Strona główna

Ryszard M. Machnikowski Terrorystyczny szczyt w Syrii


Pobieranie 11.76 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar11.76 Kb.
Ryszard M. Machnikowski

Terrorystyczny szczyt w Syrii

Zachodnie media podały niedawno niezwykle ciekawą informację o spotkaniu prezydenta Iranu, Mahmouda Ahmadineżada z liderami Hezbollahu, Hamasu i palestyńskiego Islamskiego Dżihadu, do jakiego miało dojść w styczniu br. w stolicy Syrii, Damaszku. Spotkanie to, określone mianem „terrorystycznego szczytu” nie może w żadnym stopniu dziwić ani zaskakiwać. Sponsorowanie przez Iran tych bliskowschodnich grup terrorystycznych nie jest tajemnicą, podobnie jak przygotowania tego kraju do odparcia ewentualnego amerykańskiego ataku na ośrodki produkujące materiały i komponenty niezbędne do wytwarzania broni nuklearnej oraz zbrojnego antyamerykańskiego i antyizraelskiego odwetu. Odwet taki miałby obejmować zamachy w Izraelu, dokonane przez Hamas i Islamski Dżihad, ostrzał rakietowy tego państwa z południowej części Libanu kontrolowanej przez Hezbollah (oficerowie irańskiej armii już zostali rozlokowani i przejęli kontrole nad artylerią Hezbollahu), oraz, co oczywiste, nasilenie antyamerykańskich ataków w Iraku, szczególnie dokonywanych przez kontrolowane przez Iran szyickie „milicje”. Irańczycy mają nadzieję, że w ten sposób potencjalny koszt amerykańskich nalotów byłby nie do przyjęcia zarówno dla tego państwa, jak i Izraela, co odstraszy te państwa przeciwko zbrojnej akcji, której celem byłby irański program zbrojeń atomowych, notabene popierany przez większą część irańskiego społeczeństwa.



Prawdziwie interesująca informacja dotyczy osoby towarzyszącej prezydentowi Iranu w podróży do Syrii – a miał być nią Imad Mugnija, w latach 80. XX wieku bez wątpienia najgroźniejszy muzułmański terrorysta (tak sądzi m. in. Robert Baer), ówczesny odpowiednik Usamy Bin Ladina (choć chyba lepiej jest powiedzieć, że to Usama pod koniec lat 90. ub. wieku stał się następcą Mugniji w walce z Amerykanami). Amerykanie obarczają odpowiedzialnością Imada Mugnije za zamachy w 1983 r. w stolicy Libanu – Bejrucie, porwania obywateli zachodnich, dokonane w latach 1984 – 89, w tym przede wszystkim za porwanie, torturowanie i zabicie szefa stacji CIA w Bejrucie, Williama Buckleya, oraz porwanie w 1985 r. samolotu pasażerskiego linii TWA i zabicie amerykańskiego płetwonurka wojskowego. Wszystkie te akcje Mugniji były znakomicie zaplanowane i przeprowadzone, a także wyjątkowo skuteczne. Izraelczycy uważają Mugnije za odpowiedzialnego za zamachy na cele izraelskie i żydowskie w Argentynie w 1992 i 1994 r.

Na początku lat 80. XX wieku Liban był pogrążony w bratobójczej wojnie domowej. Przeprowadzona przez Izraelczyków w 1982 r. operacja wojskowa pod kryptonimem ”Pokój dla Galilei” zakończyła się wypędzeniem OWP z Libanu. Jej miejsce zajęła, utworzona w tym samym roku przez Iran na bazie szyickiej mniejszości w Libanie, organizacja pod nazwą „Partia (Ugrupowanie) Boga” czyli Hezbollah. Była ona i do dnia dzisiejszego jest kontrolowana przez Iran oraz przez Syrię, zaniepokojoną faktem, że główny przeciwnik Izraela w tym kraju - Palestyńczycy, zostali zmuszeni przez gen. Ariela Szarona do jego opuszczenia. Te dwa kraje umożliwiły sprawne działanie tej organizacji dostarczając jej koniecznego wsparcia finansowego, organizacyjnego, szkoleniowego, wywiadowczego oraz materiałowego. Warto zauważyć, że Hezbollah działał na wielu płaszczyznach, będąc jednocześnie partią polityczną, organizacją charytatywną, siłą zbrojną i grupą terrorystyczną (ta ostatnia używała nazwy Islamski Dżihad – jej szefem był Imad Mugnija).

18 kwietnia 1983 r. o 13.03 czasu miejscowego załadowana materiałami wybuchowymi ciężarówka, prowadzona przez zamachowca – samobójcę wjechała w budynek amerykańskiej ambasady w Bejrucie, niszcząc ją doszczętnie. W wyniku zamachu zginęło 63 osoby, w tym siedemnastu Amerykanów, w tym sześciu pracowników CIA – zginęli wówczas szef stacji, jego zastępca oraz Robert Ames, szef operacji bliskowschodnich CIA, który tego dnia odwiedzał tę placówkę. Nigdy więcej CIA nie straciła tylu pracowników naraz. Następnym szefem stacji w tym mieście został William Buckley, porwany później przez ludzi Mugniji. 23 października 1983 r. w podobnych, tym razem jednak symultanicznych samobójczych zamachach bombowych na koszary amerykańskiej piechoty morskiej i francuskich spadochroniarzy, stacjonujących w Libanie w ramach misji stabilizacyjnej, zginęło 241 amerykańskich żołnierzy (największe jednorazowe straty amerykańskich wojsk od czasów Wietnamu) oraz 56 żołnierzy francuskich. Wkrótce po zamachach prezydent USA Ronald Reagan podjął decyzję o wycofaniu wojsk amerykańskich z Libanu. 16 marca 1984 r. porwano Williama Buckleya, nowego szefa stacji CIA w Bejrucie. Był on już czwartym porwanym Amerykaninem w tym roku, pozostali jednak byli cywilami. W Internecie można znaleźć film nakręcony przez oprawców Buckleya z jego przesłuchań – był on straszliwie torturowany, jego zmaltretowane ciało zostało oddane Amerykanom wiele lat później. 14 czerwca 1985 r. uprowadzono do Bejrutu samolot linii TWA, rejs 847 z Aten. Trzy dni po porwaniu porywacze wyrzucili na pas startowy ciało zabitego przez nich Amerykanina – nurka Marynarki Wojennej. W zamian za wypuszczenie pasażerów rząd izraelski, pod naciskiem władz amerykańskich, wypuścił z więzień ponad 700 islamskich „bojowników”, w tym członków Hezbollahu.

Później ślad po Mugniji zaginął, łączony jest on jednak właściwie z wszystkimi większymi przejawami terrorystycznej aktywności Hezbollahu, gdyż był on szefem specjalnej służby bezpieczeństwa tego ugrupowania. Izraelczycy uważają, że był on zamieszany w ataki na cele izraelsko – żydowskie w Argentynie na początku lat 90. 17 marca 1992 r. w zamachu bombowym na izraelską ambasadę w Buenos Aires zginęło 29 osób, a 242 zostały ranne. 18 czerwca 1994 r. w ataku bombowym na Żydowsko-Argentyńskie centrum kulturalne zginęło 100 osób, a 200 zostało rannych. W obu przypadkach w zamachach użyto samochodów wyładowanych materiałami wybuchowymi. Ani Amerykanom ani Izraelczykom nie udało się nigdy schwytać ani nawet dobrze sfotografować Mugniji, mieszkał on w Syrii oraz Iranie, podobno przeszedł operacje plastyczne zmieniając wygląd twarzy i odciski palców. Informacja o towarzyszeniu irańskiemu prezydentowi w wizycie w Syrii na początku tego roku była pierwszą od dawna publiczną informacją o jego aktywności. W trakcie szczytu miano ustalić, że koordynacją międzynarodowych działań odwetowych przeciwko Amerykanom po ewentualnym ataku lotnictwa amerykańskiego na Iran zajmie się właśnie Mugnija. Przekazanie informacji do mediów o tym spotkaniu jest czytelnym sygnałem – jeśli Iran zostanie zaatakowany, spuści ze smyczy ludzi takich jak Imad Mugnija, a ci zajmą się tym co potrafią najlepiej i co robili przez dużą część życia – czyli zabijaniem, porywaniem i torturowaniem Amerykanów i Żydów wszędzie tam, gdzie będą mogli to robić.



Od dłuższego już czasu między USA a Iranem toczy się psychologiczna wojna nerwów. Z jednej strony padają groźby użycia broni nuklearnej przeciwko podziemnym instalacjom irańskim, z drogiej strony grozi się nasiloną globalną kampanią terrorystyczną przeciwko celom amerykańskim. Stawką w tej grze jest nie tylko irański program zbrojeń nuklearnych, lecz przede wszystkim wpływy w regionie, szczególnie wpływ na sytuację w Iraku. Od objęcia władzy w tym kraju przez prezydenta Ahmadineżada, aktywne działania Iranu przeciwko amerykańskiej obecności w regionie uległy nasileniu. Rozgrywka miedzy tymi państwami długo jeszcze będzie się toczyć, częściowo, dzięki mediom, na naszych oczach, pozostaje mieć tylko nadzieję, że dotychczasową wojnę słów nie zastąpi rzeczywista walka zbrojna. Nietrudno bowiem zauważyć, że zdecydowanie lepsze karty mają dziś w tej rozgrywce Irańczycy.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość