Strona główna

Scenariusz do czuwania


Pobieranie 102.66 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar102.66 Kb.
SCENARIUSZ DO CZUWANIA

Nie żyje się, nie kocha i nie umiera - na próbę.

[ Jan Paweł II ]


1. Komentarz
Rozpoczynamy nasze przedodpustowe czuwanie, podczas którego, będziemy zanosić swe prośby do Boga, za pośrednictwem patrona naszej wspólnoty – św. Maksymiliana Kolbe.

Jako motyw przewodni spotkania posłużą nam słowa Jana Pawła II : „Nie żyje się, nie kocha i nie umiera - na próbę.”

Chcemy jak najwięcej nauczyć się od naszego świętego patrona, dlatego też czuwanie rozpoczniemy od zapoznania się z życiorysem O. Kolbe: jego pełną zaangażowania działalnością szerzenia królestwa Niepokalanej i aktem niesamowitego poświęcenia w obozie oświęcimskim.

Pomiędzy kolejnymi częściami życiorysu, których jest 14, będziemy wspólnie rozważali tajemnice życia, miłości i świętości. Ma nam w tym pomóc krótki tekst rozważania i pieśń medytacyjna.


Teraz prosząc Niepokalaną o owocne przeżycie czuwania odśpiewamy krótką litanię. Włączając się w modlitwę będziemy powtarzać „módl się za nami”.

2. Pieśń.
Gwiazdo Zaranna, Obleczona w słońce, módl się za nami.

Chwały Ikono, Dziewico posłuszna, módl się za nami.

Gwiazdo Przewodnia, Służebnico Pańska, módl się za nami.

Matko żyjących, Początku Kościoła, módl się za nami.

Bogurodzico, Córo Twego Syna, módl się za nami.

Znaku Nadziei, Mieszkanie Mądrości, módl się za nami.

Maryjo Matko, godności kobiety, módl się za nami.

Niewiasto Wierna, stojąca pod Krzyżem, módl się za nami.

Nadziejo ubogich, ufności pokornych, módl się za nami.

Głosie Wolności, Królowo Pokoju, módl się za nami.

Królowo Polski, Królowo Świata, módl się za nami.
3. Modlitwa o owocne przeżycie czuwania.

Pieśń. : „ Kochany Ojcze Kolbe”

3. Życiorys O. Maksymiliana podzielony na fragmenty (14 części).

I. Dzieciństwo

Rajmund Kolbe urodził się 08.01.1894 r. w Zduńskiej Woli, w rodzinie Juliusza i Marianny z Dąbrowskich. W poszukiwaniu pracy na krótko przenieśli się do Łodzi, a następnie do Pabianicach, gdzie Rajmund spędził dzieciństwo. Od wczesnych lat jego rodzice, rozbudzili w nim szczególną miłość do Najświętszej Maryi Panny, połączoną z miłością do Ojczyzny i wolę rycerskiej walki, które później rozwijane zaowocują założeniem ruchu Rycerstwa Niepokalanej, gdyż Polska uchodziła za Jej królestwo.

Kiedy miał 12 lat, objawiła mu się Najświętsza Maryja Panna, trzymająca w rękach dwie korony: białą i czerwoną. Zapytała chłopca, czy je chce otrzymać, a jednocześnie dała mu do zrozumienia, że korona biała oznacza czystość, a czerwona męczeństwo. "Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boża mile na mnie spojrzała i znikła". Objawienie miało miejsce w kościele parafialnym w Pabianicach.

W 1907r , razem ze starszym bratem Franciszkiem, podją naukę w małym seminarium franciszkanów we Lwowie, gdzie też obaj w 1910r wstąpili do zakonu. Wraz z suknią zakonną otrzymał imię Maksymilian.

Święcenia kapłańskie przyjął w Rzymie dnia 28 kwietnia 1918.

Rozważanie:

Ojcze Nasz Niebieski!

Nieraz stajemy przed wyborem podobnym do tego, przed którym stanął 12-letni Maksymilian. Mamy wówczas do wyboru dwie „ścieżki życia”: łatwą i trudną. Kiedy stoimy na rozdrożu pojawia się równocześnie pytanie: „Która z tych dwóch dróg jest DOBRA?” Gdy będziemy próbować odpowiedzieć na to pytanie, pamiętajmy, że Droga Dobra zawsze jest trudniejsza.


Pieśń:
Panie spraw bym był świątynią,

czysta, świętą i prawdziwą.

Chcę Ci śpiewać i dziękować

i na wieki Twoim być.



II. Maksymilian Kolbe okazuje się człowiekiem opatrznościowym
Brat Kolbe doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nasz świat liczący ponad dwa miliardy ludzi, posiada zaledwie 400 milionów katolików. Ci katolicy - ta mała garstka w ogromie ludzkości - ma nawrócić całą ludzkość. Nigdy jej jednak nie nawróci, jeśli sama ulegać będzie rozkładowi.

Dlatego Brat Maksymilian nie chce dłużej czekać. Prędko porozumiał się z kilkoma podobnymi do niego zapaleńcami i w wielkiej tajemnicy 17 października 1917 roku,- w cztery dni zaledwie po wielkim cudzie Fatimy - siódemka szaleńców zakłada Rycerstwo Niepokalanej – „Militia Immaculatae”.

Siedmiu szaleńców, z których dwu nie miało dożyć następnego roku! Cóż z tego? Odkąd brat Maksymilian zrozumiał, że tylko szaleńcze powierzenie się Opatrzności tworzy cuda, odtąd swymi szaleństwami będzie zadziwiał tych, co na niego patrzą i nie minie wiele dni a tajna organizacja stanie się jawną i uznaną przez Władze Kościelne, której celem będzie: „Starać się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itp., a zwłaszcza masonów i o uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Niepokalanej”. Środkami zaś: modlitwa i Cudowny Medalik według wzoru podanego w objawieniu siostrze Katarzynie Laboure

Rozważanie:

Wszechmocny Boże!

Prosimy Cię za wstawiennictwem Św. Maksymiliana, który był gorącym orędownikiem Niepokalanej, aby nasza MIŁOŚĆ do Maryji Panny wzorowana była na tej, którą darzył Najświętszą Panienkę nasz Święty Patron.

Pieśń:
Boże, mój Boże, szukam Ciebie

i pragnie Ciebie moja dusza,

a ciało moje tęskni za Tobą

jak ziemia zeschła i łaknąca wody.


III. Ojciec Maksymilian działał wyłącznie z natchnienia Niepokalanej
"Puknij się w głowę, Maksiu" - mówiono nie raz i nie dwa do O. Kolbe. Czyż naprawdę jesteś nieprzytomny? Ty, chory, plujący krwią, niedołęga, który musi leżeć w sanatorium, chcesz wydawać pismo! Ależ to wyprawa z motyką na słońce. Skompromitujesz tylko zakon, wpędzisz nas w długi, z których nigdy nie wyjdziemy. Opamiętaj się! Kto w tym piśmie będzie pisał? O czym? Skąd weźmiesz piór, skąd pieniędzy, skąd czytelników?

Co robić jednak z uparciuchem, którego projekty na dobitkę znalazły sprzymierzeńca w osobie innego kandydata na świętość - O. Wenantego Katarzyńca? Gorączkujący O. Maksymilian zaczął wydawać swego "Rycerza Niepokalanej". Od razu w 5.000 egz. Pierwszy smętny 16-to stronicowy numer wypełnił prawie całkowicie sam. Poszło nie tęgo. By zdobyć fundusze na wydanie numeru trzeba było żebrać po sklepach. Ojciec Maksymilian nie miał do tego najmniejszych zdolności - a i łażenie po stale mokrym Krakowie nie należy do właściwej kuracji dla gruźlika. Łaził jednak, łaził - ale tyle pieniędzy nie wyprosił, by było za co wykupić numer z drukarni. Wydawnictwo stanęło od razu na progu katastrofy. W klasztorze podniósł się niebywały krzyk: teraz dopiero nas ojciec wpędzi w kłopoty! Z czego będziemy płacić długi? Jesteśmy przecież zakonem żebraczym - czy ojciec to pojmuje?

Pojmował. Przecież ślubował ubóstwo. Ale ubóstwo jest dla ludzi, natomiast Matce Boskiej nie wolno niczego żałować. A "Rycerz" jest dla Niej, tylko dla Niej, ma nauczyć ludzi kim jest Niepokalana i jak Jej trzeba ofiarować cały świat.

I nawet nie bardzo kto widział, kiedy jakaś osoba położyła na ołtarzu kopertę zaadresowaną: "Dla Ciebie Matuchno Niepokalana". Zajrzał do środka, znalazł akurat tyle pieniędzy, ile było trzeba na wykupienie numeru. Bardzo się tym nie zdziwił. Przecież wiadomo, że , Rycerz" jest własnością Niepokalanej. Zaniósł pieniądze swoim przełożonym a ci, na specjalnie zwołanej kapitule zdecydowali przeznaczyć je na "Rycerza".



Rozważanie:

Miłosierny Boże!
Spraw, aby nasze powodzenia i niepowodzenia nie osłabiły nas na duchu przez wynoszenie się lub przez zniechęcenie, lecz przez wzór św. Maksymiliana zapalały nas, by z jeszcze gorliwszą chęcią dążyć do tego, co się Tobie podoba i abyśmy tego roztropnie dociekali i doskonale wykonali na chwałę Twego Imienia.


Pieśń:
Ubi caritas et amor, ubi caritas,

Deus ibi est.


(Tam, gdzie miłość jest i dobroć,

tam gdzie miłość jest, tam mieszka Bóg.)



IV. Wydawanie "Rycerza" było rzeczywistym działaniem łaski Niepokalanej
W Polsce św. Maksymilian stworzył silny ośrodek wydawniczy Rycerstwa Niepokalanej, najpierw w Grodnie, a potem w założonym przez siebie Niepokalanowie. Na powsta­nie tego ostatniego złożyły się gorliwość apostolska O. Kolbego, jego wierność Bożym natchnieniom, życzliwość ofiarodawcy terenu księcia Druckiego-Lubeckiego i współpraca braci ze swojej, polskiej prowincji zakonnej, zwłaszcza jej przełożonych. W ten sposób powstała w 1927 r. franciszkańska wspólnota, oddana modlitwie, apostolstwu prasy, gorliwemu wypełnieniu Reguły św. Franciszka i wcielaniu w życie najwyższych wartości ewangelicznych.

Leżący około 50 km na zachód od Warszawy Niepokalanów stał się ogniskiem promieniującym na całą Polskę, a niebawem również na inne kraje. Duch całkowitego poświęcenia dla Niepokalanej, gotowość braci pracujących pod okiem naszego Świętego na każde poświęcenie dla Jej sprawy, otwarcie na wszystkie godziwe środki w pracy apostolskiej sprawiały, że Niepokalanów wzrastał, jak owe ewangeliczne ziarno gorczycy. Owocem tego rozwoju były coraz to nowe wydawnictwa maryjne. W tamtych czasach co 35-ty człowiek w Polsce prenumerował "Rycerza", Śmiało można powiedzieć, że co najmniej co siódmy go czytywał. Było to zjawisko wprost fantastyczne, niezrozumiałe. Niezrozumiałe w granicach zwykłej, ludzkiej kalkulacji.


Rozważanie:

Ojcze Przedwieczny!

Tyś dał Swojemu Synowi, Jezusowi Chrystusowi, jako Pierwszą Pomoc Matkę Przenajświętszą, by na ziemskiej drodze spieszyła Mu zawsze z pomocą. Od tej pory Najświętsza Maryja Panna, za Twoim boskim wyrokiem, jest Pomocnicą każdego z nas i Matką Twojego Kościoła. Spraw, abyśmy razem z Matką Najświętszą i jej największym czcicielem, św. Maksymilianem, jako Twoi pomocnicy, trwali wiernie przy Twoim Synu, który nas zbawia.

Pieśń:
Maria, Regina mundi, Maria, Mater Ecclesiae,

Tibi assumus, Tui memores.

Vigilamus! Vigilamus!
( Maryjo, Królowo świata, Królowo Kościoła,

jesteśmy, pamiętamy.

Czuwamy! Czuwamy!)

V. Sam Maksymilian Kolbe żył łaską ofiarnika - dla innych i za innych

Nie zapominajmy, że Ojciec Maksymilian, gdy się jako uczeń we Lwowie zastanawiał nad tym, czy ma wziąć na siebie habit i sznur św. Franciszka, walczył z pokusą zamienienia habitu na mundur, a klasztoru na koszary. Chociaż wybrał habit, nie wyrzekł się żołnierki. Był "na ordynansach" u Niepokalanej i dla Niej chciał zdobyć świat. Wszystko mu było mało! Błędny rycerz nie zna granic swego poświęcenia. Zwłaszcza ten błędny rycerz, któremu pokazano czerwoną koronę i obiecano, że będzie ona jego udziałem.

Ojciec Maksymilian pamiętał o tej obietnicy, a pamiętając począł się już niepokoić, że pełne trosk, umartwień, wysiłków i chorób życie może zbiec, a jemu nie danym będzie na tę drugą koronę zapracować. Już mu i Niepokalanów nie wystarczał, już mu się i to życie codziennych kłopotów zaczęło wydawać czymś zbyt błahym, odpoczynkiem, a nie ofiarą - łatwym życiem a nie poświęceniem...

Wtedy pomyślał o misjach w Japonii. Ten i tamten wzruszył na to ramionami, ale Ojciec Kolbe otrzymał zgodę. 24 kwietnia O. Maksymilian przyjechał do Nagasaki, a już 24 maja przychodzi do Niepokalanowa nieprawdopodobna depesza: "Dziś rozsyłamy "Rycerza" japońskiego, mamy drukarnię. Cześć Niepokalanej. Maksymilian".



Rozważanie:

Panie Jezu!

Ty jesteś sensem naszego życia i tylko w Tobie znajdujemy siłę i pomoc, by dźwigać krzyż życia codziennego, choć czasami nie wierzymy w słuszność tego wysiłku. Daj nam siłę i moc, za wstawiennictwem św. Maksymiliana, by pomimo wielu uprzedzeń i własnej marności, stać nas było na to abyśmy bez przymusu i dobrowolnie pomagali nieść krzyż drugiemu człowiekowi i z pokorą nieśli swój.

Pieśń:
Nie bój się, wypłyń na głębię,

jest przy Tobie Chrystus!



VI. O. Maksymilian był, narzędziem Niepokalanej wraz z tym, czym dysponował.

Aby sprawdzić, czy znalazł sprzymierzeńców w zdobywaniu świata dla Niepokalanej, O. Maksymilian wysłuchuje opinii spotkanych księży, delikatnie trąca o "Rycerza", o Niepokalanów, o kult Niepokalanej... Zdania są różne, raczej odstraszające. Misjonarz poczyna się żarliwie modlić. Za Orędowniczkę wybiera sobie "małą" świętą Teresę z Lisieux. Dawno już, jeszcze w czasach kleryckich, zawarł z nią pakt, o którym mówił: "obiecałem brać w każdej Mszy św. memento o jej beatyfikację i kanonizację, a Ona miała za to starać się o moją misję". Więc i teraz "polecałem sprawę Świętej od Dzieciątka Jezus, której figura z kwiatami podobnymi nieco do róż, stała na półce na korytarzu. "Zobaczymy czy pamiętasz" - skończyłem... W tej chwili jeden z kwiatów spada na pod spodem stojący stół. Zrobiło to na mnie wrażenie. Ale zobaczymy co to znaczy, pomyślałem..."

Bezpośredniość, z jaką O. Maksymilian zwraca się do Matki Bożej lub do któregoś ze świętych wydaje się nam czymś niezrozumiałym. O. Kolbe, gdy się głośno modli, mówi zwyczajnie jakby prowadził rozmowę. Tak samo wygłasza konferencję do braci, takim samym językiem pisze listy. Pisze tak - jakby mówił - z niezrównaną prostotą - podobny do swego Mistrza św. Franciszka, który zwykł był mówić do braci ptaków, do brata wilka, do brata ognia tak zwyczajnie, że zawsze bywał zrozumiany. Zmieniły się tylko czasy.

Rozważanie:

Panie Jezu!

Ty chcesz, aby w naszym sercu odbiło się Twoje Oblicze. Dokonuje się to wtedy, gdy współczujemy Tobie i wszystkim cierpiącym, bo przecież to Ty w nich cierpisz... Wiedział o tym O. Maksymilian, który niósł pociechę współbraciom w obozie oświęcimskim. Proszę Cię, przez przyczynę Twej Matki, bym i ja nigdy nie zapominał o tym, że mogę nieść pociechę moim braciom.

Pieśń:
Jestem jednością z sercem mej Matki, Ave Maria, Kyrie elejson.

jestem jednością w miłości Tej.

Jestem jednością z Sercem Jezusa,

cały jestem w Nim.



VII. O. Maksymilian wpajał we współbraci ducha modlitwy i ofiary

O. Maksymilian autorytet maił ogromny, nie musiał uciekać się do nakazów i zakazów, wystarczała sama jego obecność i zapobiegliwość.

Od wczesnych lat kapłańskich był chory. Nosił w sobie gruźlicę, nie miał płuca. Chorobę jednak uważał za środek apostolstwa. Często powtarzał, że stanowi ona jeden z najważniejszych "działów" życia zakonnego. Świadomym przeżywaniem cierpienia można najwięcej uczynić dla Królestwa Bożego.

Ogromną wagę przywiązywał do sumiennego wykonywania obowiązków. Nie jest ważne, by dokonywać wielkich czynów, nie ważny jest rodzaj pracy, lecz jej jakość: czy to w kuchni, czy w infirmerii, czy przy kolportażu. Ważne, by być rzetelnym, punktualnym, cierpliwym i dokładnym. W klasztorze nie było rygoru, ale zawsze panowała umotywowana dyscyplina: wszystko było poświęcone Niepokalanej, dla Niej, dla zbawienia dusz.



Rozważanie:

Boże Ojcze!

Niedoceniamy tego co mamy. Byle błahostka potrafi nas zniechęcić, a cierpienie zwraca nas przeciwko Tobie. Prosimy zatem: Niech zapatrzeni w osobę Jezusa Chrystusa i Jego wiernego naśladowcy św. Maksymiliana, potrafimy nie tylko godnie przyjąć cierpienie, ale również ofiarować je Tobie, za zbawienie świata.
Pieśń:
O Jezu, cichy i pokorny,

uczyń serce me według serca Twego.



VIII. Pierwsze doświadczenia czasu okupacji O. Maksymilian uznaje za naturalne misje
Kolumna zakonników opuszcza Niepokalanów. (W tym czasie jest to największy klasztor katolicki na świecie, liczący przeszło 700 zakonników.) Idą drogą ku szosie. W pierwszym szeregu O. Kolbe, podpierając się laską. Drżące głosy, nabrzmiałe lękiem, przebiegają wzdłuż kolumn: co to będzie? gdzie nas prowadzą?" Nic nie wiadomo. Równolegle do kolumny idą żołnierze. Chrzęszczą karabiny, biją mocno w bruk podkute buty. Ludność żegna odchodzących łzami, a te łzy wywołują łzy także u idących. Tylko O. Maksymilian idzie spokojny i prawie pogodny.

Koło szosy zakonników wpychają na ciężarowe auta. Zaczyna się podróż przez Rawę Mazowiecką do Częstochowy. Tutaj kończy się podróż samochodami, zaczyna droga koleją. 21. września przyjeżdżają do obozu w Lamsdorf , a stąd do obozu w Amtitz.

Rozpoczyna się okres pobytu w obozie. Mieszkają w namiotach, na gołej ziemi. Jest zimno i mokro.

Grupkę zakonników z Niepokalanowa ogarnia przeświadczenie, że nie wytrzymają. Ileż cierpliwości musi mieć O. Maksymilian, by nieustannie podnosić towarzyszy na duchu, wzywać do modlitwy, przekonywać, że przecież to prawdziwa okazja, bo oto za darmo pojechali - na misje, do Niemiec - karmią ich i nie zabraniają mówić ludziom o Niepokalanej. Cudowne Medaliki znowu są w ruchu, docierają nawet do Niemców. Żołnierze, podoficerowie, oficerowie przychodzą popatrzeć ze zdumieniem na człowieka, który nie tylko nie biada nad swym opłakanym położeniem, ale radośnie się modli i wiarę swoją innym narzuca. Rzecz nieprawdopodobna, niesłychana. W tym kraju, gdzie przysłowiowa "bojaźń Boża" zamieniła się na "bojaźń każdego przełożonego", gdzie nie ma zbrodni, której by nie można było nakazać, postać taka jak O. Maksymilian wydaje się snem. Ci ludzie nie pojmują kogo mają przed sobą.



Rozważanie:

Ojcze nasz Niebieski!

Tak trudno jest nam pogodzić się z losem, który nas spotyka – Twoimi wyrokami. Ileż w nas wtedy złości, buntu i wrogości, a jakże mało w nas wiary w Twoją Ojcowska Miłość ku nam. Prosimy Cię, za wstawiennictwem św. Maksymiliana, wlej w nasze serca Ducha prawdziwego zawierzenia, abyśmy mogli we wszystkim, czym nas obdarzasz, dostrzec Twoją Ojcowską Miłość i Troskę.

Pieśń:
Zostań tu i ze mną się módl!

Razem czuwajmy! Razem czuwajmy!



IX. Spełnianie się obietnicy męczeństwa o. Kolbe przyjmuje z ulgą
Jest 17 luty, szary, wczesny ranek. Dwa czarne samochody ze straszliwym znakiem "Pol" przed numerem, wjeżdżają w bramy Niepokalanowa. Odźwierny dzwoni od furty: po O. Maksymiliana!

O. Kolbe staje naprzeciwko nadchodzących. Mówi: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Tamci patrzą mu w oczy wyczekującym spojrzeniem. Tak bardzo lubią pić strach z oczu swych ofiar. Ale O. Maksymilian stoi przed nimi uśmiechnięty. Dłoń jego szuka w kieszeni habitu Cudownego Medalika. A może zgodzą się wziąć? Chwila niezdecydowania. Gniewny wzrok przybyłych odbija się bezradnie od spokojnej twarzy zakonnika. "Pan się nazywa Maksymilian Kolbe, czy tak?" - pyta po polsku jeden z przybyłych. Potakuje. I jest coraz spokojniejszy - a jednocześnie coraz radośniejszy. Już wie. To naprawdę po niego przyjechali...

Ostatnia i decydująca posługa o. Maksymiliana to jego męczeństwo, które objawia świętość. Dla O. Maksymiliana życie było dostateczną próbą. Jeżeli zostanie kiedyś kanonizowany, to nie dlatego, że dokonał wstrząsającego poświęcenia na oświęcimskim apelowym placu. To była raczej łaska niż próba.

Aresztowany 17 lutego, do 28 maja przebywa na Pawiaku. Próżno 20 braci z Niepokalanowa zgłasza się jako dobrowolni zakładnicy za niego. Niemcom potrzebny jest O. Kolbe.



Rozważanie:

Wiekuisty Ojcze!

Tyle razy zdarza się, że nie wytrzymujemy pod ciężarem krzyża codziennego. A przecież jeżeli zostajemy obdarzeni krzyżem, to otrzymujemy również siłę, aby go udźwignąć, lecz mimo to poddajemy się. Ty pokazałeś nam przez wzór św. Maksymiliana, że nawet kiedy ciężar krzyża przygniata nas do ziemi, to z Twoją pomocą możemy się podnieść i iść dalej, ale do tego potrzeba dużo modlitwy i całkowitego zawierzenia się Tobie i Niepokalanej.

Pieśń:
Nie bój się, nie lękaj się,

Bóg sam wystarczy, Bóg sam wystarczy!



X. Pawiak – początek męczeńskiej dorogi do świętości o. Maksymiliana
O. Maksymilian trafia do celi numer 103 na oddziale piątym. Przebywa tam czas jakiś podbijając współtowarzyszy czarem swej osoby, skłaniając ich do uspokojenia, i opanowania nerwów, modlitwy. Po paru dniach do celi wchodzi strażnik, esesowiec, Scharführer. Jego gniewny, szukający tylko powodu by wybuchnąć wzrok spostrzega, że jeden z więźniów ubrany jest w habit. To wystarcza. Twarz żołdaka wykrzywia skurcz wściekłości. Istnieje jakaś nienawiść w tych ludziach do wszystkiego, co im bodaj przypomina wiarę, religię, Kościół. Przecież oni to wszystko odrzucili, wszystkiego się wyparli. Ubóstwili naród i wodza, a w nich swą własną siłę i brutalność, ale że to wszystko jest niczym, że dręczy ich choroba katów i ślepy lęk - więc właśnie by ten lęk zagłuszyć - pragną zepchnąć z oczu każdego, kto im mówi o prawdzie swą postacią.

Głuchy charkot i wyciągnięta łapa chwyta za wiszącą u pasa koronkę. Zapieniona twarz zbliża się do twarzy O. Kolbe.

- Ach, ty... klecho... ty... - szuka słów dostatecznie obrażających - ty, durniu, ty głupcze, słyszysz mnie. No! Powiedz: to ty wierzysz w Chrystu-sa? No? Gadaj...

- Tak, wierzę... - odpowiada O. Maksymilian. Jego głos lekko drży, ale to bardziej z zapału, niż z obawy. Przez wszystkie dni niewoli od lutego aż do sierpnia - od dnia wzięcia aż do dnia swej śmierci - ilekroć go który z esesowców zapyta: czy wierzy? czy jest księdzem? czy potrafi kochać swoich nieprzyjaciół? czy uznaje w nich swych bliźnich? - ma na to tylko jedną odpowiedź: "tak". Inni będą się kryć ze swą wiarą, ze święceniami, inni nie-zdolni będą wypowiedzieć słów przebaczenia. O. Kolbe nigdy się nie zaprze, nigdy nie zatai, i nigdy swej miłości do ludzi nie zdradzi. Choć zapłata za to będzie zawsze taka sama - ciężki cios pięści, kija lub bykowca.

Cios spada jak grom, potężny, prawie obalający. Zakonnik czuje słony smak krwi w ustach. Policzek drętwieje boleśnie.

- No, co - wierzysz? - pyta Niemiec,

- Wierzę...

Przekleństwa sypią się z ust esesowca. Z całym rozmachem wali go po raz drugi w twarz. Z zachwytem widzi jak się ona robi kredowo-blada, by zwolna zachodzić sino-krwawymi plamami. Wydaje stęknięcie zadowolenia: po takich dwóch ciosach więźniowie zwykli są lżyć własną matkę, jeśli im tylko to każe robić.

- Hę - może ty jeszcze wierzysz? Co?

- Wierzę...

Nie krzyk, ale bełkot dobywa się z ust Niemca. Jego twarz staje się sina, jakby to on był po niej bity. Rzuca się na księdza, i tłucze go pięściami, kopie, przewraca na ziemią, szarpie za krzyż od koronki.

- W to wierzysz? Powiadaj, w to wierzysz?

- Wierzę...

- Ach!


To jest coś strasznego, najstraszniejszego co może spotkać człowieka jak ów Scharfuhrer. Szaleńcy jemu podobni znajdują pociechę w świadomości, że są znienawidzeni. Ale miłość i wybaczenie - są dla nich zjawiskiem nie do zniesienia. Jeszcze jeden wściekły cios i esesowiec wybiega z celi. Zatrzaskuje za sobą drzwi. Słyszą jak pędzi przez korytarz. Może wpadnie do innej celi i znęcać się będzie do szaleństwa nad jakimś nieszczęśnikiem, któremu każe powtarzać po dziesięć, po sto razy: nie ma Boga, nie wierzę w Boga...

A O. Kolbe? On ma ciężkie zadanie, by uspokoić towarzyszów ze swej celi, których wyprowadziła z równowagi ujrzana scena. Pienią się, gotowi są nieomal z narażeniem życia skoczyć do gardła strażnikowi. Pohamowując burzę, która w jego własnym sercu płonie, O. Maksymilian mówi cicho:



  • Niech panowie dadzą spokój. Niech panowie się opanują. Nie trzeba... nie trzeba... Bóg zapłać, ale nie trzeba. To przecież - dla Niepokalanej...

Rozważanie:

Nieraz wstydzimy się naszej wiary. Tego, że przynależymy do Wielkiej Rodziny Chrystusowej. Wstydzimy się znaku krzyża, modlitwy. Ale tak naprawdę w tych momentach wstydzimy się Boga!

Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham!”


Pieśń:
W swe ramiona mnie weź.

Mocą Krzyża dodaj sił.

W księgę życia wpisz mnie,

do swej chwały przyjąć chciej.



XI. Oświęcim - ostatnia posługa dla Niepokalnej

28 maja zamknięte, pełne ludzi, wagony stają na stacji Oświęcim. Auschwitz! Nie każda męczarnia jest jednak męczeństwem, nie każda kaźń prowadzi na ołtarze. W Oświęcimiu krew męczenników zmieszana jest z krwią tych, co śmierć witali przekleństwem, a swych katów - nienawiścią. Lecz będąc tą prawdziwą "krwią świata" - krwią, w której składzie świętość graniczy o miedzę z miernotą, zaś mierność - z łotrostwem - krew wylana w Oświęcimiu jest symbolem - jedności ogólnoludzkiej - jest wyrazem tego co stanowi życie świata: zboża obok kąkolu.

Oto w jaki sposób relacjonuje pobyt O. Maksymiliana Kolbe w obozie koncentracyjnym jego współtowarzysz ks. Konrad Szwed.

W obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu zetknąłem się osobiście z O. Maksymilianem Kolbe. W niedzielę po południu zbierali się polscy księża w ukryciu dla wspólnej modlitwy lub wysłuchania jakiejś konferencji duchownej. O. Kolbe wygłosił konferencje pt. "Najświętsza Maria Panna w stosunku do Osób Trójcy Świętej"

W szpitalu obozowym, dokąd dostał się O. Kolbe na skutek wycieńczenia i pobicia, odwiedzałem go i często słuchałem jego rad i wskazówek. Ponieważ gorączka nie ustępowała, przeniesiono go na oddział infekcyjny, na salę podejrzanych o tyfus. Leżał obok drzwi, błogosławił wynoszonych umarłych, pocieszał chorych.

Po wyjściu ze szpitala przebywał O. Kolbe na bloku rekonwalescentów. Z tego bloku zbiegł jeden ze współwięźniów i zwyczajem obozowym dziesięciu za niego miało pójść na śmierć. O. Kolbe dobrowolnie ofiarował swoje życie za ojca rodziny Franciszka Gajowniczka. Zdarzenia tego nie widziałem, lecz stało się ono głośnym w całym obozie. Faktem jest, że tego wieczoru O. Kolbe poszedł do podziemnego bunkra na śmierć głodową wraz z grupą skazańców.



Rozważanie:

Jak mamy naśladować św. Maksymiliana?

W dzisiejszym świecie nasza wiara nie wymaga poświęcania życia, tak jak to uczynił O. Kolbe. Świętość jednak możemy osiągnąć poświęcając swoją pracę i czas bliźnim.

Panie!

Pomóż nam w każdej chwili życia dostrzegać drogę do świętości.
Pieśń:
Ta krew z grzechów obmywa nas

Ta krew czyni nas bielszym od śniegu

Ta krew z grzechów obmywa nas

To jest Baranka Święta Krew.



XII. Oddanie życia za bliźniego - zeznanie Franciszka Gajowniczka
Nieszczęśliwy los padł również na mnie, wspomina Franciszek Gajowniczek, ze słowami: "Ach, jak żal mi żony i dzieci, które osierocam" - udałem się na koniec bloku. Miałem iść do celi śmierci głodowej.

Te słowa słyszał O. Maksymilian Kolbe, franciszkanin z Niepokalanowa. Wyszedł z szeregów, zbliżył się do "Lagerführera" Fritscha i usiłował ucałować jego rękę. Fritsch zapytał tłumacza: "Czego życzy sobie ta polska świnia?" O. Maksymilian Kolbe, wskazując ręką na mnie. wyraził swoją chęć pójścia za mnie na śmierć. Lagerführer Fritsch ruchem ręki i słowem "niech wyjdzie" kazał mi wystąpić z szeregu skazańców, a moje miejsce zajął O. Maksymilian Kolbe. Za chwilę odprowadzono ich do celi śmierci, a nam kazano rozejść się na bloki.

W tej chwili trudno mi było uświadomić sobie ogrom wrażenia, jaki ogarnął mnie; ja, skazaniec, mam żyć dalej, a ktoś chętnie i dobrowolnie ofiaruje swoje życie za mnie. Czy to sen, czy rzeczywistość? Wśród kolegów wspólnej niedoli oświęcimskiej dał się słyszeć jeden głos podziwu heroicznego poświęcenia życia tego kapłana za mnie.

Wychowany jestem w atmosferze religii katolickiej, wiarę swoją w najcięższych momentach zachowałem, religia była dla mnie wówczas jedyną dźwignią i nadzieją. Ofiara O. Maksymiliana Kolbe spotęgowała jeszcze moją religijność i przywiązanie do Kościoła katolickiego, który rodzi takich bohaterów. Jedyną wdzięcznością jaką mogę się odpłacić memu wybawicielowi, jest codzienna modlitwa, którą zanoszę wspólnie z moją żoną.



Rozważanie:

Czy potrafimy być wdzięczni?

Czy potrafimy być wdzięczni rodzinie, przyjaciołom, bliźnim?

Oni często się dla nas poświęcają!

Czy umiemy to zauważyć?

Boże!

Pomóż nam odpłacać dobrem za dobro.

Pieśń:
Ojcze, chwała Tobie,

swe życie składam Tobie. Kocham Ciebie.

Jezu, chwała Tobie,

swe życie składam Tobie. Kocham Ciebie.

Duchu, chwała Tobie,

swe życie składam Tobie. Kocham Ciebie.

Trójco, chwała Tobie,

swe życie składam Tobie. Kocham Ciebie.



XIII. Śmierć męczeńska
Na bloku 11. w piwnicach znajdują się cele śmierci. Wpycha się do nich nagich skazańców. Odtąd nie dostają już nic do jedzenia, nic do picia. Jęki ich i wycia dochodzą poprzez mury. Ale razem z jękami dochodzą i pieśni. Tamci ludzie się modlą, tamci ludzie podminowują modlitwą katownię oświęcimską.

Nawet Niemcy słuchają tego ze zdumieniem. Wiedzą kto sprawia, że skazani się modlą zamiast wyć z pragnienia i z głodu. Powiadają: "Ten klecha to wcale przyzwoity człowiek. Takiego nie mieliśmy tu jeszcze".

14 sierpnia w Wigilię Wniebowzięcia - w dwa tygodnie po zamknięciu - O. Kolbe jeszcze żyje. Niemiecki oprawca dobija go zastrzykiem z kwasu karbolowego... Umarł w przeddzień święta swej Królowej.

Rozważanie:

Boimy się śmierci. Lękamy się powrócić do Domu Ojca. Dlaczego? Przecież tam Dobry Bóg przygotował dla nas najlepsze mieszkanie!

A może boimy się, że nie zasłużyliśmy na nie?

Boże!

Pomóż nam tak przeżyć życie aby bez lęku i z podniesioną głową przestąpić próg Twego Domu.
Pieśń:
Będę śpiewał Tobie, mocy moja!

Ty, Panie, jesteś mą nadzieją.

Tobie ufam i bać się nie będę.

XIV. Zeznanie Brunona Borgowca

„Byłem więźniem obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu i musiałem czyścić cele śmierci i również bunkier Ojca Maksymiliana Kolbe, franciszkanina. W tym bunkrze znajdował się Ojciec Kolbe do naga rozebrany i czekał na śmierć głodową. W celi nie było okna. Zaduch był straszny, posadzka cementowa, żadnego umeblowania, tylko wiadro na potrzeby naturalne. Ojciec Kolbe nigdy nie narzekał. Głośno się modlił, tak że i jego współtowarzysze mogli go słyszeć i razem z nim się modlić. O. Kolbe umarł po dwu tygodniach 14 sierpnia 1941 roku. Ponieważ to konanie jego SS-manom za długo trwało, został zastrzykiem kwasu karbolowego zgładzony. Ojciec Kolbe miał ten dar, że umiał pocieszyć ludzi. Współwięźniowie narzekali i w rozpaczy krzyczeli a nawet przeklinali. Po słowach O. Maksymiliana Kolbe jednak uspokoili się i pogodzili się ze swoim strasznym losem. Gdy miałem ciało Ojca Kolbe z celi wynieść i otworzyłem drzwi, podpadło mi, że Ojciec Kolbe siedział na posadzce oparty o ścianę i miał oczy otwarte. Jego ciało było czyściutkie i promieniowało. Każdemu podpadłaby ta pozycja i każdy sądziłby, że to jakiś święty. Jego twarz oblana była blaskiem pogody. Ciała innych więźniów zastałem leżące na posadzce, zbrudzone i o zrozpaczonych rysach. Wzrok O. Kolbe był zawsze dziwnie przenikliwy. SS-mani go znieść nie mogli i krzyczeli: "Patrz na ziemię, nie na nas!". Pewnego razu podziwiając jego męstwo za życia i zachowanie się, SS-mani mówili między sobą: "Takiego klechy jak ten nie mieliśmy tu jeszcze. To musi być nadzwyczajny człowiek".

O. Kolbe miał zaledwie 47 lat. Ciało bohaterskiego męczennika zostało spalone w krematorium. Ale cały Niepokalanów stał się jego jednym wielkim sanktuarium. Wszystko tu mówi o nim, wszystko przypomina jego osobę i działalność.

17 października 1971 r. został ogłoszony błogosławionym przez papieża Pawła VI, a 10 października 1982 r. zaliczony przez papieża Jana Pawła II w poczet świętych, jako męczennik.


Rozważanie:
Pieśń:
Bo jak śmierć potężna jest miłość

A zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol

Żar jej to żar ognia, ogień Pański

Ref: Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości

Nie zatopią, nie zatopią jej rzeki.



Komentarz
2) Teraz nastąpi wystawienie Najświętszego Sakramentu. Podczas Jego adoracji najpierw odśpiewamy litanię do św. Maksymiliana a następnie w chwili ciszy będziemy modlić się indywidualnie.


Adoracja Najświętszego Sakramentu

Przy wystawieniu Najśw. Sakramentu wszyscy klękają i śpiewają pieśń:
Idzie, idzie Bóg prawdziwy, *Idzie Sędzia sprawiedliwy; *Stańmy wszyscy pięknym kołem,

*I uderzmy przed Nim czołem.

Idzie, idzie Bóg łaskawy, * Idzie Twórca wszego prawy; *Stańmy wszyscy pięknym kołem,

*I uderzmy przed Nim czołem.

Idzie, idzie Król przemożny, *Idzie Pan wielce wielmożny; *Stańmy wszyscy pięknym kołem,

*I uderzmy przed Nim czołem.

Idzie, idzie Światłość wieczna, *Idzie ku nam moc przedwieczna; *Stańmy wszyscy pięknym kołem, *I uderzmy przed Nim czołem.

Idziesz, idziesz miły Panie, *A gdzie Twój Majestat stanie; *Niechaj tam, stanąwszy kołem,

*Na wiek wieków bije czołem.
MODLITWA WSTĘPNA
P.: Panie, Jezu Chryste, wejrzyj miłościwym okiem na nas korzących się u stóp ołtarza Twego. Daj nam łaskę silnej wiary w cudowną obecność Twoją na tym ołtarzu, byśmy zrozumieli, że Jesteś naszym najlepszym Przyjacielem i Ojcem. Spraw, by ta chwila adoracji utwierdziła nas w dobrych chęciach i przyrzeczeniach. Nakłoń ucha Twego, na głos modlitwy naszej.
W.: Najukochańszy Zbawicielu nasz, oto stajemy dziś przed Tobą, naszym królem i najlepszym przyjacielem. Przychodzimy oddać Ci cześć najgłębszą i podziękować za wiarę i świadectwo świętości naszego patrona Maksymiliana Marii Kolbe oraz za wszystkie dobrodziejstwa Twoje.
P.: Ofiarujemy Ci te chwile modlitwy u Tronu Twojego:

Za Ojca św., za biskupa naszego i cały Kościół święty,

Za naszego patrona św. Maksymiliana Kolbe

Za Ojczyznę naszą,

Za nas samych i bliskich naszych,

A także na intencję, w której każdy z nas dzisiaj szczególnie modlić się pragnie.



W ciszy i skupieniu indywidualna modlitwa zebranych na czuwaniu.

Pieśń ( kończy adorację):

Kłaniam się Tobie Przedwieczny Boże i o św. Maksymilianie.
Komentarz
3) Teraz przechodzimy do bardzo specyficznej formy rozważania. Spróbujemy przyjrzeć się osobie O. Kolbe poprzez słowa wierszy. Wiersze są zarówno poświęcone bezpośrednio św. Maksymilianowi jak i cnotom, którymi nasz patron zasłużył na świętość.
Recytacja wierszy.

Dwie przekłute Dłonie
Mój smutek był tak głęboki,

że ludzka miłość nie mogła przeniknąć

do jego najgłębszych zakamarków.

Wlokłem się przez dolinę

cierpienia mojej duszy,

w dół, w dół, aż w głębiny ciemności.

I tam, w bólu ponad ból i łzy

Zobaczyłem dwie wyciągnięte dłonie.

Dwie przekłute dłonie,

to było wszystko, co widziałem,

dwie przekłute dłonie wyciągnięte do mnie.
Zrozumiałem, że jednak

ktoś dzieli mój smutek,

aż do końca,

że nie jestem samotny w ciemnościach,

że każda cząstka mojego bólu jest rozumiana.

Dwie kochające dłonie

To było wszystko, co widziałem,

Dwie kochające dłonie wyciągnięte do mnie.
Nie poczułem, żeby ból zelżał.

Dotkliwa świadomość żalu wciąż była obecna,
Musiałem stawić jej czoła i żyć z nią.

Ale nie byłem już samotny.

W kojącej ciszy

dwie przekłute dłonie trzymały moje ręce.

Dwie dłonie dzieliły mój ból.

To było wszystko, co widziałam:

dwie dłonie wyciągnięte do mnie

i dzielące mój ból.

Kazimiera Iłłakowiczówna




Modlitwa za nieprzyjaciół


Zmiłuj się, Boże, nad Niemcami!...

Panie...

...nad miotanymi szaleństwem i grozą,

nad zamkniętymi w więzieniach,

nad czekającymi wybawienia

za kolczastym drutem obozów...

...nad niewinnymi i nad ich rodzinami...


Zmiłuj się, Boże, nad Niemcami!...

Nad schylonymi przed fałszywym bogiem,

Nad leżącymi pustką i odłogiem...

...Nad posłusznie idącymi mrowiem ku przepaści

zmiłuj się, Boże, i na zgon namaścij.

Zdejm z oczu ginących bielmo,

Zdeptanym daj ucztę weselną,

Niechaj Twój anioł z nimi chleb przełamie...

Zmiłuj się, Boże, nad Niemcami!
Nad nienawidzącymi zmiłuj się, Boże.

Nikt z nas już nic uczynić nie może...

Wszak mieli sztandar, dziś znakowi kłamią.

Czerwono-czarny był... cóż gdy niewierni,

Stali się obu – czerwieni i czerni.

Wyschły im źródła łask...

Wejrzyj na nich jeszcze raz.

Zmiłuj się, Boże, nad Niemcami.

Spuść im Twą miłość, otwórz oczy ślepe...

Chcieliśmy zdziałać to – nie możem sami,

Chcieliśmy sercem, lecz ich serca – wściekłe.

Zmiłuj się, Boże, nad Niemcami.


3 IX 1939 r.

Witold Kowalski

"Świetlanym cieniom O. Maksymiliana"
Wpatrywałem się w Twoje oczy baranka

były człowieczo bezbronne

widziałem i Twoje dłonie

rozłożone w akcie miłosierdzia

nie były puste...

darowałeś łaskę

Dlatego jesteś symbolem życia

chociaż wybrałeś śmierć

w nieludzkim

wieku dwudziestym

kiedy bezradne

wszystkie

słowa


Stanisława Piasecka

"Ojciec Maksymilian Kolbe"

Kolczasty drut

jak cierniowa korona

i ból


zamknięty w udręczonym ciele

tak po ludzku czującym


Wśród nienawiści i pogardy

krzyku rozpaczy, beznadziei

miłości, miłosierdzia słowo

wydało plon


A droga

jeszcze ciężka i daleka

betonu chłód

powoli studzi cielesną powłokę


Jak wiele

można przez miłość człowieka

powtórzył oto

w imię Boga

człowiek

Tadeusz Chróścielewski

"Błogosławiony Ojciec Kolbe"
Nie tylko bosą stopą i grotem pacierza

gromi Niepokalana brunatny łeb węża,

także i rycerzami z Maryjnego znaku…

Taki pióry pawimi nie trzęsie się w szyszaku

i z kopią świętojerską konia nie dosiada,

i Dawidowej siły kamieniem nie włada…

w zmaganiu z pełzającym wzdłuż globu Goliatem.

W on czas Goliat wężowy brał górę nad światem,

pistolet przerażenia przybił mu do skroni,

wkoło czterech żywiołów cielskiem się okręcił,

w jeden splot związał Jabłoń Życia i Oświęcim…

i dymem krematoriów Maryję przesłonił,

i drwił z Niepokalanej,(…)tak w dymie dalekiej:

Świata nie zmogła Synem, a on zmoże lękiem...

A był tam człowiek - słaby, jak wszyscy w obozie:

tknąć pejczem, krew wycieknie, stężeje na mrozie.

Bo cóż człowiek? Tlen, białko, szlam i kostny fosfor,…

po rozłące z oddechem łatwopalne mięso,

worek lęku, źdźbło trawy, co się chyli do stóp.

A więc z ludzkiego strachu jest węża zwycięstwo...

A był człowiek tam, mówię, jak wszyscy z miliona,

w pasiaku na apelach dygotał przemarzły;

okulary pęknięte, obwisłe ramiona;

kochał ludzi (i siebie może też, jak każdy)

i lęk znał.(…) Ale widząc, że zginąć ma człowiek,

lęk strzaskał, za drugiego śmierć oddał wrogowi,

zaprzeczając konaniem wszechmocy padalczej,

świadcząc, że nie przemogą Dobra bramy piekła...

Z dna świata niezawisłym wyborem człowieka

gniecie Niepokalana żądlisty łeb węża.


Komentarz
4) Tak oto zakończyliśmy „oficjalną” część czuwania. Jest jednak możliwość zostania na modlitwie i podziękowania Bogu i Niepokalanej za ten wspólny czas czuwania.

Modlitwa dziękczynna (śpiewy)


Tekst czuwania zorganizowanego przez scholę parafialną z Duńkowiczek.



Wybór i skład tekstów oraz pisanie rozważań: Katarzyna Koba i Marcin Dyjak.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość