Strona główna

Słowo wstępne


Pobieranie 288.68 Kb.
Strona3/6
Data18.06.2016
Rozmiar288.68 Kb.
1   2   3   4   5   6
Książę winien włożyć w to przedsiębiorstwo 4000 flor. to wówczas dopiero będzie posiadał kopalnie! Sztolnia ta jest dobrze zabudowana drzewem dębowem. "Gdybym miał pieniądze zarazbym się przyłączył", mówi.

Po tem sprawozdaniu wydał margrabia rozporządzenie do rządu w Karniowie w styczniu 1580 r., aby tę sztolnię dokładnie zbadano, aby się można było przekonać, czy się poleca prowadzić ją dalej. Nie pozostały jednak żadne wzmianki ani o jej zbadaniu, ani o jej dalszej budowie, dlatego należy przypuszczać, że około tego czasu ruch jej ustał zupełnie. Upadek tej sztolni spowodowała zapewnie zazdrość górmistrza Jana Trappa, który opiekował się sztolnią św. Jakóba, a Krakowskiej, która się posuwała bliżej robil trudności. Sami nawet gwarkowie sztolni św. Jakóba skarżyli się u margrabiego w r. 1584 na Jana Trappa, że spowodu kłótliwego zachowania się górmistrza Trappa zaprzestali krakowscy gwarkowie nagle budowy sztolni, ale kiedy upadła, o tem nie istnieją już żadne ślady.


Czy sztolnia ta dotarła do pokładów kruszcowych jest wątpliwe, gdyż tylko z ciężkiem sercem byliby ją gwarkowie opuścili, a jeżeli podczas rewizji kasy u szychtmistrza tej sztolni, Jerzego Angerminda w sierpiu 1577 znaleziono 16 grzywien 5 i 1/2 łóta srebra i 15 3/8 centnara glejty, to można to raczej uważać za produkt dziewiątej części kruszczu dla sztolni, który oddali niektórzy gwarkowie rewiru repeckiego i z Łyszcza od r. 1574, niż za własny urobek sztolni Krakowskiej.
V. SZTOLNIA "W IMIĘ PAŃSKIE OBIECANA"
Sztolnię tę zgłosił jako dziedziczną na gruncie tarnowickim Marcin Wojtek, w r. 1567 wciągnięto ją do księgi hipotecznej. Gwarectwo tej sztolni posiadało ćwiartki, także 4/64 części i zgłosilo w r. 1568, 32 szyby w tarnowickim lesie dębowym. Gdzie się ten las znajdował, jakie było powodzenie sztolni, albo kiedy upadla, o tem nie istnieją już żadne ślady.
VI. SZTOLNIA "BOŻE] POMOCY" POD SOWICAMI
Wawrzyniec Gross, lennik sztolni "Bożej Pomocy" w Sowicach, został w r. 1568 do księgi hipotecznej wpisany, do której dopisywano i odpisywano udziały tej sztolni do r. 1570. Ponieważ jednak po specjalnej umowie, w wyżej wspomnianym roku gwarectwa sztolni św. Jakóba i Pomaga Bóg wspólnie dwie płóczki pod Sowicami zgłosiły, więc zapewnie połączyły się oba gwarectwa, a sztolnia "Bożej Pomocy" pozostawala z pewnością w zastoju od tego czasu, gdyż odtąd nie pojawia się żadna wzmianka o niej.
VII. SZTOLNIA ŚW. JERZEGO POD BYTOMIEM
Ponieważ dawne i poważne górnictwo około Bytomia zupełnie upadło i przeniosło się w okolice Tarnowskich Gór, a mieszkańcy Bytomia spodziewali się podnieść znowu górnictwem, więc postanowili prowadzić własną sztolnię w swej okolicy. Przekonali się oni nietylko ze starych aktów, ale także według ich sprawozdania z września 1584, z pogłębienia szybów, że w głębokości 12 do 14 łatrów znajdują się pokłady kruszcowe, tylko spowodu wielkich wód są nie do wydobycia. Postanowili tedy bić sztolnię pod nazwą św. Jerzego, która miała dochodzić do 23 latrów głębokości. Budowę jej rzeczywiście zaczęto w r. 1584.
Tarnogórski górmistrz Jan Trapp zbadał plan tej sztolni i wykonał pomiary, z których można bliżej poznać długość i głębokość sztolni. Mówi on w swem sprawozdaniu z r. 1584, że sztolnia ta weźmie swój początek za Szombierkami, przy Orzegowskim młynie, na polach Jana Gierałtowskiego, i gdy sztolnia ta z otwartym wkopem osiągnie długość 500 łatrów, wtedy pod wsią Szombierki dojdzie do głębokości 17 łatrów. Już przy 300 łatrach musianoby natrafić na kruszce. Stąd aż do starych zrobów wynosiła długość 500 łatrów, dalej przez stare wyrobiska kruszcowe, aż do miejsca, gdzie po raz ostatni pracowano, było 240 łatrów. Gdyby więc należycie prowadzono przebijanie, osiągniętoby aż dotąd, więc na 1240 łatrów, głębokość 20 łatrów.
Cel był ten, aby osiągnąć okolice Miechowic, Bobrownik, Srebrnej Góry i SzarIeja. To wszystko przedstawili gwarkowie sztolni bytomskiej margrabiemu w sierpniu r. 1584, i prosili go o następujące przywileje: a) od pierwszego napotkania kruszcu uwolnienie od dziesięciny na lat 6, b) aby sztolni było wolno pobierać dziewiąte od sąsiednich kopalń, któreby osuszyła, nawet gdyby nie uczyniono otwartej przebitki, c) aby im dano darmo drzewo z lasów kochłowickich, jak to już uczyniono dla sztolni Krakowskiej, d) dalej proszono o darowanie nieckowego, e) aby ustanowiono w Bytomiu urząd górniczy albo przynajmniej górmistrza, gdyż Tarnowskie Góry są za odległe, a takie przedsiębiorstwo wymaga ciągłego dozoru. Wkońcu proszono o wydanie rozporządzenia, aby w obrębie jednej mili od miasta nie wolno było nikomu warzyć, piwa albo zakładać gospód.
Z tej przyczyny też wydany został nakaz w Królewcu w. r. 1584 do rządu w Onolzbachu, aby zajrzano do starych ustaw górniczych i przekonano się na co można pozwolić, co wszystko miano następnie przedłożyć do uwzględnienia. Także i margrabia chciał przystąpić do przedsiębiorstwa z 16 kuksami.
Podpis był bez nazwiska: „dux prussiae”. Z tem sprawozdaniem musiano zapewne za długo zwlekać, gdyż w maju 1585 doniósł rząd karniowski, że gwarkowie sztolni św. Jerzego chcą odstąpić, ponieważ udzielenie wolności jeszcze nie nadeszło, prosił on więc, aby się z tem spieszono.
VIII. NOWA SZTOLNIA BYTOMSKA
O tej sztolni nie można niczego podać, jak tylko to, że miasto Bytom chciało w r. 1603 rozpocząć budowę sztolni.
IX. SZTOLNIA "POMAGA BÓG"
Pomiarów tej sztolni dokonano w lipcu 1652 r. na polach gminy Rybna. To przedsięwzięcie było tem potrzebniejsze, ponieważ sztolnia św. Jakóba była już całkiem zawalona, a bez kosztownych odwadniarek nie można się już było dostać do kruszców, a z pól opatowickich nie dało się spowodu wody wydobyć znajdujących się tamże kruszców.
Najpierw umówiono się z właścicielem gruntu, Wacławem Blachą, przez którego staw szła sztolnia. Stało się to w r. 1652. W tejże zawartej umowie napisano: "pan Blacha odstąpi staw ten gwarectwu na zawsze, jak długo sztolnia będzie istniała, z drogami i ścieżkami w oznaczonych granicach za 100 talarów i używanie dwu kuksów, jak długo na jego polach będzie się dobywać srebro, jednak z oddawaniem dziesięciny księciu bez szkody i na rachunek gwarków". Mimo tej ugody wybuchały widocznie liczne spory z Blachą spowodu tej sztolni, gdyż według postanowienia rządowego z lutego 1700 r. toczono proces spowodu stawu sztolniowego, który miano oddać sądowi apelacyjnemu. Prace sztolniowe prowadzono bardzo ruchliwie. Zebrano gwarków a gwarectwo i Rada postanowiła uregulować zamkosty. Pisarz sztolni miał obchodzić interesowanych i ich wzywać, aby podawali górmistrzowi swoje opłaty, a ten miał je ściągać przez wójta. Dawnych zalegających chciano przez odebranie im ich warsztatów i przywilejów miejskich zmusić do płacenia.
Oprócz tego postanowiono w wrześniu 1653 r., że według ustawy miał każdy osobiście pracować w sztolni albo złożyć 5 groszy pisarzowi sztolniowemu. Robotnicy mieli należycie pracować i miano się starać o odpowiednie drzewo. Gdy w r. 1787 sztolnię tę otwarto, znaleziono w niej dobrze zachowane drzewo dębowe do stempli i drzwi. Gdy gwarkowie nie stawili się na wezwanie górmistrza do obrachunku tygodniowego, mieli zapłacić 6 groszy kary. Górnikowi nie wolno było mieć w szybach, w których pracował, żadnych udziałów.
Dwór cesarski bardzo się tą sztolnią zaopiekował, gdyż w listopadzie 1656 r.. wystosowano do wyższego urzędu w Wrocławiu rezolucję, w której zarządzono, aby tę nową sztolnię w Tarnowskich Górach opublikowano na całym Górnym Śląsku, z dodatkiem, że cesarz pozostawia Tarnogórzanom ich dotychczasową wolność górniczą, zastrzega sobie jednak decyzję w sprawie ich wielkich praw, należących do książąt kraju, które posiadali oni na mocy zwyczaju i ogłoszonej ustawy górniczej.
Dopiero w wrześniu 1663 zatwierdzono tę nową sztolnię. Wybito 8 nowych szybów świetlnych należących do tej sztolni, które otrzymały następujące nazwy: Pieter (Piotr), Paweł, Filip, Bartłomiej, Andrzej, Pan Bóg z nami, Maciej i Szczepan. Odtąd praca około sztolni postępowała raźno naprzód, brano do niej drzewo z lasów lasowickich, jak to wynika z ponowionej rezolucji z lipca 1687 r.
Ponieważ sztolnię tę znowu przy końcu 18 stulecia (1787) otwarto, dlatego rządowe czynniki pruskie żaliły się, że nie dochowały się żadne ślady rachunków, sprawozdań, z którychby można było wnioskować o sposobie robót albo kosztach. Zimmermann [Zimmermann, Beitrage zur Beschreibung von Schlesien 2. Brieg 1783, str. 221] mówi wprawdzie, że sztolnia nie przyniosła oczekiwanych korzyści spowodu czego skierowano się znowu do sztolni św. Jakóba, otwartej ponownie w r. 1667. Jeżeli jednak jeszcze w lipcu 1695 r. wydano rezolucję w sprawie budowy jej, to musiała ona jeszcze w tym czasie znajdować się w ruchu. Pomijając to, jest prawdą, że nie przyniosła ona spodziewanych korzyści, gdyż późniejsze doświadczenia wykazały, że nie osiągnęła ona pokładów kruszcowych.
W zebranych zapiskach podano długość tej sztolni na 703 łatry, z nowych pomiarów jednak wynika, że otwarta rosza miała 415 łatrów długości, że 290 łatrów od sztolni, a stąd do ostatniego szybu świetlnego i ganka sztolniowego, przebitego przez dawnych górników, ujechano 1610 łatrów, tak że po włączeniu otwartej roszy przebito 866 łatrów, nie osiągnąwszy pokładów kruszcowych.
Kiedy i dlaczego opuszczono sztolnię, niewiadomo, lecz prawdopodobnie spowodowały to wysokie koszta i uciążliwe roboty w kurzawce. Ilość i bliskość zawalisk, zagłębień i zwałów dowodzi tego bardzo dobrze, a ponieważ starożytni mieli do zwalczenia również tyle trudności, które jeszcze do dziś dnia istnieją przy daleko doskonalszych środkach pomocniczych, to jeszcze więcej nas dziwić musi, że sztolnię tę bez widocznej korzyści tak daleko doprowadzili.
SZTOLNIA TARNOGÓRSKA
Ostatnia sztolnia, o której przed ponownem otwarciem górnictwa tarnogórskiego w r. 1784 pomyślano, jest ta, którą chciał prowadzić nadsztygar Scholle z pomocą gwarectwa pod nazwą: "Głęboka sztolnia dziedziczna pod Tarnowskiemi Górami". Zgłosił on się z tego powodu w marcu 1796 r. w królewskiej komorze domen i wojen. Budowę tej sztolni rzeczywiście rozpoczęto w okolicy Starych Tarnowic, ale wkrótce potem zabił tenże Scholle w stanie pijanym człowieka i uciekł. W taki sposób ostatnia próba ożywienia tarnogórskiego górnictwa z pomocą gwarków wzięła swój koniec.
Wznowienie górnictwa tarnogórskiego w r. 1783
Pierwsze maszyny parowe w górnictwie tarnogórskiem
W ponownie podjętem przez państwo pruskie górnictwie tarnogórskiem w r. 1784 nie przestały sztolnie odgrywać dalej swej wielkiej roli. Owszem, nawet sztolnie głównie umożliwiły rozbudowę nowej wielkiej fiskalnej kopalni „Fryderyka ".
Z nastaniem wiosny 1784 otwarto ruch kopalniany na oznaczonych w zeszłym roku punktach i na innych, bijąc szyby. Po niezbyt długich trudach znaleziono w obecności Redena pierwszy kruszec w szybie "Rudolfiny" a drugi na szybie "Liszczok". Reden pełen z tego powodu radości pisał do W. U. G. we Wrocławiu:

"Tarnowskie Góry, 20 lipca 1784.

Sprawia mi to wielką przyjemność donieść król. kolegjum wesołą wiadomość, że Opatrzność tutejsze roboty próbne ukoronowała pomyślnym rezultatem. W dniu 16 lipca bowiem wyłamano w głębokości 8 7/8 łatra na szybie "Rudolfina", a 18 - go na szychcie nocnej na szybie "Liszczok" piękny i wspaniały kruszec ołowiu. Z pierwszego właśnie co dopiero posłałem kilka sztuk pocztą, a z ostatniego dołączam teraz próbki, upraszając, aby je łaskawie włączono do zbiorów..." Odkrycie to wiele obiecywało. Tutaj, jak i w wkrótce potem wybitym szybie "Opala" wynosiło złoże kruszcowe 18 cali i obficie było wypełnione złożami i krupami. Próbny wyrąb 1 łatra kwadratowego dał 44 1/5 centnara czystego kruszcu (1 m2 = 643 kg). Był to nadzwyczajny wynik.
Nowemu przedsiębiorstwu otwarły się teraz wspaniałe widoki. Reden się cieszył, gdy widział, że jego wielkie plany posunęły się znacznie naprzód.

Z nim cieszyli się nietylko urzędnicy i robotnicy, ale i całe starożytne miasto górnicze. Mieszczanie widzieli, że dawne tak obficie tryskające, naturalne źródło bogactwa, dotychczas niejako wyschnięte, na nowo trysło. Umysły ogarnęło uczucie, które doprowadziło do tego, że z obfitości serca zrodził się



w ludziach pęd i dążenie zlożenia podzięki za tak wielką łaskę. Stąd, wszyscy czuli potrzebę urządzenia nabożeństwa dziękczynnego. Stało się to i oba wyznania dziękowały w świątyniach Bogu. Szczególnie pastor Pohle krzątal się wielce około uroczystości i miał kazanie górnicze. Uroczystość pamiątki pierwszego znalezienia kruszcu obchodzono odtąd corocznie w Tarnowskich Górach w dniu 16 lipca, a później w niedzielę po 16 lipca w kościołach obu wyznań w połączeniu z zabawami świeckimi. Sczasem stał się dzień ten prawdziwem świętem górniczem i hutniczem dla załogi w mieście i Strzybnicy.
W r. 1820 zaczęto teren około "Rudolfiny" planować i zalesiać, hałdę zaś zaokrąglono, a przez zniesienie innych pobliskich podwyższono. Tak powstal stary, piękny park górniczy na kolonji kopalni Fryderyka, w którym wznosił się pomnik, wspaniały obelisk pamiątkowy pomiędzy drzewami, wśród zieleni, a który następnie postawiono w parku miejskim, a który znalazł tak tragiczny koniec przed kilku laty [Obelisk ten jako rzekomą pamiątkę po Niemcach rozbito materjałem wybuchowym]. Na miejscu tem, gdzie stała hałda - pomnik - odbywały się też wszystkie coroczne uroczystości górnicze.
Oprócz wspomnianych dwóch szybów zaczęto wtedy w pierwszym roku bić dalsze 10 szybów, przy Bobrownikach, na Suchej Górze, pod Sowicami, Stolarzowicami i przy Dąbrówce - a również otwarto po jednym szybie świetlnym przy sztolni "Krakowskiej" i "Pomaga Bóg". Ale sprawa nie poszła tak gładko - większe powodzenie miały tylko roboty koło Bobrownik. Radość nie trwała długo, gdyż stary nieprzyjaciel górnika, woda, wtargnęła z wielką gwałtownością i zmusiła górników do opuszczenia miejsc odbudowy. Zwrócono się do starych sposobów i środków walki, do urządzeń pompowych, pędzonych kieratami konnemi [2) H. Koch, Geschichte des konigl. BIei- u. SiIbererzbergwerkes Friedrichsgrube bei Tarnowitz O. SchI. Denkschrift zur Feier des hundertjahrigen Bestehens der Friedrichsgrube].
Pierwszą odwadniarkę konną ustawiono w r. 1785 na szybie "Kunszt". Koszta budowy tej odwadniarki konnej wynosiły 2286 talarów. Odwadniarka ta jednak nie sprostała zadaniu, nie mogła ściągnąć dopływu wód - zbudowano prędko jeszcze dwie drugie. Cały ruch ten pompowania wody wymagał pracy 120 koni. Trzeba było radzić o innym sposobie, gdyż te środki nie wystarczały, a nie można było dalej się przy nich zapuszczać. Postanowiono sprowadzić maszynę parową z Anglji. Pierwsza, 32-calowa maszyna parowa, wyciągała wody z szybów "Kunsztu" i "Abrahama". Następnie użyto jej do poruszania pomp na szybie "Pachały". W r. 1801 ustawiono 32-calową maszynę na ostatnim szybie świetlnym obok szybu "Fryderyka" przy sztolni "Pomaga Bóg". Po ukończeniu "Głębokiej Sztolni Fryderyka" w r. 1834 dostała się maszyna na kopalnię „Król", a później na kopalnię "Fanny", gdzie miała nawadniać pola ogniowe na powierzchni tej kopalni, - gdzie też 1857 r. sprzedano ją jako stare żelazo. Takie były losy tej pierwszej maszyny ogniowej. Skoro 32-calową maszynę ogniową puszczono w regularny ruch, osuszony zostal najgłębiej osiągnięty poziom, co dotychczas udawało się tylko niekiedy częściowo. Chodnikami zaczęto się posuwać szybko w pole południowe, otwarto jednak znowu tak wielkie świeże wody, że maszyna nie mogła ich pokonać i połamała się przy zestawach spowodu zwiększonego sposobu chodzenia. Musiano znowu puścić w ruch kunszty konne i wynająć odpowiednią ilość koni.
Zdecydowano się dlatego szybko na sprowadzenie nowej silniejszej maszyny, a mianowicie już trzeciej zrzędu, ponieważ w międzyczasie zbudowano w Ozimku 20-calową maszynę ogniową. Skonstruował ją według tej samej atmosferycznej, t. zw. starej zasady, o 40-calowej ,średnicy cylindra, inspektor maszynowy Fryderyk, a puszczono ją w ruch 27 lutego 1791 r., po wyrzuceniu polowego urządzenia żerdziowego na szybie "Pachały". Kosztowała ta maszyna 16.204 talary, 13 gr. 11 fen.; a wszystkie części do niej i cylinder sprowadzono znowu z Anglii z Homfrey, nie zważając na istotne podwyższenie ceny.
Rok później ustawiono na wybitym szybie maszynowym "Heinitz" czwartą 48-calową maszynę, która kosztowała 17.048 talarów i 16 gr. Maszyna ta wyposażona w 11 ½ - calowe zestawy pompowe wyciągała w minucie 80 - 90 m3 wody na wysokość 20 łatrów. Spotrzebowywała ona dziennie 100 - 120 korcy wrocławskich węgla. Utrzymanie jej kosztowało dziennie 16 talarów i 16 gr. Właściwą maszynę sprowadzono z Anglji od Banksa z Benthal, a resztę wykonano w Ozimku.
Nad wykonaniem dzieła tego był po raz pierwszy czynny Fryderyk Holzhausen [Józef Piernikarczyk, Historja Górnictwa i Hutnictwa na G. Śląsku, t. I, str. 187-191].
Następną, czyli piątą 40-calową maszynę konstrukcji Boulton Watt ustawiono na 40-calowym szybie maszynowym w pobliżu szybu "Redena", a dnia 1 lutego 1796 r. puszczono ją w ruch. Była ona konieczna, ponieważ w rewirze miejskim docierano do głębszego poziomu, nazwanego chodnikiem "Redena", a który był potrzebny dla odbudowy w rewirze bobrownickim. Maszyna ta wyciągała 110 stóp kubicznych wody na wysokość 45 m.

Kosztowała 16.800 talarów, a spotrzebowywała dziennie 65 - 70 korcy węgla i utrzymanie jej dzienne wynosiło zaledwie 8 tal. 10 gr. Przynależne kotły parowe miały kształt podłużny. Wszystkie ważniejsze części wyszły ze zakładów W. Wilkinsona [Józef Piernikarczyk, Historja Górnictwa i Hutnictwa na Górnym Śląsku, t. II, str. 332 – 334.] w Staffordshire, (Anglja). Właściciel tych hut przybył osobiście w styczniu r. 1789 do Tarnowskich Gór i był ważnym doradcą Redena we wszystkich sprawach mającego powstać wielkiego przemysłu górnośląskiego [Józef Piernikarczyk, Wpływ i udział Anglików w tworzeniu wielkiego przemysłu na G. Śląsku, str. 14-16].


Maszynę ogniową, którą już całkowicie i w lepszej formie na Górnym Śląsku zbudowano, mianowicie w Ozimku, szóstą zrzędu, o 24-calowej średnicy cylindra, urządzono w szybie "Lis" w rewirze suchogórskim. Później dostała się do Polski na kopalnię fiskalną w nowo utworzonej prowincji pruskiej w Prusiech Południowych, do Strzyżowic. Właściwość konstrukcji Boulton - Watt polegała na kondensacji pary, która nie odbywała się już więcej w samym cylindrze, ale w osobno urządzonym kondensatorze. Budowa tej maszyny dokonała się pod osobistym kierownictwem i poradą Anglika Baildona, sprowadzonego na Górny Śląsk i tutaj pozostałego na stałe [Tamże str. 23-24].
Od r. 1799 - 1802 urządzono na szybie "Redena", o 20 m oddalonym od 40 - calowego szybu maszynowego, siódmą i największą. 60-calową maszynę według systemu Boulton - Watt'a. Wyciągała ona 220 - 260 stóp kubicznych wody na wysokość 164 2/3 stóp do roszy dziennej. Utrzymanie jej kosztowało 16,5 talara i zużywała około 120 korcy węgla. Założenie i wbudowanie kosztowało 24.854 talary. Zbudowano ją znowu w zakładach górnośląskich w Ozimku i w Gliwicach i była pierwszą, która posiadała u góry zamknięty cylinder dla obustronnego dopływu pary. W r. 1806 ustawiono ją na skarpie sztolniowym "Pomaga Bóg".
W późniejszym czasie dokonano jeszcze przy tej maszynie różnych konstrukcyjnych ulepszeń, a w r. 1835, kiedy stała się na kopalni Fryderyka zbędną, spowodu wybicia "Głębokiej Sztolni Fryderyka”, sprzedano ją hrabiemu Donnersmarckowi za 11.900 talarów i przewieziono na kopalnię galmanu "Wilhelmina" przy Szarleju, gdzie jeszcze przez 25 lat była czynna.

Ósmą i ostatnią maszynę ogniową w takim samym wykonaniu i 24 - calowej średnicy cylindra, zbudowaną również w górnośląskich zakładach, puszczono w ruch na szybie "Aurora". W roku 1808 przeniesiono ją na szyb „Pokój", a następnie używano pomocniczo przy budowie sztolni "Fryderyka" na dwóch szybach świetlnych. Po wykończeniu sztolni w r. 1835 ustawiono ją ponownie na szybie "Pokój", gdzie aż do r. 1876 służyła potrzebom tamtejszej płóczki, dostarczając jej potrzebnej ilości wody i gdzie też pozostawała aż do ostatnich czasów jako relikwja starych czasów.


Z powyższego można poznać, jak ogromne znaczenie miało i jak wielki rozwój spowodowało zastosowanie maszyn parowych od samego paczątku w tarnogórskim górnictwie.
Maszyny umożliwiły pokonanie wód podziemnych i wtedy też rozwinął się szeroko rozgałęziony system chodników głównych. Oczy świata ówczesnego zwrócone były pełne podziwu na te twory ducha i rozumu ludzkiego. Wszyscy byli poruszeni działalnością pełnych tajemnic sił pary, przeczuwając, że nadejdzie szczęśliwa przyszłość w następnej epoce dziejów. Ze wszystkich stron spieszyli książęta, mężowie stanu i ludzie pracy i nauki, - aby własnemi oczami oglądać te cuda. W księdze pamiątkowej kopalni Fryderyka znajdują się języki wszystkich ludów Europy. W czasie, gdy maszyny parowe były w ruchu i górnictwo rozwijało się, przedstawiała się okolica i krajobraz Tarnowskich Gór nadzwyczaj wspaniale. Ze wzgórz tarnogórskich widok ten był wspaniały, imponujący, porywający za serce, który dostarczały liczne szyby, kieraty konne i maszyny, spowite w mgle pary i dymu.
Przebijanie głównych chodników i sztolni
Z chwilą, gdy przy pomocy maszyn parowych opanowano wody, rozwinął się na wschodniem skrzydle zagłębia tarnogórskiego system sztolni i chodników, które stosownie do swego rozczłonkowania podzielono na różne rewiry. Z rozpoczęciem odbudowy pod Bobrownikami zaczęto posuwać się i w kierunku południowym, ku Suchej Górze.
W kierunku północnym posuwano się równocześnie, gdzie skrzydło zapadłości przechodzi w zachodniej stronie miasta Tarnowskich Gór. I tak powstały cztery rewiry: brobrownicki, suchogórski i tarnogórski, a bardziej na północ od ostatniego rewir sztolniowy albo sowicki. Podział ten utrzymał się aż do ostatnich czasów istnienia kopalni "Fryderyka", jakkolwiek cały ruch skoncentrował się już oddawna w rewirze suchogórskim, skąd kierowano mniejszymi robotami w pozostałych rewirach. Dla każdego z tych rewirów należy zwrócić uwagę na główne poziomy - dla tarnogórskiego wybito chodnik "Redena", dla rewiru bobrownickiego chodnik "Heinitza", dla suchogórskiego chodnik "Zuflucht".
W rewirze suchogórskim osiągnięto przy pomocy 40-calowej maszyny ogniowej, piątej zrzędu, w r. 1796 najniższy poziom Redena, który tutaj leżał w glębokości 23 łatrów (48 m) i który zwolna w tym stopniu, jak dokonywano przebitek, mających połączenie z poziomami wyżej położonemi "Heinitz" i "Zuflucht" musiał wszystkie wody przyjmować z południowych rewirów. Na szybie Redena też postawiono w r. 1802 najsilniejszą maszynę parową, mianowicie 60-calową, która wspólnie z 40-calową wyciągała wówczas wszystkie wody z kopalni.
Chodnik Heinitza, położony wyżej o 2,58 m, przeprowadzono, skoro pierwotny poziom przy szybie "Abrahama" okazał się za wysoki, więcej w zachodnim kierunku upadu do glębokości 42 m przy szybie "Heinitz". Chodnik ten stanowił najgłębszy ganek odplywowy dla rewiru bobrownickiego. Wody z niego wyciągały maszyny: 48-calowa na szybie "Heinitz", 40-calowa na szybie "Pachały" i pomocnicza 32-calowa maszyna na szybie "Abraham". Wszystkie te maszyny przestały być czynne z chwilą, kiedy przy pomocy przodka przeciwległego, wybitego od szybu Redena, dokonana została przebitka i w ten sposób nastąpiło połączenie z poziomem Redena co miało miejsce przy końcu marca 1800 r. pomiędzy szybami świetlnemi „Bernhardi” i „Zuch”.
Na południu łączył się ten poziom przy szybie "Pachały" z chodnikiem "Zuflucht", z głównym chodnikiem rewiru suchogórskiego, przez 5,36 wysoki skarp. Chodnik ten rozpoczynał się od poziomu szybu "Zuflucht" i bito go, zmierzając ku południowi aż poza szyb "Eggenberg" do południowego zwrotu zagłębia, przez co stała się zbędną odwadniarka konna i 24-calowa maszyna nowszej konstrukcji. Przebitkę ukończono w r. 1802 pomiędzy szybami "Wrona" i "Lis", od którego bito przodek przeciwny.
Odtąd zostały wszystkie 3 rewiry połączone z sobą otwartą przebitką i z centralnym urządzeniem odwadniarskiem na szybie "Redena" za pmocą ciągu głównych chodników o długości 3656 m, z których na chodnik "Zuflucht" przypadało 2385 m, a na chodnik "Heinitz" 1271 m.
Wnet okazała się potrzeba otwarcia złoży kruszcowych dalej w kierunku upadowym w stronie zachodniej, dlatego też zaczęto dalej prowadzić chodnik Redena w stronę południową pod stare odbudowy bobrownickie aż poza szyb" "Żmija". Zdobyto w tej okolicy lekko spadzistą caliznę wysoką ponad 900 m pomiędzy szybami "Heinitz", "Anioł" i "Żmija", na którym to obszarze rozwinęła się szeroko rozgałęziona odbudowa bobrownicka, trwająca do r. 1840. Pokazało się tu równocześnie, że chodnik Redena sprawił, że otwarte zostały prawie wszędzie złoża kruszcowe wschodniego skrzydła zagłębia, co następnie potwierdziło także uruchomienie sztolni Fryderyka.
1   2   3   4   5   6


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość