Strona główna

Seryjni mordercy charakterystyka


Pobieranie 184.77 Kb.
Strona4/6
Data20.06.2016
Rozmiar184.77 Kb.
1   2   3   4   5   6

Wersja ze Zdzisławem rozpoczęła się od zeznań jego żony.


Do Marii Marchwickiej przyszedł milicjant, żeby sprawdzić Jana B., który był jej kochankiem i z którym wyjechała na jakiś czas do Lęborka. Wtedy ona powiedziała, żeby się milicja „odczepiła” od B., a zaczęła się interesować jej mężem, gdyż to on jest poszukiwanym „wampirem”.

Ujęto go 6 stycznia 1972 r. o godz. 5.20. rano w drodze do pracy, na przystanku autobusowym w Dąbrowie Górniczej. „ Nie był tym zaskoczony, nie pytał nawet


o powód. Wypowiedział jedynie słowo „nareszcie”, które wszyscy funkcjonariusze zrozumieli jednakowo.”

W trzy dni później we wszystkich gazetach, które ukazywały się w Zagłębiu i na Śląsku pojawiły się ogromne zdjęcia zatrzymanego z dołączoną informacją, iż

oto ujęto osobnika podejrzanego o dokonanie serii potwornych zbrodni.”
W chwili gdy został aresztowany, zameldowany był w Siemianowicach – Bańgowie, „ choć wiadomo, że zamieszkiwał kolejno w kilku miejscach i osiedlach Zagłębia.
W okresie największego nasilenia zbrodni, czyli w roku 1965, liczył trzydzieści osiem lat. Mierzył 168 cm. Miał ciemne, faliste włosy, czesane do góry i wysokie czoło. Jego wydatny nos został kiedyś uszkodzony podczas bójki, co pozostawiło trwały ślad
w postaci głębokiej, poprzecznej blizny. Wspomniany w zeznaniach pokrzywdzonych defekt oczu „wampira” to oczopląs
.”

Pozostali oskarżeni

Henryk Marchwicki

W związku z ostatnim zabójstwem Jadwigi K. pierwszym członkiem rodziny zatrzymanym po aresztowaniu Zdzisława był jego brat Henryk. Aresztowano go 21 maja 1972 r. Tak wspomina go jeden z członków grupy „ANNA” – Jan Kowalski:
Henryk to był alkoholik. Brak alkoholu w więzieniu dawał o sobie znać. Był skłonny wszystko powiedzieć, co by się nie napisało. On by wszystko podpisał. On się formalnie prosił, żeby napisać tak, aby było dobrze i żeby mógł wyjść na wolność…”

Wiesław Tomaszek stwierdził: „ Powiedzieli Henrykowi: Jak to wszystko zeznasz, to jutro wychodzisz na wolność…I tym go kupili. Dostał zobowiązanie – oświadczenie, że go wypuszczają. Gdzieś mu to później zaginęło. Na rozprawie zastanawiał się, kto mu to mógł zabrać…”

Henryk Marchwicki „ urodzony w 1930 r. w Dąbrowie Górniczej, zamieszkały
w Dąbrowie Górniczej na ulicy Korzec 24, pochodzenia robotniczego, o wykształceniu
podstawowym, rencista, rozwiedziony, ojciec trojga dzieci” miał pięć zarzutów. Prokurator zarzucił mu:


  • wspólne działanie przy udzieleniu pomocy Zdzisławowi w dokonaniu zabójstwa poprzez obserwowanie jej na trasie powrotu do domu
    z Uniwersytetu Śląskiego

  • kradzież zegarka zamordowanej

  • znęcanie się nad rodziną

  • paserstwo

  • pomoc w oszustwie.

Skierowano go na badania do Grodziska Mazowieckiego. Po obserwacji, która trwała od 27 kwietnia do 4 lipca 1974 r. biegli doszli do następujących wniosków:

- psychopata nałogowo nadużywający alkoholu


  • brak uszkodzenia organicznego uszkodzenia mózgowego

- brak objawów psychodegradacji występującej w przewlekłym alkoholiźmie

  • prymitywizm środowiskowy

  • zaniedbanie wychowawcze

  • brak właściwej stymulacji pewnych funkcji intelektualnych

  • często kłamie.”

W trakcie śledztwa i podczas procesu – prowadzonego łącznie dla wszystkich oskarżonych – zeznawał na niekorzyść swoich braci.

Sąd wojewódzki skazał go na karę 25 lat pozbawienia wolności, a Sąd Najwyższy utrzymał ten wyrok w mocy.

Odsiedział w więzieniu 20 lat. Po wyjściu na wolność w 1992 r. powiedział:

Jestem niewinny i moi bracia też byli niewinni. Wierzę, że Zdzichu i Janek są teraz w niebie. Świadkowie byli podstawieni, a nasze zeznania wymuszone. Już


w śledztwie, ten który je prowadził, pułkownik Gruba powiedział mi, że jak nie zacznę śpiewać, to zawisnę na kracie”.

Był przekonany o niewinności brata.

Zginął w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach w 1998 r. w trakcie gdy Maciej Pieprzyca kręcił na temat jego rodziny film dokumentalny „ Jestem mordercą” .

Jeszcze w więzieniu starał się o wznowienie śledztwa. Po jego śmierci starania kontynuowała rodzina.




Jan Marchwicki

Drugi z braci Zdzisława – Jan został aresztowany 24 maja 1972 r., ponieważ ppłk Gruba uznał, że trzeba go aresztować, gdyż istniał związek między docent K.
a Marchwickim, a mianowicie oboje pracowali na Uniwersytecie Śląskim.

Połączono to w całość i zaczęto drążyć sprawę.

Jan pracował jako kierownik dziekanatu wydziału prawa UŚ. Podobno był zamieszany w aferę łapówkarską, którą odkryła Jadwiga K. wiedziała ona także
o jego preferencjach seksualnych. Dlatego też Jan miał motyw i mógł nakłaniać brata do zabójstwa tej kobiety. Wersję taką potwierdził Józef Klimczak, kochanek Jana, który „według swych wyjaśnień miał uczestniczyć w planowaniu i przygotowywaniu zabójstwa Jadwigi K.”

Józef Klimczak obciążył go zeznaniami.

Jednak nie znaleziono żadnego potwierdzenia, że miał on jakikolwiek kontakt
z zamordowaną, pomimo że będąc na obserwacji w szpitalu w Gnieźnie przyznał, że znał Jadwigę K. i że mu szkodziła.

Jan był homoseksualistą o niezłym wykształceniu. Skończył trzy lata studiów teologicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Intelektualnie różnił się od reszty rodzeństwa. Nie gardził niczym, co przynosiło korzyść.

Przebywał na obserwacji psychiatrycznej i psychologicznej w gnieźnieńskim szpitalu od 18 lutego do 25 marca 1974 r.

Biegli: M. Jaska i M. Drozdowski stwierdzili m.in.:

- psychopata o zboczeniu seksualnym pod postacią homoseksualizmu


  • dąży do zaspokojenia własnych potrzeb bez liczenia się z konsekwencjami
    i normami społecznymi


  • egocentryk przerzucający winę na innych

  • usiłujący wykazać, iż jest ofiarą walki ideologicznej

  • skłonności pieniacze

  • cel chce osiągnąć wszelkimi metodami.”

Opinia sądu na jego temat była bardziej ostra: „ …wulgarny, zdemoralizowany, zdeprawowany, zdegenerowany, typ sadysty psychicznego, który chce zdeptać
i zniszczyć każdego, kto odważa się występować przeciwko niemu.”

Prokurator zarzucił mu:

  • nakłanianie brata Zdzisława do zabójstwa Jadwigi K.

  • nakłanianie brata Henryka i Józefa Klimczaka do udzielenia mu pomocy

  • nakłanianie Klimczaka do zabójstwa młodej kobiety, która miała z nim dziecko

  • czyn nierządny wobec nieletniego

  • nakłanianie siostrzeńca ( Zdzisława Flaka) do kradzieży akcesoriów samochodowych

  • przyjęcie skradzionych rzeczy

  • poświadczenie nieprawdy

  • gmatwanie toczącego się postępowania przygotowawczego poprzez nakłanianie różnych osób do składania zeznań.

Podczas procesu okazało się, że Jan miał nogę w gipsie w dniu zabójstwa Jadwigi K. Sąd zbadał pełną dokumentację szpitalno – lekarską. Wynikało z niej, że gips został mu zdjęty z nogi już 22 stycznia 1970 r., a zalecono dalsze noszenie opaski elastycznej. Jan to kwestionował, twierdząc, że gips mu zdjęto 10 marca 1970 r. i że właśnie w tym dniu wręczył trzy egzemplarze encyklopedii z dedykacjami. Sąd sprawdził i tę wersję. Badając zapiski dedykacyjne ustalono, że noszą one datę „18.I.1970 r.”.

Biegli przesłuchani przez sąd – prof. Weisflog i doc. Nasiłowski stwierdzili,

że 4 marca 1970 r. Jan Marchwicki mógł chodzić z pewnymi ograniczeniami, ale chodzić mógł i powinien.

W trakcie procesu „ jego zachowanie było wręcz odrażające. Uwłaczał godności wszystkich, o których słyszał, czytał lub których znał. Obrażał i znieważał sąd, prokuratorów, obrońców, świadków, pokrzywdzonych i publiczność. Usiłował narzucić taki styl obrony wszystkim oskarżonym. Nadal chciał dominować, przewodzić, być wzorem dla rodziny. Czynił próby podważenia wyników śledztwa. Insynuował współoskarżonym, iż złożone przez nich w śledztwie wyjaśnienia


(w których przyznawali się do popełnienia zbrodni) były wymuszone niedozwolonymi środkami. Znieważał konwojujących go funkcjonariuszy MO i strażników w więzieniu. Był wielokrotnie karany karami porządkowymi tak przez sąd, jak i przez naczelnika więzienia. Usiłował przeszkadzać w normalnym toku rozprawy.

Został skazany wyrokiem sądu wojewódzkiego na karę śmierci.

Dopiero wyrok wywarł na nim wrażenie. Znikły pycha, tupet i bezczelność. Opuszczał salę rozpraw wyjątkowo spokojnie ze spuszczoną głową.”

Sąd Najwyższy wyroku nie zmienił. Wykonano go 26 kwietnia 1977 r.



1   2   3   4   5   6


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość