naprawdę czuję.
* Musiał wpakować się w coś tak dużego, że nadepnął Jackowi Lupino na odcisk.
ROZDZIAŁ 3: ZGRYWAJĄC TWARDZIELA

* Lupino prowadził biuro seksu, prochów i zabójstw na zlecenie w obskurnym hotelu, zajmującym rozsypującą się kamienicę.


* Policja była już blisko - słyszałem coraz głośniejsze wycie syren.
* Lupino sądził, że nas załatwi. Zabijając Alexa i wrabiając w to mnie. Ale w ten sposób zwrócił tylko moją uwagę.
* Zacząłem od hotelu. To był przykry widok. Migoczące światła, wyblakłe ściany, kilku tanich bandziorów do wynajęcia i zmęczone spojrzenia prostytutek.
* Ruszyłem przed siebie zgrywając twardziela! Jak setki razy wcześniej.
* Interesu pilnowali - szczerząc zęby jak rekiny - dwaj bezwzględni gangsterzy. Bracia Finito!
* Lupino nie było w hotelu. Wpadłem za to na braci Finito!
* Wiedzieli, kim jestem naprawdę. Drzwi zatrzasnęły się za mną...
* I nagle w pokoju zrobiło się aż ciasno od pocisków.
* Z Lupino spotkałem się tylko raz. Jego prawą ręką w interesach był niejaki Vinnie Gognitti.
* Gognitti był typem choleryka na krawędzi załamania nerwowego. Wiecznie darł się na ludzi, jakby rozpierała go energia
* Miał łeb do tego interesu. Ale brakowało mu jaj, żeby grać poważnie! Swoją frustrację wyładowywał na nieletnich ćpunach i dziwkach.
* Wymiana Valkirii nastąpi w twoim hotelu. Cytując Jacka: „Vinnie, ty się tym zajmiesz”. Koniec cytatu. Rico Muerte będzie się wszystkiemu przyglądał. Jeśli coś pójdzie nie tak, to polecą głowy! Was też to dotyczy. Traktujcie więc gościa naprawdę grzecznie i spełniajcie jego żądania. Nie nawalcie, bo spotka was finito. Panowie Finito!
* Handel Valkirią oznaczał wzmocnioną ochronę. Pozamykane drzwi i wielu nerwowych zbirów z palcami na spustach.
* Nie zapowiadało się to ciekawie. Ale i tak warto było sprawdzić.
* Rico Muerte przypominał filmowego Keysera Sozę. Był jak przerażająca opowieść, która ma trzymać ludzi w napięciu.
* „313” ! Bracia Finito zapisali na marginesie numer pokoju w którym był Muerte.
* Wydostanie się było trudną sprawą. Zamknięta klatka i winda nie działająca od wieków.
* Zdaje się, że miałem swoje pięć minut sławy.
* Naćpani Valkirią mogli zaatakować bez ostrzeżenia. Musiałem uważać.
* To przyjęcie najwyraźniej zamieniło się w stypę, chyba nie straciłem zbyt wiele zabawy.
* Znalazłem pokój w którym był Muerte.
* Muerte też dostał list.
* Nasze śledztwo nie wskazywało na powiązania Angelo Punchinello ze sprawą Valkirii. Ślady kończyły się na Jacku Lupino.
* List który znalazłem podpisał sam Punchinello! To był pierwszy dowód, że ojciec chrzestny wiedział, czym handlują na jego podwórku.
* Z kłopotów, w jakie wpakowałeś się w Chicago, wyciągnęła cię rodzina Punchinello. Czekałeś na okazję żeby się nam odwdzięczyć. Jeden z naszych chłopców ma bardzo poważny problem. Chcemy, żebyś wspomógł nas w tej sprawie swoimi szczególnymi umiejętnościami.
* Ale zbieranie dowodów straciło sens kilkaset pocisków temu!
* Tak dawno przekroczyłem granicę, zza której nie było już powrotu, że nawet nie pamiętałem, jak ona wygląda.
* Dziwka zostawiła na stole swój pamiętnik.
* Pamiętnik należał do dziwki o nazwisku Candy Dawn. Po takiej lekturze zaczerwieniłby się nawet glina z obyczajówki!
* „Znowu dzwoniłam do tajemniczej wiedźmy. Wysłałam jej nową taśmę z «jednookim Alfredem» Póki to ona płaci za te filmy. Staruszek może przychodzić nawet codziennie.” Kręciła na boku. Robiła filmy z udziałem swoich klientów i sprzedawała je temu, kto dał więcej. W końcu i tak by się doigrała o ile wcześniej nie wykończyła by jej dawka Valkirii.
ROZDZIAŁ 4: KRWIOOBIEG NOWEGO JORKU

* Stara winda towarowa powoli sunęła do hotelu Jacka Lupino.


* Śnieg sypał nam w oczy od samego początku sprawy Valkirii. A według prognozy pogody miało być jeszcze gorzej!
* Ale śnieżyca miała też dobre strony! Zmniejszała szansę na to, że wpakuje mi się pod lufę jakiś niewinny przechodzień.
* Dowód rzeczowy numer 1-gazeta.
* Na podłodze kotłowni leżał przywiązany nieboszczyk.
* Bardzo dawno temu aresztował bym ich za handel narkotykami.
* To była brudna forsa.
* Przezroczyste pojemniki zawierały zieloną ciecz - Valkiria.
* Na stole leżał klucz.
* Muerte sięgnął po broń.
* Antyczna centralka telefoniczna była wciąż sprawna.
* Z tyłu recepcji znajdowała się stara centralka telefoniczna. Nawet dziecko umiałoby założyć na niej podsłuch!
* Łatwo sobie wyobrazić tłustego alfonsa, jak ze słuchawkami na uszach przeżywa udawane orgazmy i przekleństwa dziwek z hotelu. Oto krwioobieg Nowego Jorku! Teraz jednak słychać tam było zupełnie inny rodzaj jęków.
* Wieść - niczym śmiercionośny wirus - rozeszła się po zepsutym układzie krążenia miasta.
* Oto nadchodzi bestia! Nazywa się Max Payne.
ROZDZIAŁ 5: NIECH PRZEMÓWI BROŃ!

* Odwrócić się. Odejść i olać to miasto! To byłby mądry wybór. Ale, widać. Nie byłem zbyt mądry!


* Kamienice należące do Lupino były zapuszczonymi melinami, w których gnieździły się różne przybytki.
* Sklep z trunkami, lombard, pralnia prowadzona przez mafijnych lichwiarzy i tak dalej.
* Nie wiem, jakim cudem, ale wiedzieli że jestem gliniarzem. Wiedzieli też, że po nich przyjdę i na pewno czekali z bronią w ręku.
* Melinę Lupino rozświetliła eksplozja!
* Wybuch bomby zamienił śnieg w płynne złoto, a słup ognia sięgnął nieba.
* Płomienie odbijały się w szybach czarnego mercedesa, który bardzo wolno jechał ulicą. Jakby kierowca robił sobie wycieczkę krajoznawczą.
* Przyjrzałem się uważnie pasażerowi tego samochodu.
* To był Władimir, szef miejscowej rosyjskiej mafii! Sól w oku Punchinello.
* Coś mi mówiło, że byłem świadkiem wojny gangów.
* W pobliskim budynku wybuchła kolejna bomba. Miałem szczęście, zbiry w środku byli nieźle wystraszeni. Jednak istniała też druga strona medalu. Wewnątrz mogły tykać kolejne bomby. A policja była już pewnie w drodze. Apartament Jacka Lupino znajdował się na samej górze. Tak przynajmniej było przed wybuchem.
* Nagłówki okazały się przygnębiającą lekturą
* Gazety nazywały mnie krwawym mordercą.
* Wycie wiatru zgrało się z coraz głośniejszym dźwiękiem policyjnych syren.
* Byłem ścigany przez mafię i poszukiwany za morderstwo. Też miałem ochotę wyć!
* W budynku było mnóstwo ładunków wybuchowych.
* Zdezelowany telefon w holu zaczął dzwonić.
* Spodziewałem się szukającego działki ćpuna, ale okazało się, że to coś o wiele bardziej złowieszczego. Alfred Woden.
* Przybyła kawaleria. Wyjące wściekle syreny brzmiały jak fałszujący chór potępieńców.
* Miałem kilka minut, dopóki antyterroryści zajmowali się swoimi sprawami… Wiedziałem, że gdy już ruszą do akcji powinienem być daleko.
* Drogę blokowały mi zamknięte drzwi. Potrzebowałem klucza.
* Ktoś zostawił list na ladzie.
* Nagle wszystko stało się jasne! Bomby i pojawiający się osobiście szef rosyjskiej mafii.
* Gognitti zachowywał się jak zwykle - dużo gadania, ale nic sensownego!
* „Po naszej akcji Ruskowi zostało tylko kilku ludzi, ale ich da się kupić. Nie ma szans żeby próbował się odegrać…”
* Okazało się, że Rosjanin potrafi zaskoczyć wszystkich.
* Jedno było pewne. Jeśli przyciśniesz kogoś zbyt mocno. To prędzej czy później będzie się chciał odwdzięczyć!
* Na półce leżał klucz.
ROZDZIAŁ 6: STRACH DODA CI SKRZYDEŁ

* Bomby zniszczyły wszystkie schody prowadzące do biura Lupino. Mogłem się tam dostać jedynie z dachu sąsiedniego budynku.


* Mogłem się tam dostać jedynie z dachu sąsiedniego budynku.
* Żeby dostać się na dach, należało skorzystać z windy w pomieszczeniu za drzwiami.
* Gognitti zwiał. Strach doda ci skrzydeł!
* Gognitti zostawił na biurku zgnieciony list.
* Adresatem był Don Punchinello. Ale Vinnie nie odważył się dokończyć listu.
* Jackowi całkiem odbiło. W nocy zastrzelił Dino tylko dlatego, że chciał zobaczyć jak wygląda jego mózg na ścianie… Po prostu zwariował! Za szybko tracimy ludzi i klientów.
* Gognitti śmiertelnie bał się swojego szefa!
* Jack Lupino zupełnie oszalał.
* Vinnie Gognitti uciekał przerażony.
* Był w stanie biec, jednak tkwiąca w brzuchu kula sprawiała, że czas mu się kończył…
* Wiedział, gdzie jest jego szef. A ja miałem porachunki z Jackiem Lupino!
* Gognitti musiał się śpieszyć. Aniołem nie był, ale strach naprawdę dodaje skrzydeł.
* Gognitti postanowił skorzystać ze środków komunikacji miejskiej, musiałem pójść w jego ślady.
ROZDZIAŁ 7: POLICYJNA BRUTALNOŚĆ

* To była już druga moja przejażdżka pociągiem tej nocy. I wcale nie zapowiadała się lepiej od pierwszej…


* Podmuchy mroźnego wiatru kłuły w twarz jak papier ścierny i żyletki. A lód pod moimi dłońmi i stopami był twardy i śliski…
* A gdzieś w oddali słyszałem wycie syren. To miasto mnie poszukiwało!
* W przyspieszonym tempie mijałem Nowy Jork. Skryte w mroku dachy oraz martwe lasy anten i kominów stanowiły tylko rozmazane tło.
* Gdy pociąg zwolnił Gognitti znowu ruszył.
* Nie licząc podejrzanych zwyczajów żywieniowych, Bravura wydawał się porządnym gościem. Los postawił nas jednak po różnych stronach barykady.
* Ale zawalił próbę schwytania mnie. Gliniarzy zgubiłem kilka dachów temu! Przynajmniej na jakiś czas…
* Gognitti opadł z sił w ślepym zaułku, wśród parujących studzienek. Wyglądało to tak, jakby tuż pod nami płonęły ognie piekielne. Czas na przesłuchanie!
* To by nie był chwalebny czyn…
* Nie prosiłem się o to gówno! Kłopoty same mnie znalazły.
* Prawi i sprawiedliwi byli w tym mieście na wagę złota. Nie miałem złudzeń! Nie byłem jednym z nich. Żaden ze mnie bohater.
* Ja, mój pistolet i ten łajdak. Mogłem zrobić tylko jedno…
ROZDZIAŁ 8: RAGNA ROCK

* Ragna Rock był prywatnym klubem Lupino. Sklep z prochami ulokowany w starym teatrze.


* Wiedziałem, co zastanę wewnątrz: ćpunów po Valkirii gotowych znienacka rzucić się na mnie. I oddział zbirów Lupino - najgorszych zimnokrwistych zabójców po tej stronie piekła.
* Ragna Rock był jak migrena. Wszystko migotało tam z prędkością serii z karabinu maszynowego.
* Pod klubem znajdowały się lochy, w których bawili się wielbiciele sadomasochistycznych igraszek. Dalej było jeszcze gorzej!
* Ta mroczna wiadomość była równie subtelna, jak kula trafiająca w serce.
* Jaki ojciec, taki syn! Jak Jack Lupino.
* Ta książka nigdy nie trafiła na listę bestsellerów.
* Zdziwiłem się, że ktoś tutaj oddawał się lekturze…
* Książka nosiła tytuł: „Era mordu i burzy”.
* Notatka na odwrocie mówiła o nordyckich mitach i o Ragnarok - końcu świata z wierzeń wikingów. Okropnej zimie, która skuje ziemię lodem, a ludzie wymordują się nawzajem.
* Pogoda za oknem faktycznie mogła sugerować, że to koniec świata.
* Zaczynałem też rozumieć, o co chodziło właścicielowi tego klubu.
* Na stole leżała sterta okultystycznych książek
* Same przyjemne lektury do poduszki - „Necronomicon”, „Czary” czy „Raj utracony”.
* Nie brakowało też starych ksiąg o tajemniczo brzmiących tytułach: „Malleus maleficarum” i „De umbrarum regni novem portis”.
* Opisujące okultyzm i piekło księgi z pentagramami na okładkach leżały wśród kaset z horrorami i akcesoriów spirytystycznych.
* Poważnie traktowałem z tego jedynie fakt, że Lupino traktuje to wszystko poważnie!
* Poświęcił sporo czasu na bliższe poznanie gościa z dołu.
* Nigdy nie byłem dobry w karaoke.
ROZDZIAŁ 9: IMPERIUM ZŁA

* Za kulisami znajdowało się przejście do urządzonego przez Lupino sanktuarium.


* Gorące powietrze wewnątrz stanowiło niewidzialny mur. Było aż gęste od zapachu kadzidła i jeszcze czegoś słodkawego, od czego robiło się niedobrze.
* To było źródło zgnilizny miasta. Lupino skrywał się gdzieś tutaj. Jak pająk czekający na ofiarę w sieci. Od oparów w powietrzu kręciło mi się w głowie.
* Punchinello groził Lupino na piśmie. List podarto, widać było na nim krwawe odciski palców.
* „Wolałbym nie myśleć, że ktoś z naszych gra nieuczciwie… Weź się w garść, Jack! Prowadzimy interes. Nie chcę wysyłać Trójcy, żeby Cię postawili na nogi.”
* Trójca to czyściciele mafii.
* Najwyraźniej Lupino nie przejął się pogróżkami.
* Jack Lupino naprawdę był wariatem!
* Wszędzie walały się zapiski o tajemnych bzdurach, kaligrafowane krwią. Chaotyczna lista demonów, diabłów i mrocznych bóstw.
* Belzebubie, Asmodeuszu, Bahomecie, Lucyferze, Loki, Cthulhu, Lilith, Hellio!. Ta krew jest dla was!!!
* Lupino zamierzał zawrzeć z diabłem układ: dusza w zamian za władzę i bogactwo. „Wystarczy, że podpiszesz się swoją krwią tuż pod cyrografem”.
* Jack Lupino zdecydowanie oszalał!
* Mityczne wilki, które puszczone wolno, aby pochłonęły słońce i księżyc! Lupino jest wilkiem. Jestem bestią! Jestem wilkiem Fenrirem! Przynoszę koniec światu rządzonemu przez ludzi! Z ciałem upadłych aniołów - oddany wam całkowicie!
* Po zgiełku roku 2000 koniec świata stał się zwykłym banałem.
* Ale co ja mogłem wiedzieć? Domorosły mściciel, stający przeciw Imperium Zła.
* Wszystko jest subiektywne! Każdy miał własną apokalipsę - nic nie wydaje się banałem. Jeśli dotyczy ciebie bezpośrednio.
* Wiedziałem, że w tej sprawie będzie jakiś haczyk. I nie brakowało tu haczyków!
* Lupino był naćpany po uszy i gotowy na 15 rund walki ze zmutowanym aligatorem.
* A potem zaczął wykrzykiwać swoje przerażające brednie. Jakby wprost wyjęte z moich koszmarów.
* Gdy już upadł, wolałem się upewnić, że tak zostanie. Valkiria potrafiła zamienić człowieka w kosmiczne zombie.
* I wtedy to się stało.
* Pojawiła się niezwykła femme fatale, celując we mnie z pistoletu.
* Odwzajemniłem się tym samym.
CZĘŚĆ II: ZIMNY DZIEŃ W PIEKLE

* Lisa Punchinello była żoną ojca chrzestnego.


* To był dobry trunek. Miał słodkawy smak...
* Koszmar był taki sam, jak zawsze.
* Przesuwające się w ciemnościach cienie - stare i paskudne. Szaleńczy śmiech mordercy niósł w sobie ładunek straszliwych podtekstów...
* Gdzieś w oddali płakało dziecko.
* Zdjęcia przedstawiały obrazy z dawnych dobrych czasów.
* Alex i ja mieliśmy kiedyś chwile chwały.
* Towarzysze broni, najlepsza ekipa w policji i agencji.
* Takie tam głupoty o męskiej przyjaźni.
* Dałbym wszystko, aby mieć teraz jego wsparcie. Ale nie miałem tyle szczęścia!
* W ogóle nie miałem szczęścia!
* Michelle spoglądała na mnie ze zdjęcia.
* Moja rodzina.
* Chwila szczęścia uchwycona polaroidem.
* Sądziłem, że będzie trwać wiecznie... „Póki śmierć nas nie rozłączy”!
* Nie chciałem o tym myśleć! Wtedy wydawało się, że to się nigdy nie wydarzyło.
* Ale oto złamałem swoją zasadę. Pomyślałem o tym!
* Strach był jak igła w mózgu - zimna i boleśnie przebijająca się do serca.
* Na stole leżał pamiętnik Michelle.
* Michelle pracowała na pół etatu w biurze prokuratora okręgowego.
* Pamiętnik był otwarty na ostatnim wpisie dokonanym jej starannym charakterem pisma.
* „Na moje biurko trafiły wczoraj wojskowe akta. Valhalla? Zaraz... ? Czy to nie ma czasem związku z mitami skandynawskimi? Wikingowie??? Próbowałam powiedzieć o tym Maxowi, ale był zajęty. To pewnie nic ważnego - kurier musiał się pomylić.”
* Od tej chwili będę zawsze znajdował czas dla niej!
* Pusta obietnica!
* Było już na nią za późno...
ROZDZIAŁ 1: KIJ BEJSBOLOWY

* Przebudziłem się z koszmaru.


* W koszmarze! Mózg próbował rozsadzić mi głowę.
* A zabójca się uśmiechał...
* On miał kij bejsbolowy, a ja byłem związany. Wkurzanie go było świetnym pomysłem!
* Wytoczył się z pomieszczenia, zamykając drzwi na klucz.
* Wszyscy popełniają błędy.
* Mój nie polegał na wkurzeniu zbira z pałką. I tak by mnie obił! Błędem było to, że zaufałem dziewczynie z bronią.
* Bezmyślnie uwziąłem się na pierwszego lepszego wrednego typa, jakiego znalazłem, a powinienem zainteresować się kimś wyżej - głową rodziny Punchinello.
* Jakoś nie mogłem wściekać się na Monę. Chyba miałem słabość do ładnych buzi...
* Ale gdy ktoś traktuję twoją głowę kijem bejsbolowym, to trudno jest nie chować urazy.
* Zaciągnęli mnie do piwnic hotelu Jacka Lupino...
* Skopali mnie i pobili... Czułem się jak to krzesło, które właśnie połamałem.
* Miałem tylko kij Niagary pomazany moją własną krwią.
* Bez pistoletu nie miałem z ludźmi Frankiego żadnych szans. Musiałem pobawić się z nimi w chowanego.
* Kolejny kawałek gazety na miejscu zbrodni.
* Frankie zostawił swoją wizytówkę - komiks z „Kapitanem Pałkarzem” - tuż obok kanału pełnego trupów.
* Było ich tam wystarczająco dużo, żeby zawstydzić seryjnego zabójcę...
* Sprawy miały się coraz gorzej.
* Niebiescy przyjechali i odjechali. Pomazali podłogi kredą, a drzwi okleili żółtą taśmą.
* Gliniarze, którzy mieli pilnować tego miejsca, zostali zabici.
* Frankie, jego chłopcy i ja mieliśmy hotel tylko dla siebie!
* Mięśniak przy telefonie mówił o Monie.
* Trójca Punchinello nie była dobrą nowiną...
* Kolejny dowód na to, że Punchinello mnie nie lubił.
* „Wiarygodne źródła”, czyli ktoś uznał, że ma mnie mafia i nie chciał, aby policja nadal węszyła.
* Dostaliby potem ciało w stanie ledwie umożliwiającym identyfikację. I sprawa zostałaby zamknięta.
* Don Punchinello mógł być tym „wiarygodnym źródłem” informacji.
* Tyle tylko, że miał nieaktualne informacje.
* Nie wystarczyło, mu że mnie wrobił.
* Chciał mnie jeszcze zabić! Było to dla niego tak ważne, że zostawił Frankiemu instrukcję na piśmie.
* „Max Payne musi zdechnąć jak pies za problemy, których narobił! Frankie...! Wierzę, że zajmiesz się tą sprawą z na-le-ży-tą starannością.”
* Hotelowy bar był ostatnio dość popularny.
* Zgodnie z zapowiedzią Frankie popijał tam piwo.
* Zaraz po wyjściu z hotelu zauważyłem, że śledzi mnie duży, czarny Mercedes.
* Widziałem już ten samochód. Wówczas był zwiastunem niezłych eksplozji.
* Władimir wrócił!
* Może bym się zaśmiał, gdybym tylko pamiętał, jak się to robi...
ROZDZIAŁ 2: PROPOZYCJA NIE DO ODRZUCENIA

* Jest kapitanem statku „Charon”. Ten cholerny zdrajca przeszedł na stronę Punchinello!


* Na statku trzyma nowoczesny sprzęt, broń... i kilka moich rzeczy.
* Jeśli Punchinello przejmie ten ładunek, to znajdę się w poważnych tarapatach, a ty będziesz miał więcej roboty!
* Przejdźmy do rzeczy!
* Władimir to staromodny typ - miał swój honor i kodeks moralny, dzięki czemu był prawie równym gościem.
* W końcu nikt nie jest święty!
* Brooklyński port przypominał labirynt zardzewiałych kontenerów i czających się w ciemnościach dźwigów.
* W taką noc myślało się o armii nieboszczyków w cementowych butach, którzy spali pod wodą.
* W portowym labiryncie nie było żadnego Minotaura, ale gdzieś tam czekał kapitan 'Charona'. Jak mityczny przewoźnik pływający po Styksie.
* List nie wyglądał na pokwitowanie.
* Rico Muerte nie przyjechał tylko odwiedzić rodzinę.
* Dowody rzeczowe numer jeden, dwa i trzy: walizka z forsą, karabin snajperski i koperta z jednym słowem wydrukowanym na kartce luksusowego papieru.
* „Burmistrz”
* To nie wyglądało na mafijne zlecenie. Było zbyt zimne i konkretne.
ROZDZIAŁ 3: SZCZURY I BRUDNA WODA

* Znalazłem statek Borisa Dime.


* Rdza już dawno zajęła się burtami frachtowca.
* Boris Dime zapewne był na pokładzie.
* Musiałem wykończyć połowę jego załogi, żeby dostać się do trapu.
* Broń leżała pewnie w ładowni, razem ze szczurami i brudną wodą.
* Wkurzanie Punchinello było niebezpieczne. Ale gdy ktoś się wścieka, zaczyna popełniać błędy. Wiem coś o tym!
* Chciałem wkurzyć Punchinello na tyle, żeby się potknął. Najlepiej wpadając wprost do swojego grobu!
  1   2   3


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość