Strona główna

Seryjni mordercy charakterystyka


Pobieranie 184.77 Kb.
Strona6/6
Data20.06.2016
Rozmiar184.77 Kb.
1   2   3   4   5   6

Pamiętnik został dedykowany współwięźniowi – Zygmuntowi A. , który przekazał go naczelnikowi więzienia. Następnie pamiętnik ten trafił w ręce prokuratora, który złożył go sądowi na rozprawie 29 czerwca 1976 r. wraz z ekspertyzą porównawczą pisma.

Z uwagi na istotną treść zawartą w tym pamiętniku i wykorzystanie go jako materiału dowodowego Sąd Najwyższy postanowił przesłuchać Zdzisława Marchwickiego ze względu na okoliczności sporządzenia go. W czasie przesłuchania 13 lipca 1976 r. przez trzech delegowanych sędziów Sądu Najwyższego całkowicie potwierdził treść pamiętnika w zakresie zbrodni popełnionych przez niego i przypisanych mu oraz wyjaśnił, że napisał go dobrowolnie i własnoręcznie bez namowy lub sugestii innych osób. „ W pamiętniku, który napisałem, część jest prawdą, a część nie…Prawdą jest to, co napisałem na temat zabójstw opisanych w wyroku, natomiast to, co pisałem na temat innych zabójstw, jest zmyślone przeze mnie…nie wiem, jak mam wytłumaczyć, że pewne fakty wymyślone przeze mnie mają pokrycia w rzeczywistości. Nie wiem, co mam mówić…Pisałem…bo chciałem sobie przedłużyć trochę okres wykonania wyroku…Kiedy pisałem pamiętnik, byłem załamany, w chwili obecnej czuję się tak samo.”

Przesłuchano też Zygmunta A. w charakterze świadka. Treść jego zeznań wskazuje, że Zdzisław Marchwicki napisał ten pamiętnik z własnej inicjatywy i bez pomocy innych osób. Potwierdził także opisane fakty , a dotyczące zachowania się Zdzisława Marchwickiego w zakładzie karnym.

Zwolennicy poglądu, że to Marchwicki był „wampirem”, powołują się na ten pamiętnik jako dowód jego winy i przyznania się. Wielokrotnie opisał treść złożonych w śledztwie wyjaśnień i wzbogacał je istotnymi szczegółami, mogącymi być znanymi tylko sprawcy.

Przeciwnego zdania są osoby, które poddają pod wątpliwość jego autentyczność – nie tyle co do ręki Marchwickiego, bo to on go pisał, lecz co do treści. Mogą świadczyć o tym występujące w nim zwroty jak z raportu policyjnego: „ dokonałem zabójstwa”, „oddaliłem się” itp. W jego autentyczność nie wierzą także obrońcy, gdyż „Marchwicki, który miał ukończone 4 klasy szkoły podstawowej i nie umiał jednego zdania porządnie sklecić napisałby taki pamiętnik?”

29 czerwca 1976 r. na wokandzie Sądu Najwyższego znalazła się sprawa Zdzisława Marchwickiego i pozostałych oskarżonych. Szara papierowa teczka. Numer II , Kr 171/ 76 z przybitą fioletową pieczątką „ kara śmierci” .

W sądzie nie było obecnych obrońców Klimczaka, ponieważ on chciał odrzucenia rewizji złożonej przez jego obrońców.

Nie uwzględniono wniosku Jana Marchwickiego, który chciał być obecny na rozprawie rewizyjnej.

Sąd zarządził przesunięcie rozprawy i postanowił :

1. zaliczyć w poczet dowodów:



  • pamiętnik Zdzisława Marchwickiego 9 zeszyt za 4.50, w brązowej okładce
    z rysunkiem wrocławskiego ratusza, z tyłu stempel zachęcający do składania datków na Centrum Zdrowia Dziecka; 38 stron równo zapisanych na papierze w kratkę)

  • list Zdzisława Marchwickiego do córki Barbary

  • pismo komendy wojewódzkiej milicji obywatelskiej w Katowicach

2. uzupełnić postępowanie poprzez:

  • przesłuchanie Zdzisława w Katowicach ( z udziałem biegłych psychiatrów) co do okoliczności czynów zawartych w pamiętniku i celu napisania pamiętnika

  • przesłuchanie współwięźnia Zygmunta A., któremu autor pamiętnik wręczył na okoliczność jak długo przebywał w celi z oskarżonym i w jakich okolicznościach Marchwicki pisał pamiętnik

  • przesłuchanie płk Jerzego Gruby na okoliczność sporządzenia przez niego notatek służbowych.

W dniach 22- 23 września 1976 r. Sąd Najwyższy w składzie:

- przewodniczący: J.Bratoszewski

- sędzia SN: A.Pyszkowski

- sędzia SN: W.Sutkowski

- sędzia SN: Zb.Kwiecień

- sędzia SW: K.Mielnik

rozpoznał sprawę.

Wyrok wydany został 25 września 1976 r. W stosunku do Zdzisława i jego brata Jana nie uwzględnił rewizji wyroku.

Sąd Najwyższy uzasadnił ten wyrok wobec Zdzisława w ten sposób:

Ogrom zbrodni wskazuje na tak olbrzymi stopień zawinienia i zdemoralizowania oskarżonego, że po prostu nie nadaje się on do współżycia w społeczeństwie. Zbrodnie, których się dopuścił, są niewątpliwie czynami o maksymalnym stopniu społecznego niebezpieczeństwa, wywołującymi odrazę i zrozumiałe potępienie całego społeczeństwa.”

Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski.

Wyroki zostały wykonane…

Zdzisław Marchwicki został powieszony w specjalnym, milicyjnym garażu na terenie Katowic. Nie wiadomo gdzie go pochowano.

Wiesław Tomaszek tak wspomina moment wykonania wyroku : „ Był bardzo smutny, ale nie płakał ani nie gestykulował rękami. Gdy lekarz stwierdził agonię, płk Gruba kazał mi zrobić maskę pośmiertną wampira, żeby władza mogła ją sobie postawić na biurku. Kazali ją robić nie silikonem, ale specjalnym materiałem dentystycznym, tzw. stensenem. Serce mi strasznie biło, w pewnej chwili myślałem, że zemdleję. Po raz pierwszy coś takiego robiłem i coś takiego widziałem. Bo proszę sobie wyobrazić, że gdy już nałożyłem ten stensen, to on nie chciał zejść, mimo że
z całej siły darłem. W końcu musiałem obciąć tę maskę scyzorykiem. Dlatego tu, na zdjęciu, jest taka postrzępiona…Potem tę, która miała pójść na biurko władzy – pozłociłem. One tam chyba – te maski – stoją do dziś. ..”

Sędzia Ochman nie miał wątpliwości, że wydał słuszne orzeczenie.

Powiedział m.in. „ że sprawa „wampira” wystąpiła w zderzeniu z opinią publiczną –
„gdybyśmy wydali inny wyrok, ludzie na sali by nas roznieśli
…”

Dopiero później przyznał, że został wprowadzony w błąd, a powinna być wzięta pod uwagę zasada „ in dubio pro reo” . Dyrektywa ta oznaczała, że wszelkie nie dających się usunąć wątpliwości nie wolno rozstrzygać na niekorzyść oskarżonego. „ Należy zawsze najpierw podejmować wszelkie kroki celem ich rozwikłania. Rozstrzygać je wolno na rzecz oskarżonego dopiero po starannym i dociekliwym postępowaniu dowodowym, gdy jasne staje się, że wszystkie dopuszczone przez prawo środki dowodowe zostały wyczerpane, a wszelkie sposoby wytłumaczenia wątpliwości należałoby uznać za nieracjonalne.” Zdecydowanie zabronione jest tłumaczenie istniejących wątpliwości na niekorzyść oskarżonego. „ Jednakże nie każda nie usunięta wątpliwość powinna być tłumaczona na jego korzyść. Częstokroć ów wątpliwy element stanu faktycznego powinien być wyeliminowany spośród danych, na których wolno opierać rozstrzygnięcie, ponieważ element wątpliwy nie może oskarżonego obciążać”

Jeden z obrońców Zdzisława – mecenas Jan Polewka twierdził, że po zabójstwie Jadwigi K. były ślady obuwia na śniegu, które nie pasowały rozmiarem ani do Henryka, ani do Zdzisława. A przecież Henryk zeznał, że był z bratem na miejscu popełnienia przestępstwa. Nie mogły one jednak pasować do Henryka z prostej przyczyny – miał dużą stopę, a w miejscu zbrodni zabezpieczono ślady stopy mniejszej.
Również jeden z prokuratorów prowadzących sprawę – Leszek Polański twierdził, że powieszono niewinnych ludzi. Nie wierzył, że Zdzisław Marchwicki był „wampirem”. Według niego obrońcy słusznie kwestionowali „ przyznanie się” do winy.

Ja po cichu sympatyzowałem z adwokatami. Sprawa …miała charakter poszlakowy. Nie mogłem się z tym pogodzić, że sąd skazał tych ludzi na śmierć…Zdzisław Marchwicki został aresztowany na podstawie pomówień swojej żony…Aresztując go podjęliśmy pewne ryzyko…Gdy złapano Marchwickiego, już nie było mowy o tym, żeby szukać kogoś innego. Marchwicki się nie przyznał, ale przyznanie się nie jest dla nas dowodem ostatecznym…Sprawa nabrała cech sprawy politycznej, gdy dokonano zabójstwa Jolanty G. Ale nie tylko dlatego, że zabito bratanicę „pierwszego”. Tę sprawę upolityczniono również dlatego, że sprawca działał bardzo często w październiku w okresie, gdy milicja i SB miały swoje święto. W związku z tym było takie założenie, że wampir nie dość, że jest zwyrodnialcem, to jeszcze występuje przeciwko władzy ludowej. Gierek spotykał się w tej sprawie


z nami i oferował pomoc komitetu partii. Domagaliśmy się wtedy, aby odtajnić operację
ANNA”, nawiązać kontakt ze społeczeństwem. I odtajniono. Z inicjatywy Gierka ustalono nagrodę w wysokości miliona złotych. W miarę upływu czasu, moich częstych kontaktów z Marchwickim, przyglądania się gromadzonym „dowodom”, zacząłem mieć coraz większe wątpliwości. Prokurator Gurgul, gdy mu o tym mówiłem, twierdził, że ze swoimi wątpliwościami jestem na przegranej pozycji…Widziałem, że wśród funkcjonariuszy MO również nie wierzono w winę Marchwickich. Taką niewiarę odważnie i jawnie głosili por. Gątarz, płk Kalisz. Gruba spowodował, że Gątarz został przeniesiony do innej pracy. Do niewierzących należał również płk Tokarz, z którym brałem udział w licznych czynnościach. Wiedziałem, że grupa „ANNA” jest w swoich opiniach podzielona, ale osobowość kierownika tej grupy – płk Gruby – była tak mocna, że przeważyła. A kiedy się okazało, że materiał jest wystarczający do wniesienia aktu oskarżenia, a ja zdałem sobie sprawę, że miałbym oskarżać i wnosić o piętnastokrotną karę śmierci – nie odważyłem się, choć w przeszłości o karę śmierci niejeden raz występowałem. Wtedy tak się zżyłem
z Marchwickim, że doszedłem do wniosku, iż to chyba nieszczęśliwy człowiek pada ofiarą…”

Człowiek blisko związany ze śledztwem opowiadał później , że

na przyspieszenie procesu Zdzisława Marchwickiego miała ówczesna katowicka władza. Na własne uszy słyszał, jak I sekretarz Komendy Wojewódzkiej
w Katowicach – Zdzisław Grudzień mówił do ówczesnego płk Jerzego Gruby: „ Jurek, kończ to śledztwo, co tam jeden Marchwicki, tylu ludzi co dzień ginie w wypadkach samochodowych, a ta rodzina jakaś nieudana
.”

Zbigniew Gątarz – ówczesny zastępca naczelnika wydziału operacyjnego twierdził , że Jerzy Gruba koniecznie chciał być ministrem spraw wewnętrznych. „ Był nawet inteligentny, ale chorobliwie ambitny…Obiecywał nam wszystkim stanowiska, odznaczenia, pieniądze. Wszyscy mieliśmy się nieźle na tej sprawie obłowić. Ja zacząłem pierwszy mieć wątpliwości. Zaraz po mnie wystraszył się prokurator Polański. Rozstrzygający, jeśli chodzi o moje stosunki z Grubą, był jeden z wieczorów u Jurka, podczas którego, wypiwszy przedtem parę wódek, w obecności mającego również wątpliwości ppłk Kalisza


i prokuratora Polańskiego, powiedziałem Grubie, że jestem przeciwny fabrykowaniu dowodów winy Marchwickiego. Wtedy on się wściekł…Następnego dnia wezwał mnie do siebie komendant wojewódzki i trochę zmartwiony pytał, jak to jest z tym
„fabrykowaniem” dokumentów i co my zrobimy w sytuacji, gdy parę dni wcześniej podczas spotkania oficerów operacyjnych… Gruba pochwalił się, że mamy już wampira. Odpowiedziałem wtedy, że dokładnie jeszcze raz przeanalizuję materiały śledztwa i dostarczę uwagi komendantowi. Ten mój raport…nie znalazł się oczywiście w aktach. Cudem ocaliłem jeden egzemplarz dla siebie. W tym miejscu napisano „ ściśle tajne. 3 egz.” Mój raport, który w normalnym czasie powstawałby pewnie z miesiąc, pisałem parę dni. Wcześniej analizowałem drobiazgowo dokumenty, zeznania podstawionych do celi Marchwickiego oficerów śledczych…Drugą część mojego raportu schowano głęboko do szuflady w wydziale teczek osobowych…Potem – jak to było w zwyczaju- przeszedłem na „ równorzędne stanowisko” tam skąd przyszedłem, do Komendy Miasta Katowice…Miałem zamiar przewieść to wszystko za granicę. Bo ja wiedziałem, że oni tych Marchwickickich powieszą…W pewnym momencie wszystkim zależało na tym, żeby zabójcę złapać. Gierek interesował się śledztwem, zwłaszcza potem, jak córka jego przyrodniego brata została zamordowana. Interesował się…przez swoich ludzi. Codziennie rano komendant wojewódzki składał meldunek pierwszemu sekretarzowi…Nie wolno było nic ukryć…Urobiono prasę. Konferencje prasowe…gromadziły tylko wybranych. Skończył się Marchwicki i wtedy grupa „ ANNA” – zamieniła się w sztab operacyjny, nie szczędzono nakładów, wysiłków, żeby dopasować do tego faceta całe śledztwo…Marchwicki – jak wynika z protokołu – powtarzał uparcie „ nie przypominam sobie, nie wiem co mam mówić, panie poruczniku, nie wiem jak zacząć, żeby to wszystko zagrało, bo ja naprawdę sam nie wiem, jak mam mówić”. Gdy por. Zieliński sugeruje, aby zaczął od zabójstwa Anny M. i opowiadał po kolei, Marchwicki odpowiada „ to, co ja mam wszystko brać na siebie…no to ile ja tych zabójstw mam właściwie?” Przesłuchujący pyta go dalej „no, powie pan, ile dokonał?” Odpowiedź Marchwickiego – „ co ja mogę, jak ja nie pamiętam”. W tym momencie przesłuchujący rzuca pytanie „ co pan używał, haka czy łyżki?”. Odpowiedź Marchwickiego brzmi – „ panie poruczniku, ale ja nie mogę przecież powiedzieć, że ja używałem, przecież ja tego nie robiłem… panie poruczniku, pomóżcie mi, co ja mam mówić.” Oficer przekonuje podejrzanego…że ma szanse na uniknięcie najwyższego wyroku. Zdzisławowi Marchwickiemu chodzi jednak o to, że jeżeli nawet dostanie jak najmniejszy wyrok, „ludzie będą myśleli, że on to zrobił”.
A kiedy por. Zieliński mówi mu „ tak przecież było”, przesłuchiwany odpowiada:
„właśnie tak nie było” Kiedy oficer śledczy przekazuje…, że są przeciwko niemu dowody, ten zaprzecza, a potem dziwi się „ nie wiem…skąd się one wzięły…jak te dowody można zebrać przeciwko człowiekowi, to ja nie wiem…Dlaczego Marchwicki przyznał się do tak ciężkich przestępstw, będąc niewinnym?…W pewnym stopniu tłumaczy go odpowiedź dana na to pytanie przesłuchującym go:
kpt. Korysandowiczowi i kpt. Siebierskiemu: „ myślałem, że powiem byle co, sprawdzą bo to przecież dzisiaj taka technika, okaże się że głupstwa mówię
i puszczą mnie do domu…Wszystkie badania specjalistyczne, którym poddano podejrzanego (próba pisma, ekspertyza daktyloskopijna) w sprawie „ANNA” dały wynik negatywny. Gdyby zaś uznać jego alibi ( z dnia 20 i 25. 10. 1972 ) Marchwicki miałby szansę na wyeliminowanie ze sprawy „ANNA”…”

Pułkownik Stefan Tokarz uważał, że cała sprawa Marchwickich to wielka pomyłka. „ W 1972 r. gdy Marchwicki był już aresztowany, zetknąłem się bardzo blisko z osobami kierującymi sprawą „ANNA”, m.in. płk Zygmuntem Kaliszem. On, ja


i kilka innych osób mieliśmy wątpliwości…Pamiętam, że kiedy panował całkowity zastój, wtedy gen. Gruba organizował narady i prosił „Mówcie, co macie do powiedzenia. Radźcie, w jakim iść kierunku.” Podczas jednej z takich narad jak zwykle doszło do utarczki słownej pomiędzy Grubą a por. Gątarzem. Gruba jak zwykle tłumaczył Gątarzowi, że Marchwicki jest ewidentnym wampirem. Ja wtedy powiedziałem Grubie, że to może dobrze, iż ktoś ma wątpliwości i widzi tę sprawę inaczej, tak jak będą patrzeć adwokaci. I wtedy Gruba powiedział coś, czego potem już nigdy nie powtórzył „ a myślisz, że ja nie mam wątpliwości?”…Ze Zdzisławem Marchwickim miałem kilka spotkań. Były one sporadyczne…Spotkałem się również po prawomocnym wyroku sądu, na krótko przed egzekucją. Był w żałosnym stanie. Po prostu strzęp człowieka. Poczęstowałem go papierosem. Przyjął, ale nie zapalił. Trzeba było go zmusić, aby usiadł na zydlu. Zdejmował drelichową koszulę. Drapał się, choć widać było, jak był podrapany. Był zupełnie rozkojarzony. Na moje stwierdzenie, że przecież sam przyznał się do zabójstw w swoim pamiętniku, odpowiedział, iż pomagał mu kolega z celi, kupił mu też zeszyt. Znając stan, w jakim ten człowiek wówczas się znajdował, sądzę, że można było od niego uzyskać różne oświadczenia. Również przyznanie się. W pewnym momencie, na moje pytanie, czym zabił jedną z kobiet w Mysłowicach, odpowiedział, że…jedzeniem. Powtórzyłem mu to pytanie. Otóż to było w porze obiadu, roznoszono wówczas po celach obiad i stukano garnkami…Stąd zapewne jego skojarzenie z jedzeniem.
W ten sposób reaguje człowiek zaszczuty…”

Okazało się, że w tej sprawie byli inni podejrzani.

Oficer z wydziału dochodzeniowo – śledczego Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Katowicach - Jan Kowalski przypuszczał, że był inny człowiek
z terenu Sosnowca ( Piotr O.), który tuż po zabójstwie Jadwigi K. zamordował własną żonę, dwójkę dzieci, siebie i mieszkanie podpalił. Odpowiadał mu bardziej do tej sprawy „wampirowskiej” niż Zdzisław Marchwicki.

Piotr O. był to człowiek chory psychicznie, który „ nie wiedział, co się z nim przez niektóre godziny działo i mógł wtedy coś złego zrobić” – tak powiedział po ostatnim morderstwie milicjantowi.

Podobne wątpliwości mieli obrońcy Marchwickiego.

Czy z jego śmiercią nie poszła do grobu tajemnica wampira?” – pytał jeden


z obrońców Marchwickiego (M.Frelich) podczas mowy końcowej, a sala wstrzymała oddech…

Ostatnio procesem „wampira z Zagłębia” zajmował się rzecznik praw obywatelskich – prof. Andrzej Zoll. W marcu 2002 r. biuro rzecznika wydało oświadczenie, że „ w sprawie tej nie dopatrzono się żadnych nieprawidłowości,


a wyrok został wydany zgodnie z prawem, rzecznik nie będzie więc wnioskować
o jego kasację.”

Do dzisiaj wiele osób, które były związane z tą sprawą, uważają, że Zdzisław Marchwicki został poddany manipulacji i zmuszono go do przyznania się do winy, proces miał charakter pokazowy, a „wykonanie wyroku na braciach Marchwickich było „morderstwem w majestacie prawa” i służyło wyłącznie zaspokojeniu oczekiwań ówczesnych władz.”




1   2   3   4   5   6


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość