Strona główna

Sekty czyli nowe ruchy religijne wyzwaniem dla kościołA


Pobieranie 51.85 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar51.85 Kb.

SEKTY - CZYLI NOWE RUCHY RELIGIJNE

-WYZWANIEM DLA KOŚCIOŁA



Ks. Andrzej Mirek

I. Próba definicji

W „Małym słowniku wyrazów obcych” M. Arcta wydanym w 1939 r. (wydanie nowe) słowo „sekta” zostało zdefiniowane jako „stronnictwo religijne odstępujące od zasad wiary Kościoła głównego”. Wg tegoż samego źródła sekciarzem zaś, bądź sektarzem jest „zwolennik jakiejś sekty, odszczepieniec, heretyk”. Trzydzieści lat później (1968 r.) Władysław Kopaliński w Słowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych defi­niuje sektę jako „(odszczepieńczą, dysydencką) grupę religijną, która odłączyła się od wyznania macierzystego, (jako) odłam wyznaniowy w obrębie danej religii”. Wg tego samego autora sekciarstwo to „działalność sekt religijnych”, natomiast w przenośni sekciarstwo to „doktrynerstwo polityczne, izolo­wanie się, zasklepianie się w obrębie pewnej grupy”.



Sekta w języku polskim to pojęcie negatywne, posiadające pejoratywne odniesienia, skojarzenia, a także emocjonalny ko­loryt. Oryginalne znaczenie słowa sekta nie ma wprost pejora­tywnej konotacji. Łacińskie „secta” to „kierunek”; zasady; spo­sób życia; szkoła myślenia; stronnictwo. Łacińskie „secta” wy­wodzi się od sequi, co się przekłada: „następować (po kim, po czym); towarzyszyć”. Chcąc zatem mówić (a więc także chcąc ustosunkować się) o sektach należy jasno określić, poznać zakres treściowy tego pojęcia, który powinien być w miarę jasny i przej­rzysty. Bez próby zdefiniowania terminu trudno będzie poznać „zawartość” tego, co on wyraża zadanie to jest trudne, bowiem fenomen sekty jest zróżnicowaną, niejednoznaczną, skompliko­waną rzeczywistością. Zagadnienie sekt można rozpatrywać z różnych punktów widzenia. Ta wieloplaszczyznowość refleksji jest „odbiciem” wielopłaszczyznowości tego zjawiska, tejże grupy religijnej oderwanej „od korzeni”, od „ciała macierzystego”, grupy inspi­rowanej doktryną określonej tradycji religijnej. Zasady organi­zacyjne sekt stawiają imperatyw socjologicznej analizy danej społeczności. Każą zastanawiać się nad rolą inspiratora, przy­wódcy, lidera, dysydenta. Postulują podjęcie refleksji nad stru­kturą, hierarchicznością (bądź też jej brakiem) w tej właśnie grupie. Fakt „oderwania się” od macierzystego Kościoła, wspól­noty religijnej, doktryny suponuje określone tego przyczyny. Tu również jawi się analiza socjologiczna, chociaż dominantą oka­zuje się raczej socjopsychologiczne reflektowanie. Izolowanie się grupy od ogółu, mechanizmy i motywy separacji mogą być przedmiotem badań psychologii religii. Uwzględniać ona rów­nież będzie wpływ sekt na życie psychiczne człowieka, ich adep­ta, zwolennika, czy także fanatyka. Wpływ życia religijnego nigdy nie jest obojętny dla kształtu osobowości. Wyżej wskazane płaszczyzny badań naukowych sprowadzają się zasadniczo do nauk religioznawczych. Religioznawstwo zatem jako dyscyplina nauk humanistycznych podejmuje prace badawcze nad genezą, rozwojem, przyczyną i okolicznościami powstania, czynnikami społecznymi, rozprzestrzenianiem się sekt (geografia i kierunki misji sekt), fenomenologicznym aspektem (chodzi o istotę tego fenomenu). Inną dyscypliną, która również reflektuje problem sekt, jest teologia. Nauka objawiona, dyscyplina normatywna dotycząca Boga, nie może traktować zjawiska sekt jako czegoś marginalnego, nieistotnego. Każda sekta posiada własną spe­cyficzną hierarchię wartości, częstokroć „odwróconą”, gdzie szczyt wyznaczają niejednokrotnie wartości witalne, chociażby seksualne, jak w niektórych przypadkach. Zachowanie i pod­stawy adeptów sekt wyznaczone jest przez określone normy, którym również poddana jest spektakularna spontaniczność. Teologia moralna więc nie może być obojętna, jeżeli chodzi o ocenę hierarchii wartości i norm etycznych głoszonych przez sekty, tym bardziej, że częstokroć wskazują one na Jezusa Chry­stusa jako źródło własnych zakazów, nakazów, poleceń. Pro­blematyką wprost nieobecną w literaturze (w polskiej w ogóle) jest teologiczna refleksja nad zbawieniem osób przynależnych do sekt. Skoro Sobór Watykański II mówił o wydanej w 1964 r. Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium (nr 16) o perspektywie i możliwości zbawienia osób nie znających Boga, stojących poza granicami Kościoła (czy Kościół ma granice?), to tym bardziej dziś trzeba rozważać ten temat w odniesieniu do sekt. Czy milczenie teologów w tej kwestii oznacza ich lęk o brak przygotowania, kompetencji, by mówić na ten temat? A może to milczenie jest jakąś „szansą” daną Bogu. który może wszystko... Nie rozwiązujętych pytań węzłowych (węzeł!), nie stawiam jakichś normatywnych definitywnych odpowiedzi. Sygnalizuję tylko ogromnie poważną trudność i ciężar zagadnienia. Sekty to nie jakieś banalne „twory”, które i tak są bezsilnie w obliczu wielkich religii czy Kościoła. Sekty są wielkim wołaniem do Kościoła, do tradycyjnych i „dostojnych” wielkich religii o podejmowanie studium tego zagadnienia. Potrzebna jest głęboka refleksja w oparciu o nauki m. in. Humanistyczne (religioznawstwo), teologię, a także poważna refleksja kulturowa. Sekty bowiem są wyrazem pewnego dramatu kultury, pew-­
-nych pęknięć w kulturze. Żadną miarą to nie są jakieś „szumowiny’ gdzieś przypadkowo zbierające się na powierzchni życia określonych społeczeństw kulturowych, religijnych. „Fermen­tują” całe duże organizmy społeczne. Sekty zaś są widzialnym objawem tych niewidocznych na pozór procesów we ­współczesnym świecie.

Szukajmy dalszych aspektów definicji hasła „sekta”. W zna­czeniu szerszym sekta jest grupą społeczną, którą charakteryzuje przede wszystkim bardzo ostra izolacja świadomościowa. Jest ona następstwem izolacji społecznej (zarówno w wymiarze mi­kro - izolacja od samego siebie, izolacja od rodziny, bliskich) oraz w wymiarze makro - (izolacja od Kościoła, religii). Wyra­zem izolacji świadomościowej jest głównie przyjęcie własnej, opozycyjnej wobec środowiska zewnętrznego - hierarchii wartości. Zarówno ta cecha, jak również silna rola przywódcy, fundatora, organizatora sekty, jej lidera - powoduje, iż jest ona właściwie jedyną społecznością „wiążącą” swoich członków. Pełni zatem funkcję jedynej i wyjątkowej więzi społecznej. Więzi z innymi ludźmi są zerwane lub unicestwione, ich potrzeba wyparta nawet ze świadomości. Również zredu­kowane zostają więzi z innymi, z tymi spoza sekty. To może, choć nie musi. być przyczyną fanatyzmu, czyli zagorzałej żarliwości i zaślepienia nie uznającego żadnego kompromisu. W taki sposób zrodzona bezkrytyczna wiara w bezwzględną i bezwarunkową słuszność tylko własnych poglądów rozbudza zaślepioną namiętność do szerzenia własnego stylu życia, do „wciskania” wprost na siłę własnego punktu widzenia. Nadto jest impulsem do wzbudzania doktrynalnej agresji, do atako­wania własnymi przekonaniami myślących inaczej. W znaczeniu węższym sekta jest niewielką grupą wyznaniową wyodrębnioną i ukształtowaną w wyniku buntu i protestu religijnego przeciwko dużej dominującej wspólnocie.



Żadna religia nigdy nie była sprawą tylko określonych jed­nostek. W naturze religii wpisany jest głęboko wspólnotowy wy­miar. Podobnie lider „prorok”, „charyzmatyk” inicjujący sektę tworzy tym samym określoną społeczność. Jego bunt, jego du­chowe doświadczenia i przeżycia przekraczają krąg własnego ja i stają się własnością grupy, jej rysem charakterystycznym i zna­kiem tożsamości. Ta społeczność z kolei daje siłę jednostkom. Sekta żyje siłami społeczności. Z socjologicznego punktu wi­dzenia wyróżnia się różne typy wspólnot religijnych. Jedną z nich jest tzw. religia narodowa, której członkiem staje się poprzez fakt urodzenia (tak więc właściwie nawrócenie na hinduizm jest niemożliwe). Inna jest wspólnota religijna zwana „gminą”, której cechą charakterystyczną jest dla każdego wiernego tzw. ryt przyjęcia, ryt inicjacyjny („gminą” jest więc na przykład chrześcijaństwo). Trzeci typ specyficznej wspólnoty religijnej sta­nowi sekta. Do niej osoba „z zewnątrz” może być przyjęta, wciągnięta, złowiona. Ale również może być usunięta, odrzu­cona, nie zaakceptowana, chociażby z racji na nieodpowiednie kwalifikacje duchowe, czy też postępowanie.
II. Spojrzenie na historię
Wg religiologów w dziejach historii religii nie było jakiegoś nadzwyczajnego „urodzaju” sekt. Dziś można postawić tezę wprost przeciwną. Typową sektą w czasach Cesarstwa Rzymskiego był mitraizm z rozwiniętym kultem indoirańskiego bóstwa słonecznego - Mitry. Był to wschodni kult misteryjny łączący doktrynę mazdaizmu (głoszącego odwieczną walką dobra i zła pojmowanego dualistycznie) i hellenizmu. Mitraizm jako rywal w pewnym sensie i zagrożenie chrześcijaństwa (w II i IV w.) w swoje szeregi przyjmował tylko mężczyzn. Umożliwiał im udział w siedmiu kolejnych stopniach wtajemniczenia. Sektą była również wspólnota Esseńczyków powstała na bazie judai­zmu, a istniejąca na przełomie I w. prz. Chr. i I w. po Chr. Esseńczycy, zwani „atletami cnoty” prowadzili umiarkowane, proste i uczciwe życie, nie uczęszczając jednak ani do świątyni jerozolimskiej, ani do synagogi. Charakter sekty posiadają dziś zgromadzenia mnichów buddyjskich. W islamie zaś -społeczność charydżytów, organizacja o charakterze polityczno-doktrynalnym powstała już w VII w. Ich odchylenia od prawowierności islamu dotyczyły interpretacji usprawiedliwie­nia (uzależniali je od wiary, której towarzyszą dobre uczynki). Charakteryzowali się rygoryzmem moralnym, zakazywali słuchania muzyki, uprawiania sztuki, a także wystawności w je­dzeniu. Już od czasów starożytności sekta chrześcijańska wyróżniała się od prawowitego Kościoła różnym podejściem do chrztu. Od czasów donatyzmu (początek IV w.) sekty przybierały formy życia społecznego. To gwarantowało ich prze­trwanie. U podstaw wspomnianego donatyzmu, schizmy w Kościele afrykańskim leżały zarówno racje doktrynalne (spirytualistyczno-subiektywna koncepcja Kościoła), etniczno-polityczne (niechęć ludzkości afrykańskiej do rzymskiej), ekonomiczno-socjalne (niechęć warstw panujących do właścicieli latyfundiów). Głównie jednak u podstaw tkwiły racje religijne do­tyczące sytuacji powstałej w czasie prześladowań chrześcijan za cesarza Dioklecjana (podział na fanatycznych zwolenników męczeństwa i tzw. umiarkowanych zwolenników). W przypadku sekt już w starożytności (np. synkretycznym, dualistycznym sy­stemie manicheizmu głoszącym kosmiczny konflikt dobra, czyli ducha i zła. a więc materii) można było dostrzec ich podwójną „kompozycję”. Ci, którzy formalnie nie przynależą do sekty, a są jej zwolennikami, w istocie stanowią jej bazę materialną. Podobnie jest i dziś w przypadku niektórych sekt.
III. Cechy charakterystyczne sekt
Cechą charakterystyczną z zasady każdej sekty jest nieto­lerancja przeradzająca się częstokroć w agresywny prozelityzm. Istnieje jakaś specyficzna mentalność sekciarska, wyrażająca się w ciasnym widzeniu rzeczywistości, w niedostrzeganiu zło­żoności życia. Mentalność taka nie zawsze musi mieć kierunek inwolucyjny, wsteczny, coraz bardziej punktowo widząc ogrom spraw. Może ona ewoluować poprzez kontakty z innymi ludźmi, wyzwalając się w ten sposób z pozorów ją krępujących. Sekty więc o proweniencji chrześcijańskiej poprzez kontakty z Kościo­łem mogą umacniać w sobie świadomość eklezjalną i wypra­cowywać utraconą duchowość eklezjalną.

Jakie jest kryterium rozróżniania Kościołów od sekt zro­dzonych z pożywki chrześcijańskiej? Niejednokrotnie najcen­niejszym kryterium rozpoznawczym są źródła nauczania. Wspól­noty religijne oderwane od macierzystego chrześcijaństwa, bądź też inspirowane chrześcijaństwem, posiadające poza Biblią inne objawione księgi, czy proroctwa o takim samym albo nawet większym walorze motywacyjnym i normatywnym, bezsprzecz­nie zaklasyfikować można jako sekty. Również grupom religij­nym, które eliminują, usuwają z Biblii określone jej części, zestawiając w ten sposób im potrzebny nowy „kanon” Pisma świętego, bądź też dowolnie interpretujące zmieniające treści ksiąg przynależy także miano sekt. Cechę charakterystyczną sta­nowi też tzw. światopogląd sekty. Wprawdzie może wywodzić się z doktryny określonej religii, nigdy jednak nie jest i nie będzie z nią tożsamy.

Sekty powszechnie uważane są jako zagrożenie dla wolności człowieka, głownie ze względu na ich autorytarną strukturę, gdzie ten, który nie ma władzy (jakiejkolwiek władzy) zatraca swoją podmiotowość, rezygnuje z własnej podmiotowości, pod­dając ją temu słusznemu i ważniejszemu (w imię czego?) od niego. Sekty stosują specyficzne działania zwane „praniem móz­gów”. To „pranie” świadomości ma na celu oczyszczenie jej ze wszystkiego, co nie koresponduje z ideologią wybranych (przez kogo?) i jedynych posiadaczy prawdy, np. prawdy zbawienia. „Pranie mózgów” oznacza bezwzględną kontrolę myśli, śledze­nie z zewnątrz i korygowanie strumienia cudzej świadomości. Oznacza preparowanie struktur i wytyczanie, drążenie kolein dla myśli neofity, nowo nowonawróconego. Jego myśl jest i musi być kontrolowana by nie umknęła poza przetarte szlaki, utrwa­lone drogi przez wszechwiedzących i nieomylnych liderów. Wszelkie refleksje krytycznych sądów są eliminowane. W ten sposób umysł traci zdolność krytycznego rozumowania, a także rezygnuje ze stawiania pytań. One właściwie w końcu są nie­potrzebne, bowiem odpowiedzi dawane są właściwie bez wcześniejszych zapytań, odpowiedzi ad hoc, jedynie słuszne, prawdziwe, bez cienia czy znamienia wątpliwości. Jednostka wciągnięta w tryby mechanizmu grupy, mechanizmu ściśle zaprogramowanego, opracowanego i precyzyjnie spreparowane­go (przy pozostawieniu ułudy spontaniczności i pozorów wolnej decyzji) jest zewsząd osaczana. W końcu nie może wyrwać się spod presji grupy, nie może uwolnić się z tzw. grupowego na­cisku.

Zagrożenie i krępowanie wolności człowieka wyraża się także poprzez wsączanie (często delikatne, a nie brutalne) poczucia winy i strachu. Winą jest bycie kiedyś poza sektą, kiedy się jej jeszcze nie znało. Poddawanie się omamianiu na poprze­dniej drodze życia rodzi również poczucie winy. Wspomnienie o złu. w którym się było kiedyś zanurzonym, o nałogach czy perwersjach. które być może kiedyś były (chociażby okazjonal­nie, a nie permanentnie) udziałem obecnego adepta sekty, pamięć o grzechu - to wszystko wywołuje grozę winy, psychozę nawet lęku i towarzyszącego mu poczucia bezradności. Strach natomiast może się rodzić przy ewentualnym wspomnieniu o odejściu z sekty. Błędne koło winy i strachu, sztucznie i ce-­


lowo jest napędzane przez „pilotów” i strażników znających reguły gry sekt.
IV. Przyczyny wstępowania do sekt
Osobami zagrożonymi ze strony działania sekt są głównie ludzie młodzi, często zagubieni, osamotnieni, błądzący w po­szukiwaniu odpowiedzi na fundamentalne pytania życiowe. Nie bez znaczenia jest również sytuacja rodzinna młodzieży. 1) Ro­dziny nieustabilizowane, rozbite faktycznie (poprzez rozwód czy separację rodziców), bądź rozbite w innym sensie (nieobecność fizyczna i duchowa rodziców żyjących tylko i wyłącznie pracą, pomnażaniem dóbr materialnych), 2) Jak rów­nież rodziny patologiczne (alkoholizm) mogą być sprzyjającym środowiskiem, w którym rodzi się poczucie wyobcowania młodych osób. 3) Również młodzież stanowiąca mniejszość et­niczną, wyrwana z różnych racji własnego kulturowego kręgu, a zagubiona wśród wrogo lub obojętnie nastawionych do niej większości, stanowi podatny i pewny „narybek" dla sekt. Od­powiedni „grunt” dla ich działania to także ci, którzy zamieszkują na terenach fizycznej nieobecności Kościoła.

Nie tylko dzieci, ludzie młodzi, niedoświadczeni, 4) niedoj­rzali życiowo, o niewykrystalizowanych poglądach stają się obie­ktem zainteresowania sekt. Istnieją określone sekty „łowiące” dorosłych. 1)sfrustrowanych życiem, 2) zawiedzionych Kościołem. 3) rozczarowanych Chrystusem. Pewne sekty szcze­gólnie ..chwytają” ludzi prostych, niewykształconych, bazując na populistycznych uczuciach. Inne specjalizują się w nauce kie­rowanej do warstw wykształconych. hołdujących rozumowi, który częstokroć bywa ubóstwiany. Wyjątkowym „poligonem”, w którym rozwijać się może misjonarska praca sekt są środowiska tzw. miasteczek akademickich. Młodzież akademi­cka nie jest skora do „chodzenia do Kościoła”, ale chętnie przyjmię wysłanników religijnych o różnej proweniencji, którzy od­ważą się przyjść do niej na dyskusję o religii, Bogu, człowieku.

Kolejną przyczyną przystąpienia określonych osób do sekt jest ich 1) dystans od dotychczasowych liderów religijnych. Duszpasterz bywa bardzo często urzędnikiem pracującym w Kościele, jak w jakimś biurze dla interesantów (intruzów?). Brak porozumienia, obcość i obojętność pasterzy w stosunku do „owiec”, sformalizowane relacje, suche, oparte tylko na in­teresie (chrzest wypada; ślub, bo muszę; pogrzeb, bo jakże ina­czej) wytwarzają pewną pustkę.

Również trudna, 2) nie uregulowana sytuacja małżonków żyjących w cywilnych związkach pozasakramentalnych oraz brak troski o nich i akceptacji ich osób przez Kościół spowodować może poczucie wyobcowania i pragnienie przynależności do gru­py, która ich uzna. Stąd tylko krok, by wstąpić do ..współczującej, wyrozumiałej i akceptującej człowieka takim, jaki jest - sekty.

Zjawisko eksplozji sekt i bezcłowego importu do krajów dotychczas wolnych od ich działań jest symptomem struktur społeczeństwa współczesnego, w którym ginie „być” na korzyść „mieć”. Ta depersonalizacja stosunków międzyludzkich wytwa­rza pustkę egzystencjalną, przede wszystkim zaś sytuacje kry­zysowe. W takich okolicznościach dramatycznych załamań dotychczasowego stylu życia rodzą się lawinowo żądania kon­kretnych odpowiedzi na szereg pytań. Jedynie sekty twierdzą, iż mają monopol na prawdziwe odpowiedzi. Są to często od­powiedzi dotyczące nie tylko sfery intelektualnej, ale też sfery emocjonalnej. Odpowiedzi te tłumią umiejętność weryfikacji decyzji podejmowanej przez człowieka oraz zagłuszają jego na­turalne zdolności poznawcze. Depersonalizacja współczesnego świata oznacza przede wszystkim wyparcie potrzeby prawdy i sensu. Zmiany społeczno-kulturowe. ich zawrotny pęd powo­duje, iż człowiek za nimi nie nadąża. Gubi w ten sposób prawdę i sens życia. Sekty zaś zdają się „nadążać „ za tymi zmianami, oferując „prawdę” i ..sens” w pięknych opakowaniach, błyszczą­cych i podniecających wyobraźnię zagubionego człowieka.
V. Przyczyny ekspansji lub inwazji sekt
Człowiek szuka samospełnienia, autorealizacji, zarówno na płaszczyźnie poznawczej, jak i uczuciowej. Na płaszczyznach tych ujawniają się wymiary: społeczny, egzystencjalno-kulturowy oraz religijny. Człowiek chce ustosunkować się w sposób właściwy do samego siebie, do drugiego człowieka, do własnego „wczoraj - dziś – jutro”. Przede wszystkim zaś pragnie ustosunkować się do Boga - Transcendencji przekraczającej go, pociągającej, fascynującej, ale i budzącej lęk. Sekty dostrzegają tę naturalną dyspozycję i ukierunkowanie człowieka. Instruują go, jak ma się odtąd odnosić do siebie, do drugiego i do Boga, często widzianego nie jako osoba, lecz jako energia wszech­ogarniająca świat.

Każdy potrzebuje poczucia przynależności. Zniszczenie struktur tradycyjnej rodziny, setki tysięcy dzieci w różnych kra­jach rodzących się poza małżeństwem, żyjących bez rodziny, tylko z matką bądź z rodzicami, ale jakby bez nich, nie zapewnia pokoju przynależności. Poczucie wspólnoty, w której tętni miłość, gdzie żywe są więzi, wzajemne wsparcie, pomoc, zro­zumienie i dialog, winno być zrealizowane nawet na przekór wszelkim niesprzyjającym okolicznościom. Jest to jakiś instyn­ktowny zew krwi, na który chcą i odpowiadają sekty, wyprze­dzając reakcje dużych wspólnot religijnych.

Również czymś naturalnym jest poszukiwanie odpowiedzi na szereg egzystencjalnych pytań, jak również pragnienie rozwiązywania zawiłych trudności. Brak odpowiedzi pomnaża dal­sze dramatyczne znaki zapytania, kreuje górę lodową wątpli­wości. Integralność osoby ludzkiej jest celem i kierunkiem działania właściwego dla każdego człowieka. Chce on mieć kon­takt z samym sobą, z własną kulturą po to, by zniwelować po­czucie rozbicia i zranienia dokonane przez środowisko, niestety czasami również przez środowiska religijne. Chce być sponta­niczny, współuczestnicząc w życiu wspólnoty, mogąc decydować o niej, wnosząc w nią własny cenny wkład czy twórczość. Sekty, satysfakcjonując człowieka, umożliwiają mu bycie sobą.

Z kolei oderwanie od tradycyjnych wartości kulturowych, społecznych, religijnych powoduje zagubienie i utracenie swojej tożsamości. Wyobcowany człowiek szuka tożsamości kulturo­wej, by na powrót być sobą. Każdy człowiek chce żyć na sposób określonej kultury. Zagubieni w odpersonalizowanym świecie rządzonym prawami mechanizmu rynkowego (nie tylko w go­spodarce) chcą być „rozpoznani”, wyróżnieni. Społeczeństwo, czy to religijne, czy to narodowe nie może być jakimś anoni­mowym tłumem, bezwiedną, bezkształtną masą, jakimś ludem idącym nie o własnych siłach, lecz poganianym, czy popędzanym donikąd. Każdy człowiek chce być kimś, nie w sensie egoisty­cznej koncentracji na sobie, ale chce mieć pewność, że ma niezbywalną i jedyną, niepowtarzalną wartość, że jest chciany przez drugich, chciany przez własną religię, Kościół. To poczucie zrealizowanego chcenia oferują ludziom sekty i w tym leży su­kces ich oddziaływania i eksplozji.

W człowieku osaczonym dobrami materialnymi iskrzy się pragnienie poszukiwania transcendencji, która by dawała właściwy i sensowny kształt życiu. Każde pytanie o przyszłość, o sens cierpienia, miłość, śmierć jest „wypatrywaniem” trans­cendencji, jest przywoływaniem transcendencji do zsekularyzowanego życia. Człowiek pragnie mówić o swoich doświad­czeniach i przeżyciach duchowych oraz religijnych. Niestety często nie znajduje nikogo, kto chciałby go słuchać. W końcu wstydzi się swoich religijnych poruszeń. Tematem tabu stają się rozmowy na temat przeżyć religijnych. Modlitwa, medytacja, mistyka to nie pojęcia do lamusa historii, to nie archaizmy dziś już nic nie znaczące, czy wreszcie terminy do słownika pojęć nie używanych. Sekty nie tabuizują tych sfer życia, znajdując tym samym posłuch u tych. którzy dotychczas wstydzili się sa­mego siebie jako istoty religijnej z natury.

Każdy człowiek, a szczególnie ten, który dąży świadomie do doskonałości, potrzebuje duchowego kierownictwa, pomocy, oparcia. Nie chodzi o jakieś ślepe, bezmyślne zmierzanie za jakimś guru, lecz o zaangażowanie i cierpliwość innych (nieko­niecznie wielu) w odniesieniu do własnych problemów. Sekty zdają się odnosić sukces dzięki osobistemu zaangażowaniu się w problemy i w życie tych, którzy stają na ich drodze.

Świat współczesny to wreszcie wielkie połączone naczynie, w którym pełno nienawiści, wrogości, przemocy rodzącej strach i paraliżującej przed widmem jutra. Człowiek z natury potrze­buje wizji (a nie widma) przyszłości naznaczonej nadzieją, a nie pustką i bezsensem. Podświadomie oczekuje czegoś nowego, czegoś bliżej nieokreślonego, innego, cennego. To oczekiwanie „nowej ery” nie jest czymś złym. Jest wyrazem tęsknoty za le­pszym światem, do czego każdy ma prawo. Pragnie przy tym czynnie włączyć się w kształtowanie tych nadchodzących dni, w kształtowanie obrazu przyszłości.

Sukcesem sekt jest pozorowanie odpowiedzi na te wszystkie słuszne wyżej wypunktowane aspiracje człowieka. Wielkie re­ligie czekają na przyjście człowieka do nich. Kościoły i pasterze czekają na przyjście wiernych. Dziś jednakże misja Kościoła nie może wyrażać się w biernym oczekiwaniu. Sekty wiedzą o tym, są tego świadome i dlatego wychodzą do człowieka pier­wsze, atakują go wprost „bombardując miłością”, „zrozumie­niem”. Szukają go w konkretnym „tu i teraz”. Przychodzą do jego domów, mieszkań, do jego „twierdz”, szałasów, po prostu - do jego intymności. Starają się nim w odpowiedni sposób zaopiekować, wydobywając z masowej anonimowości. Bezinte­resownie obdarowują czasem, środkami audiowizualnego kontaktu: literaturą, prasą. Poprzez te wszystkie metody ukazują siebie jako jedyne remedium na wszystkie bolączki, dolegliwości i dramat współczesności. Jako jedyne skuteczne panaceum ofe­rują swoje „usługi”.

VI. Dialog Kościoła z sektami
Sekty nie są przede wszystkim zagrożeniem dla Kościoła, lecz głównie wyzwaniem i znakiem wołającym o spojrzenie w siebie. Należy widzieć tych, których sekty „oczarowały” nie jako synów, czy córki marnotrawne trwoniące cenną prawdę Kościoła, nie jako owieczki zmierzające do duchowej ułudy, do mamiącej fatamorgany, lecz jako osoby, które mają prawo zgodnie z decyzją ich sumienia, chociażby będącego w błędzie do decyzji. Nie powinni tych decyzji podejmować, lecz przecież jako istoty wolne - mogą. Indoktrynowany adept sekty nie sprzedaje duszy diabłu. Nie należy go widzieć w takim świetle. Przez sam fakt przynależności do sekty nie wyzbywa się praw, by go szanować. Każdej osobie należy się szacunek ze względu na to właśnie, że jest osobą ludzką. Nie zgadzając się z doktryną i praktyką stosowaną przez nowe ruchy religijne, widząc niejednokrotnie ich destruktywny wpływ, nie można osób zafascynowanych nimi - potępiać. Nie można zwalniać się z naszej otwartości na zagubionych w sektach. Łatwo być otwartym na otwartego, łatwo być życzliwym dla życzliwego. Ale jak trudno miłować, kochać, czyli afirmować bezwarunkowo tego, kto jest tak inny od nas, tego. który walczy z nami.

Trudno udzielić prostą jednoznaczną odpowiedź na pytanie o nasz stosunek do sekt. To fakt bezsprzeczny, iż częstokroć działalność sekt jest destrukcyjna w odniesieniu do osobowości człowieka, a także jego sytuacji rodzinnej czy społecznej. Nauka wielu sekt godzi wprost w Słowa i w Osobę Jezusa Chrystusa. Agresywnie atakuje Kościół i Jego naukę. W obliczu tych metod działania nasza postawa nie może być naiwnie ironiczna. Mamy przecież prawo, ale i obowiązek do obrony, do bycia sobą. Wiele sekt z natury swojej jest zamkniętych na dialog. Ich „credo” wyraża się w przekreśleniu woli dialogu. Nawet jeżeli dojdzie do rozmów miedzy religią a sektą, są to dwa nie kore­spondujące ze sobą monologi, a nie dialog. Działania sekt godzą w ideę ekumenizmu. Zamknięcie się sekt na dialog żadną miarą nie powinno wzbudzać naszej negacji postawy dialogicznej. To „zamknięcie” drugiej strony nie powinno wykrzesywać w nas ducha agresywności, deklaracji potępienia, czy też czynów zwal­czania. Wyzwanie rzucone Kościołowi przez sekty jest przede wszystkim apelem o odnowienie tożsamości, o podjęcie trudu odnowy i zmiany metod działania, stylu myślenia. Jest apelem o dostrzeganie konkretnego człowieka, o podkreślanie personalistycznego charakteru Kościoła, a nie tylko jego charakteru instytucjonalnego. Podejmowanie wysiłku zrozumienia „o co chodzi" sektom jest już wyrazem postawy dialogicznej. Jezus Chrystus wychodzi z miłością do wszystkich, afirmując w ten sposób ich istnienie. Nie ma chyba żadnego imperatywu, któryby zwalniał chrześcijan od miłości do zwolennika sekty. Jest on przecież człowiekiem afirmowanym, czyli chcianym przez samego Boga. Trwanie w błędzie przecież nie jest ontologicznym określeniem czło­wieka, jego „definicją”.

Coraz głębsze pragnienie własnej przemiany, metanoi, dąże­nie bez zniechęcenia do świętości, inkarnowanie w siebie Jezusa Chrystusa, inkulturowania nauki Chrystusa w codzienność in­dywidualną i społeczną, to najdoskonalsze przygotowanie do stawania twarzą w twarz z sektami. Wola otwartości wobec wszy­stkich, a nie emocjonalne gniewanie się na „obcych", dlatego że są „obcy”, czy też osądzanie innych jakby się było obdarzonym prerogatywami samego Boga - Sędziego, to nie jest słuszna po­stawa wobec wyzwania rzuconego Kościołowi przez sekty. Je­dynie słuszną drogą w konfrontacji z sektami jest droga ewan­gelicznego doskonalenia siebie, fascynacji Prawdą Chrystusa i Ewangelii, zauroczenie się bogactwem ducha w Kościele, wre­szcie wola poznawania innych, by lepiej poznać siebie.

Konfrontacja z sektami może być szkołą dialogu. Przede wszystkim poprzez uczenie się szacunku względem drugiej osoby żyjącej tak innymi treściami religijnymi niż nasze. Spotkanie z adeptem sekt jest nadto cierpliwym uczeniem się słuchania dru­giej strony, która często nie czeka nawet na odpowiedz, tylko wciąż mówi, która wprost krzyczy. Dialog z sektami, chociaż bardzo trudny, to jednakże może być możliwy, bo przecież tam. gdzie jest człowiek, tam jest zawsze szansa dialogu.



Formą dialogu z pewnością może być nasza modlitwa, naj­lepiej gdyby to była modlitwa w intencji określonego człowieka. Dialog słowem modlitwy, dialog z Bogiem o tych, do których kiedyś byśmy chcieli dotrzeć naszym ludzkim słowem. Częstokroć próba dialogu z adeptami sekt wygląda na próbę wchodzenia do pomieszczenia przez zamknięte drzwi, gorzej gdy jest to mur czy ściana. Chrystus dał jednak przykład prze­nikania i przechodzenia przez zamknięte drzwi, przykład do­cierania do miejsc i osób, do których po ludzku mówiąc dotarcie jest niemożliwe. Dla Chrystusa wyważanie drzwi nie było ko­nieczne. Myślę, że pewną trudną próbę przenikania miłością, dobrocią, cierpliwością przez zatrzaśnięte wrota i my powinniśmy podejmować, pytając czy to właśnie nie my sami spowodowaliśmy ich zaryglowanie i zatrzaśnięcie. Myślę, że chy­ba nie będzie banałem stwierdzenie, że Chrystus, gdyby żył dziś wśród nas, to na pewno rozmawiałby, słuchał, spotykał się z idącymi drogą sekt, czyli nowych ruchów religijnych. A może właśnie przez nas chce rozmawiać, słuchać, czy chociażby ich widzieć? Takie spotkanie może być nie tylko zapowiedzią, ale i samym dialogiem.



©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość